-
Posts
2029 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Maron86
-
Nie czytałam, zaraz przejrzę allegro czy da się ją dorwać. To całe 'szkolenie' w jej przypadku to właśnie budowanie pewności siebie, przyzwyczajanie do tego co wywołuje w niej lęk, oswajanie z normalnym psim życiem. Efekty niby są jest bardziej samodzielna, zdecydowanie mniej problemowa, o tyle im więcej się nauczy tym mocniej okazuje mi tą uległość już nawet w momentach kiedy ją totalnie ignoruję... Nie muszę na nią patrzeć, mówić, ogólnie zwracać uwagę - leci mi pod nogi, łasi się i ... siura :-(. O ile ja sobie mogę problem 'rozwiązać' docelowo założeniem jej psiego pampersa, o tyle problem sam nie zniknie. Przyznam szczerzę że mam nadzieję iż ktoś miał takiego 'uległusa' z właśnie takim problemem dzięki czemu będzie mi w stanie podpowiedzieć co zrobić. Nie ma co się oszukiwać, przed nowym właścicielem też może sobie ubzdurać że musi koniecznie okazać mu swoją uległość - a wiemy przecież jak kończą 'sikające' psy w domu (nie ma znaczenia czy pies leje ze strachu, z uległości, czy jest po prostu nie nauczony... ludzie bardzo często są leniwi i wygodni, nie chcą psów z problemami).
-
Witam Mam na DT psa z którym ni jak nie umiem pracować, pewne zachowania wypracowaliśmy i stoimy w miejscu. Całkiem możliwe że za dużych postępów od niej oczekuje w za krótkim czasie, jednak czasem odnoszę wrażenie że jest pełna sprzeczności. Opis psa. Jest to młoda, niespełna roczna sunia, waga jakieś 12kg, średniej wielkości. Gdy do nas trafiła była zaciążona, wyszło to przy sterylizacji. Bianka od początku była mocno wystraszona, ewidentnie pies lękliwy. Boi się każdego hałasu, dźwięku, również przywieszki przy obroży, je wyłącznie w nocy, po schodach bała się wchodzić, na podwórku dostawała prawie że zawału, ogólnie każdą zmianę przechodziła ogromnym stresem tak mocnym że serce jej waliło jak by z klatki piersiowej miało wyskoczyć :-(. Osiągnęliśmy to że pies w miarę normalnie przechodzi przez drzwi, wchodzi i schodzi sama po schodach, je posiłki (nie jadła, a była tak wychudzona że same kości obciągnięte skórą :shake:) co prawda tylko nocą jednak już całą porcję. Na podwórku zachęca do zabawy, skacze się wygłupia, cieszy jak szczeniak. W domu lubi polować na piszczące zabawki. Przychodzi (prędzej tylko się czołgała) i się tuli do człowieka, bardziej reaguje jak zazdrośnik czyli chwali się innego psa to Bianka leci się miziać zwracając na siebie uwagę. Ogólnie pozostało to że na zawołanie nie przyjdzie bo musi się sporo czasu przełamywać, pomimo że dostaje ten czas to potrafi się przyblokować i zrezygnować. Również został ogromny lęk na nagłe hałasy, jakieś stukoty itp, chowa się wtedy pod stół lub krzesło - pomimo że ma swoje legowisko z którego w zasadzie nie korzysta. Wydaje mi się że tu potrzebuje po prostu więcej czasu, u nas jest od 10 maja. Jednak jest coś co mnie w niej kompletnie dobija... Do mnie ma największy respekt, najbardziej się łasi, na podwórku zaczepia do zabawy i skacze. Ja mam dość silny charakter (zasługa Szamana :diabloti:) i faktycznie zauważyłam że psy które są na DT raczej do mnie lgną, chyba że nie chcą czegoś robić to się zasłaniają mamą :lol:. W każdym razie - Bianka potrafi wlecieć mi na łóżko w dosłownie kilka sec, a gdy podejdę ją sprowadzić to ... sika pod siebie. Wiem że to jest okazywanie uległości, ale litości, dziś mi tak okazała uległość że zasikała mi łóżko, zasikała pół domu, a na koniec jak już zobaczyła że coś mnie trafia (szlag jasny nieokreślony :angryy:), to zasikała się po pachy. Wyniosłam ją na balkon żeby chwilę ochłonęła (na zewnątrz czuje się bezpieczniej), ale teraz jak tylko podejdę to merda ogonem i .... się zasikuje :placz:. Czy da się oduczyć psa takiego głupiego pokazywania 'uległości'? Przecież jak ona pójdzie do adopcji i trafi na osobę z silnym charakterem to od razu wróci, nikt nie toleruje sikaczy. Chciałabym jej zapewnić jak najlepszy start, tylko tak jak mówię inni podejść mogą normalnie, a jak ona coś nabroi i ja się zbliżam to momentalnie 'uległość'.
