shantara
Members-
Posts
610 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by shantara
-
Ok, zanotowane :) Dzięki :)
-
Mnie się to zdjęcie nie wyświetla co Dąbrówka wkleiła...:-( Na wątku schroniska znalazłam link taki: [URL="http://community.webshots.com/album/551999843ysYmYO/1"]http://community.webshots.com/album/551999843ysYmYO/1[/URL] to ten collak ze zdjęć nr. 100_2764 i 100_2765? Znalazłam takie namiary na schronisko : 59-220 Legnica, ul. Ceglana 2 tel. (076) 856 63 48 . Mam nadzieję, że dobre i aktualne?
-
Aga a którego z tych colaków masz na myśli? Pospisywałam z wątku pieski i kontakty i jak tylko złapię tą panią to jej to podam. Jak z nią ostatnio gadałam to sprawa była aktualna, więc póki ona nie odwoła alarmu to ja szukam ;)
-
Grubas juz po zabiegu ,zeby za - plombowane ;-)
shantara replied to madziara1983's topic in Już w nowym domu
Aukcja super. Oby coś z niej było. Na allegro dziwne jakieś zasady są. I chyba ludzie niektórzy to całe dnie tylko siedzą i szukają aukcji do których się przyczepić można... Magda, a ten pan w taksi mówił z jakiej dzielnicy jest? Za Hektora nadal trzymam kciuki. Pewnie upały dają mu popalić...:shake: -
Kur*** mać!!! Mnie zaraz szlag trafi na miejscu... Normalnie chyba pójdę komuś dać w mordę. Nie no, to pismo to mnie jeszcze gorzej zdenerwowało niż fakt, że wcześniej się nie tłumaczyli. Czy Ci ludzie w życiu chorego psa nie widzieli? Przecież chory i każdy pies ma prawo być apatyczny, ma prawo nie mieć ochoty na spacer, ma prawo źle się czuć. Po lekach może mieć sraczkę ( przepraszam za słowo ). Fragment podkreślony czytałam w ratach, bo co moment musiałam zrobić rundkę po mieszkaniu tak mną rzucało. Względy humanitarne....plejada naukowców... Dobrze, że sanepidu jeszcze nie wezwali...
-
3 suki BLUE MERLE czekają na dom zdjęcia str. 1 + 11 + 33
shantara replied to Frotka's topic in Już w nowym domu
Wątku jest dość dużo, a ja przeczytałam tylko kilka stron ale mam pytanie, czy w sprawie piesków ten kontakt jest aktualny: dane usunięte na prośbę osoby Nie mogę znaleźć linku do allegro gdzie pewnie psinki są. Mógłby ktoś podać? Mam na osiedlu panią zainteresowaną colli - znaczy może być nawet mieszaniec, ale przypominający wyglądem collaka. Chce znaleźć właśnie pieska w potrzebie. Chciałabym jej dać namiary, gdzie mogłaby się więcej dowiedzieć. -
Z tą akcją to było tak, że ludzie znani robili sobie zdjęcia z pieskami, które znalazły dom - są daty adopcji, ale tam też są zdjęcia samych piesków i namiary z informacją, że pieski domu szukają. No i są rysunki dzieci. Chyba Psi Anioł to prowadził. Co do tych portali to pomysł świetny, tylko nie wiadomo ile i czy właściciele takich portali by się zgodzili. Im często o kasę chodzi. W sumie możnaby się z nimi umówić na symboliczną opłatę... Zawsze warto próbować. To pewnie też pomogłoby uświadomić ludzi. Nie wszyscy wiedzą, że np. piesek sparaliżowany też może żyć szczęśliwie i poruszać się na wózeczku.
-
Gallegro taka zakładka mogłaby być dla psów po przejściach, wymagających szczególnej opieki ale nie koniecznie tylko tych czterach czy trzech przebywających aktualnie w klinice. Na takiej zakładce mogłaby się np. znaleźć Aksa czy Oskarek ( oczywiście za zgodą p. Janusza, o ile by chciał taką zakładkę poprowadzić ). Chociaż może i warto zrobić zakładkę tylko z psmi z Psiego Losu... W każdym razie najlepiej będzie porozmawiac o tym z p. Januszem. On chyba sporo czasu spędza w klinice, więc jest duża szansa, że go zastaniesz.
-
Ja tak na chwilkę odejdę od tematu... Na stacji metra niedaleko Psiego Losu są plakaty akcji "Przygarnij miśka" ( chyba tak się ona nazywała). Wczoraj jak stanęłam pooglądać je to nawet kilka osób też zwróciło na nie uwagę :) A co do pomysłu to jest super. Piesków na takiej stronie mogłoby być sporo nawet, bo wiadomo, że każdy zainteresowny szuka takiego jaki mu odpowiada... Myślę, że pomysł się powinien p. Januszowi spodobać...
