-
Posts
2029 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Maron86
-
Ja się za to spytam, czy ktoś wie czy można z burkiem wejść na wystawę w Szczecinie która będzie w czerwcu? Chciałabym kupić parę rzeczy dla swojego burka, a już nie raz mimo mierzenia chybiłam z rozmiarem :(
-
Ponoć drożdże piwowarskie, ale ja prócz tych co są w karmie nie dodawałam osobno więc się nie wypowiem. U mnie najstarszą sukę bez ochrony nic nie żre, Magia wystarczy że ma jakiś kiepski spot-on, a Szaman musi mieć dobrego spot-on + obroże ...
-
Witam - za trzy tygodnie pojawi się nowy domownik Akita Inu
Maron86 replied to efektywny1's topic in Akita
Chyba że tak :) U mnie każdy pies je inną karmę, Szaman woli kraść karmę od suk pomimo że mu nie służy i pomimo że on ma tak naprawdę najlepszą karmę... Dlatego napisałam że pies nie zawsze dokonuje dobrego wyboru :) -
Ja dziś zamówiłam 'jajo' w zooplusie, mam nadzieje że się sprawdzi dla suki która się nakręca na takie zabawki. Długo się łamałam jak nie wiem, bo jednak cena też spora.
-
Zna ktoś ten środek, jakieś opinie: [URL="http://www.zooplus.pl/shop/psy/maszynki_pielegnacja_psa/obroze_preparaty_przeciwpchelne/inne_preparaty/357214"]http://www.zooplus.pl/shop/psy/maszynki_pielegnacja_psa/obroze_preparaty_przeciwpchelne/inne_preparaty/357214 [/URL]
-
Witam - za trzy tygodnie pojawi się nowy domownik Akita Inu
Maron86 replied to efektywny1's topic in Akita
Ja sobie włosy z głowy rwałam gdy mój pies będąc podrostkiem nie jadł, weterynarz mi wytłumaczył że pies może spokojnie 3-4dni nie jeść. Szczególnie rasy pierwotne potrafią sobie robić 'głodówki'. Jeśli pies jest zdrowy nie ma co histeryzować i trzeba przeczekać ;) Tak w ogóle uważam jak Kateczka nie zawsze pies 'dokonuje' dobrego wyboru, większość psów wybierze badziewną karmę 'ładnie pachnącą' z polepszaczami ... -
Weź pod uwagę że naprawianie błędów trwa czasem naprawdę długo. To nie jest dzień, tydzień... Czasem może to trwać kilka miesięcy i zdarzają się nawroty. Nic na siłę, wszystko w tempie psa, nie człowieka który jest zwyczajnie nie cierpliwy ;)
-
Twój pies się nabawił lęku, ta sytuacja z obcym dla niej człowiekiem była tak traumatyczna że się mocno zakorzeniła. Na psy najlepiej 'działa' ser żółty lub mięso prawdziwe (nie parówki itp). Im mocniejszy bodziec w postaci 'przekupstwa' tym szybciej kodują się poprawne zachowania (przetestowane na moich psach i psach które do mnie na DT trafiały). Ważna jest cierpliwość, ogromna cierpliwość i wyrozumiałość. Ludziom którzy przychodzą do ciebie 'obcym' dawaj od progu smaczki, pokrojone w maleńką kosteczkę, pies nie ma się nażreć tylko skojarzyć 'obcy = nagroda'. Nie wolno się w psa wpatrywać, nie wyciągał rąk do psa, zwyczajnie udawać że psa nie ma. Gdy podejdzie nawet w pewnej dla siebie bezpiecznej odległości rzucić smaczek w stronę psa bez większego entuzjazmu, pochwał, głaskania. Dopiero po jakimś czasie pies zacznie sam przychodzić, czekać na smaczki. Po jakimś czasie (nie powiem ci konkretnie ile czasu musi minąć, każdy pies inaczej reaguje, u jednych będą to 3-4 wizyty, u innego kilka tygodni codziennej pracy) zaprzestań rzucania psu smaczków, będziesz wiedziała kiedy, pies zacznie się cieszyć na widok obcych. Wtedy nie patrząc na psa należy wyciągnąć otwartą rękę ze smaczkami, pies będzie je 'kradł' i uciekał. Następny etap następuje gdy pies już nie zwiewa ze smaczkiem tylko czeka na kolejny, wtedy dając smaczka można jednocześnie psa pogłaskać. Jednak nie nachalnie, jeśli to będzie dla niej za wiele, da ci znać. Przedewszystkim cierpliwość i obserwowanie jej zachowań. Życzę powodzenia :)
-
U mnie dla świra działa wyłącznie jako linka bo zwyczajnie nie mogę spuścić Szamana bo nie jest psem którego da się odwołać, a spokojne suki mogą chodzić 'w koło bloku'. Może faktycznie dlatego inaczej na to patrzymy, moje psy przy ulicy itp nie są prowadzone na flexi bo zwyczajnie uważam że to nie jest smycz na takie wypady. Jednak jeśli pies jest spokojny i w 100% usłuchany to czemu nie :) Tylko wydaje mi się że takie psy nie psują smyczy typu flexi ;)
-
Jeśli ktoś wie jak naprawić i wie co robi to przedłuży życie takiej smyczy, to tak jak byś miała 2gą 'nową'. Naprawdę nie widzę nic złego w naprawianiu czegokolwiek. Samochody też się psują i też się je naprawia, a przecież jest to bardziej 'ryzykowne' ;).
