Jump to content
Dogomania

gerta

Members
  • Posts

    611
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gerta

  1. [quote name='Soko']gerta, trochę się nie zgadzam.. nie dajesz smaka za ciągnięcie, ale za jego zaprzestanie, zwrócenie uwagi na Ciebie, ale na Twoją komendę a nie jak mu się podoba.. Tak samo ze szczekaniem, ja moją uciszam jak jest cicho, a nie jak szczeka, a wie, że nagradzam ją za szczeknięcie tylko gdy pada komenda "głos", wcale nie wymusza nagród cały czas. A co do zmiany kierunku - jeśli faktycznie byłoby tak, jak pisze gerta, możesz kręcić się w kółko, raz w jedną, raz w drugą. Po prostu trzeba wyobraźni.[/QUOTE] Soko, widocznie nie masz w domu psa, który lubi wymuszać smaczki :D Ja już widziałam nawet psa, który rzucał się na inne psy, bo właściciel go potem korygował i nagradzał za odwrócenie się do psa tyłem :cool3: Albo szczeniaka, który posikiwał po domu, bo się pańciostwo do mopa rzucali (a że to było wymuszanie "akcji" przekonaliśmy się, gdy wszyscy przestali na posikiwanie zwracać uwagi - psu się znudziło). Co do zmiany kierunku - jeśli zrobi się to w 100% konsekwentnie, to po kilku spacerach problem naciągania smyczy jest z głowy. Sprawdziłam to dokładnie na psach w schronisku - jeśli wolontariusz był konsekwentny, to pies uczył się w ciągu 2 sesji, jak się chodzi na smyczy. Jeśli konsekwencji brakło to trwało do 6 tygodni (a te psy miały 1 spacer w tygodniu).
  2. [quote name='Soko']Ja obserwuję ten wątek, ale czasami tak mnie zacina jak widzę te wszystkie definicje i argumenty za TD, że po prostu nie jestem w stanie już wymyślić jak przemówić człowiekowi do rozumu. Po prostu moja Happy ugryzłaby CM w palec, nie za pierwszym razem, bo byłaby zbyt przerażona, ale spokojnie, już ona sobie umie poradzić - jakby facet z nią dłużej popracował, czyli rok, półtora, bo tyle często zajmuje praca z agresywnym i niezsocjalizowanym psem, a nie 30minut ani tydzień. W TV widzimy właśnie te jedne z pierwszych razów "zmian energii". Tak, na agility początkowo Happy też latała za p. Markiem, bo był nowy i interesujący, ale jak się przyzwyczaiła, to ojej - nagle stracił pozycję w stadzie, jakby to nazwał CM.[/QUOTE] Soko, rozbudziłaś moją wyobraźnię :D Już widzę, jak moja Korusia amputuje Cesarowi paluszki :cool3: Niestety teraz to jest już niewykonalne, bo suczka się zmieniła i nie rzuca się na obcych tak, jak to robiła kiedyś...
  3. [quote name='Reniak']Sunia niestety najczęściej jest przede mną, czasami luźno, częściej jednak napięta :-( jak się zawącha słowa nie pomagają, muszę pociągnąć. Tak samo staje słupka, gdy widzi innego psiaka - jeżeli nie chcę, by się spotkały, muszę pociągnąć....[/QUOTE] No bo cała sztuka polega na tym, żeby przewidywać napinanie smyczy i reagować [B]przed[/B]. [quote name='Reniak']Próbowałam uczyć ją skupiania uwagi na sobie - gdy napina smycz zatrzymujemy się, czekam aż popatrzy na mnie i wtedy dostaje smaka. Teraz wyczytałam, że w taki sam sposób nagradza się poluzowanie smyczy przez psa.[/QUOTE] Sprytny pies może nawet zacząć napinać smycz, żeby wymusić nagródkę :) Ponadto jeśli pies patrzy/wącha coś co jest bardziej atrakcyjne od Twojego smaka, to nic nie osiągniesz w ten sposób... [quote name='Reniak']Od jutra spróbuję sposobu ze zmianą kierunku, dzięki za podpowiedź, może się uda :). I nie martwię się, że będzie to wyglądać śmiechowo.[/QUOTE] Gdy zmienisz kierunek,pies prawdopodobnie będzie chciał pójść znów przed Ciebie, by ciągnąć w drugą stronę. Wtedy musi przyjść taki moment, gdy znajdzie się tuż obok Ciebie - wtedy skup uwagę psa i nagródź za to, że znalazł się we właściwym miejscu :) Postaraj się przejść kawałek z psem skupionym na Tobie, co jakiś czas nagradzając utrzymanie pozycji. Nagradzaj nie tylko jedzeniem :) No i przede wszsytkim bądź konsekwentna! Nie może być tak, że raz pies ciągnie i idziemy za nim, a potem zmieniamy kierunek... [quote name='Reniak']Pytasz, czego bym chciała - i luźnej smyczy, i chodzenia przy nodze, z naciskiem jednak na to pierwsze. Mieszkam na osiedlu, mamy tutaj jedną większą łączkę, na której puszczam psiaka wolno. Wieczorem chodzimy na flexi, ale staram się, by taśma była blokowana by suka nie czuła non stop napięcia. [/QUOTE] Na czas nauki chodzenia na luźnej smyczy schowaj Flexi głęboko do szuflady! Flexi jest zawsze napięta i psu jest trudniej zrozumieć o co chodzi z tą luźną smyczą. Większość trenerów odradza używanie flexi w ogóle. Ja stosuję u swoich psów oba rodzaje smyczy, ze względu na to, że mieszkamy przy lesie i nie mogę ich tam za bardzo puszczać luzem (to niezgodne z prawem), a chcę, żeby mogły sobie całkiem sporo powęszyć.
  4. [FONT=Tahoma][quote name='SAIKO']Oczywiście, że ciągną, ale do czasu dopóki nie narzuci im się zasad, a jedną z tych zasad jest podporządkowanie się przewodnikowi na spacerach, osoby mówiące i zarazem będące zawziętymi fanami MP mówią, że jeżeli czegoś nie potrafisz to, nie powinieneś mówić, że tego nie da się zrobić, to działa akurat w obie strony ;). Jedni mają to "coś", że pies po niedługiej chwili w ich towarzystwie "normalnieje" a inni jedynie próbuję nieudolnie próbować ich zdaniem "nadmuchanej magi tv" Cesara Millana. [/QUOTE][/FONT] [FONT=Tahoma]Saiko, z moich obserwacji na zajęciach szkolenia psów wynika, że każdego człowieka można nauczyć, jak ma nauczyć swojego psa chodzenia na luźnej smyczy. Nie potrzeba do tego żadnej magii Cesara Milana – czyste naukowe zasady uczenia się przez ssaki w zupełności wystarczą. Ja nie wiem w ogóle co ma wspólnego nieciągnięcie na smyczy z podporządkowaniem? Pies wychowany chodzi na luźnej smyczy i tyle. [/FONT] [FONT=Tahoma][quote name='SAIKO']Jak wiadomo podstawą pracy z psem jest spacer, z oczywistych względów spacer poranny rozładowujący całą "nocną" energię fizyczną i psychiczną. Wiadomo, że łatwo się pisze, a co innego jest zastosować to w życiu. Z jednej strony masz rację jeżeli brać na to naszą "ludzką" logikę, ale to nie trzyma się kupy, kiedy pies zna smycz, a mimo to ciągnie... I co ciekawe niektórzy "czarodzieje" potrafią sprawić, że taki zwierz normalnieje ;). Metody pozytywne to pójście na skróty, a konkretnie to opieranie się tylko na nich. Brakuje w nich miejsca na ciągłość, która jest niezbędna do tego, aby pies był na stałe uległy i posłuszny. Brakuje w nich przede wszystkim "zrozumienia psa". Poddanie/ uległość jest naturalnym stanem psa. [/QUOTE][/FONT] [FONT=Tahoma]Psy domowe, które ciągną na smyczy są w większości skutecznie nauczone ciągnięcia na smyczy przez domowników. Wiadomo, że zwierzę powtarza zachowania, które przynoszą mu korzyści. Jeśli więc pies ciągnie na smyczy, bo chce obwąchać krzaczek, a właściciel mu na to pozwala, to obwąchanie krzaczka staje się nagrodą za ciągnięcie na smyczy. Ot i całe wyjaśnienie… No dobra, są jeszcze tacy, którym nie przychodzi do głowy, żeby po korekcie słownej przypomnieć psu, co ma robić. Efekt: pies ciągnie i słyszy NIE, NIE, NIE. Tyle, że nie bardzo wie, czego to NIE dotyczy, więc ciągnie dalej. [quote name='SAIKO']Nie rozumiem tego porównania, każdy wie wilki zostały wytępione przez człowieka, a właściwie to była niejako zemsta za mordowanie bydła... W Polsce z tego co się orientuję żyje około 600 wilków i jest pod ochroną, ma immunitet i "gospodarze" muszą na wszelkie sposoby chronić bydło dostając za to odszkodowania, to jest cena za życie/ochronę tych pięknych zwierząt. Mówienie, że pies odniósł sukces jest moim zdaniem nietrafione, dlatego że w samym USA święcą triumfy "hybrydy", a także "wilki" sprzedawane pod postacią hybryd, ich ilość jest "ogromna", jakby nie patrzeć to one także święcą sukcesy, także współpracują z człowiekiem (odpowiednio wychowane). [/QUOTE][/FONT] [FONT=Tahoma]No właśnie o to chodzi, że wilki zostały wytępione przez człowieka, a psy nie. Bo psy zaczęły współpracować z ludźmi – zjadać resztki, ostrzegać o nadchodzących drapieżnikach, dawały ludziom ciepło, z czasem pomagały w polowaniu, a jak było krucho ze zwierzyną, to były źródłem mięsa.[/FONT] [FONT=Tahoma]Tak czy inaczej populacja wilków jest miniaturowa w porównaniu z populacją psów, które w sensie ewolucyjnym odniosły ogromny sukces. [quote name='SAIKO']A i tutaj się mylisz, pies doskonale dogaduje się z wilkiem, są zresztą filmiki na youtube na których ich relacje można ocenić. Dlaczego w górach pies jest zjadany przez wilka? Z oczywistych powodów, jeżeli mamy na myśli "spacer" po lesie to jest to forma naruszenia terytorium, a na wolności wilki zabijają intruza, który wkroczy na ich teren i spory terytorialne jest to główna przyczyna śmierci dzikich wilków. Tu także nie masz racji, z jakiej paki amstaff, pies mający często problemy z czytaniem sygnałów innego psa może się dogadać w dodatku z akitą? mój akit ma takiego kumpla, dla przykładu wrzucę nawet zdjęcia ;)? Jaki ma to związek z problemami w komunikacji? Moim zdaniem coś kręcisz... tak samo york i akita potrafią tworzyć "zespół" jak i amstaff i jamnik doskonale się dogadują. Jeżeli prosisz o dowody, to mogę w każdej chwili wrzucić dowody, psy które nie potrafią się dogadać, mają braki w rozumieniu psich zachowań, one potrzebują gruntownej socjalizacji, to normalne. [/QUOTE][/FONT] [FONT=Tahoma]Pies mojej koleżanki doskonale bawi się z kotem. Nie znaczy to jednak, że zabawa pies-kot jest zjawiskiem powszechnym i charakterystycznym dla obu gatunków. Podobnie jest z kontaktami pies-wilk. Jeśli zaś chodzi o konflikty między rasami – to jest tak, że oczywiście to zależy od socjalizacji psów, ale też relacji i doświadczeń osobniczych. Mój pies np. nie znosi goldenów, bo jak był młody, to taki jeden agresywny golden co chwila go napastował…[/FONT] [FONT=Tahoma]A w Bieszczadach psy zjadane są przez wilki również (a w zasadzie głównie) wtedy, gdy pies jest na własnym podwórku (czyli to raczej wilk wkracza na terytorium psa). Taki kiedyś artykuł czytałam o wilkach, które zagryzały psy w gospodarstwach, bo te psy były… na łańcuchach i nie mogły zwiać. [quote name='SAIKO']To jest właśnie takie rozumienie samca alfy/przewodnika za bezwzględnego dyktatora, gdzie wszędzie jest pierwszy i wszystko mu się należy, nie rozumiesz w takim razie pojęcia samca alfy. Co ma spanie na kanapie z samcem alfa? Zapraszam psa na kanapę i powiem Ci coś jeszcze... "śpię z psem" i jakoś nie sprawia problemów, dlaczego? Dlatego, że ja go zapraszam, ale sam z siebie nie wejdzie na kanapę będąc nie zaproszony, zaskoczona? To kwestia zrozumienia "psiej psychologi" i zdrowego rozsądku, nie jestem tyranem, który bezwzględnie nie daje psu "luzu", nie popadajmy w skrajność ;).[/QUOTE][/FONT] [FONT=Tahoma]O rany, przecież to wyznawcy teorii dominacji mówią o jedzeniu przed psem, wychodzeniem z domu przed psem i siadaniu na psim posłaniu, a nigdy odwrotnie (pies nie może być na kanapie). A tym, że Twój pies śpi z Tobą nie jestem zaskoczona - to tylko potwierdza tezę, że teoria dominacji jest nic nie warta, skoro nawet ktoś, kto z takim przekonaniem o niej pisze nie stosuje się do wyznaczonych przez nią zasad ;)[/FONT]
  5. [quote name='SAIKO']Z jedną rzeczą się nie zgodzę, właśnie z dominacją, a to dlatego, że mówiąc "ciągnący pies jest po prostu nienauczony grzecznie iść" stosujemy "ludzką psychologię" a konkretniej uczłowieczamy psa.[/QUOTE] SAIKO, można się nie zgadzać, że świeci słońce, co i tak nie zmieni faktu, że ono świeci :D Gdyby pies rodził się z częścią ciała zwaną smyczą, to może i miałby wrodzoną zdolność do posługiwania się nią. Niestety tak nie jest - smycz to ludzki wymysł i pies nie wie po co ona jest i jakie zasady obowiązują, gdy jest ona przypięta do psiego karku. O tyle o ile szczenię przypięte do smyczy nie ciągnie, bo jest szczeniakiem i ma naturalną tendencję do podążania za człowiekiem (dlatego to jest najlepszy czas na uczenie chodzenia na smyczy), o tyle dorosły pies, który nigdy nie chodził na smyczy będzie na niej ciągnął. Wiem, bo pracując z psami w schronisku to widzę i o tyle o ile o psach z boksu mogę powiedzieć, że rozpiera je po prostu energia, o tyle w przypadku psów, które mieszkają "na luzaku" - to nie jest kwestia energii. To jest zawsze kwestia nieznajomości zasad. Ucząc psy schroniskowe chodzenia na luźnej smyczy, zaczynamy od chodzenia na komendę w ten sposób. Z czasem one się przekonują, że na smyczy jest zasada - aby dojść tam, gdzie chcę nie mogę czuć napięcia na szyi :P Stwierdzenie, że pies ciągnący na smyczy nie umie chodzić ładnie na smyczy nie ma nic wspólnego z uczłowieczaniem psa. Psy, tak samo jak szczury, małpy i inne ssaki ma zdolność uczenia się. [quote name='SAIKO']To nie pies ma się uczyć naszego języka/rozumowania, a człowiek psiego, można nawet zaobserwować, że pies z każdym chce się dogadać po "psiemu" pies-kot, pies-wilk, pies-człowiek. Pies jest udomowiony, to prawda ale to tylko konformizm, który różni go od wilka. Nie psy się wprosiły do naszego życia, bo bez nas znacznie lepiej by sobie poradziły, a my zaprosiliśmy ich do swojego. [/QUOTE] Tu niestety też zaobserwowane fakty stoją w sprzeczności z Twoją teorią... Zachowania zwierząt - wszelkie - mają na celu jedno: przetrwanie. Idąc tym tropem - zwierzęta podejmują działania, które pozwalają im zwiększyć swoją populację. I teraz popatrz: w Polsce podobno żyje około 9 milionów psów. A wiesz jak liczna jest populacja wilków w naszym kraju? Tak liczna, że wilk jest pod całkowitą ochroną. Canis familiaris jako gatunek odniósł największy sukces ewolucyjny z całej rodziny psowatych. A czym ten sukces jest spowodowany - ano tym, że pies nauczył się współpracować z człowiekiem. [quote name='SAIKO']Pies spotykający wilka w niewoli potrafi się z nim dogadać, dlaczego? ponieważ mają taki sam zestaw porozumiewania się/sygnałów, pewne narzędzia zostały w pewnym stopniu stłumione, ale jak najbardziej funkcjonują. To nie jest gatunek z innej planety, a jedynie warunkowo udomowiony wilk, który korzysta z komfortu życia z człowiekiem, zresztą taki eksperyment już się odbył i potwierdza to o czym mówię. [/QUOTE] W to, że pies dogada się tak niby łatwo z wilkiem też wątpię. Obserwując psy różnych ras, ja człowiek, widzę często jak trudno jest się im "dogadać". A dlaczego? Bo różnią się wielkością, temperamentem, skłonnościami do pewnych zachowań. Nawet przedstawiciele różnych ras o podobnej wielkości nie zawsze mogą się ze sobą bawić, bo odmiennie interpretują sygnały. No i skoro tak się świetnie dogaduje pies z wilkiem - dlaczego w Bieszczadach zdarza się, że pies domowy jest zjadany przez wilka? [quote name='SAIKO']Pies, który idzie za przewodnikiem ze spuszczoną głową nie jest "złamany", jest uległy/poddany/posłuszny-> podąża za przewodnikiem, jest poddany woli "lidera" i za nim podąża, nic więcej (nie mówię o psach chodzących luzem "na smyczy" przed przewodnikiem). W wilczym stadzie hierarchia jest ustalona jasno i czytelnie, każdy osobnik zna swoje miejsce, a zmiany hierarchii następują najczęściej na szczycie i to w wyjątkowych sytuacjach (nie codziennie). Alfa nie jest tym, który leży zawsze w najwyższym miejscu, zawsze przewodzi w polowaniu i zajmuje najlepiej strategiczne miejsca. Alfa to nie ten co jest fizycznie dominujący, to ten co ma kontrolę nad zasobami, stwarza bodziec/sygnał. Wiele psów alpha jest zbyt małych lub słabych, aby dominować siłowo, ale zdobyły sobie prawo kontrolować zasoby całego stada. Każdy osobnik alpha sam określa, które dziedziny są dla niego ważne we wspólnym życiu. Osobnik alpha może np. oddać swoje najlepsze miejsce do spania, gdyż po prostu o to nie dba. .[/QUOTE] No i zobacz, jak strasznie Twoja teoria jest sprzeczna sama ze sobą. Tu piszesz, że Alfa może oddać swoje najlepsze miejsce do spania, czy inny zasób komu chce, a na początku tej dyskusji piszesz, że pies nie może iść przed przewodnikiem. No to w końcu ja przewodnik/alfa mogę tego psa puszczać przodem i pozwalać mu spać na kanapie? Ma to jakieś znaczenie, czy nie? [quote name='SAIKO']Dla mnie nie ma czegoś takiego jak "pies nie umie chodzić na smyczy" i nie porównujcie tego do nauki komendy, bo ciągnięcie na smyczy nie jest nieznajomością komendy oraz nadmiarem energii, mam na myśli psy, które mają rozładowane potrzeby ruchu itd.[/QUOTE] Wybierz się do pobliskiego schroniska i zabierz na spacer psa, który się w nim urodził i jest już dorosły. To może być bardzo pouczające doświadczenie :P
  6. [quote name='Beatrx']gerta, spacer służy pogłębieniu relacji pies-przewodnik, a nie temu żeby piesek zrobił siku/kupkę, przebiegł się, poganiał z psami i do domu. to są tylko dodatkowe sprawy, ale najważniejsze jest pogłębianie relacji. a psa się bierze na rynek czy w inne miejsca już od szczeniaka, w celu socjalizacji, żeby pies nauczył się, jak ma się zachowywać w tłumie ludzi, żeby był zrównoważonym stworzeniem, a nie przerażonym całym światem, bo natłok zapachów i dźwięków go przytłoczył.[/QUOTE] Beatrix, nie sprowadzaj proszę mojej wypowiedzi do tego, że psie potrzeby to bieganie z innym psem, siusiu i kupa. Ja pisałam w moim poście także o kontakcie z człowiekiem i akurat zgadzam się, że spacer służy budowaniu więzi. Tak jak zabawa z właścicielem, wspólna praca, wspólne przeżycia. Co do targu/rynku i takich miejsc - prawidłowo zsocjalizowany pies nie potrzebuje częstych wizyt w takich miejscach. Dostosowywanie do tego typu aktywności sposobu chodzenia na spacer jest moim zdaniem przesadzone. Na poparcie mojej tezy przytoczę przykład - w zeszłym roku zawieźliśmy 2 suczki ze schroniska w Celestynowie na festyn na Pola Mokotowskie. One przed rozpoczęciem szkolenia w programie Fajny Pies, Ale Bezdomny nie wychodziły za bramę schronu przez co najmniej kilka/kilkanaście miesięcy. Na tej imprezie było kilkadziesiąt psów, w tym duża grupa demo-dogów z różnych szkół. Okazało się, że nasze suczki były grzeczniejsze od tych domowych, dobrze wyszkolonych psów. Nie były zestresowane nową sytuacją (one też pokazały na scenie, że potrafią zrobić siad i waruj, że chodzą na luźnej smyczy, a Hela to chyba nawet robiła slalom między nogami przewodnika). Zauważcie, że one nie miały przy sobie "przewodnika", bo były pod opieką grupy wolontariuszy. Niezależnie od tego, kto aktualnie trzymał smycz, one szukały kontaktu z tą osobą i skupiały się na niej, a nie na obcych psa, ludziach i głośnej muzyce. Także nie chodziło tu również o postawę opiekuna - bo wolontariusze byli różni. SAIKO - ten przykład jest także dla Ciebie. Obie te suki w Twoim języku nazwane by były dominującymi. Ja uważam, że są one po prostu asertywne. W schronisku mogły chodzić gdzie chciały i żaden pies im "nie podskoczył".
  7. [FONT=Tahoma][quote name='SAIKO']Zabieram psa na targ/rynek z tym, że mam "kaganiec" dla bezpieczeństwa, bo w 100% nie ufam reakcją psa i wiadomo -> różnie to bywa w życiu to raz, a dwa jeżeli nawinie się w miejscu publicznym "pies torpedka" to zdążę się albo zastawić, albo jeżeli dojdzie do "kontaktu" nie zostanę posądzony za pogryzienie przez mojego psa- obcego, który jest z góry na to skazany . Kaganiec jest na targu z racji tego, że jest tłoczno... dzieciaki owszem, a nawet dorośli lubią psa "dotknąć" i ten różnie reaguje; chwycony za ogon ma tendencję do odwracania się "co to takiego" raczyło go zaczepić, dlatego wolę mieć go krótko, by szybko móc zareagować. [/QUOTE][/FONT] [FONT=Tahoma] Umówmy się, że rynek/targ/centrum miasta to nie jest wymarzone miejsce na spacer z psem. Myślę, że w takie miejsca nie powinno się psa zabierać – po co? Pies się stresuje i ludzie dookoła również – nie każdy przecież lubi psy. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy nie ma lepszego miejsca na spacer, ale cóż – wtedy należy postawić pytanie: czy etyczne jest mieszkanie w takim miejscu z psem.[/FONT] [FONT=Tahoma][quote name='SAIKO']Spacer jest ważną częścią tego kto dla kogo jest przewodnikiem, ale tak jak mówisz sam w sobie nie jest tego wyznacznikiem jeżeli musimy go ciągle korygować/ciągnąć/szarpać itp, Przewodnik idzie pierwszy, decyduje o tym cały obraz relacji na linii człowiek-pies w domu i poza nim, Millan wyciągnął pewne sprawy na światło dzienne, ale jest wiele innych osób może nieco mniej znanych ale pracujących jak najbardziej na takich samych zasadach- z Millanem nie mających wiele wspólnego.[/QUOTE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]Spacer jest częścią życia człowieka z psem i służy zaspokojeniu potrzeb czworonoga, a nie testowaniu relacji człowiek-pies. Pies potrzebuje eksplorować środowisko, potrzebuje mieć kontakty socjalne z innymi psami i ludźmi. Jeśli pies jest dobrze wychowany, to również podczas spaceru respektuje pewne zasady, ale … one nie są uniwersalne. Ja wolę mieć psy przed sobą, lubię na nie patrzeć, ale nie akceptuję ciągnięcia na smyczy, czy olewania moich poleceń.[/SIZE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]Milan jest "opium dla mas" – jak człowiek przeczyta parę mądrych książek, weźmie udział w kilku seminariach i popracuje z dziesiątkami psów, to nauczy się oglądać show Milana krytycznie. Praktycznie w każdym odcinku tego programu widzę kilka do kilkunastu błędów merytorycznych – tak w czytaniu psiego języka, jak w zastosowanych metodach. Widzę też proste tricki mające na celu oszukanie widza.[/SIZE][/FONT] [SIZE=3][FONT=Calibri]Posłużę się przykładem, bo ja oglądam Milana (uczę się na jego błędach [/FONT][FONT=Wingdings][FONT=Wingdings]J[/FONT][/FONT][FONT=Calibri] ):[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Calibri]W jednym odcinku Milan pracował z agresywną bullowatą suczką, która gryzła ludzi w obronie miski (nie można było podejść na odległość bliżej niż 2 m od miski, gdy sucz jadła). Milan do zmiany zachowania psa użył obroży elektrycznej oraz sztucznej ręki. Pod koniec odcinka właściciel z pilotem od OE w ręku mógł podejść do suczki w trakcie jedzenia i na rozkaz odsuwała się ona od miski. Mógł to zrobić pod koniec odcinka – czyli po miesiącu pracy z psem. Na czym polega "oszustwo": widz widzi, że pies pozwala podejść komuś do miski podczas jedzenia, a to był wielki problem na początku programu. Ale nie widzi tego, że gdyby ten właściciel nie miał pilota w ręku lub suczka nie miała OE na szyi, to ona by atakowała jak zwykle (widać to było po postawie psa i po tym, że suczka dokładnie obejrzała właściciela, zanim zareagowała na jego polecenie). Czyli problem tak naprawdę nie został rozwiązany.[/FONT][/SIZE] [SIZE=3][FONT=Calibri]A błędy metodyczne – dla wielu znanych mi psów po schronisku wystarczającym ćwiczeniem do rozwiązania takiego problemu było karmienie psa z ręki. U przeciętnego psa efekty widać już po dwóch tygodniach, mało tego – one się generalizują na tyle, że pies wita merdaniem ogona każdego, kto zbliża się do miski. Nie potrzeba do tego żadnego sprzętu. Tyle tylko, że dawanie psu żarcia z ręki jest niemedialne :P[/FONT][/SIZE] [FONT=Tahoma][quote name='olaola915']praca-tak. ale pies faktycznie reaguje na energię człowieka,który trzyma smycz i zmienia się, czasem w kilka chwil. żeby pies się zmienił, właściciel musi zacząć od siebie.[/QUOTE][/FONT] [FONT=Tahoma]Ta osławiona "energia" to też chwyt medialny. Pies tak naprawdę doskonale czyta nasze emocje. Najmniejsza zmiana chemiczna w naszym organizmie nie ujdzie uwadze jego nosa. Zmiana sposobu poruszania się nie pozostanie niezauważona przez psie oko. Przyspieszony oddech i inne objawy zdenerwowania są dla psa niezwykle czytelne. Zmiana psiego zachowania wynika z naturalnego dążenia do równowagi – pies dostraja się do człowieka, stara się go uspokoić, a jeśli nie jest to możliwe – unika kontaktu. Dlatego też na placu szkoleniowym jeśli właściciel się frustruje, to zwykle psu o wiele gorzej idzie :D[/FONT]
  8. [quote name='Nieprzytomna']Oczywiście, że oglądał, wszystko ok, zęby są już wszystkie stałe, zdrowe. Kość kupowaliśmy ale się nimi nudziła po jakimś czasie, kości wapniowe, przysmaki i surowe mięso odpada bo ona jest alergikiem i je tylko weterynaryjną karmę, po wszystkim innym ma biegunki. Zabawki ją cieszą tylko kiedy jesteśmy w domu i możemy się z nią poszarpać. Kupiliśmy taką kulę do której wsypuje się suchą karmę i piesek musi się namęczyć, żeby zdobyć jedzenie ale moja cwaniara nauczyła się jak ją otwierać szybko by wypadały wszystkie naraz. Musiałabym kupić klatkę o dużych wymiarach, obawiam się, że 300 zł będzie wydane na marne kiedy Era stwierdzi, że jej ona jednak nie pasuje ale widocznie będę musiała zaryzykować. Myslałam również by może na początek zdobyć duży karton, wyciąć w nim dziurę i sprawdzić czy by jej odpowiadał, gdyby tak to wtedy kupię klatkę. Co Wy na to ?[/QUOTE] Nieprzytomna, wiele psów z lękiem separacyjnym kocha klatkę. To jest kwestia właściwego treningu i dobrego skojarzenia klatki (na początku należy psu dawać tam jeść, nie zamykając drzwiczek, tak też podrzucać wszystkie smaczki, zabawki, tam miziać)... Jeśli masz możliwość, to skorzystaj ze świetlicy dla psów - przy terapii lęku separacyjnego jest niezwykle pomocna. Wtedy można zrobić spokojny trening zostawania w samotności, a na dzień, kiedy musimy wyjść odstawiamy psa do świetlicy i nie doświadcza on lęku separacyjnego w okresie terapii.
  9. [quote name='ladySwallow']Uff, a już myślałam, że to ze mną coś nie tak :lol: [/QUOTE] To ja się też dołączę do grona "myślących inaczej". Moje boksery dwa - niemałe, niesłabe i niespokojne chodzą na spacery ze mną albo razem, albo pojedynczo (to rzadko niestety). Jak idziemy wszyscy razem, to bierzemy długie smycze i w las... Moje psy wtedy mają w głowie jedynie wąchanie. Idą sobie spokojnie przede mną i węszą. Jak idziemy pojedynczo - na zwykłej smyczce, to się nawet zdarza, że poćwiczymy coś dla przyjemności. Moje psy na takim spacerze idą obok mnie, a sucz to nawet potrafi cały spacer (do godziny) przejść utrzymując kontakt wzrokowy ze mną :crazyeye:. Myślę, że to kwestia tego, że ona lubi pracować, a nieczęsto ma okazję :oops: najśmieszniejsze z takiego spaceru jest to, że ona załatwia się wtedy także na komendę. Moje psy puszczone ze smyczy, to już całkiem inna historia. Wtedy nie można wąchać i się rozglądać na boki. Wtedy to się trzeba pańci pilnować. No i wlecze się jedno z drugim tuż za moją nogą. Namówione pójdą się ze sobą pobawić, ale jak się wyhasają, to albo domagają się zabawy ze mną (zwłaszcza Maxik w tym celuje znosząc patyki pod nogi), albo wloką się za mną, czego ja nie znoszę po prostu. Korusia wlecze się za mną dotykając czasem nosem mojej łydki, ale Max po prostu idzie, ech...
  10. [quote name='heksa82']Niby jest wszystko ok, ale... Mój pies wygląda i zachowuje się jakby był wiecznie niedojedzony. Karma dla jego wagi to 145-200g dziennie. On dostaje 250g i jeszcze jest głodomor i no i trochę mi chudnie :( Myślę nad zmniejszeniem dawki enzymów lub/i powróceniem do gotowanego jednego posiłku. Mogę to zrobić bez konsultacji z wetem??[/QUOTE] Mój Max od 5 lat "jedzie" na Kreonie i diecie (chociaż teraz dieta jest o wiele mniej restrykcyjna). Po pierwsze - trzustkowiec w fazie ostrej potrzebuje faktycznie więcej jedzenia (Maxik jadł tyle, co dwa psy jego wielkości i 10 sekund po posiłku był gotów zjeść kolejny). Po drugie - można karmić takiego psa gotowanym - ryż+mięso+marchewka w proporcjach: połowa posiłku do gotowany ryż, 30% mięsko (my ćwiczyliśmy indyka - kupowałam porcje gulaszowe, bo były pokorojone, najlepiej sprawdza się konina...) i 30% marchewka. Jeśli stan jest ostry marchewkę zastępujemy dodatkową porcją ryżu. W stanach ostrych całość gotowaliśmy na papkę i miksowaliśmy mikserem. Kreon podaje się w trakcie posiłku (lub chwilę przed). Po trzecie - ilość kapsułek Kreonu dobiera się na podstawie badań. Nie wszyscy weci o tym wiedzą - zaczynaliśmy od 1 kapsułki dziennie, z efektem żadnym - rozwolnienia, chudnięcie pomimo diety, aż pies się odwodnił i na pogotowiu trafiliśmy na weta, co się znał. Pani, która uratowała nam psa (bo podejrzewam, że umarłby z wycieńczenia, jeszcze trochę), zaleciła podawać w początkowej fazie 4 kapsułki dziennie (bo i 4 posiłki). Jak sytuacja się nieco unormowała, zmniejszyliśmy dawkę do 3 kapsułek i po tygodniu zrobiliśmy badanie na enzymy trzustkowe, było OK, więc dawkę obniżyliśmy do 2. Niestety kolejne badanie wykazało obniżoną zawartość enzymów w kale, więc wróciliśmy do 3 kapsułek. Max "odrabiał" kilogramy na diecie gotowanej przez 1,5 roku (waży teraz 33 kg, a najmniej ważył 22 kg - było mu widać kości miednicy :roll:). Potem stopniowo przeszliśmy na suche, wciąż na 3 kapsułkach. W tym roku po raz pierwszy zdarzyło się nam... zatwardzenie :-o. Więc zmniejszyliśmy dawkę enzymów do 1 kapsułki. Zero sensacji - wygląda na to, że trzustka Maxa podjęła pracę. Co do pracy z takim psem - w fazie ostrej nie próbowałam żadnych smaczków. Jak już ważył około 29 kg, to robiliśmy po prostu sesję ćwiczeń tuż przed posiłkiem, dając mu kapsułkę przed sesją, a w charakterze smaczków korzystając z gotowanych serc kurzych (są nietłuste i lekkostrawne), pokrojonych na drobniutkie kawałki. Teraz mój pies odkrywa bogactwo smaczków, ale zawsze wybieram po prostu suszone mięso (piersi kaczki, kurczaka, wołowinę) - jest nietłuste, a Max ma przy nim WIELKIE OCZY :D
  11. [quote name='sugarr']Ja rozumiem i czytałam już taką wersję wiele razy. Tylko jestem ciekawa jak metoda klikerowa i bez korekty ma zadziałać w takim przypadku. Co to znaczy "kazać mu zejść", jeżeli pies nie rozumie komendy "zejdź"? To wtedy go zdejmujemy siłą tak? I to dalej będzie pozytywne? No i jak już zejdzie i jest na ziemi, to co wtedy? Klik i smaczek? A jak on sekundę po nagrodzie znowu wejdzie i nawet jak już zrozumie co znaczy zejdź, to za chwilę zejdzie i wtedy klik i smaczek? I potem zrobi to samo, ale już po wejściu na łóżko momentalnie sam zejdzie, bo wie, że za taką sekwencję będzie nagroda, to co wtedy? Jak mu wskazać, że nie schodzenie z łóżka jest OK, tylko że po prostu na łóżko mu nie wolno wchodzić? Niestety, ale to że pies będzie nauczony spokojnego warowania na swoim posłaniu nie eliminuje wcale wskakiwania na łóżko, a potem z łóżka wpychania nam się na kolana, a z kolan prosto na biurko... To jest przykład z życia wzięty, bardzo aktywnego psa, a przy tym bardzo mądrego.[/QUOTE] Sugarr, ja nauczyłam moje psy, że na kanapę u moich rodziców się nie wchodzi w następujący sposób: - nauczyłam komendy zejdź na naszej kanapie w domu, bo tam im wolno oraz na różnych innych obiektach (murki, górki, ławeczki w parku). Naprowadzałam na zejście smaczkiem i nagradzałam, jak zeszły (nie ściągałam na siłę) - u Rodziców w domu, gdy któreś wlazło na kanapę, to słyszało znaną juz komendę ZEJDŹ i schodziły, ALE na kanapie u Rodziców poza przyjemnością leżenia na kanapie nie ma żadnych innych przyjemności. W domu często miziamy się na kanapie, przytulamy etc. Ja tak lubię. U Rodziców wszelkie mizianki mają miesce, gdy psy leżą na posłankach (posłanka są obok kanapy, więc można się nawet od biedy przytulać do domowników). Okazało się, że moje psy doskonale odróżniają kanapę we własnym domu i zasady tu obowiązujące, od kanapy u Rodziców. Na początku zdarzały im się próby "zawłaszczenia" kanapy tam, ale konsekwencja i jasne rozróżnienie: posłanko = mizianko, smaczki -gryzaczki; kanapa = brak mizianka, brak smaczków, spowodowały, że po dosłownie kilku próbach zaniechały. Być może, gdyby je "obsobaczyć" byłoby szybciej. Tylko po co, skoro można całość "załatwić" bez awersji :) Ważne jest też zachowanie zdrowego rozsądku w nagradzaniu komendy ZEJDŹ, bo można faktycznie nauczyć psa, że zabronione wejście na kanapę jest sposobem na wyciągnięcie smakołyka od właściciela. I żeby nie było, że jestem taka całkiem "bezawersyjna" - fe i nie, odosobnienie na 30 sekund - też stosuję. Ale nie szarpię się z psami (żadne tam kolczatki, kantarki i smyczki behawioralne) - moim to niepotrzebne :)
  12. [quote name='sugarr']OE nie boli. Chyba, że używałaś jej nykea na własnej ręce i uważasz, że jest inaczej.[/QUOTE] Ja używałam na własnej ręce i było to bardzo nieprzyjemne - dałam radę spróbować nastawienia na 2 z 20 :( Ale inni, którzy próbowali tej samej obroży na sobie wytrzymali nawet do 17. To ejst chyba kwestia wrażliwości skóry. Podejrzewam, że u psów jest podobnie.
  13. [quote name='Strawberry86']Teraz miska już stoi na ziemi a pies spojrzał na nią i dalej śpi... :/[/QUOTE] Strawberry generalnie ja wyznaję zasadę, że jeśli chodzi o psa - nic w życiu za darmo. Dlatego zanim postawię miskę proszę psa o zrobienie czegoś dla mnie. Jak miałam szczeniaki na tymczasie, to zwykle na początku przygotowywałam im jedzenie, a potem po prostu wołałam do siebie. Jak przyszedł - dsotawał jeśli, jak nie, to miska nie lądowała na ziemii. Wszystkie moje tymczasowicze po 2-3 dniach pobytu w naszym domu zaczynały pracować na miskę wykonując przywołanie i siad (uczyły się tego od naszych psów). Nie marnuj posiłków na "napełnianie brzuszka za nic", ale ucz psa, że warto na Ciebie zwracać uwagę i reagować na Twoje wołanie/polecenie. Jeśli postawiłaś miskę na ziemii, gdy pies spał, to skąd ma wiedzieć, że to Ty ją postawiłaś (a więc jesteś ważna i potrzebna)?
  14. Dziewczyny, cierpliwości. Pies to nie maszyna, ale żywe stworzenie. Żeby zaczęły się regularne kupy o stałej porze metabolizm musi się wyregulować, a pies przyzwyczaić do stałych pór karmienia. To zajmuje kilka-kilkanaście dni. Po 4 dniach trudno dostrzec zmianę :roll: Natomiast przy nauce czystości posiłki powinny być wydawane naprawdę z dokładnością do 15 minut. Ta metoda sprawdza się zresztą nawet przy dorosłych psach adoptowanych ze schroniska, które mają problem z zachowaniem czystości w domu. Strawberry - jedzenie powinno być około godziny PRZED spacerem (chociaż u Twojego psa, to chyba raczej półtorej godziny, z tego co piszesz).
  15. [quote name='evee']wracam do domu po 2h a tu płacz nie z tego świata. Wpadam do domu a ten nic sobie nie robi z mojego przyjścia i delektuje się łóżkiem. więc ja: DOSŁOWNIE dostał po pysku kilka wulgaryzmów i na miejsce... zero dotyku miziania jedzenia nic!!! [/QUOTE] Po pierwsze - pies wyje, żeby przywołać domowników. Dlatego wejście do domu, gdy pies wyje wzmacnia to zachowanie. Pies wyje tym chętniej, bo kojarzy fakt, że jak wyje odpowiednio długo i głośno, to właściciel wchodzi do domu... Rada: nie wchodzić do domu, gdy pies wyje. Trzeba zrobić coś, żeby zamilkł choć na chwilę i wtedy wejść. Po drugie - jeśli pies źle znosi samotność, a po powrocie właściciel go karci, to pies kojarzy przyjście przewodnika z nieprzyjemnością. Efekt: jeszcze bardziej ekscytuje się, gdy jest sam - bo ma stres spowodowany samotnością plus stres spowodowany spodziewaną karą po powrocie właściciela. Psy które wokalizują po takich akcjach zaczynają robić to jeszcze bardziej intensywnie, a bałaganiarze najczęściej bałaganią ze zdwojoną siłą. Rada: nie karć nigdy psa po przyjściu do domu, choćby wszystko było pogryzione, a na środku była zrobiona kupa. [quote name='evee']wyszłam na spacer i po powrocie do kuli smakuli wrzuciłam kawałki mięsa które zamrażam po kawałeczku jak jest końcówka. i znów wyszlam z domu. PO 4 GODZINACH NIC NIE BYŁO ZJEDZONE POGRYZIONE OKRZYKÓW ROZPACZY RÓWNIEŻ NIE BYŁO! POSTĘP. tak się cieszę :) jednak najlepszy smakołyk to mięcho :) :)[/QUOTE] Myślę, że tu nie tylko kula smakula spełniła swoje zadanie, ale także fakt, że obraziłaś się na psa, po akcji przy poprzednim powrocie. Podejrzewam, że na to drugie wyjście wybrałaś się nie żegnając się z psem, a przed wyjściem nie zwracałaś na niego uwagi. I tak właśnie powinno być przed wyjściem i zaraz po powrocie. Ja to kursantom zwykle tłumaczę tak: przecież domownicy (ludzie) jak wychodzą do pracy lub z niej wracają nie ściskają się na powitanie, całując czule przez 15 minut (no dobra, może niektórzy tak robią, ale to nie jest norma). Psa należy traktować podobnie - przy wyjściu wystarczy zwykłe "zostań" czy "pilnuj", a po powrocie "cześć". Pomiziać się można za pół godziny i będzie równie fajnie, a nie pogłębimy w ten sposób problemów z zostawaniem samemu :)
  16. [quote name='KrisTofer']Ważne jest by kupując psa w wybranym miejscu nie łamać prawa. Należy więc wybrać hodowlę zrzeszoną w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związaną z hodowlą rasowych psów i kotów.[/QUOTE] Kupując psa ważne jest przede wszystkim, żeby jego matka w ciąży była odpowiednio zaopiekowana i karmiona, żeby oboje rodzice mieli dobry charakter (a ZKwP nie dopuszcza do rozrodu zwierząt np. agresywnych czy nadmiernie lękliwych), żeby przodkowie (nie tylko rodzice) byli wolni od wad genetycznych (a takich też zgodnie z regulaminem ZKwP nie można rozmnażać). Równie ważne jest to, by szczeniaki po przyjściu na świat były właściwie socjalizowane, zaszczepione, odrobaczone. Oczywiście ważne jest postępowanie zgodnie z prawem, ale jeszcze ważniejsze jest to, że pies będzie z nami przez kilkanaście lat i w związku z tym geny, rozwój prenatalny i doświadczenie wczesnoszczenięce są czymś na co należy zwracać szczególną uwagę przy wyborze szczenięcia. Bo wszystko to decyduje o tym, czy pies dorosły będzie normalnym, zrównoważonym towarzyszem, czy może tykającą bombą zegarową...
  17. [quote name='Marmasza']Może mam problemy ze wzrokiem, ale jakoś żadnego skoku z gałęzi na gałęź nie zobaczyłem. Na pochyłe drzewo to i koza wlezie...[/QUOTE] Marmasza, z tą gałęzią i wiewiórką, to nie był najlepszy przykład :). Ja kiedyś widziałam filmik także z udziałem JRT (he, he, ciekawe, czemu to był znów przedstawiciel tej rasy), który wchodził pod drabinie na dach domu :D
  18. A może zapoznać te psy w kagańcach? Wtedy Twój TŻ mógłby pomóc, bo w kagańcu ONek nie zrobi mu krzywdy. Ja bym założyła obu psom kagańce i wyszła z nimi na spacer w dwie osoby (ale nie wychodziłabym, jednocześnie, żeby się w drzwiach nie ścięły niepotrzebnie). Zaczęłabym od przechadzki równolegle, zmniejszając dystans między psami stopniowo. Jak będzie OK, to dałabym się obwąchać i zdjęłabym kagańce (tylko trzeba jeszcze uwzględnić stosunek ONka do TŻ)...
  19. [quote name='Strawberry86']Właśnie tak myślalam ze coś jest nie tak z tym żywieniem. W jakim czasie w takim razie stawiać miskę? tak jak podał wyzej w tamtych godzinach wychodzimy na dwór. [/QUOTE] Maluchy zwykle karmi się godzinę przed spacerem (bo po godzinie maluch jest w stanie zrobić kupę), ale nie dotyczy to śniadania, bo po nocy maluchowi na pewno chce się sikać i trzeba szybko pędzić na dwór. Generalnie zasada jest taka: szczeniak sika po drzemce, po intensywnej zabawie i ogólnie dość często. Spacery dobrze zapewnić co 2,3-3 godziny. Czas wydłużamy stopniowo, w zależności od tego, ile maluch wytrzymuje. Musicie dołożyć jeden spacer z rana - powiedzmy o 7, potem micha, drugi spacer koło 9 (bo pies nie powinien jeść zaraz po spacerze) no i michy dalej wg zasady - godzinę przed spacerem :) Oczywiście karmimy psa tyle, ile radzi producent karmy, a nie "do pełna". Micha powinna być dostępna przez 10-15 minut. Po tym czasie znika. Fajnie byłoby przy okazji ćwiczyć z maluchem posłuszeństwo, ale to już inny temat ;)
  20. [quote name='Strawberry86']Może źle ją karmimy. Bo zwykle jest tak, że najpierw się załatwi a potem leci do miski jeść i cała zjada...[/QUOTE] Ano źle. Z Twojego postu wynika, że maluch ma michę dostępną na stałe. Szczeniak powinien jeść 4-5 razy dziennie o stałych porach. Wtedy kupa też jest o stałych porach :) No i ważne jest to, jak reagujecie na kupę w domu. Ja już widziałam szczeniaka, który wymuszająco sikał :D Znaczy, jak było nudno w domu, to leciał, sikał i wtedy pańciostwo biegli po mopa, sprzątali. Ledwo usiedli - robiło się nudno, szczeniak sikał, pańciostwo go karcili słownie, biegli po mopa i tak... cały wieczór ;) A gdyby on sikał, a oni to mieli gdzieś, to by znalazł sobie inne zajęcie (np. gryzienie butów, he, he). No i gdyby oni się nim zajmowali odpowiednio, to by nie wymyślał sposobu, żeby zwrócić na siebie uwagę.
  21. [quote name='GAJOS']Kiedy pies jest karmiony ? Rano ? Jeżeli tak to zmień to na czas kiedy jesteś już w domu. Nawet 1,5 godziny spaceru rano, po czym się prześpi - odnowi energie, zje, prześpi się i jest "naładowany" i nie ma jak rozładować energii stąd może brać się ten problem. Przeoczyłem Twój post o sposobie karmienia - zamiast porannego jedzenia przed wyjściem, radziłbym zostawić tylko kość - gryzak . Jeżeli chodzi o wycie to klatka w tym nie pomoże na pewno, bardziej ochroni mieszkanie :)[/QUOTE] GAJOS, nie masz racji. Po pierwsze - normalny, zdrowy pies jest drapieżnikiem i jako taki powinien spać/odpoczywać 18 godzin na dobę (w Szwecji przeprowadzono badania, z których wynika, że najmniej kłopotów wychowawczych sprawiają psy, które mają 6 godzin aktywności dziennie). Po drugie - klatka dla psa to bezpieczna nora i coś, co ogranicza dostęp pobudzających bodźców. Dzięki temu pies może w klatce zasnąć spokojnie - nawet taki, który nie lubi być sam w domu. Po trzecie - jeśli pies karmiony jest karmą suchą lub jedzeniem domowym lepiej, by jadł 2 razy dziennie (poziom cukru mniej skacze) - BARFowcy jedzą zwykle raz na dobę, bo surowe się wolniej trawi. I po ostatnie - najważniejsze jest, by pies miał zaspokojone potrzeby - aktywność nie oznacza wyłącznie biegania, ale też kontakty socjalne (z ludźmi i innymi psami), pracę, zadania, żucie. Evee - musisz nauczyć psa "wyluzowywania". Jesteś z Warszawy - zapraszam na konsultację - pokażę Ci co ćwiczyć i jak.
  22. [quote name='filodendron']A schronisko, znając właściciela psa, nie może obciążyć go kosztami pobytu? Może to by go skłoniło do działania, np. do tego zrzeczenia się prawa własności.[/QUOTE] W ustawie czy rozporządzeniu o rzeczach znalezionych (a tak prawo określa psa) jest mowa o tym, że właściciel rzeczy ma obowiązek pokryć koszty przechowywania i dbania o zachowanie należytego stanu rzeczy. Ale oczywiście te koszty można od właściciela uzyskać... na drodze sądowej. Niestety jednocześnie - jeśli władający rzeczą (sic!) zna właściciela nie ma prawa przekazać tej rzeczy osobie trzeciej - chyba, że upłyną te nieszczęsne trzy lata :(
  23. Z dobrych rad w tym temacie - należy powstrzymać się od karcenia, za ew. "wpadki" na początku. Warto natomiast nagradzać załatwianie się na dworze. Można nawet pokusić się o podłożenie komendy na załatwianie potrzeb fizjologicznych. Bardzo wygodne rozwiązanie, gdy mamy mało czasu na spacer, albo psa, który "zapomina" po co wyszedł ;)
  24. gerta

    Nieodwoływalny

    Przywołanie trzeba ćwiczyć do znudzenia w różnych sytuacjach :) Zaczynamy od ćwiczeń w domu, potem podwórko, ale bez rozproszeń. Stawiamy coraz większe wymagania, przestrzegając jednak kilku prostych zasad: - na przywołanie mamy komendę (wiele osób używa imienia psa i ten jest zdezorientowany, bo imię słyszy w różnych sytuacjach) - czyli wołamy raczej "Pikuś, do mnie" lub "Pikuś, chodź tu" - ważne, by na przywołanie mieć jedną komendę, używaną przez wszystkich - po przywołaniu psa ma spotykać wyłącznie przyjemność - nagroda, zabawa, mizianko. jeśli wołamy psa, by czyścić mu uszy, używajmy innej komendy ;) No i oczywiście nie karcimy psa, gdy przyjdzie NIGDY, choćby wołanie go trwało 3 doby... - przywołanie nie może oznaczać zapinania na smycz - czyli wołamy psa, nagradzamy i puszczamy wolno. Zapinamy na smycz raz na kilka przywołań - przypięcie do smyczy nie może oznaczać końca spaceru - warto psa przypinać w trakcie spaceru, by po chwili znów puścić wolno, po przypięciu warto psa nagrodzić (mój np. jak widzi, że chcę go przypiąć do smyczy, to pędzi, co sił w łapach, bo wie, że to fajnie być na smyczy). Warto też bawić się z psem w przywołanie, gdy jesteśmy na spacerze w kilka osób. Świetnie też "robi na głowę", zabawa w chowanego - jeśli pies się "zawącha" - schowaj się za najbliższym drzewem i milcząco poczekaj. Większość psów po chwili orientuje się, że pańci nie ma i zaczynają szukać. Efektem tej zabawy jest pilnowanie się na spacerze. No i jeszcze warto unikać błędu, który popełnia wielu właścicieli - bez przerwy gadając do psa na spacerze. To może być dla psa męczące ;) Warto też ustalić sobie kryteria, keidy uznamy, że przywołanie jest zrobione. Mój pies kiedyś puszczał się tropem zwierzyny - moim celem w ćwiczeniu przywołania było to, by móc przerwać łańcuch łowiecki w takiej sytuacji. Okazało się, że wyćwiczyliśmy przywołanie na tyle skutecznie, że jak Maxowi zza krzaczka wyskoczył zając, a ja bez przekonania zawołałam "Max, do mnie", to on odpuścił pogoń za zającem i przyszedł do mnie. Zmobilizowało to mnie do dalszych ćwiczeń :D
  25. [quote name='evee']na spacerach: bieganie, pileczka, komendy, zabawa z psami... jeść dostaje 3 razy dziennie i do tego kwas omega na sierść. Nad klatką się zastanawiałam, czytałam rozmawiałam ale tak na prawdę mam małe mieszkanie i okaże sie problemem. Po spacerze ma ok 30 min "wyciszenia"- nie głaszczę go nie dotykam itp. przed moim wyjście dostaje jeśc kość i wychodzę.[/QUOTE] Z wyciszeniem się po spacerze jest tak: nie ważne ile czasu trwa, ważne, czy pies jest po tym czasie spokojny. Generalnie jeśli zamierzasz psa zostawić na parę godzin, to spacer przed tym zdarzeniem powinien być raczej mniej intensywny, w szczególności pod koniec spaceru, powinno "wiać nudą", żeby emocje opadły zanim jeszcze wrócicie do domu. Taki spacer przed zostaniem samemu lepiej poświęcić na atrakcje węchowe niż na bieganie za piłką... LadySwallow dobrze radzi z treningiem zostawania samemu także w weekendy. Klatka to też dobra rada - znam wiele psów z lękiem separacyjnym, które klatkę pokochały od pierwszego wejrzenia, bo poczuły się w niej w końcu bezpiecznie :) Mój własny pies sam sobie urządził klatkę - w salonie między kanapą a ścianą było miejsca tyle, że jak Maxik leży na boku, to łap nie wyprostuje... Ponieważ to było jego ulubione miejsce do spania, wrzuciliśmy tam posłanko (które zawija się na ścianę) - no i zamiast klatki mamy "jamkę za kanapą" ;)
×
×
  • Create New...