-
No to ja za tą skuchę będę obrywać pewnie, aż się zrehabilituję :oops: Gallegro nie martw się, Czaruś to treningów będzie miał na swojej bryce sporo. Przy każdym odwiedzającym i pewnie bez odwiedzających też ;) Fifie kilka ząbków zostało ale nie wiem na ile może gryźć twarde rzeczy. Chociaż chyba są i miękkie zabawki. Jutro idę po szczotkę dla mojego kudłacza to się popytam, co takiemu pieskowi najlepiej kupić... A Czarusiowi to pewnie coś hałaśliwego by się podobało - gorzej z pracownikami kliniki :evil_lol:
-
A wiem co miałam jeszcze napisać. W czwartek p. Janusz będzie się konsultował z chirurgiem. Opis i zdjęcia choroby Czarusia są nawet do Niemiec wysłane. Jak się nie da nic w Polsce zrobić a za granicą by umieli to nasz Czaruś pojedzie, gdzie będzie trzeba. Aga, dobra wiadomość z tym przelewem, bo klinika ponosi ogromne koszty i pewnie nie jest im ze wszystkim łatwo...
-
Jeszcze coś dodam, bo zapomniałam. Wózeczek kosztował 350 zł. P. Janusz nie dostał jednak pokwitowania na niego. W każdym razie przydałoby się wspomóc Psi Los w zakupie wózeczka. Czaruś nie moczy się na posłaniu. Siusia tylko jak się mu lekko brzuszek naciśnie więc podkłady nie są chyba potrzebne. No i poza tym jest KOCHANY!!! Coś tam jeszcze miałam napisać, ale znowu z głowy pustej wyleciało...
-
Mnie też niestety wizyta w Psim Losie przekonała, że decyzja Straży była arbitralna. Zamordowali psa i tyle. Aż szkoda mówić... Widziałam boks w którym do niedawna siedział Ognik. Aż mi się płakać chciało...
-
No to ja już jestem :) Czaruś miał tyle wrażeń, że nie wiem od czego zacząć, a pewnie i tak dużo przypomni mi się jak już skończę pisać. A więc koło godziny 9.40 odebrałam od Jomar rzeczy dla Czarusia. Ze sporym poślizgiem to było, ale rano była taka miła pogoda, że nie mogłam mojemu wielkiemu kudłaczowi długiego spaceru odmówić... Koło 10.30 udało mi się znaleźć lecznicę Psi Los - logo takie samo jak na stronie Kundla polskiego ( dla ciekawostki powiem, że te dwie mordki to pieski pana Janusza, niestety już za TM ). W recepcji bardzo miła pani uśmiechnęła się jak usłyszała, że do Czarusia i od razu zjawiło się kilka osób. Po bardzo małej chwili bohater dnia został przyniesion wraz ze swoją "bryczką". Odbyło się drugie tego dnia montowanie Czarusia do jego wozu :) Widać było, że jest jeszcze oszołomiony zmianą sytuacji. Dzielnie jednak pociągnął swoją karocę przed siebie. Zrobił bardzo małą rundkę i... stanął. No i stał tak biedak dobre kilkanaście minut. Pan Janusz, który nam towarzyszył na tym mini spacerku wołał go a on nic tylko stał i się patrzył przed siebie. Chwilkę poprzytulał mi się do nóg ale i tak najbardziej interesowały go szczeki psów w pobliżu. Nie na tyle jednak by się ruszył. Dopiero pojawienie się pokaźnego rotka spowodowało upragnioną reakcję. Czaruś pierwszy raz wykonał obrót swoim wózkiem :) Oczywiście pomagał sobie przy okazji głośnym warczeniem na intruza :evil_lol: Pan Janusz na chwilkę wszedł do środka i za moment pojawił się z innym rozszczekanym cudem imieniem Fifa. Każde pogłaskanie jej od tej pory przez p. Janusza kończyło się aktem zazdrości u Czarusia i odwrotnie. Pieski chwilkę po stały na dworzu. Czaruś wzbudzał nie małe zainteresowanie przechodniów. Jeden pan nawet pytał czemu on ma zaprzęg ciągnąć skoro to nie husky.... I opowiadał mi historię swojej wycieczki psim zaprzęgiem :roll: Potem Czaruś został wysadzony z wozu i dopiero wtedy zaczęło się szaleństwo... Szorując pupką po posadzce zaczął zwiedzać wszystkie zakamarki. Wszedł nawet do gabinetu lekarskiego. Na siłę próbował dostać się do kotka, który był w jednym z pomieszczeń. Obszczekiwał psy wszystkie i te, które wchodziły do lecznicy i te które tylko drzwi mijały. Co moment miał ataki zazdrości o Fifę a ona o niego. Normalnie istny żywioł :evil_lol: Co moment nadstawiał inną stronę szyi do drapania i jak nie reagowałam odpowiednio szybko to zaczynał piszczeć i