-
Problem z agresywnym psem- agresja wobec ludzi i psów
Maron86 replied to maartaa_89's topic in Agresja
Tylko jest taka mała acz ważna różnica między szczeniakiem, a podrostkiem... Wiem bo sama byłam pewna że taki pies do roku to jak szczeniak, wszystkiego się oduczy. Otóż nie. Taki pies ma już silnie zakodowane zachowania, niekoniecznie pozytywne, wbrew pozorom żeby takiego psa oduczyć złych zachowań trzeba ciężko pracować z psem i nad samym sobą... Ja stwierdziłam że będę brała psa albo szczyla do 3m-c, albo dorosłego. Nigdy więcej nie podrostka... Jeśli chodzi zaś o tamtą sukę moją Nadię to ... ona ważyła 43kg, była w typie ONka 'pracującego'. Ataki były naprawdę niebezpieczne, a i psychika mocno zwichrowana. U naszej było podejrzenie guza mózgu, miała guzy z wiekiem na całym ciele, w pewnym momencie nawet macicę jej wypchnął guz - to udało się zaleczyć i żyła jeszcze 8m-c... Szkoleniowiec zwracał nam uwagę na to że zanim z psem zaczniemy pracę musimy go dobrze przebadać, właśnie ze względu na podejrzenie chorobowe i ataki 'braku świadomości' lub agresję z bólu. Jeśli chodzi zaś o uszy to sporo psów jest wrażliwych na uszy i łapy, czasem nawet ogon. Niektóre również nie cierpią głaskania po głowie. -
Problem z agresywnym psem- agresja wobec ludzi i psów
Maron86 replied to maartaa_89's topic in Agresja
Moi rodzice mieli masę psów przed jedną specyficzną suką ze schroniska (zanim trafił do nas Szaman, zanim zaczęliśmy z DT). Z winy mamy która twierdziła że to stara suka (miała mieć 2lata, ale oszukali nas i się okazało że ma 8lat...), schorowana i nie można jej szkolić i męczyć bo 'starego psa już się niczego nie nauczy' :roll:... Suka doszła do momentu że była super nieobliczalna, atakowała nawet domowników, pies bomba, ja się jej bałam (miałam 18lat) bo mnie najbardziej atakowała, a że miała legowisko przy moich drzwiach to był to dla mnie koszmar. 6-lat z nami była, a przez 5-lat to był istny koszmar, pomimo że rodzice prędzej szkolili psy (we własnym zakresie), psy były normalne, znali się na psach... jedna nieprzemyślana decyzja, brak mimo wszystko wiedzy. Tamta suka... Nadia była niestabilna emocjonalnie, lękliwa, potrafiła do znajomych moich/rodziny podchodzić i się łasić, a w momencie gdy ktoś przestawał ją głaskać - atakowała. Miała również takie trzaski że podchodziła łasząc się, a jak ktoś wyciągał rękę - atakowała. Ataki to nie były typu straszak, kłapanie zębami, tylko realne ataki z wbijaniem zębów w skórę i szarpanie.... W domu ujadała jak szalona na każdy dzwonek, domofon, a że młodsza suka (teraz moja najstarsza) byłą szczeniakiem i z nią żyła razem to uczyła się od starszej idiotycznego szczekania :roll:. Chodzi mi o to że czasem jest tak że pomimo naszej wiedzy to coś na nas wpływa iż danego psa traktujemy trochę inaczej niż poprzedniego czy też tego na DT. Pomimo wiedzy popełniamy błędy które rzutują na dalsze egzystowanie z psem. Teraz np matka już nie bagatelizuje 'dziwnych' zachowań psów, nie pobłaża gdy pies warknie na domownika, gdy sępi przy stole, czy gdy między sobą robią jakieś burdy. Oczywiście refleks ma jaki ma i często jest tak że ja szybciej reaguję, ale mimo wszystko Nadia była dla niej tak dużą nauczką że z pewnością tych samych błędów nie popełni. Co do Wendy wydaje mi się że ona faktycznie nie chce kontaktów z ludźmi i psami, są takie osobniki i nie ma co ich zmuszać bo może dojść do nieszczęścia gdy się zabroni psu CS'ować (warczenie, buczenie, pokazywanie zębów). Wydaje mi się również że albo sunia ma wyłączny posłuch do właścicielki, albo chłopak nie widzi sygnałów. Myślę że sunia jest w takim wieku (ponad 4-lata utrwalania takich zachowań), że opiekun już nawet nie widzi gdzie błędy popełnia i co można naprawić. Jeśli działa ignorowanie suni, to niech zwyczajnie nikt obcy nie wchodzi z nią w kontakt (nawet gdy się doprasza) i zobaczyć jak to działa. Jeśli jednak te ataki nie były tak ostre i z czasem się nasilają i faktycznie stają nieobliczalne, może warto sunię przebadać? Może to jakiś stan chorobowy i ból wywołuje ataki? -
Dzięki :loveu: trochę się martwiłam bo u 'czarnych' moich robi się ta gulka, ale u suki najstarszej już nie. Znacie jakieś inne obroże do 'pluskania się' niż foresto?
