-
Posts
1229 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by swan
-
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
No tak , tylko ignorowanie psa to jest metoda wychowawcza (kara) dla psa, który szuka kontaktu z człowiekiem. Dla Lusi to nic nie znaczy, a raczej znaczy, to jest nagroda, bo dają święty spokój , nie męczą , nie stresują itp Ale może faktycznie muszę zrobić przerwę, bo zaraz zrobię coś, po czym Lusia będzie się bała do mnie zbliżyć:evil_lol: :diabloti: :eviltong: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
Lusia dzisiaj uciekla z pokoju. Przez drzwi zastawione szafką, płytą pilśniową, kartonem i podwójnym materacem (tam nie ma skrzydeł drzwiowych) - coś przeskoczyła, coś odepchnęła, pod materacem się przecisnęła...... Coraz mocniej startuje do moich nóg starając się mnie odgonić jak zachodzę jej drogę próbując zagonić do kąta, żeby założyć linkę Zaczynam się jej bać Nie ma postępów, zaczyna się robić coraz gorzej Lusia nie jest złamana Lusia się spotkała z nową sytuacją i nauczyła się, jak sobie z nią radzić na swój sposób Dzisiaj znów ze mną wygrała Nie mogę spróbować z Werą na lince, po pierwsze nie mogę złapać Lusi na linkę, po drugie jestem tutaj sama i nie mam drugiej osoby do prowadzenia Wery na smyczy :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: :placz: -
KOSZALIN - CZARNA HAŃCZA - ma własny, zupełnie własny DOM :-)
swan replied to kinga's topic in Już w nowym domu
[quote name='kinga'] ale przynajmniej panowie będą musieli się pospieszyć, jak im wytłumaczysz,ze ten brytan w budzie jest bardzo groźny i tylko czeka... tylko czeka...:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:[/quote] :roflt: :roflt: :roflt: -
Wilczarzowata już u swan- relacja z wesołej podrózy i zdjęcia
swan replied to olekg89's topic in Już w nowym domu
Panna wilczarzowata pewnie już czuje , że jej się bezpieczny domek szykuje, bo cieczki dostała:cool3: ale dobrze jej tam w Gliwicach pilnują:p -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
Lusia ma ciągle nowe pomysły. Teraz poza obszczekiwaniem mnie zza stołu i w biegu doszło obszczekiwanie mnie ze swojego bezpiecznego punktu. Ale dość szybko się poddała jeśli chodzi o uciekanie. Za to potem jak już była na lince, to częściej niż zwykle walczyła z gryzieniem. Do tego stopnia, że nawet łapała i szarpała drugi koniec linki, który mi z ręki zwisał luźno. Poza tym bez zmian, wieje gubiąc bobkii na początku. Potem siedzi pokornie w bezpiecznym punkcie warcząc albo próbując złapać spadającą na nią linkę zębami, potem próbuje się wyślizgnąć z pętli aż w końcu udaje mi się pętlę zacisnąć i wtedy robimy spacerki. Lusia co jakiś czas próbuje się przykleić po drodze do ściany albo jakiegoś mebla, wyciąganie stamtąd kończy się najczęściej chwilową walką z linką. Aha, i to jest już rytuał, po złapaniu na linkę podchodzi do mnie i się otrzepuje. czy to jest sygnał rozluźnienia czy wręcz przeciwnie?? No ale poza tym wszystkim to niespecjalnie nabiera do mnie zaufania. Dzisiaj na przykład odmówiła przyjścia po jedzenie do mnie do ręki. Nawet szprotki nie podziałały.... -
Dorothy podsunęła pomysł o sklepach myśliwskich. Ponoć wyżłom się też zakłada buty, żeby tropu w lesie nie zostawiały:cool3: Zobaczcie ile mamy grup psów w butach. A wydawało się, że kot w butach to taki ewenement:evil_lol: Irma, chyba najlepiej spytaj w miejscowym sklepie myślwskim, w necie internetowego sklepu nie znalazłam z butami. tutaj znalazłam chyba jakieś tańsze: http://psialapa.com.pl/modules.php?name=Asers_Shop&s_op=viewproduct&cid=9 a zresztą jest ich masa w wielu internetowych sklepach zoologicznych, wszystkie tej samej marki
