Jump to content
Dogomania

Juliusz(ka)

Members
  • Posts

    896
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Juliusz(ka)

  1. [quote name='Mysia_']ja jako pracownik schroniska też bym tego odmówiła, ponieważ koty wolnożyjące należą do ekosystemu miasta i schronisku nic do tego. Uwierz mi, że myszy i szczury to o wiele gorsze szkodniki niż koty i przenoszą dużo groźniejszych choroby. Mysia - smutna prawda wygląda tak, że z problemami można sobie radzić na dwa sposoby: próbować ładnie, pięknie i miło, albo - znikąd pomocy? kombinujemy sami. BTW - 'nasze' koty stołują się w śmietnikach, a instynkty mają tragicznie zatarte... Szczerze wątpię, czy którykolwiek z nich zdołałby złapać gryzonia.
  2. Przepraszam, być może coś mi się na wzrok rzuciło;), ale nie widzę na stronie 'Koalicji dla zwierząt' punktu dot. obowiązkowej kastarcji/sterylizacji wszystkich zwierząt niehodowlanych... Będę wdzięczna za podlinkowanie tego punktu (jeśli jednak jest) :). Uderzyło mnie natomiast coś innego. Wybaczcie, miłośnicy kotów... cyt.: 'zakaz pośredniego zabijania kotów wolno żyjących przez uniemożliwianie im dostępu do pożywienia i schronienia; określenie warunków odpowiedniej opieki (w tym sterylizacji) nad kotami wolno żyjącymi(...) Jak to rozumieć? W mojej okolicy ostatnio zakocenie potworne. Nie ukrywam, że do szału doprowadzają mnie wielogodzinne koncerty, zanieczyszczone trawniki i zwierzątka wylegujące się na ciepłych maskach samochodów:mad:. Z garażu podziemnego wyganiamy koty - przykro mi, ale za lakierowanie porysanego lakieru nikt mi pieniędzy nie zwróci. Toksoplazmozę już miałam - dziękuję:angryy:. Prośba o odłowienie części kotów - wierzcie lub nie, ale jest ich kilkakrotnie więcej niż parę lat temu - skierowana do schorniska spotkała się z odpowiedzią: 'Proszę Państwa, to jest taka rasa: kot miejski i te zwierzątka żyją w swoim naturalnym środowisku.' Czy mam rozumieć, że za chwilę będę MUSIAŁA kotka do garażu wpuścić, miseczkę z jedzeniem mu podsunąć i jeszcze poduszczkę na maskę mojego auta rzucić?:angryy: Nie każdy musi być kociarzem. Nie każdy życzy sobie, żeby 'wolno żyjące' koty załatwiały w jego ogrodzie swoje potrzeby fizjologiczne, gubiły pchły i inne pasożyty.
  3. Cóż... W przypadku takich 'przypadków' możemy się jedynie cieszyć, że zakupiono małego psa. Egoizm przeze mnie przemawia, wiem. Będąc potencjalnie narażoną na kontakt z psem człowieka, który liczy na to, że zwierzątko samo się wychowa, wolę już 'kontakt' z maleństwem niż z dużym psem... Daleko szukać nie muszę - mój własny ojciec obstaje przy tym, że pies powinien 'bronić'. Nie walczę już z nim, nie tłumaczę - on już psa mieć nie będzie, więc 'zagrożenia';) w jego teoriach nie upatruję. Mojego psa bardzo lubi, cieszy go, że Jago darzy ludzi sympatią - listonosz fajny, przyjaciel ojca fajny, wszyscy fajni:), nooo... ale poszczekać by mógł:diabloti:, nooo... ale jakby Ciebie, dziecko, ktoś chciał zaatakować, to Cię obroni, prawda? W każdym razie - POWINIEN. A ojciec psiarz - ba! owczarkarz - od kilkudziesięciu lat...
  4. Cóż, prawdę mówiąc(pisząc;)), ja zdecydowanie brałam - i nadal biorę - pod uwagę to, że mój pies ma zęby i może zrobić z nich użytek... Wolę już zdecydowanie człeka, który się czegoś obawia - ergo - zdaje sobie sprawę z mogącej zaistnieć sytuacji, od osobnika, który 'radośnie' wyśpiewuje: 'ależ ja jestem PEWNY/A, że mój pies NIGDY NIKOGO nie ugryzie/nie zrobi krzywdy'... Co do wklejania 'miłych' fotek - nie mamy wpływu na to jak kto odbierze zaserwowaną mu jedynie za pośrednictwem obrazu treść. Równie dobrze mogłabym wkleić fotkę mojego DONa pędzącego w moim kierunku z rozdziawioną paszczą(wszystkie zęby na wierzchu:diabloti:). Bez podpisu: 'Jago w trakcie treningu. Zwolniony z komendy 'waruj' pędzi po nagrodę - 'zabić gryzak'':diabloti:, mogłoby to zostać odebrane jako uwiecznienie biednej sierotki(mnie:evil_lol:) na moment przed zagryzieniem.
  5. Wniosek? Media szukają sensacji, a jak nie znajdują... cóż, są świetni w 'produkowaniu' informacji, na które jest popyt:angryy:.
  6. O to, to, to! I co? Gdybym gnat w ręce trzymała, a psa NIE uczyła delikatności + ładowała palce między kość, a psie zęby(jasny gwint!przeca niby inteligentny gatunek jesteśmy, nie?:diabloti:) i została dziabnięta, to...? Nieszczęśliwy wypadek?:evil_lol: Pies morderca - chciał mi rękę odgryźć!:-o:evil_lol: Czy raczej: jesooo... jak tu szybko zadziałać, żeby nikt się o mojej galopującej głupocie nie dowiedział?:diabloti:
  7. Się proszę 'odtentegować' od paprotek:diabloti:. Moje mieszkanie tonie w paprociach - uwielbiam:loveu: - i czuję się w obowiązku donieść, że pielęnacja tych roślin wcale do łatwych nie należy:diabloti:. Oczywiście jeśli człek chce się nimi dłuuugo cieszyć ;). Dygresyjka - ból w tym, że psy są w naszym kraju tak samo łatwo dostępne jak paprotki, a jednak różnice w 'utrzymaniu' - kolosalne:mad:. edit: zastanawiam się ciągle nad 'rozharataniem' buzi tego dziecka... Ja mojemu Jagowi podaję z ust różności - w tym jedzonko, na którego widok/zapach aż się trzęsie z podekscytowania i prawdę mówiąc wiele tygodni zajęło mi nauczenie go, że moja twarz jest delikatna, że MUSI podejmować przysmak bardzo precyzyjnie. A i tak zdarza się, że zostaję ośliniona. Czegóż więc spodziewać się po psie, który ostrożnego podejmowania jedzenia najwyraźniej nie był uczony - podejmowania od 10miesięcznego dziecka(!), które - co bardzo prawdopodobne - machało rączką w bliskiej odległości od psa, wkładało jedzenie do ust/machało/wkładało,itd.. Tu naprawdę nie musiało wystąpić zachowanie agresywne po stronie zwierzęcia - równie dobrze pies mógł wybrać 'zły' moment na capnięcie uciekającego jedzenia... Rozbraja mnie całkowicie, jednocześnie doprowadzając do szewskiej pasji:angryy:, brak WYOBRAŹNI u większości ludzi... Pies jest żywym stworzeniem, które reaguje różnie w różnych sytuacjach. Człowiek doprowadza do danej sytuacji, a później krzyk, histeria i pretensje do całego świata - z psem na czele! O co?! O własną głupotę?!
  8. Kobieta poszła robić pranie i zostawiła 10miesięczne JEDZĄCE dziecko z przygarniętym psem:angryy:. Nieszczęśliwy wypadek - matka nie odpowie za narażenie dziecka na utratę zdrowia i życia. Nieszczęśliwy wypadek - ALE pies do uśpienia, bo - UWAGA, UWAGA(!):dziecko jest dla niej najważniejsze! Ręce opadają... Wulgaryzmy na klawiaturę się cisną, a ręce aż świerzbią do przetrzepania tej idiotki:angryy:. Szczerze? Szczęście w nieszczęściu, że do tragedii doszło w jej domu, a nie trafiło na obcą osobę... Żal jedynie, że trafiło na Bogu ducha winne dziecko, a nie na nią. Kobita pierwsza w kolejce do sądowego zakazu posiadania żywych stworzeń!:angryy:
  9. Ta 'informacja' bije po oczach lakonicznością... Amstaff(czy aby na pewno?czy jednak nie pies w typie rasy?). Dziecko pod opieką matki - a cóż to znaczy? 10miesięczny osesek z psem w jednym pokoju, a matka w drugim? I coś co mnie szczególnie zainteresowało - dziecko ma na twarzy 15szwów, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo... Chwała Bogu, rzecz jasna - ciekawi mnie jedynie jakim cudem skończyło się jedynie na ranie do szycia??? Delikatna buzia(twarzoczaszka) 10miesięcznego maleństwa - wybaczcie dosłowność - powinna dosłownie zostać zmiażdżona pod konkretnym uściskiem szczęk psa... Kolejny medialny temat - pies morderca! Czy dziennikarzy naprawdę nie stać na odrobinę profesjonalizmu?! Sieją postrach rzucając ochłapy. Niechby tak raz jeden z drugim DOKŁADNIE opisali co zaszło!:angryy: Na marginesie - nie lubię TTB:diabloti:, ale szlag mnie trafia jak czytam takie historie... edit: Zofio - jaką mamy gwarancję, że pies był przedstawicielem jakiejkolwiek rasy? TTB, to TTB, a że w większości przypadków dany osobnik nawet koło rasowca nie stał? A cóż to kogo obchodzi?
  10. [quote name='WŁADCZYNI']dlaczego mam narażać mojego psa, którego kocham na ryzyko że zejdzie w czasie operacji/będzie miał/a powikłania po niej bez wyraźnej przyczyny? Pieprzę takie prawo i zrobię wszystko aby go nie było:cool1:[/QUOTE] 100% zgodności z mojej strony!:angryy: Proszę bardzo - niech mnie Państwo spróbuje 'zmusić' do przeprowadzenia zabiegu na ZDROWYM zwierzęciu:mad:. Ryzyko, niestety, zawsze istnieje, a jeśli 'prawo' miałoby nakazywać podjęcie takiego ryzyka(w imię czego?!), to Państwo musi się liczyć z ewentulanymi konsekwencjami - poprzeciagałabym po wszystkich instancjach krajowych i europejskich:angryy:. Nie ma komu(czyt.brak funkcjonariuszy) wlepiać mandatów za koopy na trawniku(przepis JEST!), a nasza 'władza' się za tworzenie kolejnych prawnych WYDMUSZEK bierze?! BRAWO!:angryy:
  11. [b]WŁADCZYNI[/B] - :evil_lol:jak mi nie pasuje Twoja niechęć do mięcha! Taka bojowa(i bardzo dobrze!) kobitka, a mięsiwem gardzi... ush!:diabloti: Jednak podpiszę się pod: surowizny zębami psu nie zabierałam;), gryzak jak najbardziej - tylko 'puść!' cedzone przez zęby musiałam Jagowi 'wytłumaczyć';). Teraz już różności z pychola do ust(i na abarot) sobie podajemy:D. BTW - z nauką oddawania przedmiotów też trzeba uważać... Mój pies ma słabe popędy. Ucząc komendy 'puść!' od pierwszych naszych wspólnych dni 'wypracowałam' sobie puszczanie wszystkiego(łącznie z piłką/gryzakiem/koziołkiem na późniejszych etapach edukacji) kiedy tylko wyciągnęłam rękę... Nakręcenie Jaga na trzymanie/'walkę' o gryzak zajęło mi dłuuugie mięsiące... Noszenia z lubością nie mamy do dziś :(.
  12. [quote name='an1a']Ano widzisz.. a mój pies warczy, bo.. tak był przyzwyczajany i warczy, żeby warczeć, tak samo jak w niektórych innych sytuacjach, w których zdarza mu się zapomnieć :evil_lol: Ale czy to wszyscy muszą wiedzieć jakie są między nami relacje i co "się wyprawia"? Nie :diabloti:[/QUOTE] [b]an1a[/b] - a zwróciła Ty uwagę na dość istotny szczególik w moim poście? A było mu: 'NA SIŁĘ':diabloti:. Druga rzecz, to to, że absolutnie NIE muszą:diabloti:, ino Ciebie nie posądzam o propagowanie Twoich osobistych praktyk wychowawczych ;).
  13. Szczerze mówiąc, gdyby mój pies miał 'problem' z oddawaniem tylko jakiejś konkretnej rzeczy(np.kości), to dla własnego luzu bym tą rzecz wyeliminowała z naszej wspólnej egzystencji ;). Jeśli komuś zależy na dogadzaniu psu konfliktową kością - niech zwierz żuje, ALE trzymaną przez przewodnika. Przed akcją 'kość' przygotować sobie odarty z tejże kawał pysznego mięcha i na koniec wymiana:). Odbieranie 'na siłę' czegokolwiek warczącemu psu jest... :hmmmm: jakby to delikatnie ująć: galopującym 'optymizmem':evil_lol:. Mój pies oddaje mi wszystko, ba! jak ogryzie kość cielęcą z jednej strony(główkę) i ciężko mu idzie 'obrobienie' drugiej, to przynosi ów do mnie i 'prosi' o przytrzymanie:evil_lol:. Tyle tylko, że ja 'wymianę' wałkowałam od pierwszego dnia u mnie. Teraz już na nic wymieniać nie muszę:). Pewnego razu mój ojciec - byliśmy w odwiedzinach u starszyzny plemiennej:diabloti: - stwierdził, że on też Jagowi kość zabierze. Znam mojego psa, wiedziałam, że odda, ale zadowolony nie będzie:diabloti:. Potwierdziło się - ojciec rękę wyciągnął, Jago kość wypluł i odwrócił łeb - oddaję, bo tak TRZEBA, ale patrzeć na to nie będę;) Ojciec drugą rękę wyciąga żeby go po głowie pogłaskać - taki geścik pt.'grzeczny piesek':evil_lol:, ale zatrzymuje ją w pół ruchu na mój syk: 'Ani mi się waż!:mad: Pochwal głosem i oddaj psu kość. Jesteś 'swój', ale przy kości dużo mniej niż zwykle:diabloti:'. Schemat niby wypracowany, ale nie wolno zapominać o tym, że na zaufanie psa do danego człowieka pracuje się dłuuugo - a człowiek właśnie jest ważną zmienną.
  14. [quote name='zofia&sasza']Przepraszam, to do mnie? :crazyeye: Przecież napisałam, że powinno się szkolić i kontrolować psy każdej wielkości.[/QUOTE] :hmmmm: Przecież sama napisałaś: 'No właśnie - maluchy reagują tak, a nie inaczej przeważnie ze strachu. Tym bardziej, że wiele z nich miało przeżycia z większymi psami, a dysproporcja sił fizycznych jest znaczna.' Skoro maluchy mogą reagować 'tak, a nie inaczej' ze strachu, to dlaczego duże nie mogą? Pytam, bo pisałaś również o 'nagonce' na ma małe, jazgoczące/atakujące psy... Wychowanie, praca itd. - oczywiście. Ale to trwa. Zwłaszcza 'odkręcanie' jakiegoś problemu. I tu padło moje: 'duży=morderca', 'mały=ze strachu'.
  15. [b]zofia&sasza[/b] - ale mój też atakuje ze strachu:diabloti:, tyle tylko, że mojemu 'nie' wolno, bo jest duży. I w tym cały bajer - małe jazgocze, świga się na smyczy - ojjj... bidulek się boi/patrzta ludziska jaki odważny;), duży robi to samo - jesooo! morderca!
  16. Przepraszam, nie zdzierżę dłużej...: [SIZE="4"]FAKULTET/FAKULTETY! Błagam... Buuu... a ja nie mam 'psa rasy agresywnej':diabloti:, to się chwalić nie mogę:evil_lol:. edit: an1a - dobrze wiedzieć(widzieć:evil_lol:), że nie jestem 'sama' ;).
  17. [quote name='Martens']Miałam przykrość widzieć walkę ONki z amstaffem. Dorosły rodowodowy amstaff był bezmyślnie wprowadzony do domu w ktorym suka rezydowała jako jedyna przez ponad 7 lat. Poświęcono mu mnóstwo uwagi, co prowokowało ataki suki. Początkowo nie reagował, potem kilka razy miały miejsce niegroźne przepychanki, aż wreszcie, traf chciał że akurat kiedy tam bylam, doszło do walki na serio... Co najśmieszniejsze pies tylko ją złapał i trzymał. Przy otwieraniu pyska spoglądal na wlaścicieli i machał ogonem, za to suka... Pokaleczyła amstaffa potwornie, był szyty, właściciele i znajomy facet tam obecny też. Dosłownie dostała szalu, dwóch facetów z ledwością ją odciągnęło i wepchało do piwnicy. A suka cale swoje życie wychowana z rodziną, posłuszna, nieagresywna. No i bardzo inteligentnej fajnej rasy, nigdy chyba nie hodowanej do walk :cool1: Więc tak odnośnie tych strasznych nieodwoływalnych ttb - czy ktoś z ręką na sercu przyzna, że widział psa, który daje się odwołać z walki?? Słownie oczywiście, bo to jest właśnie odwoływanie. Nie widziałam i szczerze wątpię czy istnieje pies, który walcząc 'NA SERIO' zareaguje na cokolwiek... Pomijając ewentualnę 'frajdę' z walki dochodzi tu oczywisty instynkt przetrwania: albo ja albo on... Martens - odnośnie sytuacji z ON/TTB - nie dziwi mnie zachowanie suki, tzn. chodzi mi o to, że 'ładnie' wpasowuje się w to, co wiem: ONy/DONy są baaardzo ekspresyjne w 'walce'=dużo szumu/doskakiwania/odskakiwania/szamotania, generalnie 'szał ciał i zębów'. Pobudzenie bywa tak silne, zaślepiające, że zdarzyć się może przeniesienie ataku na osobę próbującą rozdzielić psy - nawet na właściciela. Sama tego(odpukać! i na szczęście) nie doświadczyłam, ale mój ojciec wiele lat temu rozdzielał swoje 2 ONy(żyjące razem generalnie bezkonfliktowo, ale cóż 2samce czasami muszą sobie pewne kwestie 'wyjaśnić';)) i został przez jednego ugryziony. O zgrozo! Ojciec nie uśpił psa:diabloti: - ładował łapy w kotłowaninę z pełną świadomością podejmowanego ryzyka. Po tej akcji to on 'wyjaśnił':diabloti: pewne kwestie obydwu psom - chłopaki były traktowane jednakowo ;). Specyfika rasy, historia, predyspozycje - tak psychiczne jak i fizyczne, a wreszcie bezdyskusyjny fakt: każdy pies jest jedyny w swoim rodzaju = trzeba mieć naprawdę równo pod sufitem żeby ODPOWIEDZIALNIE posiadać psa! I do jasnej ciasnej - pies jest tylko psem! Nie zapominajmy, że NIE wklepiemy mu systemu wartości wyznawanego przez gatunek ludzki!
  18. W kółko Macieju... KAŻDY pies MOŻE być niebezpieczny. Bullowatych (co do zasady) nie lubię - 'nie moje' rasy, nie rozumiem tych psów, dlatego nie mam z nimi kontaktu. Nie bez znaczenia jest tu fakt, że psy tych ras/w typie rasy najczęściej są w rękach osób kompletnie nieprzygotownych na posiadanie takich zwierząt(historia ras, predyspozycje, psychika). Co tu dużo pisać - boję się i już. Ale - wybaczcie określenie;) - wisi mi i powiewa bullowaty na smyczy+pod kontrolą przewodnika. Jeden chce mieć bulla, drugi(jak ja:diabloti:) DONa. Tak ten 'jeden' jak i ja mamy zas*any obowiązek panować nad psem - słownie/mentalnie/fizycznie - byle SKUTECZNIE:angryy: Tyle ode mnie :D.
  19. Wsio mi jedno jak to zabrzmi:diabloti:, ale ja jestem bardzo wdzięczna mojemu psu, kiedy załatwi 'poważną' potrzebę w ogrodzie - przed spacerem. Odpada bieganie z koopą w ręce w poszukiwaniu kosza na śmieci:angryy:. Ogród 'ogarniam' raz w tygodniu dokładnie, a często gęsto sprzątam natychmiast - błogosławiony kubeł na śmieci mieć pod ręką, jakaż to wygoda:loveu: Wczoraj NIE posprzątałam koopy po moim psie... Krew mnie zalewała już od momentu przekroczenia granicy działki moich rodziców - śnieżek se był stopniał i spacer polegał głównie na próbach uniknięcia bliższego kontaktu z: workami foliowymi, chusteczkami higienicznymi, butelkami(plastikowymi i szklanymi), kartonikami po napojach, rozkładającymi się owocami i resztkami po nich, kartonami po pizzy + wczorajszy hit: opakowanie po maszynce do golenia porzucone w środku lasku:crazyeye:. Kolorowo jak chole*a:angryy:. Koop zatrzęsienie - nic nowego... ALE naszło mnie - o ile NIE zrozumiem porzucania psiej koopy 2metry od kosza na śmieci, to jednak wczoraj zrozumiałam dlaczego nie wszyscy/nie zawsze sprzątają po swoich zwierzakach - potrzeba dopadła mojego psa w miejscu gdzie kosza NIE uświadczysz. Co zrobić w takiej sytuacji? Przykro mi, ale nie będę iść pół godziny z psią koopą w ręce, modląc się, żeby siła wyższa zesłała na mą drogę jakiś kosz na śmieci! I tak człek, który całym sercem jest za sprzątaniem po psach, zszedł na 'złą' drogę...
  20. [quote name='kendo-lee']Moje zaraz by skorzystały z okazji,kochają dzieci ale patyczki jeszcze bardziej:evil_lol:A potem byście w Fakcie czytali jak to 2 bulle rodzinę na spacerze prawie wymordowały:diabloti:[/QUOTE] :evil_lol: Się proszę od-ten-tegować - to moja historia!:mad::evil_lol: Chociaż właściwie mogę się podzielić;), my już braliśmy udział w akcji pt. 'pies morderca nad jeziorem strzeszyńskim' - czytaj: Jago ochlapał wodą dziecko... A pies ma być maszyną - tykać jak w zegarku podle myśli wszystkich ludzi, obcych ludzi - ludzi, którzy machają mu kiljem przed nosem, depczą po łapach/ogonie, podbiagają z wrzaskiem machając rękami i wyczyniają 'cuda na kiju':shake:. Ręce opadają, krew zalewa, przekleństwa z ust wyciekają - cichutko, bo pies najważniejszy...
  21. No i się w końcu dorobiłam totalnej alergii... na dzieci:angryy:. Lenistwo dziś zwyciężyło - nie wywiozłam psa na spacer za miasto, tylko podreptaliśmy do pobliskiego lasku. O psach biegających bez smyczy pomimo tabliczek z tekstem 'Pies w lesie - tylko na smyczy' + obrazek z zasmyczowanym czterołapem(wersja dla analfabetów) przy każdym wejściu do lasku, dziś nie będzie ;). Będzie o 4osobowej rodzince - mamusia, tatuś, synek ok.10letni i córunia na oko 5/6letnia. Ścieżki w lasku odmarzają=lodowisko. Drepczemy boczkami żeby się nie połamać;). Wspomnianą rodzinkę widzimy, odbić nie mamy gdzie, więc schodzę maksymalnie na bok boku ścieżki, sadzam psa i czekamy aż nas loodki miną. Niby wiedziałam, że będą musieli przejść bardzo blisko nas, ale moje futro albo ludzi kooocha, albo zlewa więc czym się martwić, a bo to pierwszy raz taka bliska mijanka? Luz, prawda? A duuupa! Nie luz tylko dziewczynka mijając nas(prowadzona za rączkę przez mamusię) dosłownie ociera się o moją nogę i ni z tego ni z owego wyciąga zza pleców jakiś badyl i macha mojemu psu przed oczami: 'patrz co mam!no patrz co mam!'. Zatkało mnie... Thx God Jaga tysh:evil_lol:. Przeszli, poszli, zwolniłam psa i tysh poszliśmy. Niby nic - nic się przecież nie stało, ale GDYBY mój pies chwycił za badyl byłby cyrk na kółkach... A przecież mógł chwycić... Cóż by w tym było dziwnego - z jego 'punktu widzenia'? Się chcą bawić=się bawimy! Pokrzyczeć sobie dla rozładowania frustracji nie mogę(pies mi się nakręca), to chyba zacznę biegać po parkach i ciągnąć dzieci za włosy/podkładać nogi/dobiegać do wózków z wrzaskiem... Jakoś MUSZĘ odreagowywać...
  22. Łeee... no tu mnie masz:evil_lol:. Pozostaje odczytanie, czy zjeżenie się wróży złe zamiary, czy jest jedynie wyrazem ekscytacji ;), a tu już dodatkowe sygnały by się przydały, a ucholi i ogona niet:eviltong:. Ale - co my tam wiemy, przeca wszystkie piesy są takie same:diabloti:.
  23. puli - a o krótkowłosych, kopiowanych tak, że już bardziej by się nie dało nie możemy porozmawiać?:diabloti:
  24. [quote name='M@d'](...) Tym nie mniej skoro są takie jak mój obecny i takie jak mój poprzedni, to marzyło by mi się, aby powstał system eliminacji z puli rozpłodowej psów agresywnych, aby człowiek chcący mieć psa nie zostawał skazany na kilkanaście lat horroru... A miły popołudniowy spacer nie skończył się tragedią z winy jakiegoś spaczonego psa... (...) Nie sposób nie zgodzić się z powyższym :). Do 'marzeń' dorzucę OBOWIĄZKOWE testy psychiczne WSZYSTKICH psów, 'surowych' psów - dające faktyczny obraz tego, co w zwierzaku siedzi. MusliStarcciatella - mam nadzieję, że nie rozczaruję Cię stwierdzeniem, iż NIE jesteś jedyną osobą, która ma pojęcie o psiej psychice. Tak na marginesie - obserwowanie(od przypadku do przypadku) psów z problemami to jednak nie to samo co życie z takimi psami... edit: dot.literówki.
  25. [quote name='Katica']MS ja rozumiem o co ci chodzi, i zgadzam się, że chodzi nam w sumie o to samo... jednak widzę dużą niekonsekwencje i nielogicznosć w twoich postach. Skoro próbuje ci po raz enty wytłumaczyć, ze nie o szczekanie tu chodzi, ale o prowokację, o atak, o ingerencję fizyczną. Ty mówisz ze mały szczekający pies nie zrobi krzywdy i nie powinniśmy szczuć dużego psa tylko dlatego że mały szczeka - JASNE, ZGADZAM SIĘ Z TYM... Po czym piszesz, że zagrożenie jest bardziej realne gdy szczeka duży pies, bo konsewkencje uszczypnięcia będą bardziej widoczne?!?!?!?! HALO, przecież mówimy o szczekaniu... to jak w końcu?? Szczekanie to szczekanie, szczypanie to szczypanie... Uważam, że to na co przyzwalasz jednym, mimo wszystko nie przyzwalasz drugim... a ja uważam, że prawo jest jedno, i obowiązuje kazdego w takim samym stopniu, a wiadomo że konsekwencje czynów małych i dużych są znacząco rózne... Katica - piękny post!:multi: Się podpisuję wszystkim co mam :D. MS - raz jeszcze apeluję o zaprzestanie pouczania: 'jak to zrównoważony pies powinien się zachowywać'. Proszę pamiętać, że żyjemy/pracujemy z ŻYWYMI istotami w związku z czym każdy przypadek jest jedyny w swoim rodzaju.
×
×
  • Create New...