-
Problem z agresywnym psem- agresja wobec ludzi i psów
Maron86 replied to maartaa_89's topic in Agresja
Ciężko mi doradzić bo raz że mam małe doświadczenie (tyle co własne psy + dt), a dwa że przy takich przypadkach chyba jedynym wyjściem są właśnie spotkania ze specjalistami. Miałam sunie 2x która niby była do psów cacy itp. zanim trafiła do mieszkania, wtedy obrót o 180* i agresja do stada, próby ustawiania (co w przypadku moich psów nie przejdzie bo Szaman staje murem za Magia, a on jest bardzo silny psychicznie, fizycznie i pewny siebie). Chodzi o to że często psy zrobią wszystko by wyjść ze schroniska, a po zbadaniu gruntu zaczynają sobie wyznaczać coraz dalej granicę. Z tego co rozumiem to sunia z początku była ok, prawdopodobnie wolontariusze albo nie wiedzieli o lękliwości suni (w co wątpię), albo stwierdzili że młoda sunia to się sama oduczy... Wydaje mi się również że tak jak niektóre psy adoptowane sunia zaczęła izolować się od innych psów (skutek schroniska), po czym ludzi. Tu są raczej problemami błędy przy wychowaniu (może zbyt 'ciuciali' nad psem gdy do nich trafił, zamiast wyznaczyć od progu granice?), oraz charakter typowo lękowy. To co opisujesz to strach przed innymi psami, te histeryczne ataki. Przy dzieciach bardzo bym uważała, niektóre psy przy karceniu dawania CS'ów przestają je wysyłać, a i atak potrafi być już wtedy ostry i niespodziewany. Osobiście radziłabym jakąś dłuższą współpracę z dobrym profesjonalistą i stopniowe wyciąganie jej ze złych zachowań oraz kontakt z pewnym siebie stabilnym psem którego ona zaakceptuje. Pewne siebie psy mają coś w sobie że przyciągają histeryków, takie lękliwce znajdują w nich podporę psychiczną i szybciej się przełamują. Broń boże nie proponuję adopcji 2giego psa, żeby nie było niedomówień ;), tylko znalezienie jakiegoś w okolicy i częste spotkania w jego towarzystwie, zabawy, spacery itp. -
Pamiętam te czasy gdy kleszcze były nowością, nikt się przed nimi nie chronił i o ich istnieniu się nie rozprawiało... a dziś? Cholerne paskudy spędzają sen z oczu opiekunów 4-łapych przyjaciół. Ja chwilowo mam spokój z nimi, jakimś cudem dobrałam środki dla moich psów i ich nie kąsają. Chociaż w lipcu planuję wyjazd nad jezioro niedaleko morza i wtedy zaopatrzę się dodatkowo w foresto (tu nie działa, ale może tam będzie?) bo psy będą się pluskać non stop przez prawie 2tygodnie. U moich pojawia się po wyciągnięciu, lub ukąszeniu taka 'twarda gulka'. Zawsze mnie to dziwi, ale wet mówi że to normalne, taki stan alergiczny. U waszych psów jest tak samo? Nie ma żadnego zaczerwienienia, ani dziury po wyjętym kleszczu, również na szczęście (odpukać) żaden mi jeszcze nie chorował. Jednak wiecie trochę martwi mnie taka reakcja u 2 na 3 moje psy.
