Jump to content
Dogomania

gerta

Members
  • Posts

    611
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gerta

  1. [quote name='roksanaa']Ja nie mam kłopotu - moge robić z nią co chcę, zbliżać się gdy je np i cokolwiek innego... Mam wrażenie, że ona wyszukuje jakby słabszych od siebie i pokazuje kto rządzi. [B]Warto zaznaczyć, że to pies, który kiedyś był najłagodniejszym jakiego znałam. [/B]Aha... no i jest rozpuszczona jak dziadowski bicz :P W sensie do niedawna - spanie na podusi obok Pani (została wyeksmitowana na posłanie), przytulanka, w samochodzie na przednim siedzeniu bo z tyłu to nie lubi itp :P Tak więc... pomocy :)[/QUOTE] Jeśli pytasz o diagnozę, to jest zawarta w Twoim poście - pies jest rozpuszczony, więc robi to, co uważa za słuszne, nie pytając nikogo o zdanie. To co podkreśliłam - to pewnego rodzaju diagnoza także - skoro w Waszym domu zaczęła być agresywna - znaczy coś robicie źle. Rozwiązaniem jedynym możliwym przy tego rodzaju kłopotach jest szkolenie - pozytywne, bez awersji, z dobrym szkoleniowcem, który pomoże Wam ustalić zasady domowe i nauczy Was komunikacji z psem i rozumienia jego języka. Nie zawadzi też odwiedzić weterynarza - może właśnie we łbie jej się coś robi, skoro nastąpiła nagła zmiana zachowania (straszyć nie chcę, ale przy nowotworach mózgu i innych dolegliwościach zdarza się, że pies po prostu jest nieodporny na bodźce, które do tej pory tolerował).
  2. 4,5 h spacerów dziennie na średniego psa to może być po prostu za dużo. Nie piszesz, co robisz na tych spacerach, ani jak często karmisz psa - może ma za dużo boźdźców ruchowych, za mało intelektualnych (tak, wiem brzmi to śmiesznie w odniesieniu do psa), a może jest zwyczajnie głodny w ciągu dnia, albo może zostawiasz go na zasadzie - wstawiam psa do domu i nie zdejmując butów wychodzę... A pies nie nauczył się samouspokajania po spacerze... Jeśli nie bałagani codziennie, to prawdopodobnie jest jakiś wyzwalacz tego zachowania w Waszym postępowaniu... Trzeba to dokładnie przeanalizować, zanim zastosuje się jakiś rodzaj programu naprawczego. To trochę jak z samochodem - jak zadzwonisz do warsztatu i powiesz "samochód czasem nie jeździ", to nikt Ci nie pomoże...
  3. Kasia, zwróć uwagę na to, czy na widok innego psa odruchowo nie napinasz smyczy. Wiele osób to robi, a później mówią o "agresji smyczowej" - kiedy pies tak naprawdę reaguje po prostu na sygnał biegnący po smyczy od przewodnika. Druga sprawa to socjalizacja z psami - nie pisałaś o tym, czy i jak często Twój pies ma kontakt z innymi psami. On jest jeszcze dość młody, więc należy odpowiednio dobierać mu towarzystwo do zabawy - psy zrównoważone, takie które go nie będą gnębić, ale też pokażą mu, że agresja wobec psów się nie opłaca. Raczej mało prawdopodobne jest, by psy źle odczytywały jego sygnały - stawiam raczej na to, że Twój szczylek nie wie jeszcze, że zachowuje się niegrzecznie... Pomysł z ćwiczeniem, zanim nastąpi niepożądana reakcja jest moim zdaniem dobry. Możesz jeszcze na widok psa, nagradzać swojego psa za spokojne zachowanie np. zabawą. Na mojego psa podziałało to świetnie - po kilku dniach, na widok "obiektu" odwracał się do mnie sam, z pytaniem w oczach "no, gdzie masz piłkę?".
  4. Ja myślę, że może ma znaczenie liczba spacerów... Mam moje dwa boksery (28 i 33 kg) na spacerach najczęściej razem. Ale one wychodzą poza działkę 3 razy dziennie, w tym jeden spacer jest oddzielnie - wychodzi mój Tato, a On ma już swoje lata i z dwoma nie dałby rady. Gdy ja idę z nimi poza działkę, to one głównie niuchają. Na psy sąsiadów zwracają uwagę, ale reagują na swoje imiona i ew. komendy, gdy trzeba odwrócić ich uwagę (moi sąsiedzi mają 4 psy biegające luzem i bramę pod którą one swobodnie przechodzą; z moimi psami nie zadzierają, bo kiedyś ich Maxik postraszył, więc już nas nie napadają). Moje psy raczej chodzą przede mną na spacerze, są nauczone polecenia ZWOLNIJ, które oznacza tyle, mniej więcej - nie ciągnij, idź bliżej mnie. Niuchają zwykle w tych samych miejscach - bo jak jeden coś "znajdze", to drugi natychmiast sprawdza, co to takiego :) jeśli już się zdarzy, że pójdą w dwie różne strony, to je wołam do siebie. Oi i tyle :)
  5. [quote name='a_niusia']moja starsza suka, ktora w tej chwili ma 15 miesiecy, chodzila do przedszkola, ale ze szkoly dla psow zabralam ja po pierwszych zajeciach. moja druga suka ma w tej chwili niecale 3 miesiace. nie chodzi i nie bedzie chodzic ani do przedszkola ani do szkoly. watpie, zebym jeszcze kiedys zdecydowala sie na jakies zajecia grupowe. [/QUOTE] Ale co się takiego stało, że zrezygnowałaś ze szkolenia jednego psa i nie planujesz szkolenia grupowego z drugim? Szczeniaki na zajęciach grupowych uczą się nie tylko kontaktu z obcymi psami, ale też tego, że w obecności innych (obcych) psów można pracować...
  6. ShazzMRW, to skoro możesz brać psa ze sobą do pracy, to rób tak. Ale znajdź jak najszybciej trenera/behawiorystę, który obejrzy psa i opracuje program pracy z nim. Im szybciej się weźmiecie za rozwiązanie problemu, tym łatwiej i szybciej się go pozbędziecie :) Lęk separacyjny można wyleczyć - wymaga to czasu, cierpliwości i uporządkowania dnia i zwyczajów w domu. Pies musi mieć poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że zawsze ktoś do niego wróci. Podstawą pracy jest trening posłuszeństwa i zaspokojenie potrzeb psa.
  7. [quote name='ShazzMRW']Póki co mamy jedynie piszczącą zabawkę gumową i szarpak, niestety odstawianie go na bok nic nie daje bo od razy skacze z podwójną siłą :( wiem ,że to szczeniak i musi się wyszaleć ale nie może być tak że podchodzi do mnie gdy siedze, łapie mnie za bluzkę i szarpie i skacze i nie daje się uspokoic[/QUOTE] Skoro bawisz się z psem piszczącą zabawką nie ma się co dziwić... Pies nauczył się, że pisk nic nie znaczy, albo wręcz jest sygnałem do dalszej zabawy. Od braci i sióstr w gnieździe uczył się czegoś wręcz przeciwnego - jeśli siostra/brat w zabawie zapiszczała, a on nie przestawał gryźć, to prawdopodobnie zabawa się kończyła. I tak powinno być. Szczeniak uczy się w ten sposób kontrolowania siły własnych szczęk. Piszcząca zabawka uczy, że można gryźć dalej, mimo sygnału, który do tej pory znaczył "PRZESTAŃ". Wywal piszczącą zabawkę. Baw się z psem sznurkiem do przeciągania, czy zabawką niepiszczącą. Jeśli podgryza za mocno, wydawaj odpowiedni dźwięk, a jeśli to nie pomoże - przerywaj zabawę. Rób to konsekwentnie, a szczeniak przestanie...
  8. Wiesz, zwykle dla psów, które boją się zostać same dobrym rozwiązaniem jest nauczenie go zostawania w klatce. W tym przypadku trudno ocenić, czy klatka pomoże - na pewno zabezpieczyłaby psa przed tym, co może sobie zrobić w takim szale (np. pokaleczyć się stłuczoną szybą, czy porazić się prądem - jeśli przegryzie kabel itp.). Gdybym była na Waszym miejscu poprosiłabym o konsultację behawiorystę. Bo przez internet możecie dostać rady, które nie pomogą, a wręcz mogą pogorszyć sytuację. Czy macie możliwość tak zorganizować życie, żeby do czasu rozwiązania problemu pies nie zostawał sam?
  9. [quote name='yamayka']Gryząc poduszkę czy patyk suczka robiła to samo, jak gdyby gryzła człowieka. W jej głowie działo się to samo. Tkwiła w tych samych złych dla niej emocjach. Moim zdaniem niczego dobrego jej przez to nie uczyliście, pozwalaliście na utrwalanie danego stanu emocjonalnego w określonej sytuacji. Sukcesem byłoby, gdyby suczka potrafiła się rozluźnić w obecności człowieka, gdyby poczuła sie przy nim bezpiecznie. Co z tego, że suczka warczy zanim ugryzie - czuje się z tym tak samo źle.[/QUOTE] Yamayka, proszę Cię - nie spodziewałam się po Tobie analizy tego typu bez oglądania psa... Kora jest bokserem, jest z natury swojej bardzo towarzyska w stosunku do ludzi. Konflikt dążenie - unikanie był u niej ogromny. Trudno jest to opisać słowami, zwłaszcza, że ta faza Korusiowej lękliwości minięła ze dwa lata temu. Ona gryzła zwykle przy powitaniach, przy czym podbiegała merdając ogonem - jak najbardziej radośnie. Człowiek wyciągał rękę, żeby ją pogłaskać i... często to było dla niej zbyt straszne. Zamiast oddalić się lub warknąć ona w tej sytuacji po prostu gryzła - do krwi, wcale nie na żarty. Wprowadziliśmy więc taki zwyczaj - gość wchodzi do domu, sucz podbiega powąchać, zachowuje się normalnie - niejako w nagrodę wysyłaliśmy ją po poduszkę. Ta poduszka to jest jej ulubiona zabawka - ona na niej śpi i memła czasem. Dlatego dla niej to była raczej nagroda za ładne przywitanie się, a jednocześniej kolejne pieszczoty od obcej osoby odbywały się, gdy Kora miała coś w pysku - nie mogła zatem ugryźć obcej osoby. Po jakimś czasie suczka biegła po poduszkę sama - i trudno stwierdzić, czy to kwestia rozładowania napięcia na poduszce, czy bardziej działało to, że oddalała się na chwilę od osoby obcej. Grunt, że wypracowała inną strategię niż strzał zębami w rękę. Potem Kora zaczęła powarkiwać, gdy poczuła się spięta. W tej sytuacji prosiliśmy obcych, by przestawali się nią zajmować. Sucz najczęściej na chwilę zwiększała dystans i... wracała po pieszczoty spowrotem. Efekt pracy z Korą jest znakomity - Kora nie gryzie, nie warczy na obcych. Wita się ze wszystkimi przyjaźnie. Mało tego, doskonale radzi sobie nawet wtedy, gdy obcy się nad nią nachyli i wytarmosi ją za fafle (i żeby nie było - raczej unikam takich sytuacji, bo w naszym domu to ja się do tej pory spinam przy powitaniach z obcymi - ona już nie od prawie 2 lat). Jedynie tylne łapy są jeszcze wrażliwe, no i Kora w przeciwieństwie do Maxa nie wywali się brzuchem do góry przed każdym, ale... wszystkim chętnie włazi na kolanka. Według Ciebie nie uczyliśmy jej niczego dobrego, ale rzeczywistość jest taka, że emocje mojego psa przy powitaniach z obcymi ludźmi są zupełnie inne niż 3 lata temu. Dziś mało kto wierzy, że ona mogła bać się obcych... [quote name='yamayka']Ja uważam, że warczenie lub szczekanie (jako wstęp do agresywnego zachowania) nalezy też zwalczać, bo już wtedy w psiej głowie dzieją się złe rzeczy. Ale nie na zasadzie, że niewarczenie lub nieszczekanie to cel sam w sobie. Jeśli pies jest cicho, ale wciąż jest spięty - to pewnie, ze to żaden sukces. I może to prowadzić do niespodziewanego ataku. Jeśli pies warczy, to naszym zadaniem jest tak zmienić jego emocje, by nie czuł takiej potrzeby, by wokalizować poczucie zagrożenia. Nagradzanie warczenia rosnącym dystansem od bodźca... Hm... Czyli nagradzanie poczucia dyskomfortu, utwierdzanie psa, że spięcie i grożenie to droga do lepszego samopoczucia...? Hm, nie przekonuje mnie to.[/QUOTE] Yamayka, a mogłabyś rozwinąć myśl dotyczącą tej zmiany emocji? Bo dla mnie proces zmiany emocji w przypadku gdy pies reaguje nieadekwatnie do sytuacji, to raczej długotrwała terapia niż próba zmiany emocji psa w tym konkretnym pojedynczym przypadku. Poza tym może jestem nieco skrzywiona moim własnym psem - ją przez jakiś czas nagradzałam za warczenie, bo warczenie zastąpiło gryzienie. I wierz mi, warczenie o wiele mniej boli... [quote name='yamayka']O ludzie, naszym zadaniem jako przewodnika jest nie dopuszczać do takich sytuacji! Prosty układ - jako przewodnik zapewniam psu komfort przy sobie (żadnych nachalnych psów, dzieci, ludzi pchających się z głaskaniem - jeśli pies nie czuje sie z tym komfortowo, bo ma do tego święte prawo),a w zamian wymagam spokoju. Tyle.[/QUOTE] Yamayka podany przeze mnie przykład o dziecku wkładającym psu paluszek w oczko był oczywiście przejaskrawieniem. Chodzi o to, że ludzie mają pretensje do psów, że te warczą na dziecko w sytuacji, gdy naprawdę mają powód. Dzieci słabo interpretują psi język i często zachowują się tak, że pies interpretuje ich zachowanie jako grożące. [quote name='yamayka']Acha, czyli właściciel, którego pies miota sie na smyczy na widok innego psa/człowieka, szczekając i warcząc, nie powinnen "eliminowac nic z jego języka"? Super... Przecież te elementy "języka" psa oznaczają dany stan emocjonalny. I mamy pozwalać psu tkwić w tym stanie...?[/QUOTE] Jeśli pies miota się na smyczy na widok innego psa/człowieka, to jego przewodnik powinien przepracować problem ze swoim psem. Bo normalny pies nie powinien reagować takimi emocjami na widok przedstawiciela swojego gatunku. Nie chodzi o to, żeby oduczyć miotającego się psa szczekania i warczenia, ale chodzi o to, żeby ten nie warczał na widok innego psa/człowieka. Czyli, żeby w obecności innych psów czy obcych ludzi czuł się bezpiecznie. Tu się znów posłużę przykładem mojej Kory... Ona w poprzednim domu, gdy zawarczała dostawała po głowie ścierką kuchenną. Efekt był taki, że warczeć przestała, ale bać się nie przestała. Zamiast warczeć zaczęła gryźć. Przy okazji nabawiła się fobii do białych ścierek - przez pierwszy rok pobytu u nas na widok białego ręcznika do wycierania łap trzęsła się i... próbowała gryźć.
  10. gerta

    agresja yorka

    [quote name='Dardamell']A Gerta zamiast skupić się na tym co napisałam skupiła się na tym, że jest przeciwniczką TD.[/QUOTE] Dardamell, w postach powyżej sama piszesz o "hierarchii w stadzie", "hierarchii w tym domu" - psy naprawdę nie postrzegają świata w ten sposób. Warto poobserwować duże grupy psów żyjące luzem, żeby się o tym przekonać (ja akurat szkolę psy w Celestynowie, a tam jest kilka grup po kilkadziesiąt osobników - zapewniam Cię nie ma w nich hierarchii - są jedynie osobnicy asertywni, którym wolno więcej i lękliwi, którzy mają mniejsze możliwości). Generalnie jeśli ludzie sobie nie radzą z psem powinni pójść na szkolenie - to jest najlepsza rada jaką mogę dać komuś w takiej sytuacji. Znam wiele Yorków, które są utrapieniem swoich właścicieli. Bo ludziom się wydaje "mały piesek, mały kopot". A on ma takie same potrzeby, jak każdy inny terier. Napisanie, że mąż Terry5 ma pracować z psem, to żadna rada - widać z opisu problemu, że oni nie wiedzą jak to zrobić, żeby pies zaczął funkcjonować normalnie. Przy psie prezentującym zachowania agresywne szkolenie to pierwszy krok terapii. Bez podstaw posłuszeństwa można sobie ... pogwizdać. I zgadzam się z Martens, że praca z psem, to nie "wszyscy po równo", bo tak się zazwyczaj nie da. Chodzi jednak o to, żeby pies respektował polecenia wszystkich domowników, żeby z każdym wychodził na spacer (nawet nie chodzi o to, że tak samo chętnie) i z każdym mógł zostać sam-na-sam.
