-
Posts
6893 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by joanka40
-
Jeszcze tylko do Róży i do Martiki nie wysłałam PW, bo się nie da, nie wiem dlaczego. Spróbuję jutro. Dobrej nocy.
-
Oj, to się będzie działo.
-
Już wysłałam.
-
Do Róży też nie udaje mi się wysłać. Danusi wyślę przez FB.
-
Tak, próbuję i nie chce mi się wysłać. Agatko, mogę Ci wysłać maila na skrzynkę. Jeśli chcesz. Nie mogę wysłać do Ciebie i do Martiki.
-
Tak, próbuję i nie chce mi się wysłać.
-
Przeszły mi wiadomości do Terra, AlfaLS. Nie mogę ich wysłać na inne konta, będę próbować dalej.
-
Dziś znalazł się właściciel kici, która była u nas w przedsionku. Wszystkim osobom, które interesowały się losem koteczki wyślę na PW informacje.
-
Byłam dziś w lecznicy na ściąganiu szwów. Wszystko poszło gładko, brzuch się pięknie zagoił i teraz uwaga: Wamp nie nosił prawie wcale kaftanika. Nie obmereszał sobie tego zaszycia, nie interesowało go specjalnie, całe szczęście. Ja mu na początku zakładałam kubrak, ale on po minucie go zdejmował, zupełnie nie wiem jak, bo wszystkie tasiemki pozostawały zawiązane. Raz tylko spanikowałam /w piątek/ - jak wyszedł ten krwiak, bo sądziłam, że to albo uczulenie, albo, ze wdało się jednak zakażenie. Jednak Pani Doktor powiedziała, że to siniak i w niedzielę nie było już po nim śladu. Na razie Wamp jest pięknie podleczony, humor mu dopisuje i apetyt też. Wczoraj i dziś zjadł nawet gotowanego kurczaka, mało, bo mało, ale i tak się cieszę. Po tej szczepionce na odporność jest bardzo duża poprawa z zaleganiem w nosie. Widać też, że Wamp czuje się naprawdę dobrze. Jednak planuję mu zakupić ten olejek z czarnuszki, bo od czasu do czasu - tzn. raz na kilka dni, coś w tym nosie zaszumi. Cały czas mam nadzieję, że po szczepionce i kuracji olejkiem, problem z nosem całkiem minie i, że unikniemy tego wziernikowania.
-
Każda metoda jest dobra, jeśli prowadzi do celu :) Jeśli tylko Cię nie napada, to ja uważam, że warto ją w ten sposób obłaskawiać. No i ważne jest, żeby tak jak piszesz nie mogła nawiać :)
-
Super :)
-
No, to z tego wniosek, że geny odgrywają ogromną rolę i mają wpływ na kocie zachowania. I nigdy tak właściwie do dotrzemy do przyczyny kocich zachowań :)
-
Wow, piękna opowieść... Uwielbiam takie historie :)
-
Przepraszam, jeśli przynudzam Was tymi przydługimi postami i, że nie odbieracie mnie jako totalną nudziarę.
-
Terra, Wampuś wymiziany. To chyba jest tak, że jak kot rodzi się przykładowo na działkach, to kocica uczy go, żeby nie ufał ludziom, psom, przynosi upolowane myszy i ptaki, i pokazuje jak je jeść, a potem bierze kocięta ze sobą na polowania. I one przez te 3, a czasem pewnie nawet i 4 miesiące wychowywania uczą się takich ostrożnych zachowań. Pewnie stąd bierze się potem ten dystans do ludzi. Potem matka zostawia swoje potomstwo, a ono radzi sobie już samo, korzystając z wiedzy rodzica. Nigdy nie zapomnę widoku Misi, jak stała za oknem z upolowanym gołębiem i chciała z nim wejść do domu, żeby pokazać swoim kociakom, jak należy go zjeść. A agresja u kotów, to nie wiem skąd się bierze. W sumie bardziej naturalne są chyba raczej zachowania ucieczkowe, koty chyba nie atakują bez znanego sobie powodu. Dziś wyczytałam w necie, że jak taki kot wolnożyjący jest agresywny w domu, to wynika to raczej z tego, że chętnie by w sumie nawiał, ale nie za bardzo jest gdzie, więc drapie i warczy. Ta potwora z ganku to też warczy jak się głośno coś powie, no i też dziś wyczytałam, że może być nadwrażliwa na hałasy.
-
Taki proces oswajania pewnie trwa latami. Moja Misia, była też takim kotem nie dążącym do kontaktu z człowiekiem - choć nie było w niej cienia agresji do nas. Innych ludzi omijała szerokim łukiem. Zaczęła się do mnie przymilać po kilku latach. Znam taką Panią, która wzięła do siebie dwie dzikie kotki. Jedna już nie żyje, a druga zaczęła do Niej przychodzić i spać z Panią, po czterech latach. Ta kotka ma na imię Ogrynia i na miau jest wątek, jak Pani jej szukała, kiedy Ogrynia uciekła. Wątek bardzo wciągający i niesamowity. Kiedyś na wątku Luśkota pisałam jak kilka lat temu siedziałam z moją Misiunią u weterynarza w poczekalni. Z Misiunią, która nie tolerowała wtedy prawie żadnego kontaktu ze mną, a obok mnie siedziała Pani z kotkiem na smyczy, który obejmował ją przednimi łapkami za szyję. No więc dosłownie dysząc z zazdrości wycharczałam przez gardło; - To kotek taki pieszczoszek, tak ? Na to Pani: - Tak, oj tak...bardzo. Tak mniej więcej się zachowuję od czterech lat. No to ja dalej drążę temat: - A ile kotek ma lat ? - pytam się. A Pani odpowiada: - Czternaście. No, tyle w temacie :)
-
AlfaLS, też tak sobie myślę, że takie kotki trudniej jest wyadoptować, czasami pewnie jest to wręcz niemożliwe, bo nikt nie chce takiego dzikusa. Ale są osoby, które cenią sobie u zwierząt niezależność, ludzie, którzy nie lubią czułości i chcą mieć zwierzaka, który ich nie będzie za bardzo angażował. Ale tak prawdę powiedziawszy, to nie mam pojęcia, jak szybko można znaleźć dom dla takiego kotka. Ja raczej wyobrażam sobie tylko, że adoptuje tego kota jakiś malarz - artysta, który czerpie przyjemność z samej obserwacji zwierzaka. nie przepada specjalnie za okazywaniem uczuć zwierzakowi, ale podziwia jego dziką naturę z daleka. Machnie kotkowi portret, nakarmi go do syta i podziwia jego samodzielność. Taki kot dla artystów :) A czy ta Twoja pannica jest agresywna, czy lękliwa ? Ciekawa jestem.
-
lub nawet...! jest najlepsze :) Agatko, ta dziewczyna ma dokładnie to samo, co ta Twoja, no i jeszcze te dźwięki wydaje takie groźne. Nie mam pojęcia, czy takiego kota można jakoś obłaskawić, a jeśli tak, to po jakim czasie to oswojenie następuje. Potwornik jest oczywiście zadowolony, że siedzi w przedsionku. W ogóle już nie wychodzi na dwór, załatwia się do dwóch brytfanek, które zostały po Wampirku /Wamp ma teraz miskę i taki pojemnik/. No i próbuje włazić do domu, ale jakoś obie tego nie wyobrażam :) Musi zadowolić się przedsionkiem, tam ma naprawdę sporo atrakcji.
-
A widzisz, o tych miseczkach porozstawianych w domu nie wiedziałam. Spróbuję, bo coś mi się zdaje kotom to będzie bardzo pasowało :) Danusiu, ja się jutro zbiorę w sobie i napiszę do fundacji. Najlepiej byłoby kocicę podleczyć i przywieźć ją z powrotem, i niech przychodzi się stołować i przespać, gdyby było zimno. Też mi się wydaje, że po zabiegu poszłaby do klatki. A uspokajacze też by się przydały, jak najbardziej.
-
I pożyczyłam sobie z biblioteki książkę "Zaklinacz kotów", żeby poczytać coś na temat radzenia sobie z kocią agresją. Ale ta książka pod względem "wychowania kota na dobrego obywatela" jest beznadziejna. To raczej takie poradnik jak zajmować się kotem. O agresji było bardzo mało i nie tego oczekiwałam. Dziś ją oddałam, bo niestety w niczym mi nie pomogła. To ta książka i sądzę, że każda z nas, która ma koty zna większość informacji zawartych w tej książce. Więcej informacji było poświęcone żywieniu kota, więc ja się pytam, czy zostanę zakilnaczem kota odpowiednio go żywiąc ? No, a przecież Potwór jest żywiony prawidłowo, więc już nie powinno być żadnych problemów z jej zachowaniem. hehe... http://lubimyczytac.pl/ksiazka/36400/zaklinacz-kotow
-
No i sprawdziłam jak to jest z tą wodą, bo temat mnie zaintrygował. Agatko, tak jak napisałaś, koty wolno żyjące nie muszą specjalnie pić, bo jak polują to wodę mają z pożywieniem. Gorzej jak nie mogą polować, a dostęp do wody jest utrudniony. Inaczej jest z kotami domowymi, część z nich nie poluje, dostaje suchą karmę i podpija sobie z miseczki. Wklejam artykuł o piciu kotów. http://www.tg.net.pl/temat/post/miau/1665/Ile-powinien-pi-kot-Jak-zachci-kota-do-picia-wody Moje koty nie wypijają tyle wody ile jest zalecane w tym artykule, bo musiałabym codziennie dostarczyć im 0,75 l wody. Owszem piją rosół, jedzą galaretki z puszek, ale i tak wydaje mi się, że ta ilość wody jest chyba dość spora - szklanka wody dla kota, na dobę. Wamp często pije wodę, Skrzat pije wodę z łapy :) a Krecika przy misce z wodą widzę sporadycznie /ale za to Kret wyżłopie każdą zupę/. Ostatnio też ciekł nam kran i Skrzat pił wtedy tylko wodę z cieknącego kranu, jak również mył sobie głowę pod kranem :) Niestety parę dni temu stary kran się złamał - ja go złamałam hahaha...i teraz mamy nowy, który już nie kapie... Nie żebym była jakimś babochłopem ale kran był zakamieniały i nie mogłam podnieść wajchy do góry, a jak w końcu podniosłam to się ułamało, hehe...
-
Byłam dziś z Wampem w lecznicy, bo wczoraj na brzuchu zlokalizowałam jakąś czerwoną plamę. Posmarowałam ją wczoraj Tribiotikiem, ale to się zaczęło błyszczeć i dopiero wtedy zrobiło się czerwone. Zaznaczam, że samo nacięcie goi się pięknie, szwy są w stanie nienaruszonym, nic się nie rozeszło, nie ma ropy, ale na końcówce nacięcia właśnie zaczyna się to czerwone. Pani Doktor powiedziała, że to jest siniak. Że mógł powstać po goleniu brzucha, albo przy szukaniu przepukliny, bo była bardzo mała. Jest jeszcze jedna opcja, że Wamp uderzył się w brzuch, a że miejsce jest osłabione, to wyszedł siniak. Wamp dostał antybiotyk i w poniedziałek jadę z nim na zdjęcie szwów. Poza tym ma apetyt, ładnie się bawi i wszystko jest w porządku :)
-
Danusiu, ja miałam do Ciebie pisać, bo pamiętałam doskonale, że Zołza rozharatała Ci ucho i ręce. Pannice rzeczywiście są podobne. Najlepiej nie dotykać, dać jeść i niczego nie chcieć. Bogdan nalega, żebyśmy skontaktowali się z Panią Anetką - tą z fundacji, żeby ją zabrała - jeśli byłoby miejsce - przebadała, a potem mogłaby wrócić z powrotem do Dąbrowy, na swój teren, a my byśmy ją dokarmiali. Trzeba też ją wysterylizować, wiadomo. Ja się jeszcze trochę waham, bo wiadomo to jest stres dla kota, ale niestety nie za bardzo sobie z nią radzimy. Tzn tylko ją karmimy. Dziś karmiłam ją z ręki mięsem pierwszy raz, Bogdan też daje jej jedzenie z ręki - to jest OK, ale pogłaskać już nie wolno. No a apetyt ma taki, że szok, zrobiła się taka wielka i to nawet nie przez ten brzuch, po prostu tak mocno utyła. Jak nic jest w ciąży. Jak Misia była w ciąży, to zjadała na jedno posiedzenie dwie śląskie kiełbaski, a dwie godziny później znowu była głodna. I tak jak piszesz, trudno jest mi sobie wyobrazić opiekę pooperacyjną nad takim kotem. Masakra. Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś ten wątek :) i dziękuję za cenne komentarze :)
-
No i króciutko o koteczce: nadal wcina wszystko jak świnka przy korytku, ładnie się myje i całkowicie zaprzestała wyjść na dwór. Oczywiście nadal jest Panna Niedotykalska, jedynie przy serwowaniu jedzenia wykazuje jakieś pro ludzkie odruchy. I pije już normalnie. Niby na dworze dużo śniegu, ale kot chyba nie je śniegu, żeby zaspokoić pragnienie, zresztą chyba język by mu przymarzł. Rany, jak te dzikie koty radzą sobie z piciem w takie mrozy ?
-
Terra, zwierzaki dziękują za mizianka :)