-
Niestety internet i słowo pisane ma to do siebie że czasem niedomówienia można źle zinterpretować. Twój pierwszy post odebrałam jako kolejny temat wymówkę (a sporo już tu na forum takich spotkałam), takie swego rodzaju rozgrzeszenie dla swoje złego postępowania. Byłam przekonana że czekasz aż ktoś ci napiszę byś uśpił psa skoro stary i jeszcze do tego miał czelność zachorować. Dlatego właśnie tak się obruszyłam, zwyczajnie widząc codziennie jak stare psy trafiają do schroniska lub pod różne fundacje bo 'łaskawie właściciel chciał się psa pozbyć' coś się we mnie gotuje. Jeśli faktycznie jest jak piszesz i wcale nie oczekiwałeś przyzwolenia do uśpienia to wybacz, zwyczajnie się pomyliłam w ocenie człowieka. Z własnego życia wiem że zwierze walczy tak długo jak walczy o jego życie właściciel, a walka o zdrowie i życie zwierzęcia jest wyczerpująca zarówno psychicznie jak i finansowo... Rzadko kiedy znajdzie się wet który leczy po własnych kosztach mając świadomość że właściciel zwyczajnie nie ma już więcej pieniędzy, ja na szczęście na takiego wet. trafiłam gdy miałam znajdę z białaczką (prawdopodobnie odkleszczową) 11lat temu... U mnie przy 3 psach jak jedno zdrowe to drugie coś złapie, w samym styczniu na samą diagnozę prawie tyś zł, później leki, teraz pieluchy (a to tylko 4letnia sunia).
-
Problem z agresywnym psem- agresja wobec ludzi i psów
Maron86 replied to maartaa_89's topic in Agresja
Również wydaje mi się że tylko wizyta jakiegoś dobrego szkoleniowca/behawiorysty w domu i oglądnięcie problemu na żywo może coś pomóc. Ja bym osobiście zaczęła (oczywiście pod okiem specjalisty) od odczulania w domu, później jakiś plac szkoleniowy, a na koniec 'życie miejskie'. Przyznam szczerze że wydaje mi się iż długa droga przed nimi i masa samozaparcia... Osobiście uważam że największym błędem było wzięcie wylęknionej suki w wieku 7m-c bez doświadczenie i wiedzy jak postępować z takim psem, myślę że ktoś bardzo źle im poradził twierdząc że skoro to młody pies to sobie wychowają. Z doświadczenia wiem że psi podrostek ma już swoje przejścia i nawyki, a niektóre niestety bardzo ciężko wyplenić, a zaniedbane z czasem się kumulują :( . Mam teraz na DT niespełna roczną suczkę, do adopcji wyłącznie do doświadczonych i cierpliwych ludzi, inaczej grozi katastrofą. -
Przeczytałam to co napisałeś i właśnie w taki sposób cię odbieram, pies stał się za drogą zachcianką więc go łaskawie uśpisz zamiast wywalić :shake:. Mały pies w wieku 12-14lat ma jeszcze sporo życia przed sobą, które ty chcesz odebrać dla mnie bez powodu. Mam 3 własne psy, w tym psa który musi jeść specjalną karmę, wiem jak to jest odmówić sobie by zadbać o psa więc takie twoje wyjazdy mnie nie ruszają. Wiem doskonale jak to jest zadłużyć się u weta i zrezygnować dosłownie z wszystkiego gdy pies zachoruje, jeździć na codzienne zastrzyki, patrzeć jak pies niknie w oczach i mimo tego walczyć o psa do końca. Nie do końca kasy na koncie, do końca psiego życia (8m-c przegranej walki z białaczką)! Wziąłeś psa i jesteś za niego odpowiedzialny, tak jak u ludzi tak i psów z wiekiem organizm powoli się zaczyna sypać. I trafia mnie coś wewnętrznie gdy czytam takie posty gdzie ktoś rozważa ZABICIE psa bo nie ma kasy bądź mu szkoda na starego już psa... Zgadzam się w 100% z IvyKat jeśli cię nie stać na leczenie to zaciśnij pasa, poproś jakąś organizację zwierzęcą o pomoc lub oddaj komuś bardziej zamożnemu psa... nie zabijaj go bo 'kasa'...
