Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Posts

    28801
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

Everything posted by Ewa Marta

  1. Straszne, że tak się męczy, ale jest nadzieja, że dosłownie w ostatniej chwili dostał pomoc. Wiecie co? Ja bym nie szukała jego dotychczasowych opiekunów. Skoro doprowadzili go do takiego stanu, to nie są warci posiadania nawet muchy w domu. Obawiam się, że jak się po niego zgłoszą, to w niedługim czasie pies zostanie doprowadzony do podobnego stanu. jest pięny i może byłaby szansa na nowy dom dla niego. Nie wiem, co o tym sądzicie....
  2. [quote name='gusia0106']Drogi jest ten enzym trawienny. Marlej dostał dwa - jeden to Kreon10000 - koszt 50 kapsułek to 42,84 zł. Drugi jest ciężko dostępny, ale dorwałam aptekę, w której był na zamówienie. Mam odebrać jutro po 11.[/QUOTE] Gusiu, w naszej aptece przy Nugat można zamawiać leki przez internet i wpisać, że chcesz odebrać w tej właśnie placówce. Na stronie [URL="http://www.doz.pl"]www.doz.pl[/URL] możesz się zarejestrować albo wejść przez moje konto i zamawiać. Najczęściej w ciągu 2 dni lek czeka w aptece o czym informują Cię w mailu. Koszt Kreonu 10000 50 kapsułek wynosi 34,06 zł. To cena niemal hurtowa i nie czekasz w kolejkach. na KEN 105 rzeczywiście leki są tanie, ale podobno długaśna tam zawsze kolejka jest...
  3. [quote name='Lemoniada']Gusiu, mnie jest tak wstyd, żebym ja przynajmniej pracę miała, to bym wiedziała na czym stoję, a teraz to wygląda tak, że zwalam ciężar na czyjeś barki :( Zostawiłam pani doktor stówę za te badania krwi, obiecałam, że potem doniosę ile będzie trzeba. Co będzie z psiną potem, jak już wydobrzeje? Do mnie nie może przecież wrócić, ja jestem uzależniona wciąż od rodziców...[/QUOTE] Ode mnie pieniądze już poszły do Ciebie;-) A Ty się Lemoniado Droga nie wygłupiaj z tym wstydem. Zrobiłaś to, co najważniejsze - uratowałaś go, wzięłaś do siebie, zawiozłaś do lekarzy i błyskawicznie uruchomiłas akcję pomocy Lemonowi. To bardzo dużo, to dużo więcej, niż wiele osób byłoby w stanie zrobić w tak krótkim czasie. Dlatego nie zajmuj się w swojej obecnej sytuacji finansami, zostaw to innym. Opiekuj się nim, dowiaduj o zdrowie, ale tę ostatnia stówę koniecznie odbierz z tego, co przyjdzie na konto. Choćby z moich wysłanych 150 złotych. zawsze powtarzam, że najważniejsze, to nie przejść obojętnie koło takiego nieszczęścia. Mało kto w środku nocy targałby słaniającego sie na łapach wielkiego i obcego psa. No owszem, na dogo trochę takich osób by się znalazło, ale jak widać koło Lemona byłaś tylko Ty.... Piękne jest to, co zrobiłaś kochana, opiekuj się nim dalej i koniecznie zdawaj nam relacje co się dzieje. Jak tylko będzie w stanie podróżować, pojedziemy po niego.
  4. No właśnie - numer konta... ja też bardzo proszę na PW. Może Lemoniada poda swój numer, bo jest tam na miejscu i będzie płaciła za badania. Czy opieka całodobowa u Pani wetki będzie odpłatna?
  5. [quote name='obraczus87']Kilka miesięcy temu, bodajże Esperanza znalazła w Parku Skaryszewskim ledwo idącego Kudłacza.. wszyscy mysleli, że ktoś porzucił.... trafił właśnie na kosiarzy. Był tam 3 dni. Właściciele Go szukali. Udało się - psiak trafił do własnego domu. Ale dzięki temu, że wszędzie było mnóstwo ogłoszeń. Mam nadzieję, że i w tym przypadku historia tak się zakończy.[/QUOTE] Widzialam tego psiaka, bo w odstawialam tam zabrana z ulicy sunię. To była jednak wielka kupka nieszczęścia, taki typowy porzucony i szędający sie długo psiak. Wieczorem okazało się, że ma właścicieli, którzy go szukali. Niestety mimi wielkiej do niego miłości, bardzo psiaka zaniedbali i z tego co wiem, kilka osób z forum wzięło sprawy w swoje ręce i przeszkolili ludzi jak zajmować się psem. Może i na tego ktoś czeka i zamartwia się o niego. Lemoniada, koniecznie porozwieszaj jakieś ogłoszenia blisko miejsca, gdzie go znalazłaś. Nie zmienia to faktu, że musimy go wieźć do weta...
  6. Myślę, że Gusia może jechać po pracy i wyprowadzeniu Marleja. To będzie pewnie po godzinie 17-tej. Zaraz do niej zadzwonię i poprosze, żeby sie zdeklarowała. Pojadę z nią, żeby pomóc w transporcie biedaka. Musimy tylko wiedzieć, że na pewno możemy go zabierać. Edit: Dzwoniłam do Gusi, pies jedzie już do wetki w Skierniewicach i tam będzie mógł jakiś czas zostać. Narazie więc transport odwołany, potrzebne są jednak pieniądze.
  7. Czekamy w takim razie na dalsze decyzje. Pytanie tylko , kiedy wetka weźmie go do siebie? Tu liczy się każda godzina...Pies musi jak najszybciej znaleźć sie pod kroplówką mieć wykonane badania i ewentualnie podjęte leczenie...
  8. Jeśli pies miałby jechać na Kosiarzy i Gusia miałaby po niego jechać, to ja mogę jechać z nią i od razu wpłacić w lecznicy 150 złotych na psiaka. Na Kosiarzy trzeba tylko podać namiary na osobę odpowiedzialną za psa. ja z różnych osobistych powodów nie mogę go wziąć na siebie, ale oferuję pomoc finansową i mogę do niego co drugi dzień podjechać i wyprowadzić na dłuższy spacer. Mała Czarna, jesteś pewna, że 1 doba w szpitalu, to 30 zł? Może sie mylę ale wydawal mi się, że niedawno było to 15 zł... Jeśli na Kosiarzy byłby pod kimś, kogo oni znają, to można robić badania na kredyt i spłacac chwilę potem. Jedyne dwie osoby, które mi przychodzą do głowy, to Asiaf albo ZofiaSasza... One są tam znane i wiarygodne. Musimy jednak szybko zbierać pieniądze, jakieś allegro może? Irenka kilka postów wcześniej delkarowała jakąś wpłatę, ja dam 150 zł, jakoś damy radę...Pies musi jak najszybciej otrzymac fachową pomoc, to pewne jak w banku. Na Kosiarzy można sie dogadać, że dalibyśmy nasza karmę, wtedy chyba jest taniej. jeśłi trzeba będzie dawac mu gotowane, może jakoś damy radę podrzucac na zmianę jedzenie. Ja mogę w razie czego włączyć się do gotowania.
  9. To prawda, byliśmy z wizytą i ja jestem zachwycona Marlejem!!! Po wciśnięciu domofonu usłyszeliśmy jeden donośny mocny szczek Marleja, który obwieszczał Pani, że ktoś idzie:-) Powitał nas w drzwiach, ja weszłam pierwsza, Marlej merdał ogonkiem i dał się pogłaskać. Kiedy zobaczył Jacka, bez pośpiechu, ale jednak udał się na swój kocyk w dużym pokoju. Kiedy weszliśmy do środka, miał moment, w którym chciał śmignąć do innego pokoju, ale Gusia go pogłaskała, powiedziała coś spokojnie i chłopak został. Położyłam się koło niego i wyciągnęłam rękę, zostawiając ja kilka centymetrów od niego. Pochylił się, żeby ja powąchać i pozostał w tej samej pozycji. Widać było, że trochę jest spięty, inaczej oddychał, troszkę ziewał, ale starał się być spokojny. Jacek usiadł na podłodze, po jakimś czasie nałożyl sobie na palec pastę rybną i wyciągnął rękę w stronę Marleja. Ten wychylił łeb i powąchał palec, ale nie zdecydował się zlizac pasty. Wziął się za to za wylizywanie pasztetu z konga. Zajęliśmy się rozmową, a Marlej nie spuszczał oczu z Jacka. W pewnym momencie ja zrobiłam szybki ruch ręką w strone herbaty i Marlej cichuteńko zamruczał patrząc na mnie. Potem znowu patrzył na Jacka i w pewnym momencie zaczął delikatnie powarkiwać. Gusia odwrócila jego uwagę od Jacka, ale za moment bez