Zosia4
Members-
Posts
2154 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Zosia4
-
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Evita - dzięki za wstawienie zdjęć. No i co ? - niech mi ktoś powie, że to jest pies po 20 letnim życiu w schronie. Jest u mnie niecałe dwa miesiące - a już jest szczęśliwy - i taki kochany. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
O tak - w kuchni czuje się najlepiej. W ogóle to on bardzo mało je - ale kuchnia to jest jego miejsce, bo ja tam przygotowuję różne pyszności. No i tak naprawdę to nie wiem czym on żyje. Ostatnio zaczęłam mu dawać jeść w maleńkiej miseczce kota. Bo przecież wszystko co najlepsze jest "w nie swojej misce". Sprawdziło się tylko kilka dni. A później miska kota to już była "miska psia". No i znudziło się Liskowi wyżeranie z kociej michy. Ale i tak mu nie dam zginąć z głodu. Apetyt ma "wilczy" zwłaszcza na to - co mu spadnie nieoczekiwanie na podłogę. A spada mu, oj spada. A co tam - niech na te swoje ostetnie lata pożyje jak hrabia :) -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Z wklejaniem zdjęć jescze walczę. A jest już tego sporo. No niestety jeszcze mi się nie udało - bo zawsze coś tam stoi na przeszkodzie. Może jest tu ktoś, kto ma to "obstukane" - wysłałabym na "mejla" i ten ktoś "obstukany w wieszaniu zdjęć" na tym forum mógłby w moim imieniu to zrobić ? Ale Lisek jest w te przepięknie ciepłe dni jest taki kochany. Szaleję na ogrodzie - a on ze mną. Tzn. ja szaleję - a on chodzi za mną jak stateczny, starszy pan. Wiecie co? Ktoś mi kiedyś napisał na jakimś forum czy grupie dyskusyjnej (wtedy kiedy jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji), że wszystkie schroniskowe psy są magiczne - ale te najstarsze są jak gdyby "magiczniejsze". No i to jest bezsprzeczna racja- to jest taka racja, że bardziej bezsprzecznej już chyba nie mogę sobie wymyślić !!! To - jak on mi daje do zrozumienia, że jestem dla niego wszystkim - to chyba żaden facet na świecie nie jest w stanie tego okazać (no - facet najważniejszy w życiu też jest - żebyście nie myśleli, że mam jakieś odchyłki :)) No - jednym słowem - chyba wszyscy jesteśmy nareszcie szczęśliwi :) HURa !!! -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No i nastał wieczór, a ja mam pisać o Lisku. Widzę, że jestem "permanentnie" zalogowana. Sprawdza się to co mi poradziłyście. Tak więc zaczynam. Tylko nie wiem od czego. Może od tego, że przez ostatnie dwa dni miałam gości. No i wystarczyło, że Lisek wyszedł na dwór i od razu obsikał ich samochód (tylko tylne koło), obsikał dlatego, że ten samochód nie był mój. Autko mojego męża też obsikuje regularnie, a mojego nie ruszy. No i skąd on wie, że mojego się nie obsikuje ? Przecież wszystkie samochody pachną tak samo (tak mi się przynajmniej wydaje), no i przecież pierwsze trudne dla niego chwile po 19-letnim życiu w schronie to były godziny jazdy w moim samochodzie, to był dla niego wielki stres i jak to niektórzy określają *trauma*. Wiem to, bo podczas podróży z Milanówka do swojego domku Lisek tak po prostu i "po psiemu" się bał, podczas przymusowych przestojów ani się nie wysikał, ani się nie napił wody, a o jedzeniu to już w ogóle nie było mowy. Przespał cały ten czas jazdy na tylnym siedzeniu. Przecież ten mój samochód, którym go wiozłam musi mu się kojarzyć z jakimś "nieznanym złem", z nieznanymi zapachami, no i nie wiem jeszcze z czym - ale mówię Wam - ja czułam to, że on się po prostu boi. No i jak to wytłumaczyć, że mojego autka nie obsikuje tylko każde, które nie jest moim ? Jakiś "piętnasty zmysł" ? A co do tych zmysłów, to też mam różne odczucia. Bo niby nie widzi i nie słyszy. To, że widzi, to już sprawdziłam. Te jego przechadzki po ogrodzie znanymi sobie trasami, jego reakcje na mój widok, fakt - słabo widzi ale widzi. Ale ze słuchem to jest różnie. Nieraz jak jestem z nim sama w domu a Lis śpi albo jest odwrócony tyłem do mnie - to rozdzieram się "na całe gardło" - Liiiiiseeeeeeeek - zero reakcji. A np. jak siedzę w nocy przy komputerze i wystarczy, że cichutko wstane i wyjdę do toalety (no niestety, krzesło obrotowe wydaje wtedy cichy skrzyp) - to od razu Lichol jest na nogach i podąża za mną, gdy tymczsem nikły odblask monitora mi samej podpowiada gdzie nie zahaczyć o ścianę. No to jak to jest, bo odnoszę wrażenie, że widzi i słyszy tylko wtedy kiedy chce. Tylko węch ma "przeznakomity" - wyczuwa gdzie, kiedy i co można ukraść dobrego do zjedzenia. No ale w tej całej swojej nieprzewidywalności jest niezmiennie przeze mnie kochany. Na razie kończę - teraz powalczę ze wstawianiem zdjęć. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dzięki za rady. Już zaznaczyłam co trzeba. Wieczorkiem siądę i na spokojnie poopowiadam o Lisku. Mam też nowe zdjęcia - spróbuję samodzielnie wkleić. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
A my ratujemy z dnia na dzień jakieś nikomu niepotrzebne bidy. Jak sądzę taka między innymi była idea tego forum. Zrozumiałabym to, że jakby jakiś taki ADMIN (bo chyba jest ich kilku) przesiedział w schronie tyle lat co mój Lisek - to nie potrafiłby zrobić nic w tym temacie. Ale młodzi, światli ludzie ? I do tego na wolności ? OK - to było z przymrużeniem oka. Mam nadzieję, że dyrektor Adminów sie nie obrazi :) Ale proszę: nie wylogowywujcie mnie po paru minutach. Jak piszę - to musze mieć na to czas - i licho mnie bierze - jak to wszystko mi później ginie gdzieś w otchłani. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
A nie można być cały czas zalogowanym będąc na tym forum ? Moje teksty o Lisku (takie od serca) powstaja nieraz i w ciągu pół godziny. Nie dam rady pisać pod dyktando ani na czas. Nie można inaczej ? Albo chociaż tak bardziej po ludzku ? Hej - wszyscy władni w tym temacie - ADMINIE, podADMINIE, nadADMINIE i ponadADMINIE - nie możesz coś z tym zrobić ? -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
O jeja - napisałam się tyle i to wszystko poszło w powietrze. Jak to jest z tym logowaniem się? Niby mam komunikat, że jestem zalogowana, a jak chcę wysłac - to mi mówią, że nie jestem - już dwa razy napisałam piekne teksty o Lisku - czy mnie tu nie lubią ? Czy jest jakiś termin czasowy na logowanie się, bo to coś pięknego (dla mnie) co napisałam o Lisku już nie odtworzę. To się pisze sercem a nie "piórem". -
Perraszku - gdzie jesteś? - pytanie bez odpowiedzi....
Zosia4 replied to Ewkaa's topic in Już w nowym domu
Irma - błagam - zabierajcie stamtąd Perraszka - u mnie bedzie miał najlepiej. Przeczytaj wątek o Lisku, który przeżył w schronie bez mała 19 lat. Lisek nie jest dominantem, mam jeszcze jednego kota, który też nie jest dominantem, ba - mam jeszcze dwie "owczarzyce" niemieckie". Ale one są zamknięte na olbrzymim wybiegu. Wypuszczam je pod kontrolą, bo nie chcę żeby była konfrontacja - Lisek- "owczarzyce". Niby przez ogrodzenie jest wszystko ok ale ja wiem, że spotkanie na "zywo" mogłoby się skończyć dla Liska źle, to jest starszy pan - a z resztą przeczytaj od początku do końca. Na cóż Ci te "adwokaty niemieckie" (no i po co to w ogóle było - czy pies potrzebuje adwokata ?) Jeśli potrzebujesz pomocy lub tłumacza - to ja chętnie się w to zaangażuję. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Taką miałam cichą nadzieję :) -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
O rany. No to piszę jak jest "zapotrzebowanie". Napiszę teraz o tym jak Lis rozpoczyna dzień. Wstaje między 5.00 a 6.00 rano (na początku bywało też, że około 4.00 ale teraz raczej później - co mnie bardzo cieszy). Słyszę jak coś pomrukuje wiec szybko hyc z łóżka i otwieram balkon. Pierwsze dni to wyglądało tak, że wychodził ostrożnie na taras i kuśtykał sobie pomalutku po ogrodzie, teraz wychodzi i od razu bieg do płotu. Jego ulubiona trasa to przejście całego ogrodzonego terenu tuż przy ogrodzeniu. A więc kolejno: przebiegnięcie sporego trawnika, dotarcie do ogrodzenia i potem wędrówka dostojnym krokiem naokoło, czyli po drodze znika mi z oczu w małym lasku, wychodzi z lasku koło bramy wyjściowej, pokręci się przy bramie, idzie dalej przy płocie, gdzie sąsiad ma dwa malusieńkie ale niezwykle piskliwie ujadające na Lisa piesulki, pomruczy trochę do nich i popatrzy z wyższością, potem wkracza do