Jump to content
Dogomania

swan

Members
  • Posts

    1229
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by swan

  1. a ja dziergam i dziergam z tą Lusią:roll: przyzwyczajamy się do smyczy powoli od kiedy smycz leży przy mnie , każdy ruch mojej ręki jest groźny, ale dzisiaj rano już był .... trochę mniej groźny:p uczę się jak z nią postępować i jak wykorzystywać kliker jako "tłumacza" ludzko-psiego sama nabieram pewności siebie w tym działaniu bo widzę powoli jak to działa tak więc kontynuuję przyzwyczajanie, że najpierw dotyk mordki, a dopiero potem jedzenie ze smyczą tak straszliwie blisko to nie było dla Lusi już takie łatwe jak wcześniej, ale się przełamała:p a teraz Lusia podchodzi na wołanie, ja ruszam smycz leżącą na podłodze, ona nie ucieka, to ja klik i chrupek:p samii widzicie jak to idzie, jak po grudzie, niemal jakbym jej oddychania uczyła:evil_lol: wdech-klik-chrupek-wydech-klik-chrupek:evil_lol:
  2. :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: to może poszukajcie jeszcze trochę w tym szlafroku Marioli:p może się jeszcze trochę wyszpera w kieszeniach, może coś tam jeszcze zostało:evil_lol:
  3. wczoraj odwiedzili mnie moi rodzice i moja mama bardzo chciała zobaczyć Luśkę ostrzegłam, że pewnie nie wyjdzie z kąta, więc niespecjalnie ją obejrzy, ewentualnie ucieknie w przeciwległy kąt i skurczy się do najmniejszych możliwych rozmiarów, i tyle będzie widać ale i tak poszłyśmy i ku mojemu :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: Lusia, nie nie podeszła do mnie do ręki, ale po rzuceniu jej kilku chrupek w pobliże legowiska po chwili wyszła z kąta i zjadła:multi: najpierw mama się nie ruszała, ale potem wstała i się ruszała, a Lusia tylko na nią łypała kontrolnie, i wcinała dalej:crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: a na codzień jesteśmy na etapie nauki,że trzeba dać się dotknąć w mordkę (coraz wyżej, coraz bliżej obroży:evil_lol: ) żeby dostać chrupka i weszła smycz do gry oczywiście po położeniu koło mnie smyczy Lusia nagle cofnęła się w rozwoju o dobre parę miesięcy i jak tylko ruszałam ręką to wiała do kącika, ale już jest coraz lepiej dzisiaj nawet ruszyłam smyczą przy karmieniu, uciekła, ale zaraz wróciła po jedzenie, więc przyzwyczajamy dalej:cool3:
  4. Wera jakby mogła, to by zjadła stół i krzesła i jeszcze by coś "wsunęła":evil_lol: Musze jej strasznie pilnować diety:evil_lol: Po tej uczcie normalnie przyszła na karmienie, choć wcale jej nie wołałam:crazyeye: i zjadła w tym samym tempie co zawsze, czyli dwa razy szybciej niż wszystkie inne psy, czyli tak, jakby nie jadła od miesiąca:evil_lol: A żeby zrzucić ten brzuchol musiała zrobić trochę więcej niż poleżeć, następnego ranka wyrzuciła mnie świtem z łóżka na spacerek i tak trochę się musiała w krzaczkach "pogimnastykować", tak ze trzy razy:eviltong: A poza tym jej jest łatwo zrzucić, bo to jest pies torpeda. Czasem się dziwię, że jej w tym biegu uszy nie odpadają:lol: a język to jej spada na oczy, jak biegnie:lol: :lol: :lol: Ale są tego łakomstwa dobre strony. Wera za przysmaczek pewnie wszystkiego by się nauczyła:p