-
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
swan replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Dorothy, ja tutaj z innej beczki. Czy wiesz, gdzie kupić buciki dla psa? Irma potrzebuje dla Serwa, ja kiedyś widziałam na ponach na wystawach w deszczowe dni . Ale na polskiej stronie klubowej ponów nic nie ma na ten temat. Bobtaile mają podobną szatę, może też wystawcy używają butów? Jest jak sprawdzić na przykład na niemieckiej stronie miłośników bobów albo cuś? -
http://www.karusek.com.pl/index.php?search_full_name=buty&szukaj=szukaj&action=search&search_maker=&search_category=17 znalazłam coś takiego, ale te co pamiętam z wystaw inaczej wyglądały. Choinka, może oni je szyli na miarę:cool3: ? szukałam na allegro bez skutku szukałam też po stronie klubowej ponów i po forum miłośników ponów i też nic:cool1:
-
na pewno są buciki dla psów, takie skórzane chyba jak jeszcze z moim ponem jeździłam na wystawy, to niektóre pony w deszczową pogodę przyjeżdżały w takich bucikach więc są na pewno, tylko nie wiem gdzie szukać, z moich obserwacji powiem, że pony chodziły w tych butach zupełnie normalnie, jakby nigdy nic, więc Serwo powinien się też przyzwyczaić
-
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
swan replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kochani, ale nie zapomnijcie proszę o obiektywiźmie. Ja też mam długodystansowca schroniskowego, Darma siedziała 7 lat. Jest kochana i nie odstępuje mnie na krok. Tak zapatrzona we mnie, że uczy się błyskawicznie. Za żadne nagrody, tylko za dobre słowo i pogłaskanie. Ale na mężczyzn była cięta, na inne niektóre psy też jest. Nie jest przytulanką dla każdego. Podejrzewam, że gdybym nie poczytała trochę głębiej o psach w literaturze i na dogomanii i nie miała doświadczenia z psami, Darma mogłaby podziurawić paru panom ręce:cool1: Poza tym jest o mnie bardzo zazdrosna i muszę dobrze obserwować sytuację i ustawiać odpowiednio pso-kocie stado, żeby futro nie fruwało. To co chcę powiedzieć, to to , żeby nie mówić: weźcie pieska ze schroniska, on za to , że dacie mu dom, będzie Was kochał do końca życia i będzie najwspanialszym najgrzeczniejszym psem na świecie i będziecie żyli długo i szczęśliwie.... Z każdym psem trzeba umieć mądrze postępować, z psem po przejściach tym bardziej. Więc myślę, że to dobry pomysł, żeby napisać fajny zachęcający artykuł, ale żeby na przykład Zosia napisała o brudzeniu w domu na początku i nauce czystości, o początkowych kłopotach z wyciem i wstawaniem o 4 rano itp. Takie mogą być psy , ludzie powinni o tym wiedzieć, zeby na psa ze schroniska nie zdecyowała się osoba, która będzie głęboko rozczarowana rzeczywistością odbiegającą od sielskich wyobrażeń i odda go po dniu czy dwóch. Wiecie przecież z dogomanii, że takie przypadki wcale nierzadko się zdarzały i zdarzają. Pozdrawiam mocno. Zosiu, jak tylko uspokoi się wariactwo szczytu ogrodniczego szału, musimy się wreszcie koniecznie spotkać:lol: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