-
Czy ja dobrze rozumiem że ty rozważasz uśpienie psa bo, nie masz kasy na leczenie jego? Leczenie które nie jest poważne, które nie zagraża życiu psa? Czy liczysz że ktoś ci powie 'spoko uśpij psa, i tak jest stary'? Mam nadzieję że to tylko głupi żart........ :angryy: Skoro psa da się wyleczyć, nie cierpi i nie wyje z bólu po nocach to odpowiedź jest prosta - lecz tego psa. Ostatnie 10lat życia poświęcił ci się bezgranicznie i puki był zdrowy to fajnie, a na koniec jego życia kiedy staje się 'problemem' najlepiej wywalić? Masakra ile takich starych psów widuje się w schronisku, gdzieś kiedyś kochany bo zdrowy, a później na bruk bo się znudził, bo zaczął chorować, bo nie pasuje do mebli :angryy:
-
Co wet to teoria... Jeden z wetów do których jeżdżę twierdzi że pies się zaraża w momencie kiedy 'wymiotuje' lub 'wydala resztki' lub 'ślini się'. Zabrania mocnego ściskania kleszcza bo może to spowodować 'wymioty' i zarażenie, zaleca 'wykręcać' w przeciwną stronę do ruchu zegara i zawsze sprawdzać czy paskuda ma łapy. Od kiedy się do tego stosujemy nigdy nie było przypadku 'urwania dupska' kleszcza i zostawienia reszty w psie. Drugi wet uważa że pies się zaraża już przy ukąszeniu przez chorego kleszcza, a im dłużej kleszcz tym większe ryzyko (tylko jak to się ma z teorią że przy ugryzieniu zaraża?), zaleca wyrywanie kleszcza w prostopadłej pozycji to skóry. Twierdzi że środki przeciwkleszczowe to pic na wodę i naciąganie ludzi bo one i tak zarażają zanim uschną. Ja osobiście mając 3 psy własne + tymczasa dochodzę do wniosków że to co na jednego psa działa, innemu nie pomoże wcale bądź trzeba zwiększyć dawkę. Żaden z moich psów (odpukać) nie chorował na odkleszczową chorobę, ba co 2 lata są szczepione serio przeciw boreliozie + zabezpieczam środkami, jak jakiś się znajdzie w czasie 'miedzy zakropleniem' wtedy 'wykręcam' lub zamrażam środkiem (od zeszłego roku). Wydaje mi się że nie ma 100% ochrony przed tymi paskudami... Przy długowłosych psach sprawdza się... golenie futra na krótko :-( + jakiś spot-on który na danego psa działa.
-
[quote name='gryf80']jak "wysycha"taki kleszcz znaczy się obumiera,to nie zaraża[/QUOTE] Dzięki wielkie, trochę się cykałam bo był wielki jednak w ogóle nie opity.
-
a właśnie, a jak jest wbity i usycha to nie zaraża psa?
-
No właśnie od dobrego tygodnia w kółko jest to samo, wychodzi od siebie (mieszka 3bloki dalej), przyłazi nam pod klatkę i tyle psiego spaceru co długość flexi :roll:... Próbowałam jej mówić żeby odeszła gdy mama 4 psy trzymała i czekała, próbowałam wychodzić o innych porach (dziwnym trafem ona też zmienia godziny i sterczy po 30min-1h), swojego psa 'ustawiłam' na tyle by się nie szarpał i przechodził spokojnie. Mi łażenie po sądach mało przeszkadza, a jeśli do babki w końcu coś dotrze to może i dobrze :mad:. Zwyczajnie rozbiła mnie i doprowadziła do szału tekstem 'no wiem że powinna mieć kaganiec ale sobie każdy zrywa', to takie 'sorry że mój pies ciebie i psa pogryzł, ale tak mi szkoda żeby chodził w kagańcu'. Ja w ten sposób to odbieram i naprawdę nie mogę zrozumieć jak bardzo można spierdzielić psu social, psu który był fajnym labem. Pomysł z kagańcem ściągniętym nie bierze się znikąd prawdę 'mówiąc'. Miałam problem z malamutem, też babę prosiłam, tłumaczyłam, omijałam. Tamta jak co dzień rzucała piłkę malamutowi na podwórku, często ten pies podłaził do nas pod klatkę i ogólnie do nas bo leciał do suk.... Jak w końcu zaczęłam ściągać psu kaganiec gdy tamten podłaził, tak się w końcu zmyła z malamutem i .... prowadzi go na smyczy!