jakiegokolwiek ruchu, pojawiły się delikatnie zęby. Wtedy Gusia wzięła smakołyk do ręki i usiadła między Jackiem, a Marlejem. Oni siedzieli 2 metry od siebie, Gusia pośrodku. Marlej wziął smakołyk i kompletnie przestał się interesować Jackiem. Po jakimś czasie Marlej położyl sie na boku, pozwolił sie Gusi głaskac po brzuchalu i poszedl spać. W końcu poszliśmy na spacer. Na dworze Marlej zaczął być odwazniejszy, merdał ogonkiem, był ożywiony. Pozwolił mi się wydrapać po całej pupci, podnosił ogon zadowolony. Jacek też go kilka razy pogłaskał, co spotkało się z aprobatą Marleja. Poszliśmy w stronę naszego domu i szło nam się tak dobrze, że trafiliśmy pod naszą klatkę. Przechodziliśmy przez ulicę i cały czas szliśmy wzdłuz kolejnej niedużej. Marlej obwąchiwał i obsikiwał nowy teren. Potem podjęliśmy decyzję, że wyprowadzimy nasze psy. Powitanie było natychmiastowe, z podniesionymi i machającymi ogonami. Marlej w pewnym momencie położyl nawet dwie łapy na grzbiecie Sama. Chłopaki mieli ochotę na zabawę, ale szanse nie były równe, bo Sam biegał luzem, a Marlej był na długiej lince. Jednak widać było chęć kontaktu. Marlej popiskiwał tęsknie do Samika. Barsa niestety nie chciała nam pomóc, po krótkim powitaniu Marleja, zajęła się swoimi sprawami i obwąchiwaniem całego terenu. Wróciliśmy pod klatkę Gusi, ale w międzyczasie Marlej nagle zesztywniał dziwnie i zaczął jakoś tak inaczej iść. Po kilkunastu sekundach dotarl do nas dźwięk samolotu..... Skubaniec usłyszał go dużo wcześniej od nas. Gusia nie pozwalała mu na ciągnięcie do domu. Jak Marlej ciągnął, ona się zatrzymywala i nagradzała go głaskaniem za każde zatrzymanie. Pod koniec jakoś się opanował i staliśmy chwilkę pod klatką. No i na koniec pozwolił mi się na krótko przytulić i pocałować w czółko. Wspaniałe uczucie, kiedy taki pies nie sztywnieje ze strachu, tylko stoi sobie spokojnie i pozwala na takie zbliżenie:-) Jest wspaniały, mądry i coraz śmielszy Gusiu i to Twoja zasługa kochana!!!!!
  10. [quote name='gusia0106']Ciotki, jako, że oprócz bardzo fajnego wsparcia psychicznego, wspieracie mnie też finansowo, chciałabym Was zapytać o zdanie. Na samym początku Kundelkowa Skarbonka wsparła Marleja kwotą 150 zł, która wtedy była dla niego być albo nie być niemal. Teraz sytauacja finansowa Marleja się poprawiła, mamy na koncie ponad 500 zł, a jeszcze w planach pieniądze z drugiego allegro cegiełkowego i ja bym chciała oddać te 150 zł do Kundelkowej Skarbonki. Do niej tak wiele kundelków zwraca się z prośbą o pomoc..... Co Wy na to??[/QUOTE] Gusiu, to Ty wiesz najlepiej jakie są najbliższe potrzeby Marleja, więc sama decyduj. To był piękny gest Kundelkowej Skarbonki i skoro mamy opanowane finanse Marleja, można im teraz oddać podarowaną kwotę. To po prostu bardzo uczciwe w Twojej strony i bardzo mi się to podoba:-)
  11. [quote name='gusia0106']Noooooooooooooo Ewa, to my zapraszamy, wpadaj kiedy chcesz! Oczywiście Jacka też zapraszamy! Niech się na oczy własne przekona, że Marlej ładny jest :)[/QUOTE] No właśnie, niech zobaczy jaki on jest piękny! Poza tym on będzie dla Marleja zupełnie nowy, więc będzie dobrym materiałem szkoleniowym;-)