Zielony, nie bardzo rozumiem dlaczego się tak uniosłeś od razu:lol: Pani Zofia przecież parokrotnie zaznaczyła,że nie kwestionuje tylko pyta o doświadczenie, o uzadadnienie itp, jako osoba, do której też wiele osób zwraca się po pomóc i miłośnik psów zapewne chce się czegoś dowiedzieć z doświadczenia innych, tak to zrozumiałam przynajmniej. No bo ja też bym na przykład chciała wiedzieć, ile jeszcze?? Ja wiem, że każdy przypadek jest inny, i przyjmuję do wiadomości, że Lusia może być jakimś cudem przypadkiem najtrudniejszym z trudnych i pobijemy wszelkie rekordy:shake: ale lubię znać jakieś fakty, nawet statystykę, jeśli coś takiego da się wyciągnąć z Twojego doświadczenia. Ja z Lusią działam od początku marca. To już trzy miesiące. Przez pierwsze dwa miesiące zupełnie w innym stylu i jak pani Zofia słusznie napisała, z miernym efektem. Prawie przez 2 pierwsze tygodnie maja nie zdziałałam prawie nic, bo Lusia nawet przestała jeść w mojej obecności, nie wspomnę nawet o podejściu po jedzenie do mojej skromnej osoby..... Metodą z linką pracuję od połowy maja, zaczął Zielony 13 maja, jutro miną trzy tygodnie. Wyłączywszy mój wyjazd do Londynu na 5 dni, codziennie pracuję z nią przynajmniej godzinę. I tak jak pierwsza sesja Zielonego mogła wyglądać na wielki przełom i niemal hokus pokus:cool3: a moje kolejne z Lusią utwierdzały mnie w przekonaniu, że Lusia się złamała i jeszcze tylko próbuje od czasu do czasu i coraz mniej i coraz słabiej, to teraz widzę, że te próby nie słabną, wzmocniły się po tym, jak oswoiła się z nową sytuacją i walczy zaciekle ze mną. Reakcje na zbliżanie się do niej są takie same nieważne, czy mam w ręce linkę czy nie. Jak próbuję zagonić ją do kąta i z daleka zarzucam jej linkę na głowę, łapie ją zębami i próbuje mi wyszarpnąć z ręki. Jest z dnia na dzień sprytniejsza jeśli chodzi o uwalnianie się z zaciskającej się pętli. Próbuje codziennie kilkakrotnie przegryźć linkę, próby są bardziej zaciekłe niż jakieś 2 tygodnie temu, kiedy sytuacja z linką była dla niej jeszcze nowa. Kiedy się zatrzymuję ok 1 m od ściany prowadząc Lusię na lince, Lusia zawsze wybiera ucieczkę pod ścianę lub słup, zależnie co jest bliżej. Czyli czuje się tam bezpieczniej niż przy mnie. Przy przyciąganiu z powrotem do mnie na lince prawie zawsze się szarpie i gryzie linkę. Jak siedzi na moich kolanach, jest cała rozedrgana, napięta, wystraszona. Może siedziec długo, mogę ją głaskać długo , a ona i tak co chwila podskakuje pod wpływem lekkiego dotyku dłoni. Zielony, czy miałeś przypadek, kiedy się z psem nie udało? Jak to długo może trwać? Czego według Ciebie mogę oczekiwać "w nagrodę" tej harówy psychicznej, bo że Lusia mnie trochę bardziej "posiwi" to pewne:cool1: Mówiłeś, że jakieś zachowania mogą jej pozostać. To jest bardziej oględnie powiedziane, możesz troszkę konkretniej? Ja lubię wiedzieć na czym stoję, nawet jeśli ta informacja brzmi: "z mojego doświadczenia bywa tak i tak, ale pamiętaj , że tutaj może być zupełnie inaczej." Zielony, pamiętaj, że ten wątek czyta wiele osób, jedni szkoleniowcy z doświadczeniem podobnym do Twojego, inni stosujący i znający inne metody, inni laicy , którzy czytają z ciekawości, i jeszcze tacy laicy jak ja, którzy teraz albo w przyszłości mogą potrzebować takiej wiedzy. -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
Dokładnie o to chodzi, dlatego pisałam , że Lusia ciągle mnie zaskakuje. Znajduje coraz to nowe sposoby reakcji, a najczęsciej akcji sprawdzając moje reakcje. Na razie wygrywam. Ale coraz niespokojniej wyglądam dnia, kiedy wymyśli coś, czego nie pokonam...:cool1: no nic,life is full of zasadzkas:razz: Nie wiem czy z Werą wypali, Wera ma cieczkę:-o to nowość dla mnie i dopiero się uczę, jak się zachwują suki w takim stanie. Wera próbuje mi dać co chwila buzi i wchodzić na kolanka,a Darma jest na nią jeszcze bardziej cięta niż zwykle. A wczoraj ta duża biała suka Werę zaatakowała. Więc wprowadzać Werę do Lusi czy lepiej dopiero po cieczce? Aha, jeszcze jedno pytanie. Dlaczego nie dawać Lusi smakołyków za siedzenie na kolanach? -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
