gerta
Members-
Posts
611 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gerta
-
[quote name='What May NN']aha ;-) a "rytualne zachowania agresywne"??[/QUOTE] To np. postawa ciała (m.in. wyprężona pierś, uszy do przodu) lub kładzenie głowy lub łapy na karku przeciwnika, cała mimika pyska... Wszystko co nie kończy się faktycznym atakiem z gryzieniem/próbą gryzienia.
-
[quote name='Pies Pustyni']Jestes pewna, ze tak samo to dziala w przypadku szczeniaka w stosunku do psa doroslego? Bo owszem, zdarza sie, ze taki 9-cio miesieczny petak bedzie juz twardzielem i nie wymieknie przed duzym, doroslym zwierzakiem, ale to raczej nie jest regula. [/QUOTE] Z mojego doświadczenia wynika, że wiek osobników w tej sytuacji nie ma nic do rzeczy. Kilkumiesięczne szczeniaki, które miałam na tymczasie nie broniły miski przed moimi psami. Do głowy by im nie przyszedł pomysł jamnika opisany przez autorkę wątku. Moje psy nie odbierały na siłę żarcia szczeniakom mimo, że ono było o wiele bardziej apetyczne niż to, które same jadły. Nie broniły maluchom dostępu do swoich misek, chociaż wysyłały im sygnały, które powodowały, że maluchy do miski jedzącego dorosłego psa nie podchodziły (a jeśli się zdarzyło, to wystarczyło spojrzenie/warknięcie i było po temacie, na pewno żaden z moich psów nie przerwałby żarcia, żeby gryźć podlotka podchodzącego do miski... bez przesady). [quote name='Pies Pustyni']I dlaczego zakladasz, ze intruz bedzie mniej pewny siebie niz ten przy misce? [/QUOTE] To nie jest kwestia odniesienia mniej pewny siebie pies - bardziej pewny siebie, tylko kwestia pies jedzący i niemający swojej miski/gryzaka. Moje psy, gdy dostaną po gryzaku, to zwykle Maxik zjada szybko i chodzi wokół Kory wypatrując, czy ona czasem swojego kąska nie porzuci. No i ona w takiej sytuacji warczy na niego i pokazuje zęby. Jeśli zdarzy się jednak, że on ma gryzaka, a ona nie, to może sobie łazić wokół niego, a on traktuje ją jak powietrze. Jakby jej wogóle nie było. W tej parze ona jest mniej pewnym siebie psem, ale też na tyle pewnym, żeby nie rzucać się na niego, gdy łazi wokół jej smaczka. W stosunku do psów goszczących w naszym domu oba psy-rezydenci nie reagują na łażenie wokół nich, gdy jedzą smaczek. Pewny siebie pies nie walczy o zasoby. Nie musi - inne psy respektują jego prawo do nich na podstawie sygnałów, które są tak subtelne, że dla nas ludzi niemal niewidoczne. Pewny siebie pies dobrze radzi sobie w nowym środowisku, na nowe obiekty/hałasy reaguje raczej zaciekawieniem niż strachem. Na takie obserwacje warto wybrać się do schroniska. Ja to sobie oglądam w Celestynowie - naprawdę widać, które psy są pewne siebie, a które rozpaczliwie walczą tam o przetrwanie (ze swojego własnego punktu widzenia). Obserwując zachowania psów w grupie jestem w stanie wytypować psa, którego będzie łatwo przypiąć do obroży i dla którego pobyt poza schroniskiem nie będzie stresem... [SIZE=1] Słowo wyjaśnienia: w Celestynowie jest duża grupa psów (szacuję, że około 200), które chodzą sobie luzem po schronisku. Żaden pies w Celestynowie nie ma na stałe przypiętej obroży i wiele z nich nigdy nie miało obroży na szyi. Tworzą one kilka dużych stad. Przekroczenie przez psa z jednego stada umownej granicy terytorium drugiego stada powoduje natychmiastowy atak. Natomiast jest tam kilka psów, które mogą poruszać się po cąłym terenie i żaden pies nie śmie ich zaatakować. Co ciekawe te psy są zupełnie nieagresywne w stosunku do psów i ludzi :)[/SIZE]
-
[quote name='Frania24']Zanim otworzę klatkę pies musi się uspokoić i przejść do pozycji waruj, po otworzeniu czeka spokojnie chwilę aż dam mu komendę 'wyjdź'. Ale generalnie jak widzi, że ktoś przyszedł to nie trzeba go uspokajać, sam przechodzi do waruj i czeka. Nigdy też nie wchodzę do pokoju w momencie kiedy szczeka. Nie zaczyna szczekać, gdy jestem w domu. Robi to dopiero wtedy, gdy słyszy, że schodzę po schodach w dół. Może być sam w pokoju za zamkniętymi drzwiami, ale nasłuchuje czy jestem ja, albo mąż. gdy słyszy, że ktoś zaczyna schodzić po schodach automatycznie zaczyna szczekać. Zawsze. Nie ma momentu, żeby był cicho. Schody=awantura. Jeśli jesteśmy na piętrze wszystko jest w porządku, pies grzecznie siedzi w klatce. Problem jest tylko z przekroczeniem strefy schodów. Nie mam możliwości nagrodzić psa za to, że nie szczekał gdy zeszłam schodami, bo robi to ZAWSZE. Stopniowe przyzwyczajanie do klatki przeszedł i nie ma z nią żadnego problemu. Problem zaczyna się wtedy, gdy słyszy, że schodzimy po schodach w dół.[/QUOTE] Zatem ćwicz schodzenie po schodach na zasadzie - schodzę jeden stopień i wracam. Schodzę trzy stopnie i wracam. A potem znów schodzę jeden stopień. Jeśli pies szczeka wracam, ale nie do niego. Chodzi o to, żeby pies nie wiedział, czy zejdziesz na sam dół, czy nie. Piszesz, że pies się uspokaja na Wasz widok - chodzi o to, żeby nie zobaczył Was, dopóki się nie uspokoi (czyli najpierw ma być cicho, a dopiero potem Wy stajecie w drzwiach pokoju). Pytanie jeszcze: co się dzieje, jeśli jedno z Was jest w domu, pies jest w klatce (ale nie widzi tej osoby, która zostaje w domu), a druga osoba schodzi po schodach. Będzie szczekał, czy nie?