-
U mnie jak się wychodzi z klatki to są krzakory prowadzące bezpośrednio na 'uliczkę' po której jadą auta (bardzo bezpiecznie ... :roll:). Dalej przez tą uliczkę jest latarnia i trawniczek ... babka zazwyczaj tam stoi :angryy:, czasem stoi trochę dalej bo 'aż' za ślizgawką. Biorąc pod uwagę że ten pies dziś ją przeciągnął jakieś 3m + długość flexi. EDIT: Swoją drogą jak psu kagańca nie ściągnę to pozwolę na pogryzienie jego bez możliwości obrony, więc to nie jest wyjście i wątpię by ktoś z was na to pozwolił... Ten lab to nie jakaś mała klucha, ona jest nie wiele niższa od Szamana + on nie atakuje suk bez powodu.
-
slavica masz naprawdę dyskretną reklamę, wcale nie bije po oczach, nie, wcaaaaleeee :roll:. Nie wiem właśnie czy pogadać z tą babką żeby sukę ogarnęła bo aż żal patrzeć, czy olać to i psu kaganiec ściągać w myśl jak zagryzie to pech - a że nie chodzę nigdy z jednym psem, a moje działają jak stado to ten pies naprawdę ma marne szanse... Ogólnie kiedyś to naprawdę fajna i ogarnięta laba była, ja jestem w szoku że można tak psa 'popsuć'. Mój się ogarnia i jest coraz lepiej, a ta coraz większa agresja i realne próby ataku. Ostatnio też widziałam jak na moje psy (szliśmy z mamą + 4psy), ona z labą i wózkiem z dzieckiem - wtedy mogłam odejść i jak zobaczyłam jak dziecko w wózku jedzie za labą to aż mi słabo się zrobiło :shake:
-
problem w tym że baba chodzi nam praktycznie przed klatkę i wychodząc praktycznie non stop włażę na nią... więc jedyne wyjście 'w drugą stronę' to do domu. Do tego dochodzi taki problem że Szaman jak zostanie już raz na poważnie zaatakowany to nie odpuści, w sensie będzie stał i czekał na rozwój wydarzeń. Ja swoją drogą też nie wyobrażam sobie żeby zmuszać go by się odwracał dupą do takiego agresora...
-
Oj tak tak, wszystkie ich są najpiękniejsze, najbardziej rasowe, wręcz reproduktory-championy. Jak by spytać (co zresztą czasem złośliwie robię) czy jadą na wystawę w szczecinie (gdzie mieszkam w policach więc to chwila i jesteś) to się okazuje że jednak pies nie ma papierów :lol:. To są dość zabawne sytuacje prawdę mówiąc, jeśli ma się kundla lub w typie to po co ściemniać że to pies z rodowodem. Jednak przeciętny człowiek rozumuje: zapłaciłem=rasowe :roll:. Dziś mnie spotkała stresująca sytuacja w której o dziwo nie wiedziałam jak się zachować! Idę sobie jak co rano odsikać psy (rano osobno chodzą po 2 psy) Szamana i Biankę (bojaźliwy tymczas), Szaman sika sobie na śmietnik i niby wszystko ok. Widzę że babka z labką stoi na środku trawnika (flexi + szelki) i trzyma psa, więc niczego nie świadoma idę z psami dalej. Szaman jak to facet popiskuje do suni zachęcająco, ale idzie na równaj. W pewnym momencie w sec laba znajduje się z zębami przed bokiem Szamana (mój na dławiku + kaganiec + smycz...) i grze mordę próbując go dorwać. Pomijając fakt że babka prawie przeszlifowała twarzą trawnik, to jeszcze do mnie z tekstem 'powinna mieć kaganiec, ale wszystkie zrywa'. Serio jak by mnie to obchodziło że jej cholerny pies zrywa kagańce, więc pomimo że z zębami leci to nie nosi :angryy:. Odpowiedziałam jej że mój ma kaganiec bo jak dorwie to żywego nie puści, zabrałam psy i poszłam dalej. Szaman nie wiedział czy ma sukę atakować, czy podrywać ... ale coś czuję że następne spotkanie skończy się walką. Dodam że tą labkę znam! Jest w wieku Szamana (około 4-lata), równo z nim chodziła na szkolenie, na podwórku się ładnie bawiły (czasy jak mojego jeszcze ze smyczy spuszczałam bez linki i ogrodzenia). Teraz ten lab się rzuca na każdego psa, nie ważne jaka płeć, nie ważne jaka wielkość czy też wiek (na moją 11letnią mniejszą od niej sukę też z zębami leciała). Prawdę mówiąc mam mieszane uczucia i się mocno zastanawiam czy dla bezpieczeństwa mojego psa nie będzie dobrym rozwiązaniem ściągnąć mu kaganiec widząc tego laba...