Nie sądzę, żebym napisała książkę. Tyle się na tym forum o tej dzikiej upartej babie napiszę, że na książkę to już na pewno by mi cierpliwości nie starczyło:mad: A ja myślałam, że wczoraj Lusia uciekała:cool1: trzeba było ją zobaczyć dzisiaj biegała tak szybko, że nie wyrabiała zakrętów i z całym impetem bokiem wpadała na ściany mam na ścianie mokrą plamę bo Lusia się posikała ze strachu, a akurat była w pełnym biegu i robiła wiraż:crazyeye: :cool1: może się to i śmiesznie czyta, ale to smutne i mi coraz smutniej jak patrzę, jak ona walczy o tą swoją niepodległość Znowu trochę trwało zanim się poddała i udało mi się ją zastać w jednym miejscu. Aha, jak tak się ze mną goniła naokoło stołu, obszczekiwała, zjeżona groźnie warczała uciekając przede mną itp i do tego atakowała linkę,którą chciałam na nią zarzucić przez stół, to ogon jej chodziła jak oszalały. Gdybym nie znała sytuacji, mogłabym pomyśleć, że ona się świetnie bawi:roll: Tak w ogóle to ona jest bardzo bardzo zaskakująca. Jak już się uspokoiła i dała zarzucać na siebie pętlę, to mi z 15 minut zajęło założenie jej i zaciśnięcie. Ona jest coraz lepsza w uwalnianiu się nawet jak już pętla jest założona i już niemal całkiem zaciśnięta. I to wszystko nie ruszając dupska z miejsca. Wreszcie udało mi się założyć i zacisnąć pętlę. Lusia siedziała w bezpiecznym punkcie bez ruchu, ja stałam też. Jeszcze zanim zdążyłam się odwrócić i ruszyć w drogę, zgadnijcie, co Lusia zrobiła??? Zanim pociągnęłam linkę sama ruszyła z miejsca i przyszła do moich nóg. Mając w pamięci co robiła minutę temu żeby się do mnie nie zbliżyć, to wyglądałam mniej więcej tak::crazyeye: Grzecznie chodziła na spacerku po pokoju. Ale ze dwa razy znowu spróbowała zawalczyć i było to bardziej zaciekłe niż wczoraj i dłużej trwało. Jak tylko się uspokoiła, otrzepała się i szła dalej za mną. No właśnie, ona niby taka przerażona itp ale jak idzie za mną to potrafi się otrząsnąć, albo po drodze obwąchać własne bobki, które wcześniej gubiła w panice uciekając przede mną. Zachowuje się niemal jak pies na spacerku w parku.... Na koniec chciałam usiąść i wziąć ją na kolana. Nie jest łatwo w tym pokoju znaleźć czyste miejsce na podłodze. Znalazłam jedno i usiadłam, ale chyba bylo to za blisko ściany. Lusia nie chciała podejść, przytuliła się za to do ściany. Lekko chciałam ją przyciągnąć to znowu zaatakowała linkę. Trochę trwało, zanim puściła linkę, znowu trochę pochodziłam,żeby uspokoić sytuację i usiadłam w innym miejscu. Sama Lusia nie weszła na kolana. Musiałam ją wciągnąć na lince. Usiadła i siedziała jak na rozrzażonych węglach, podskakując niemal przy każdym nawet najdelikatniejszym dotyku. Jak przestawałam głaskać, to próbowała wstać i odejść, sprawdzała czy linka się napina. Widać było, że tylko czeka na moment, jak będzie mogła sobie pójść. W pewnym momencie przy głaskaniu mimo że nie zmieniłam ani ruchów, tempa ani miejsca głaskania, capnęła mnie za dłoń. Ale zaraz głaskałam dalej i już tego nie powtórzyła. Jak zaczęłam kombinować przy lince to już była cała zwarta i gotowa, żeby sobie pójść, no i oczywiście skorzystała z pierwszej nadarzającej się okazji, kiedy pętli już nie było na szyi. Pocieszające jest to, że nie uciekła na drugi koniec pokoju, tylko usiadła przy najbliższej drewnianej belce podporowej czyli niecały metr od moich nóg. Aha, przy tej panicznej ucieczce połamała sobie pazury. Jeden jest nadłamany, inny palec ma zakrwawiony. Nie kuleje, ale jak usiadłam obok niej to zobaczyłam krew na frędzelkach na łapkach. I co ja mam z taką dziskuską zrobić, co się nawet obejrzeć nie da, nie mówiąc o obcięciu za długich pazurów?:shake: -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