sadu, który też przemierzy przy ogrodzeniu, przechodzi koło garażu (jak jest na zewnątrz jakiś obcy samochód, tzn. wystarczy, że nie jest mój to już jest obcy, to go obsika :)) dalej wkracza na teren graniczący z innym sąsiadem, który ma aż trzy psy (w zależności od tego, które są na dworze to go intensywnie obszczekają, jeden waży 60 kg, drugi 1,5 kg !!! a trzeci to jamnik) - też spojrzy na to towarzystwo z góry ew. trochę pomruczy do nich, nasika im przez płot i kieruje się w stronę warzywnika, okrąża go i idzie dalej gdzie moje suki mają wybieg. Tu następuje obustronne niuchanie nosami i merdanie ogonami (to piękny widok - muszę to jutro uchwycić), okrąża wybieg, a one z nim ale od środka, idzie dalej obok starych grusz, kieruje się w stronę ogniska i wraca pod drzwi balkonowe. Trwa to mniej więcej ok. 20 do 30 min. Tu pod drzwiami jak usłyszę, że coś mruczy - to go wpuszczam. Jeszcze z 10 dni temu rozpoczynał koncert i szczekał, szczekał też po wejściu do domu. Było to bardzo denerwujące, bo "szczek" ma taki "ochrypło-basowo-głośny". Szczekał też na każdego domownika, który wstał "a nie był mną". Stał przy delikwencie, chodził za nim i szczekał nie wiedzieć czemu. Nie przeczę - było to dość irytujące. Więc wychodziłam z nim czym prędzej znowu na ogród, żeby dać spokojnie domownikowi uszykować się do pracy i zjeść śniadanie w spokoju. Od jakiegoś czasu jest lepiej, chyba pomału się docieramy wszyscy. Więc teraz jak wraca z pierwszej przechadzki to czeka na niego micha z pysznościami. Je bardzo małe porcyjki, za to częściej (w ogóle mało je, no chyba, że dorwie się do kociej michy albo coś ukradnie - widać cudze albo zdobyczne lepsze :)) Zaraz ponownie zapada w drzemkę (chrapie jak nie przymierzając mój mąż, nieraz nie mogę rozróżnić, który to chrapie). Wstaje, pomruczy, znów podrzemie - ale na szczęście już nie szczeka. Potem znów na spacerek, no i tak się robi 7.00 - 7.30. No i tak wygląda "rano" Liska. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
O tak - mnie zaskakuje codziennie. Czasem żałuję, że "fotografa przy tym nie było". No cóż musiałabym chodzić cały czas z aparatem, żeby uchwycić "scenki rodzajowe" jedyne w swojej wymowie. Tak sobie myślę czasem: przesadziłam stare drzewo (nawet bardzo) a ono puszcza młode listki i wbrew upływajacemu czasowi młodnieje. To takie radosne patrzeć na Liska i odkrywać codziennie jego nowe - domowe zachowania. Jednak mimo tych 20 lat w schronie był zdolny przystosować się do nowej sytuacji. I na dodatek jest szczęśliwy. Nowe zdjęcia wkrótce. Jutro będę czatować z aparatem na ciekawe ujęcia. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
No właśnie - udało się i już jestem z Wami. Tweety mam prośbę - wklej jeszcze tylko o Lisie-złodzieju, bo znowu "gmerałam" w swoim outlooku i poszło w powietrze. Ostatni raz :) -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
Zosia4 replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Oj tak, kocinka "przywykł" do Liska. Może dlatego, że psiuras go po prostu ignoruje, co najwyżej podejdzie i powącha go. A co do Lisa: rzeczywiście już mniej szczeka w domu. No, to poranne "darcie pyska" było z lekka irytujące. Ja myślę, że on chciał koniecznie zwrócić na siebie uwagę, że myślał może, że jak leżę w łóżku i mam zamknięte oczy to go już nie chcę. Od jakichś dwóch tygodni jest coraz ciszej. No i jeszcze coś miłego. Kilka dni temu jak go rano wypuściłam na ogród, a później ubrałam się i wyszłam zobaczyć moje roślinki, to Lis stał przy wybiegu dla moich suk i witał się z nimi. Zobaczył mnie z daleka, a jako, że słabo widzi to podszedł parę kroków i poznawszy mnie po raz pierwszy radośnie zamerdał ogonem. Aż się wzruszyłam. Do tej pory nie widziałam u niego żadnych oznak psiego cieszenia się. Nawet jak wracałam po kilku godzinach do domu, to nie było żadnej reakcji. Czułam, że jest szczęśliwy, że wróciłam ale nie cieszył się tak jak to robią inne psy, nie merdał i nie był bardziej ożywiony. A tu taka niespodzianka, kochany Lisunio, a gdzież on miał się tego nauczyć no i przede wszystkim z czego niby w dotychczasowym życiu miał się cieszyć.