-
[quote name='Pies Pustyni'] Ciekawa sprawa. Czyli twierdzisz, ze pewny siebie osobnik bedzie wolal pasc z glodu niz splamic honor obrona zarcia? [/QUOTE] Psie Pustyni ja po prostu widziałam tak nagrania zachowania psów o różnym charakterze w sytuacji, gdy obcy pies zbliża się do miski czy smakowitego kąska, który jest jedzony, jak i zachowania moich własnych psów wobec tymczasowiczów w tej samej sytuacji. Pewny siebie osobnik nie ma powodu zachowywać się agresywnie przy swojej własnej misce, co nie znaczy, że pozwoli innemu psu zjeść swoją porcję. Pewny siebie pies prezentuje rytualne zachowania agresywne - nie posuwa się nigdy do gryzienia słabszego osobnika. Demonstracja jest wystarczająca do tego, by mniej pewny siebie pies nie próbował mu tego żarcia zabrać. W drugą stronę zawsze jest tak, że pies w obronie żarcia posuwa się dalej i np. gryzie.
-
Załatwianie się w domu - pytanie do doświadczonych właścicieli
gerta replied to Suflet's topic in Nauka czystosci
[quote name='Suflet'] Czyli pozostaje nam tylko czekać aby z tego wyrósł albo go wykastrować i zawieźć dziadkom na wieś? Makabra. Czy to możliwe aby pies był niereformowalny? Może jest troszkę mniej inteligentny i wszystko będzie mu dłużej zajmować... Dziękuję wszystkim za uwagę i pomoc. To pokrzepiające, naprawdę. Myślę że nic więcej nie wymyślimy. DZIĘKUJEMY[/QUOTE] Suflet, ale przecież i MArtens i ja podaliśmy Wam dwa pomysły na odpracowanie problemu z psem... Myślę, że konsultacja ze szkoleniowcem "na żywo" to też jakieś wyjście. Każde zachowanie psa da się zmodyfikować. Tylko trudno to zrobić przez internet :( -
[quote name='Frania24']Witam, na sam początek zarysuję ogólną sytuację w domu. Mam około 9 miesięcznego psa w typie samoyeda, mieszkam w domu z teściami i mężem. Na samym początku (2-4 miesięcy) zostawialiśmy psa w dwóch pokojach na około 4-5 godzin, po przyjściu wszystko było zasikane, zakupkane, ściany poobgryzane, każdy przedmiot jaki zdołał dopaść był doszczętnie przemielony, a szczeniak cały czas szczekał, piszczał, wariował. Po dwóch miesiącach uznałam, że musimy kupić mu klatkę (taka gehenna w domu bardzo mocno wpływała na nasze relacje z psem). Klatkę mamy już 5 miesięcy. Pies nie ma żadnego problemu z tym, żeby siedzieć w niej gdy ja, albo mąż jesteśmy w domu. Często wchodzi do niej z własnej woli i śpi. Jednak gdy oboje wyjdziemy, zaczyna się szczekanie i piszczenie, które trwa aż do naszego powrotu (jego rekord to 4 godziny ciągłego zawodzenia. Przyzwyczajałam go do klatki stopniowo, w pełni ja w tej chwili toleruje, zawsze ma tam jakiś gryzak, albo zabawkę i wodę. W tej chwili jestem w domu, ale od października mam studia i nie wyobrażam sobie zostawiania szczekającego cały czas psa (nie chcę zepsuć relacji z teściami, którzy już teraz wspominają, że pies jest zbyt głośno gdy wychodzimy. Nie pomagają długie spacery, bieganie przy rowerze (oczywiście na miarę 9miesięcznego psa). Bardzo proszę o jakieś rady, bo nie wiem co jeszcze mogę zrobić..[/QUOTE] Po pierwsze NIGDY nie otwieraj klatki, gdy pies szczeka/piszczy/wyje. Po drugie daj mu zajmujący gryzak w klatce i wyjdź, ale [B]wróc ZANIM zacznie szczekać[/B]. Stopniowo wydłużaj czas, na który go opuszczasz (raz wychodź na 3 sekundy, potem na 15, potem wróć po 5, potem wyjdź na 30 sekund, na 20, na minutę itd.), jeśli nie szczeka nagradzaj sowicie.
-
Załatwianie się w domu - pytanie do doświadczonych właścicieli
gerta replied to Suflet's topic in Nauka czystosci
Ja bym jeszcze wypróbowała metodę przewrotną... Klatka z posłaniem niech sobie będzie zasikiwana w domu - ale tak, żeby to się odbywało wyłącznie w tej klatce (czyli nagradzamy sikanie w klatce, ignorujemy inne)... Potem wywlokłabym klatkę z zasikanym posłaniem na dwór (w momencie, gdy nie będzie "wpadek" w postaci załatwiania poza klatką). No i jak zrobi na dworze do klatki nagroda. Kolejny etap - wyciągnęłabym posłanie z klatki itd. To trochę tak, jakby wykorzystać klatkę i posłanie w taki sposób jak teoretycznie powinno się wykorzystywać podkłady dla szczeniąt. Moim zdaniem problem z niewłaściwym używaniem klatki wziął się z tego, że Rudy był za młody na odebranie od matki (4 tygodnie). Po prostu nie nauczył się w gnieździe, że nie sika się tam, gdzie się śpi. A swoją drogą - skoro Rudy nie ma posłania, to gdzie śpi? -
[quote name='Maja5252']Dzisiaj mnie zdumiało jego zachowanie :( Oblizywał jakiś napotkany papier i mój brat próbował mu go zabrać. Wtedy się na niego rzucił i pogryzł mu dotkliwie rękę. Uczę go oddawania miski z jedzeniem i czeka, aż mu ją oddam, ale gdy ma kość, to zażarcie jej broni i atakuje wszystkich... Nie chcę, żeby był agresywny w przyszłości, bo boję się, że rodzice go oddadzą :( Wiem, że można go nauczyć, ale proszę, poradźcie mi jak to zrobić :) Z góry dziękuję, że przekopaliście się przez ten długaśny artykuł :)[/QUOTE] Skoro dajesz psu jeść, a potem to zabierasz, to czemu dziwisz się, że broni jedzenia? Ty byś nie bronił? Żeby pies radośnie oddawał jedzenie należy nauczyć go, że obecność człowieka obok miski oznacza coś miłego - np. nowy lepszy kąsek lądujący w misce... Jak dajesz psu jeść NIGDY mu tego nie zabieraj, z wyjątkiem sytuacji, gdy przez przypadek wpadnie Ci do miski coś groźnego dla psa - np. trucizna lub tłuczone szkło. Karmienie z ręki powoduje wzrost zaufania. A na podgryzanie ludzi najlepszym sposobem jest szkolenie - w psim przedszkolu nauczycie się, jak się bawić z psem, jak przerywać podgryzanie i wszystkiego innego, co potrzebne w życiu.