swan replied to kinga's topic in Już w nowym domu
a mi się to właśnie nasiliło... Wera pcha się na kolana..... nie mogłam Darmy wyczesać w spokoju, bo Wera praktycznie wchodziła mi na głowę... a tu się okazuje, że Wera ma cieczkę:crazyeye: a ja sierota nie wiedzałam, częściowa analfabetka, dotychczasowa właścicielka samych psich samców:oops: -
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
swan replied to kinga's topic in Już w nowym domu
no, te psy znajdki i schroniskowce tak mają:evil_lol: moja Darma chodziła za mną jak cień, TZ się śmieje, że powinna mieć na imię Shadow:evil_lol: a teraz mam Werę i nagle mam 2 cienie:p strach się bać co będzie dalej, z góry będę wyglądać jak piłkarz na boisku grający przy świetle reflektorów:evil_lol: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
[quote name='GreenEvil']:multi::multi::multi: Uwielbiam ten watek :) Swan, rozumiem, ze po oswojeniu Lusi wydasz ksiazke? :cool3: Pozdrawiam GreenEvil[/quote] a to jest myśl:lol: może by się zwróciła za wymianę wykładziny w pokoju Lusi, dziwię się, że TZ jeszcze mi nic na temat tych zniszczeń nie powiedział, ani słowa:oops: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
już myślałam , że dzisiejszy mój post to tylko :wallbash: :wallbash: :wallbash: i nic więcej, ale los mnie oszczędził faktycznie jak zobaczyłam pokój Lusi po przyjeździe, to mi kopara opadła, była sama 5 dni, a kup było ze 20:crazyeye: Jedno pewne, TZ dobrze ją karmił:lol: Dzisiaj próbowałam od początku lassa jakby nigdy nic, naiwna jedna .Myślałam,że Lusia sobie przemyślała przez te dni to i owo....:eviltong: Uciekała po całym pokoju, warczała na mnie, bawiła się w berka naokoło stołu, szczekała na mnie. Dobrze, ze nie rozumiem języka psów, bo pewnie by mi uszy zwiędły:cool1: Jedno mi się udało, nie dałam jej wrócić z dołu schodów. W ten prosty sposób, że nie dałam jej w ogóle uciec z pokoju. Nie mam z nią szans, ona naprawdę idzie "na wydrę" i dzisiaj parę razy miałam wrażenie, że jest bliska skoczyć mi do nogawek z zębami.... No więc te drzwi bez skrzydeł drzwiowych zastawiłam podwójnym materacem, mała nie miała szans:p Zdenerwowana była chyba tym razem bardziej ode mnie. Przed ćwieczeniem uprzątnęłam to "pole minowe" a podczas ucieczek i pościgów narobiła na samym początku z kilkanaście bobków w biegu:shake: stresuje się kobieta:cool1: No nic, scenariusz był mniej więcej jak ostatnio. Nie dała mi podejsć za blisko bezpiecznego punktu, uciekała do kątów, przymierzała się do ucieczki na schody, ale zobaczyła, ze się nie da, wyglądała przez okna jakby chciała wyskoczyć , uciekając warczała na mnie wściekle albo szczekała , jak decydowała się wracać do bezpiecznego punktu, to najczęściej przestawała warczeć,tylko popiskiwała. Po kilku minutach nauczyłam się jej "rutyny" bo już sobie styl nawiewania wyrobiła, i udawało mi się ją zaskakiwać, co nie pomoglo mi i tak jej zatrzymać w jednym miejscu, najwyżej się wkurzała, że pomieszałam jej plany. Ja przyspieszyłam tempa kroku ale ciągle ona była bardziej zasapana niż ja. Zobaczyła, że jestem szybsza niż myślała. Potem zobaczyłam, że nie mam szans podejść jej na spokojnie na tyle ,żeby dobrze założyć pętlę. Zrobiłam więc długie lasso i w biegu celowałam. Nie myślcie sobie, nie miałam złudzeń, że ją złapię w ten sposób:eviltong: Po prostu chciałam jej pokazać, ze w ten sposób jak się zachowuje od linki nie ucieknie. Poza tym jak byłam 2 metry od niej, a ona