  12. Ja ze swoimi dwoma psiskami na Ursynowie:-) Podobnie Gusia, mieszkamy rzut beretem od siebie.
  13. Gusiu, ja się zgłaszam na socjalizowanie Marleja:-) Niedobrze, że dobrał sie do szwu, ale może warto mu poza plastrami nałożyć jakąś koszulkę albo obandażówać gościa dookoła? Jeśli bandażujesz, warto mu na szew kłaśc gazik wyjałowiony. Mogę Ci podrzucić takie, bo dostałam jakiś czas temu sporo od koleżanki ze szpitala. Pogadałabym z sąsiadami, żeby trochę przypilnowali dzieciaka. Sama mialam takiego berbecia w domu, ale nie pozwalałam mu cały dzień walić i szurać po podłodze mając na uwadze sąsiadów na dole. Można wyjaśnić, że masz psa po przejściach, który reaguje na te dźwięki strachem i agresją. Jak chcesz, możemy do nich pójść razem i grzecznie poprosić;-) Nie dziwię się, że ucieka od kropelek. Po usuwaniu grudem mogą go piec. Na szczęśckei to jeszcze kilka dni i koniec z tym zakraplaniem. Piszesz, że rzadko się cieszy, czy przychodzi wołany.... najważniejsze, że w ogóle czasami się cieszy i zaczyna reagować na wołanie! On potrzebuje jeszcze dużo czasu, żeby nauczyć sie wszystkiego. Cudownie, że czeka spokojnie aż otworzysz drzwi do klatki. Po ucieczce tak sie panicznie bal klatki, a teraz widzę, że traktuje drzwi do niej jak przekroczenie swojego azylu. A właściwie powrót do domu traktuje jak powrót do azylu, gdzie czuje się bezpiecznie. Nie wierzę, że potrafiłby pogryźć kogoś, kto nie ma złych zamiarów tak poważnie. On ostrzega, pokazuje jaki jest groźny, ale nawet u lekarza, kiedy dr Czajka badał mu uszy, a jemu to sie bardzo nie podobało, tylko kłapnął ostrzegawczo zębami i kiedy tamten się odsunął, Marlej natychmiast odstąpił od ataku. Nie znaczy to, że nie trzeba zachować ostrożności. Fajnie, że zaczynasz dawać mu od soboty leki uspokajające. To pozwoli mu odprężyc się i może zacznie więcej jeść? Nie mogę się doczekac chwili, w której będzie sobie na luziku biegał na spacerze. Do tego niestety jeszcze długa droga, ale dasz radę Gusiu, bo silna z Ciebie babeczka niesamowicie:-)
  14. Cześć Misieńko. Mam nadzieję że u niej wszystko dobrze i że długo jeszcze będzie cieszyć się swoim wspaniałym domkiem:-) Ubolewam, że nie mam czasu, żeby do niej podjechać i zobaczyc na własne oczy jaka z niej szczęśliwa sunieczka. na szczęście jest Ola, która ma wiadomości z pierwszej ręki;-)
  15. [quote name='sleepingbyday']fiprex to mało gdzie działa ponoć. a kiltix - zależnie od województwa, ba, nawet od konkretnej lokalizacji. ja zawsze z mooimi wetkami omawiam, gdzie będę jeździć i zależnie od tego dobieramy antykleszczowe gadżety.[/QUOTE] A widzisz, na to nie wpadłam... Zmieniam środki często. Raz stosuję frontline, raz fiprex, innym razem Advantix, ale żeby zapytać co dziala w konkretnym miejscu, to nie pomyślałam... Musze to zrobić w przyszłym roku. Tyle, że moje psy nie wychodzą z wody nad zatoką, więc cokolwiek dostaną i tak zmywają z siebie po jednym dniu. Kiltix też przestaje działać... nie istnieje szansa wyciągnięcia ich z tej wody, to ich żywioł i niesamowita rozrywka. Ganiają jak głupie, co kończy się czasem czerwonymi oczami albo problemem z uchem, ale sa szczęśliwe niewiarygodnie:-)
  16. A ja podrzucam...
  17. [quote name='jola_li']Jakby jadł mydło, to by mu pachniało ;-)...[/QUOTE] Ale puszczałby bąbelki:-) Tak się cieszę, że Marlej wyszedł ze swojej skorupy! Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że zaczyna być szczęśliwy:-)
  18. [quote name='Awit']Pilnuje się obsesyjnie:-) Ale chodzi chyba na smyczce?[/QUOTE] Dokładnie to pytanie chciałam własnie zadać... Chyba jeszcze jakiś czas powinna być na smyczy, przynajmniej dopóki sama swobodnie, bez ciągnięcia wejdzie do klatki schodowej, która byla dla niej takim hamulcem. A w sprawie kleszczy nie ma co histeryzować - masz rację. Obserwować psa i w razie niepokojących objawów dopiero iść na badanie. Moje psiury łapały nad morzem po kilka kleszczy dziennie. Mimo zakropienia fiprexu i dodatkowo nałożenia obroży kiltix, nic nie działało, bo jak mówi lekarz kiedy psy non stop siedzą w wodzie, nie ma żadnej ochrony przed kleszczami. Po każdym spacerze wyjmowałam im te stwory i zdarzyło mi się dwa razy zostawić łeb. Rzeczywiście robiło się wtedy zgrubienie, ale po kilku dniach znikało. Na szczęście nad morzem weterynarze nie mieli w tym roku ani jednego przypadku babeszjozy. W Warszawie latem niestety kleszcze były zakażone, ale nie w każdym rejonie W-wy. Trzeba być dobrej myśli:-)
  19. Super wiadomości!!! Patrycja potrafi wydobyć z tych zalęnionych psiaków tyle odwagi i radości:-) Super!!!
  20. Doktor Czajka szyje tak fajnie, że zostaje tylko jeden mały szew na zewnątrz. Mam nadzieję że Marlej nie da rady się do niego dobrać. W jego przypadku nawet ubranko może go zdenerwować. Nie zapominajmy, że on się boi wszystkiego, co nowe. A jak oczy Gusiu? Powinno być z każdym dniem coraz lepiej. Jak już będzie mial zdjęte szwy, musimy tak jak mówiłaś spróbować wspólnego spaceru z moimi psami:-)
  21. Super wiadomości!!! To naprawdę bardzo mądry pies i będzie kiedyś dla kogoś najwierniejszym Towarzyszem. Jestem tego pewna:-) Mnie wzruszyło, że kiedy spotkałyśmy się przed lecznicą, zamerdał na mój widok leciutko ogonkiem. Może zesztą nie na widok, ale na dźwięk głosu, kiedy się z nim witałam:-) Kapitalnie, że przestal się Ciebie tak bardzo bać i uwierzył, że może jeść i nic go złego nie spotka... Acha, Gusiu, zapomniałyśmy napisać na wątku, że po oględzinach ogona, pan doktor powiedział, że był złamany:-(
  22. Pewnie go boli... Ze względu na jego słaby stan fizyczny, Gusia może podawac mu 1 tramal na dobę. To trochę mało, żeby zwalczyć całkowicie ból, ale nie ma rady. Miala mu podać tramal na noc, żeby mógł spokojnie pospać. Mam nadzieję że oboje śpią, bo obojgu się to chyba przyda po wczorajszej nocy.
  23. Czy tylko mnie się wydaje, czy widać ulgę w jej oczach, że to koniec tej tułaczki? Taki spokój jest w niej...
  24. Miszeńka podeszła, bo nie czula nagonki. Poczuła znajome psy i pomyślała, że jest po prostu na spacerze:-) Cokolwiek zresztą pomyślała, najważniejsze, że zdecydowała się podejść. Nareszcie może spać w cieple, bezpiecznie i z pełnym brzucholem. A czy wygląda na wychudzoną czy raczej jadła codziennie? Jak tak śpi, to przez te 10 dni musiala tylko podsypiać w chwilach totalnego zmęczenia, a tak, to czuwała albo biegała i szukala drogi do domu...
  25. Ja też zaglądam w nadziei na relację, ale trudno się dziwić, że Roleczka i Ophra nie mają głowy do wchodzenia tutaj. Odwaliłyście kawał dobrej roboty dziewczyny! Teraz pewnie Roleczka nie spuszcza oka z Miszki;-)
×
×
  • Create New...