  11. gerta

    agresja yorka

    [quote name='Dardamell']Niestety nauczyła. Nieświadomie i przez przypadek bo na pewno nie specjalnie, ale nauczyła a jej mąż generalnie zgodził się na to, że pies nim dyryguje. Tak jest widziana sytuacja dla psa. On nie rozumie słów. Każde stado jest hierarchiczne, każda rodzina jest hierarchiczna. Taką hierarchię ustaliła Terra5 w domu. Zwróć uwagę na jedną prostą rzecz. Zpunktu widzenia tegoż psinka to jej się nie podoba, że on warczy na męża a nie mężowi. Mąż czeka na reakcję Terry5, pies nie wie , że to umowa między nimi.[/QUOTE] Kurcze, gdyby pies faktycznie uznawał hierarchię tego domu, to nie powinien atakować męża w obecności żony, która według Ciebie rządzi w tym stadzie. Teoria dominacji nie znalazła potwierdzenia w rzeczywistości, nawet jej twórca się z niej wycofał...
  12. [quote name='SAIKO'] No wiadomo, ostrzegają:). No własnie dzieci powinny szanować psa, a rolą rodzica jest dopilnowanie tego, bo dzieciak co pcha ołówki w oko psa nie jest świadomy tego że tak nie wolno, że psa to może boleć itd, tu nawala rodzic/opiekun. A to, że pies broni zasobów - jedzenia, zabawki itd, to wina złej hierarchii w domu. Jeżeli pozwala się na to, aby pies był wyżej niż dziecko powoduje ugryzienie, pozbywanie się psa- oddanie do schroniska itd, a co najgorsze porzucenie bądź nawet zbicie w lesie bo i o takich sytuacjach słyszałem. [/QUOTE] Psy ostrzegają warcząc, szczekając i robiąc tysiąc innych rzeczy. Nie należy eliminować nic z ich języka, bo my ludzie i tak mamy problem, żeby zinterpretować psie sygnały. Natomiast obrona zasobów jest efektem niewłaściwego wychowania psa. Tak, jak wkładanie psu palców do oczu to efekt nie tylko zaniedbania rodzica, ale też przewodnika - bo przewodnik to nie tylko "wydawacz rozkazów i trzymacz smyczy", ale przede wszystkim obrońca i opiekun. Moja sucz po adopcji na próbę zbliżenia się do niej, gdy gryzła kosteczkę reagowała... strzałem zębami w stronę zbliżającego się. Dziś na widok kogokolwiek, kto się zbliża do niej, gdy ona je, Korusia merda ogonem, porzuca co ma w pysku i pytająco spogląda: no masz coś dla mnie lepszego, czy tylko tak przyszłaś? I zachowuje się tak w stosunku do wszystkich - domowników i obcych (a w stosunku do obcych nie może być mowy o jakichś strukturach czy pozycjach w stadzie), dorosłych i dzieci. Korusia wie, że gryzak dany psu jest jego, a człowiek zbliżający się do miski/gryzaka może mieć tylko coś dobrego na myśli. Co do bronienia zasobów to znów posłużę się obserwacją z Celestynowa - tam psy dostają kości do gryzienia. Te asertywne biorą sobie kość idą się położyć i gryzą. Inne psy w tym czasie mogą im chodzić po głowie niemal i one zachowują się tak, jakby tych psów wokoło wogóle nie było. Lękowce natomiast wynoszą kąski w kątek i niech się tam tylko ktoś spróbuje zbliżyć - pies czy człowiek - od razu dostanie strzał zębami. Jeśli podchodzi aserywny pies, to zdarza się, że lękowiec próbuje straszyć zębami, a widząc brak efektu po prostu spiernicza od tej swojej kości... Dlatego asertywne są grube, a lękowce chude.
  13. O rany! Jak u mojego Maxa zdiagnozowano zewnątrzwydzielniczą niewydolność trzustki, to byłam załamana, bo myślałam, że on przez to długo nie pożyje. Nasza pani wetka powiedziała, że spoko, spoko - ustawimy dietkę, leki i będzie dobrze :) Osiągnięcie właściwej wagi zajęło nam 2 lata. Teraz Maxik już nawet smaczki może jeść między posiłkami i jest najgrubszy odkąd go mamy (33,4 kg). Nawet daje radę na suchej karmie (Josera SensiPlus) - przez 1,5 roku gotowaliśmy mu ryż z indykiem i marchewką. Do głowy by mi nie przyszło, żeby go z powodu trzustki usypiać, chociaż zanim trafiłam na odpowiedniego lekarza, to niewiele brakowało, a sam by padł z wycieńczenia (ważył już tylko 24 kg, mimo, że jadł więcej niż 3 normalne psy - po prostu nie przyswajał niczego i cały czas chudł). A do KRANIK: nie martw się, jak trzustkowiec osiąga odpowiednią wagę, to robi się jakby odporniejszy na wszystko. U nas Max potrafił kiedyś "zgubić" 2,5 kg w ciągu doby. Teraz - od kiedy waży tyle, co powinien, jeśli trafi się nam jednodniowa biegunka, to gubi najwyżej 1 kg. szybko też wraca do właściwej wagi. Dbamy jednak nie tylko o dietę i enzymy, ale też o florę bakteryjną - jogurcik albo żwacze od czasu do czasu i jest całkiem nieźle.
  14. No ale pies z chorą trzustką niekoniecznie ma stale biegunkę... 1,5 miesiąca po schronisku pies powinien już dojść do siebie jeśli chodzi o jelitka. Jeśli był odrobaczany w tym czasie, to powinno już być wszystko ok. Chappi odradzam, a dobierając karmę dla psa w tym przypadku poszłabym w kierunku karm dla wrażliwców. Lepiej wydać więcej na żarcie, a oszczędzić na weterynarzach :) Dla sprawdzenia czy to problem trzustki przeszłabym na samo gotowane - ryż+ indyk w proporcji 2:1 (czyli na pół kilo mięsa powinno być kilogram gotowanego ryżu). Jeśli po tygodniu tej diety stolce będą nadal luźne, to rozpoczęłabym diagnostykę. A jeśli będą ok, to dołożyłabym do zestawu marchewkę - w ilości podobnej do mięsa, oczywiście gotowaną. Dopiero po jakichś dwóch tygodniach tej diety szukałabym karmy suchej.
  15. Deflevi, sprawdź, czy Twój pies faktycznie wyje, gdy Cię nie ma - wystarczy zostawić włączony dyktafon lub kamerkę internetową, by to sprawdzić. Jeśli to prawda, to poproś o pomoc behawiorystę/trenera, który pomoże Ci zdiagnozować problem i wprowadzić odpowiedni trening dla psa. Obroża elektryczna to raczej zbyt radykalne rozwiązanie na początek.
  16. gerta

    agresja yorka

    [quote name='Dardamell']I o to mi właśnie chodzi. Terra5 nauczyła psa, że tylko ona może zwrócić mu uwagę na złe zachowanie (czym popełniła ogromny błąd). Więc jakim cudem psina ma się teraz słuchać męża. Psa powinna szkolić jedna osoba, ale pozostali domownicy również muszą brać udział w szkoleniu. Inaczej jest kicha.[/QUOTE] Z psem powinni pracować wszyscy domownicy i wszyscy powinni przestrzegać tego samego zestawu zasad domowych. Terra5 może i nauczyła psa, że tylko ona może zwracać mu uwagę, ale to pies wymyślił sobie sam, że jego Pan nie może spać w sypialni, czy siedzieć na kanapie. Terra5 go tego nie uczyła, nie ona jest źródłem tej zasady.
  17. [quote name='SAIKO']Wtedy tak, był źle socjalizowany, ponieważ każdy przejaw dominacji "dzisiaj" przerywam i koniec, raz nie odpuści, drugi, trzeci i koniec zabawy. Wcześniej pozwalałem właśnie (przez miesiąc, może dwa), aby skakał na plecy innym psom, aby stawał z innym psem na tylne łapy i próbowały się ustawiać. Wtedy pies nie miał wybijane z głowy, że taka zabawa nie ma mieć miejsca- wręcz przeciwnie, bo przecież on musi dobrze poznać psią mowę ciała- ok poznał, ale teraz zbyt pewny siebie. Miałem może pozwalać, by powiedzmy taki średniej wielkości labek deptał po 3 miesiecznym szczylku? czy miałem pozwolić, aby dostał za skakanie łomot od dorosłego/większego bardziej dominującego psa tak jak często ma to miejsce w psich przedszkolach (nie mówię o pogryzieniu, ale o zdecydowanym zadeptaniu, przyciskaniu, gdzie pies takiej rasy zdecydowanie nie poddałby się- widziałem na własne oczy jak mój maluch mając 3 miechy za nic nie dał się zdominować 6 miesięcznemu mieszańcowi bernardyna z kaukazem właśnie w takiej zabawie. Znając charakterystykę rasy po części wiedziałem że szczeniaki w wieku 3-5 miesięcy będą chciały się już ustawiać), gdzie często jest to niekontrolowane? nie dziękuję. Zdecydowanie wolę na własną rękę być przy zabawach i je kontrolować. [/QUOTE] No tak, ale efekt Twojej kontroli nad zabawami jest taki, że Twój pies nadal nie wie, kiedy przekracza granice. Ja do socjalizacji szczeniąt, które nie respektują reguł psich zabaw biorę mojego dorosłego boksera. Bo wiem, że on im krzywdy nie zrobi, ale też wiem, że znacznie lepiej niż ja pokaże malcowi "o co kaman". Efekty są naprawdę znakomite - w odpowiednim momencie zastosowane właściwe bodźce. W przedszkolu zdarza się, że jedno szczenię jest bardziej "ustawiające", ale wtedy rolą trenera jest nauczenie właścicieli kiedy i jak należy ingerować. Dla mnie skuteczna socjalizacja z psami polega na tym, że jej efektem jest pies, który rozumie język innych psów i go respektuje. [quote name='SAIKO']Ja przerywam korygując powiedzmy "ejj" lub "nie wolno" także wchodzę między psa, a dziecko po czym to pies ma odejść, a nie dziecko bo to oznacza że mu ulega -to w domu, a na dworze podobnie, chociaż zależy jeszcze od wielkości psa bo stawać na widok małego ledwo dosięgającego piszczeli to przesada :).[/QUOTE] A zastanawiałeś się nad tym PO CO pies warczy? Bo większość psów warczy, żeby uniknąć walki - informują w ten sposób, że są skłonne zaatakować w danej sytuacji. Nie wiem w jaki sposób odejście dziecka (zwiększenie dystansu) miałoby być uleganiem psu? Uważam, że dzieci powinny także szanować psa - jeśli pies broni przed dzieckiem zasobów np. kości, to lepiej nauczyć dziecko, żeby się oddalało od psa w takiej sytuacji niż przekonywać, że tego mu zrobić nie wolno, bo "ulega psu"... Zastanawiam się też dlaczego wg. Ciebie "nie wolno" psu warczeć na dziecko (no bo to właśnie mówisz swojemu psu)? A jeśli dziecko wkłada mu paluszek w oczko, to co pies ma zrobić? [quote name='SAIKO']Niekoniecznie, akurat mój wykonywał komendę gdy był spokojny i uległy. W stanach ekscytacji przy innym psie trzeba było już powtórzyć kilka razy. Siad, leżeć, wstań- i tak w kółko nie sprawdzają się u nas, muszę go wtedy wybić z tego stanu i tutaj właśnie kluczem jest zareagowanie zanim pies wkręci się na obroty, bo wtedy trudniej to zrobić. Mój jak zobaczy, że coś przed nim zwiewa prowokuje go do polowania, a że instynkt ma silny to nie łatwo nad tym zapanować. Głównie dlatego, że nie obwieszcza obecności zdobyczy ;p. Wtedy przestawia mu się mózg, ale ciągle nad tym pracuje i jeżeli się połapie co kombinuje to udaje się go odwołać.[/QUOTE] No to może wyjaśnijmy sobie - komenda jest przez psa opanowana, jeśli pies wykonuje ją w każdych warunkach. Pies, który wykonuje siad w kuchni, bez rozproszeń nie jest wyszkolonym psem. Jeśli wykonuje tę komendę w ciasnym autobusie pełnym innych psów w 99 na 100 przypadków - znaczy się poniał ;) W sumie, to tak sobie myślę, jak mój Max na polecenie "do mnie" przychodził w 9 przypadkach na 10, to też myślałam wtedy, że umie tę komendę. Dopiero teraz, po odwołaniu na widok zająca, czy sarny wiem, że wtedy, to on nie wiedział, co znaczy "do mnie" :)
  18. [quote name='SAIKO']Tylko, że pozytywne szkolenie=wychowanie, ale to nie działa u wszystkich ras i "egzemplarzy" psów. Są takie jak np, mój Akit który ma "twardy charakter" chwila zwątpienia/zawahania i pies podejmuje decyzje... [/QUOTE] Dla mnie szkolenie i wychowanie plus świadome przewodnictwo to są trzy elementy budowania relacji z psem. Nie da się tego rozdzielić w żaden sposób. Problem polega na tym, że jeśli pies nie jest wyszkolony, to nie rozumie intencji człowieka dostatecznie dobrze. Jeśli zaś nie jest wychowany, to nie respektuje reguł - może wtedy odmawiać współpracy i mieć właściciela pod ogonem. Jeśli zaś przewodnik nie wie, co to znaczy być przewodnikiem dla psa i zachowuje się jak rozhisteryzowany osobnik, to cała reszta nie może się udać... [quote name='SAIKO']odwracanie uwagi smakołykiem od chęci pójścia na psa (mój 3 miesięczny szczeniak brał zabawę na poważnie i każdego psa chciał ustawiać) na dłuższą metę się nie sprawdzały. Owszem w "szkoleniu" dawanie smaczka/zabawki za wykonane polecenie "TAK" dla utrwalenia zachowania, ale do wychowania, gdzie pies ma nie np, atakować, szczekać, warczeć, skakać po kimś, wymuszać głaskanie, podważać autorytet przewodnika- zwłaszcza jeżeli robi to przy innym psie jest nie na miejscy, no chyba że komuś to pasuje...[/QUOTE] Metody pozytywne nie oznaczają, że odwracamy uwagę psa od każdego innego psa. Jeśli Twój pies chciał ustawiać inne psy, to znaczy, że był niewłaściwie socjalizowany. Skoro chciałeś odwracać jego uwagę, zamiast pozwolić mu na kontakty ze zrównoważonymi psami, które nauczyłyby go właściwych zachowań psich, to nie wiedziałeś co znaczy być przewodnikiem psa. Nie należy oduczać psa szczekania czy warczenia - to prosta droga do wychowania osobnika, który atakuje bez ostrzeżenia. Trzeba psa nauczyć, że oprócz groźby są inne strategie radzenia sobie z nieprzyjemną sytuacją. Posłużę się przykładem mojej suczki, która trafiła do mnie z agresją lękową i wygaszonymi sygnałami ostrzegawczymi (ona gryzła bez ostrzeżenia - żadnego warczenia, szczekania nic - po prostu strzał zębami, jak się wystraszyła człowieka). Nauczyliśmy ją, że w sytuacji napięcia w obecności obcego człowieka łapała w pysk poduszkę, jeśli była w domu, a patyk, jeśli rzecz działa się na spacerze. Warczenie było nagradzane zwiększeniem dystansu od bodźca. Dziś mam suczkę, która po pierwsze boi się znacznie rzadziej, a zanim ugryzie... warczy :) [quote name='SAIKO']Mam takie pytania z czystej ciekawości...dotyczy "metod pozytywnych"; Jak postąpiłabyś w sytuacji gdy pies warczy przy Tobie na dziecko- Twoje czy obce- bez różnicy? Jak postąpiłabyś w sytuacji gdy pies podważa Twój autorytet- np, nie wykonuje polecenia przy innym psie? I w końcu w jaki sposób wybiłabyś ze stanu ekscytacji psa np, podczas spotkania innego psa? Powiedz co zrobiłabyś "w tym" czasie? Ja wykonam korektę/korekty, które na "teraz" zadziałają :)[/QUOTE] W sytuacji, gdy mój pies warczy na dziecko, pierwsze co robię, to przerywam sytuację - żadne korygowanie - jeśli to mój pies, to chwytam go za obrożę, dziecko proszę o oddalenie się powoli, bez krzyku. Jeśli to obcy pies - dziecko proszę o zastygnięcie w bezruchu, a sama rozdzielam je ciałem, jeśli się da (miałam taką akcję kiedyś, z obcym podhalanem agresywnym do ludzi - wymknął się pańci z posesji, a ta nie umiała go przywołać, przy drodze bawiły się dzieci, które oczywiście zaczęły piszczeć i machać rękami... gorąco było, ale skończyło się na straszeniu). Jeśli pies nie wykonuje poleceń przy innym psie, to znaczy, że nie opanował ich w dostatecznym stopniu. W danym momencie - zwiększam dystans od rozpraszacza i egzekwuję wykonanie komendy. Natomiast potem biorę się za jej wypracowanie tak, żeby pies wykonywał ją również w takich warunkach. Znów posłużę się przykładem - mój pies przychodził na zawołanie w 9 przypadkach na 10. Nie reagował tylko, jak zobaczył dziką zwierzynę, poczuł trop itp. Ćwiczyliśmy temat regularnie i nadal ćwiczymy. Ostatnio zza krzaczka wyskoczył nam zając - zawołałam Maxa "do mnie" i ten wykonał komendę bez pudła. Nagrody były stosowne do jego upodobań :) A ja pękam z dumy :) Sposoby na zmniejszenie ekscytacji zależą od osobnika. Moja Kora potrzebuje postać na krótkiej smyczy i przyjrzeć się sytuacji. Maxik potrzebuje wykonać kilka prostych ćwiczeń - np. zmiana pozycji (siad-waruj-siad), albo to nieszczęsne "do mnie", które od tych naszych wspólnych ćwiczeń tak jakoś polubił :)
  19. gerta

    agresja yorka

    [quote name='Dardamell']Terra5, sama sobie odpowiedziałaś na pytanie. Tylko Ty masz prawo zwracać uwagę psu, twój mąż nie. Mało tego to Ty zabroniłaś mężowi tego robić. Wg psa tylko to co powiesz Ty się liczy, skoro mąz zgłasza się do Ciebie za każdym razem to znaczy, że on nie ma praw więc pies go nie słucha. Gerta, pies ten ma jasna reguły, nie wprowadza własnych zasad, to Terra5 wprowadziła zasady na których on bazuje.[/QUOTE] Tu nie jest kwestia nie słuchania męża, tylko atakowania go. Ten pies nie wie, że zasady w domu wprowadzają ludzie, że panu wolno spać na łóżku, bo to jego łóżko.
  20. [FONT=Arial][SIZE=2][quote name='soniaM']Przytocze, co ja wyczytalam u Cesara.[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Cesar Millan podaje nastepujaca kolejnosc jesli chodzi wplyw czynnikow majacych znaczenie dla pracy z psem:[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Pies jest zwierzeciem[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Pies jest gatunkiem pies[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Pies jest okreslonej rasy[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Pies ma okreslony charakter/osobowosc.[/QUOTE][/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Trzeba było przeczytać wcześniej książki innych autorów: Ian Dunbar, Patricia McConnell, czy z naszych polskich Zofia Mrzewińska - oni wszyscy piszą o tym, że pies jest zwierzęciem, potem psem i to określonej rasy, a w jej obrębie zdarzają się osobniki o różnych charakterach.[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Także nic odkrywczego w tym nie ma.[/SIZE][/FONT] [quote name='soniaM'] [FONT=Arial][SIZE=2]A tu moje zdanie jesli chodzi o ta negatywna interpretacje dominacji. Ja widze tu znow typowe ludzkie podejscie do sprawy i projekcje wlasnych obaw i lekow na psy. To my uwazamy to za cos zlego, bo tylko czlowiek uzywa dominacji na koszt innych do podbudowania swojego samopoczucia i tym samym obawia sie o utrate tegoz dobrego samopoczucia, gdy jest zdominowany przez innych osobnikow. To nasz sposob na podbudowanie wlasnego ego lub nasz strach przed utrata tegoz ;)[/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Ale psy nie maja zadnego ego, czy ‚twarzy’, ktora moglyby utracic, wiec takich lekow czy ocen nie znaja. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Dominacja w swiecie zwierzat znaczy co innego i ma inne znaczenie. Pies jest zwierzeciem stadnym, a w stadach panuje hierarhia. Takze wsrod ludzi panuja hierarchie.To nie wymysl ludzki, tylko widocznie tak urzadzila to natura, I nie ma w tym nic zlego, po prostu w naturalnych organizacjach potrzebne jest zroznicowanie rol, jakie przyjmuja poszczegolne osobniki, zeby gatunek mial lepsze szanse na przetwanie. To jest zakodowane genetycznie u gatunkow, ktore zyja gromadnie. Zadna rola nie jest lepsza czy gorsza, jest inna. Dominujacy osobnik nie jest czyms lepszym niz podporzadkowany i nie czuje sie ani lepszy ani gorszy. To tylko ludzie nadaja temu znaczenia. [/SIZE][/FONT] [FONT=Arial][SIZE=2]Psy nie maja takiego samego dyskomfortu z powodu koniecznosci podporzadkowania sie, jak ma to wielu ludzi. [/QUOTE][/SIZE][/FONT] Problem polega na tym, że nawet jeśli w stadach obowiązuje coś takiego, jak hierarchia, to my ludzie mamy całkiem inną definicję tejże niż np. psy. Ja obserwując duże stado psów w schronisku w Celestynowie (około 90 osobników biegających tam luzem) zauwazyłam, że: - nie ma tam żadnego psa Alpha - są psy, które są asertywne i mają prawo dość swobodnie poruszać się po terenie schroniska - i w tej grupie było kilka, może kilkanaście takich osobników - są psy lękliwe, które albo same atakują inne, albo się chowają przed innymi - są psy zachowujące się submisywnie w stosunku do innych psów i te czasem mogą spokojnie przejść, a czasem nie. Ale te też miały nie najgorzej, bo zwykle nie były poranione, tylko takie "zastrachane'. Generalnie najlepiej "wiodło się" tym asertywnym. One były najgrubsze (jadły najwięcej, choć niekoniecznie jako pierwsze) i najmniej poranione. Przy tym same praktycznie nigdy nie wywoływały bójek i nie karciły zębami innych psów. W ludzkim rozumieniu wyższe miejsce w hierarchii jest utożsamiane często z tym, że można sobie na więcej pozwolić w kontaktach z osobnikami położonymi niżej w hierarchii. I często jest tak, że osobnik "u szczytu" nadużywa swojej pozycji. Dlatego teoria dominacji w relacji pies-człowiek jest niebezpieczna. Bo to człowiek ma tendencję nadużywania władzy.
  21. [quote name='Malunia']Nie mam pojęcia co robić, żeby pies się oduczył- ma mnóstwo zabawek, uszy do gryzienia i kota do zabawy! [/QUOTE] Zabawki dostępne na stałe są nieciekawe. Dlatego chowaj je i dawaj psu jedną - dwie jak wychodzisz. Zrób trening zostawania w samotności - daj psu konga czy inną kość wyjdź i wróć zanim straci zainteresowanie gryzakiem. Zmieniaj czas, na jaki pies zostanie sam - raz niech to będzie minuta, innym razem 15 sekund, potem 5 minut, a potem znów 30 sekund. Ale przede wszystkim zastanów się czy zaspokajasz potrzeby psa - czy ma wystarczająco dużo spacerów, pracy i czy nie zagłaskujesz go, gdy jesteś w domu. Nigdy nie karć psa po powrocie, a wychodząc nie żegnaj się wylewnie. A najlepiej zgłoś się do trenera/behawiorysty osobiście, bo lepiej chyba wydać parę złotych na konsultację niż mieć zestresowanego psa i zjedzone koce...
  22. [quote name='RokitekiLexy']Kupiłam szczeniaka, ma ok 8 tyg. i strasznie mnie gryzie w ręce. Może nie do krwi ale boli :-( ma ząbki-igiełki, a jak próbuję ją odpychać to nic nie daje i przybiega do mnie i znowu gryzie... jak temu zapobiec bo nie chcę żeby gryzła w przyszłości?[/QUOTE] Wybierz się z psem do przedszkola. Tam dowiesz się, jak sobie poradzić z problemem podgryzania, jak zbudować dobrą relację z psem i jak nauczyć go panowania nad sobą. Dalszy etap szkolenia też będzie łatwiejszy :) Osobiście uważam, że szczeniak powinien podgryzać, by mógł nauczyć się kontrolowania swoich szczęk. Co ważne - nie kupuj małemu piszczących zabawek, bo przestanie być wrażliwy na sygnały głosowe, że za mocno gryzie. Nie pozwalaj podgryzać swoich ubrań, a zabawę przerywaj, gdy zaczyna gryźć Cię za mocno. Rób to konsekwentnie. I przede wszystkim ucz psa od samego początku - tak posłuszeństwa, jak zasad obowiązujących w domu.
  23. Na pytanie założycielki wątku - dlaczego psy atakują bez ostrzeżenia - odpowiedziałabym tak: - zwykle ostrzegają, ale być może ktoś (najczęściej właściciel) wygasił u psa wyraźne sygnały grożące. Znam całą masę psów, które karcone za szczekanie i warczenie przestają to robić... Z repertuaru ostrzeżeń pozostają im tylko te subtelne - postawa ciała, zmarszczenie nosa i zastygnięcie przed atakiem. Mało tego, te psy najczęściej uczą się też niejako "przy okazji", że nie opłaca się ostrzegać, a jedyna słuszna strategia odstraszania wroga to gryzienie. - psy atakują zazwyczaj w ostateczności, gdy inne komunikaty zawiodły - skoro pies w pierwszym przypadku Cię ostrzegał, a Ty dalej szłaś, to nie pozostało mu nic innego, jak Cię gryźć. Co do straszenia psów, które są w ataku - metoda dość ryzykowna. Przy psie wielkości owczarka raczej bym nie polecała. Ja w sytuacji ataku na mnie używam sygnałów uspokajających - zwalniam ruchy, odwracam głowę (ale nie całkiem, bo dla niektórych psów to znak, że się go boję i może sobie pozwolić na gryzienie). No i przestaję wkraczać w "rejon" psa. Ale oczywiście to nie gwarantuje sukcesu - ostatnio taka mała znajda pomimo całego repertuaru uspokajaczy z mojej strony i tak próbowała złapać mnie za kostkę (chociaż miała do wyboru inne strategie - np. ucieczkę). Chyba kluczem do sukcesu jest zareagowanie na te subtelne ostrzeżenia... I generalnie to łatwiej powiedzieć, czego robić nie należy w takim przypadku niż wyjaśnić komuś, jak ma się zachować.
  24. [quote name='RokitekiLexy']jak przypinam mojemu szczeniakowi smycz do obroży to gryzie smycz.... co zrobić zeby chodziła spokojnie przy mojej nodze?[/QUOTE] Ja proponuję udać się na zajęcia psiego przedszkola. O wiele łatwiej nauczyć malucha ładnego chodzenia na smyczy, niż oduczać dorosłego psa złych obyczajów, których nabywa, bo właściciel zaoszczędził na przedszkolu... W dobrym przedszkolu nauczysz się, jak skupiać uwagę malucha na sobie i jak zrobić tak, żeby pies nie gryzł i nie ciągnął smyczy. A całość w sposób przyjemny, bez użycia środków chemicznych.
  25. gerta

    agresja yorka

    Proponuję zacząć od podstawowego szkolenia. Yorki to są wielkie psy w małym opakowaniu. Jeśli nie stworzyliście dla niego przewidywalnego środowiska o jasnych regułach, no to on wprowadza swoje zasady :) Warto poświęcić czas na naukę, bo york to bardzo inteligentny pies.
×
×
  • Create New...