Jump to content
Dogomania

Zosia4

Members
  • Posts

    2154
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Zosia4

  1. Chodziło mi o "jaja jak berety" :loveu: , a nie o te. Inaczej by go do wystawy nie dopuścili
  2. Na mecze psów nie wpuszczają. Ale i temu się nie dziwię, bo to właściciele są nieodpowiedzialni - a nie psy. W takim młodym psie jest wiele energii !!!!!!!!!!!!!!!! Przypomniało mi się jak "sto lat temu" wielkopies znajomego rozgonił całą psią wystawę łącznie z sędziami, bo nie umiał sobie z nim poradzić. Głupota czy nieodpowiedzialność ? Chyba i to i to :-( . Ale "jaja" jednak były.
  3. No to wyliczamy: 1) same straty, 2) same straty, 3) same straty, 4) ale ile ciałka do kochania. A tak na poważnie - to naprawdę ważna jest konstrukcja psychiczna przyszłego właściciela wielkopsa. Nawet coś tak błahego jak ton głosu w sytuacjach podbramkowych i refleks - przede wszystkim. No i świadomość, że to jest nowy członek rodziny z wszelkimi tego konsekwencjami - a zwłaszcza z humorami, bo psy też takowe miewają. A już taki młody pies na pewno je ma. Ja się już tego trochę nauczyłam i wcale się tym nie chwalę, bo pewnie będę się tego jeszcze uczyć caaaaałe swoje życie. Ale fakt faktem, że BIGiel jest piękny - niezaprzeczalnie.
  4. Ciotka Zocha trzyma przede wszystkim.
  5. Jedno jest pewne - kto nie ma doświadczenia z tak dużym psem - może sobie z nim nie poradzić !!!!!!!!!!! Nie powiem, że ja od razu je miałam. Ale tu nie liczą się gabaryty ani przyszłego właściciela ani samego psa. Najważniejszy jest "kręgosłup psychiczny pana/pani", bo taki psiur naprawdę nieraz więcej waży od właściciela - a ktoś nieświadomy tego nie wie, że np. taki kochany piecho (mimo, że jest cały czas kochany) - potrafi wiele fizycznych szkód wyrządzić. Mam wyliczać ?
  6. Oj podoba się !!!!!!!!
  7. No i co tam nasze bobo ? Przecież przychodzą ludki do schronu i oglądają te bidki kochane. Ta nóżka tak je odstrasza ? A co mówią na tę nóżkę ? (pewnie mówią - a co ta nóżka tak ? - on felerny - my felernego nie chcemy, my chcemy prawidłwego psa (a jaki jest prawidłowy to nikt chyba nie jest w stanie określić) - niech to spróbuje ktoś sprecyzować Przecież pies to pies - jest taki jaki jaki jest - i takim, jakim jest - nawet z tą nóżką. [SIZE=1]A że tak spytam z głupia frant - a czemuższesz Ty jest "brązowa" a nie np. złotowłosa lub brązowooka ? - chociaż oczek nie widać[/SIZE]
  8. Oktawia - a Ty co znowu za historyjkę sprzedałaś, czy sprzedaż TŻ-towi, bo ja już naprawdę nie wiem co jeszcze można sensownego wymyślić ? Albo może inaczej - może TŻ już wie, że jest skazany na spanko z coraz to innym psiakiem co miesiąc lub dwa miesiące ?
  9. epe - chrząstka rekina za 78 zł ? A ile takich chrząstek należałoby naszemu staruszkowi zaaplikować i ile razy dziennie ? Jaka jest waga takiej chrząstki ? I ile kosztuje jakaś miarodajna dawka dla tak wiekowego pana, no i w jakiej postaci to występuje ? I z jakiego rekina, bo sa różne: rekiny "ludojady", rekiny młoty, rekiny białe itd., itp. (a niektóre są nawet pod ochroną). Jak już chcesz coś konkretnego podpowiedzieć to pisz o tym co jest sprawdzone a nie takie coś jak : "znajomy pies znajomego" jest czymś takim leczony i "skutki są podobno rewelacyjne". Widziałaś chociaż tego psa przed leczeniem - już nie mówię, że w trakcie ? Nasz 15-letni Onek to jest już naprawdę starszy pies i naprawdę potrzebuje przede wszystkim swojej cichej i kochającej przystani.
