-
Posts
6014 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gallegro
-
[quote name='Ewa Marta'](...)Aniu, a sprawdzaliście, czy ma czipa?(...)[/QUOTE] Sylwek pachnie "oborą". Wszystko wskazuje na to, że nie był jednak psem domowym, a jeśli się zgubił, to właściciel go nie szuka. Obecnie w okolicy wisi kilka ogłoszeń o zaginionych psach, więc jak ktoś chce, to potrafi. Co prawda dziś byłem u weta z Bellą, ale zabranie ich razem (sprawdzenie chipa) nie było możliwe, ponieważ byłem sam. Niestety, Ania całymi dniami pracuje, a ja już wszystkiego nie ogarniam. Może jutro w drodze do Warszawy (o ile pani zadzwoni), wstąpimy gdzieś na odczytanie chipa.
-
Maks zostaje z nami na zawsze... Na naszą decyzję wpłynęła radykalna zmiana zachowania Maksia w stosunku do innych samców. Pomogła mu w tym wydatnie Benia (nasza niezastąpiona "socjalizatorka"), która w jednej chwili, nie bacząc na odniesione rany, w hukiem ustawiła Maksia raz na zawsze. Od początku nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić, a Benia załatwiła temat "od ręki".
-
Ewa Marta, masz na myśli chyba warszawskie ceny :roll:. O ile mi wiadomo, [B]narkoza była pełna[/B] (chyba, że czegoś nie zrozumiałem). Z tego co mówiła Agata, sunia miała zerwane dwa szwy, więc [B]nic poza standardowym płukaniem wet nie mógł zrobić i nie musiał, bo większego problemu nie było, o czym sam wet poinformował po zabiegu[/B]. Masz rację, ile osób, tyle opinii, ale ja swojej nie zmienię. Wystarczyło proste płukanie i co najwyżej założenie drenu. Słowa te piszę po konsultacjach z kilkoma niezależnymi wetami.
-
@Malagos, czy zewnętrzne szwy rozpuszczalne uważasz za błąd w sztuce? Czy w tym konkretnym przypadku, po obejrzeniu ostatniej fotki, też tak uważasz, bo mnie osobiście się wydaje, że to nie rodzaj szycia stanowił problem. Po rozmowie z Agatą uznałem, że jest kilka innych elementów, które aż proszą się o komentarz, dlatego znajdzie się i takowy. Nie dbam o to, czy zostanę odsądzony od czci i wiary, bo wyznaję zasadę "co na sercu, to i na języku". Zacząć należy od... końca... Otóż wet stwierdził, że cyt. "nie było tak źle". W takim razie po co była narkoza, skoro wystarczyło zastosować najzwyklejsze płukanie przez niezagojony fragment rany. Dopiero w zależności od tego, jaki byłby efekt (rodzaj wycieku), można stosować bardziej radykalne środki. Płukanie pod narkozą to OSTATECZNOŚĆ. Wcześniej rozpatruje się jeszcze celowość założenia sączka. Taką opinię wyraziło dwóch niezależnych wetów, w oparciu o opis i zdjęcie. Ich zdaniem działania weta były nieuzasadnione i naraziły sunię na niebezpieczeństwo i dodatkowe cierpienie. Ja rozumiem, że były problemy ze skutecznym unieruchomieniem suni, na trwające minutę płukanie (Agata jest drobną dziewczyną), ale chyba można było poprosić kogoś o pomoc (choćby osobę z poczekalni). Dalej wet stwierdza, że szwy były za cienkie i niektóre rozeszły się podczas płukania. Obawiam się, że ten wet nie stosuje nici rozpuszczalnych, stąd taka opinia. Zastosowane były nici jak najbardziej typowe, a z ostatniego zdjęcia wynika, że wszystkie spełniły swoje zadanie do końca. Nawet dwa położone najbliżej problematycznego fragmentu, wyglądały na całkiem "zdrowe". Mój wet poczuł się urażony tym, że kolega po fachu, który akurat nie stosuje tej metody, pozwala sobie na tego typu komentarze. W efekcie Kaja ma założonych kilka nowych szwów, których zdjęcie przypłaci ogromnym stresem (ciekawe jak wtedy zostanie unieruchomiona?). Po analizie faktów i w oparciu o przytoczone opinie, stwierdzam, że wet nie zachował się profesjonalnie. Inna hipoteza mówi o chęci zysku. @Agata, dla Ciebie należą się ogromne podziękowania za wrażliwość i odpowiedzialność, a przeprosiny za to, że musisz przez to wszystko przechodzić. Krótko mówiąc, doktor zafundował suni i Tobie stresujące przeżycia teraz i za 10 dni, kiedy trzeba będzie zdjąć szwy. Przykro mi, ale musiałem o tym napisać, abyś wyrobiła sobie zdanie na przyszłość. W taki m.in. sposób zdobywa się doświadczenie, o którym wielokrotnie było wspominane na wątku. Oczekuję konstruktywnej polemiki...
-
Kiko po wielu perypetiach ma wreszcie swój własny dom.
gallegro replied to gallegro's topic in Już w nowym domu
Ewa Marta, Chauwa miała na myśli próby z opanowaniem lęku separacyjnego. Z tego co wiem, problemy żołądkowe póki co minęły. -
Wracając do meritum... Z info uzyskanych przez tel. okazało się, że narkoza była niezbędna tylko dlatego, że Kaja za żadne skarby nie pozwalała sobie na robienie czegokolwiek przy szwie. Jedynie dla jej bezpieczeństwa i swojej wygody, wet zdecydował się na takie rozwiązanie. W normalnych warunkach wystarczyłoby wstrzyknięcie środka płuczącego, przez niezagojony fragment szwu. Nie było potrzeby ponownego otwierania całej rany. Dodatkowe 2 szwy mają za zadanie przyspieszyć proces gojenia. Kaja będzie prawdopodobnie zmuszona chodzić w kołnierzu. O 15-tej będzie wiadomo, czy sunia się wybudziła i czy może być już zabrana. Dla porządku - informacje te uzyskałem od Agaty.
-
@Ellig, z całym szacunkiem - to swoiste śledztwo niczemu nie służy. Nie jesteś bowiem w stanie zacytować treści wielu rozmów tel., jakie odbyły się równolegle. Skala Twojej determinacji dowodzi tylko, jak wielce jesteś oburzona całą tą sytuacją. Z jednej strony rozumiem Cię, ale z drugiej... postaraj się opanować...
-
[quote name='Ellig'](...)Nie odwracaj kota ogonem, [B]juz w piatek Agata bylaby u wet.[/B] gdybys Jej tego nie odradzal i nie skomentowal mojej wypowiedzi w skrocie ujme to tak "zebym sie nie wtracala".(...)[/QUOTE] Ależ z tego co pamiętam Agata była u weta, który nie zauważył niczego niepokojącego. Wyobraź sobie, że poczuwam się do winy i z całą mocą to podkreślam. Na swoje "usprawiedliwienie" dodam tylko, że każda rozmowa z Agatą kończyła się tym, że w razie wątpliwości ma się udać do weta i właśnie dziś tak się stało. Jest mi przykro, że tak to odbierasz, ponieważ, jak mniemam, zarówno Tobie jak i mi zależy na tym, aby Kaja była zdrowa i szczęśliwa. I nie było moją intencją umniejszanie wartości i celowości Twoich sugestii, które jak się później okazało, były bardzo słuszne. Oczywiście nie będę nalegał, abyś udzielała się na wątku (to Twoja suwerenna decyzja), jak również nie wymagam, abyś partycypowała w utrzymaniu Kaji. Powiem więcej - czułbym się niezręcznie, gdybyś incognito niosła wymierną pomoc psiakowi, za którego ja jestem odpowiedzialny. Jeśli pozwolisz, wystarczą Twoje dobre myśli. Przepraszam, ale w świetle Twoich gorzkich (aczkolwiek w pewnym stopniu zasłużonych) słów, poproszę Cię o powstrzymanie się od dalszej pomocy finansowej (również w naturze). Mam nadzieję, że właściwie zinterpretujesz i uszanujesz moją decyzję, tak jak ja szanuję Twoją. P.S. Żeby wszystko było jasne - ogromnie cenię Cię za całokształt. Jesteś bardzo zaangażowaną i kompetentną osobą, niosącą pomoc potrzebujący czworonogom, dlatego tym bardziej biorę sobie do serca Twoje uwagi odnośnie mojej osoby.
-
A jednak... Szczęście w nieszczęściu, że podczas ostatniej rozmowie tel. z Agatą, ustaliliśmy, żeby poszła do weta jeszcze dziś. Prawdopodobnie podczas pierwszej wizyty stan zapalny nie był jeszcze widoczny, skoro wet to zignorował. Przyznaję, że ja również nie przewidziałem takiego obrotu sprawy. Sam szew optycznie nie wyglądał źle, ale to nie wszystko... Tylko dlaczego Kaja nie zdradzała żadnych oznak złego samopoczucia, jaki zwykle towarzyszy takim stanom? Trzymajcie się Kaja z Agatą, wszyscy zaciskamy kciuki.
-
[quote name='Ewa Marta']Agatko, należy Ci się medal za troskliwe zajmowanie się Kają!(...)[/QUOTE] Absolutnie podzielam tę opinię. Agata ma zadatki na świetny DT. Jeśli nabędzie jeszcze więcej doświadczenia, będzie naprawdę doskonałą opiekunką. Faktem jest, że rzucona została na "głęboką wodę", ponieważ swoją przygodę zaczęła od suni po sterylce, a na domiar złego, Kaja jest niezbyt wdzięcznym "obiektem". Z ostatnich informacji, jakie otrzymałem przez tel., wynika, że cały czas dobiera się do brzuszka (intensywnie liże resztki fartuszka), dlatego brzeg szwu wciąć nie może się zabliźnić. Za chwilę powinna pojawić się fotka, a naszym zadaniem będzie ocenić jego stan. Na przyszłość zasugerowałem dodatkowe zabezpieczenie, w postaci podpaski przymocowanej do wewnętrznej strony fartuszka, która nie dopuści do zwilżania okolicy szwu przez ślinę. EDIT: Agata była szybsza ;-) Moim zdaniem szew na 80% długości jest całkiem O.K., a końcówka też ulega ziarninowaniu, choć póki co nieco głębiej. Najważniejsze, że obie nici w pobliżu są na swoim miejscu. Na moje oko nie ma obawy o rozejście się szwu, a problematyczna końcówka zagoi się w ciągu 2-3 dni, pod warunkiem, że Kaja nie dobierze się do niej. Identycznie wyglądał szew u naszej Saby (po kąpieli w stawie), więc z doświadczenia wiem, że to nie problem. @Agata, do jutra postaraj się zastosować sposób z podpaską, a jeśli stwierdzisz, że to nie będzie dość skuteczne, do weta wybierz się choćby dziś. Jeśli uzna, że niezbędny jest kołnierz, trzeba będzie go kupić. Jeśli znasz weta dobrze, może Ci wypożyczy na 2-3 dni. Obawiam się tylko, że ona może być z tego bardzo niezadowolona, więc wskazane byłoby sprawdzić jej zachowanie po jego założeniu. Jeśli będzie trauma, pozostanie zakup nowego fartuszka, lub cerowanie starego. Przy okazji wizyty kupisz środek na odrobaczenie. Podać go możesz jutro.
-
Ninka pojechała do domu :) czyżby pech się skończył ;)
gallegro replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
Mam roczek. Gdy byłam malutka, zabrano mnie od mamy i oddano do ludzi, którzy nie dali mi nawet budy. W najgorszy mróz spałam na gołej, zamarzniętej ziemi. Odkąd sięgam pamięcią, było mi zimno i byłam bardzo głodna... tak bardzo, ze jadłam surowe obierki ziemniaków, które udało mi się czasem znaleźć. Tylko moja przyjaciółka Vera trzymała mnie przy życiu, ona była jeszcze bardziej głodna i zmarznięta niż ja. Musiałam być przy niej, bo Vera się już poddała... Przypadek sprawił, że zauważyli nas ludzie, którym na nasz widok ścisnęło się serce. Podstępem zabrali mnie i Verę do tymczasowego domu. Ja jestem wesołym szczeniakiem, zostałam wysterylizowana i zaszczepiona. Cieszę się życiem, bo teraz nabrało ono dla mnie smaku. Moja przyjaciółka Vera też odżyła. Ona jest rasową malamutką. Niedola związała nas na dobre i na złe, dlatego wspaniale by było, gdyby ktoś przyjął nas obie pod swój dach i do swego serca. Nie wyobrażamy sobie rozłąki. Proszę, przygarnij nas, dwie przyjaciółki. Odpłacimy się stokrotnie - sercem za serce. Ninka i Vera. -
Mam nadzieję, że nie odpuszczasz takich kontaktów - jest tyle podobnych psiaków czekających na adopcję. No i tak naprawdę nie wiemy, jak wypadnie wizyta przedadopcyjna w nowym domu Maszy. W takich sytuacjach zawsze zostawiam sobie furtkę. Czasem też bywa tak, że kolejny domek ma do zaproponowania lepsze warunki. Jeśli piszę o rzeczach oczywistych - przepraszam ;-)
-
Agata nie ma doświadczenia, więc ślepo ufa nam, którzy mają go więcej. Jeśli każda kolejna opinia będzie diametralnie inna od poprzedniej, raczej nie ułatwimy jej zadania. Powtórzę jeszcze raz - moim zdaniem wszystko jest O.K. Dziurka jest maleńka, a wysięk nie jest typowo ropny. Z jej opisu (przez tel.) wynika, że to zwyczajne osocze. Przy stanie zapalnym tworzy się opuchlizna, a pies wykazuje zmiany w zachowaniu. Kaja ma wilczy apetyt i jest radosna, więc nic nie wskazuje na jakikolwiek problem. Według mnie dziś nie ma potrzeby zabierania jej do weta, ale należy ją obserwować i na kilka kolejnych dni porządnie zabezpieczyć ranę. Do końca tygodnia wszystko wróci do normy.
-
Ninka pojechała do domu :) czyżby pech się skończył ;)
gallegro replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
Najgorsza byłaby czekolada z rodzynkami zagryziona cebulą ;). Również jestem zdania, że nie należy tym psa uszczęśliwiać, ale nie zawiózłbym go na płukanie żołądka, po zjedzeniu jednej tabliczki czekolady, choćby była nadziewana rodzynkami :lol:. -
Bardzo nam brakuje naszego kochanego staruszka... Ostatnia jego noc była bardzo ciężka. Leżał, ciężko oddychając i pojękując cichutko. Nie mógł wstać. Stygły mu łapki... Nie mogliśmy pozwolić mu cierpieć jeszcze dzień lub kilka aż sam by odszedł... Choć był już wiekowym pieskiem, to jednak żal, że to już... zawsze jest za wcześnie na śmierć, gdy się kogoś kocha. Jurandku, kochamy Cię bardzo (*)
-
Ninka pojechała do domu :) czyżby pech się skończył ;)
gallegro replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
Dokładnie tak, umiar ze wszech miar wskazany ;-). Kiedyż trafiłem na info odnośnie zabójczych dawek czekolady i okazało się, że duży pies musiałby zjeść jej baaardzo dużo.Tak jak kieliszek koniaku człowiekowi, tak jedna tabliczka czekolady nie zaszkodzi psu. -
Na moje oko nie jest źle. Nasza Saba miała nieco większą dziurkę, kiedy po 3 dniach od sterylki wykąpała się w stawie. Agata, czy wyciek jest intensywny i mocno zabarwiony, czy raczej nieznaczny i przeźroczysty? Jeśli to płyn surowiczy, to nie ma potrzeby udawać się do weta, chyba tylko po to, żeby kupić kołnierz. Jeśli udałoby się zabezpieczyć szew na 3 dni, przez ten czas ładnie się zaziarninuje. Jeśli jednak wyciek jest intensywny i ropny, powinien to obejrzeć wet.
-
Ninka pojechała do domu :) czyżby pech się skończył ;)
gallegro replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
Słyszałem o winogronach, czekoladzie itp. Moim zdaniem problem jest nieco przejaskrawiony, choćby po to, aby pewne portale zyskały większą poczytność. Wszak nie widzę, aby pokuszono się o podanie niebezpiecznych dawek na 1 kg psa, a to już zakrawa na brak profesjonalizmu. O ile 2 kg winogron może zaszkodzić maleńkiemu pieskowi, o tyle z całą pewnością nie ruszy niufka. -
[quote name='Ty$ka']Nigdzie nie napisałam, że sunia jest wielką, chorą agresorką. ;) Dodam tylko tyle, by nie było wątpliwości, że rady Grety są skuteczne, łagodne i nie jest używana przemoc. Po prostu główna zasada to niepozwalanie na wszystko (tzw. rozpuszczanie).(...)[/QUOTE] To, że Kaja nie jest wybitną agresorką, widać gołym okiem, ale jest też prawdą, że łatwo jest psiaka rozpuścić. Z własnego doświadczenia wiem, że bryluje w tym płeć piękna ;-). Sam często muszę "prostować" swoje ogony, po czym TZ-ka ponownie je "krzywi". Najważniejsza jest konsekwencja w działaniu. Sądzą, że rady jakie otrzymała Agata, pozwolą jej na utemperowanie suni, tym bardziej, że nie zdążyła sobie jeszcze utrwalić złych nawyków. Czekamy na kolejne info.
-
Kiko po wielu perypetiach ma wreszcie swój własny dom.
gallegro replied to gallegro's topic in Już w nowym domu
Chauwa, a czy masz pewność, że nie mogły zjeść suchego ponad program? Może zostawiłaś w ich zasięgu otwarty worek. Wrócę jeszcze do nieszczelnego ogrodzenia... Ja doskonale rozumiem to, o czym zechciałaś napisać, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy pies jest w stanie bez najmniejszego problemu opuścić posesję bez wiedzy opiekuna. A co się stanie, kiedy udasz się po zakupy, a w międzyczasie Kiko zostanie nieopatrznie wypuszczona przez kogoś z domowników. Prawdopodobnie przeciśnie się pod ogrodzeniem i popędzi za Tobą... Nawet nie chcę myśleć, co mogłoby się wtedy wydarzyć. Przecież takiej sytuacji nie da się wykluczyć. Z uporem maniaka będę się domagał choćby prowizorycznego załatania odrodzenia. -
Kiko po wielu perypetiach ma wreszcie swój własny dom.
gallegro replied to gallegro's topic in Już w nowym domu
Obserwuj Tobiego pod kątem babeszji i najlepiej zabezpiecz ich jeszcze bo jest ciepło i kleszcze szaleją. Obserwuj siusiu czy nie jest brązowe, podłóż chusteczkę higieniczną. gdyby coś, od razu pędem do weta, babeszja w porę nie uchwycona jest śmiertelna. Obserwuj zachowanie i apetyt. -
[quote name='Ty$ka'](...)Myślę też, że Kaja uważa się za najważniejszą w rodzinie)[/QUOTE] Z tego co pisała Agata, problem dotyczy przede wszystkim dzieci. Najlepiej, gdyby udałoby się zarejestrować krótki filmik ilustrujący ten problem. Niektóre nasze psiaki w zabawie również powarkują i podgryzają, ale to tylko zabawa. Każdy psiak w innym miejscu ma postawiona granicę takich wygłupów. Jedna z moich suń potrafi nieźle zacisnąć ząbki na dłoni, kiedy ją tarmoszę za uszy. Inny pies jest z kolei przy tym niezwykle delikatny. Najbardziej obcesowe są młode psiaki, które w zabawie potrafią sobie pozwalać na dużo więcej. Absolutnie nie należy bagatelizować zachowań Kaji, ale nie popadałbym w skrajność. Widziałem ją kilka razy, kiedy bawiła się z dziećmi. Bez problemu wyrywały jej piłkę z pyszczka, a ona czekała, kiedy znów ją rzucą. Faktem jest, że dzieci te były w wieku 10-15 lat. Wstępna rozmowa z behawiorystą jest jak najbardziej wskazana, ale jestem prawie pewien, że Kaja nie ma w sobie chorej agresji. W najgorszym wypadku wyadoptujemy ją do domu bez małych dzieci.