-
[quote name='SAIKO']Cóż myślę, aczkolwiek nie wiem czy prawidłowo że bulmastif (rozumiem, że to o niego chodzi w 1 punkcie) jest w tej relacji psem dominującym...jeżeli pies jest brany na ręce, który jest być może niżej w drabince od pierwszego stara, a bardziej nie podoba mu się to, że temu psu niejako jest w tym momencie okazywany większy szacunek od niego. Prawdopodobnie chodzi o przywrócenie do "pionu" psa, a że akurat jest w rękach opiekuna to agresja jest skierowana także na niego... [/QUOTE] Tratatata... Dominacja jest dobra na wszystko :evil_lol: To już prędzej bym uwierzyła, że skoro ktoś podnosi małego psa, to znaczy, że go upolował, więc mastiff chce się po prostu posilić ofiarą... Chociaż to wyjaśnienie jest równie idiotyczne, jak to powyżej.
-
[quote name='kropka77']1. Pies lubiący wszystko, co się rusza. Zabawowy, wesoły leń. Problem występuje w momencie, w którym obiekt zabaw jest brany na ręce przez opiekuna. Tu następuje atak na tenże obiekt. Do niedawna myślałam,że chodzi o formę zabawy- skok nie jest poprzedzany żadnym, najmniejszym nawet sygnałem. Niestety w ten sam sposób nastąpił ostatnio atak na znienawidzonego sąsiada- bez warknięć, jeżenia sierści, obserwacji.. poprostu skok do wroga i próba złapania zębami za kark. Wiem,że to typowy atak dla tej rasy. Dlatego zaczynam się martwić skokami do maluchów "na rękach"-zdarza się to niesamowicie rzadko, ale wolałabym aby nie następowało wcale.[/QUOTE] Nie widząc sytuacji trudno ocenić powód ataku na stworzenie na rękach, ale... jedno co można powiedzieć na pewno - musisz nauczyć psa, co powinien robić w takiej sytuacji. Rozumiem, że podstawowe posłuszeństwo opanowane, więc w przećwicz po prostu do znudzenia sytuację, gdy inny pies jest brany na ręce, a Twój ma w tym momencie np. wykonać "siad". To się robi poprzez warunkowanie - fakt, że ktoś bierze psa ma być równoznaczne z komendą "siad". Początkowo ćwiczymy tak - ktoś bierze na ręce psa, my mówimy "siad" - pies siada, dostaje nagrodę. Po kilku sesjach z kilkoma powtórzeniami ktoś bierze psa na ręce i dajemy naszemu szansę, by usiadł - jeśli siada wielka nagroda i przestajemy podpowiadać słownie... [quote name='kropka77'] 2. Obserwacja z wczorajszego spaceru. Trzy sąsiadki, trzy psiaki znające się od małego. Powitanie- normalne- ogonki latają, dupcie w górze itp. Po kilku sekundach jeden z psiaków ( 1.5 roku) atakuje stojącego westa. Psiak nie biegł, nie szedł tylko stał bokiem do agresora. Właścicielka twierdzi,że od kilku tygodni występuje tem problem- jej pies atakuje każdego małego psa. Sam wielkości tak ponad kolano. Mojego Iwana wita i akceptuje jak zawsze. Atak nie jest poprzedzony widocznymi sygnałami, poza -2-3 sekundową obserwacją.[/QUOTE] 2-3 sekundowa obserwacja, to było prawdopodobnie namierzanie. Właściciel powinien uniemożliwić atak na tym właśnie etapie. Co do przyczyn - mogą być trzy - zachowanie Westa (chociaż pozycja bokiem do namierzającego powinna działać uspokajająco) lub kwestia wieku agresora (dojrzewa i sprawdza, co wolno, a czego nie - na razie nauczył się, że wolno atakować małe psy - właściciel powinien natychmiast wprowadzić program eliminujący to zachowanie, zanim się ono utrwali) lub trzecia opcja - może agresor ma uraz do małych psów z jakiegoś powodu (chociaż to mało prawdopodobno, skoro pieski znają się od małego). Generalnie to zachowanie agresora jest nieakceptowalne. W momencie, gdy zaczyna namierzać, właściciel powinien skupić jego uwagę na sobie, by nie dopuścić do ataku. Taka forma agresji po pierwsze szybko się utrwala, bo drugie łatwo uogólnia - dziś pies atakuje małe, białe pieski, jutro spróbuje ze średnim czarnym, a za miesiąc nie będzie można go puścić luzem, bo zeżre co się tylko da... [quote name='kropka77'] 3. Jamnik miniatura, 9 msc. Chłopaczyna szaleje z Iwanem, choć widać,że ma do niego duży respekt. Iwan stara się być delikatny, mimo to Maluch często leży przed nim na plecach, czasem też siusia pod siebie- ale kurczę nie wygląda na zestresowanego, raczej "dmucha na zimne". W momencie podania miski jamnior zmienia się w diabła tasmańskiego- Iwan nigdy nie próbował zabrać mu jej, ale i tak ostatnio odpinałyśmy jamniora z fafla Gamonia.. No i ja to z nim jest- lękliwy owszem, ale miski broni jak prawdziwy pit :) [/QUOTE] Oba zachowania (posikiwanie i obrona miski) wskazują na to, że jamnior jest niepewny w obecności mastifa (jakoś mu się nie dziwię). Pies pewny siebie nie ma powodu bronić miski, a taki niepewny będzie to robił z narażeniem życia. Co do miski - to jest do wyćwiczenia. Posikiwanie ma uzasadnienie, więc nie eliminowałabym tego zachowania na siłę.
-
[quote name='SAIKO']w dużej większości psa, który ma stróżować "szkoli się w tym kierunku", a pies który sam z siebie "nie mający naturalnych niejako w genach cech stróżowania" stara się zapewnić ochronę "stadu", który czuje, że jego właściciel jest osobą "słabą" wie, że to na jego barkach spoczywa ochrona rodziny...np, właśnie akita która sama z siebie jest świetnym stróżem...akurat w jej przypadku nie chodzi o zdominowanie właściciela, ona ma to po prostu w genach... [/QUOTE] Matko kochana, co za bzdury :oops: Do stróżowania wybiera się rasy, które są hodowane w tym kierunku. Z beagla nie zrobi się stróża, bo to jest pies myśliwski... Chociaż można oczywiście na siłę trzymać go w ogrodzie i jeśli nie będzie się z nim chodziło na spacery, to z powodu frustracji może zacznie "bronić ogrodu", bo coś przecież musi robić taki aktywny pies, jak beagle... Nie znam przypadku, by pies starał się zapewnić ochronę "stadu", bo poczuł, że jego właściciel jest osobą słabą. Znam natomiast wiele psów, którym właściciele nie wyznaczyli żadnych granic, więc one robią, co im się podoba - np. nie wpuszczają obcych osób na swój teren, gryzą inne psy lub uciekają. Znam owczarki, które pasą swoich właścicieli - może to masz na myśli, mówiąc, że chronią "stado"? Chociaż te akurat psy podgryzają swoich domowników po pęcinach zazwyczaj z nudów i z powodu braku prawidłowych relacji z człowiekiem. No ale nikogo obcego do swoich ludzi nie dopuszczą - to fakt ;) CiociuSamoZło - powinnaś po pierwsze zaspokoić potrzeby Bostona. Skoro to jest owczarek niemiecki, to ćwiczenia z posłuszeństwa (i nie chodzi tylko o "siad" i "waruj"), aktywne spacery (z aportowaniem, zabawą z właścicielem itp.) musi mieć [B]codziennie[/B]. Trzeba mu wyznaczyć reguły domowe - co mu wolno, a co się Tobie nie podoba. Jeśli natomiast coś Ci się w jego zachowaniu nie podoba, naucz go co ma robić zamiast tego...
- 46 replies
-
[quote name='duskaaa']Witam, od końca marca mamy w domu obecnie 5 miesięcznego sheltie. Na początku wiadomo okres kwarantanny, więc psiak nie wychodził prawie na pole, miał rozłożone w domu maty, raz mu się udawało na nie sikac i robic kupe, a raz nie, różnie to bywało. Później zaczeliśmy go wyprowadzac na pole i tam czasami się załatwiał, a czasami nie. W każdym razie u nas w domu nie za bardzo ma go kto pilnowac, chodzic za nim po podworku, patrzec, kiedy sie wysika i chwalic za kazdym razem. Mamy teraz lato, psiak wiekszosc czasu spedza na polu, zalatwia sie tam rowniez, ale bardzo czesto, kiedy wraca do domu robi kupe i siku w domu.. Rano czeka nawet, az ktos go wyniesie na pole, potem wraca, je śniadanie i następnie szuka miejsca w domu aby móc zrobic kupe.. Dzisiaj wynosiłam go na pole kilkakrotnie, ale załatwił się w domu za każdym razem, kiedy wrócił.. Proszę o jakieś pomocne rady, bo już nie wiemy w domu co zrobic :shake:[/QUOTE] Nauczyłaś go robić na maty, więc... wynieś maty na dwór. Niech się przyzwyczai, że maty są wyłącznie na dworze, a jak już będzie robił wyłącznie na dworze (choć wciąż na maty), zwiń je i po temacie. Chociaż to faktycznie pokrętna droga nauki - trzeba było nie rozkładać mat, tylko psa przypilnować i w tydzień-dwa byłoby po temacie (znajomi nauczyli 8 tygodniowego szczeniaka załatwiania się na podwórku w ciągu 5 dni - bez mat, za to z pasztetem w dłoni ;) ).
-
[quote name='CiociaSamoZlo']niestety, zeby doprowadzic do sytaucji w ktorej moj pies 'spotkalby sie' z obcym psem bedzie trudnym zadaniem, dlatego, ze pomimo kaganca, on nie podchodzi do zanego psa zeby go 'obwachac'. ale od razu atakuje - gryzie, po dwoch takich sytacjach, i odciaganiu psow od siebie, bardzo sie boje dopuscic do kolejnego spotkania, i moze w tym takze po czesci tkwi problem, pies wie ze cos jest nie tak? bo jak tylko zobacze jakiegos innego psa od razu serce podchodzi mi do gardla..[/QUOTE] Koniecznie zaproś do domu specjalistę. I nie dopuszczaj do spotkania z innym psem, dopóki nie odpracujecie problemu.
- 46 replies
-
[quote name='SAIKO']Gdyby rady tej "znajomej" były mało wartościowe to uwierz mi miałbym spore kłopoty z moją Akitą, która w wieku 5-6 miesięcy jest niesamowicie dominującym psem i daje (a raczej już się to zmienia) się prowokować na spacerach przez te małe agresorki...mimo sporej socjalizacji.[/QUOTE] Socjalizacja nie musi być "spora", ale musi być mądra. Po mądrej socjalizacji, jeśli pies pochodzi z dobrego miotu i nie jest skrzywiony genetycznie nie powinien przejawiać zachowań niepożądanych. Jeśli młody pies "daje się prowokować", to znaczy, że socjalizacja nie była odpowiednia. Natomiast, jeśli stosujesz metody, jakie opisałeś - to cóż współczuję tak Tobie, jak Twojemu psu... [quote name='SAIKO']Twoim zdaniem same ćwiczenia z linką wyeliminują agresywne zapędy tego psa...? Jeżeli nie pokażemy psu, że nie akceptujemy takiego zachowania to w przyszłości jak ma wyglądać przykładowo; przyjazd cioci z innym psem...? Pies będzie myślał, że jego "stado" jest zagrożone i atak jest jedynym rozwiązaniem. Nie mówiłem o poprawie posłuszeństwa psa, bo to już ujęła Martens, ja wspomniałem jak rozwiązać problem agresji na inne psy...[/QUOTE] Po pierwsze napisałam, że najpierw ćwiczenia z linką, a potem wypracowanie alternatywnej reakcji na obcego psa. Po drugie - agresywne zapędy psa eliminuje się zaspokajając jego potrzeby (co by nie był sfrustrowany) i wypracowując alternatywne zachowanie. Sama korekta g*wno pomoże, jeśli pies nie będzie wiedział CO MA ZROBIĆ. A sam tego nie wymyśli, niestety. Na dodatek stosując taką metodę jak zaproponowałeś masz może szansę, że pies w Twojej obecności odpuści. Ale jak będziesz za daleko, to zrobi, co uważa za słuszne, bo nie będzie perspektywy kary i nie będzie umiał zrobić nic innego. [quote name='SAIKO']Bełkot? to że przy psie nie powinno się być zestresowanym jest dla Ciebie bełkotem? nie rozumiem..., pies wyczuwa naszą energię, emocje i nastrój...jeżeli w stanie zagrożenia Ty jesteś zestresowana to jak ma być spokojny pies Twoim zdaniem? Fakt że tak tam jest napisane, ale to się raczej odnosi do nieumiejętnego stosowania metod tego Pana...tak przynajmniej ja to rozumiem.[/QUOTE] Pokaż mi kogoś, kto w stanie zagrożenia jest spokojny... Nawet Milan nie jest. Jemu chodzi bardziej o to, żeby nie prowokować psa swoim postępowaniem - np. wielu właścicieli widząc, że ich pies atakuje innego psa, biegnie w jego kierunku krzycząc. A jak to odbiera pies? "O mój pan biegnie i szczeka razem ze mną... Damy radę tej kreaturze...". Często psy zachowują się rytualnie - stoją na sztywnych łapach, albo kładą sobie głowy, czy łapy tu i ówdzie pokazując zęby. Właściciele drą się bez sensu lub odciągają psy od siebie za obroże - co prowokuje psy do ataku. Gdyby natomiast ci sami ludzie spokojnie wydali komendę "Pikuś, do mnie", to psy powoli rozeszłyby się i nic by się nie stało. Tylko, do tego najpierw trzeba przepracować X godzin na tej nieszczęsnej lince, żeby pies wiedział co znaczy "Pikuś, do mnie" i żeby robił to w każdej sytuacji. [quote name='SAIKO']Masz po części rację, ale to dlatego, że zbyt ogólnie to napisałem...prawda jest taka, że nikt normalny raczej nie pozwoli na kontakt psa z szwendającym się agresorkiem... chodziło mi bardziej o normalne psy, które dadzą się dotknąć, a nasz w początkowej fazie socjalizacji będzie w kagańcu...Jeżeli nasz pies będzie podniecony to nie wolno pozwalać na kontakt... takiego psa należy uprzednio uspokoić i dopiero wtedy pozwolić na poznanie, a każdy przejaw agresji skorygować...[/QUOTE] Chciałam zauważyć, że propozycja z Twojej strony była mniej więcej taka: weź swojego agresywnego psa i zaproś do kontaktu psa zrównoważonego - przywołaj go i daj im się obwąchać. Otóż to jest niedobra rada, bo ważne jest bezpieczeństwo tego zrównoważonego psa także, a może właśnie przede wszystkim. Spacer równoległy jest lepszą opcją, bo psy nie są wtedy ustawione do siebie frontalnie, ale mogą się sobie poprzyglądać i powąchać z daleka. Korygowanie "każdego przejawu agresji" jest dość trudne, bo agresja jest reakcją fizjologiczną (działają różne hormony), a nie jesteśmy w stanie reagować na poziom hormonów. Chodzi nam przecież o to, żeby nasz pies na widok innego był "spokojny w środku", bo wtedy nie przyjdzie mu do głowy reakcja agresywna. Ale tego nie osiągniemy korektą (sama korekta wywołuje produkcję hormonów stresu, to raczej nie sprzyja uspokojeniu psa). [quote name='SAIKO']Nie wspominałem także o wybieganiu nadmiaru energii psa bo o tym też już była mowa, ale sama dyscyplina i rozładowanie energii nie sprawią że ten pies stanie się owieczką...Jeżeli pies ma agresję terytorialną "jak to ujęłaś" to prawdopodobnie ma też problem poza terytorium i dodatkowo to, że odgrywa się na mniejszych psach może być skutkiem, ale też nie musi złego doświadczenia w przeszłości.[/QUOTE] No i to jest właśnie zadziwiające, że w wielu przypadkach zaspokojenie potrzeb psa jest wystarczające do tego, by rozwiązać problem behawioralny. [B]Ludzie dramatycznie nie wiedzą, co jest potrzebne ich psom[/B]. Wiele osób kupuje psa ze względu na wygląd, a potem mają problem, bo śliczny piesek gryzie inne śliczne pieski, bo jest niewybiegany, bo nie pracuje, bo je jakieś g*wno z supermarketu, bo właściciele go nie wychowali... Ja miałam niejedną taką konsultację, jak u pewnego psa myśliwskiego, który mieszkał w domu z ogródkiem i na spacery wychodził... 2 razy w tygodniu, a jak padało, albo była zima to wcale, bo się przeziębiał. Biegał tylko po podwórku i tam się załatwiał. Pies był nadpobudliwy - szczekał jak wariat, skakał na ludzi, ciągnął na smyczy, kopał doły i robił wiele innych rzeczy. Dałam właścicielom jedną radę - spacer [B]codziennie[/B], co najmniej 30 minut i powiedziałam, że jeśli nie będą tego robić, to ja nie podejmuję się rozwiązania żadnego z problemów ich psa. Po miesiącu pojechałam na kolejne spotkanie i okazało się, że... nie ma już żadnego problemu. Pies przywitał mnie normalnie (nawet nie zaszczekał), od 3 tygodni nie wykopał żadnego dołka, nie ciągnie na smyczy i schudł (doszedł do właściwej wagi). Dlatego właśnie zawsze należy zaczynać od zaspokojenia potrzeb psa, a potem brać się za korekty... Ponadto jeśli już udzielamy komuś rad przez internet, niech one będą nieszkodliwe - zaspokojenie potrzeb psa na pewno nikomu nie zaszkodzi. Zastosowane niewłaściwie korekty - owszem.