podszczekiwać. Podobnie Fifa. Wystarczyło na nią patrzeć i nie głaskać to od razu w szczek. W tym czasie zwiedziłam klinikę. Poznałam króliczka i ślicznego małego wiewióra. Wcześniej jeszcze miałam też okazję poznać Puszka - bardzo smutnego pieska. W klinice faktycznie miejsca jest bardzo mało. Nie wiem co będzie jak jeszcze jakieś zwierzaki będą wymagały hospitalizacji na dłużej. Dlatego trzeba koniecznie tym co są szukać domu. Wszysteki pieski i królik mogą na dzień dzisiejszy iść do domków. Czaruś też z zastrzeżeniem tego, że przyszły właściciel będzie miał kontakt z lecznicą i stawiał się będzie z Czarusiem na konieczne badania. Na koniec wizyty Czaruś znowu został wsadzony w brykę i :crazyeye: szok. Pośmigał przed siebie tak szybko, że ledwie za nim się wyrabiałam. Zrobił kółko i ... stanął znowu. Postał kilkanaście minut w przejściu i wkońcu wszedł do lecznicy, gdzie... przystąpił do obwąchiwania zadka Fify :cool3: Facetowi to tylko dać auto, a od razu na dziewczyny leci...:mad: No, ale Fifa to skromna panienka i pogoniła adoratora szczerząc zęby...:diabloti: Czaruś biedny stanął znowu na środku lecznicy i stał... Został jeszcze raz wygłaskany, wymiziany i wydrapkany. Widać było, że już nieco się zmęczył więc jedna z pań pracujących w klinice zaniosła go na posłanie. Dostał gryzak, zostawiłam mu ochraniacze i pożegnałam się z urwisem... do następnej wizyty :loveu: Chwilkę jeszcze poczekałam, bo objecałam p. Januszowi, że zaczekam i zobaczę karetkę, którą właśnie odbierał z naprawy. Cały czas słyszałam szczek Fify. Ona podobno potrafi tak cały dzień... Następnym razem jak będę jechać muszę koniecznie jej jakąś zabawkę zawieść tylko nie wiem co byłoby dobre dla psa, który już prawie nie ma ząbków... Ma ktoś jakiś pomysł? Ogólnie to pieski są uroczę i można się zakochać z miejsca. Jakbym się nie bała, że mnie rodzina z domu wyrzuci to wszystkie bym dziś ze sobą przywiozła. Ale mój facet to już by chyba zamykał mnie na klucz w domu i zabierał wszystkie klucze ze sobą do pracy ( od krat w oknach też ).:evil_lol: Odwiedzać je można codziennie w dowolnych porach.
-
[quote name='Aga_Mazury']Viktorij narazie nie ma....jak wróci to podpytam ją o tych rehabilitantów.....wykorzystamy i sprawdzimy każdą mozliwość napewno :) Shantara aż Ci zazdroszczę tego jutrzejszego spotkania z Czarusiem naszym ...[/quote] Domyślam się, że jej nie ma. Pisałam niedawno do niej, czy nie ma jakiegoś colaka w schronie. Mam bardzo miłą panią na osiedlu która szuka Coli dla swojego znajomego ( uparł się, że ma być pies wyglądający jak Coli bo mu się taki marzy...). A co do jutra, to czuje się jak przed randką:cool3:
-
Ja jestem za tym, że próbować sprawę z nimi wyjaśnić. Napisać mail, zapytać i zobaczymy co odpowiedzą... Green ma racje. Na razie nie mamy dowodów na nic. Zgadzam się, że sprawa wygląda na śmierdzącą, a jak coś wygląda na g*** to zazwyczaj włąśnie nim jest... Ale szanse na wyjaśnienie należy dać. Chciażby po to, by upewnić się w domysłach.
-
Grubas juz po zabiegu ,zeby za - plombowane ;-)
shantara replied to madziara1983's topic in Już w nowym domu
Tak czy inaczej wygląda na to, że ta osoba brzydko zagrała na uczuciach i nadziejach. Masz racje Paula, tak się nie robi... Ja nie wiem jakie mogłaby mieć kłopoty z szefem, żeby usuwać posty, nie odbierać telefonów itp. -
Masz na myśli tą ich odpowiedź na mail Agi ?
-
GreenEvil właśnie powodem domysłów jest fakt, że Straż w odpowiedzi na pytanie Agi nie podała konkretów, tylko ogólne stwierdzenia, dodatkowo fatalnie ubrane w słowa... Ja też jestem za mailem do Straży z pytaniami jakie tu padły. Rzecz w tym, że trudno to sformułować tak, żeby nie odebrali tego jako aktu agresji. A wiadomo jak się na takie akty odpowiada... Może adwokat diabła podjąłby się pośrednictwa w rozmowach? :cool3:
-
Mnie ciekawi jedno... Czy Ognik to odosobniony przypadek? Czy były inne psy, "ze względów humanitarnych" uśpione przez Straż?