akurat przez chwilę siedziała w kącie bez ruchu, to machając tą linką w jej kierunku i nawet bezsensownie zarzucając na nią ona skupiała się na lince i coraz mniej mnie obserwowała a ja krok po kroku się zbliżałam. W końcu udało mi się kilka razy zajść jej drogę jak chciała uciec z bezpiecznego punktu i zbiłam ją z pantałyku. To się teraz fajnie opisuje i śmiesznie pewnie czyta, ale naprawdę mogłam obserwować, jak się robi coraz mniej pewna siebie i coraz mniej zdeterminowana. W każdym razie po 15 minutach (rekord świata:multi: ) udało mi się założyć pętlę na szyję, częściowo fuksem, przypadkiem Lusia mi pomogła, bo zaczęła uciekać w odpowiednim kierunku, żeby pętla się zacisnęła.... I tutaj zaskoczenie, dwa razy próbowała gryźć linkę. 2-3 sekundy szarpania wystarczyły, zeby przestała:crazyeye: :lol: Szok, nigdy to nie trwało tak krótko. Szła przyklejona do mojej prawej nogawki . Jak się zatrzymałam na chwilę, to okrążyła moją prawą nogę i dosłownie przywiązawszy się do mojej nogi położyła się na mojej stopie. Troche mi zajęło uwolnienie się i poszłyśmy dalej. Chodziłyśmy z 10 minut. Poszłyśmy razem do bezpiecznego kącika. Tam Lusia dała się ręką podrapać pod bródką! Jak się dłoń zbliża albo rusza blisko jej głowy, to się oblizuje nerwowo, ale nawet zamachu zębami ani głową nie zrobiła:lol: Poszłyśmy znowu na spacerek i potem usiadłam na podłogę i wlazła na kolanka ale dość daleko ode mnie, gdzieś bliżej łydek. Puściłam linkę i siedziała tylko chwilkę. Szybko zdecydowała się sobie pójść, a wtedy linka się zaplątała jej pod łapką, a ponieważ chciałam ją przyciągnąć do siebie, to znowu zaczęła się walka. Znowu krew na lince i przekrwione przerażone oczy, dobrze że to trwało może z pół minutki i się uspokoiła, przestała się szarpać i gryźć i mogłam jej (patykiem a nie ręką:oops: jednak była dość zdenerwowana) wyjąć linkę spod pachy i Lusia podreptała znowu grzecznie za mną. Cywilizuje się kobietka:p Znowu po chwili chodzenia spróbowałyśmy siedzenia na kolankach, musiałam ją delikatnie pociągnąć na lince, żeby weszła. Posiedziała sobie. Mogłam ją pod bródką i za uszkiem posmyrać. Ale była bardzo spięta. Podskakiwała przy pierwszym dotyku , jak na rozpalonych węglach... Posiedziałyśmy chwilę razem, pogłaskałam ja po grzbiecie, po bródce jeszcze i za uszkiem, mogłam nie przytrzymując jej głowy ramieniem, normalnie ręką zdjąc pętlę z głowy. Obserwowała rękę, ale nawet nerwowych ruchów nie wykonywała. Posiedziała jezscze chwilkę, ale dość szybko wstała i poszła sobie. Myślę, że to niezależna kobietka. Jak się jej daje wybór, to wybiera wolność. Przynajmniej na razie. Dlatego tak uciekała . I dlatego szybko schodzi z kolan. Zobaczymy, co przyniesie jutro:cool1: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
hej, ja tu dosłownie na minutkę, bo dopiero wróciłam i zaraz idę do góry zobaczyć jak się ma Lusia i idę spać Joaa, ja nie odrzucam żadnych pomysłów, ale powiem tylko, że Lusię starałam się uczyć podejścia do mnie po jedzenie w momencie, kiedy miała przerzucony przez grzbiet sznurek i mimo tygodnia prób nie udało się, nie ruszyła z miejsca. Poza tym po jakimś czasie przestała do mnie podchodzić nie tylko jak miałam linkę w ręce, ale nawet jak siadałam pół metra od linki leżącejj na podłodze. Dlatego widzę marne szanse na to , żeby babiszon samowolnie włożyła łepek w pętlę. Ale nie wykluczam, bo dzięki nowym ćwiczeniom coś się mogło w jej łepetynce pozmieniać. Jutro zobaczymy, jaki jest rezultat kilkudniowej ze mną rozłąki.:cool3: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
