-
Posts
28801 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
28
Everything posted by Ewa Marta
-
[quote name='Lulka']wlasnie wrocilam od malej, jest juz bardzo bardzo zdrowa :p i gotowa do wyjscia :multi: Ewa Marta - zostawialm 2 pojemniki z jedzeniem, przypomnij doktor Monice, zeby Ci dala plus 2 zastrzyki betamox na wynos. No to jadę dzisiaj po Misieńkę!!! Super:loveu: Ruszymy po 19 z domu, w klinice będziemy ok. 19:30, zapakujemy Miśkę w naszą obrożę z mocną smyczą, potem krótki spacerek, żeby sobie siknęła i jedziemy do Oli. Mam nadzieję, że nie będzie korków i dotrzemy na miejsce o 20 - 20:30. Dam Ci Olu znac wcześniej, żebyś zdążyła zejść. Chyba wejdziemy z Toba na moment, bo trzeba będzie Miśce zdjąć obrożę, a tego nie podemuje sie na dworze, gdzie może śmignąć;) Lulka, moja kaska dotrze do Ciebie pewnie jutro, bo wysyłałam po południu i zobaczysz ile to w końcu jest;) Narazie zbieramy, zbieramy i zbieramy, bo musimy miec przynajmniej na miesiąc na hotelik jak już dojdzie do siebie i będzie ją można tam umieścić.
-
ja zostawiłam jej Purinę na 2 dni i kiedy pojechałam następnego dnia, okazało się, że zjadła. Wprawdzie zostawila trochę w misce, ale moim zdaniem byla mocno przekarmiona poprzednniego dnia. W każdym razie nie wybrzydzała i zjadła karmę z jagnięciną i ryżem.
-
Ja też już swoje wpłaciłam. Policzyłam, że po sterylce Miśka czekałaby na zdjęcie szwów 10 dni, a ponieważ zobowiązałam się do pokrycia kosztów jej pobytu w klinice do chwili zdjęcia szwów jeszcze zanim Ola zgodziła się wziąć ją do siebie na ten czas, w związku z tym dorzucam kwotę równą temu, co obiecałam;) Pamiętajcie jednak kochani, że operacja to nie koniec. Miśkę czeka leczenie, wizyty u lekarza i koniecznie musimy znaleźć jej Dt lub domowy hotelik, w którym będzie mogła spokojnie sobie żyć. Tak więc zbiórka nie jest zakończona, potrzebna jest każda złotówka....
-
[quote name='Neigh']W tak postawionej sytuacji. Sonia - jest psem niepołomickim czyli Twoim Kair - jest nasz, wiec o niego zadbamy Burka - dam jej namiar na hotel i zrobię ile będe mogła.[/quote] O Kaira zadbamy, ale mam nadzieję, że przynajmniej dotychczas zbierane pieniądze, jak również 1% podatku, który ma zostać rozliczony do końca roku, zostanie podzielony równo na pozostałe w hotelach i DT psy? W końcu wszyscy szukaliśmy ludzi, którzy zasilą wspólne konto krzyczkowiaków. Robione były bazarki, same wpłacałyśmy pieniądze. Rozumiem, że dzielone są w tej chwili raz na zawsze kompetencje dotyczące decyzji w sprawie postępowania i adopcji psów, a nie zabierane zabawki i zapominanie o innych? Jestem w szoku, bo wydawało mi się, że nic nas nie może poróżnić:shake:
-
[quote name='gusia0106']Ja byłam nośnikiem informacji ;) Po rozmowie z Irenką, przekazałam Neigh informację, że w takiej sytuacji niech Filip jedzie, że Irenka nie będzie jechać na drugą przedadopcyjną bo to bez sensu, i że pojedzie na poadopcyjną. Ale to miał być tylko raz - bo wyszło jak wyszło. Ewentualne przyszłe i przed i poadopcyjne miała już robić Irenka. Pisałam przecież to od razu po tym jak Filip pojechał do domu. Hotel się zaangażował i chwała mu za to, ale nie on wydaje decyzję czy na przedadopcyjną jechać i czy pies do domu wydany będzie.