  10. [IMG]http://images25.fotosik.pl/50/81c1577e27137a31med.jpg[/IMG] Dla mnie czyli miłośnika wielkopsów - to zdjęcie jest najpiękniejsze. Wielkopies jak się patrzy. Taki stworzony dla mnie (och "boszsz" - ile ich jest jeszcze niechcianych). Brązowa - dzięki za informację, że jest znacznie młodszy od Misia, bo to zwiększa jego szanse na dom. A przeca to i tak widać na pierwszy rzut okiem. No cóż - skoro nie może być mój to wypowiem się tak, że jest zbyt młody dla mnie, bo jakoś muszę się pocieszyć. No i skacze na stół (chociaż mam solidny i dębowy). I koniecznie pozbawić go "burzy hormonów". Wiem, że "truję" - i nie bij mnie za to. [SIZE=1]A Misiek miał rzeczywiście kryształowy charakter - wyjąwszy ino kota, a także innych psich samców.[/SIZE]
  11. O rany - ale cuuuudo. No nie, ja jednak nie mogę oglądać takich śliczności w "moim typie" - czyli wielki, dostojny i łagodny. Już zazdroszczę przyszłemu Panu/Pani. Brązowa, tak z ciekawości spytam - on jest chyba większy od mojego Micha co ? No i pewnie zdecydowanie młodszy ? [SIZE=1]A że też te samce nie chcą się tolerować :cool3: . Jużbym miała ze trzy w domu,gorzej by było z wykarmieniem :diabloti: .[/SIZE] [SIZE=1][/SIZE]
  12. Bułeczko - samych szczęśliwych dni życzę. Oktawia - choć słówko. Nie będziemy Cię łamać - naprawdę.
  13. Grządek jako takich nie ma. Jak tydzień nie zaglądam tam - to wszystko sobie rośnie jak chce. Nawet nie mam sumienia wyrywać nagietków - samosiejek. To takie piękne, skoro już kwitnie to dlaczegóżby nie ? No i tak sobie żyjemy w zgodzie z tą przyrodą.
  14. Upały jak upały - ja przynajmniej lubię wysokie temperatury. A zwierzaki też sobie radzą, psice mają u siebie dużo cienia, wodę mają w miarę możliwości często zmienianą, kotek chadza własnymi drogami, a Barry jest cały czas przy mnie więc też chyba nie jest mu źle. A jeśli chodzi o zdjęcia to poniżej wstydliwy obrazek czyli mój zachwaszczony warzywniak. Jeśli ktoś nie rozpozna to informuję, że na zdjęciu są chwasty, kwiotki, buraczki i majeranek. [IMG]http://img233.imageshack.us/img233/1592/buraczkiyj1.jpg[/IMG]
  15. Piesku - bądź szczęśliwy w tym nowym miejscu.
  16. Czy są jakieś nowe wieści od kiciuni ? Od "mojej" kiciuni ?
  17. U nas dobrze. Zwierzaki przestały się drapać. Właściwie to głównie Barry się drapał ale po tym czesanku jakby ustało. Myślę, że jeśli był czesany to w jakichś bardzo zamierzchłych czasach. Sam fakt pojawienia się łupieżu mógłby o tym świadczyć. Następne czesanie w przyszłym tygodniu - chcę go pomału do tego przyzwyczajać. A wątek czytałam i nadal nic nie wiem. A właściwie to wiem tyle, że o ile są jakieś reguły to i tak do każdego zwierzaka należy podchodzić indywidualnie względem wszystkiego, czyli również względem leków wszelakich.
  18. Ojej - czy to prawda ? A co to za domek ? Zupełnie się nie dziwię - nie sposób nie zakochać się w takim maleństwie. Śliczny Kubusiu - bądź szczęśliwy kochany pieseczku.
  19. Zrobił to chyba tylko sobie wiadomym sposobem, bo nikt tego nie widział. Zastanawialiśmy się nawet - bo to, że łapami potrafi się oprzeć o blat to wiem - ale potem to już chyba tylko szyję wydłużył o kilkadziesiąt centymetrów. Jakoś nijak inaczej nie umiem sobie tego wytłumaczyć :razz: . Bury nie dostał, raczej po tym wszystkim było więcej śmiechu, bo stało się i już. Zapowiedziane miał tylko tydzień głodówki i codzienną lewatywę :diabloti: . A tak tańcował po całej chacie po tym incydencie, tak się cieszył, tak kręcił kółka, tak szukał jeszcze "nareszcie męskiego jedzenia", że my też się cieszyliśmy, że ostały nam się jeszcze trzy sztuki, bo mogło być odwrotnie :evil_lol: . Golonki były surowe i czekały na przyprawienie. No i stało się tak, że na moment zabrakło człowieka w kuchni, za to pojawił się pies. Tiger - a Barry w trakcie czesania (oczywiście w kagańcu i na smyczy) był spokojny, bo przemawialiśmy łagodnie do niego. Nawet pomrukiwał tak jakby z przyjemności. Wylazło z niego masę mięciutkiego puchu i pokazał się łupież. Pewnie to to go tak swędziało, a ja myślałam, że to coś z frontline było nie tak. Skóra nie bardzo mogła oddychać należycie. Po czesanku i oswobodzeniu też tak ganiał z radości jak po dzisiejszej uczcie.
  20. Owszem - zmieniło się, a zwłaszcza u Barriego :diabloti: . Ale numer dziś wywinął. Odbil sobie za te wszystkie miesiące katowania go ryżem i kurczakiem - zwinął ze zlewu (!!!) całą golonkę. Tak na oko około 0,5 kg. W 10 minut się z nią uwinął i to do zera czyli z całą kością. A ja ze zgrozą patrzyłam jak on to je, bo znając go - nie śmiałam mu jej wyrwać. Ale uwierzcie, że próbowałam :placz: . Nie wiem doprawdy jaki będzie tego efekt. Póki co czuwam jeszcze, bo spodziewam się wszelakich zanieczyszczeń (z przodu i z tyłu). Póki co śpi przy mnie ale słyszę jak mu coś "jeździ" w środku. Ale najgorsze to to, że nie wiem doprawdy jak to się odbije na jego zdrowiu. Ścisła dieta jest u niego przecież podstawą zdrowienia. Ludzieee, tyle zachodu z utrzymaniem diety a tu chwila nieuwagi i masz kobito kłopot. Nie przypuszczałam, że z wysokiego i dość głębokiego zlewu uda mu się coś wydostać. Jest doprawdy gorszy niż ten mój kot. Nie miałam odwagi zbliżyć ręki do jego paszczy wiedząc jak reaguje jak czegoś broni. Wczoraj np. musieliśmy go "zakuć" w obrożę i kaganiec żeby go wyczesać, bo w ogóle nie daje się dotknąć do tylnych nóg i tejże części tułowia. Jak próbowałam po dobroci to chciał mnie capnąć z warkiem. Podejrzewam, że ma jakiś uraz, może był bity "po tyłku". Ale poszło sprawnie, syn go trzymał a ja wyczesywałam z niego tony "wełny".
  21. Jestem i cały czas zaglądam. Może coś nowego u kiciuni ? Czy się polepszyło maleństwu ?
  22. Fona - tu już nawet nie chodzi o ten ogród, bo mój agresor gania po nim cały czas. Jak wracam z pracy, to drzwi cały czas otwarte. Praktycznie cały czas coś tam grzebię, a Barry cały czas przy mnie. Mam tylko jeden wybieg dla moich dwóch suk, jest powierzchniowo taki jak mój dom. One też mają "swoje za uszami" więc nie wpuszczę Dinga do nich na niepewny los :-( . Ich socjalizacja z każdym "nowym" psem trwa różnie, dwa do czterech m-cy a i tak każde spotkanie odbywa się pod moim czujnym okiem.
  23. Trzymam kciuki za moją kiciunię.
  24. Wiem ,że tu wszyscy czekają na mnie. A ja dzisiaj całej nocy nie "przespawszy i beczywszy". Tak sobie rozważyłam całe za i przeciw - czy ktoś podejmie za mnie taką decyzję żeby jeden pies był izolowany ? W końcu nie biorę psa po to żeby był skazany na więzienie - to jest coś najgorszego co może być. Mój Barry już jest pełnoprawnym domownikiem - i on ma już tego świadomość ( to już prawie półtora m-ca jak tu jest [jest też po babeszjozie i wielu innych trudnych przejściach, o których mam nadzieję, że zapomni]). Biorąc Dinga nie miałabym sumienia zamykać go gdziekolwiek. Po doświadczeniach z 20 letnim Liskiem wiem, jak dla takiego starszego pana jest potrzebny ciągły kontakt, głos człowieka, głaskanie i smakołyki (to tak w skrócie, bo to jest niemal 80 % czasu spędzanego przeze mnie w domu). Sytuacja u mnie jest taka, że po dogłębnym rozważeniu - jedyna możliwość to byłoby zamykanie Dinga w jednym z pokoi - a skoro on tak rozpacza, to ja bym chyba nie zniosła jego płaczu. Mój Barry jak pisałam - to agresor. Potrafi nawet zawarczeć na mojego syna, który do mnie podchodzi. O innych odwiedzających nawet nie wspomnę, bo to już "mecyje nie z tej ziemi". Nie mogę - skoro jestem przy zdrowych zmysłach - decydować się na "tylko oferowanie mu ogrodu", który i tak byłby kontrolowany przez Barriego. Poradźcie coś - to był z mojej strony impuls, jak zawsze zresztą. I tego impulsu nie umiałam opanować. Zawsze tak jest, że jak jest "ta ostatnia chwila" - to zdaję sobie z tego sprawę i staram się pomóc. "Okrzyczcie" mnie teraz. Poddaję się - ale nie umiem skazać psa na poniewierkę w odosobnieniu, czy to Barriego czy to Dinga.
  25. Jest jednak plus w tym wszystkim - nie mam schodów.
×
×
  • Create New...