Jump to content
Dogomania

swan

Members
  • Posts

    1229
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by swan

  1. Lusia nie jest wysterylizowana, ale jeśli chodzi o ewentualną ciążę, to można to spokojnie wykluczyć:p Ja się nawet zastanawiam, czy wiatr nie wywiewa wody z miski:evil_lol: ale prędzej te wiatry które mamy ostatnio szybciej wysuszają wodęw misce, tak jak kałuże szybciej wysychają.... Lusia jest w od jakiegoś czasu na suchej karmie. I właśnie ostatnio dostaje jej więcej, bo najczęściej jej daję całą miseczkę i jak ona wcina, to ja ją przyzwyczajam do dotyku. Tak właśnie udało mi się rozplątać smycz, dotknąć jej grzbietu i obroży. Jutro jadę z inną suką na sterylkę, to popytam weta o takie picie. A może rzeczywiście to jest na zmianę pogody:p albo wzmożone pragnienie, bo przecież człowieka też wiatr wysusza, to psa na pewno też:p
  2. byłam u Lusi w południe, specjalnie przy świetle dziennym, żeby ją obejrzeć. Załatwia się normalnie, śladów po wymiotach niet. Nie zobaczyłam śladów skórzanej obroży, ale jak do jutra nie zobaczę, to zbadam pozostałości po jej obiadkach dogłębnie:diabloti: Póki co Luśka ma apetyt jak złoto, niemal biegiem do mnie przychodzi po jedzenie, zaraz widać, że chętniej chodzi. Nic dziwnego, przecież bardzo ją bolało wcześniej. Pije też bardzo dużo. Przez ostatnie 5 dni wypija 1,5 litra wody dziennie. Co idę do niej, to miska sucha:crazyeye: No i to na razie tyle. Pokombinuję z jakimiś może spuszczanymi drzwiczkami do budy, na sznurek, żebym mogła łatwo odciąć jej drogę ucieczki jak będę chciała coś z nią potrenować. Póki zima, nie mogę jej budy zlikwidować. Na lato mogę wymyślić inne legowisko, wystarczającą ją chroniące, a nie będące taką dobrą kryjówką przede mną:diabloti:
  3. kilka dni po poprzednim poście nie było już śladu po kulenia Agi i tak jest do teraz nie wiem, co to było, ale niedługo skontrolujemy bioderka Jesteśmy umówieni na poniedziałek 14:00 na sterylizację, przy okazji prosiłam weta o zrobienie: 1) skrócenie pazurków 2) rentgen bioder 3) porządne wyczyszczenie uszu od czasu zakraplania uszu co kilka dni maścią, nie trzepie uszkami:lol: a tutaj aktualne fotki:cool3: : [IMG]http://img404.imageshack.us/img404/9717/img1761mo3.jpg[/IMG] [IMG]http://img72.imageshack.us/img72/1634/img1764vy3.jpg[/IMG] To drugie zdjęcie to zobrazowanie ulubionego zajęcia Agi na spacerkach. I najczęściej w miejscu, gdzie leży, NIE ma żadnego paskudztwa:lol: więcej zdjęć będzie później, bo teraz serwer nie chce mi przyjąć więcej :angryy:
  4. byłam już u weterynarza pogadać przed wyjazdem do miasta poszłam do Lusi, chciała wziąć obrożę, żeby wet mógł ....powąchać ten zapach:evil_lol: poszłam i obroży nie znalazłam, szukam i szukam i znalazłam to: [img]http://img148.imageshack.us/img148/9589/img1774fj9.jpg[/img] Lusia zeżarła obrożę:mad: dobrze, że widać, że wybredna była, wszystkie metalowe części zostawiła:evil_lol: pogadałam z weterynarzem opisując całą sytuację na razie poradził mi smarowanie rivanolem, jako że nie widać żadnej głębokiej rany mam Luśkę obserwować, czy ma apetyt, twierdzi, że póki pies ma apetyt, to nie mam się czym martwić. A Lusia apetyt ma, oj ma:evil_lol: :cool3: :loveu: przedwczoraj, jak jeszcze miała na sobie tą nieszczęsną obrożę, to jak ją karmiłam i za wolno podawałam jedzonko, to podnosiła się na tylne łapy, żeby samej szybciej dosięgnąć ręki:loveu: ona wcześniej nigdy nie pozwoliła sobie na taką frywolność:crazyeye: :loveu: No i teraz kwestia tej obroży. Missieek, to była naturalna skóra, prawda?:cool1: bo jeśli tak, to nie powinno być kłopotu będę sprawdzać, czy nie wyszła z Luśki przodem albo tyłem:razz: no i obserwować ten apetyt, bo jak zmaleje, to zwiążę babulca jak baleron i zawiozę do weta na siłę:diabloti:
  5. ufffff, już po wszystkim:p i wyobraźcie sobie - poradziłam sobie sama:multi: to znaczy, nie chodzi mi już o samodzielność :eviltong: tylko o to , że nie trzeba było jej łapać na siłę!!!!:multi: :multi: :multi: miałam gotowy plan i tz stał w kotłowni za uchylonymi drzwiami i czekał, aż go zawołam do pomocy, a póki co się chował,żeby Luśki nie spłoszyć a ja poszłam ze śmietnikiem domowym i łopatką do kociej kuwety niby że sprzątać:cool3: no i oczywiście sprzątałam i rzucałam jedzonko tak, żeby maleńka wyszła z budy i poszła jeść, a wtedy ja bym zastawiła wejście do budy koszem na śmieci. Potem już miałam łapać prześcieradłem, po złapaniu miałam wołać tza i on by trzymał, a ja bym cięła ale jak zamknęłam wejście do budy a Lusia to zobaczyła, to się schowała w kącik kojca i zrobiłam to, co pokazał mi Zielony jak był tutaj, a potem wiele razy z nią robiłam już sama, jak można do niej podejść w kąciku, usiąść koło niej, głaskać po głowie, a ona nie ucieka i udało mi się, nie warczała, nie uciekała dała się pogłaskać, rozgarnąć włoski na karku, dotknąć obrożę, pomacać obrożę, pociągnąć obrożę:crazyeye: :crazyeye: :crazyeye: i siedzi, widać że wystraszona, ale nawet zębami nie kłapnęła:loveu: chciałam przeciąć obrożę, ale była tak ciasno,że jak próbowałam ją podważyć, to Lusia aż się wzdrygnęła:shake: no to próbowałam rozpiąć, musiałam do tego zdjąć rękawiczki, licząc na jej litość nad moimi dłońmi ale tutaj znowu trzeba było mocno manipulować przy zapięciu, bo to jest mała ale jednak skórzana i sztywna obroża, i im bardziej manipulowałam, tym mnie bardziej bolała ta jej rana:oops: a ta nic, siedzi dalej i nie ucieka ani nie kłapie:loveu: w końcu poszłam jednak na cięcie, udało mi się podważyć delikatnie obrożę i przeciąć paskudztwo jak tylko puściła, słuchajcie, jej wzrok, normalnie jak ja tam ulgi i wdzięczności nie widziałam, to jestem krasnoludek:loveu: :loveu: :loveu: i dalej tam siedziała, dała się trochę pooglądać, poodchylać włoski, dałam jej jedzonko, normalnie prawie mi wchodziła na kolana, żeby więceji szybciej dostać:loveu: :loveu: :loveu: i mogłam ją głaskać po całej głowie itd:loveu: :loveu: :loveu: i ta rana, bo to bardzo ważne, nie jest wcale jakaś głęboka, do końca to ona sama sobie zdjęła tą obrożę, bo oczywiście była lekko przyklejona, ale przyklejona, nie wrośnięta jest na pewno obtarcie, osocze i mocno podrażniona i przytarta skóra, nic więcej nie zobaczyłam Lusia apetyt ma jak złoto:loveu: więc nic złego jej nie może być:multi: na razie zostawiłam ten śmietnik przed budą, żeby mi się nie chowała, żebym mogła ją do końca dnia obserwować i jak trzeba, jakoś przemyć tą ranę ale już wiem, że jak trzeba zasuszać, przemyć, to sobie powinnam dać radę:multi: PS mam nadzieję, że nie przerobi mojego domowego plastikowego śmietnika na confetti:diabloti:
  6. jak ją łapałam poprzednio, bo przenosiłam do kojca, to dostałam od weta tabletkę. Nie wiem co to było, bo dostałam tylko wycinek listka, taka maleńka okrągła niebieska tabletka. To się stosuje do uspokojenia psa np na sylwestra. Wet mi powiedział, że nic innego na wynos mi nie może dać. Nie wiem, jak silny jest ten sedalin, może tego właśnie nie może mi dać.... W każdym razie po tej tabletce, którą Lusia dostała, była ogłupiona do czasu, aż czegoś od niej nie chciałam. Jak zaczęłam kombinować z łapaniem itd to nie było widać żadnego ale to żadnego ogłupienia...... Moim największym bólem jest, żeby jej to jak najszybciej zdjąć,żeby więcej nie urażało. Potem pojadę pogadać do weta. Najwyżej będę ją łapać codziennie....:cool1: Jeśli to skaleczenie jest pod łapą, z boku, to mam szansę dotknąć ją tam jakimś tamponem ze środkiem w czasie jedzenia, trochę to czasu zajmie, ale nie trzeba będzie łapać, taką mam nadzieję. Chyba że Lusia nagle odmówi zbliżania się do mnie. Muszę coś szybko zjeść, bo mi ręce "latają" i idziemy do Lusi. Trzymajcie kciuki
  7. no właśnie, z tym że ja jestem przyzwyczajona, że radzę sobie sama z moimi obowiązkami a w tej sytuacji do Lusi potrzeba więcej niż dwie ręce, dwie ręce trzymają psa, dwie uwalniają z obroży.... nie ma siły, musi poczekać do jutra....
  8. No i racja z tą chorobą była, joaa, a właściwie Lusia nie jest chora, tylko "uszkodzona":-( Od kilku dni było lepiej, zaczęła do mnie przychodzić, częściej ją widziałam na zewnątrz, widziałam,że długo polegiwała na legowisku, które jej przygotowałam na zewnątrz budy. W miejscu zacisznym i osłoniętym od deszczu, ale z którego widać podwórko, położyłam jej starą puchową kurtkę. i ostatnio dużo ją tam widzę jak leży i ogląda podwórko. Wczoraj wieczorkiem poszłam do niej z jedzonkiem. Jak wcinała to zobaczyłam, że łańcuszek, który przyczepiłam jej do obroży, jest mocno zaplątany, jest dwa razy krótszy niż powinien i na końcu ma kłąb splątany. No to jak ona jadła, to ja delikatnie wzięłam końcówkę i udało mi się prawie cały rozplątać, zanim zjadła:multi: jasne , była trochę zaniepokojona, ale ponieważ nie ciągnęłam, nie uciekła sama się zdziwiłam:roll: dzisiaj zrobiłam podobnie, postawiłam miskę tak, że musiała stać bokiem do mnie, ona sobie jadła, a ja ją dotykałam po głowie i wiecie co, pierwszy raz udało mi się dotknąć jej grzbietu:multi: no dobra, teraz te gorsze wieści trochę już się uspokoiłam, więc mogę opisać po kolei przy dotykaniu głowy i karku zauważyłam, że coś nie tak z jej obrożą jest dość mocno przesunięta do tyłu wcześniej myślałam,że to dlatego, że ciągnie za sobą ten łańcuszek , a obroża jest dosyć luźna ale dzisiaj udało mi się dotknąć jej