[/quote] Mogę się tylko podpisać pod postem Gusi, bo również byłam nośnikiem informacji, a nie decydentem, a dokładniej nie jedynym decydentem. Uważam, że każdy dom należy sprawdzić przed odrzuceniem, zwłaszcza w sytuacji kiedy tak długo psy nie mogą znaleźć domów, a jak już dom się znajduje, to potem z różnych powodów psy wracają z powrotem do hotelu. Nie obwiniam nikogo za to, wskazuję tylko, że każdy z nas ma prawo się pomylić i źle ocenić potencjalny domek. Rozmawiałam z Irenką na temat Filipka przez telefon. To prawda, nie była zadowolona z tego, że hotel pojechał na wizytę przedadopcyjną. Jednak w zaistniałej sytuacji podjęła decyzję, że nie pojedzie na kolejną wizytę, o której dom był uprzedzony i wiadomo było, że ostateczna decyzja należy do Irenki. Irenka uznała, że skoro Marta kupiła juz rzeczy dla Filipka i jest nastawiona na zabranie go, niech hotel podpisze umowę, a ona pojedzie na wiztyę poadopcyjną i w przypadku jakiś problemów, zabierze psa z powrotem, co jest zgodne z podpisaną umową. Czy to nie jest wyrażeniem zgody na pojechanie psa do domu? Może ja czegoś nie rozumiem, ale taką informację przekazałam Neigh, która chcąc nie chcąc została pośrednikiem między Panią Bożeną z hotelu, a Irenką. Sądzę, że to bardzo niekomfortowa sytuacja, kiedy z jednej strony ma rozmawiać na temat psów, a z drugiej nie wolno jej podjąć żadnej decyzji.... I dodam jeszcze, że popieram decyzję Neigh co do sprawdzenie domu i w rezultacie adoptowania Filipka, bo choć jest w tej chwili wycofany, to ma szanse na powrót do normalności. Nie znam Filipka, ale poznalam Sonieczkę, która była ogłaszana w wielu miejscach jako adopcyjna, a moim zdaniem absolutnie nie nadaje się do adopcji. To pies tak potwornie wycofany, dopiero teraz otwiera się w nowym DT. Być może Filipkowi też trzeba dać trochę czasu na oswojenie się z nowym miejscem. Dla mnie najważniejsze jest, że Marta chce walczyć o Filipka, uczyć go zaufania do siebie i myśłę, że jej sie to uda. Ze swojej strony moge obiecać jedno.... nie wtrącę się już nawet jednym słowem w kwestie adopcji psów w Niepołomicach. Czuję się moralnie odpowiedzialna za Kaira, którego znam i odwiedzam czasami i w kwestii jego przyszłości chciałabym miec coś do powiedzenia. I to wszystko.
-
Mnie pasuje. Moglibyśmy podjechać po sunię pewnie po 19 i zawieźć ją do Oli. Komu mogę przekazać na bazarki czapeczki na zimę? Mam ich 10, kilka dla dorosłej kobiety, kilka dziecięcych. Są bardzo ładne, dostałam je, żeby zrobić z nimi cos pożytecznego. Bazarek na Miśkę byłby chyba najlepszy...
-
Tyle schodków jakoś damy radę. Zostań w domu, nie jedź nigdzie. Ma być zimno i nieprzyjemnie, dlatego wyproszę TZ, żeby pomógł. Jeśli będziesz w domu, dam znać, jak będziemy podjeżdżać i najwyżej wyjdziesz na dół, żeby powitac Miśkę na zewnątrz:lol: No chyba, że będzie ją można zawieźć do 15, wtedy spotkamy się innym razem.
-
Jak dobrze, że sunia już jutro będzie mogła jechać:lol: Jutro mam pewne ograniczenia czasowe, w związku z tym mogłabym zawieźć Miśkę w okolicach godziny 15, a potem dopiero wieczorem, czyli po 20... No chyba, że cos się zmieni, ale to będę wiedziała dopiero jutro. Będę śledziła na bieżąco wątek, ewentualnie zadzwoń do mnie Lulka albo puść sygnał i oddzwonię. Już się nie mogę doczekać, kiedy wyściskam tego pychola:loveu: Czy masz u siebie windę, czy sunia będzie miała jakieś schody do pokonania? Pytam, bo ja sama nie mogę dźwigać po operacji i w razie czego muszę jechać z kimś, kto ją weźmie na ręce.