choinka, nie da się:shake: psy na czas mojego wyjazdu musiałam rozparcelować po opiekunach, bo TZa praktycznie cały dzień nie ma w domu i Wera pojechała dzisiaj do pani, od której ją mam:cool1: TZ musi wystarczyć, oby się tylko cicho zachowywał:cool1: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
To nie chodzi o moje zniechęcenie, jeśli to może dać rezultat, to ja będę próbować ją łapać. Boję się tylko, że każda taka próba zakończona moim niepowodzeniem to jest sygnał dla Lusi, że ona decyduje a nie ja.:shake: Dlatego szukam czegoś innego. Ale ja się tak łatwo nie poddaję, jak mam za nią chodzić, to będę. Do skutku. Za to coś innego weszło w paradę. Przypominam, o czym juz mówiłam jakiś czas temu, że jutro wyjeżdżam na kilka dni. Termin nie jest dobry dla Lusi, ale tej wystawy nie mogę przełożyć pod żadnego psiaka, dlatego mój TZ będzie jej stawiał jedzenie i dolewał wodę, a ja wracam w niedzielę w nocy i od poniedziałku startujemy z ciągiem dalszym Lusinych tortur:evil_lol: -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
zapomniałam napisać o wczorajszym karmieniu, które miało miejsce po moich zabawach z Werą w pokoju Lusi zostawiłam tam wtedy 2 zabawki - piszczącą piłeczkę i piszczącą kostkę Jak poszłam tam później, piłka leżała nietknięta, a kostka leżała u stóp Lusi w jej bezpiecznym miejscu. Lusia bardzo szybko wczoraj i tak niemal energicznie przybiegła po jedzenie. Normalnie zawsze mniej lub bardziej się czai, idzie na krótkich łapach i ma takie ostrożne ruchy. Już mniej niż na początku ale jednak. A wczoraj jak przyszłam, siedziała w bezpiecznym punkcie. Usiadłam na środku pokoju z miską, tak, żeby mnie widziała, żeby mównica nie zasłaniała. I brałam powoli po trochę jedzenia z miski do ręki. Lusi jeszcze nie zawołałam, a ona siedziała na baczność w swoim bezpiecznym punkcie cała wpatrzona w to jedzenie i nawet tak jakoś dziwnie zamruczała parę razy. Coś podobnego do warczenia, ale to nie warczenie. Takie burczenie pod nosem. Jakby zniecierpliwienie. I jak ją zawołałam, to biegusiem przyszła po jedzenie i niemal wrzucała je w siebie. Ja ostatnio dawałam jej trochę mniej jeść, bo chciałam, żeby nie przyszło jej do głowy nie przyjść do ręki nawet jak się zaczęła buntować na linkę. No i chyba to zadziałało. -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
[quote name='zielony']To narazie z linka trzeba popracować. Ale tak jak mówiłem krótko na początek i kolejne sesje coraz dłuzsze. Nie bój sie wrazie ucieczki zastawic jej droge i rozłożyc ramiona z otwartymi dłońmi, palce złączone..[/quote] Co to znaczy, że sesje krótkie a potem coraz dłuższe? Za sesję uznajemy ćwiczenie z Lusią już na lince? czy samo łapanie i poddać się po 15 minutach,a następnego dnia próbować dłużej itd? Nie wiem, czy ja się wystarczająco jasno wyraziłam,ale nie sądzę, abym była w stanie złapać Lusię jeśli ona sobie tego nie życzy, tak jak to opisywałam. Ja próbuję jej zachodzić drogę, rozkładam ręce itp ale ona i tak mnie omija. Wiesz, ze ten pokój na górze jest duży. Może by mi się udało częściej zachodzić jej drogę, gdymym podbiegała miejscami, ale nie chciałam robić takich gwałtownych ruchów? Czy mogę? Myślałam, czy nie udoskonalić mojej linki i zrobić coś w rodzaju pętli do wyłapywania bezdomnych psów. To znaczym, myślałam, czy nie zamocować linki na patyku, żebym nie musiała tak blisko Lusi podchodzić,żeby założyć na nią pętlę. Może to jest rozwiązanie? -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
