Jump to content
Dogomania

gerta

Members
  • Posts

    611
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gerta

  1. [quote name='Majkowska'] Z postu wynikło mi wyraźnie, że psa który stresuje sie wyjściem właścicieli nie należy przed zostawieniem wybiegiwać tylko właśnie bawić się z nim np tymi kubeczkami czy spacerować spokojnie na krótkiej smyczy. Ale może nie zrozumiałam.[/QUOTE] No tak, bo przed wyjściem bieganie pobudza psa emocjonalnie. Kubeczki można rano, można wieczorem - nie zaobserwowałam problemów z nadmiernym pobudzeniem po takim ćwiczeniu. A spacer poranny na smyczy, ale nie krótkiej (w sensie nie chodzi o to, żeby pies szedł cały czas przy nodze - niech sobie węszy, ale bez biegania). i ten spacer nie musi być wcale krótki, tylko chodzi o to, żeby nie był bardzo pobudzający. Apropos demolki - z moim psem mam wypraktykowane, że jeśli on jest już zluzowany, gdy wychodzę, to mu się demolka nie włączy. Dlatego spacer poranny to pierwsza moja aktywność po wstaniu. Po powrocie myję się, przebieram, jem niespieszne śniadanie, karmię moje psy, daje im gryzaki. Po spacerze spędzam z nimi średnio 45 minut, zanim wyjdę (tak, tak, żeby wyjść do pracy o 8:30 wstaję koło 6:30). Maxik jest już wtedy zaszyty w swojej norze (takie miejsce za łóżkiem, gdzie się chowa). Po powrocie jest normalnie spacer biegany, ćwiczenia z posłuszeństwa, zabawy i co nam tylko przyjdzie do głowy. Ostatnio mamy problem, bo Max miał operowane więzadła krzyżowe i od 4 miesięcy nie wolno mu biegać (z tego połowa czasu to były 2 spacery dziennie po około 10-15 minut - tylko na fizjologię, bo więcej mu nie było wolno). Ale mimo to Max funkcjonuje całkiem dobrze, gdy jest sam.
  2. A tak apropos jeszcze lęu separacyjnego - wiecie, że niektóre środki zapachowe i konserwujące dodawane do karm działają na psy pobudzająco? Producenci stosują je, bo pies aktywny jest postrzegany jako zdrowszy i w lepszej kondycji niż pies spokojny. Dlatego przy lęku separacyjnym warto zwrócić uwagę na to, co pies je. Niektóre psy reagują pobudzeniem na kukurydzę, która jest "zapychaczem" w wielu karmach. Ja wyeliminowałam z diety mojego psa kukurydzę i myślę, że to też mu pomogło.
  3. [quote name='Majkowska']Tu bym się nie w pełni zgodziła patrząc np na mojego psa. Zawsze starałam się żeby był wybiegany przed zostawieniem go. Wtedy zasypiał i nie dewastował. Jak nie wybiegiwałam to 15 minut wyjścia do sklepu i już coś było rozszarpane, a pies jak zbierałam się do wyjścia to cały w emocjach latał żebym go czasem nie zapomniała... [/QUOTE] Z tego co piszesz wynika dla mnie, że Twój pies niszczył z nudów, czy też inaczej - z braku rozładowania nadmiaru energii. Mój pies ma pełnoobjawowy lęk separacyjny - czyli denerwował się na długo przed moim wyjściem z domu (w początkowej fazie jego problemów pierwszy stres miał jak robiłam sobie poranną kawę - czyli jakieś 1,5h przed wyjściem do pracy). I nie polegało to tylko na śledzeniu mnie szykującej się do wyjścia z domu, ale on dyszał, ślinił się, chodził po domu nie mogąc sobie miejsca znaleźć, popiskiwał, nosił w zębach moje rzeczy. Na początku próbowaliśmy właśnie zmęczyć go porządnie rano, ale efekt był taki, że było jeszcze gorzej. Potem przenieśliśmy spacer biegany na wieczór i wszystko się poukładało. Ja to mam sprawdzone nie tylko na własnym psie, ale też na psach moich klientów, które miały lęk separacyjny. [quote name='Majkowska']I u niego wartościowy spacer to właśnie to bezdurne bieganie po łące. Gdybym chciała z nim bawić się kubeczkami po jogurcie czy uczyć go czegoś w momencie kiedy on chce pobiegać to ani ja bym psychicznie chyba nie wytrzymała ani on. Może źle z nim pracuję i może się nie znam, albo mam bardzo specyficznego psa, ale tak mi się wydaje po obserwacjach go....[/QUOTE] Bo kubeczki są oprócz, a nie zamiast biegania. W terapii lęku separacyjnego najpierw zaspokoić trzeba wszystkie psie potrzeby: - ruchu - pracy - odpowiedniego żywienia - zabawy i kontaktów socjalnych (ludzie i inne psy) A potem dołożyć - sygnał bezpieczeństwa (u mnie płyta z odpowiednim nagraniem), ograniczenie przestrzeni (klatka jest do tego najlepsza), odpowiednie ćwiczenia (np. kubeczki) oraz zmianę postawy właścicieli (czyli takie postępowanie, żeby nie wzmacniać lęku). Zawsze zaczyna się też od treningu zostawania w samotności, bo wielu psom tego właśnie brakuje. Jeśli jednak powyższe nie skutkuje warto sięgnąć po leki - bo zwierzę żyjące w trwałym stresie nie funkcjonuje dobrze, niestety. Mój pies w ostatnim "rzucie" lęku separacyjnego potrzebował ponad 6 miesięcy, by dojść do siebie i konieczne było zastosowanie leków. Ale mam teraz klienta z jamniczką miniaturową, która szczekała przez 8 godzin, gdy państwo byli w pracy i po 3 tygodniach treningu jest niesamowita poprawa. Teraz zdarza się jej szczekać już tylko, gdy ktoś łazi po korytarzu, ale trwa to chwilę i suczka się uspokaja. Decydującym czynnikiem w tym przypadku był trening posłuszeństwa - mała pracuje lepiej niż nie jeden ONek i po codziennym treningu nie w głowie jej szczekanie na bezdurno :)
  4. [quote name='Beatrx']a mój nigdy nie miał klatki, jak był szczylem to miał wydzielony "bezpieczny" pokój, gdzie nie mógł zginąć np. od kabli i tam się załatwiał jak nie mógł wytrzymać. jak się bierze szczyla to trzeba się z tym liczyć, że nakupane czy nasikane być może, w końcu taki wiek.[/QUOTE] W każdym pokoju można zginąć od kabli jak się jest wystarczająco pomysłowym psem... Mój Max wydłubał ze ściany puszkę elektryczną, a następnie pociągnął za kabel w niej ukryty ryjąc ścianę do wysokości 120 cm nad podłogą. Nie mam w domu żadnego pomieszczenia bez prądu, żeby mógł w nim bezpiecznie zostawać :roll: No ale Maxik jest farciarzem, bo akurat ten jeden kabel nie był pod napięciem, więc nic mu się nie stało. Jak stłukł szybę w drzwiach też jakoś fartownie się nie pokaleczył. O potłuczonych doniczkach od kwiatków to już nawet nie wspominam. Dlatego ja zawsze i wszystkich namawiam do treningu klatkowego. Tak jest bezpiecznie przede wszystkim dla psa.