-
U nas mija powoli moda na yorasy, ale jak 4lata temu brałam Szamana to wchodziła. Najczęściej słyszałam 'zabieraj tego kundla od mojego rasowego pieska' co zazwyczaj kwitowałam że mój ma więcej rasowości w genach niż ten paszczur (pies w typie MT). Teraz większość jorasów znikła (ciekawe czy zdechły od chorób genetycznych, czy się znudziły), a te co zostały otrzymują ode mnie praktycznie co 'widzenie' wredny komentarz pokroju 'o to jest jakiś kundlej sznaucero jorka?'. Inaczej się nie da jak się widzi umaszczenie koloru jorka, sierść skundloną, a wielkość średniego sznaucera - przy czym babka się wręcz zapierała że to rasowy bo zapłaciła (ja za adopcje ze schronu kundla w typie też i ma więcej z rasy niż ona od pseudo :lol:).
-
Ja zawsze czekałam aż przestanie padać, albo w kubrak co wyjście psa ubierałam żeby mogło spokojnie wchłonąć bez wymycia.
-
Oj czytam wszystkie posty i to czytam bardzo uważnie. Właśnie z nich wnioskuje że założycielka wątki psa nie lubi już nawet nie mówię że nie kocha, zwyczajnie nie lubi i nie akceptuje. Pierwszy post jasno daje do zrozumienia że najlepiej to psa by się pozbyła, no ale nie wypada. Pies ją frustruje, wkurza, doprowadza do szału i w ogóle o co temu psu chodzi bo przecież poświęcają w sumie 1h swojego cennego życia na 'spacery' z psem (masakra najkrótszy spacer z psami moimi jakie mają i jest nazywany 'wyprowadzeniem na odsikanie' to 30min). No i ogólnie to jak im się chce i mają nastrój to dadzą od niechcenia jakąś zabawkę czy się powygłupiają. Jak została na to zwrócona uwaga nagle się okazuje że pies jest nawet fajny i ma jakieś tam zalety, ale i tak do bani :roll:. Masa ludzi znajduje psa, teoretycznie się nim opiekuje... ALE... Psu nie wystarczy walnąć michę z wodą i żarciem, wyprowadzić żeby nam wełnianych dywanów nie ufajdał. Pies nie może żyć całe życie zamknięty i izolowany od wszystkiego. Jesteśmy dorośli i trzeba podejmować dorosłe, odpowiedzialne decyzje. Każdy szkoleniowiec/behawiorysta, nawet 'zaczynający' powie że ten pies ma za mało bodźców i ruchu, że się nudzi, frustruje i BOI kiedy ktoś wylatuje z sypialni żeby drzeć na psa twarz i przygniata go do podłogi :roll:. Również dla mnie nie jest tłumaczeniem że założycielka wątku właściwie to chce psu pomóc, jest taka odpowiedzialna i dojrzała. Ile było wątków na forum gdzie ewidentnie założyciel czekał na 'rozgrzeszenie' swojego nieodpowiedzialnego postępowania i głupich pomysłów? To że inni psy traktują gorzej nie znaczy że należy się poklask dla takiej ignorancji w stosunku do potrzeb zwierzęcia, a i może słowa gorzkiej krytyki przemówią pańci do rozumu i coś się w życiu psa zmieni na lepsze. Chwalić coś co nie jest dobre owszem może skutkować na tym że właściwie żadne zmiany nie są potrzebne i tak jest przecież ok (a nie jest). Jeśli chcesz z psem zbudować więź i faktycznie chcesz psa zachować to zmień swój tryb życia, zapisz się może z psem na jakieś pozytywne PT żeby zbudować więź, wstawaj wcześniej żeby go wyprowadzić na dłuższy spacer z zabawą bądź ćwiczeniami. Jeśli nie jesteś w stanie poświecić swojego czasu na zajęcie się psem, znajdź mu dom i go oddaj. Szkoda by pies przez najbliższe 15lat miał takie życie :mad:. PS> Jajo dla reaktywnego znudzonego psa, który właściwie nie ma wolności bo przecież ucieka (ciekawe czemu nie chce wracać do kogoś kto ciągle się drze i straszy psa :roll:), jest zdecydowanie złym pomysłem. Pomijając oczywiście że nie każdy tym jajem się bawi, u mnie na 4psy jajkiem bawi się aż .... 0 psów.