-
Dobrze, że już po wszystkim.... teraz trzeba czekać na wyniki histopatologii. Przytuliłabym ten pyszczek piękny, ale dzisiaj nie dam rady pojechać:placz:
-
[quote name='irenaka']A ja się nie dziwię, że Mara milczy. Uczciwie przedstwiła warunki jakie proponuje dla psa a na wątku jest X postów dopominających się o budę. Moim zdaniem, które już wcześniej wyraziłam chyba jasno, nie Mara powinna [COLOR=black][FONT=Verdana]odpowiadać[/FONT][/COLOR] na te napastliwe posty, tylko Paulina, która [COLOR=black][FONT=Verdana]podpisując[/FONT][/COLOR] umowę adopcyjną takie warunki dla psa zaakceptowała. Mara wykazała się wyjątkową cierpliwością podczas bytności na wątku, ja bym nie wytrzymała.[/quote] To ja nic nie rozumiem... zaczęłam temat budy, ale nie chciałam być napastliwa. Wydawało mi się, że Marta rozumie, że zależy nam na Filipku i stąd nasza troska... Nie wiem też, czy Paulinę należy obarczać odpowiedzialnością za podpisanie takiej, a nie innej umowy. W końcu taka była decyzja, że hotel podpisuje umowę, a Ty Irenko jedziesz na wizyte poadopcyjną. Zrozumiałam, że sprawe budy ustalałaś bezpośrednio z Martą telefonicznie i to wystarczy... Wyżej czytam, że za psy w Niepołomicach powinna być odpowiedzialna tylko Irenka, a za psy w Warszawie Neigh i Kanzaj.... Kanzaj nie widziałam tu od dawna, a w Warszawie jest np. Sonieczka, która była w Niepołomicach. Nie wydaje mi się, żeby miała sens taka jednoosobowa odpowiedzialność, zwłaszcza, że Neigh ma swoje problemy i trudno jej wziąć na siebie finansowanie psiaków warszawskich. Fundusze zbierane są wspólnie i od kiedy tak jest, jakoś udaje nam się opłacić wszystkie hotele i DT. Wbrew wielu optymistycznym wpisom, ja nie uważam, że psy są zabecpieczene finansowo, bo to co mamy, wystarczy może na 2 miesiące ich utrzymania. Jeśli wyskoczy jakaś choroba psa, to jest kiepsko. Dzielnie odpowiedzialności nie ma też sensu, bo wtedy nikt nikomu nie będzie pomagał, tylko starał się znaleźć dom dla tych "swoich". Dzięki temu, że jakoś to się połączyło, dom znalazł Radar, potem Ares (zabrany do Warszawy), a w tej chwili dzięki kontaktom Neigh jeszcze Lisiczka i Pręgusia (Betti). W związku z przeniesieniem Soni do Warszawy, kto miałby teraz za nią odpowiadać personalnie? Jest to sunia, która być może nigdy nie znajdzie nowego domu, bo jej ludzie nie są do niczego potrzebni, poza daniem jedzenia. Chociaz ostatnio przekonuje się do swojego opiekuna i nawet siada koło niego na kanapie i objada się smakołykami, ale kto będzie potrafił tak długo czekać na jej oswojenie się? Wybaczcie ten post, ale od jakiegoś czasu mnie to już gniecie. Dlatego staram się nie wchodzić, nie pisać, nie mieć zdania. W przypadku Filipka zadziałały emocje i miałam swoje zdanie. Wycofuję się w tej chwili, nie będe pisala nic, co mogłoby zostać odczytane niezgodnie z intencjami. Nie chciałabym zrobić żadnemu krzyczkowiakowi krzywdy...