- 46 replies
-
Naucz go szczekania na komendę i komendy cisza :) Zaspokój jego potrzeby - podejrzewam, że coś go frustruje, więc pytania, które powinnaś sobie zadać to: - czy ma wystarczająco dużo spacerów - czy ma wystarczająco dużo pracy - czy jest zdrowy (w szczególności sprawdź wzrok i słuch, bo może źle widzi lub nie słyszy sam siebie) - czy ma odpowiednią dietę - czy ma dostatecznie dużo kontaktów z domownikami (mizianie itp.) - czy ma czas na odpoczynek
-
Adoptowany pies interesuje się wszystkim i niszczy mieszkanie.
gerta replied to furiates's topic in Lęk seperacyjny
[quote name='furiates']PS. Lepsze jest szkolenie(250 zł miesięcznie, trwa do 3 miesięcy) czy wizyty u behawiorysty(ok. 70 zł za konsultacje)?[/QUOTE] Furiates, a skąd jesteś? Bo wiesz, znam szkoły, które adoptowanemu psu zrobią albo całkiem bezpłatną konsultację indywidualną (jedną), albo dadzą zniżkę na szkolenie... Generalnie jeśli pies sprawia problemy z zachowaniem na jednej konsultacji zwykle się nie kończy, a podstawą wszelkiej pracy z psem jest podstawowe posłuszeństwo - czyli to, czego uczy się na szkoleniu. Generalnie jako szkoleniowiec i osoba prowadząca szkolenie psów w schroniskach oraz właścicielka dwóch przygarniętych bokserów, uważam, że każdy adoptujący powinien pójść na podstawowe szkolenie z posłuszeństwa ze swoim psem. Dlatego, że dobre szkolenie pomaga zbudować dobre relacje z podopiecznym :) A pies jest przecież towarzyszem na lata, więc wydatek rzędu 500-800 PLN na początku, zwróci się przez lata z nawiązką (Twój pies będzie z Wami kilkanaście lat! Jest przecież jeszcze podrostkiem). Na szkoleniach u nas właściciele dowiadują się, jak ustalać zasady domowe i jak je egzekwować - szkolenie to nie tylko nauka poleceń... Dlatego jak dla mnie Twoje pytanie jest źle postawione - szkolenie jest po prostu koniecznością, a wizyta u behawiorysty może być potrzebna, jeśli pies będzie miał problemy z zachowaniem... -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
gerta replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Jako właścicielka dwóch przygarniętych bokserów - czyli rodowodowej suczki i psa w typie tej rasy ciągle słyszę teksty typu: - jakie ładne buldogi :) Ale najlepszy był sąsiad, który na widok rasowej Korusi, która pojawiła się u nas, jako druga spytał: - no mieliście już przecież pięknego boksera, to po co wam ten mieszaniec nie wiadomo czego? (Korusia ma ogon i naturalne uszy, więc "wiadomo", że bokserem być nie może, bo boksery nie mają ogonów :evil_lol:). -
[quote name='SAIKO']Większość z tego co przytoczę "przytoczyła" mi pewna znajoma, myślę że się nie obrazi jak to wykorzystam :). [/QUOTE] Znajoma się pewnie nie obrazi, tylko szkoda, że jej rady są mało wartościowe :( [quote name='SAIKO']Kastracja ma sens tylko wtedy nim hormony zaczną buzować (okres mniej więcej ok 8 miesiąca życia w zależności od rasy i od osobnika)...kastruje się psa w celu uniknięcia niepożądanych zachowań/dominacyjnych. Pies, którego właściciel nie "ogarnął" przed zabiegiem, po zabiegu najprawdopodobniej będzie sprawiał takie same problemy. Zabieg "po" niczego najczęściej nie zmienia:).[/QUOTE] Kastracja ma sens w przypadku agresji rywalizacyjnej w każdym wieku psa. Po mniej więcej 6 miesiącach od zabiegu opadają hormony i pies nie ma już hormonalnej motywacji do prezentowania zachowań agresywnych. Nie znaczy to jednak, że przestanie je prezentować, bo im później kastrujemy psa tym bardziej zachowanie tego typu jest wzmocnione i wyuczone. Niewątpliwie jednak, gdy wykluczymy testosteron o wiele łatwiej jest odpracować zachowania agresywne wobec psów. Przy czym dotyczy to agresji rywalizacyjnej - czyli takiej, którą prezentuje samiec wobec innego samca. W naturze występuje ona w obecności suczki w rui, ale umówmy się, że w mieście suczek w rui jest pod dostatkiem, więc te zachowania występują znacznie częściej. [quote name='SAIKO']Problem moim zdaniem tkwi w tym, że twój onek przejął pozycję lidera... [/QUOTE] Tak dla tego ONka, jak i dla każdego innego psa pojęcie LIDERA jest czymś kompletnie abstrakcyjnym. Pies niczego nie przejął - po prostu prezentuje natualne zachowania - sądząc z opisu agresję terytorialną, bo on przecież rzuca się na psy, które przechodzą obok JEGO TERENU. Ma przy tym niezaspokojone potrzeby (brak spacerów poza ogrodzenie i stymulacji umysłowej), więc poziom frustracji wystarczająco wysoki, by zachowywać się źle. [quote name='SAIKO']jako lider musisz zapobiegać niepożądanym zachowaniom. Jednym ze sposobów jest dyscyplina - nie mylić dyscypliny ze złością i frustracją, to błąd wielu osób – sfrustrowany człowiek kreuje sfrustrowanego, niepewnego, trudnego psa. Dyscyplina kreuje normalnego psa. Kluczem jest nie branie błędów psa personalnie "do siebie". [/QUOTE] Zamieniając słowo "lider" w pierwszym zdaniu, na "właściciel" mogę się zgodzić z powyższym fragmentem. [quote name='SAIKO']Musisz zainicjować/skorygować sytuację - chodzi o wytrącenie psa z niewłaściwego zachowania. Możesz użyć dźwięku (syknąć, pstryknąć palcami, klasnąć itd,) lub uderzyć psa dwoma palcami w sposób imitujący uderzenie innego psa - lidera ( w górną część ciała - pysk, głowa, kark). Uderzenie musi byc zdecydowane i na tyle intensywne by pies na nie zareagował. ( dwa wyprostowane palce; wskazujący i środkowy rozstawione na 2-3 cm). Pies, który koryguje zachowanie innego psa, uderza go zębami w górną część ciała. [/QUOTE] Powyższe to najprostszy sposób na to, by pies ostatecznie znienawidził przedstawicieli swojego gatunku. Zamiast tego należy: - wypracować przywołanie tak, by pies reagował na nie mimo ogromnego pobudzenia - ćwiczy się najpierw w małych rozproszeniach, potem w coraz trudniejszych sytuacjach. Martens opisała ćwiczenia z linką powyżej - o to właśnie chodzi - wypracować inne komendy tak, żeby pies je wykonywał w dużych rozproszeniach - nauczyć psa, co ma robić na widok innego psa - np. ma przybiec do nas i czekać, co mu każemy robić [quote name='SAIKO']Mówiąc najprościej chodzi o to ,żeby w pobliżu psa być pewnym siebie, nie usiłować sprawiać wrażenie pewnej siebie osoby ale BYĆ pewnym siebie (mowa ciała, zdecydowane ruch, ton głosu ). Dużo zależy od energii człowieka.[/QUOTE] To jest bełkot z Cesara Milana... A tam wyraźnie piszą "nie stosować tego w domu". [quote name='SAIKO']Koryguj niepożądane zachowania, czy to na spacerach, czy w ogrodzie. To co opisałaś to początek "wycelowania" i może skutkować własnie atakiem (takie skradanie nie tyczy się tylko Twojego psa, widziałem już takie zachowania u innych onków).PIES chcę zrobić COŚ w związku z tym, że obcy tam jest”. Ty pokazujesz mu CO macie zrobić. Uspokój go i kiedy pies przestanie „podniecać się widokiem obcego” przywołaj tamtego psa. Pozwól im się obwąchać. Obserwuj sytuację. Kiedy zobaczysz, że którykolwiek z nich przejawia zachowania dominacyjne (unoszenie łba ponad łeb drugiego, jeżące się włosy na grzbiecie, uniesiony ogon -jak chorągiewka- , powarkiwania etc.) koryguj → zarówno swojego, jak i obcego psa. Jeżeli nie będziesz „rozwiązywał tej sytuacji” wywołasz w psie frustrację. Ciągle będzie widział te obce psy i ta sytuacja ciągle będzie „urywała się" w tym samym miejscu. Jedyne czego on teraz potrzebuje, to wskazówka jak „ma żyć z tym, że na świecie są inne psy” :). Czyli musisz przeprowadzić go przez każde spotkanie. Nie unikaj obcych psów na widok, których reaguje w sposób, który opisałaś lub spina się, bo to najkrótsza droga, do stworzenia psa „agresywnego”, chętnego do spin. Zamiast unikać obcych psów, pokaż mu jak ma się przy nich zachowywać ;) Możesz szybko się zdziwić, bo kiedy wytworzysz klimat "nikt nikomu nie chce tu dać po pysku, wszyscy jesteśmy fajni i chcemy się bawi, a nie szarpać", po chwili psy mogą śmigać po łące jak wariaty i świetnie się razem bawić :) Pozdrawiam,[/QUOTE] Przywoływanie obcego psa, gdy nasz jeszcze nie ma wypracowanych strategii poprawnego zachowania wobec psów, to proszenie się o kłopoty. A korygowanie obcego psa, to trochę jak zabawa odbezpieczonym granatem... Niejeden człowiek został pogryziony w takiej sytuacji. Po co to robić? Jeśli chcemy, żeby psy się dogadały można je wziąć na spacer tzw. "równoległy" - żeby szły obok siebie, a nie naprzeciwko. Trzeba to zrobić na neutralnym gruncie, żeby żaden nie miał powodu bronić swojego terenu. Strategia unikania obcych psów jest potrzebna w początkowym etapie pracy nad takim zachowaniem, bo im częściej takie zachowanie się powtarza, tym bardziej się utrwala. Natomiast, żeby "iść w miasto" i nawiązywać kontakt z obcymi psami trzeba wypracować przywołanie i podstawowe posłuszeństwo - bez tego ani rusz. Jednocześnie trzeba wykorzystywać okazję - jeśli koło ogrodu pojawia się obcy pies, należy odwołać własnego, jeśli nie reaguje, to go zabrać od płotu ZANIM przeskoczy i przekonać go do współpracy. Poza tym jeśli chcemy, żeby nasz agresywny pies obwąchał Bogu ducha winnego innego psa, załóżmy mu kaganiec. Jeśli obcy pies pogryzie naszego agresora, to trudno, ale naprawdę pomysł, żeby nasz agresywny pies miał okazję użyć zębów wobec cudzego psa, to po prostu skrajna nieodpowiedzialność. A w ogóle, to takie problemy powinien rozwiązywać specjalista behawiorysta na miejscu. Rady ineternetowe, jak te powyższe mogą przynieść jedynie negatywne skutki.
- 46 replies
-
- 1
-
-
Adoptowany pies interesuje się wszystkim i niszczy mieszkanie.
gerta replied to furiates's topic in Lęk seperacyjny
Linka sprawdza się też przy wybieganiu psa, którego nie można spuszczać ze smyczy. Nie musi to być linka z zoologicznego - można kupić 10m średniej linki nylonowej (żeby nie nasiąkała wodą) i przywiązać do obroży. Taka linka jest lekka i pies może swobodnie z nią biegać. Pójdźcie też jak najszybciej na szkolenie z psem - zajmie się umysłowo, to przestanie mieć głupawe pomysły na niszczenie sprzętów domowych. no i trener podpowie Wam jak z nim postępować. Ponieważ pies po przejściach polecam szkolenie pozytywne. Okres adaptacji psa przygarniętego ze schroniska trwa co najmniej 2 tygodnie, a u niektórych osobników nawet pół roku i dłużej. Oddawanie psa zanim się zaadaptuje jest bez sensu, bo może się okazać, że pozbywacie się naprawdę wyjątkowo cudownego osobnika. Trzeba natomiast od początku ustalić zasady - co mu wolno gryźć, a czego nie itp. Dlatego polecam szkolenia. -
Paula, miałam kiedyś suczkę 7 miesięczną na tymczasie, która podobno w domu stałym, z którego ją zabrałąm niszczyła w domu tak pod nieobecność, jak w obecności włąścicieli i załatwiała się gdzie popadnie. Jak przyjechała, to okazało się, że sika raz dziennie, na podwórku. Przez miesiąc pobytu nie zniszczyła absolutnie niczego, co więcej zaczęła sikać 2-3 razy dziennie, ale ciągle na spacerach. Nie załatwiła się u mnie w mieszkaniu ani razu przez cały miesiąc. Poszła do adopcji i także było wszystko super. Podejrzewam, że ludzie, co ją oddali wychodzili z nią raz dziennie na spacer, bo to jest nieprawdopodobne, żeby pies w tym wieku sikał raz dziennie sam z siebie. Nie zdziwiłabym się, gdyby z tego właśnie powodu roznosiła im dom w strzępy i załatwiała się wszędzie. Aczkolwiek dziwne jest, że po podróży z Poznania do mnie, przeszło jej jak ręką odjął. Może w "Twoim" przypadku jest inaczej, ale... jeśli nie radzą sobie z Twoimi radami, to niech zaproszą do domu behawiorystę. Niech pójdą na szkolenie. Naprawdę taniej jest zapłacić za te usługi niż wymieniać wykładziny, czy meble. Albo jeśli to przypadek, jak opisany przeze mnie, niech uczciwie powiedzą, że się im piesek znudził. Ja bym psu szukała domu na Twoim miejscu.
-
Żądamy od ZG TOZ pomocy dla CELESTYNOWA!!!!!!
gerta replied to iza_szumielewicz's topic in Schroniska
Dary były, ale "samochody dostawcze" to nieco przesadzone określenie... Myślę, że niektórych bawi, jak wpadną od czasu do czasu do wybranego schroniska tego, czy innego, cykną parę fotek, całość zajmie 2 godzinki, a można uchodzić za "obrońcę zwierząt". Jak ten fotoreportaż był robiony byłam w schronie z wolontariuszami. Ci ludzie nawet nie zapytali nas, kto my, co my i dlaczego, choć z pracownikami nie mogli nas pomylić. Mnie powalił na kolna tekst "nie są agresywne". Tam jest jeden mały biały diabeł, który przegryzł mi dwie pary kaloszy. Bynajmniej nie w zabawie. No i jeszcze "Według powiatowego lekarza weterynarii z Otwocka to schronisko powinno liczyć nie więcej niż 200 psów." - cóż, gdyby było ich tam tyle, to może każdy miałby własną budę i kawałek wybiegu, choć wydaje mi się, że to byłoby ciągle zbyt dużo. Jutro (w sumie to dziś) jesteśmy w schronie od 9:15. Gdyby ktoś chciał poganiać po błocie z psami, to zapraszamy :D- 462 replies
-
- celestynów
- remont
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Super :) Lubię czytać takie wiadomości :)
-
[quote name='A&L']Szkoda, że wcześniej nie pomyślałam o przedszkolu ;/ No ale trudno, umówiłam się na przyszłą niedzielę na pierwsze zajęcia (szkolenie odbywa się co dwa tygodnie). Idziemy do szkoły Gostar w Katowicach. Niestety będziemy musiały dojeżdżać, bo w Częstochowie nie znalazłam niczego... Zna ktoś tę szkołę?[/QUOTE] u nas w Dogmasters w Katowicach przyjmą Was do przedszkola: [URL]http://katowice.dogmasters.pl/[/URL] Z bojaźliwym psem nie szłabym do szkoły, w której zajęcia odbywają się w dużych grupach.
-
[quote name='masza44']Nie tragizujmy, mój 13 letni pies chodzi zawsze na spacery w kolczatce ( spuszczny jest na wybieganie bez niej oczywiście w pustym miejscu) ale żadne szkolenie, metoda, gentle leader itp na niego nie działały, jak szedł samiec większy to wyciągał nam palce ze stawów( mojemu dorosłemu bratu i mamie) i przewracał nas bo tak do nich ciągnął. [/QUOTE] To nie jest problem z ciągnięciem na smyczy, a z agresją wobec innych psów. Ciekawe co byś zrobiła, gdybyś mieszkała np. w Szwecji, gdzie używanie kolczatek jest zakazane... [quote name='masza44']Jest agresywny w wyniku pogryzienia przez dużego psa jak był szczeniakiem. I nic nei jest w stanie tego wyeliminować. [/QUOTE] Zapewniam Cię, że można wyeliminować takie zachowania - to jest kwestia odpowiedniego nakładu pracy i skorzystania z pomocy doświadczonego szkoleniowca lub behawiorysty. Mój pies także został pogryziony i także prezentował potem agresję wobec innych psów. Dziś już tego nie robi. [quote name='masza44']A kolczatka go przecież nie rani, chodzi na luźnej smyczy, ale w tym jednym momencie jak zobaczy tego psa i chciałby do niego gonić, ratuje mu życie, innego psa przez obszczekaniem lub pogryzieniem i ludzi przed stresem.[/QUOTE] Kolczatka nie musi ranić skóry, żeby przynosić więcej szkody niż pożytku. Pies zamiast nauczyć się poprawnego zachowania nauczył się (choć też mało skutecznie, skoro ciągle zdarza mu się ciągnąć na kolczatce), jak unikać ukłucia kolców. [quote name='masza44']Moja 2 psy skończyły szkolenie, i ciągną jak diabły. Smakołyki mają gdzieś, noszenie zabawek też, gentla rozpracowały i nie działa i ciągną jedno przed drugim musi być pierwsze. Już nie wiem co robić, bo dla nich kolczatka bez sensu- za gruba sierść....[/QUOTE] Słabe szkolenie... Na zajęciach w schronisku mamy psy, które na pierwszych kilku zajęciach ciągną jak konie, skaczą na ludzi itp. Uczymy je, jak powinien wyglądać spacer i po 2-3 zajęciach większość chodzi na luźnej smyczy. Opornym nauka zajmuje 6 tygodni. One mają spacer raz w tygodniu. Są niewybiegane, czasem duże i młode, często agresywne wobec innych psów. Ale na smyczy nie ciągną. Nigdy nie założyliśmy psu w programie Fajny pies kolczatki. A mamy 100% sukcesu w tym temacie. Dlatego uważam, że kolczatki są bez sensu. No bo po co ich używać, skoro bez nich też się da?