-
Właśnie dlatego uważam że nie kocha tego psa, gdyby było inaczej poszła by na ustępstwa i nie darła twarzy na nic niewinnego psa znudzonego monotonnym i nudnym życiem :shake:. I w porównaniu do innych nie zamierzam założycielki wychwalać pod niebiosa bo jednak tego psa zgarnęła z ulicy, nie potrafi zaspokoić potrzeb psa, nie chce go - niech odda do dobrych, świadomych obowiązków ludzi. PS. Ja przy swoim musiałam nauczyć się co to konsekwencja, opanowanie, spokój, musiałam 'wyszkolić' się w szybszym przewidywaniu sytuacji od niego i reagowania na różne 'psie' dźwięki (np gdy pies idzie to 'brzęczy' mu przy obroży zawieszka od szczepienia. Szaman nie kojarzy tego z widokiem psa, a ja tak dzięki czemu szybciej mogę go opanować lub zmienić trasę :evil_lol:). Jak się psa kocha, to się wkłada w niego 'całego siebie'. Nikt im nie karze z pracy zrezygnować, wystarczy zwlec się wcześniej z wyra i pochodzić z psem i wymęczyć.
-
Ja w porównaniu do reszty tu wypowiadających jestem przerażona twoim postem... Wiem co to znaczy mieć szczekliwego psa, moja najstarsza suka drze japę na każdy dźwięk typu telefon, dzwonek, domofon, hałasy na klatce - a mieszkam w bloku... Faktycznie czasem mam ochotę psa powiesić i wypatroszyć, ale mimo tego rzadko kiedy dostanie ochrzan bo zwyczajnie to nie działa a i pies się boi. Twój pies jest podrostkiem, ten marny czas który z mężem oferujecie psu to za mało! To za mało nawet na starszego psa, no chyba że ma problemy zdrowotne z sercem czy stawami, wtedy takie spacery i zabawa mają swoje uzasadnienie. Pies nie oddaje zabawki na spacerze i czeka aż go będziecie gonić bo się nudzi, bo potrzebuje ruchu, bo zachęca was do ruszenia tyłka. Jeśli nie chce ci się gonić psa, a pies uwielbia gonić zdobycze to zwyczajnie kup mu 2 zabawki i w momencie kiedy będzie w miarę blisko to rzuć mu 2gą. Pies głupi nie jest powiąże fakty i kwestia czasu zacznie wam aportować jedną by dostać 2gą. Możesz psu kupić dyski, możesz psa zapisać na agility, na freesby, na PT. Jest masa sposobów na wymęczenie psa zaspakajając jego potrzeby pomimo że się pracuje, przecież każdy musi zarabiać, a nie każdy pies szczeka z frustracji i nudy. Biorąc psa podjęłaś się jego wychowaniu i zapewnieniu mu wszystkiego czego potrzebuje, jeśli nie potraficie zmienić dla psa swojego życia i pójść na ustępstwa to go odda. Pies nie przeżyje traumy w szczególności jeśli trafi do kogoś kto go pokocha (tak, myślę że nie kochasz swojego psa, gdyby było inaczej to byś potrafiła zwlec się z wyra i pójść z psem na spacer przed pracą)... PS. zastanawia mnie jeszcze czy jak dziecko będzie miało kolki i będzie się darło wniebogłosy czy wtedy też będziesz cisnąć ku***** bo musisz się wyspać :roll:. PS2. jak dla mnie twój pies wygląda jak połączenie teriera z jamnikiem, a takie psy potrzebują mase zajęć.
-
[quote name='maartaa_89']Ja tak samo. Chciałam działać w pewnej organizacji w mojej miejscowości- wytrzymałam miesiąc. W pobliskim schronisku poznałam bardzo miłe młode wolontariuszki, które wysyłają mi na tymczas najbardziej lękliwe szczeniaczki, żeby się u mnie socjalizowały. Kierownik schroniska mocno na to kręcił nosem, trochę czasu zajęło nam przekonanie go, że tak dla piesków będzie lepiej.[/QUOTE] To ja jednak wytrzymałam dłużej, aż 7m-c męki i zagryzania warg bo 'dla dobra zwierzaków' warto było przymykać oczy na machloje... Doszłam do wniosku że nie, wcale nie warto, lepiej odejść i pomagać z innymi którzy faktycznie pomagają ;). Do nas różnie trafiają, ale nie szczeniaki (najmłodszy miał 6m-c), ale w zasadzie preferujemy duuuużeee psy :evil_lol: