-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
Sądzę, że trzeba jednak zakupić pieluchy. Ja kupowałam dla kotki pieluchy w Biedronce Dada oraz Happy - te są w fajnych cenach np. w Auchan /58 sztuk można kupić za około 50 zł/. Te Happy są dużo lepsze, ponieważ rzepy lepiej trzymają. Mnie wystarczały dwie pieluchy na dzień przy 3 kg kocie, nie wiem czy te dwie piluchy byłyby wystarczające dla Mrówki. Ponadto bardzo chłonne są podkłady higieniczne - największy rozmiar to 70 na 100 cm. Koszt jednego takiego podkładu to około 2 zł. Ja teraz kupuję podkłady o wymiarach 40 na 60 cm do kuwet dla kota Wampirka i koszt pięciu małych podkładów to 5 zł.
-
To ja ją puszczę przez FB :)
-
Gabrysia do mnie dzwoniła w sprawie koteczki. Jednak na chwilę obecną nie będę mogła zabrać do siebie kotki. Zawsze mam na tzw. kwarantannie jednego kotka, teraz jest to Lusia i czekamy, aż Państwo chcący ją adoptować osiatkują balkon. Więc Lusia będzie u mnie pewnie jeszcze kilka, kilkanaście dni. Potem musimy ogarnąć te pomieszczenia, gdzie trzymamy takie kociaki na kwarantannie, bo bardzo je zaniedbaliśmy. Musimy zrobić mały remont, a to nam zajmie z 1,5 miesiąca. Mogłabym zapytać się znajomej z dogo, czy Jej z kolei znajoma nie wzięłaby kici na DT, ale to jest płatny dom tymczasowy. Ponadto na FB podglądam jak działa Pani z Gorzowa Wielkopolskiego - nie wiem, czy to jest rejon, gdzie przebywa kicia i mogłabym jutro podpytać tą Panią, gdzie ewentualnie udać się po porządną pomoc w Wielkopolsce dla kotka. Ta pani zajmuje się raczej psami, ale sądzę, że będzie znała jakieś pro kocie organizacje.
-
Terra, Wrzaskun to rzeczywiście było wyzwanie. Takie małe kocię, a takie bojowe. Nie wiedziałam, że kocie maluchy potrafią być aż tak wojownicze. Podziwiam Cię, że odchowałaś takiego buntownika. Terra, a teraz oprócz tego, że Wrzaskun jest gadułą, to pozostały mu jakieś wojownicze zachowania i na przykład drapnie znienacka, czy też złagodniał i jest po prostu rozgadanym kanapowcem ? Pytasz, czy Misia podczas oswajania była agresywna. Nigdy nie była agresywna. Oswajałam ją chyba około 1,5 do 2 miesięcy. Oswajałam ją na jedzenie, a że była w ciąży to potrzebowała dużych porcji i podawanych w miarę często. Więc wystawiałam jej miseczki, jak ją widziałam, a potem musiałam wejść do domu, zamknąć drzwi, bo inaczej nie wyszła spod krzaka i nie zjadłą. I tak było przez prawie 1,5 miesiąca. Potem mogłam popatrzeć jak je z trzech metrów, potem z dwóch, a potem mogłam już podejść blisko. W sierpniu Misia zaczęła wchodzić do domu, ale tak na dwie godzinki i szła sobie potem. Nie lubiła jak się ją głaskało, nie lubiła brania na ręce, unikała takich kontaktów, uciekała. Była bardzo zaradna - potrafiła upolować wszystko, wiedziała, które rośliny są trujące, a które nie. Polowała na myszy, na ptaki, wiem też, że zjadała jajka z ptasich gniazd. Zjadała tylko to, co wiedziała, że jest dla niej zdrowe, nigdy nie przyniosłaby przykładowo leżącej gdzieś tam na chodniku kiełbaski. Jak ją pierwszy raz zobaczyłam, to siedziała na ogródku razem z dwoma innymi kotami, identycznymi jak ona. Myślę, że to mogły być jej odchowane dzieci. Misia to był najmądrzejszy kot jakiego miałam - chodzi mi o jej samodzielność i zaradność. Natomiast nigdy nie była pieszczochem. No i obrażała się, gdy brałam inne koty. Ale przez 5 lat na pewno była bardzo szczęśliwa, bo wtedy była tylko ona, Kret, no i Skrzat, którego akceptowała. Spała jednak czasami ze mną, ale tak bezdotykowo, na kołdrze i przychodziła pomruczeć na kolana.