Wera na początku zignorowała zupełnie Lusię, bo chciała się bawić ze mną. Ale po chwili zabawy zaczęła obchodzić cały pokój i go obwąchiwac i tak dotarła do podestu, na którym siedziała Lusia. Wera cała z rozmachanym ogonem, chcąca podejść obwąchać Lusię, Lusia pokazała zęby i zawarczała. Wera zbliżyła się tylko do skraju podestu, nie podeszła bliżej, zjeżyła się na grzbiecie, ale dalej merdała ogonem. Próbowała podejść do Lusi jeszcze raz z drugiej strony, Lusia bezgłośnie pokazała zęby i Wera odeszła zniechęcona, przyszła do mnie się bawić. I to tyle -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
zrobiłam jak radził Zielony smsami wzięłam na górę młodą suczkę Werę, ona jest bardzo energiczna, zabawowa, przede wszystkim bardzo lubi zabawki i wie do czego służą, w przeciwieństwe do Darmy poszłyśmy razem do Lusi Najpierw weszłam z Werą na smyczy i pochodziłyśmy trochę razem po pokoju. Lusia siedziała w bezpiecznym punkcie, najpierw starała się obwąchać Werę na odległość tzn wyciągała szyję najdalej jak sie dało i węszyła Jak chodziłyśmy z Werą na smyczy, czasem na nas patrzyła,a czasem odwracała wzrok i gapiła się gdzieś w bok. Potem spuściłam Werę ze smyczy i zaczęłyśmy się bawic piszczącymi zabawkami. Rzucałam jej , Wera przynosiła, trochę nimi sama popiszczała, trochę nimi podrzucałam itd Lusia czasem łypała w naszą stronę , większość czasu gapiła się w przestrzeń przed siebie albo odwracała głowę w drugą stronę i patrzyła co się dzieje za oknem. Mam wrażenie, że jak patrzyła w naszą stronę , to raczej patrzyła na mnie, a nie na Werę. I to na razie tyle. I co dalej??? -
DZIKA Lusia - u SWAN na oswajaniu - trzymac kciuki aby sie udalo!!
swan replied to missieek's topic in Już w nowym domu
właśnie wróciłam od Luśki, po godzinie prób nie udało mi się założyć jej lassa:oops: :shake: musiałam przestać, bo bym za chwilę zaczęła strasznie bluzgać:angryy: nowe zachowania się pojawiły Nie wiem, czy Lusia się pewniej poczuła czy to kolejny etap paniki, ale teraz mnie obszczekuje jak nie przymierzając podwórkowy burek. Jak przyszłam, siedziała w bezpiecznym punkcie, pochodziłam trochę po pokoju, popatrzyłam w podłogę, obejrzałam sobie całą bardzo dokładnie:evil_lol: i spróbowałam się zbliżyć do Lusi. Uciekła ze schronienia, i tak kilka razy. Ucieka po kątach, zbliża się do okien i wygląda nimi, jakby sprawdzała, czy szyby przypadkiem nie zniknęły i nie można nimi nawiać. Uciekała z warczeniem, będąc za stołem zaganiana do kąta obszczekiwała mnie. Po czym po moim zaganianiu, z piszczeniem i takim mruczeniem wracała do bezpiecznego punktu. Po iluś, już nie wiem nawet ilu próbach, wracając do schronienia ciągle warczała. Kilka razy kiedy wróciła w bezpieczny punkt, wyciszałam sytuację, kucałam bokiem albo tyłem do niej ze spuszczoną głową, potem podchodziłam powoli, i kilka razy obwarczała mnie siedząc w schronieniu, ponieważ nie przestawałam się zbliżać, ciągle warcząc a czasem również szczekając , uciekała stamtąd.. Cwaniara ani razu nie próbowała uciec w dół schodów. Nie wiem co teraz robić? Przecież ja tej frygi nie jestem w stanie złapać. Ona nie boi się mojego "zastawiania ciałem", przebiega tuż koło nóg, śmiga jak odrzutowiec. Po godzinie była już całkiem zasapana, ale dalej nie dawała się zatrzymać. Był taki moment chyba po trzech kwadransach, kiedy pozwoliła mi porzucać na nią lasso. Próbowałam kilka razy, parę razy pętla spadła na jej szyję, ale albo z niej wychodziła, albo przy zaciskaniu przyjmowała taką pozycję, że pętla się z niej ześlizgiwała. Po chyba 10 rzutach zniecieprliwiła się i znowu nawiała:angryy: no przecież nie będę jej siecią łowiła:diabloti: ch *************************:angryy: :angryy: :angryy: :angryy: