Jump to content
Dogomania

gerta

Members
  • Posts

    611
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gerta

  1. [quote name='Aziza']Jeżeli chodzi o szczepienia to mój wet twierdzi, że nie ma przeciwwskazań. Odrobaczanie ograniczam do minimum i podaję kropelki Advocate. Raz odrobaczyłam tabletkami i skończyło się podrażnieniem jelit i biegunką.[/QUOTE] My regularnie badamy kupę (co trzy miesiące). Dwa razy zdarzyło się, że trzeba było psa odrobaczyć i niestety raz akurat miał jakieś paskudztwo na które Advocate nie działa :( Tabletki oczywiście podrażniły żołądek i jelita i była biegunka. Po Advocate nie było sensacji. Ale i tak badanie kupy to najlepszy sposób w naszym przypadku :D Przyjmne to nie jest - bo trzeba dostarczyć próbkę z 3 dni. Ale czego się nie robi dla utrzymania psiej wagi (mój w trakcie biegunki potrafił schudnąć 1,5-2,5 kg w ciągu doby - masakra, bo "odpracowanie" kilograma zajmowało nam kilka tygodni).
  2. [quote name='rotek_']Ja mam zupełnie inne doświadczenie z lękiem separacyjnym. Mój pies był odczulany 1,5 miesiąca(z czego ostatnie 2 tyg treningu klatkowego przyniosło oczekiwany skutek), pies znajomej miesiąc (bez treningu klatkowego), ludzi, którzy ode mnie adoptowali suczkę 2,5 miesiąca bez klatki itd. Nigdy to jakoś specjalnie długo nie trwało...[/QUOTE] Ale mój przez pierwsze 10 miesięcy swojego życia zwiedził 4 schroniska. Myślę, że jego problemy wzięły się z tego idiotycznego startu życiowego. Być może to jest też powód niechęci do zamykania w klatce :(
  3. [quote name='asiak_kasia']A ja się z tym nie do końca zgodzę. U nas spacer jest wyraźnie podzielony. Jest osobny czas na węszenie, i taki luz zabawowy, czas na potrzeby fizjologiczne, [/QUOTE] To ciekawe, że się nie zgadzasz ze mną, ale potem piszesz o tym samym... Czyli o tym, że krótka smycz jest na czas ćwiczeń. Tyle tylko, że na moim spacerze ćwiczenia to max 25% czasu przeznaczonego na spacer. Pozostała część spaceru jest dla moich psów czasem na węszenie, fizjologię i zabawę. O proporcjach decydujemy poniekąd wspólnie - ja je po prostu obserwuję ;) i generalnie spacer to nasza wspólna przyjemność. [quote name='asiak_kasia']ale pozostałą część spaceru to konsekwentnie marsz szybszym krokiem, na "kontakcie" czyli pies idzie przy nodze, co jakiś czas zmieniam kierunek, ot tak, wymuszam na psie "pilnowanie się" nogi, wrzucam komendy. Wtedy pies ma konkretne zadanie, wymagające skupienia, bo nigdy nie wie co mi się "zachce". Zmusza go to do przeniesienia uwagi z "o patrz listek, tam leci listek, i ptaszek i kotek i ludzie i auto i ojejku jejku jej" na mnie, i wymaga tego skupienia ciągle, a nie tylko jak się piesek pojawi. I w przypadku psa, który się natychmiast pobudza i nie stopniuje ekscytacji to dobra recepta. [/QUOTE] Ćwiczenia w trakcie spaceru robią psu dobrze na głowę, ale... trzeba pamiętać o zachowaniu zdrowego rozsądku. Bo generalnie praca z człowiekiem może być dla psa czymś wyjątkowo ekscytującym. Mało tego, można niechcący stworzyć "potwora", który jest 90% czasu w trybie pracy. U psów, podobnie jak u ludzi pracoholizm to choroba. I u obu gatunków objawem tej choroby jest... chroniczne zmęczenie i rozdrażnienie (pobudliwość). No i pozostaje jeszcze druga kwestia - ćwicząc to chodzenie przy nodze w kółko i wciąż, my też siłą rzeczy skupiamy uwagę na psie. I tu dochodzimy do tego, że pies, który ma nadmiar uwagi ze strony właściciela może go mieć w końcu "pod ogonem". No bo ileż można? Powtarzanie w kółko chodzenia na kontakcie nie spowoduje, że inne psy będą mniej ekscytujące. [quote name='asiak_kasia'] U mojej suki, jest podjaranie na poziomie 1-2 a potem od razu 8-9. Dlatego nie daje jej takiej możliwości i tu najsensowniejsze jest trzymanie psa blisko. .[/QUOTE] W pracy z takim psem celem powinno być to, żeby podjaranie z poziomu 1-2 przechodziło płynnie w 3-4 i nie przekraczało powiedzmy wartości 5, gdy pies jest jeszcze "kontrolowalny". Węszenie, eksplorowanie środowiska działa wyciszająco. Nic tak nie uspokaja psa, jak praca nosem. Ale do tego trzeba urozmaicać spacery w sensie trasy i środek miasta nie jest najlepszym miejsce na realizację dobrego spaceru "wąchanego". Są też ćwiczenia wycisząjące dla psów, można pomóc sobie muzyką (wykorzystać ją do warunkowania relaksacji), zastosować masaż, zapewnić psu dużo aktywności typu żucie, lizanie. Warto zadbać też o to, żeby pies wychodził z domu z ekscytacją na poziomie 1, a nie 7 (czyli sesja relaksacyjna przed wyjściem może okazać się 100 razy lepsza od kolczatki). [quote name='asiak_kasia']I wyraźne podzielenie psu spaceru. Zrealizuje wszystkie potrzeby, ale na moich warunkach i wtedy kiedy ja mu na to pozwalam. [/QUOTE] Mam nadzieję, że znasz dobrze wszystkie potrzeby swojego psa.
  4. [quote name='zen1atta']Poprosze - nie czytaj pobieznie, bo nie chce w kolko pisac o tym samym..[/QUOTE] Nie czytałam aż tak pobieżnie, po prostu nie znalazłam info o kontaktach z innymi psami. [quote name='zen1atta']Nie mam mozliwosci nagradzac psa zabawa z innym psem, poniewaz inny pies sam podbiegnie do mojego - w tym wlasnie problem. Spokojne przywiatanie sie, oczekiwanie na komende po spuszczeniu ze smyczy aby sie pobawic pies mial juz za soba. .[/QUOTE] Nawet, jeśli obcy pies podbiega do Ciebie wciąż masz możliwość z zabawy uczynić nagrodę. Bo te psy nie wyskakują spod ziemi, ani nie spadają z nieba. Zanim znajdzie się przy Wasmasz chwilę na to, żeby choćby na tym etapie uzyskać skupienie uwagi Twojego psa na Tobie. Czyli nagroda jest za to, że pies spojrzał Ci w twarz. Jeśli z tym sobie będzie dobrze radził, zwiększ wymagania - każ utrzymać uwagę dłużej. Potem wymagaj także siadania, warowania, klaskania uszami, jeśli masz życzenie. Nie od razu Kraków zbudowano, ale jeśli zaczniesz od podstaw (a skupienie uwagi na Tobie jest bazą do uzyskania możliwości jakielkolwiek pracy) to w końcu będzie i Wawel :) Jak podbiega inny pies, spróbuj skupić uwagę własnego, zanim tamten będzie tuż obok. Jeśli się uda -> nagroda w postaci przywitania, a może nawet zabawy. Jeśli się nie uda -> konsekwentna zmiana kierunku - oddalacie się od psa i nie ma zabawy... [quote name='zen1atta']Co do zaspakajania podstawowych potrzeb - dlatego m.in. chodze z nim na 2m smyczy, zeby mogl sie spokojnie zalatwic, powachac, itd., o czym bylo juz wspomniane nawiazujac do rozmowy o kantarze w polaczeniu z krotka smycza.[/QUOTE] W cytacie wspominałaś, że jak pies się załatwi to skracasz mu smycz do 1m. Generalnie na dobrym spacerze smycz powinna mieć tę długość, gdy: - ćwiczymy chodzenie przy nodze - mijamy coś, co wymaga chodzenia przy nodze (np. innych ludzi, psy, ulicę itp.) - karnie oddalamy się od obiektu (np. obcego psa) Poza tym czasem pies powinien mieć możliwość węszyć, rozglądać się - korzystać po prostu z uroków przechadzki. Oczywiście pod warunkiem, że smycz nie jest napięta...
  5. [quote name='zen1atta'] Przyklady: idzie ciekawa osoba dla psa, natezony ruch uliczny, jakis oglos dziwny/halas, dziwne otoczenie, itd..[/QUOTE] Przejrzałam ten wątek pobieżnie i tak mi się nasunęło pytanie: czy pies ma normalne kontakty z innymi psami? Może się z nimi pobawić podczas spacerow? [quote name='zen1atta']Kolce sa po to, zeby pies zrozumial, ze przez ciagniecie nie dotrze pod zadnym warunkiem do innego psa/silnego zapachu bez mojego pozwolenia - bo tych bodzcow nie wyeliminuje z mojego srodowiska na codzien (wiec stopniowanie bodzcow jest bez sensu). .[/QUOTE] Do tego, żeby pies nie doszedł tam gdzie chce nie jest potrzebna kolczatka, tylko właściciel, który konsekwentnie zmienia kierunek ruchu, gdy pies ciągnie na smyczy. To raz. Dwa takie bodźce można doskonale wykorzystać w charakterze nagród za ładne chodzenie na smyczy. Fakt, że po podejściu do inneog psa [B]na luźnej smyczy [/B]nagrodą będzie możliwość zabawy z nim jest doskonałą motywacją do wykonania tego ćwiczenia. Trzy używanie kolczatki w sytuacji, gdy spotykamy obcego psa może zaowocować awersją do obcych psów - i niejednego znałam psa, którego właściciel kolcami zamiast ładnego chodzenia na smyczy wypracował sobie agresję smyczową do psów. [quote name='zen1atta']Dlugiej linki tez nie uzywamy - smycz 2m jest glownie po to, zeby pies mogl wejsc spokojnie na trawnik i sie zalatwic, bo nie potrafi zalatwic sie po prostu "gdzies" - musi miec warunki na kupke, np. krzaczory. Oczywiscie po ominieciu terenu do zalatwienia sie smycz skrocam do 1m.[/QUOTE] Mam nadzieję, że źle rozumiem ten zapis, ale... spacer jest dla psa okazją do zaspokojenia potrzeb nie tylko fizjologicznych. Na smyczy długości 1m nie da się powęszyć, pozwiedzać świata. Pies to nie maszyna - żeby grzecznie chodził na smyczy trzeba go tego nauczyć i [B]zaspokoić jego potrzeby[/B].
  6. Kolejne grupy przedszkolne w DogMasters Warszawa ruszają: na Bemowie - 16 marca o 11.00 na Mokotowie - 07 kwietnia o 10.00 Zajęcia prowadzimy w salach, dzięki czemu mamy możliwość socjalizować szczeniaki także z dźwiękami, które w parku znaleźć trudno ;) Jeśli chcecie zobaczyć, jak socjalizują się nasze szczeniaki, zapraszam do albumu "Przedszkole dla szczeniąt w Warszawie" na naszym profilu na Facebooku... [URL]http://www.facebook.com/media/set/?set=a.528637653848257.118679.186960781349281&type=3[/URL]
  7. [quote name='Joven']Pozostal problem podjadania uszczelki prysznicowej :) upodobal sobie to jedno jedyne miejsce i codziennie je podgryza...nie pomaga zadna substancja odstraszajaca (chilli/pieprz/olejek aromatyczny/cytryna...)...no i teraz co zrobic? No i kwestia podsikiwania...chociaż, jeśli zostaje 9 godzin sam, to moze to kwestia czasu, zeby sie wyrobil (ma okolo2 lat)...?[/QUOTE] Najlepiej zrobić tak, żeby pies do tej uszczelki nie miał dostępu... Można też kupić odstraszacz w sprayu - czasem pomaga (są różne na rynku, ale to jest sprawa indywidualna, który z nich podziała na danego psa). Jeśli chodzi o posikiwanie, to 9 godzin to dość długo, ale dorosły zdrowy pies może wytrzymać dłużej. Jeśli posikuje często warto sprawdzić, czy ma zdrowy pęcherz i nerki...
  8. [quote name='Evodish']Jak zwierzę się stresuje, to nie będzie jadło - wszystkie zwierzęta tak mają, ludzie również. Dlatego nie rusza piłki. Jeśli psiak wchodzi do klatki i po zamknięciu piszczy, to ma źle uwarunkowaną klatkę. Po czterech miesiącach pracy pies powinien czekać aż tą klatkę otworzysz żeby do niej wskoczyć i cieszyć się, że może tam posiedzieć - jak wprowadzałaś to narzędzie?[/QUOTE] Evodish, czasem pomimo prawidłowego treningu klatkowego pies nie da się zostawić w klatce. Ja tak mam ze swoim - lubi do niej wchodzić, je w niej, śpi i czeka na otwarcie, gdy jest na zewnątrz. Przymknięcie drzwiczek, gdy jest w środku powoduje atak paniki :( A ja naprawdę niejednemu psu w życiu wprowadziłam klatkę. Ten się trafił oporny i cóż, trzeba było poradzić sobie bez niej... U nas lęk separacyjny powrócił po latach. Pies jest adoptowany ze schroniska 6 lat temu. Przez pierwsze pół roku niszczył, załatwiał się w domu, obsesyjnie szczekał gdy był sam. Wtedy pomogło wprowadzenie stałych rytuałów domowych, podstawowy trening posłuszeństwa oraz wprowadzenie zasady, że poranny spacer jest spokojny, a po nim pies ma czas, by "odparować", zanim zostanie sam. Na tym spacerze były też treningi posłuszeństwa, żeby go zmęczyć intelektualnie. Potem był spokój, ale po śmierci jednego z członków rodziny problem powrócił w nieco zmienionej postaci. Po pierwsze pojawiał się, gdy ja wychodziłam z domu, nawet, gdy inni w nim byli. Na inne osoby reagował mniej ostro. Po drugie pies w zasadzie nie niszczy, tylko... chodzi i dyszy. Robi to nawet przez kilka godzin - objaw moim zdaniem groźniejszy od niszczenia :( Po powrocie z pracy zastawałam psa wymęczonego do granic możliwości. Tym razem w początkowej fazie podaliśmy hydroksyzynę, żeby psa wyciszyć. Próbowaliśmy wprowadzić klatkę, ale skutek żaden, więc... Zorganizowaliśmy mu opiekę na 2 miesiące i zrobiliśmy klasyczne odwrażliwianie, ale nie tylko wyjść z domu. Trzeba było przepracować każdy drobiazg, który wywoływał skojarzenie z wyjściem z domu (np. przygotowywanie kawy). Pomogło. Hydroksyzynę zastąpilismy tryptofanem i póki co idzie całkem dobrze :) Bardzo dbamy o zaspokojenie jego potrzeb (chociaż ostatnio jest trudno, bo miesiąc temu miał operowane więzadło krzyżowe, więc wiele aktywności nam odpadło) i spokój w domu. [quote name='Evodish']Być może też zwierzak jest od Was trochę zbyt mocno uzależniony - spróbujcie zrobić trochę treningów samodzielności, nauczyć go że nie zawsze jesteście dla niego dostępni i że czasem musi się zająć wyłącznie sobą. Nie zaszkodzi mu to, to normalne zachowanie - każde zwierzę potrzebuje czasem trochę spokoju i samotności, nawet najwięksi ekstrawertycy :)[/QUOTE] Psy które faktycznie cierpią na lęk separacyjny (a nie mają zwyczajnie braku w zakresie treningu zostawania w samotności) są zawsze zbyt mocno przywiązane do właścicieli. Generalnie trudno jest to przywiązanie zmienić. Można natomiast nauczyć psa zostawania w pomieszczeniu / mieszkaniu na komendę. To pomaga - czyni sytuację bardziej przewidywalną. Zamiast pożegnania z psem, lepiej powiedzieć mu krótko "pilnuj domu" czy "bądź grzeczny". Bo wychodzenie bez pożegnania też dobre nie jest... Zła wiadomość jest taka, że z psem tego rodzaju ćwiczenie zostawania na komendę trzeba powtarzać miesiącami. A i tak może się zdarzyć taka sytuacja w życiu, że lęk separacyjny powróci w pełnej krasie.
  9. [quote name='nadira']Ja szczeniakowi skróciłam okres kwarantanny o parę dni- teraz żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej, bo maluch zamiast poznawać świat siedział w domu. A na pierwszych spacerkach zachowywał się jak dzikus- wszystko go przerażało, bał się wejść na trawę, nawet wiatrem się stresował :shake:. Wprawdzie szybko nadrobił zaległości, ale uważam, że kwarantanna zmarnowała nam dużo czasu, który mogliśmy wykorzystać na socjalizację.[/QUOTE] Mojej przyjaciółce, która od 2 miesięcy chowa swojego buldoga angielskiego nabytego z dobrej hodowli doradziłam, by w okresie kwarantanny zabierała sunię wszędzie, ale... w plecaku założonym na brzuch. Mała dzięki temu zabiegowi nie boi się niczego - bywała w supermarkecie na zakupach i w autobusach, jeździła tramwajem, chodziła z pańciostwem do restauracji i była głaskana przez mnóstwo ludzi. Przy tym w okresie kwarantanny jej łapa nie dotknęła obcego terenu ;) Owszem, jakieś ryzyko istniało, ale... najważniejsze, żeby pies miał dobrą socjalizację :D
  10. [quote name='aga026']Witam, krótka relacja z naszego pola walki, ziemniaczki z rybą + warzywa wchodzą aż miło do tego oczywiście kreon, stolec w normie ale wystarczy 4 garście karmy Best Choice Adult Łosoś z ziemniakami dorzucić do tego mojego "miksa" i co??..... i dalej to samo (chciałam zaznaczyć że karmę b.ch dodawałam stopniowo na początku po parę ziarenek, później 1 garść, 2,3,4) Zamówiłam jeszcze TOTW pacific stream łudzę się że chodzi o drób ponieważ w best choice w składzie jest tłuszcz drobiowy. Chciałabym znaleźć karmę którą wreszcie przyswoi bo z tym gotowaniem to nie jest wesoło a i proporcje pewnie złe bo jest wiecznie głodna ( nie wiem czy dobrze ale gotuję 1 kg ryby mintaj, łosoś lub wołowiny do tego 2 kg ziemniaków i 0,5 kg warzyw typu pietruszka, marchewka, seler,por, buraczek czerwony do takiego miksa co 2 dni do miski dorzucam żółtko i raz dziennie do posiłku siemie lniane) taką porcję zjada w 2 dni w posiłkach 3xdziennie. Dzięki za wsparcie :-D bo już staje na rzęsach, nadzieja jeszcze w TOTW jutro ma przyjść i będziemy próbować obym trafiła z tym drobiem a jak nie to się chyba zagotuje na amen. Mój mąż zaczyna się już zastanawiać dlaczego nie poświęcam tyle czasu na gotowaniu dla niego tylko na gotowaniu dla psa :cool3:[/QUOTE] Gotowałam mojemu psu przez 1,5 roku. Ryż+gulasz z indyka+marchewka (ryż - połowa objętości, mięso i marchewka po 1/4). W okresie zaostrzenia objawów wycofywaliśmy marchewkę, zastępując ją porcją ryżu. Przez ponad pół roku wszystko było miksowane, podawane 4 razy dziennie, za każdym razem kapsułka Kreonu 10 000 (czyli 4 kapsułki dziennie). Potem przestaliśmy miksować. Po 1,5 roku Maxik odzyskał wagę sprzed choroby (29 kg, w najostrzejszym stadium ważył 22 kg). Potem przeszliśmy na suchą karmę - BioBosch z jabłkiem (ćwiczyłąm różne weterynaryjne - albo ich nie jadł, albo kupy były luźne). Na BioBoschu doszedł do właściwej dla siebie wagi - 31,5 kg. Potem przez jakieś dwa lata jadał Joserę SensiPlus (taka karma z kaczką) i przytył jeszcze kilogram, ale... trzustka wróciła do normy. Z Kreonu schodziliśmy stopniowo już po zmianie karmy na Joserę. Rok temu podałam ostatni Kreon, bo mój pies zaczął mieć ZATWARDZENIA :roll: (brał wtedy 1 kapsułkę na dobę i miał wzorowe wyniki). Pół roku temu zmieniłam karmę, bo Max jest już seniorem - jada 1st choice Senior Sensitive (to jest karma drób z rybą, mała zawartość tłuszczu). Póki co z trzustką jest wszystko dobrze :) Przy karmieniu suchymi karmami, zwłaszcza trzustkowców, należy albo podawać preparaty probiotyczne, albo podawać jogurt naturalny bez dodatków (bez soli, cukru itp. - wbrew pozorom to nie takie proste). W okresie, gdy Max brał Kreon i był na suchym, zdarzały mu się nawroty, ale wtedy po prostu przechodziliśmy na 2-3 dni na gotowane. Antybiotyki podawaliśmy w ostateczności. Gdy Max brał Kreon[B] zmiana worka karmy zajmowała nam 2 tygodnie[/B], zmiana karmy na inną - do miesiąca. Zanim trafiliśmy na BioBoscha ćwiczyliśmy Royal Canin Law Fat i Intestinal. Raz kupiliśmy Eukanubę dla trzustkowców i raz Hillsa. No i ważne - z Maxowej diety na czas choroby znikły wszelkie psie ciastka, gryzaki itp (z gryzaków do dziś jada wyłącznie uszy królicze i łapki kurze, bo są najlżejsze dla żołądka). Szkolenie robiliśmy na gotowane serduszka kurze - a przed szkoleniem dostawał oczywiście Kreon (znaczy ćwiczyliśmy przed posiłkami po prostu - wtedy nie było to trudne, bo on jadł co chwila). Z tego co piszesz, gotujesz raz na 2-3 dni... Ja gotowałam co 1,5 dnia, żeby było zawsze świeże. Nie podawałam też takiej mieszanki warzyw - sama marchewka. Zresztą Max ją też słabo trawił. Suchą karmę dodałabym dopiero, jak pies odzyska masę i sprawność.
  11. Zapraszamy na zajęcia psiego przedszkola w DogMasters w Warszawie. Podczas zajęć nie tylko uczymy podstawowych poleceń, ale też socjalizujemy psiaki i pomagamy właścicielom wychować je na zrównoważone psy. Szczegółowe informacje i zapisy: [URL]http://warszawa.dogmasters.pl/szkolenie-psow/przedszkole-dla-szczeniat[/URL]
  12. [quote name='Beatrx']bez ich współpracy nic nie zdziałasz. na te dwa tygodnie i owszem, dasz radę ogarnąć tego psa. ale potem trafi z powrotem do właścicieli i stare nawyki powrócą. jeśli oni nie będą z psem konsekwentnie i regularnie pracować to cudów nie zdziałasz;)[/QUOTE] Wiesz Beatrx, czasem jak się ludziom pokaże, że ICH PIES może zrobić to czy tamto, to ludzie się motywują do zmiany własnego postępowania. Ale generalnie niestety masz rację.
  13. Da się. U nas w DogMasters w Warszawie robimy taki kurs - 4 spotkania, w ciągu dwóch tygodni. Po tym czasie psy umieją siad/waruj - także przy nodze, umieją chodzić przy nodze na krótkich odcinkach, ale zmiany w zachowaniu są niesamowite. Oczywiście właściciele muszą pracować intensywnie w domu, ale efektami są zaskoczeni sami.
  14. [quote name='GAJOS']Nie słyszy Cię,bo jest podekscytowana. Możesz wejść między psa a gościa i iść (napierać) na psa. Pies się wycofuje, każesz usiąść, czy warować i nagradzasz. Wtedy mówisz (jak się juz uspokoi ) że moze się "przywitać".[/QUOTE] Gajos, ale po co tak awersyjnie? Łatwiej po prostu przećwiczyć grzeczne witanie się z ludźmi na rodzinie i współpracujących znajomych - piesek siada przy nodze przewodnika, a osoba podchodzi i się wita. Jak pies nie zerwie pozycji, to jest nagroda, jak nie wytrzyma, to ćwiczenie powtarzamy od początku. Jak pies robi to ćwiczenie na rodzinie i bliskich znajomych, to zaczynamy ćwiczyć w coraz większych ekscytacjach, konsekwentnie i po kilku dniach/tygodniach problemu nie ma :D
  15. [quote name='strix']Nikt tu niczego nie promuje. Opisałam konkretną sytuację, która zmieniła życie tego psa i jego nastawienie do ludzi. Napisałam wyraźnie, w przeciwieństwie do Ciebie, że nie ma jednej słusznej metody i że bez zobaczenia psa nie można poradzić, jakie zachowanie będzie najlepsze. Są psy, które tylko straszą i nie gryzą, a są psy, które gryzą bez ostrzeżenia. I chwała panu hodowcy za to, że tak świetnie odczytał mowę ciała psa i dobrał odpowiednią metodę. Twoje podejście,gerto, konczy się tym, że psy, które nie reagują na jedynie słuszną metodę dostają igłę jako nierokujace/genetycznie spaprane itp. A nie o to chodzi.[/QUOTE] Stix nigdzie nie napisałam, że jest tylko "jedna słuszna metoda". Napisałam, i nadal tak uważam, że zasady domowe, szacunek dla potrzeb psa są uniwersalne - nie ważne, czy pies jest agresywny/lękliwy/przygarnięty/z hodowli/młody/stary/rasowy/mieszaniec... I Ty w sumie piszesz o tym samym, tylko używając innego języka. Nie wymyśliłam sobie tego, że wprowadzenie zasad pomaga rozwiązać 80% problemów - to jest dowiedzione naukowo. Sama też widzę pracując jako trener, że na 10 psów, które sprawiają problemy 8 ma miskę pełną żarcia przez cały dzień, a jedyną ich aktywnością jest spacer po własnym podwórku, często nawet nie z właścicielem (bo przecież mamy ogród 1000m, to niech się piesek wybiega). Przez internet mogę spokojnie zaproponować każdemu to, co psu nie zaszkodzi i nie widzę nic w tym złego. Jeśli moja rada pomoże, to super - bo ich życie się poprawi. Jeśli nie pomoże, to właściciel powinien udać się na wizytę do specjalisty, który obejrzy psa i zaproponuje kolejne kroki. Poza tym wypraszam sobie twierdzenie, że moje podejście kończy się tym, że psy są bezpodstawnie skazywane na eutanazję, bo akurat póki co mam na koncie kilka sytuacji, gdy stawałam w obronie psa, którego to inni kierowali pod igłę, mówiąc, że takiego dominanta nie da się ułożyć. Zresztą daleko nie szukając moją Korę też taki jeden chciał usypiać, bo "agresji lękowej nie da się wyprowadzić, a na zachodzie takie psy się po prostu usypia".:angryy:
  16. [quote name='strix']Zaś pisanie, że ktoś zachował się głupio w momencie, kiedy nie widziałaś ani tego psa ani sytuacji jest zwyczajnie nie na miejscu. Gość uratował psa od igły, a 30 lat doświadczenia z korsiakami i rotkami też bez znaczenia nie jest.[/QUOTE] Nie na miejscu jest propomowanie na publicznym forum w internecie ćwiczeń z psem, które niosą za sobą ryzyko pogryzienia człowieka przez psa. Jeśli ten gość dobrze czytał język psa i z tym rotkiem, a może nawet z innymi przez wiele lat mu się udawało, to nie znaczy, że kto inny może bezpiecznie z jego metody skorzystać. Natomiast z ćwiczeń uspokajających, umożliwiających rozwijanie umiejętności kontrolowania emocji może skorzystać każdy. I ja nie twierdzę, że one pomogą każdemu psu, ale po pierwsze na pewno nie zaszkodzą, a po drugie są bezpieczne dla otoczenia.
  17. [quote name='strix']Ja nie postuluję siłowania sie z psem, który gryzie. Ale ustępiwanie mu prowadzi do wzmocnienia tej reakcji, to chyba jasne? Tu nie ma czarno-biało, albo przemoc fizyczna albo ustępowanie. Jednak radzę skorzystać z porady behawiorysty najlepiej takiego, który szkolił się w rozumieniu naturalnego języka psów (są tacy w Polsce). W przypadku większości asertywnych agresywnych psów smaczki zawodzą.[/QUOTE] Konfrontacja to nie tylko przemoc fizyczna, to także wystawianie psa na bodziec, z którym on sobie nie radzi. Często jest tak, że pies np. warczy na kogoś kogo nie zna, a człowiek zamiast powoli zwiększyć dystans podchodzi coraz bliżej - nie ma tu żadnej przemocy z jego strony, tylko zdziwienie na koniec, że powstały rany szarpane... A wystarczyłoby być może się zatrzymać, żeby nie eskalować agresji i nie zmuszać psa do używania argumentów ostatecznych. Oczywiście, jeśli ustępujemy reakcja się wzmacnia w tym sensie, że pies przekonawszy się, że warczenie działa, będzie chętniej warczał, ale nadal konfrontacja nie jest dobrym pomysłem w żadnym razie. W starciu z ostrymi psimi zębami człowiek ma małe szanse. Dlatego jeśli znamy "wyzwalacz" zachowania należy go "odpracować" - czyli zmienić zachowanie psa. Żeby to zrobić trzeba psu zaproponować inną strategię ot i tyle... No jeszcze trzeba pamiętać o tym, żeby zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy biorą udział w ćwiczeniach. [quote name='strix']Pamietam pewnego rottka, który był już umówiony do mnie na konsultacje, a właściciele zadzwonili, że już nie potrzeba. Okazało się, że w gości przyjechał wujek, który hoduje cane corso. Jak pies zaczął go śledzić po domu powarkując,pan przypiął pieskowi smycz, wział na 45 min spacer przy nodze, a potem nakazał stanowczym tonem udać się na swoje miejsce. Pies spojrzał na niego i poszedł. Ryzykował facet (w zależności od pobudliwości psa) ale podziałało. Po prostu zrobił odpowiednią rzecz w odpowiednim momencie i z odpowiednim nastawieniem, co jest bardzo ważne. Ale inny pies mógłby sie na niego rzucić i pogryźć. Wszystko zależy od oceny sytuacji przez specjalistę i dlatego zachęcam do znalezienia takiego. Nie ma jednej metody, która zawsze zadziała.[/QUOTE] No widzisz, a ja ostatnio miałam konsultację u agresywnego psa, mieszanki boksera - taki "psiaczek" około 40 kg, który kontroluje obcych we własnym domu i atakuje ludzi na ulicy. Spotkaliśmy się 3 razy i zaczęliśmy od prostego, [B]bezpiecznego[/B] ćwiczenia - czyli spotkanie poza mieszkaniem właścicieli i wspólne wejście do domu (pies w kagańcu przez jakieś 10 minut), a potem odpowiednie ćwiczenia z posłuszeństwa (bez kagańca)... Piesek, okazało się, pobudzał się już jak dzwonił dzwonek do drzwi, a potem kontrolował gości (z grubsza wolno im było siedzieć bez ruchu, bo jak nie to strzał zębami). Zostawiłam zestaw ćwiczeń na cały tydzień. Następne zajęcia także zaczęlismy przed domem - pies bez kagańca, razem weszliśmy, nawet mu nie przyszło do głowy, żeby zaprotestować przeciwko czemukolwiek, co chciałam z nim / w ich domu robić. Na trzecie zajęcia weszłam do mieszkania, bez wyciągania ich na dwór - pies był pobudzony, ale poznał mnie i napięcie zeszło, jak z przekłutego balonika. Właścicielka powiedziała, że może już spokojnie wprowadzić kogo chce do domu i pies słucha jej poleceń podczas wizyt gości. Jak przychodzą znajomi to zakładają mu kaganiec i wychodzą przed dom, bo większość ludzi boi się ich psa. Ale wystarczy, że wejdą razem i po chwili kaganiec jest niepotrzebny, a pies wyluzowany leży na posłaniu. Podobno w poprzednim tygodniu odwiedziła ich znajoma, przy której pies kiedyś dostawał prawdziwego świra. Ale teraz, po kilku dniach ćwiczeń nie tylko zdjęli kaganiec, ale pies był przez tę osobę głaskany, bez protestów, powarkiwania, dziewczyna mogła wstawać z miejsca, chodzić po domu itp. Wczoraj odwrażliwiliśmy dzwonek do drzwi i wchodzenie ludzi do mieszkania - w ciągu dosłownie 10 minut pies nauczył się, że najlepszą strategią, gdy ktoś dobija się do drzwi jest... udanie się na miejsce :) Ryzyko tego, co robiliśmy było zerowe - bo raz, że dopóki pies nie wiedział co robić był w kagańcu, a dwa wszystkie ćwiczenia tak naprawdę bardzo mu się podobają. Po dwóch tygodniach pracy kontrola w domu praktycznie zanikła. Na ulicy też jest lepiej, bo on w końcu zwraca uwagę na właścicieli i ogólnie rzecz biorąc jest mniej pobudzony. W pracy z tym psem wykorzystujemy dokładnie ten sam mechanizm wzmacniania, który uruchamia się sam, gdy właściciel ustępuje psu w konfrontacji. Tylko, że my po prostu proponujemy psu inną strategię reagowania i pokazujemy, że ona jest lepsza od ataku. Co ciekawe pies łatwo generalizuje to zachowanie - czyli nie tylko w domu sprawdza w sytuacji stresowej, czego oczekuje właścicielka, ale robi to też na zewnątrz. A to co zrobił wujek w gościach było głupie, bo gdyby rottek zareagował niezgodnie z jego oczekiwaniem, to w najlepszym razie byłby szyty, a w najgorszym martwy... Dodatkowo, nie piszesz, czy efekt tego "ćwiczenia" był trwały i czy pies pozwala innym spokojnie wejść do tego domu.
  18. Zgadzam się z LadyS. Ćwiczenia z michą/smakami przed nosem psa pomagają psu panować nad sobą. Ja nie ćwiczę ekstremalnych "wyczekiwań" zbyt często, ale zdarza mi się zostawić psy przed miskami na stojakach i wyjść z kuchni, na dłuższą chwilę po coś. Robimy też sztuczkę - smaczek na łapie warującego psa - do zjedzenia na komendę, a nie wcześniej :D Moje psy przy takim ćwiczeniu nie wyglądają na udręczone :D
  19. Gosikf, powinnaś odwrażliwić psu pukanie do drzwi. On ma proste skojarzenie z tego co piszesz - ktoś puka=zaraz mnie zamkną, a tam przecież KTOŚ BĘDZIE WCHODZIŁ. Zrób proste ćwiczenie - ustaw pomocnika za drzwiami i niech puka do drzwi. Ty w tym czasie po drugiej stronie drzwi poproś psa o wykonanie komendy SIAD (bez dotykania, szarpania i innych takich). Jak usiądzie daj nagrodę i sygnał pomocnikowi, że może zapukać ponownie. Zróbcie 20-30 powtórzeń i za parę godzin znów to samo i tak przez kilka dni. Cel: pies ma nie kojarzyć pukania do drzwi z wejściem kogoś do domu oraz pukanie do drzwi ma stać się komendą SIAD, dla Twojego psa. Opcja druga - zrób tak, jak ja z Korą - jak ktoś pukał do drzwi, to my wysyłaliśmy ją po poduszeczkę (zamiast prosić o SIAD) :) Efekt: sucz na pukanie do drzwi sama biegła po poduszkę :) A z poduszką w zębach nie da się gryźć :P Opcja z siadaniem jest o tyle lepsza, że pies musi kontrolować swoje pobudzenie. Jak już rozłączycie skojarzenie pukanie=wchodzenie gościa można zacząć pracować nad grzecznym witaniem się z ludźmi (siad przy nodze przewodnika i zachowanie spokoju, gdy ktoś podchodzi). Apropos izolowania, jak pies ugryzie - to trzeba to zrobić tak, żeby pies nauczył się reagować inaczej. Czyli izolacja na chwilę (20 sekund), potem pies wraca w tę samą sytuację - jeśli zachowuje się poprawnie w nagrodę może zostać, może wykonać dla Was jakieś ćwiczenie i dostać nagrodę... W przypadku agresji lękowej izolacja może stanowić nagrodę, bo pies gryząc stara się pozbyć bodźca stresującego ze swojego otoczenia. Dlatego u nas strategia z poduszką przyniosła znakomity efekt - Kora musiała POBIEC po poduszkę - czyli oddalić się od czynnika stresującego. W ten sposób nauczyła się innej strategii - coś ją zdenerwuje, to zamiast gryźć można się oddalić :) Stix apropos ustępowania psu, który gryzie - ja tam się nie dziwię Gosikf, że ustępuje. Nie wiem, czy miałeś kiedy do czynienia z psem, który by Cię pogryzł, albo czy miałaś takiego psa w domu. Ja mam i wiem, że cała sztuka tak naprawdę polega na tym, żeby nie doprowadzać do konfrontacji dopóki pies nie ma wypracowanej innej strategii radzenia sobie z agresją (w sensie emocji, jaką jest agresja). Moja Kora przez ponad pół roku bała się białej ścierki. Dowiedzieliśmy się o tym w deszczowy dzień, gdy próbowaliśmy jej wytrzeć łapki, a ona nas pogryzła. W związku z tym zmieniliśmy ścierkę na kolorową, wypracowaliśmy wycieranie łapek kolorową ścierką na poziomie, który wykluczał pogryzienie, a dopiero potem zaczęliśmy używać białych ścierek. Korusia dziś, jak się jej wyciera łapy i coś ją zaboli to albo tylko unosi fafle, albo ew. zawarczy. I ja jej wtedy z rozkoszą ustępuję - bo dobrze suczka robi, że ostrzega, a nie gryzie. A wycieranie łapek bywa dla niej bolesne bo ma zaawansowaną spondylozę i dysplazję. No i generalnie ona protestuje w wyjątkowych sytuacjach - w 99 przypadkach na 100 łapy wytrzeć można bez protestów. Zgodnie z Twoją teorią, jak sucz warczy, to ja nie powinnam ustępować... ale wtedy ona nie będzie miała wyjścia, będzie musiała mnie gryźć (faktem jest, że ostatnio zdarzyło nam się, takie przekraczanie granic i okazało się, że ona nauczyła się też kłapać ostrzegawczo, bo już nie łapie za ręce). Czasem jest tak, że gdy warczy (to dotyczy zwłaszcza tylnych łap), wycieranie przerywamy na chwilkę i wracamy do tej czynności, jak się dziewczynka uspokoi. To taki kompromis - moje zasady, bo łapy muszą być wytarte, z szacunkiem do jej dolegliwości, bo ją boli. Komunikujemy się genialnie w obie strony - ona doskonale wie, jak mi dać znać, że przekraczam jej granicę wytrzymałości. A ja wiem, jak wyegzekwować obowiązujące u nas zasady. PS. Gosik, moje oba psy to boksery :)
  20. [quote name='strix']Cwiczenia na nic Ci sie zdadzą jeśłi pies Cię nie szanuje i uważa, że to on rządzi i ustala reguły. Ostanio miałam spiecie z faciem, który oddał ONka do schroniska i upierał się, że wcale go nie spieprzył, bo ONek wykonywął perfekt wszystkie komendy. A powó oddania? 'No, bo warczy na nas, na dziecko się rzucił i rzuca sie na inne psy'. Każdego psa mozna nauczyć wykonywania komend za smaczki. Ale pies, który ma niezaspokojony instynkt stadny albo czuje siez muszony do objęcia roli przwodnika stada to pies sfrustrowany, a więc niebezpieczny.[/QUOTE] Stix, teoria dominacji jest nieco niebezpieczna. Ludzie rozumieją ją jako narzucanie, w szczególności siłą, swoich zasad. Szacunek w oczach psa zdobywa się przez postawę, przewidywalność, asertywność. Trzeba być trochę, jak ... pies. A one nie zaczynają ustalania hierarchi od "walenia po głowie", tak jak robią to ludzie. Co do jednego się zgadzam - trzeba ustalić w domu obowiązujące zasady - czy pies może spać na łóżku, przebywać w kuchni, żebrać przy stole itp.. Trzeba też wprowadzić jedną, podstawową: w życiu psa nic nie jest za darmo. Spacer, jedzenie, głaskanie, nawet nasze spojrzenie powinno być dla psa nagrodą za dobre zachowanie. A żeby tak było, nie można psa bez przerwy głaskać, co chwila dokarmiać i pozwalać się ciągnąć na smyczy, albo zajmować się psem dopiero, gdy pogryzł nasze buty... Druga zasada ważna w życiu z psem, to szacunek dla jego potrzeb. Pies nam nie powie, że jest głodny, albo zmęczony, albo że się nudzi. To my, właściciele musimy wiedzieć, że on potrzebuje zjeść, pobiegać, popracować, pobawić się z nami, czy innymi psami, powęszyć itp. Po zaspokojeniu potrzeb psa i wprowadzeniu reguł, przestrzeganych konsekwentnie, 80% problemów z psami rozwiązuje się automatycznie...
  21. [quote name='strix']Jeśli aktywnie ciągnie w stronę psów, to nie jest to najprawdopodobniej agresja lękowa. Pies lękowy raczej nieruchomieje, gapi się, warczy albo podbiega od tyłu. To, że ciagnie może np. oznaczać, że jest ciekawy albo to, że chce dorwać "gada" i go zmieść ze swojego terytorium (nie wszystkie psy przy tym warczą). Zazwyczaj psy strachliwe są głośniejsze od tych mocno pewnych siebie (chciaż niektóre rasy, jak np. ONki mają tendencję do alarmowania niezależnie od tego, czy pobudzenie wynika ze strachu czy nie). Bez obserwacji psa to tylko takie gdybanie, wiec trudno dobrać metodę. Bo skoro ciagnie z ciekawości, to nic złego sie nie dzieje. Ale jeśli ciagnie, żeby pokazać, kto rządzi, to trzeba popracować. Co do gryzienia właściciela, to poza psami z ekstremalną agresją lękową typu histeria/panika albo problemami neurologicznymi, problem leży zazwyczaj w relacji pies-właściciel. Resztę napisałam na priva.[/QUOTE] Stix, psy z agresją lękową często aktywnie odganiają obiekt - na smyczy może się to przejawiać "ciągnięciem w stronę psa". Co do tego, czy psy lękowe są głośniejsze, czy nie też bym polemizowała, bo to zależy od osobnika. Moja suka nie wydawała z siebie przed atakiem najmniejszego dźwięku, nigdy nie szczekała na osoby wchodzące do nas, czy przechodzące ulicą. Ba! Sama podchodziła do obcych, czasem pozwalała się dotknąć, ale wystarczyło, że obcy pochylił się nad nią, wykonał szybki ruch itp. i następował atak z gryzieniem. O tym, że jej ataki podszyte są lękami przekonaliśmy się po kilku tygodniach, bo okazało się, że ona się boi różnych rzeczy (burzy, bałwana, większych obiektów przy naszej ścieżce, hałasów, białych ściereczek).
  22. [quote name='gosikf & dogs'] Czy ktoś z was miał doczynienia z agresywnym psem, którego udało się "naprawić" i zupełnie agresję wyeliminować? Nie wiem czy mam o co walczyć...[/QUOTE] Ja mam taką suczkę :) Agresja była lękowa, gryzienie było co najmniej do krwi, a dwa razy do szycia (w tym ja byłam szyta). "Naprawa" zajęła nam 1,5 roku. Od 2,5 roku nie zdarzył się atak ze strachu. Ale: - nauczyliśmy sucz, jak sobie poradzić z napięciem przy powitaniu z obcymi (ma poduchę, którą w takich sytuacjach nosi w pysku; poza domem, jak się napina, to każę jej wykonać komendę, którą zna i po kłopocie) - kontrolujemy sytuacje potencjalnie ryzykowne (np. zakładam jej kaganiec, gdy obcinam jej pazurki, czy czyszczę uszy - mimo, że od dawna umie już ostrzegać, a ludziom, którzy chcą ją głaskać mówię zwykle "proszę jej nie dotykać, bo gryzie" - większość i tak chce ją głaskać, ale robią to tak, jak im powiem) - zmniejszyliśmy jej ogólną pobudliwość przez odpowiednie ćwiczenia (trening nastawiony na kontrolę emocji), dietę oraz odpowiednio zbilansowaną dawkę ruchu. Kora słabo sobie radzi jeszcze z suczkami i małymi psami, do samców i szczeniąt jest w miarę OK. Ale da się zapanować nad nią bez kagańca. Mamy mało okazji do odpracowania socjalizacji z psami, bo mieszkamy na wsi i na spacerach praktycznie nie spotykamy nikogo z psami. Kiedyś miewaliśmy tymczasy, ale ostatnio nie wyrabiamy się czasowo, więc odpuściliśmy... Żeby "naprawić" Korę trzeba było znaleźć przyczynę problemu (brak socjalizacji+zaawansowana spondyloza i dysplazja) oraz załagodzić jej skutki. Korę adoptowaliśmy, jak miała 3 lata. Wcześniej poza właścicielką nie znała nikogo... Socjalizację ciężko odpracować, ale jak widać się da. Co ważne - nie zmuszaliśmy jej do kontaktów z ludźmi, nie karciliśmy, gdy gryzła. Nagradzaliśmy natomiast gdy zamiast gryźć - straszyła, ale to trudno wytłumaczyć przez internet (i już widzę, jak tu parę osób naskoczy na mnie... ale to nie ważne, najważniejsze, że każdy może wejść do mojego domu i pogłaskać moją Korę w przedpokoju). Uważam, że warto walczyć o swojego psa, ale trzeba to robić zapewniając bezpieczeństwo otoczeniu. Nie ma jednego przepisu na to, jak odpracować agresję u psa.
  23. [quote name='edene']Dzisias czy Wy ze wszystkiego musicie robić tragedię?? Ścierki użyłam ze 3 razy, może pies w końcu zrozumiał, że ma nie skakać na blat po prostu. Wycieram jej łapy wszelkimi ścierkami i nic się nie dzieje. Nie porównuj psa z adopcji do psa wychowanego w domu, wiadomo że psy z adopcji mają różne urazy i są przewrażliwione.[/QUOTE] Moja suczka jest z adopcji, ale przyszła do mnie z innego domu. [B]Nigdy nie była w schronisku[/B]. Jest wychowana w domu - ktoś ją tak wychował, że ścierki są straszne (nie tylko ścierki zresztą, bo zalęknione toto było potwornie).
  24. [quote name='edene']Znalazłam sposób na moją sunię ;)) Odkryłam przypadkiem, że z niewiadomych powodów boi się ścierki do rąk, machnęłam ją lekko kilka razy ta ścierką jak skoczyła na blat i zeskoczyła od razu. Teraz wystarczy że wezmę ścierkę do ręki i już schodzi, i jak coś robię w kuchni kładę sobie tą ścierkę obok i pies siedzi grzeczny jak nigdy :D Potrafi nawet cofnąć się do wejścia do kuchni. Hehe grunt to znaleźć metodę na konkretnego psa. Teraz może eliminacja skakania pójdzie w dobrym kierunku.[/QUOTE] Edene, moja suczka po adopcji przez pół roku na widok ścierki w ręku kogokolwiek bała się potwornie. Nie szło wytrzeć jej łap lub pyska czymkolwiek, co było białe. Przez kilka miesięcy wycieranie dowolną ścierką było ryzykowne (przy tylnych łapach gryzła do krwi, pysk trzeba było traktować z dużym wyczuciem). Do dziś jest tak, że białą ścierką pysk mogę jej wytrzeć w zasadzie tylko ja - przed osobami mniej znanymi broniła się kiedyś kłapiąc zębami, teraz już tylko marszczy fafle (jest u nas 4 lata). I chyba już nigdy nie nauczę jej, że chusteczka higieniczna nie zrobi jej strasznej krzywdy :( Na litość... nie ucz psa, że ścierka to coś złego!
  25. [quote name='edene']Mój pies nie rozumie chyba zakazów. Tzn. zupełnie nic sobie z nich nie robi. Psa oczywiście nie biję i jestem absolutnie przeciw, ale jak w takim razie pokazać psu, że coś mu jest absolutnie zabronione?? Ostatnio zaczęła mi gryźć listwy przypodłogowe, i robi to jak jestem w domu. Gdy zauważyłam szybko zareagowałam - mówię głośno i srogim głosem fe, nie wolno, NIE, zostaw. Mój pies wydaje mi się, że rozumie słowo nie, ale nic sobie z tego nie robi. Jej reakcją było merdanie, poszczekiwanie na mnie i dalej próbowała podgryzać. Musiałam te miejsca zastawić przedmiotami aby nie miała dostępu, po jakimś czasie straciła zainteresowanie. Co robić jeśli pies nie słucha komendy nie? Po prostu ją ignoruje :-/[/QUOTE] Nie rozumie słowa NIE, a Tobie nikt nie powiedział, jak prawidłowo go używać. NIE to jest dla psa za mało - wie, że ma przerwać gryzienie, ale co ma zrobić ZAMIAST GRYŹĆ LISTWY? Poza tym generalnie nagradzanie za to, że przestała gryźć to nie jest dobry pomysł, bo pies może wpaść na to, że wystarczy pogryźć listwę przez chwilę, żeby dostać nagrodę (po drodze jest jedynie NIE, ale ono przecież niewiele dla psa znaczy). Edene - kiedyś dyskutowałyśmy o przedszkolu... od nas wyszłabyś z wiedzą o przerywaniu takich zachowań z przedszkola :) Bo wszystkie szczeniaki próbują różne rzeczy gryźć,więc w przedszkolu trzeba o tym mówić.
×
×
  • Create New...