-
Czy założeniem flexi nie jest prowadzenie psa który reaguje na komendy, kiedy się mówi stój to stoi i nie wlatuje pod samochód, no i oczywiście nie wyobrażam sobie wyprowadzanie psa nieogarniętego na flexi w mieście. Więc takie 'nieszczęśliwe zdarzenia' mi się nie przytrafiają, nawet jak mechanizm padnie i się nie zwinie na dobre, to nadal będzie to w lesie i zwyczajnie zmienię smycz (przez 'miasto' i tak idę na zwykłej).
-
Ja nie susze ani taśmy, ani linki. Taśmę mam giant xl z otwartym bębnem, linka poprzednia śmierdziała mimo wiecznego suszenia osobiście myślę że to była jakaś 'podróba' bo ciągle się psuła i nigdzie nie było tego 'flexi' wytłoczonego pomimo że była kupowana właśnie jako 'flexi'.
-
Ja ją psu zakładam wyłącznie na spacer, tak to leży w szczelnym pudełku bo zwyczajnie dostaje od niej duszności. Do tego jest tylko 'dodatkiem' do spot-on kropli więc też nie widzę sensu żeby pies nosił ją 24/7 ;)
-
Mój ojciec zawsze rozkręcał poprzednią smycz, robił własną sprężynę (akurat u nas szła sprężyna i ledwo wciągała linkę), wyciągał syf i składał. Smycz pożyła jeszcze jakieś 2lata, jednak jak dorwałam się do sprowadzonej z Niemiec flexi od tego czasu nie muszę ani jej suszyć po spacerach, ani rozwijać, nie muszę czyścić itp. Zwyczajnie smycz ma 10lat (wiem bo suka ma 11 :eviltong:), jedyne co to linka się przetarła i zamiast mieć 5m mam niecałe 3m linkę :lol:. Jednak z tym też mam zamiar coś zrobić, szkoda mi wywalić mechanicznie sprawną smycz więc zwyczajnie wymienię linkę na dłuższą odpowiednio wytrzymałą. Uważam że nie ma co się bać samemu naprawiać smycz, to jest taki sam sprzęt jak komórka czy laptop (tylko mniej zaawansowana technologicznie), a skoro sami wymieniamy podzespoły w takich sprzętach to tym bardziej ze smyczą sobie poradzimy ;)
-
Czekam z niecierpliwością na relację, mam nadzieję że same pozytywny ;) Tak sprzeczne informacje do mnie napływają im bardziej się zagłębiam 'w temat' że aż zastanawiam się gdzie jest prawda. Oczywiście nie liczę na to że metoda działa w 100% na każdego psa, wiadomo różne organizmy, różne środowiska itd.
-
Jak tam wasze psiaki po podaniu komórek, są jakieś widoczne poprawy w bólach czy też poruszaniu się?
-
Z tego zdjęcia wygląda jak zwykły kundelek których całkiem sporo w szczecińskim schronisku, coś z ONka pewnie miała jednak szczerze wątpię by to był owczarek belgijski.
-
Mam tą odblaskową obrożę z pchełki, muszę przestrzec że śmierdzi niemiłosiernie, astmatykom odradzam przebywanie w jednym pomieszczeniu z tym śmierdziuchem. Sama w sobie nie działa cudów, w połączeniu ze spot-on ujdzie.
-
Dla swoich mam chopo. Przyznam szczerze że gdy pies się rozpędzi to kaganiec 'lata' góra i dół (nie zawsze), jednak ani Magia ani Szaman nie chcą kagańca zedrzeć z paszczy. Magia się jeszcze w kagańcu nauczyła 'uderzać' przeciwnika (pijanych ludzi) i ewidentnie podoba się jej to, przy czym ja nie muszę się martwić że kogoś ugryzie :diabloti:. Ogólnie dla Magii dobrałam za krótki kaganiec, ale popuściłam pasek z tyłu i narazie nie kupuję innego. Szaman ma nowofundland suka. Wyglądają dość komicznie z 'kubłami' na ryju :lol:. Tak kagańce dobrałam żeby pełną paszczą mogły sobie ziewać, pić z miski wodę, szczekać, wywalać na pełny pysk jęzor. Dodam jeszcze że ten kaganiec nowofundland suka już na sukę w typie mastifa pirenejskiego był nietrafiony, zdecydowanie za niski i mogła tylko lekko pysk otworzyć.
-
Współczuję, u mnie na szczęście nie było to aż takie poważne. Nie wiem czy szczeniak był już chory jak go braliście, sama pisałaś że na początku nie żłopał aż tyle? Hodowca może wolał ci powiedzieć że w razie czego pies ma trafić do niego, a nie do żadnego schroniska (my też mówimy że jak by coś się działo z psem którego adoptują ludzie to żeby wrócił do nas zamiast schron)? Trzymam mocno kciuki, może wet wam to jakoś na raty rozbije (u nas u weta można rozbić na raty)?
-
Takie nagminne picie może samo w sobie uszkodzić nerki, zwyczajnie nie nadążą filtrować wody... To wbrew pozorom naprawdę niebezpieczne, wiem to po mojej suki przypadku. Naprawdę lepiej psu wydzielić i dawać częściej i mniej niż 'a masz nachlej się'. Na twoim miejscu nie dawałabym więcej niż litr wody dziennie.
-
Zdecydowanie zrób wszystkie badania, badania moczu (im świeższe siki tym lepiej), kompleksowe badania krwi, badanie nerek. Dodam że pies powinien pić do 100ml/kg masy ciała, najlepiej psu trochę ograniczać wodę i podawać częściej. Ja przez to niestety przechodziłam, koszty ogromne to fakt, dobrze rozumiem twoje nerwy mnie też szlag trafiał na całą sytuację... U mojej suki okazało się że to zapalenie kłębuszków nerkowych czy jakoś tak. Dodam że suce został nawyk żłopania wody bez umiaru, trzeba było jej wodę lekko obrzydzić żeby piła ile potrzebuje, a nie ile jej się wydaje że chce. Też jest łakoma, dziś np się użarła w łapę bo chrupek jej położyłam na nią :lol:
-
Ha, dobrze że tego baskera nie kupiłam, a miałam zamiar dla Magii. Tylko że Magia ma dłuuugą mordę i dlatego tak zwlekałam i zwlekałam, bo w sumie ma chopo, ale też średnio dobrany (trochę krótki więc ma pasek z tylu popuszczony bo nie zwala kagańca)... Rumi. kaganiec nowofundland suka jest taki jak mój z wymiarami podany.
-
Ja jak kiedyś czytałam o rozmnażaniu psów, o tym jakie to dobre mieć jeden miot i jakie to korzystne dla zdrowia suki. Natknęłam się na artykuł w którym widniały zupełnie inne informacje: że suce poród skraca życie o 1-3lata, że mocno nadwyręża zdrowie, były tam opisane wszelkie możliwe komplikacje jakie mogły wystąpić w przypadku porodu, komplikacje po porodowe. Ogólnie ten artykuł był chyba pisany specjalnie tak żeby każdy czytający przeraził się na tyle by zrezygnować z rozmnażania kundli. Jednak podejrzewam że było w nim naprawdę dużo prawdy, a że jeszcze trafiłam na odcinek Victorii w którym ładnie na piłeczkach pokazała jak to jest z rozmnażaniem.... Tak więc moja kundlica nie została pokryta niebieskookim huskym, a ja z głupich pomysłów wyrosłam (nawiasem mówiąc aprobowanych przez wet.) ;)
-
Ja swoje szczepie jadąc w naprawdę zakleszczone miejsca typu agroturystyka itp gdzie nie ma szans by do psa nie doczepił się kleszcz. Osobno zabezpieczam je środkami przeciwkleszczowymi. Gdy złapią jakiegoś kleszcza to nie wyciągam go sama z obawy za zbyt mocnym ściśnięciem drania, urwaniem go itp co może spowodować 'zwymiotowanie' przez niego i zakażenie mojego psa. Do wyciągania paskud używam środka zamrażającego na kleszcze, po czym łatwo go wyciągnąć w całości. Każde miejsce po ugryzieniu tych paskud należy obserwować, nawet jeśli pies jest teoretycznie zabezpieczony oraz gdy wydaje nam się że na 100% dobrze wyjęliśmy paskudę.