-
Posts
6014 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gallegro
-
Jeszcze nie jest wykastrowany, ale możemy to zrobić w każdej chwili. Piękny to za mało powiedziane, on jest przepiękny :-) I strasznie miły, całuśny, przytulaśny.
-
Kiko po wielu perypetiach ma wreszcie swój własny dom.
gallegro replied to gallegro's topic in Już w nowym domu
Wszystko w porządku. Jest zdrowa. W sobotę będzie szczepiona. Rozmawiałam dziś z chauwą, obiecała, że od dziś będzie na dogo. -
Domek okazał się niewypałem. W drodze Maksio patrzył na nas z ogromnym wyrzutem, a jego oczy mówiły "przecież już jestem grzeczny i nawet z Guciem się nie gryzę więc dlaczego?" Blok okazał się socjalny, na klatce schodowej syf, pety, śmiecie. Jakieś menele stojące po kątach. Nawet nie weszliśmy. Zwialiśmy z Maksem pod pachą prawie z pod drzwi i zadzwoniliśmy z samochodu, że psa nie dostaną, bo nie tak wyobrażaliśmy sobie dom dla niego. Maksio zdaje się wcale tym nie przejmować, a wręcz przeciwnie. W drodze powrotnej westchnął, wtulił się w moje ramię i smacznie zasnął :-)
-
Hamlet kocha dzieci, bez wyjątku, małe czy duże. On się wychował przy dzieciach, tam była czwórka, najmłodsza dziewczynka z 4-5 latek. Podchodziły do niego, tulił się do nich. Toleruje koty, tam skąd był zabrany chodziło wolno z 6 sztuk. Kocha inne psy.
-
Wczoraj Jurandek miał kryzys. Nie chciał jeść ani pić. Postawiony natychmiast kładł się. Wieczorem dostał kolację z ręki. Na leżąco. O 3 w nocy daliśmy mu pić i zjadł resztę kolacji. Został wyniesiony na chwilkę na siusiu. Teraz cały czas śpi. Jest bardzo słabiutki, ale na razie jego stan jest bez zmian. Nie jest ani lepiej, ani gorzej. Dziś wieczorem kolejne 3 zastrzyki. Na kolację dostanie gotowanego kurczaczka z ryżem. Pewnie z ręki. Oby się podźwignął z choroby nasz staruszek.
-
Wszystko jest ok z Kają, dlatego Tomek jedzie z nią sam. Mamy w domu bardzo ciężko chorego staruszka z zapaleniem płuc, jest w ciężkim stanie, dlatego wolałam zostać przy nim w domu. Zawsze ten sam wet robi naszym psiakom sterylki i nigdy nie było najmniejszych komplikacji, dlatego ufamy, że i teraz nic się nie wydarzy. W razie czego jednak Tomek ma po drodze lecznice, w tym całodobowe w Warszawie. Wieści z trasy: Kaja stała i próbowała przeleźć Tomkowi na kolana, obecnie położyła się, jest grzeczniutka. W lecznicy wlazła doktorowi na kolana i porządnie go wycałowała :-) józwa, a chcesz Bruna, puchatego kuleczkowego stworka? Bo mogę Ci go nawet przywieźć ;-)
-
Jeśli dobrze się domyślam, masz obawy o komplikacje, które mogą wyniknąć po zabiegu? Zastanawialiśmy się nad tym i doszliśmy do wniosku, że to nie jest problem. Nasz wet nie wyda suni, jeśli ta nie dojdzie do siebie i nie upewni się, ze na tę chwilę wszystko jest O.K. Po zabiegu obserwacja trwa od 2 do 4 godzin. Podróżuję przez Warszawę, więc w razie czego mam możliwość zareagowania, tzn. podjechania do lecznicy. Od siebie z domu również potrzebuję ok. 40 minut, żeby dojechać do weta. Na kilkanaście zabiegów jakie zrobił naszym psiakom, nigdy nie było problemu. Nie oznacza to jednak, że nie może się wydarzyć akurat teraz, dlatego mam orientację, gdzie należy szukać pomocy w drodze. Jeśli masz istotne zastrzeżenia innej natury, skontaktuj się ze mną telefonicznie 600 870 225. Na wszelki wypadek skonsultuję to jeszcze z wetem. Za chwilę wyjeżdżam.
-
Trzeci mój post z kolei :oops: Kaja czeka już w samochodzie. Zamknąłem ją wcześniej w obawie o to, że napije się wody. O ile wszelkiej maści naczynia mogłem schować, to bez problemu mogła napić się wody ze stawu. Na dziesiątą jadę z nią na zabieg. @Agata, prześlij mi sms'em swój adres. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, z Siedlec wyjadę ok. 13-14-tej. Na miejsce powinienem dotrzeć ok. 17-tej. Będę mieć ze sobą karmę i smyczkę. Po drodze postaram się kupić dla niej szelki, ponieważ rany na szyi jeszcze się całkiem nie zagoiły. O ile nie będzie przeciwwskazań, przed wyjazdem potraktuję ją środkiem przeciwkleszczowym i przeciwpchelnym. Przywiozę też antybiotyk w zastrzyku, który powinna dostać w czwartek. Piszę o tym wszystkim dlatego, żeby o czymś nie zapomnieć - przypomnij mi w razie czego.
-
[quote name='Jasza']Ja nie potrafię otworzyć mimo podmianki @-p.[/QUOTE] Nic dziwnego, ponieważ Ellig dla zmyłki podmieniła dwie litery. Oprócz P zamieniła jeszcze euro na dolary ($ = E) ;-). Trzymam kciuki za domek dla Maszki. @Nutusia, jeśli Maszka jest taka żywiołowa, to może daj jej coś na uspokojenie przed przyjazdem tych ludzi, a potem dopilnuj, aby w umowie znalazło się obostrzenie, dotyczące braku możliwości zwrotu (najlepiej małą czcionką) :evil_lol:
-
Proszę o poradę w związku z pewną okolicznością, która może zdeterminować nasze działania odnośnie Kaji. Otóż na jutro mieliśmy zaklepaną sterylkę dla innej suni, która kilka dni temu się oszczeniła (w dniu, kiedy uzgadniałem termin sterylki). W związku z tym pomyślałem, że można by skorzystać z okazji, tym bardziej, że udało nam się pozyskać środki od zaprzyjaźnionej organizacji, ponieważ akurat skończył się fundusz z Miasta na ten rok. Problem polega na tym, że tuż po sterylce, sam musiałbym z nią pokonać ponad 200 km w jedną stronę, zawożąc do Mławy. A może ktoś jutro po południu jedzie z W-wy w tamtym kierunku? Jak sądzicie, czy to dobry pomysł? Od weta uzyskałem info, że już 2 miesiące po oszczenieniu sunia może dostać cieczki, więc z tego punktu widzenia termin jest ze wszech miar korzystny. Jej synek jest już samodzielny - wiem to od osób u których aktualnie przebywa. Czekam na opinie.
-
Maleńki Bruno, synek Kaji, nie jest już maleńki. To straszny grubas na krótkich łapkach. Kiedy go wczoraj zobaczyłem, przetaczał się przez podwórko niczym beczka ;-). A Kaja czeka na nadarzającą się okazję, aby nie trzeba było jechać specjalnie ponad 200 km w jedną stronę. Myślałem, że już wczoraj uda się połączyć transport innego psiaka, ale z adopcji nic nie wyszło. Zainteresowani do końca ukrywali fakt, że mieszkają w socjalnym mieszkaniu, z którego mogą zostać wyrzuceni z dnia na dzień. Cały czas twierdzili, że to ich własność. Nauczony przykrym doświadczeniem, już nigdy nie wyadoptuję psa do domu/mieszkania, które nie jest własnością lub współwłasnością zainteresowanego. Dość już mam zwrotów z tytułu "bo właściciel nie wyraził zgody na psa w mieszkaniu", lub "mój chłopak powiedział, że albo on, albo pies" - ten wariant przerobiliśmy ostatnio. Na marginesie... Czy ktoś byłby zainteresowany oderwaniem fajnego psiaka od budy? Jeśli tak, to proszę zobaczyć, jakiego sierściuszka można uszczęśliwić. Jego obecny opiekun to dobry człowiek, ale przygarnął już tyle psiaków, że zwyczajnie nie ogarnia tego i chętnie go komuś sprezentuje... Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam nawet, czy to pies czy suczka, że o imieniu nie wspomnę. Na usprawiedliwienie podam, że pokazywał mi je hurtowo, dlatego się pogubiłem. Jak zajdzie potrzeba, doprecyzuję to ;-). Prawdopodobnie założę oddzielny wątek. Może ktoś wyręczy nas w ogłoszeniach, bo zwyczajnie nie dajemy już rady... Coś mi się wydaje, że jest to młoda sunia... [URL=http://img52.imageshack.us/i/suniazkpy009.jpg/][IMG]http://img52.imageshack.us/img52/87/suniazkpy009.jpg[/IMG][/URL]
-
[quote name='Ellig'][url]http://www.adopcje**********/mieszance-duze-srednie,6/maszenka-caly-czas-czeka-na-dom,4084.html[/url][/QUOTE] Link zawiera "ocenzurowaną frazę". Od pewnego czasu dogo schodzi na (nomen-omen) psy. Nie dość, że działa w kratkę, to jeszcze zablokowali możliwość zamieszczania linków do pewnych stron (konkurencyjnych o podobnej tematyce, czy ogłoszeniowych). @Ellig, w przypadku, kiedy w linku pojawi się 10 gwiazdek, po jego powtórnym wklejeniu należy zmienić jedną literę (na jakąkolwiek inną) w wyciętej frazie, podając jednocześnie jaką zmianę się wprowadziło. Wtedy każdy będzie mógł to skorygować w pasku adresowym przeglądarki.
-
Vera została odebrana właścicielowi, który ją głodził. Skóra, kości i...piękne, wyraziste oczy... DT zaoferowała Sylwija, pod okiem której sunia rozkwitła. Wątek Very i jej młodszej koleżanki Ninki: [url]http://www.dogomania.pl/threads/216117-HASZCZAK-i-jego-tragiczny-los.-S.O.S.!!!-POM%C3%93%C5%BBCIE-[/url]!!! Oceńcie sami: [URL=http://img256.imageshack.us/i/87673900.jpg/][IMG]http://img256.imageshack.us/img256/446/87673900.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img683.imageshack.us/i/43488752.jpg/][IMG]http://img683.imageshack.us/img683/1475/43488752.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img835.imageshack.us/i/44172585.jpg/][IMG]http://img835.imageshack.us/img835/4920/44172585.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img834.imageshack.us/i/30342448.jpg/][IMG]http://img834.imageshack.us/img834/8673/30342448.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://img10.imageshack.us/i/18383999.jpg/][IMG]http://img10.imageshack.us/img10/6961/18383999.jpg[/IMG][/URL]
-
Ninka pojechała do domu :) czyżby pech się skończył ;)
gallegro replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
[quote name='sylwija']nie mogę korzystać za bardzo z kompa. napisałam kilka postów i to trochę odcierpiałam. niestety..(...)[/QUOTE] W takim razie oszczędzaj się, a ja, jeśli pozwolisz, wyręczę Cię i sam wrzucę ją na metamorfozy. -
Kochamy go bardzo i chcielibyśmy, aby był zdrowy i szczęśliwy. Niestety, już od pewnego czasu jego komfort życia znacznie się pogorszył. Już nie jest tym samym ślepaczkiem, który uganiał się za Bonusem, bo strasznie go nie lubił. Obecnie kompletnie na niego nie reaguje. Większość dnia przesypia, a jego spacerki polegają na kręceniu się w kółko, a kiedy się zmęczy, siada na pupie i bezradnie "patrzy" przed siebie. Czasem przy tym poszczekuje, żeby przypomnieć o swoim istnieniu... Bywało też i tak, że nie miał siły podnieść się z pozycji siedzącej. Dokuczają mu stawy - drepcze na sztywnych łapkach. Latem potrafił się jeszcze położyć na werandzie i pospać, ale zimą musimy uważać, aby zaraz po załatwieniu się, wrócił do domu. Źle znosi niskie temperatury. Mamy świadomość, że Jurand jest już blisko Tęczowego Mostu, ale jak każdy z nas dogomaniaków, nie wyobrażamy sobie kolejnych dni bez naszego przyjaciela... Czasem irytuje nas jego tupanie w nocy. Innym razem w pół śnie zmuszeni jesteśmy wynosić go na siku (bywa, że kilka razy jednej nocy). Nie uskarżamy się jednak i gotowi jesteśmy dalej opiekować się naszym czarnym diabełkiem. Jeśli jednak jego stan pogorszy się na tyle, że pojawią się wyraźne oznaki cierpienia psiaka, sami przeprowadzimy go na drugą stronę... A w nas już na zawsze pozostanie niewysłowiony żal, że nie było mu dane nas zobaczyć... Mamy jednak nadzieję, że to jeszcze nie teraz...
-
Dziś byłem z Jurandem u weta na wizycie kontrolnej. Zaordynowany przy okazji ostatniej wizyty antybiotyk, kompletnie nie działa. Z dnia na dzień jego stan się pogarsza. Stan zapalny utrzymuje się u niego już bardzo długo i wygląda na to, że przeszedł w fazę przewlekłą. W jego wieku i przy jego stanie ogólnym, jest to praktycznie nie do wyleczenia. Wetka dołączyła drugi antybiotyk oraz jakiś specyfik, który ma pomóc w pozbyciu się wydzieliny z oskrzeli. Okresowo Jurand ma trudności w oddychaniu. Ogólny stan zapalny organizmu mógł powstać z powodu kamienia nazębnego, jaki od pewnego czasu się utrzymuje. Doraźnie usunięto tylko część, czyli to, co można było usunąć bez narkozy. Narkoza w jego wieku i przy stanie jego serducha, jest raczej wykluczona. Nawet gdyby udało się doczyścić zęby, nie ma pewności, że to znacząco wpłynie na zaawansowany stan zapalny. Ropna wydzielina non-stop spływa mu z nosa. Próbowaliśmy już najrozmaitszych środków, ale bez skutku. Jurand traci na wadze. Kiedy był w pełni sił, ważył nawet 16 kg, a teraz nieco ponad 9 kg. Trudność sprawia mu chodzenie. Czasem porusza się w kółko, jakby z powodu problemów neurologicznych. Jakby tego było mało, od pewnego czasu ma problemy z przetoką okołoodbytową. Wygląda to bardzo brzydko... Dopóki nie cierpi, będziemy robić wszystko, co w naszej mocy...
-
Ninka pojechała do domu :) czyżby pech się skończył ;)
gallegro replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
[quote name='sylwija'](...)nie wiem, jak ten domek z kotami, co był zainteresowany adopcją Very, trzeba by Izy z FAM zapytać(...)[/QUOTE] Byłem pewien, że jesteś z nią w kontakcie. W sumie to nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Vera została u Was na zawsze ;-). Jeśli jednak czeka na swój docelowy domek, to moim zdaniem należałoby pomyśleć o w miarę szybkiej adopcji, żeby się do Was zbytnio nie przywiązała. Czy wiadomo coś odnośnie terminu jej sterylki?. Myślę, że w jej aktualnym stanie, można o tym zacząć myśleć... -
Ninka pojechała do domu :) czyżby pech się skończył ;)
gallegro replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
@Sylwija, wrzuć sunie na metamorfozy. -
[quote name='Ellig']tak to prawda a najbardziej niesamowite jest to ,ze reszta domowego "stada" tez przyjmuje kolejne tymczasowiczki z radoscia:)[/QUOTE] Wiemy coś o tym, ponieważ i u nas nieustannie przebywają tymczasowe psiaki (obecnie 2 ogony), więc gdyby było inaczej, mielibyśmy związane ręce. Podobnie jak w przypadku Nutusi - Kreśka, tak u nas Benia robi za psią terapeutkę. Okazuje się, że tego typu pies potrafi zdziałać o wiele więcej, niż niejeden doświadczony dogomaniak. Aby nie być gołosłownym, posłużę się jeszcze "ciepłym" przykładem... Od pewnego czasu mieliśmy problemy z samcem, który ciągle próbował dominować naszego rezydenta. Dochodziło do krwawych spięć. Przez jakiś czas stosowaliśmy reprymendy słowne, a nawet i cielesne (jeśli agresor był przyłapany na gorącym uczynku), ale nic to nie dawało. Zaraz po ataku agresji psiak chował się w "mysią dziurę", zdając sobie sprawę z nieuchronności kary, a mimo to, po pewnym czasie postępował dokładnie tak samo. Wniosek - rozumiał mechanizm, ale jego instynkt był silniejszy. Kiedy już pogodziliśmy się z faktem, że musimy ich izolować, do akcji wkroczyła Benia. Nie widzieliśmy samego zajścia, ale z obrażeń na ciele dwóch samców oraz zaślinionej sierści Beni, wywnioskowaliśmy, że ta ostatnia musiała interweniować, stając w obronie atakowanego psiaka. Nasze przypuszczenia potwierdziły się, kiedy Benia z wrodzoną, matczyną troską, wylizywała Guciowi rany (ten zaś odwzajemniał się lizaniem jej pyszczka). Od tej chwili Maks-zakapior stał się potulny jak baranek i tak pozostało po dziś dzień. Oboje z TZ-ką stwierdziliśmy, że Benia to doskonały fachowiec, ponieważ w ciągu kilku sekund naprawiła "uszkodzonego" Maksia ;-). Na marginesie dodam, że Benia to prawie labek. Została porzucona przez jakiegoś padalca w okolicznym lesie, na nasze (mniemam, że również jej) szczęście ;-). Paradoksalnie, dzięki nietuzinkowym umiejętnościom jednego psa, możemy zapanować nad większą ilością ogonów w stadzie (obecnie 7 + 2 tymczasy). Wracając do Maszki - ponowiłem jej Allegro: [url]http://allegro.pl/masza-za-serce-i-dom-odda-cala-siebie-i1956654372.html[/url]