-
Posts
28801 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
28
Everything posted by Ewa Marta
-
[INDENT]Jezu kochany, to za dużo jak na jednego psa:shake: Gusiu, 56 kapsułek Iskialu masz ode mnie już dzisiaj. Generalnie 120 tabletek kosztuje ponad 22 złote, a żeby było taniej, trzeba zamawiać przez internet i odebrać w naszej aptece przy Nugat. Mam tam konto i w razie czego mogę zamawiać, ale to później. Narazie masz te ode mnie. Dostałam równiez do oddania pół puszki minerałów dla psa Irish Cal - ważne do końca listopada, ale lekarz powiedział, że spokojnie można podawac 2 - 3miesiące po przeterminowaniu. Może będą dobre do dodawania do jedzenia, żeby go choc trochę wzmocnić. Mam też pół butelki (czyli ok. 250 ml) Artroflexu na poprawienie stanu stawów. Ważne do stycznia 2010. Jeśli się przyda - niosę dzisiaj do Ciebie. Warzyw nie wchłania wiele psów, dlatego najlepiej jest je mielić i podawać w takiej formie. Ja mielę przez maszynkę do mięsa i wrzucam na ostatnie 5 minut do gotowania. Zapytaj może Panią Adę, czy to pomoże. Jeśli będziesz miała czas robić bazarki, doniosę Ci dzisiaj trochę rzeczy. Daj tylko sygnał, czy chcesz. Jeśli nie masz w tej chwili kasy, mogę założyć na lekarza, czy na leki i poczekać, aż uzbiera się z bazarków i składek. Niestety nie mogę sama dorzucić więcej:-( Trzymaj sie kochana, potworna praca przed Tobą. Postaram się pomagać na ile się da.... [/INDENT]
-
Karmelek - pojechał do domu:-) Ale miny mamy pokerowe...;-)
Ewa Marta replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Podrzucam przystojniaka! -
Jasne, że mogę. Zazwyczaj podchodziłam i z góry zaczynałam głaskać po łebku, co gorsza schylając się jeszcze do każdego. Psy tego nie lubią. Neigh powiedziała, że mam dawac ręe do wąchania i głaskać z dołu, pod pyskiem. Mialam szczęście, że do tej pory psy najwyżej uchylały się przed dotykiem, ale podobno potrafią zaatakować, bo ich strefa bezpieczeństwa została zakłócona.
-
[quote name='max45']Gusia ma w domu nieprzewidywalnego psa. Sprawa jej bezpieczeństwa już byla poruszana na innym wątku :cool1: Jeżeli jednak istnieje szansa zmniejszenia ryzyka to się z niej korzysta. [/QUOTE] I to jest niestety prawda. Ja jestem Ci wdzięczna max45 za Twojego posta. Lubię bardzo Gusię i bardzo chciałabym, żeby wyszła z tego wszystkiego cała. Mimo, że wiele spośród nas uważa się za znawców psiego tematu, ostrożności i przypominania nigdy za wiele. Nie ma się co obruszać, tylko zrozumieć czyjeś dobre intencje. Mnie też jakiś czas temu Neigh zwrócila uwagę na sposób witania się z nowo poznanymi psami. Miała rację - witam się już inaczej. Może uchroniła mnie przed jakimś pogryzieniem? Kto to wie;)
-
Gusia nie ma w tej chwili dostępu do komputera, ale chce Was uspokoić, że podaje mu pół tabletki Sedalinu, co nie jest nawet dawką na jego wagę ciała. Poza tym być może dzisiaj juz mu tego nie poda, bo Sedalin działa po 40 minutach, a ona od razu po powrocie z pracy wychodzi z nim na spacer, a wieczorem jest i tak mało hałasu i powodów do strachu. Generalnie od wczoraj pies zachowuje się na spacerach identycznie. To znaczy, boi się i jak najszybciej stara się wrócić do domu!!! Najpierw Gusia myślała, że to zbieg okoliczności, a teraz jest pewna, że on sam ciągnie do klatki, dochodzi do drzwi i chce wejść do domu. Acha... Gusia obcięła mu pazury, kiedy spał po środku usypiającym:multi: W piątek jadą na 7:30 do lekarza...
-
Słodziak kochany i wielka Szczęściara:loveu: jak cudownie czytać, że jest radosna i że dobrze jej w nowym domku. HUUURRRRRAAAAA!!!!!