-
Terra, tak pewnie było, że kotka szukała opieki dla swojej pociechy. Moja Misia, ta która umarła w styczniu na raka, zanim została moim kotem, była kotem dzikim. Choć nigdy nie zaznałam od niej żadnej agresji. Ja ją obłaskawiałam prawie dwa miesiące, a okociła się zupełnie nie wiem gdzie. Ale dokładnie wiem kiedy, 1 września. A dwa tygodnie później, jak na dworze zrobiło siębardzo zimno, w nocy zaczęła przynosić swoje potomstwo - jedno co 4 godziny. Kiedy kotki miały ponad trzy miesiące zaprosiłam moją sąsiadkę, żeby sobie obejrzała kociaki i nie ukrywam, liczyłam, że może weźmie jednego. Bo z trójką rozrabiaków przestałam sobie zupełnie radzić i panować nad rzeczywistością. Jakież było moje zdziwienie, kiedy Pani Sąsiadka rozpoznała w mojej już wtedy Misiuni, kotka, którego poznała jakiś czas temu. Okazało się, że mimo tego, że dbałam o Misiunię od lipca, to jak ona się okociła tego 1 wrześnie, to jakiś czas potem przyniosła jedno ze swoich kociąt mojej sąsiadce. Pani opowiedziała mi, że wyszła na ogródek, a pod krzakiem leżał szczur. Ale jak podeszła bliżej okazało się, że to mały kociak, a obok stała Misiunia. Pani na początku sądziła, że kotem nie żyje, ale on w pewnym momencie się poruszył. I moja Sąsiadka wytłumaczyła Misiuni, że nie może jej pomóc, bo ma bardzo niegrzecznego i napastliwego psa i, że Misiunia musi zabrać swoje dziecko. I Misia tak zrobiła. A dwa tygodnie po porodzie zdołała przenieść swoje potomstwo do mnie. Nie mam pojęcia, czy te kotki dlatego proszą o pomoc, bo są zmęczone wychowaniem potomstwa, czy też proszą o pomoc dla najsłabszych kociąt. Nie wiem... Ale na pewno koty są bardzo, ale to bardzo zaradne i bardzo mądre. A dzikie kocice są mądre obłędnie. Terra, poczytałam w internecie i tam pisze,że taki 4 - tygodniowy to już jest bardzo samodzielny. Więc Twoja dzika kotka poprosiła o pomoc dla kociaka, który bez pomocy człowieka nie przeżyłby w kocim stadzie. Niesamowite są te kocie mamy.
-
Funia to pewnie psiak z charakterem :) I rzeczywiście jest dość spora, myslałam, że waży mniej, ale ze zdjęć trudno jest oszacować. W moim psie weterynarze głównie widzą terriera, a dokładnie jagdteriera, choć jedna Pani Doktor zobaczyła w nim właśnie mix sznaucera :) A ja oczywiście wyoglądałam sobie później na grafice i jagdterriery i sznaucery i dlatego Funia od razu mi się skojarzyła ze sznaucerem. Obie te rasy są dość aktywne, kochają węszyć i być w ruchu. Wyraźnie sygnalizują swoje potrzeby i domagają się ich realizacji. Bronią swojego terenu, oszczekując wszystko w nadmiarze. Mojemu psu to oszczekiwanie przeszło jakieś dwa lata temu. A ma ten mój psiak lat 15 lub 16 :) Coś mi się wydaje, że Funia z moim psem są bardzo podobne do siebie, jeśli chodzi o zachowanie.
-
To myślę, że Wampek mógł w podobnym okresie, co Twój Wrzaskun rozstać się z kocią mamą. Wrzaskunowi uratowałaś życie, a Wampek pewnie wtedy poszedł do czyjegoś domu. Ponoć najlepszy wiek na adopcję małego kotka, to co najmniej 12 - tygodni, jeśli kocia mama jest przy kociakach oczywiście. Przez te 12 tygodni kocięta uczą się właściwych zachowań. A takiego 4, 5 tygodniowego malucha ponoć bardzo trudno jest nauczyć właściwych zachowań. Choć niby wtedy kociak już jest samodzielny, bo sam je, korzysta z kuwety - to socjalizacja jest nadal w toku. Ludziom wydaje się, że jak wyrzucą takiego kociaka na dwór to już sobie sam poradzi i potem takie osoby jak Ty, muszą ratować maluchy. Dużo ludzi też oddaje do adopcji 4, 5 tygodniowe maluchy, które nadal powinny być przy matce. No i potem mamy takie znerwicowane pokolenia kotów :)
-
Maść do uszu podana bez problemów. Pani Doktor pokazał nam fajną metodę zapuszczania maści, podczas której kot mniej się stresuje. Trzeba najpierw kotka pomasować po główce i po ucholach, wkropić maść i znowu rozmasować. Okazuje się, ze Luśce nawet to pasuje. Co prawda nie szaleje z radości, ale przynajmniej nie ucieka.
-
Agnieszko, ja też dokładnie nie wiem jakim charakterem dysponują sznaucery. Na pewno uparciuchy i w genach mają zacięcie do polowań, czyli pewnie kochają obwąchiwać teren. Może Kulfoniasty napisze nam coś więcej o charakterze sznaucerów, byłoby fajnie :) W internecie nie za bardzo szukałam, znalazłam coś takiego, ale tu jest mało o charakterze: http://www.piesporadnik.pl/title,pid,45,oid,47,cid,150.html
-
Ja się na rasach nie specjalnie znam, ale psinka przypomina mi sznaucera. Trochę są oni wszyscy podobni :) Funia: A poniżej zdjęcia z internetu:
-
Ale piękny pychol :) Zapisuję sobie wątek psinki :) Kolejny psiak, który dzięki Wam dostał szansę na dobre życie :)
-
Terra, pomysł z chustą jest naprawdę świetny i godny uwagi. Przyznam się, że z pazurkami Wampka nic na razie nie zrobiłam. Ale on dał mi też trochę spokój, chyba podsłuchał jak ja go tu obgaduję i na dogomanii, i w domu, i przestał mnie tak napadać. Przynajmniej moje ręce trochę dojdą do siebie. Bardzo mi się podoba też pomysł z latarką, jest naprawdę super :)
-
Elu, super zdjęcia :) No i te biedne ucholki :) ale szybciutko je wyleczymy i będzie dobrze. Teraz Lusica odsypia wizytę, zjadła sobie dwa obiadki i ze dwie kolacje i poszła w kimono :) Wizyty w lecznicy bardzo ją stresują - dziś się cała uśliniła i zesiusiała do transporterka. Dlatego, tak bardzo się cieszę, że leczenie na chwilę obecną jest zakończone.
-
Możemy uznać, że w dniu dzisiejszym zakończyłyśmy leczenie Lusi. Ela przyjechała po mnie i po Luśkę, i we trójkę pojechałyśmy do lecznicy. Tak więc, kataru nie ma, ale ten preparat Veto Mune będzie Lusia dostawać dalej - ja jeszcze znalazłam w domu kilka kapsułek, bo to ją po prostu wzmocni. Brzuch jest pięknie wygojony, paszcza po czyszczeniu, jak i miejsce po wyrwaniu zęba wyglądają bardzo ładnie. Tak więc, to chrząkanie i kichanie było po czyszczeniu zębów, a nie był to katar :) Lusia miała też czyszczone 5 kwietnia uszy i niestety ten brudek się odnowił, więc na bank jest tam jakiś pasożyt. Kupiłyśmy maść na pasożyty uszne Oridermyl 30 g. Koszt maści i dzisiejszej wizyty wyniósł razem 111 zł. I to jest koniec kosztów związanych z leczeniem Luśki. Teraz przez 21 dni trzeba zakładać maść do ucha i będzie po wszystkim /dziś Pani Doktor już Luśce wkropiła maść/. Oczywiście w uszach może być świerzbowiec. Maść jest także skuteczna w leczeniu innych stanów zapalnych, wywołanych innymi pasożytami, czyli mówi się chyba o takim leku, że ma szerokie spektrum działania. W związku z tym nie było sensu pobierania wymazu z uszu, bo ten lek wyleczy wszystko. Zmobilizuje się i wkleję przez weekend trzy paragony, które mam z lecznicy.
-
Różo, czyli każda z nas ma taki drapiący koci egzemplarz :) Z tym grzbietem to też świetny pomysł, oczywiście muszę go wypróbować :) Ja przeważnie odnoszę rany kłute, jak zabieram rękę, wtedy Wampek łapie moją dłoń pazurami i je wbija, czasami uda mu się wbić bardzo skutecznie i głęboko - i to same wiecie jak boli. Pierwszy raz mam też takiego kota gadułę :) Różo, może Wampirek też chce, żebym mu mówiła jaki jest wspaniały - dziś z nim planuje tak pogadać, będę mu mówić same komplementy :)
-
Jutro spróbuję. U świnek też musiałam uważać, żeby nie przyciąć za bardzo. Zobaczymy, jak to pójdzie u Wampka. Spróbuję przyciąć na początek same końcówki. Wtedy już będą pazurki stępione i nie wbije mi ich w palce. Tymi cążkami przycinam też pazury psu - po jednym, max dwa na dzień - tak go to denerwuje. A może Wamp uwielbia mieć przycinane paznokcie ? I problem będzie rozwiązany - Wamp da łapkę, ja przytnę i wszyscy będą szczęśliwi :)
-
Genialne :) Mam taki obcinak, bo obcinałam pazurki świnkom morskim, które też miałam. Nigdy zaś nie obcinałam pazurków kotom, bo wszystkie potrafią się nimi posługiwać, za wyjątkiem Wampirka, ten nas drapie z lubością. Spróbuję jutro sama, a jak się nie uda, to wezmę go do lecznicy. Alfa, jak często trzeba podcinać pazurki ? Jeszcze raz dziękuję, to rzeczywiście ten sposób zadziała i to od razu :) Nogi też pewnie Was bolą, jak Was Wasz kociak ponakłuwa. Fakt, faktem, wbijanie pazurków jest baaardzo bolesne.
-
I jeszcze muszę na niego poskarżyć. Coraz gorzej się z nim bawi. Metoda unikania zabawy owszem, jest skuteczna, bo Wamp krócej maltretuje moje ręce, ale i tak muszę bardzo uważać jak te ręce zabieram. Żaden inny kot nie robi mi takich numerów - Wampek łapie moje palce jak na haczyk u wędki. Z tym, że on ma aż 4 te haczyki - jakoś tak zgina tę łapkę, jak podbierakiem i wbija mi w ręce pazury. Strasznie to boli, jak mu się uda, bo pazurki wbijają się głęboko. Teraz też mnie tak załatwił, przed chwilą - paluch boli, krew cieknie. A ja po postu przekładałam go z kolan na fotel, a on mnie ucapił pazurami. No i co ja mam z tym zrobić ? Jak go oduczyć ? On to zachowanie ma zakodowane, to jest jego zabawa. Zawsze się tak bawił, ale teraz jest chyba nakręcony tą wiosną i bryka jak dziki osioł. Jeśli macie jakieś sprawdzone pomysły na takich drapieżników, to będę bardzo wdzięczna.
-
Dobrze wiedzieć :) Planujemy w piątek podjechać z Lusią do lekarza, żeby Pan Doktor jeszcze ją obejrzał. Na chwilę obecną nie stwierdzam kataru u Lusi. Może to chrząkanie było spowodowane tym chorym zębem ? Bardziej to właśnie mi pasuje. Objawy były mylące i naprawdę sądziłam, że to katar. W każdym razie i tak podaję jej ten preparat Veto Mune i znalazłam jeszcze kilka kapsułek, które mi zostały po jakimś kocie, który odmawiał spożywania tego preparatu. Lusia bardzo chętnie zjada to Veto Mune z jedzeniem, więc tu nie ma problemu. Widać, że dobrze się czuje, jest bardzo ruchliwa, dużo biega. Jednak niczego nie niszczy, nie drapie i zawsze załatwia się do kuwety. Bardzo grzeczna i porządna kicia :)
-
Wampuś od około tygodnia ma swoje kolejne przyzwyczajenie, kuku na muniu, new obsession :) Poje sobie, popije, zrobi siku, albo i co jeszcze, no i zaczyna się darcie: EEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!! No mówienie mu: uspokój się - nie działa - uspokój się mały bo zwariuję - nie działa - SPOKÓJ BO PÓJDZIESZ DO PRZEDSIONKA !!!!! - NIE DZIAŁA !!!!! Ale ja już doszłam do tego co działa: trzeba kotusia wziąć na kolanka i ululać, a najlepiej jeszcze głaskać między ucholami i masować plecki :) - to działa :) Wystarczy dosłownie pięć minut pobawić dzidziusia, księciusia Wampusia i można odłożyć ululane kociątko na fotel. Skąd mu się to wzięło - nie mam pojęcia...