  5. Z tymi interwencjami policji i straży miejskiej to różnie bywa. Mój kolega trenuje do maratonu i biega sobie pod Warszawą codziennie 20km. W jednej miejscowości jest pies, który wybiega z podwórka i atakuje biegacza, raz go nawet złapał za spodnie. Kolega pytał mnie co robić, bo z właścicielami nie idzie się dogadać, a psu nie chciałby robić krzywdy. Poradziłam telefon na policję (tam akurat nie ma straży miejskiej). Zadzwonił... Policja odmówiła przyjechania na miejsce i ukarania właściciela za niezabezpieczenie psa. Zaproponowali mojemu koledze wizytę na komisariacie i złożenie zawiadomienia w ten sposób, ale uprzedzili, że sprawę umorzą, bo świadków brak. Czasami to ręce opadają w takich sytuacjach...
  6. [quote name='Fauka']Ja teraz na szczeniaku będę testowała klatkę, chociaż problemu dużego nie będzie bo obecnie w domu cały czas ktoś jest. Zastanawia mnie jak to jest z tym zamykaniem szczyla w klatce na załóżmy 8 godzin, jeżeli jest zasada ze na początku maluch wytrzymuje mniej więcej tyle godzin, ile ma miesięcy.[/QUOTE] Ja bym nie ryzykowała zostawienia szczeniaka trzymiesięcznego w klatce na dłużej niż 3 godziny... Po pierwsze - po co ma się męczyć nie mogąc się załatwić. Po drugie - jak już nie wytrzyma i się zleje, to po jakimś czasie może się nauczyć, że leje się wszędzie, nawet na własne łóżko. Gdybym miała mieć szczenię, to zapewniłabym mu opiekę petsittera w ciągu dnia - tak, żeby wpadł do malucha 2 razy w ciągu dnia, wypuścić go na siku z klatki :) Czasem można skorzystać z pomocy sąsiadów, albo ich małoletnich pociech, które przecież wracają ze szkoły w ciągu dnia i mogą odwiedzić szczeniaka ;) A klatka dobrze wprowadzona od szczeniaka to zbawienie jest po prostu. Gdyby mój Max nie bał się zamykania drzwiczek, to i wakacyjnie byłoby nam o niebo łatwiej, bo można by go w hotelu czy wynajętym domku zostawić zamkniętego w klatce bez stresu. A tak to się trzeba gimnastykować, żeby w nowym miejscu nie zostawał sam, bo niestety lęk separacyjny mu wtedy wraca :( No i potrzeba zwykle ze 2-3 doby, żeby domku wakacyjnego nie roznosił...
  7. Jeśli pies wykazuje zachowania kompulsywne poza klatką, gdy jest sam (kręcenie się w kółko przez 4 godziny!), to lepiej dla niego, by zostawał w klatce. 3h spaceru to dla przeciętnego psa wystarczająca ilość aktywności - oczywiście jeśli w tym jest nie tylko bezdurne bieganie po łące, ale też trochę ćwiczeń i zabaw. Pies jako drapieżnik powinien spać 16-18h na dobę (tak przynajmniej twierdzą szwedzcy behawioryści), bo mając 6-8 godzin aktywności w ciągu doby sprawiają najmniej problemów wychowawczych. Co do psa z lękiem separacyjnym - spacer przed zostawieniem psa samego w domu powinien być spokojny. Najlepiej na smyczy (2-3 m), na zmiennych trasach (żeby pies angażował nos w ten spacer) połączony z ćwiczeniami posłuszeństwa. Po spacerze pies powinien mieć czas na wyciszenie w obecności właściciela - posiłek + gryzak powinny załatwić temat. Wychodzenie na biegany spacer rano, powrót i zostawienie rozentuzjazmowanego psa nagle samego powoduje, że zwierzak nie może się wyciszyć. Aktywność fizyczną lepiej organizować na spacerze wieczornym - tak, żeby pies się wybiegał, wybawił, wymęczył (tu warto robić sesje nauki sztuczek), ale potem, żeby już nie musiał być sam. Można też poćwiczyć posiłki w postaci wyszukiwania jedzenia pod kubkami po jogurcie. Bierzemy 20 kubeczków, karmę suchą rozkładamy pod nimi i pies żeby zjeść musi podnosić kubeczki. Z czasem można wkładać żarcie tylko pod część kubeczków - wtedy dodatkowo pracuje nos, bo trzeba znaleźć jedzenie. Bardzo dobrze to ćwiczenie robi na głowę pobudliwcom :) Jeśli pies wokalizuje przez pół godziny po zostawieniu samemu warto popracować jeszcze nad jego wyciszaniem się. Ja u swojego psa uwarunkowałam specjalne nagranie, jako sygnał bezpieczeństwa. Gdy włączam płytę Max układa się do drzemki (a kiedyś łaził po domu, dyszał, a gdy już został sam wyciągał kable ze ścian, szafy z ubrań i gryzł nam książki - u niego klatka nie wchodzi w grę, bo po zamknięciu drzwiczek ma napady paniki, nawet jeśli jestem obok niego). Płyta gra w trybie repeat all przez cały dzień, także przez jakiś czas przed moim wyjściem i po powrocie.
  8. [quote name='Anulka25']Witam, jestem nowa i chcialabym zaczerpnac waszych rad i opinii. Mam problem z moim psiakiem, problem dotyczy siusiania gdzie popadnie:( Wiem, wiem temat byl nie raz ale nie znalazlam odp na moj problem:razz: Tofik ma 10 tyg jest u nas juz od jakiegos czasu i na poczatku jakos w miare udawalo mu sie trafic z tyleczkiem na mate i tam sie zalatwic. Oczywiscie chwalilam zachwycalam sie itp. Ale teraz robi wszedzie aby nie na wydzielone miejsce, omija maty wielkim lukiem i robi obok albo tam gdzie stanie. Probowalam juz trikow z klaskaniem i przerywaniem mu kiedy zaczynal sikac i od razu zanosilam na mate ale postal popatrzyl na mnie i biegl sie bawic a za chwile luuu gdzies na podloge. Za kazdym razem mowie "nie wolno!" ale to nic nie daje. Ostatnio nawet mam wrazenie ze maly wie ze ja go pilnuje i chodze za nim jak widze ze mu sie chce to obserwuje mnie wacha wacha i jak sie przymierza a ja jestem tuz obok to udaje ze sie kladzie albo siada i patrzy jakby chcial powiedziec: "a figa! i tak narobie jak odejdziesz". Odbieram takie wrazenie ze probuje mi robic na zlosc-czy to mozliwe? Boje sie ze gdzies popelnilam blad, przyznaje sie ze kilka razy krzyknelam na niego jaj robil dzie nie powinien, moze to przez to teraz sie tak zachowuje?:oops: Nie oczekuje ze bedzie juz perfekcyjny ale chociaz zebym widziala ze on cos kuma w tym kierunku. Doradzcie mi jak mam to rozegrac? Maluch jest kochanym madrym pieskiem umie juz nawet siad i lezec, ale tego nie chce pojac:placz: Sadze niestety ze to ja cos robie zle i dlatego podszebuje waszej rady... Jest jeszcze jeden problem Tofik siusia do legowiska i na koc tam gdzie spi i tak jest od poczatku-dlaczego? Podobno psy nie powinny sie zalatwiac tam gdzie spia:angryy: I tez nie wiem jak go tego oduczyc.. Przepraszam ze tak dlugo ale chcialam wam to tak w miare dobrze naswietlic;) Dziekuje i czekam na odzew... Anula[/QUOTE] Po pierwsze nie karć - w żaden sposób. Po drugie - osobiście przerywanie sikania uważam za mało skuteczne. O wiele lepiej jest po prostu małego upilnować Po trzecie - karm o stałych porach, to i siku i kupa będą w miarę o stałych porach Po czwarte - szczeniak sika zawsze po drzemce, po jedzeniu, po intensywnej zabawie (tu akurat musisz sama pilnować po jakim czasie małemu może się zachcieć, bo on tego nie ogarnia jeszcze). Do 4-5 miesiąca życia sika też w nocy - trzeba niestety budzik sobie nastawić i wstawać do malucha, jak do dziecka. Brak wpadek podstawą sukcesu. Sika na posłanie, bo uczysz go sikania na maty - to miękkie i to miękkie, więc robi na tym, co według niego Tobie pasuje. Jeśli pies jest z hodowli - może hodowca popełnił błąd i uniemożliwiał szczeniakom wypełzanie z gniazda na pewnym etapie ich życia. Jak jest z pseudohodowli albo ze schroniska - to po prostu nie miał okazji nauczyć się, że w gnieździe się nie leje, bo niby jak?
  9. [quote name='aniolek64'] Jeśli chodzi o długie spacery - zdarza się, że jest na dworze kilka godzin, a i tak załatwia się dopiero po powrocie do domu. Może rzeczywiście trochę za dużo od niego oczekuję, [/QUOTE] Mały może czuć się bezpiecznie w domu i dlatego woli tu się załatwiać niż "w wielkim świecie". Chwal go i nagradzaj za załatwianie na zewnątrz, to szybciej zrozumie o co chodzi. Dobrze też nauczyć psa załatwiania na komendę (wystarczy podłożyć ją pod tę czynność) oraz przyjąć zasadę, że na spacerze najpierw robimy siku i kupę, a dopiero potem są zabawy i inne przyjemności. [quote name='aniolek64']Największy problem na chwilę obecną to nadmierne spożywanie pokarmów z trawnika. Chodzi, węszy i zawsze coś znajdzie. Czy polecacie w takiej sytuacji kaganiec? Przyznam, że mimo że to szczeniak to niesamowicie agresywny przy próbie wyciągnięcia mu czegokolwiek (a głównie kości) z pyska. Warczy i gryzie przy tym okrutnie mocno. Próbuje go na spokojnie przekupić smakołykami, żeby oddał to co znajdzie, ale jak znajdzie kość to nie ma szans. Za nic nie odda. Mimo wszystko walczę i jakoś udaje mi się przejąć zdobycz - choć jemu też zawsze udaje się coś zjeść. Co zrobić z takim agresywnym szczeniakiem w takich sytuacjach?[/QUOTE] Zabierając i przekupując raczej nie osiągniesz zamierzonego skutku. W szczególności zabierając siłą spowodujesz jedynie, że mały zacznie wręcz uciekać przed Tobą ze zdobyczą w pysku. Zamaist tego proponuję nauczyć malucha, że wszystkie "żujce" są dostępne wyłącznie w Twojej dłoni. Robię tak z przedszkolakami u nas w szkole i po dosłownie kilku tygodniach maluchy przynoszą właścicielom to co znajdą i bez problemu oddają im to do ręki (inna sprawa, że taka dobrze podśmiardnięta padlinka lub spleśniały chleb ciężko chwycić dłonią na spacerze). Czyli w ramach relaksacji ze szczeniakiem codziennie gryziecie sobie razem np. ucho królicze. Ty je trzymasz w dłoni, siedząc obok psa, a on to sobie "obrabia" ząbkami...
  10. [quote name='jalola']Tak moze rzeczywiscie ma za malo ruchu, ale dzialka jest duza, wiec sądze iz wybiegac sie moze. Jesli chodzi o dluzsze spaceryn na smyczy to odpada, jak juz wapominalam to pies skrzywdzony przez czlowieka, boi sie ludzi, ruchu i hałasu i za bramę posesji za nic nie chce wyjsc, ale pracujemy nad tym, bo nie moze sie bac. W ciagu 3mcy i tak zrobila dużżże postępy :)[/QUOTE] Potraktuj ogród, jak rodzaj parku - wychodź tam z psem na smyczy - ćwiczcie chodzenie na smyczy, przywołanie, siadanie, warowanie. Bawcie się ze sobą - przeciąganie sznura, aportowanie, berek (pies goni Ciebie, nie Ty psa). [quote name='jalola']A mat do sikania uzywala bardzo dlugo, bo jeszcze u poprzedniej wlascicielki, ktora w ogole z nia nie wychodzila na dwor i mysle ze tym ją troche 'zepsula'. Tak jak ktos wyzej napisal,zeby te maty zsikane przesuwac coraz blizej drzwi - to juz przerabialismy, ale nie dalo rezultatow. Poza tym mimo iz miala maty do sikania, to sikala i na maty i na panele, dywany itd. [/QUOTE] Pies mniej więcej do szóstego miesiąca życia wykształca tzw. preferencję podłoża przy załatwianiu się. Dlatego maty trzeba stosować bardzo krótko, bo jak się pies przyzwyczai do sikania na miękkim, to potem sika na dywany/wykładziny/wycieraczki/własne posłanie i nie chce załatwiać się na zewnątrz. W domu nie wolno powiedzieć do psa ani słowa, jeśli załatwi się gdziekolwiek, żadne NIE WOLNO, żadne nic. Bo po pierwsze może zaprzestać załatwiania się przy ludziach i wtedy jest dramat na spacerach, a po drugie może pójść w przeciwnym kierunku i sikać wymuszająco - czyli jak się nic nie dzieje, to siknę na środku, wtedy pańciostwo zaczną się mną zajmować... [quote name='jalola']A jesli chodzi o linki, dluzsze smycze to panicznie sie ich boi, probowalam wziac ja na taka dluzsza linke to dostala ataku spazmow, moze ktos ja trzymal na lancuchu albo bił?[/QUOTE] To należy po prostu odwrażliwić - zwykle dwie-trzy sesje wystarczą, żeby pies się przyzwyczaił do linki :) [quote name='jalola']O szkoleniu profesjonalnym jeszcze nie mysle, chce sama ją nuczyc, do tej pory z innymi psami sie udawalo, nie przyjmuje do wiadomości ze z nią nie wyjdzie i bede musiala siegnac po pomoc specjalisty, to bylaby moja osobista porazka... ;)[/QUOTE] Nie rozumiem takiego podejścia... Szkoły dla psów są po to, żeby pomóc właścicielowi, wskazać nowe sposoby, czasem spojrzeć i ocenić z boku postęp w wychowaniu zwierzęcia. Z psem po przejściach tym bardziej warto pójść do specjalisty, bo z racji większego doświadczenie może istotnie pomóc. Jeśli pies przekopuje ogród, to może lepiej wydać kasę na szkolenie niż na nowe rośliny...
  11. Problem reaktywności w obecności innych psów może pomóc rozwiązać... szkolenie grupowe z doświadczonym trenerem, który może pozwolić sobie na obecność takiego psa w grupie. Zajęcia na placu pomagają nauczyć psa, że w obecności innych czworonogów można się skupić i pracować :)
  12. [quote name='jalola'] Mamy z nią same problemy i powiem szczerze ze juz wszyscy siadamy psychicznie, wiedzielismy co to jest szczeniak, a tym bardziej po przejsciach, gdzie ludzie i przezycia daly jej wkość, no ale juz po 3 mies. opadlismy z sil i nie wiemy co dalej...[/QUOTE] Proponuję pójść z psem do szkoły... Trener powie, jak psa nauczyć wszystkiego co potrzebne i wesprze psychicznie :) [quote name='jalola'] Problem pierwszy: jak przystalo na sznaucerke, jest krnąbrna, mówiąc delikatnie. W domu nie słucha się nikogo, nie reaguje na :zostan", zostaw itp. natomiast reaguje na swoje imię bardzo dobrze. Jeśli chodzi o przebywanie na zewnątrz w ogrodzie, to jest totalna katastrofa, dostaje jakby "malpiego rozumu" ;) nie stłucha sie juz w ogole, nie reaguje jak sie ją woła, ucieka itd. trzeba ją sprytem na jakieś smakołyki zwabiać co jest mega męczące... Nie wiem co jest tego powodem, moze zrobilismy cos nie tak? Dlaczego nie chce przyjsc jak sie ją woła? Kładzie sie na trawie albo ucieka przed nami.[/QUOTE] Ośmiomiesięczny sznaucer jeśli z tych większych ma prawo być krnąbrny - dojrzewa i jest trochę jak 17 letni chłopak ;) Powodem niechęci do wracania na zawołanie może być zbyt mała liczba spacerów oraz fakt, że wołacie ją po to, żeby zakończyć zabawę, a nie po to, żeby ją rozpocząć. Skoro po zaowłaniu trzeba wracać do domu, to lepiej nie wracać... ot prosta psia logika :) [quote name='jalola'] I wreszcze problem II: czystosc, a raczej jej brak. SIka i robi kupiaki w domu. Na kupiaki upodobala sobie salon :D Zdarzy sie jej dac znak ze chce wyjsc za potrzebą, ale tylko czasami. Potrafi nawet przyjsc ze spaceru, czy to biegania luzem po ogrodzie czy spaceru na smyczy i robi wielkiego kałużaka na panelach, dywanach i płytkach. Zawsze myslalam ze pies w tym wieku (8mcy) juz powinien zalapac problem, a tu taki klops. Dom jest przewrocony do gory nogami, dywany nadawaly sie tylko do wyrzucenia, panele odchodzą, smród w całym domu niemiłosierny, a my zaczynamy załować ze ją zaadoptowaliśmy... [/QUOTE] Trzeba przeprowadzić z nią prawidłowy trening czystości. w skrócie: - posiłki o stałych porach - spacery po każdej drzemce, zabawie i jedzeniu + w nocy jeśli zdarzają się wpadki w nocy (trzeba posiedzieć i sprawdzić, o której się budzi) - za siusiu i kupę na dworze stosowna nagroda - radość szalona ze strony opiekuna + smakołyk - gdy zdarzy się wpadka w domu - sprzątamy dokładnie, ale niekoniecznie od razu, nie karcimy psa, udajemy, że nic się nie stało - przed każdym spacerem prosimy psa, by wykonał siad pod drzwiami (zacznie to robić, gdy zachce jej się wyjść). Dom trzeba wysprzątać tak, żeby usunąć zapach odchodów. Jeśli Wy go czujecie, to pies na pewno też, więc załatwia się w miejscach 'oznaczonych', bo według niej one służą do załatwiania się... Jeśli ktoś dobrze wykona trening czystości, to zwykle po 2-3 tygodnia nawet u małego (2-3 miesięcznego) psa wpadki zdarzają się sporadycznie. Bez treningu pies może załatwiać się w domu nawet całe życie...
  13. [quote name='Kocurkotka']Wiem że mogę skorzystać z pomocy treserów i behawiorystów ale nie mam na to pieniędzy i czasu na kolejnego psa, ja w swoim domu mam wydatki a teściowa ma dom do remontu (dzięki tej suni) Ja niestety nie wyłożę pieniędzy na tresurę a tym bardziej teściowa Wkrótce mnie czeka szkolenie pod kontem posłuszeństwa szczeniaka BOS'a i pracuje nadal nad ON nie mam czasu na haskę - wszystko dzieje się za szybko[/QUOTE] To jest argument, którego nigdy nie pojmę chyba... Jak już zgłaszają się do mnie jako trenera ludzie z psem, który niszczy w domu, to mają zjedzone co najmniej 2 kanapy, 3 regały i zerwaną tapetę/wykładzinę * niepotrzebne skreślić... Zamiast pójść do specjalisty, gdy pies pogryzł pierwszą książkę, czy pilota od telewizora i zaoszczędzić sobie kosztów p.t. wymiana mebli :roll: Dom do remontu macie na własne życzenie, to nie jest wina psa... 5 słów o psach, które niszczą: 1. zaspokojenie potrzeb - ruchu, kontaktu z człowiekiem, pracy, odpoczynku i poczucia bezpieczeństwa (tu chodzi o stabilną, spokojną atmosferę w domu i mocny rytualizm w życiu codziennym). Jeśli takiemu psu brakuje choćby jednego z powyższych elementów, to już można zamawiać nową kanapę. Ważne jest, by nie żegnać się wylewnie z psem, a przed wyjściem dać psu czas na ochłonięcie po np. spacerze (dlatego spacer przed zostaniem samemu powinien być spokojny). Nigdy nie wolno karcić psa po powrocie, bo to potęguje problem bardzo szybko i znacząco. 2. trening zostawania w samotności - należy przeprowadzić zawsze, zanim się powie "pies się nie nadaje do życia w domu, oddaję do schronu" 3. stan zdrowia - psy czasem niszczą nie z powodu tęsknoty za właścicielem, ale np. z powodu choroby 4. zapewnienie psu stałej opieki - można poprosić sąsiadkę, kuzyna, albo profesjonalnego petsittera o opiekę nad psem podczas naszej nieobecności w domu. To wbrew pozorom kosztuje znacznie mniej niż wymiana mebli ;) 5. jeśli powyższe mamy odrobione, a pies dalej niszczy, to warto sięgnąć po łagodne leki uspokające. Załagodzą problem i dadzą nam czas na odpracowanie tematu. W tym konkretnym przypadku radziłabym suczkę wysterylizować (dziwię się, że schronisko wydało ją bez przeprowadzenia tego zabiegu i że nie dopilnowało jego przeprowadzenia).
  14. [quote name='knypasek']ojej, to mieszaniec jamnika ze spanielem, nie wiem,czemu napisałam, ze seter. Ale sierść chyba podobna W weekend będziemy we trójkę omawiać tę sprawę. Moze uda mi się wstawić klatkę do naszego pokoju, aby dzień spędzała na dworze, a noc w pokoju. Cały czas liczę jeszcze na któryś przedpokój (drzwi w przedpokoju pierwszego do kuchni są zamykane, a z jednego przedpokoju wychodzi się do takiego drugiego, mniejszego też z zamykanymi drzwiami do sypialni i łazienki), szczególnie, ze pies nie gryzie butów, ani nie niszczy (oprócz drapania w drzwi, ale to wtedy, kiedy zostaje sama). Na pewno nie przejdzie swobodne chodzenie psa po domu (wg teściowej to jakaś miejska fanaberia :P) Niestety nie mogę zostać w mieście, ponieważ nie stać nas na mieszkanie tutaj, szczególnie, że narzeczony zamierza studiować w mieście nieopodal rodzinnego domu. I dojazdy do niego, i mieszkanie samej nie wchodzi w rachubę. Na pewno psa nie oddam, ale muszę znaleźć jakiś kompromis z przyszłą teściową. Jak zostanę w mieście to nie mam gdzie iść, szczególnie z psem, ciężko będzie wynając choćby pokój posiadając zwierzaka. Umowa adopcyjna jest na moją mamę, która w marcu wyjechała za granicę. Moja siostra ma już sukę amstaffa, więc sunia trafiła do mnie.[/QUOTE] Taki cytat ostatnio widziałam - może niedokładnie zacytuję: "Jeśli kochasz mnie, pokochaj i mojego psa" Zostawienie psa na stałe na podwórku to nie jest kompromis - co najwyżej tzw. zgniły kompromis. Dlaczego suczka ma siedzieć w kojcu 24h? Na wsi przecież też można z psem na spacer wyjść. A mieszkanie psów w domach wzięło się właśnie ze wsi. 100 lat temu na wsi pies mieszkał razem z innymi bydlątkami w przeznaczonej do tego części domu, która od mieszkania dla ludzi oddzielona była zwykle taką sienią z drzwiami. Psy użytkowe mieszkały często razem z opiekunami (np. psy myśliwskie) lub w ogóle w osobnych psiarniach (jeśli ktoś posiadał polującą sforę). Budy i łańcuchy to wynalazek powojenny (ale nie dokopałam się źródeł tego wypaczenia). Na Twoim miejscu brałabym pod uwagę 4 rozwiązania: - znalezienie psu nowego domu, w którym będzie mogła mieszkać z ludźmi, do czego jest przyzwyczajona - znalezienie taniego mieszkania, w którym moglibyście mieszkać razem z psem - uzgodnienie z teściową tego, że pies mieszka w Waszym pokoju i ma prawo przechodzić przez przedpokój i bawić się w ogrodzie - zmianę teściowej...
  15. [quote name='mina21']natomiast czasami puści się w pogoń za jakimś upatrzonym człowiekiem i wtedy, podskakując bardzo blisko niego, zajadle szczeka. Nie ma opcji wtedy, żeby ją przywołać, trzeba po nią podejść i odciągnąć. [/QUOTE] W takiej sytuacji należy podejść do psa [B]bez słowa [/B]i asertywnie, bez szarpania odejść z nią przytrzymując za obrożę. Gdy przestanie szczekać, można zaproponować jej wykonanie ćwiczenia (np. siad) i nagrodzić ją za współpracę. Jeśli krzyczycie, to pies myśli, że szczekacie razem z nim - czuje wsparcie. Jeśli gadacie do niej po takim incydencie - nagradzacie ją za to zachowanie (nie ważne, że to jest połajanka, Wasza uwaga jest nagrodą). [quote name='mina21']W ogóle również nie załapuje treningu czystości - jest wyprowadzana regularnie i często, załatwia się na dworze bardzo ładnie, dostaje entuzjastyczne pochwaly i smakołyki, ale mimo wszystko załatwia sie często w domu, w ogóle nie pokazując nam, że chce wyjść na dwór, potrafi nieraz zrobić siku dosłownie z marszu albo podczas zabawy.[/QUOTE] Regularnie i często to nie to samo co wtedy, kiedy powinno się wyjść z psem. Powtórzę jeszcze raz: po każdej drzemce, po jedzeniu i po zabawie. W tym ostatnim przypadku może być tak, że pies sika z emocji w trakcie zabawy (mojemu psu zdarzyło się zsikać w domu podczas zabawy z dziećmi jak miał już 1,5 roku i nie sikał w domu od dawna). Zadanie właściciela polega na tym, by upilnować - czyli wyjść z nią w trakcie zabawy, zanim się zleje. Żeby zaczęła pokazywać warto nauczyć ją, że przed wyjściem z domu siada się przed drzwiami. Większość psów zaczyna wtedy siadać pod drzwiami, jak im się siusiu chce... [quote name='mina21'] Nie wiem, czy dobrze robimy, ale zauważyliśmy, że mała bardzo wycisza się i uspokaja kiedy jest do nas przytulona, więc często zdarza się nam brać ją na ręce czy na kolana, Czarna wtedy natychmiast się odpręża i zasypia albo po prostu leży zrelaksowana i obserwuje otoczenie.[/QUOTE] Tu trzeba uważać, żeby nie rozwinął się lęk separacyjny z powodu nadmiernego przywiązania do ludzi. Warto byłoby, żeby mała umiała odprężyć się sama na posłanku, a nie tylko przy Was czy na kolanach. [quote name='mina21'] Poza tym mam poważne wątpliwości dotyczące jej stosunków z naszym drugim psem. Moja Dita nie jest przykładem miłego usposobienia do innych psów, ale generalnie w domu panuje zgoda. Ostatnio nawet zaczęły się bawić, ale teraz wydaje mi się, że to co początkowo bylo zabawą, zaczyna przeradzać się w jakiś rodzaj normalnej walki. Czarna bardzo agresywnie rzuca się na Ditę, gryzie ją mocno w ogon, uszy i za skórę na szyi. Dita próbuje ją odganiać, często "bije" ją łapą albo łapie zębami za kark, żeby przywołać Czarną do porządku, ale wtedy ona wpada w jeszcze wiekszy szał, skacze na Ditę i drapie ją łapami po pysku. Dita nie jest na tyle stanowcza, żeby Carną jakoś poważnie skrzywdzić czy nawet groźniej warknąć, więc często kończy się na tym, że duży pies po prostu ucieka przed malym szczeniakiem. Nie wiem, czy w czasie takich "zabaw" powinnam jakoś interweniować, czy po prostu zostawić je same sobie?[/QUOTE] Zrównoważone dorosłe psy traktują szczeniaki z pobłażaniem. Ale im też się należy chwila spokoju. Jak widzicie, że starsza suczka ma dość zabawy, to warto maluchowi zaproponować np. gryzienie gryzaka zamiast zabawy z suczką. Jeśli nie zechce, to można ją wystawić do innego pomieszczenia. Ja moje tymczasy uczyłam zawsze, że jak mój pies leży u siebie na posłaniu, to się do niego nie podchodzi (on mi w tym skutecznie pomagał, powarkując czasem na szczyla, gdy mu ten przeszkadzał). Po prostu odwoływałam szczeniaki od niego, gdy drzemał na posłanku. Z 7 tymczasowiczów, tylko jeden uczył się tego dłużej niż tydzień. Reszta łapała koncepcję w ciągu 3-4 dni. I po tym czasie mój Max bawił się ze szczeniakami, a jak miał dość zabawy szedł na miejsce i odpoczywał :D
  16. [quote name='Radekk29']Witam wszystkich mam następujący problem wczoraj byliśmy z żoną w schronisku adoptować psa wybraliśmy 1,5 roczna suczkę Owczarka miniaturkę o której nam powiedziano ze już wcześniej była adoptowana przez starszego Pana i bita i mocno boi się facetów podchodzi do mnie lecz ma ogon spuszczony na dół a gdy podchodzę do niej do się kładzie na plecach .Do żony normalnie podchodzi merda ogonem się bawi Kolejny problem polega na tym że zaczeła się załatwiać w domu gdy się z nią wyjdzie to jedynie chodzi i nie chce się załatwić .Jak sobie z tym poradzić?????[/QUOTE] O adoptowanych psach trochę pisałam dla portalu psy24 - tu jest taki dział o adoptowanych: [URL]http://www.psy24.pl/4818-Fajny-Pies-Ale-Bezdomny.html[/URL] Jeśli chodzi o załatwianie w domu, to Asiak_kasia dobrze napisała o treningu czystości jak u szczeniaka. Chciałabym tylko dorzucić, że wiele psów po adopcji ma ten problem bardzo krótkoterminowo - 1-3 dni. Jeśli właściciele nie karcą psa za załatwianie w domu, a cieszą się i nagradzają za siusiu na spacerze, to szybko mija ;)
  17. [quote name='czi_czi']a wiecie może jak reagować na jego wrzaski gdy inny pies chce go obwąchiwać? czy pozwalać mu na tą histerię? co robić jak to on innego psa obwąchuje?[/QUOTE] Czi_czi, ja z moją suką mam tak, że przy powitaniu z obcym psem muszę jej podpowiadać jak się ma zachować. Mamy komendę "grzecznie", która znaczy z grubsza tyle, co "nie pokazuj zębów od razu". W większości przypadków działa, ale... nagrodą w jej przypadku jest pochwała i możliwość odejścia od strasznego psa lub - jeśli po przywitaniu pies nie okaże się straszny bardzo - możliwość zabawy. Gdy Kora reagowała histerycznie na psy (zdarza się jej nadal) to mieliśmy dwie strategie - albo skupialiśmy jej uwagę i odchodziliśmy od psa bez powitania, albo ignorowaliśmy jej histerię (tylko jeśli pies był poza zasięgiem jej zębów i był mega zrównoważony) i czekaliśmy aż sama się uspokoi lub odejdzie (oczywiście wtedy nagroda - słowna lub zabawa). Przy czym brnęliśmy konsekwentnie w jedną z tych strategii - czyli jak zaczęliśmy skupiać uwagę i nie szło, to odchodziliśmy dalej i próbowaliśmy skupić uwagę, aż wyszło. A jeśli zdecydowaliśmy się przeczekać, to... czekaliśmy czasem dobre 5-10 minut. Zwykle psu na dłużej nie starcza pary. Jak Twój pies obwąchuje innego to pilnuj, żeby broń Boże nie napiąć smyczy. Możesz spokojnym głosem chwalić go jeśli robi to "grzecznie". I reagować NIE lub wydaniem komendy na spokój, gdy zobaczysz najmniejszy zwiastun rosnącego napięcia. Poruszaj się powoli, a jeśli pies ma szanse zobaczyć Twoją twarz - możesz ziewać i oblizywać powietrze. Wbrew pozorom to działa :D Na psach klientów stosowałam też nagradzanie smakołykami za zachowanie spokoju przy obwąchiwaniu, ale Twój zdaje się broni żarcia, więc raczej bym nie ryzykowała ;)
  18. [quote name='asiak_kasia']Gerta, u mojego agesora to był taki time-out, on ochłonał w tym czasie, spuścił parę, odzyskiwał świadomość, że tak powiem. Równie dobrze mogłby to byc siad, waruj czy cokolwiek innego. Na niego taka gleba działała kojąco. Ja tam już nie wnikam co to miało imitować, u nas po prostu lezenie na boku, psa uspokajało. Na mojego działało, ale to wcale nie znaczy, że na inne tez zadziała. Dlatego ja się tutaj tylko dziele swoimi doświadczeniami, co sama podkreślam, nie wiem co bym zrobiła z takim psem jakiego ma czi_czi. Na moją mega pobudliwa młodsza sukę gleba działa dokładnie tak samo, uspokaja, pies się relaksuje, także, albo ze mnie taki doskonały "zaklinacz psów" albo faktycznie ta pozycja sama w sobie psa zmusza do wrzucenia na luz. Chociaż to była zawsze ostateczność, jezeli wszystkie inne opcje zawodziły ;)[/QUOTE] Asiak_kasia ja swoje psy oba nauczyłam komendy Boczek, bo faktycznie pies w pozycji na boku łatwiej się uspokaja. Ale gdy przyjmują tę pozycję na komendę, a nie z powodu tego, że ja je do tej pozycji przymuszę, to dużo łatwiej osiągnąć efekt :) Poza tym z moją suką akurat w sytuacji "amoku" próby dotknięcia kończyły się... pogryzieniami. Ale ona jest wyjątkowym przypadkiem ;) Psów nie odpracowaliśmy do końca, ale mieszkamy w miejscu, w którym mała rzadko wpada na obce psy, więc trudno. Ważne, że ludzi już nie gryzie ze strachu :multi: Dla niej time-outem było zastosowanie poduszki, którą przynosiła na rozkaz, gdy przychodzili goście i widać było, że pies się stresuje. Zamiast gryźć ludzi po rękach do krwi memłała sobie poduchę. Do dziś jest tak, że gdy w domu robi się tłum, to Korka przynosi poduszkę i memła, chociaż nikt jej o to nie prosi. No i od paru ładnych lat nie ugryzła nikogo, a większość gości wita ją głaskaniem :)
  19. gerta

    nie lubi dzieci

    [quote name='Majkowska']To jeszcze mam jedno pytanko... Co wg Was powinnam zrobić w sytuacji kiedy pojawia się dziecko i pies zaczyna kombinować, niepokoić się...? Przykład z dziś - jechaliśmy autobusem. Wsiedliśmy do pustego, pies w kagańcu , położył się obok mnie. Wsiadają dwie małe dziewczynki - przeszły obok psa (może kątem oka na niego rzuciły, ale większej uwagi nie zwróciły)i usiadły na siedzeniu naprzeciwko. Obserwował je cały czas, aż jak zaczęły sobie coś machać rękami to zawarczał. Złapałam delikatnie za paseczek od kagańca więc pies się odwrócił i usiadł w drugą stronę. Kazałam mu usiąść i usiadł. Już zaczynałam być dumna a tu kolejny przystanek i do autobusu wsiada trójka - dziewczynka i dwóch chłopaczków... Pies się patrzy, ale bez reakcji więc ja też staram sie zachować spokój. A chłopaczki wojują, podskakują, pokrzykują, wieszają sie na barierkach i śmigają psu przed nosem... Widzę że pies siedzi, ale już łapie stresa, nie warczy ale oczy mu latają za chłopaczkami... Ja też zaczynam dzieci obserwować i przewidywać ich skoczne kroki, aż tu nagle jeden z nich robi skok w stronę siedzenia, autobus skręca i chłopaczka zarzuca na pysk mojego psa. Nie zawarczał ale to wzmogło jego czujność, chłopaczki są jeszcze bardziej na radarze. Staram się nad wszystkim panować, ale tak naprawdę to jestem bliska tego żeby wysiąść... Tym bardziej że wsiada jeszcze kilka dzieci od całkiem małych po średnie... Wiem że mój stres udziela się psu, ale trochę ciężko się w takim momencie opanować i co gorsze nie wiem jak prawidłowo wtedy zareagować. Wczoraj naszczekał nam też na całkiem dużego chłopca ( może z 12 lat i to chłopczyk był dość wyrośnięty) - stały panie z pieskami, myśmy podeszli i było powitanie. Pogłaskała go jedna pani, pogłaskała go druga pani a jak chłopak wyciągnął rękę to go obszczekał. Pani która z nim była zrobiła mu reprymendę bo podszedł do psa z patykiem, ale ja wiem że gdyby nie miał tego patyka to pewnie też by pies na niego najechał... No i co robić jak przyjedzie do nas rodzina z dziećmi? Bo na ulicy,ok, mogę zmienić kierunek, mogę dziecko odgonić, mogę matce wytknąć żeby dziecko nie dolatywało do psa...ale na ulicy. A w domu przecież nie powiem np nie przyjeżdzajcie do nas z dziećmi bo pies się boi... Rodzina też niekoniecznie widząc ujadającego psa chce swoje dzieci z nim oswajać. Najprościej psa zamknąć, ale widzę że zamykanie go jeszcze bardziej go wyostrza na dzieci. A całkiem niedawno jeszcze biegał po balkonie między tą samą dwójką, dwie kolejne ich wizyty odsiedział w pokoju lub w klatce rozrywając w nerwach materacyk... Powoli robi mi się chyba błędne koło...[/QUOTE] W tym autobusie, przez kaganiec też można podawać psu smakołyki, dopóki jest spokojny - najlepiej od momentu gdy wsiada pierwsze dziecko, aż po sam koniec podróży (smaczki maleńkie, żeby się nie przejadł i nie zwymiotował z nadmiaru), a sporych odstępach czasu, w międzyczasie powtarzając komendę - uspokajacz (ja np. mówię SPOOOOKÓJ, powoli, cicho). Temat dzieci należy z tym psem odpracować - najlepiej pod okiem fachowca, który pokaże ćwiczenia i powie, jak je wykonywać bezpiecznie. Jeśli chodzi o wizyty ludzi z dziećmi, to najlepiej byłoby nauczyć psa, że podczas wizyt może się schować na swoim miejscu i tam jest fajnie (pyszny gryzak na czas wizyty - KONG, albo kość). Posłanko powinno być w zacisznym miejscu, ale nie koniecznie w osobnym pokoju. Dzieci powinny mieć powiedziane, że jak pies jest na posłanku, to się go tam nie niepokoi - czyli nie biega się metr od posłanka (a może nawet 2), nie krzyczy i do psa na posłaniu nie podchodzi. Jak chcą się witać z psem, niech staną do niego bokiem i zawołają po imieniu - jak podejdzie mogą mu pozwolić się obwąchać i mogą wypuścić z dłoni smakołyk, ale nie wolno im wyciągać rąk do psa, ani tym bardziej nachylać się nad nim. I przede wszystkim, jak pies nie chce podejść - trudno, nie musi!
  20. [quote name='asiak_kasia']I zasadniczo ja bym przy każdym takim ataku zafundowała mu glebę. Ale to wiesz-ja używająca awersji- i niekoniecznie się to sprawdzi u Ciebie. NA mojego agresora gleba od czasu do czasu działała bardzo uspokajająco. [/QUOTE] To akurat nie jest dobry pomysł. Przy psie pobudliwym człowiek powinien być mega spokojny, zrównoważony i przewidywalny dla całego psiego towarzystwa. Tzw. alpha -roll który ma imitować to co robią sobie wzajemnie psy czy wilki bardzo trudno jest wykonać człowiekowi. Nam brakuje wyczucia i spójności komunikatów (kontroli nad ciałem po prostu). I apropos faworyzowania jednego z psów - w tym psim stadzie nie ma ustalonego układu między psami (dlatego też dochodzi do spinek). W układach wielopsowych relacje nie są tak proste, jak hierarchia - mam to na przykładzie psów własnych i tymczasów, które u nas bywały. Max generalnie może sobie na więcej pozwolić - Kora mu ustąpi miejsca na kanapie i odda smaka, ale już nie każdą zabawkę. Co ciekawe to ona inicjuje zabawy, chociaż on nie zawsze przyjmuje jej zaproszenia. A jak się pojawiał tymczas, to Max rządził tak, że wystarczyło, żeby spojrzał na Korę i tymczasa, żeby się towarzystwo uspokoiło i poukładało na posłaniach zamiast bawić się albo kłócić... My oba psy traktujemy indywidualnie. Nie faworyzujemy żadnego z nich - każde kochamy inaczej, ale ćwiczymy z nimi i bawimy się czasem jednocześnie, a czasem po kolei i ta kolejność jest różna. Jedzą z jednego stojaka, a gryzaki dostają razem, czasem na jednym posłaniu (a zaczynaliśmy od karmienia w osobnych pomieszczeniach, walk do krwi o klatkę i zabawki).
  21. [quote name='czi_czi']No, masz rację- zacznę osobne spacery też. Wybieganie go najpierw, powrót po sukę i wspólny spacer. Poczytam o crate games.[/QUOTE] Oba pomysły dobre, a nawet bardzo dobre :) [quote name='czi_czi']Dziennie mam w mieszkaniu tak koło 10 spięć między psami. Przed chwilą gnojek nie chciał wpuścić do pokoju mojej suki. Bo ja tu siedzę :roll: uczę się dopiero sygnałów przez niego wysyłanych, może bede w pore reagować i stopować go przed atakiem.[/QUOTE] Powiem tak: są dwie szkoły: - jedna: nie dopuszczać do spięć - czyli czytać psie sygnały i reagować zanim - w tej szkole podoba mi się to, że to człowiek jasno ustala granice, co psom wolno co nie - druga: nie ingerować dopóki się krew nie poleje - też lubię tę szkołę, bo psy są mistrzami świata w unikaniu konfliktów. Osobiście stosuję mix powyższych. Czyli jeśli widzę po psach, że napięcie rośnie mówię "NIE" i proponuję inne zachowanie np. na miejsce, waruj, przynieś - tak żeby zwiększyć dystans i żeby psy znalazły się w bespiecznych pozycjach w miarę z dala od siebie. Ale ja to NIE mówię w zasadzie w ostatniej chwili zanim się poleje krew (no bo moje psy są razem już 5 lat, więc spinek jest mało i ja dokładnie wiem, kiedy mogą się zdarzyć i jak bardzo). Żeby móc tak robić trzeba mieć psy, które posłuchają (u mnie jeden posłucha, drugi w 8 przypadkach na 10 posłucha, w pozostałych może być konieczne złapanie za obrożę) [quote name='czi_czi'] Ale bronienie mnie to nic w porównaniu do bronienia mojego męża, jak siedzi w duzym pokoju z nim to wystarczy że oszołom usłyszy że suka idzie w drugim pokoju i od razu rzuca się w kierunki drzwi z warczeniem.[/QUOTE] My ten temat ćwiczyliśmy na początku wspólnego bytowania psów odnośnie kanapy/łóżka/posłanka i klatki. Reagowaliśmy prosto - warczysz łobuzie, to nie ma leżenia na kanapie/łóżku/posłanku/w klatce - niepotrzebne skreślić i jegomość słyszał komendę zejdź/wyjdź i miał wskazane inne miejsce na przemyślenie tematu. Żelazna konsekwencja, cierpliwość, bo ćwiczenie trwało dobre 2-3 tygodnie i problem się skończył. [quote name='czi_czi'] Jak wychodzę to siedzą w osobnych pokojach bo boję się że sucz straci cierpliwośc a jak chapnie go na serio to będzie po maluchu.[/QUOTE] Też bym tak robiła :) Jeśli chodzi o bronienie zasobów, to ćwiczenie z podawaniem smaków "równolegle" jest dobrym pomysłem, tylko pójdź 2 kroki dalej: 1. smak jest nie za darmo, tylko za wykonanie zadania (siad/waruj, podaj łapę, co tam jeszcze potrafią) 2. są smaki, które się żuje wspólnie - ucho królika, kurza łapka, kawałeczek żwacza suszonego - oba psy dostają to do żucia, ale to pozostaje trzymane przez Ciebie. Jeśli mały warczy mówisz "NIE" odsuwasz od niego smaka każesz wykonać ćwiczenie stacjonarne (siad/waruj) i wracasz do żucia. Jeśli NIE nie pomaga małego odstawiasz bez emocji do klatki, wracasz do suczki i żujecie sobie dalej jakby nigdy nic... W przypływie dobrego humoru operację możesz po chwili (20-30 sekund) powtórzyć - czyli dać małemu szansę pożuć z Wami, ale jak skusi, to jego problem...
  22. [quote name='wlascicielkadoga']Raz dziennie idziemy na długi spacer do lasu (ok. godz-półtora) a poza tym, jak jestem w domu, to co jakieś 3 godz na około bloku. Kupiony był w hodowli, cały czas trzymany w domu. Siusia zazwyczaj tylko jak jest sam, juz nie zdarza mu się robić tego przy mnie. Przed wyjściem z domu zawsze wychodzę z nim na dwór. Rzadko zostaje sam na więcej niż 3-4 h. Były sytuacje, kiedy musial zostać sam na 5-6 godz i potrafił wytrzymać. Nie wiem, czy on to robi mi na złość, bo nie lubi zostawać sam, czy ma gdzieś, czy bede krzyczec i dostanie w tyłek.[/QUOTE] Nie karć psa za sikanie w domu, bo to może przynieść więcej złego niż dobrego. Jak pies nasika, to trzeba na spokojnie posprzątać. On nie robi tego złośliwie, ale może za rzadko wychodzi, albo ma chory pęcherz, albo robi to z nudów - wtedy, gdy niezwracasz na niego uwagi, bo już lepiej po tyłku oberwać niż siedzieć i nic... Na spacerach chwal i nagradzaj za sikanie, w domu ignoruj "wpadki". A już na pewno nie karć, jeśli wracasz do domu po godzinie i jest nasikane - pies nie pamięta już, że to on zrobił, a takie Twoje zachowanie może pogłębić ten problem.
  23. [quote name='asiak_kasia']Ja swoją młodszą sukę chodzenia na luźnej smyczy uczyłam ze smyczą przywiązaną do paska, miałam dwie rece wolne, i psina szybko kumała ze to ona ma się pilnowac, a nie na odwrót. bo w najmniej oczekiwaniem momencie robiłam zwrot/skret i to była taka własnie trochę gierka, co tym razem ta goopia baba na koncu sznurka wymyśli :evil_lol:[/QUOTE] OOO tego jeszcze nie ćwiczyłam, ale to dobry pomysł jest dla właścicieli, którzy mają odruch skracania smyczy, ciągnięcia jej itp. KUPUJĘ :loveu:
  24. [quote name='WiedźmOla'] Co do korekt zwykłą obrożą: przykładowo przy chodzeniu przy nodze, gdzie inny pies jest względnie daleko, [B]trzymam smycz krócej[/B]. Korekta jest zdecydowana, ale dosłownie z trzech palców. Nie ma szarpania z całej siły. Mam nadzieję, że było jasne, że nie katuję psa... :roll:[/QUOTE] I to jest właśnie podstawowy błąd... To nie Ty masz kontrolować odległość psa od Ciebie, tylko on ma być skupiony na Tobie tak, żeby nie napiąć smyczy (co nie znaczy, że musi koniecznie patrzeć Ci przy tym w oczy). Jak uczę psy chodzenia na smyczy zaczynam zawsze od tego, że gdy ja się zatrzymuję pies ma z automatu sadzać tyłek na ziemii. Jak mamy to zrobione (zwykle wystarczy 3-4 sesje) to zaczynam pracować tempem marszu - nie muszę nic mówić do futrzaka, bo jak zwalniam, to pies sam odwraca się i ma w oczach pytanie: zatrzymasz się czy idziemy dalej? Gdy pracuję już nad tym, by mijać inne psy wykorzystuję właśnie ten mechanizm - przyspieszam, zwalniam, skręcam, zatrzymuję się i chwalę, jak wychodzi wszystko dobrze (czasem nagradzam smakiem, czasem zabawką, a innym razem zatrzymuję się, odpinam smycz i pies ma nagrodę najlepszą - powitanie z drugim psem). Robię to po to, żeby futro nie mogło się zająć drugim psem, tylko cały czas skupiało się na mnie. Smycz jest luźna i ja się kompletnie nie zajmuję jej długością :) To jest zadanie psa, nie moje :evil_lol: I faktycznie mogę się zgodzić z jednym - moje techniki są mocno ograniczone, bo w zasadzie stosuję jeden rodzaj korekty - jak futrzak napina smycz, to ja idę w drugą stronę. To trochę tak, jakby mnie futrzak nauczył takiej sztuczki - smycz się napina ja robię zwrot o 180 stopni... Robię to do w**rania - czyli dotąd aż pies po napięciu smyczy sam zawraca :crazyeye: co by się nie działo. I żeby rozwiać wątpliwości zwolenników kolczatki - ja nie szarpię psem przy tym zwrocie, mam wypracowaną technikę, która pozwala zrobić to bez łamania psu karku.
  25. [quote name='PaulinaBemol']Krystek panuje nad emocjami ćwiczyliśmy (je na komendę etc.) choć bywa ciężko. A miałam nadzieję że masz jakąś inną metodę bo mam poważne problemy ze znalezieniem takiego pomocniczego psa bo u mnie w miasteczku to pieski latają luzem i nikt nie widzi nic złego że podbiegają "bo on chce się pobawić" ewentualnie chodzą na smyczy bo właśnie agresory i z nimi też nie poćwiczę. Z tych też powodów Krysko ma za mały kontakt z kumplami ...No cóż szkółka i wyprawy do warszawy mi zostają. Ale na codziennie też trzeba jakoś wyjść i próbować nie tracić wypracowanych postępów na spacerach "szkoleniowych". :roll:[/QUOTE] Jeśli masz dobrze zrobione siadanie i warowanie można zrobić tzw. psie pompki - czyli zmiany pozycji przy nodze. Niejednemu ciągnikowi pomaga to na głowę, bo wymaga koncentracji na właścicielu i jest dla psa męczące :D Natomiast trzeba mieć to siad i waruj zrobione tak, żeby słoń psu po głowie mógł przebiec w trakcie wydawania komendy, a on i tak wykona zadanie... A jak to osiągnąć - ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć, motywować, bawić się i motywować :P
×
×
  • Create New...