  5. A tak offowo... u mnie Wera też ciągle grzebała w śmietniku, śmieciara jedna:mad: aż kupiłam śmietnik otwierany pedałem. jeszcze się nie nauczyła otwierać, więc na jakiś czas mam spokój:p za to do tamtego pojemnika, po wyszorowaniu oczywiście:razz: , nasypałam zapas karmy... i wyjechałam na parę godzin....zapomniawszy zamknąć drzwi do łazienki, gdzie stał ten pojemnik:oops: po powrocie wieko było zrzucone, a w pojemniku tak "na oko" brakowało 2 kilo karmy:crazyeye: to gdzieś tak tygodniowa porcja dla Wery:shake: :crazyeye: Wera przyszła się przywitać, przyszła, to niedobre słowo, ona jakoś tak przesuwała się w moim kierunku:diabloti: nie za bardzo mogąc poruszać łapami:cool1: bo jej wielki brzuch w tym przeszkadzał:-o Przez kolejne dwa dni jak leżała na boku, to wyglądała jak wypchany pies, bo te łapy, które były akurat na górze, to tak nienaturalnie odstawały poziomo, nie dało się ich opuścić, bo brzuch nie pozwalał:diabloti:
  6. ..... nie zapominajmy, że ta połówka również ma otwór wlotowy pochłaniający wszelkie domowe nadwyżki jedzeniowe w domu, a czasem nawet i więcej:p Camara wie co robi.... chichichi ;-)
  7. ależ gdzie tam, wcale nie czas, jeszcze za wcześnie.... Lusia przyzwyczaja się do mnie po kawałki powolutku bardzo weźmie jedzonko z kolana, jak siedzę na podłodze "po turecku" ale już z łydki ani kostki nie:shake: raz podchodzi biegusiem po jedzenie do ręki, a raz się zastanawia a jak ostatnio poszłam do niej bardzo zmęczona wieczorem, to w ogóle się uparła i nie za bardzo pozwalała się ani dotknąć, ani nie podchodziła specjalnie chętnie...normalnie barometr nastrojów dzisiaj rano za to jak do niej wchodziłam to tak starała się mnie zobaczyć "zza węgła" nie ruszając się jednocześnie ze swojego kącika, że wyglądała jak mała włochata żyrafa:evil_lol: pewnie już niedługo będzie merdać ogonkiem na mój widok:cool3: na pewno niebawem:multi: tak gdzieś za rok, no góra półtora....:evil_lol:
  8. Katcherine, zgadza się! mogę to napisać, bo już wylazłam spod stołu,po tym jak spadłam z krzesła:D tylko trochę klawiatura mi się klei:cool1: więc nie będę pisać dłużej:p
  9. a to widzę że się spóźniłam:oops: widzę, że marmar nie ma już na dogo, na gg też już Jej nie ma.....:shake: a ja chciałam puścić ten przelewe na hotelik 418+ 2x5,5 = 429 zł i dla marmar za wydatki do wyrównania czyli 160 zł to co, puścić wszystko do marmar na Jej konto? Bo dostałam na gg. Czy za hotel płacić bezpośrednio do hotelu? Bo mi wszystko jedno, tylko żebyście Wy miały mniej kłopotu.
  10. Dorothy miała numer do azylu ale na internecie, bez dostępu do niego nie miała . Dzięki, żeby nie było nieporozumień, od syla00 dostałam nr przez gg, dzięki też Alfa Zuzia. Oj , spieszę się, więc przepraszam, jeśli przekręcam nicki:oops:
  11. OK, dzięki syla00 za nr do azylu, już Dorothy tam dzwoni,żeby nie było kłopotów z formalnościami. Jak będzie numer konta, to możemy przelać pieniądze za hotel. Ja mam cały czas dostęp do neta i konto internetowe, więc puszczę przelew od siebie, żeby było szybciej, a Dorothy mi odda, jak się dostanie do cywilizacji. Mogę wydrukować potwierdzenie przelewu i dzisiaj po 18:00 przesłać je gdzieś faksem, jeśli trzeba, żeby była pewność, że pieniążkii poszły i żeby hotel wydał Mośka. Tak jak pisałam ok 15:00 będą montować u Dorothy w domu wreszcie internet, ale ponieważ to trochę potrwa a i nie wiadomo , czy się nie opóźni, bo tak przecież często bywa:razz: to żeby nie przedłużać czekania aż Dorothy sama tu wejdzie, ile wyszło ostatecznie do zapłacenia z tego, co Dorothy się zobowiązała zapłacić? (hotel i coś jeszcze?) a ile potrzeba na Mośka dalej, żeby zrobić zrzutkę?