-
Wydaje mi się, że to nie będzie dzisiaj. Lepiej chyba, żeby te dni, w których dostaje kroplówkę, została jeszcze w klinice. Trudno będzie wozić ja przez cale miasto na kroplówkę. Ja do niej jutro pojadę i jak tylko będzie miała siłę, wyjdę na spacer, choćby krótki. A jak nie da rady wyjść, to posiedzę przy niej i pogłaszczę bidę. Zobaczymy zresztą, co powiedzą lekarze.... Ale mi się czas dłuży, nie mogę się skoncentrować na pracy, tylko stale tu wchodzę....
-
Te jego uszy, to rzeczywiście ja:roll: mam fobię w tej kwestii, bo jeden z moich psów ma permanentnie nawracające zapalenie ucha. W każdym razie Miśka nie ma, bo też sprawdziłam. Będę Miśkę odwiedzać, głaskać, przytulać i szeptać jej do uszka jaka jest wspaniała, ale przede wszystkim musimy znaleźć jej dom, w którym będzie mogła spokojnie pożyć, ile jej jeszcze jest dane. Mimo wszystko raźniej mi, kiedy tu jesteś;)
-
[quote name='irenaka'][quote name='Ewa Marta'] Mam wrażenie że Filip zachowywał się tak , jakby trafił do DS prosto z Krzyczek. Jest totalnie wycofany. Nie chodzi o mnie, ale o mamę Pani Marty. Cały czas przemieszcza się bokami, pies skulony, ogon pod siebie. Podobno w stosunku do Pani Marty zachowuje się inaczej. I w tym moja nadzieja, że Pani Marta zmobilizuje cały dom i weźmie sobie do serca moje uwagi. Zachowanie Filipka jest spowodowane jego charakterem. Na dodatek ponad rok spędził w hotelu, gdzie czuł się pewnie i bezpiecznie. To przy wycofanym psie jakim jest Filip prawdziwa rewolucja. Trzeba czasu i pracy całego domu. On musi być jak najwięcej w domu a nie na zewnątrz.[/quote] Mam w takim razie nadzieję, że Marta namówi Rodzinę na wpuszczenie psa do swojego choćby pokoju... Rozumiem, że bardzo go pokochała i że jest w stanie dużo dla niego zrobić. Martwię się, że się przestała odzywać. Marta, jeśli mnie czytasz, odezwij się, proszę!!! Wiele osób ma problemy z adoptowanymi psiakami, ale jeśli poświęcisz mu dużo czasu i pozwolisz być więcej blisko Ciebie, odpłaci Ci wielką miłością i przywiązaniem. Może być teraz zagubiony, ale wszystko można zmienić.
-
Mocno trzymam kciuki!!!!!!! Oby wszystko się udało. Dobrze, że podjęłyście taką właśnie decyzję. Miejmy nadzieję że ten najczarniejszy scenariusz się nie spełni, ale gdyby tak, to jest to najmądrzejsza decyzja...
-
Hurraaa!! Pojawił się "dobry duch Ajania":lol: Pomogłaś Emilio Ajaksowi, który miał umrzeć, a wyszedł na prostą i żyje mu się wspaniale, może więc i tu będziesz miała szczęśliwą rękę i Miśka wyjdzie z tego:multi:Tym bardziej, że jest umieszczona w tym samym pokoiczku, co Ajaks... ja za wszelką cenę chcę łapać się takich drobiazgów, żeby tylko myśleć optymistycznie. Może to głupie, ale ona podobnie jak Ajaks kradnie serca przy pierwszym spotkaniu i bardzo chciałabym, żeby miala szansę na szczęśliwe życie, ile by miało nie trwać...
-
W stosunku do tego, co było, teraz ten guz wygląda rewelacyjnie! Może nawet nie trzeba będzie robić kolejnej operacji:loveu: To wspaniale, że tak dobrze znosi wizyty u lekarza. Ale jakby nie patrzeć, właśnie do lecznicy trafił z piekła, w którym mieszkal i cierpiał. Byłam przedwczoraj i wczoraj w klinice na Kosiarzy i opowiadałam lekarzom o Ajaniu, o jego totalnej metamorfozie. Bardzo się cieszyli, w końcu dołożyli swoją cegiełkę do ratowania mu życia. A ja zawiozłam tam biedną sunię z rakiem śledziony jak się niestety okazało. Siedzi w tym samym pomieszczeniu, co Ajanio i mam taka wielką nadzieję, że też jej się uda jakoś z tego wywinąć i znaleźć przyzwoity domek na resztę życia. Niestety nie będzie długie, ale chcemy zadbać, żeby chociaż było godne...
-
[quote name='irenaka'][quote name='Ewa Marta']To wspaniale, że spodobał Ci się domek Irenko. quote] Spodobało mi się zdanie Neigh Ewuniu. To był cytat z jej postu:evil_lol:.[/quote] Ale ze mnie ćwiara.... Nie załapałam, a może po prostu bardzo chciałam przeczytać, że spodobał Ci się domek Irenko:razz: Mam nadzieję, że do wycofanie Filipka przejdzie...Czym to może być spowodowane?
-
Jesteś wspaniała Olu!!! bardzo dziękuję za wielkie serce. Nie będziesz żałować, to cudowna sunia:loveu: Mogę ją przewieźć do Ciebie po operacji. Trochę mnie już zna, jechała moim samochodem, więc stres będzie może mniejszy. Wyproszę TZ-a, żeby prowadził, a ja usiądę z nią z tyłu, żeby czuła, że ktoś z nią jest. Narazie deklaruję 50 zł...i bardzo ale to bardzo proszę Was o najmniejsze choćby wpłaty. Nawet 5 zł może pomóc. Prawdopodobnie po operacji potrzebne będą jakieś leki, nie wspominając o hoteliku, czy DT.
-
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Ewa Marta replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
No jasne, że żal... -
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Ewa Marta replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Spójrzcie na to z innej strony..... Miał najwspanialsze 2 lata swojego życia. Był kochany, zadbany, nakarmiony i bardzo szczęśliwy. Dzięki Neigh, która go wypatrzyła, dzięki ludziom, którzy zrzucali się finansowo na niego, wreszcie dzięki Teresce, którą miałam przyjemność poznać, odszedł godnie i bez cierpienia! Widzialam Trusta biegającego radośnie wokół swojej Pani. To był wulkan energii,. Oczywiście, że mógłby żyć wiele jeszcze lat, ale był chory i tylko warunki, które mu stworzyla Teresa spowodowały, że żył na kredyt i to jak pięknie. Wszystkim schroniskowym bidom życzę na koniec życia takiego domku. Trust.... [*] -
To wspaniale, że spodobał Ci się domek Irenko. Czy Filipek jest wycofany w stosunku do innych ludzi poza domownikami, czy w stosunku do nich też? Napisz cokolwiek na ten temat Irenko, proszę.... Marta, Ty też napisz parę słów co u Filipka. Czy nadal się na Ciebie obraża za to, że musisz wychodzić do szkoły?
-
Ja się już zryczałam... Nie mogłam wejść na wątek, ale przeczytałamsam tytuł, który się ładował i krew mi poszła w nogi. zadzwoniłam do Lulki i juz wiedziałam... Straszne to i też uważam, że warto załatwić jeszcze jedną konsultację. Musimy z cała pewnością wiedzieć jakie są rokowania. Gdyby miała cierpieć i do tego nie mielibyśmy dla niej domu, to czy mamy prawo przedłużac jej cierpienia? Pytanie najważniejsze, to czy ona odczuwa ból w tej chwili? I na ile operacja poprawi jej jakość życia? Jezu... dwa spotkania z ta sunią a ja jestem nią zauroczona. Taki kochany skarb i tyle cierpienia przed nią. Ja się chyba nie nadaję do tego... Mimo to pojadę do niej w czwartek (jutro nie mogę na pewno, ale chyba pojedzie Lulka) Dajcie znać jakie są decyzje odnośnie suni. Kiedy ewentualnie operacja albo kolejna konsultacja. To nie jest sprawiedliwe:placz:
-
No i byłam... Na powitanie dowiedziałam się, że sunia postanowiła sobie pójść stamtąd i w związku z tym przegryzła smycz, którą jej wczoraj zostawiłam i cichcem zaczęła iść w stronę wyjścia. na szczęście ktoś to w porę zauważył i ją zawrócił. Niestety w związku z tym została przeniesiona do malutkiego pomieszczenia, gdzie jest dużo kociaków w klatkach i są zamykane są drzwi, żeby znowu nie czmychnęła. To oznacza dosyć wysoką temperaturę i duchotę. Wyprosiłam, żeby otworzyć okno w sąsiednim pomieszczeniu, ale to niewiele daje. Miśka była potwornie smutna, powitała mnie ze zwieszonym łebkiem, który ważył z tonę, jak go podnosiłam. Pani doktor powiedziała, że nie załatwiała się od wczoraj i że mają z tym problem. Zabrałam ją na prawie półgodzinny spacer na druga stronę Wilanowskiej. Chodziłyśmy po trawie i krzaczkach i w końcu pod sam koniec spaceru usiadła i długo siusiała. Na spacerze była bardzo grzeczna, prawie nie ciągnęła, reagowala na "chodź Miśka". Nawet jej się podniósł ogonek i żwawo maszerowała przed siebie. Widać jednak było, że bardzo obserwuje teren i stara się iść jak najdalej. Kiedy chciałam zawrócić, stanęła niezdecydowana i nie bardzo chciała sama się odwrócić. Cały czas do niej mówiłam, co chwila głaskałam i może to pomogło jej się odprężyć i zrobić siusiu. W każdym razie pieszczoty przyjmuje z przyjemnością. A teraz najważniejsze...... obejrzałam ją sobie dokładnie w świetle dziennym i okazało się, że .......Miśka ma tatuaż w lewym uchu! Nie wygląda na tatuaż z hodowli, bo widać mniej więcej 1cm napis 7A albo TA. Kiedy pokazałam tatuaż w klinice, zaczęłyśmy jeszcze raz go oglądać i okazało się, że w środku ucha jest coś jeszcze, ale na tyle głęboko, że nie da jej się tego odgiąć. Moim zdaniem to może być tatuaż schroniskowy zrobiony np, po sterylizacji. Spróbuję popytać tu i tam i czegoś się dowiedzieć. Kiedy wróciłyśmy, Miśka mocno wtulała sie w moje nogi i bardzo nie chciała zostać. Widziałam taki sam jak przy przywitaniu zrezygnowany wyraz pyszczka. Moim zdaniem trzeba ją jak najszybciej przewieźć do Oli na te kilka dni, dopóki nie zwolni się miejsce w hoteliku. Ona jest tam bardzo nieszczęśliwa, taka przywiązana do stołu i samotna. U Oli zawsze ktoś do niej podejdzie, zagada może... Nie wiem, jaką podejmiecie decyzję, ale jeśli jest zdrowa, to możnaby ją zabierać stamtąd nawet dzisiaj. Nie mogę jechać do niej jutro, przydałoby się, w przypadku gdyby tam jeszcze była, żeby ją ktos odwiedził. Jest bardzo grzeczna na spacerze i lubi towarzystwo człowieka. Bardzo przykro mi było ją dzisiaj zostawiać. Rozumiem, że zrobiliśmy to dla jej dobra, ale ona jest bardzo nieszczęśliwa w zamkniętej małej klitce.... Może udałoby mi sie zawieźć ja dzisiaj późnym wieczorem do Oli, jeśli oczywiście się zgodzicie na to. Jestem prawie pewna, że była kiedyś czyjaś, może nawet została wzięta ze schroniska, tyle, że uciekła.... Wspaniale chodzi na smyczy, dostosowuje sie do tempa człowieka i generalnie nie jest dzika...
-
Jeśli uda mi się wyrwać z pracy na godzinę, to pojadę do niej po 14, ale nie wiem czy to będzie możliwe...
-
A ja bym ja jednak poogłaszała... Często ludzie nie mają pojęcia jak szukać zguby, ganiają blisko domu, zamiast ogłaszac w całym mieście. Ona ewidentnie była w domu i nie zaznała krzywdy od człowieka i może ktoś za nią bardzo płacze. Jeśli się okaże, że jest sterylizowana, to tym bardziej ogłoszenia są jak najbardziej potrzebne!