-
[quote name='Neigh']No zanim on zacznie wyglądać jak pies, to z pół roku minie..... Tak mi sie dziś jakoś kombatancko zrobiło......i a'propos pomocy to mi się przypomniało..... 10 psów miało jechać do mariamc ( krzyczkowiaków) .....nie było czym. Nagle cud.....ktoś załatwił duży samochód...cholera nie ma kasy. Jest...znalazła się osoba;-) która powiedziała, ze zapłaci za przejazd.....noo. Ale w co je zapakować znów stres, nerwy, łzy....10 psów to było dużo... Mogły jechać te trudne. Nagle jest dzwoni tel : nie rycz jadą zaprzęgowcy - wiozą klatki. Euforia..... I kolejne bęc na tyłek......taka trasa musi być zmiennik kierowcy jeden nie pojedzie. NIe ma...nie ma skąd wziąć.... Cyrk. Wszyscy w nerwach, non stop telefony...nie jadą kurna żesz mać nie jadą... I dzwoni mi tel - miły człowiek w telefonie mi mówi, ( Marek?? chyba tak) ze jemu sie dopiero dziecko urodziło, ze NAPRAWDĘ nie ma kasy, zeby pomóc, ze sam ma psa, kota w kawalerce....glos mu sie ciut chwieje...ale ze on bardzo chciałby cokolwiek pomóc....ze moze nosić, wozić - bo on jest kierowcą zawodowym... CUD? Pojedzie pan? No oczywiście ze pojadę....I pojechał.....tego samego dnia wsiadł w pociąg i przyjechał do Wawki, zeby pojechać z krzyczkowiakami transportem. Niezłe co nie? I absolutnie prawdziwe....... Na świecie jest dużo dobrych ludzi, tylko trzeba ich znaleźć.[/QUOTE] Ten drugi kierowca, który pojechał miał za to dostać kasę. Tłumaczył się, że nie może inaczej, bo naprawdę z kasą u niego krucho. Pieniądze na to były i pojechali. Kiedy jednak Pan Marek zobaczył z jakiego piekła zabiera tę dziesiątkę i w jakie wspaniale miejsce je zawiózł, to wymiękł i nie wziął ani grosika. Powiedział, że zostawia wynagrodzenie na potrzeby kolejnych psów do wyciągnięcia. I to było dla mnie najpiękniejsze! Bo mógł zarobić, a jednak oddał kasę. To sa właśnie te pięne gesty, które pozwalają wierzyć że nie każdy człowiek to bestia.
-
[quote name='Neigh']Ewa, ja jednak obstawiam, ze on nie zwiewał dalej.....ze strachu. Paradoksalnie uratował go ten jego lek. Gdyby byl odważniejszy....[/QUOTE] Pewnie masz rację, tylko ja niepoprawna optymistka ciągle chce wierzyć w to, że on czuł się u Gusi bezpiecznie. Tyle, że on wcześniej dwukrotnie przeskoczył jezdnię - raz, kiedy uciekał Gusi, a drugi, kiedy z tej działki wracal na osiedle. Samochody jechały w tym czasie i wskoczył między kolejnymi jadącymi. Zresztą to nieistotne, najważniejsze, że nie poleciał w drugą stronę na skarpę, bo tam nie mielibyśmy żadnych szans. Nawet zamarzniętego ciężko by nam było znaleźć w tych chaszczach...
-
No i co u Miśki? Lepiej?
-
Tak... czyta się to radośnie, ale wczoraj to był horror. Bałam się, że go nie złapiemy... Zwłaszcza, że kilka dni wcześniej ganiałam po skarpie swoje oswojone w końcu psy, które poleciały za sarną. Przecięła nam drogę na spacerze w odległości 2 metrów i te wariaty ruszyły za nią. Po 40 minutach odnalazłam Sama, potem już z moim TZ-em podzieliliśmy się sektorami i szukaliśmy Barsy. Po ponad 2 godzinach odnalazł ja mój TZ, a ja zaryczana dzwoniłam do Neigh i prosiłam o pomoc. Usłyszałam krótkie hasło "kończę rozmowę zaczynam działać" i rozłączyła się. Po minucie zadzwoniłam ponownie, żeby podać więcej szczegółów i w tym momencie zadzwonił na drugi telefon mój TZ z okrzykiem "mam ją!". Przez tą minutę jednak Neigh już zawiadomiła Gusię i zaczęła się akcja zwoływania ludzi z Ursynowa do pomocy. I to było niesamowite, że można błyskawicznie organizować pomoc. W sumie szkoda, ża zostala odwołana, bo zrobiło się ciemno, a ja zostałam na środku skarpy w polu i nie miałam pojęcie jak wrócić do domu. Było zimno, mokro i daleko do domu. Dobre pół godziny zajęło mojemu TZ-owi odszukanie mnie i zabranie do domu. Tym bardziej jestem szczęśliwa, że onek okazał się taki mądry, że przeskoczył przez jezdnię, żeby wrócić na osiedle Gusi. Jest bardzo inteligentny i chyba nie było mu u Gusi źle, skoro nie zwiał dalej:multi:
-
Bardzo żałuję, że nie mogłam widziec dzisiaj Gusi na spacerze z onkiem. Wyprowadzila go na szelkach i dwóch obrożach. Do tego dwie smycze i linka owinięta dookola pasa Gusi:lol: To musiał być niezapomniany widok! A z przyziemnych informacji - psiak troszke zjadl w nocy, jest bardziej wystraszony, niż przed ucieczką, ale na spacerze ciągnął tylko trochę. Na dworze zrobil siusiu. Pan dozorca, który widzial całe zdarzenia (na naszego onka rzucil sie znienacka rotwailerowaty pies i to spowodowało jego urwanie się i ucieczkę) i powiedział, że zna właściciela. Zaprowadzi go do Gusi dzisiaj. Byłoby dobrze, gdyby właściciel pokrył koszt łapania psa i jego leczenia w tej chwili. Myślę o środkach na uspokojenie, które musi brać. Do tego Gusia odkryła na jego grzbiecie ślady zębów tamtego. Nie skomentuje tego, bo jak napiszę co myślę to dostanę bana... Dzisiaj onek jedzie do lekarza. Gusia będzie miała dwuosobową męską obstawę, więc nic nie powinno się wydarzyć. Czekam na jakieś informacje od niej. Najważniejsze, że pies jest cały. Lekarz poda mu dzisiaj lek uspokajający i pewnie oprzez jakiś czas będzie musiał dpstawać zastrzyki. Lepsze to, niż paraliżujący strach, jaki odczuwa. Jak on w końcu będzie mial na imię??
-
Dotarłam, poczytałam, co już wiedziałam i obejrzałam zdjęcia. Ona jest piękna i taka szczęśliwa na rękach u człowieka!!! Trzymam kciuki za ten potencjalny domek!!!
-
[quote name='Anna_33']Tiaa, a ja chcialam polecic chwytak, ktory OS kupila...ale za 450 zl kurcze,myslalam, ze to tanio :angryy: Do listy ratunkowej na Ursynowie prosze mnie doczepic. Bede sie czepiac, jak nie doczepicie. Jak przechowac trzeba cos duzego, to tez moge)[/QUOTE] Czuj się zapisana na listę Aniu;)
-
[quote name='Neigh']No Gusia oczywiście - a ponieważ ja mam słabość do świrów....bo to wiadomo swój swego znajdzie, to się jej już parę razy oświadczałam....ba z raz to nawet zostałam przyjęta:-) Nie odda do kojca.......hihih psychol jeden. Tia' A ja bym go nazwała NUGAT skoro się tak obsesyjnie tej ulicy trzymał......poza tym Tygrys miał mieć na imię Nugat, ale już miał imię....wiec dobrze by mu wróżyło. Zresztą jak się bedzie nazywał tak sie bedzie nazywał..... Pytanie jak mu znaleźć lokum odpowiednie. Swoją drogą jestem cholernie ciekawa jutra........bo to różnie bywa. Jedna taka psica np. doszła na haju podobnym do wniosku, ze ona w sumie to się ludzi jednak nie boi....[/QUOTE] To prawda, "psychiczna" Gusia nie odda psiaka do kojca. Ale gdybyście spojrzeli na niego, jak przerażony uciekał przed jakimkolwiek kontaktem z ludźmi, a potem spal jak zabity i można go było głaskać i był taki... dostępny i bezobronny, to też byście nie oddały. On w kojcu zdziczeje do końca. Potrzebuje socjalizacji i swojego właściciela, któremu zaufa i którego pokocha. Jest piękny mimo ran i zaniedbanej sierści,. Z trudem powstrzymywałam się, żeby go nie przytulac i nie całować tego wykończonego pychola. Na zdjeciu widzę nowe szelki, kupiłyśmy jeszcze drugie, z innym niż te zapięciem. Mamy nadzieję, że z dwóch par szelek nie zwieje. Idę spać, czuję w kościach poranne i wieczorne bieganko. Śpijcie dobrze, cudownie mieć świadomość, że i on śpi smacznie, a dzięi środkowi usypiającemu nie stresuje się, nie chce uciekać, tylko chrapie na kanapie:multi: A Nugat ładnie:lol:
-
[quote name='gusia0106']Dziękujemy :Rose::Rose::Rose: [IMG]http://img204.imageshack.us/img204/9492/0000209.jpg[/IMG] Wszystko jutro. Dziś już nie mam siły.[/QUOTE] Ten widok wyciska łzy z oczu:loveu: Nie mogłam przestać myśleć, że jak go nie złapiemy do nocy, to zamarznie... Czuję tak niesamowitą ulgę że aż mi się rozlewa gorąco w środku.
-
[quote name='mysza 1']Ależ się cieszę z powodu tego biedaka:loveu:. Teraz trzeba zdjąć wszystkie plakaty, którymi zakleiłyśmy rano całe osiedle:evil_lol: Dobrze, że pan uległ urokowi Asi, bo nikt inny nie chciał przyjechac, zresztą on tez nie ;) Jesli chodzi o tą sunieczkę to idę na jej wątek.[/QUOTE] Część już zdjęłyśmy, ale trzeba Wam przyznać że kleiłyście mocno;)
-
To była naprawdę błyskawiczna akcja. Chłopaki załatwili sprawę super! My mokrzy od ganiania, ale w końcu udało się. Płakac mi sie chciało, kiedy zobaczyłam to ieszczęście jeszcze kilka minut wcześniej usiłujące uciec, choc juz tylko truchtał i widać było, że ma dosyć. Potem taki leżący bez sił. jednak kiedy zaczęłi go podnosić na kocu, nagle znowu i ożyl i koniecznie chcial uciekać. Dobrze, że mial pętlę na szyi... Po chwili widok psa śpiącego na podłodze w kuchni był powalający. Wybaczcie nieskładność. Jestem wykończona nerwami przez cały dzień i strasznym stresem, że coś pójdzie nie tak. Wielki ukłon w stronę chłopaków, ale też wszystkich, którzy ruszyli z pomocą, w stronę tych, którzy nie mogli przyjechać ale koordynowali wszystko telefonicznie i naganiali nam ludzi (Neigh:loveu:) Pięknie dziękujemy Panu z Ubocza (?), który nie znając nas, przyjechał gotowy pomagać. Gusia dostała mnóstwo telefonów od ludzi, którzy na bieżącio informowali ją, gdzie jest pies. Plakaty spełniły swoją rolę:loveu: I wiecie co? Fajnie jest mieć świadomość że nie wszyscy sąsiedzi chcą psa ukatrupić, a tylu tak chętnie dzwoniło i informowało gdzie jest pies.... Jak on się w końcu będzie wabił? Kupiłyśmy z Gusia dwie pary super mocnych szelek, każda zapinana inaczej. Teraz się chłopak nie wymknie! Ale się cieszę, że śpi już bezpieczny w domu..... Może ktoś napsize składniej o całej akcji, ja muszę iść z psami na spacer, bo dzisiaj mało miałam dla nich czasu.
-
Będę na pewno. Nawet przed 17, żeby już sie rozglądać i go zlokalizować. Mam tylko prośbę, nie wołajmy go, bo głos człowieka dziala na niego bardzo kiepsko. Najlepiej lokalizowac go w ciszy. Wezmę ze sobą koc, mam w samochodzie ręczniki, które już dawno temu dostałam od Neigh dla Gusi. Złapiemy go, wierzę w to bardzo. To mądry psiak, ale bardzo, bardzo przerażóny. Po tylu godzinach biegania środek powinien podziałać szybciej...
-
Rozmawiałam z wetem z ZOO. Mówi, że tylko tyraliera i siatka... On nie może strzelać poza ZOO. Mówi, żeby nie łapać gołymi rękami, bo go tym bardziej wystraszymy i nie złapiemy. Gusia kombinuje siatkę, a Ci, którzy będą o 17, niech może zabiorą jakieś koce i latarki. Ja będę na pewno, wcześniej też pójdę sprawdzić. Gusia ma info od jakiegoś faceta, że pies przesiaduje w krzakach koło telepizzy i Warusa. Niestety z każdej strony można tam uciec:shake: Biegnę zaraz do moich psów, a zaraz potem podjadę tam, może jakimś cudem uda się go zwabić na pachnąca parówkę...
-
Wpadłam na moment w przerwie spotkania w firmie. Dziewczyny, on rano, po wyrwaniu się Sławkowi, bardzo wyraźnie biegł w stronę domu Gusi. Minął mnie kilka metrów, aj akurat szłam do nich. Biegłam najpierw za nim, potem wróciłam po samochód i samochodem z Gusią dojechałyśmy w jej okolice. On tam był. Wyraźnie trzymal się klatki, ale bał się wejść. Nadzieja w tym, że tam czuł się bezpiecznie i w końcu wejdzie. Nie reaguje na żadne wołanie, wręcz przeciwnie - wołanie powoduje szybsze oddalanie się. Nie chce szynki, nie chce nikogo. Cały czas biega, więc nie zamarza narazie. Kilka minut temu był znowu pod klatką. Ja wracam na zebranie, ale jak tylko będę mogła, urywam się i pędzę szukać go dalej. Jest przerażony, ale nie agresywny. Może jak już będzie bardzo zmęczony, wejdzie do klatki? Gusia pilnuje, żeby cały czas była otwarta. Najważniejsze, że wraca. Byłam pewna, że jest już daleko. Trzymam się tej myśli, że jednak wejdzie do klatki.