  12. Słuchajcie, za hotel Dorothy płaci, właśnie z Nią rozmawiam, do internetu dziewczyna ma kilkadziesiąt km. Ile płacić? 480 zł? Robię za pośrednika, zaraz zadzwonię do supergogi, żeby dostac nr konta i przekażę Dorocie. Dorothy ok 15 dzisiaj ma mieć podłączony internet to wejdzie na dogo jak zacznie działać. Dajcie mi proszę nr do azylu, to przekażę Dorothy.
  13. Hej , dzwoniłam do Dorothy, niestety nie może teraz rozmawiać, ma mi dać znać jak tylko będzie mogła, to jej przekażę wszystko. Rozumiem, że jutro trzeba zapłacić za hotelik, jeśli Mosiek ma zostać wypuszczony, tak?
  14. trudno opisać postępy, jeśli nie widziało się jak zachowywała się Lusia przy karmieniu w początkowych tygodniach, choć tak naprawdę powinnam porównywać do "środkowych" tygodni, bo w początkowych Lusia nie wzięła jedzenia nawet z ziemi jeśli ja byłam z nią razem w pokoju:shake: Lusia jest coraz śmielsza i zdecydowanie mogę powiedzieć, że od chwili używania klikera postępy idą w porównaniu z wcześniejszymi w tempie "ekspresowym", co niestety jednak oznacza tempo bardzo wolne, ale ja i tak się bardzo cieszę:lol: Lusia coraz śmielej podchodzi po jedzenie, jak skończy się jedzenie w dłoni, to odchodzi parę kroków i najczęściej nie jak dotychczas ucieka do swojej kryjówki, tylko zatrzymuje się w połowie drogi i czeka na kolejną porcję patrząc na mnie wyczekująco, żebym ją zawołała czasem nawet jak nie zawołam tylko położe smakołyk na nodze siedząc na podłodze, to po prostu sama podchodzi:multi: i nie ucieka po każdym kęsie żeby przeżuwać w oddaleniu, tylko cofnie się najwyżej pół kroku, zjada obok mnie i sięga po następne:loveu: przyzwyczajam ją teraz , że zanim uda jej się wydostać jedzonko z dłoni, to najpierw musi się dać poiskać po mordce już coraz spokojniej to znosi, choć już nigdy nie ucieka:p i najlepsze zjawisko - wczoraj usiadłam na podłodze, dałam jej najpierw jedzenie z ręki, a potem rzucałam smakołyki po całym pokoju po jednym chciałam zobaczyć, czy będzie bez skrępowania chodziła po całym pokoju, bokiem i tyłem nawet do mnie, bo kiedyś było to nie do pomyślenia:shake: a teraz biegała po pokoju jakby mnie tam nie było:p i tylko patrzyła, w którą stronę poleci i galopem leciała i wcale nie na ugiętych łapach:cool3: nie boi się ręki rzucającej jedzonko nawet ze sporym wymachem:p i zaskoczyła mnie w pewnym momencie totalnie rzuciłam chrupka tak, że musiała przebiec przez cały pokój i pobiec za mnie, rzuciłam , w ręce miałam kilka kolejnych chrupek czekających na rzucenie, a Lusia zamiast pobiec za tamtym, który spokojnie i bezpiecznie leżał daleko od niej i ode mnie, podeszła do mnie i wyjęła mi chrupka z ręki:crazyeye: :loveu: normalnie siedziałam na tej podłodze, rzucałam dalej i nie mogłam się przestać uśmiechać:lol: tylko ciężko myślę, czy da się coś zrobić, żeby nie wycofała się zupełnie do punktu wyjścia jak pojawią się inni ludzie i inne psy, a właściwie moje suki:hmmmm:
  15. póki co podnoszę Mojżesza:p
  16. z tego co wiem najpierw Hoska rozpoczynała walki, teraz Hoska nie zaczepia, ale Sunia walczy krew się leje nawet do tej pory spokojny Bert robi się agresywny W tym nowym stadzie są ciągle przetasowania i przeszeregowania, ciągłe przepychanki itd jeszcze różnie może być, może się wszystko ułożyć albo i nie Rozumiem stres i strach Dorothy, bo sama miałam parę tygodni temu walki dwóch starszych suk, które adoptowałam, a które przez parę miesięcy dogadywały się bez niczego, aż nagle jedna postanowiła wyeliminować drugą:shake: I wiem jak się czułam, kiedy po kilkukrotnym jednego wieczora rozdzielaniu dwóch suk (jedna 25 druga ok 40 kg) w końcu padłam na trawę a nogi mi tak chodziły, że nie byłam w stanie stanąć i dojść do domu. Więc nie dziwcie się że jest roztrzęsiona i nie wie co robić. To jest stres i strach. Kto przeżył ten wie, kto nie, temu nie życzę, patrzeć jak ukochane odratowane psy próbują się nawzajem zamordować:shake: Nie twierdzę, że należy spokojnie patrzeć na "umywanie rąk", nie jestem pewna, czy z tym tutaj mamy do czynienia. Myślę, że trzeba uspokoić sytuację. Jak są zobowiązania przynajmniej finansowe, trzeba się z nich wywiązać. Jeśli nie da się od razu, może na raty, może z pomocą innych. Na razie nie wiemy, co z tym rozliczeniem, co może a czego nie może Dorota w tym momencie. Dlatego ponawiam prośbę o nr telefonu do Dorothy.
  17. ojojojoj a tutaj takie negatywne emocje:shake: słuchajcie, bez emocji tego forum by nie było, ale nie róbmy z nich broni przeciwko samym sobie, bardzo proszę nie wiem czy to jakaś obsesja, albo może na tyle się już napatrzyliśmy złego na dogomanii, że już wszędzie widzimy spiski i knowania Ja przepraszam,ale czy nikogo tutaj z wypowiadających się w bardzo ostrych słowach nigdy podjęte zobowiązania nie przerosły? Dorota miała dwa psy jak weszła na dogo, trochę śledzę Jej adopcje. Z tego jeden wyciągnięty z "hodowli" niemieckiej i to ta Sunia teraz najwięcej kłopotów powoduje, z tego co zrozumiem, ale Sunia po swoich przejściach nie może być normalnym psem, po prostu. Znalazła dom dopiero u Dorothy. Mazaczek zaadoptowany staruszek, umarł na jej rękach po walce przegranej z rakiem. Jeździła z Niemiec do Polski żeby o niego walczyć. Staruszka Bunia z godziny na godzinę wyadoptowana z Tarnowskiego schronu, gdzie nikt jej nawet rany nie opatrzył. Hoska wieziona przez całą Polskę do nowego domu, nikt nie wiedział, że taka "cwana małpa" z niej i tyle zamieszania w stadzie narobi. Nie wystarczy mieć dla adoptowanych psów serce na dłoni, dobrze chyba o tym wiecie. Pies nawet najbardziej zabiedzony i zaniedbany, po odchuchaniu i adopcji do kochającego domu niekoniecznie będzie cudownym najgrzeczniejszym i najspokojnieszym psem pod słońcem z wdzięczności. Dogomaniakom chyba nie muszę tego tłumaczyć, prawda? Psy mimo starań Dorothy nie dogadują się. Do tego tyle co wiem poważne kłopoty zdrowotne w rodzinie doszły na dokładkę . Jak mogła to pomagała, adoptowała psy, dawała kasę na inne, teraz sama potrzebuje pomocy. Nie pierwszy to raz i nie ostatni na dogomanii prawda? Więc przestańmy tutaj walczyć i spokojnie pomyślmy co zrobić. Dorothy jak czytam tutaj i na innych wątkach się po prostu załamała. Ludzkie, prawda... Więc pomóżmy się podnieść i rozwiązać problemy,a nie wylewać frustrację i żale, nawet jeśli uzasadnione. Jak macie do Niej numer telefonu to poproszę. Może coś się uda szybko wymyślić.
  18. Aleksandra T, :mad: zaraz tak po nazwisku:mad: będę czarować na odległość, żeby ziarninowanie szybciej przebiegało;) (to się tak odmienia?:oops: )
  19. Hej Hej:lol: :lol: :lol: jestem tutaj tylko sporadycznie, bo bardzo mało czasu na "internetowanie"...:shake: ale pięknym koszalińskim pieskom zawsze pokibicuję, w przerwach między jednym porannym spacerem a drugim porannym spacerem... bo moje psie stado już nie jest takie zgodne jak na początku i teraz mam dwa stada:mad: a ja robię podwójną kilometrówkę:diabloti: ale póki co siedzę w pracy, klientów brak więc mogę się tu odezwać:evil_lol:
  20. a ja tutaj kibicuję i kibicuję, poplułam się nieraz ze śmiechu czytając Wasze opisy, wspaniale mieć takie poczucie humoru nawet w ciężkich sytuacjach, przynajmniej nie zwariujecie:evil_lol: ja na odległość i tylko finansowo, nie tą na łapie ale budżetową dziurę tylko trochę podłatam, choć te 50 zł to co, chyba zacerowane narazie:cool3:
  21. Hej Dorotka, ten szczeniak to ten białasek głuchy tak? u mnie od marca jest Darma, a od maja Wera, Darma Werę przeganiała non stop, warczała, straszyła, fakt że do walk nie doszło, ale się przyzwyczaiła i teraz rzadko kiedy pokaże zęby czy burknie coś pod nosem , tylko jak jest baaardzo o mnie zazdrosna za to też miałam walki suk, tyle że Aga walczyła z 2 razy mniejszą Darmą po trzech próbach się poddałam, bo mimo że Darma się w końcu poddała, Aga w dalszym ciągu próbowała ją wyeliminować ze stada.... teraz się nie spotykają wcale i oddzielnie chodze z nimi na spacer..... inaczej mi się nie udało.... a jak zwierzaki uciekają na wieś? Nie macie ogrodzenia czy niszczą je czy przeskakują? Bo ja mogę polecić "elektrycznego pastucha" na psy. Założyłam na całym ogrodzeniu półhektarowego terenu , są dwie nitki, i zatrzymało Agę. Próbowała parę razy sforsować ogrodzenie i przecisnąć się przez oka siatkii leśnej, zabolało i przestała się nawet zbliżać do ogrodzenia fakt, że wykombinowała sobie, że ogrodzenie da się przeskoczyć...:angryy: no ale Hoska i szczeniak są trochę mniejsze, to może Ci jeden kłopot odpadnie... na te pół hektara kosztowało mnie to ok 600 zł
  22. Darmunia niestety miała u mnie ciężkie chwile i zaliczyła trochę traumy, szczegóły na wątku wilczarzowatej w dziale już w nowym domu.... w każdym razie w czerwcu adoptowana przeze mnie 7-letnia super przyjacielska sunia z powodu najprawdopodobniej hormonów (ciąża urojona) i chęci przejęcia przywództwa w stadzie postanowiła Darmę wyeliminować ze zgodnego do tej pory stada:-( parę razy udało mi się je rozdzielić, było straszno i smutno, Darma przez parę dni bała się wychodzić z domu do ogrodu, ba, bała się wychodzić spod biurka ale już rany się zagoiły , bardzo powierzchowne fizyczne i głębsze psychiczne też,, Darma teraz jest nawet weselsza niż przez tą awanturą...:razz: a ja mam dwa razy więcej ruchu, bo robię dwa oddzielne spacery rano i dwa wieczorem, jeden z Darmą i Werą, drugi z Agą, wszystkim psiakom to bardzo odpowiada, Aga wilczarzowata ma mnie tylko dla siebie i gołym okiem widać, że jest szczęśliwsza, Darma, która na początku bardzo dogryzała nowej młodej Werze z zazdrości o mnie, teraz się cieszy, ze jest tylko Wera i zniknęła ta wielka Aga:roll: tylko ja na ostatni spacer wieczorny muszę już brać latarkę:evil_lol: i chyba musze psiaki zaopatrzyć w obroże odblaskowe, bo wszystkie są czarne, a jak nie patrzą w moją stronę pod światło latarki, to nawet nie wiem, gdzie są:evil_lol:
  23. [B]brazowa1[/B], ja chyba nie jestem taka groźna:cool3: Wiewióra widziała to chyba potwierdzi:cool3: a kiedy przyjedziesz odwiedzić Czarną??:mad: bo jeszcze trochę, i Czarna/Darma Was zapomni:cool1: [B]joaa[/B], patrzę i obserwuję Twój podpis, jego zawartość zmienia się na szczęście jak w kalejdoskopie, ale Lusia jest tam stałym elementem:shake: co to widzę, to biję głową w biurko i obiecuję sobie, że coś z tym muszę zrobić:angryy:
  24. a tutaj zdjęcie zadowolonej Agi poszliśmy dzisiaj rano na spacerek do szkółki, gdzie czeka na nią od paru miesięcy buda,z której jednak nie miała okazji skorzystać do tej pory ją ignorowała, a dzisiaj się ucieszyła jak na widok starego przyjaciela i wskoczyła do niej, co chwila wyskakiwała, jeszcze się dynamicznie pocieszyła:lol: znowu wskoczyła do budy, znowu wyskoczyła i odbyła niemal rytualny taniec szczęścia:cool3: oj, ta ciąża urojona chyba każe jej znaleźć legowisko i domek dla dzieci:cool3: po powrocie z urlopu zostałam zaskoczona informacją, że pracownica z dnia na dzień wyjeżdża na stałe zagranicę i od poniedziałku siedzę w sklepie za kasą do 6 wieczór co bardzo mi skomplikowało plany, bo miałam z Agą iść do weta potwierdzić czy to na pewno ciąża urojona czy coś innego się z nią dzieje czy może to moje omamy a teraz to chyba zdążę dopiero w sobotę albo w niedzielę [img]http://img166.imageshack.us/img166/4002/zdjcie000ko0.jpg[/img]
  25. asik89, żeby popracować nas szczeniakami i przyzwyczaić je do ludzi, pewnie nie jest niezbędne, jeśli nie ma takiej możliwości, zabierać je do domu. Wizyty i przyzwyczajanie, że człowiek poza sprzątaniem i wrzucaniem jedzenia służy jeszcze całkiem nieźle do głaskania, które nawet okaże się przyjemne też dużo pomoże. A grunt to nie przegapić najważniejszych kilku pierwszych miesięcy życia psiaków, bo potem to będzie trwało 10 razy dłużej W jakim wieku są szczeniaki? Bo nie znalazłam na tej stronie informacji o tej psiej rodzince.? A jeśli chodzi o Lusię, to widzę coraz większe ośmielenie. Coraz mniej boi się ruchów mojej ręki. Jeśli jeszcze mam w tej ręce jedzenie, to często ją nawet goni, żeby wyłuskać przysmak. Jeszcze niedawno gdybym ruszyła albo machnęła nie daj Boże ręką z jedzeniem, zwiałaby natychmiast do swojej kryjówki. Wczoraj wieczorkiem też po długiej przerwie wróciłam do wabika w postaci wędzonych szproteczek:razz: za taki przysmak Lusia zdecydowała się podejść nawet w ten sposób, że ja klęcząc na podłodze górowałam nad nią lekko pochylona. Żeby wziąć pachnącą szproteczkę musiała podejsć tak, że mój tułów i głowa były nad nią niemalw pozycji bynajmniej niewycofanej:roll: i się odważyła i podeszła! Pierwszy raz się odważyła tak odsłonić,że była bezbronnym bokiem zwrócona do mnie, a nawet pociągnęłam rękę tak, że była prawie tyłem do mnie. I wyobraźcie sobie, przeżyła ten straszny stres:p
×
×
  • Create New...