-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
Tak, Lusia pojechała razem z Państwem :) Pani i Pan są przesympatycznymi, młodymi ludźmi i sądzę, że Luśka znalazła swój idealny dom :) Pani po przyjeździe do domu, dzwoniła do mnie, że Luśka zachowuje się u nich w domu, tak jakby mieszkali razem od lat, a nie jakby poznali się w dniu dzisiejszym. To się nazywa trafiona adopcja :) albo przeznaczenie :) Bogdan ostrzegał Państwa, że Luśkot może podrapać, przy głaskaniu, ale Luśkot został już wyczochrany przez Państwa i nie było żadnego drapania człowieków :) Lusia chodzi za Panią jak piesek :) Tak więc Lusia czuje się u Państwa wspaniale, jest bardzo grzeczna i oby dalej wszystko układało się tak dobrze :) Bardzo lubiłam Lusię, ale u nas miała tylko namiastkę domu. Nie przebywała razem z innymi zwierzakami, bo nie lubili się z moimi kotami. Więc takie ograniczenia były bardzo dla niej stresujace. Ja ją tylko przenosiłam z sypialni do przedsionka i z powrotem. Aż mi jej żal było, ale z drugiej strony bałam się, że jak ją puszczę w mieszkaniu, to mogą się pobić z innymi kotami i znowu trzeba będzie leczyć Lusię z powodu poniesionych ran. A tak mogłoby być. W każdym razie jestem bardzo zadowolona, że u Państwa kicia tak pięknie się odnalazła :) Jak nic przeznaczenie :)
-
Państwo mają jutro przyjechać koło godziny 18. Jutro czeka mnie jeszcze ogarnięcie mieszkania, bo wzięliśmy się za mały remont i mamy lekki rozgardiasz. Lekki, to w sumie lekko powiedziane. Umowy sobie już przygotowałam, książeczkę znalazłam w szpargałach, no i jutro czekamy. Wiadomo, że szkoda będzie się rozstawać z tak fajnym kotem, ale jednocześnie cieszę się, że wreszcie, jak pojedzie do Państwa, będzie miała całe mieszkanie do eksploracji, a nie tak jak u nas, przedsionek, pomiesczenie gospodarcze i jeden pokój. No i jeszcze widziała, że inne koty chodzą wszędzie, a ona jest przenoszona z miejsca na miejsce. Nie brałam nawet pod uwagę zbratania Lusi z innymi kotami, bo nie lubiły się od początku, jeden na drugiego napadał. A ja wiem jak takie bijatyki mogłyby się skończyć ? Różnie bywa: podrapane ucho, ropnie, rozharatany nos. Wolałam uniknąć takich konfrontacji i cieszę, się niezmiernie, że Lusia u Państwa będzie jedynym kotem. Jak dla mnie Luśkot to koci ideał: jest pieszczochem, ale z charakterem, niczego nie niszczy, nigdy nie załatwiła się poza kuwetą, nawet jeśli ta kuweta nie była posprzątana. A koty potrafią mieć wysokie wymaganie odnośnie czystości swoich kuwet. Jutro się odezwę.
-
Terra, może teraz się otworzy :) https://www.thedodo.com/burma-adventure-cat-2376439763.html Fajne te zwierzaki jak nie wiem co :) To ten filmik o weteranie wojennym, bo widzę, że potem lecą inne filmiki.
-
Oj, dziękuję za informację. To zaraz będę coś kombinować z tym filmem.
-
Super wieści :) Bardzo się cieszę :) Apetyt na pewno wróci :)
-
Oczywiście znowu wkleił mi się taki wielgachny film. Nie wiem, czy będę umiała go zmniejszyć. W każdym razie spróbuję :) Sprawdziłam co to jest to PTSD - to jest zespół stresu pourazowego.
-
Terra odpiszę później. Teraz wkleję tak na szybko filmik znaleziony w internecie. Bardzo mnie urzekł. Co prawda nie za bardzo wszystko rozumiem co ten Pan mówi, bo angielski nie jest moją mocną stroną - jestem z epoki, gdzie mocną stroną bywał rosyjski :)
-
A...i będę udostępniać Bibusia na FB - już zresztą to zrobiłam.
-
Bibi jest wspaniały, tak na szybko przejrzałam wątek, a później sobie doczytam na spokojnie. Zajrzałam na pierwszą i ostatnią stronę i tak czytając po łebkach i między wierszami wnioskuję, że jest szansa na odmianę losu Bibusia. Takie duże psy są takie mądre, jak nie wiem co. Ja zawsze miałam takie pieski góra 10 kg i one zawsze były charakterne. A potem miałam okazję zaprzyjaźnić się z owczarkami niemieckimi i jestem pod wrażeniem takich dużych psiaków. Bardzo mądre są te duże zwierzaki. Oczywiście i mały psiak może być mądralą, tak jak i duży psiak może był strasznym głupolem. Ale te owczary to mnie zaczarowały po prostu. Wampek łazi za mną jak przyklejony. Śpi mi na głowie i mnie ewidentnie wielbi. Ponieważ jako jedyny kot jest przeze mnie więziony w czterech ścianach, więc doszłam do wniosku, że mamy tu chyba do czynienia z syndromem sztokholmskim. Luśka też jest więziona i na dodatek izolowana, bo lubi bijatyki i ona też bezwarunkowo wielbi Bogdana. Syndrom sztokholmski jak nic :) Bo te dwa kićki, które wypuszczam po nocy na dwór to już nas tak nie wielbią, raczej musimy zabiegać o audiencje, żeby sobie kota pomiąchać :)
-
Mocno trzymam kciuki za psinkę.
-
Może któraś z Was zna kogoś, kto chciałby adoptować taką mądrą psinkę ?
-
Muszę Wam powiedzieć, że wydaje mi się, że doszliśmy do wstępnego porozumienia z Wampkiem w sprawie drapania i stosowania przez niego tzw. haków /to jest chyba najbardziej bolesny koci chwyt jaki znam/. Nie chcę zapeszyć, ale jest lepiej, zdecydowanie. Wamp przestał stosować metodę na hak :) Teraz tylko delikatnie łapie zębami i przytrzymuje sobie moją rękę łapami z wysunietymi szponami, ale ich nie wbija. To już jest do zaakceptowania. W sumie to zastosowałam wszystkie możliwe opcje, o jakich tu słyszałam, a także te, opcje, które wyczytałam z różnych źródeł. Więc była rozmowa :), przerywanie zabawy, głośny opierdziel i pyknięcie w brzuch i w ucho paluchem :) No i przestał mnie łowić na pazury :) Pokazałam mu też cążki do obcinania i Wamp na sam ich widok nawiał. Tak więc widzę poprawę, tylko, żeby nie zapeszyć.
-
O rany...trzymam kciuki za zdrówko Funi.
-
Krecik też kiedyś wydawał z siebie takie śmieszne dźwięki, jak: mama muuu.... Teraz już tak nie robi, a szkoda, bo ja to bardzo lubiłam :)
-
To udostępniamy i czekamy :)
-
Luśka czuje się bardzo dobrze. Je, bawi się, biega i ewidentnie jest okazem zdrowia. Po tych wszystkich perypetiach zdrowotnych odzyskała swoje poprzednie kształty i muszę ją na dniach zważyć, czy waga dobiła z powrotem do pięciu kilo. Maść zakładamy jej szybciutko, więc walka ze świerzbowcem toczy się bez problemu. Zaletą dużej tuby z maścią do uszu jest to, że nie wypada dozownik, no i, że nie stresuję się zbytnio, że nie starczy mi maści na 21 dawek. Przy Wampirku miałam tubkę 10 g i ciągle się bałam, że mi zabraknie, no i w tej małej tubce wypadał ciągle podajnik maści. Nie wiem, jak Luśka będzie się zachowywać, jak już pójdzie do nowego domu, bo dla nas jest czasami bardzo grzeczna i miła, a czasami nie :) Ponadto dziś miał miejsce pierwszy raz kontakt Luśki z moim agresywnym Kretem. Nie dało się uniknąć konfrontacji, bo Luśka była w sypialni, a Kret chciał wleźć do sypialni, a Bogdan musiał wejść do sypialni. No i oczywiście koty po otwarciu drzwi przemieściły się z szybkością światła i doszło do starcia: Efekt finalny był taki, że Kret uciekał przed Luśką, ta go goniła z rozcapierzonym, jak u lisicy ogonem, a ja w popłochu otwierałam drzwi na ogródek, żeby Krecik sobie spokojnie nawiał... Co oczywiście nie oznacza, że przy następnym starciu, sytuacja będzie wyglądała podobnie. Przy następnym starciu Kret może chcieć zabić Luśkę. A, że tak powiem oboje są w tej samej kategorii wagowej hehe...:)
-
Tak, najlepiej jakby to była infekcja i można by to choróbsko szybciutko wyleczyć. Z Biedronki pieluchy były najtańsze, to fakt, ja jednak w drugim roku opieki nad kotem z uszkodzonym kręgosłupem, przerzuciłam się na te ciut droższe Happy, bo one miały wtedy /dwa lata temu/ super rzepy. Nie znam aktualnych cen pieluch, wpisałam pieluchy Happy w google i wyszło mi, że te 58 sztuk kosztuje około 50 zł, ale najlepiej sprawdzić ceny w markecie :) Opieka nad sikającym zwierzakiem, wymaga naprawdę bardzo dużo pracy, co ja mówię to mnóstwo pracy. Jak ta moja niepełnosprawna kotka miała przykładowo biegunkę, to czas sprzątania na dobę, to było kilka godzin. Przy samym sikaniu jak się robią smugi na podłodze, to też schodzi mnóstwo czasu. Czasami trzeba wyprać jakiś dywan...wiadomo. Nie mówię już o tapicerce. Statystycznie sprzątanie to około 1 do 2 godzin dziennie. Dlatego, mam nadzieję, że to będzie infekcja.
-
Pani Maria już mi odpisała, że nie zna nikogo od kotów...niestety. Ja czasami obdzwaniałam okoliczne fundacje, kiedy szukałam pomocy dla kota. Niestety, przeważnie te organizacje odmawiały pomocy. Raz jeden przyjechała Pani z okolic Katowic do Dąbrowy i zabrała od nas kota do swojej fundacji. Ja zajrzałam do internetu i w okolicach Poznania znalazłam taką fundację, może akurat mają miejsce i wzięli by kotka na BDT. Wklejam link do strony: http://glosemzwierzat.pl/kontakt-2/ Widzę, też, że czasami ludzie puszczają ogłoszenie przez FB, że w takim i takim rejonie jest pies/kot, że oni go dokarmiają, ale nie mogą zabrać do siebie i proszą o pomoc w znalezieniu domu. Czasami się to sprawdza i udaje się znaleźć dom zwierzakowi. A czasami nic to nie daje...wiadomo jak jest...