obroży i okazało się, że jest naprężona patrzę i patrzę i próbuję coś zobaczyć w jej włoskach (akurat ma dłuższe w okolilcach karku) i....:crazyeye: wreszcie zrozumiałam, ona przełożyła jedną łapę przez obrożę i ma ją na sobie jak szarfę przełożoną przez jedno ramie:crazyeye: a przecież obroża nie była aż tak luźna:shake: nie widziałam nic więcej, bo mała ciągle ostatnio uciekała wczoraj zauważyłam,że jak zjada i staje przede mną, to podnosi prawą przednią łapkę już się bałam,że sobie coś zrobiła, nawet udało mi się ją dotknąć i nie zauważyłam reakcji bólu poza tym jak chodziła to stawała na tą łapkę nie widziałam opuchlizny, krwi, nic z tych rzeczy a to dlatego, że ją uwiera pod pachą:angryy: no i co więcej, jak już widziałam gdzie patrzeć i czego szukać, to patrzyłam i szukałam i ten straszny wiatr mi pomógł - wiatr rozwiał włosy i zobaczyłam,ze łapkę ma pod pachą mokrą, raczej głównie osocze, troszkę krwi....:shake: poznałam wreszcie ten zapach, który od paru dni do mnie dochodził, ale nie skojarzyłam go wcześniej z Lusią, myślałam, że to z kotłowni sąsiada, która jest tuż obok:oops: tak pachniała kiedyś zgorzel , jak byłam u dentysty:shake: niestety wygląda na to , że ona już może sporo dni tak tą obrożę mieć, bo już się tam coś paprze:-( :mad: :shake: ech, człowiek bezsilny, bo się paskuda ani obejrzeć, ani dotknąć porządnie, ani obmacać nie da próbowałam coś dzisiaj sama zrobić z tą obrożą, ale po kolejnym podejściu, próbie odpięcia obroży , nawet przecięcia obroży w czasie, jak ona je, w końcu się wkurzyła na mnie, że tak ciągle kombinuję, i poszła do budy i już nie wyszła:shake: dzisiaj już było ciemno, po pierwsze przy świetle latarki nic nie zrobię, po drugie sama nic nie mogłam zrobić, brakuje mi rąk jutro rano będzie światło dzienne i będzie TZ mam pomysł, żeby odciąć jej drogę ucieczki do budy (zastawić czymś wejście), wejść do kojca z TZem, nakryć ją starym prześcieradłem, skrępować jak mumijkę, TZ przytrzyma (duży jest, powinien dać radę) a ja przetnę tą paskudną obrożę.... zobaczymy co dalej, pojadę do weta, może mi coś da w tabletkach, jakiś antybiotyk nie w zastrzyku...:p Wiecie co, ręce mi opadają, mam psa, który nawet jak sobie zrobi krzywdę, to po pierwsze bardzo trudno to zobaczyć, a jak już zobaczę, to nie mogę jej leczyć albo szybko pomóc:mad: :cool1: taka bezsilność budzi normalnie wściekłość we mnie:angryy:
  9. swan

    Metamorfozy

    [B]natrix1[/B], przykro mi , że tak się stało :calus: to prawda, że dość często się tak zdarza, że pieski, starsze, które adoptujemy, po otrzymaniu nowego własnego domu mogą szybko od nas odejść ale na to jest na pewno kilka wyjaśnień przede wszystkim nie ma się co oszukiwać, wiele starszych psów jest oddawanych do schroniska albo porzucanych właśnie dlatego, że są chore, a nikt o tym nie wie, w schronisku się najczęściej albo nigdy nie robi badań, które pozwalają mieć pełny obraz stanu zdrowia psiaka, i efekt jest jaki jest i może jest jeszcze coś w tym,że pies który dostaje się do swojej bezpiecznej przystanii, może po prostu odpuszcza? Ja akurat mam między innymi dwa psy ze schroniska w średnim wieku, jedna sunia była w nim 7 lat, druga krócej, a obydwie mają około 8 lat. Jedna jest u mnie prawie rok, w dobrym zdrowiu, druga jest pół roku, też nie widać kłopotów. Pewnie mogę się nazwać szczęściarą, ale też pewnie na wiele przypadków schorowanych psów ze schroniska jest wiele psów zdrowych ze schroniska.:happy1:
  10. :smilecol: a kolejnym kapslom:angryy: MÓWIMY NIE!:mad: :evil_lol:
  11. [quote name='PaulinaT']Już ja dobrze wiedziałam dlaczego do tej pory moje psy były z sierścią krótką... :roll: [/quote chcesz powiedzieć, że Szarik jest psem długowłosym????:crazyeye: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol:
  12. Lavaa, uważaj żeby nie wpaść w jedną z pułapek z przygarniętymi/adoptowanymi psami. Jak mamy taką sierotkę u siebie, to non stop byśmy głaskały, nagradzały itd. Żeby wynagrodzić dotychczasowe nieszczęście psinki. I w efekcie psujemy psu charakter , w efekcie długofalowym albo szybszym czasem, niż się spodziewamy. Zwłaszcza na początku, kiedy ustalamy reguły w domu i co psu wolno a czego nie wolno, najlepiej psa nagradzać (smakołyki, pieszczota) za coś, co dobrze zrobił, zgodnie z naszym poleceniem lub życzeniem. Nie nagradzamy za nic, za samo bycie. Taki pies musi wiedzieć, że nagroda jest od Ciebie, czyli Pani, i że jest za to, co Ty chcesz żeby zrobiła. Jeśli nagrody będą za polecenia (siad, przywołanie, zejście z fotela itp) a za nic innego, to Pola łatwiej wyłapie, co jej się opłaca robić i sama będzie przychodzić i siadać przed Tobą, nawet jeśli nie będziesz jej wołać, żeby dostać nagrodę. Takie postępowanie jest ważne, jeśli chcemy nauczyć psiaka określonych zachowań no i żeby pokazać, że Ty jesteś Panią dającą nagrody.
  13. a widzisz, też miałam o to pytać.... Dwa tygodnie temu zauważyłam, że z Darmy zaczyna wyłazić podszerstek. Ponieważ po jesieni zaniedbałam jej regularne czesanie, no to ją calutką wyczesałam że hej. A po tygodniu znowu z niej podszerstek garściami wyłazi:crazyeye: myślałam,że jakieś miejsca ominęłam, a tutaj na całej powierzchni psa futro płatami wychodzi:cool1: one też czują wiosnę w powietrzu:evil_lol: (to chyba muszę szybko Agę sterylizować, bo jak ta poczuje wiosnę, to dostanie czwartą cieczkę w ciągu 8 miesięcy i znowu mi działania zablokuje:angryy: )
  14. oj ja sierota :splat: a ja myślałam, że te tańce to na bogate zbiory działają:oops: to ja muszę oddać mój dyplom mgr inż ogrodnika:evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: i ciągle nic nie z kapselkiem??:cool1:
  15. ha, przyłapałam ją poszłam sobie do łazienki, a tam jest okno wychodzące na jej kojec i co widzę? Lusia chodzi sobie po kojcu i ciekawie wygląda na podwórko:crazyeye: no to ja galopem po lornetkę i patrzę co ona tam kombinuje a ona najpierw próbowała się podkopać pod kratami - szybko się poddała, bo tam jest betonowa podłoga:diabloti: no to próbowała otworzyć bramkę, ale chłopaki zrobili mocną zasuwkę i kratka jest na tyle dopasowana, że nie uda się jej tamtędy wyjść:eviltong: próbowała przez chwilę przegryźć kraty:razz: a potem poszła na tył kojca i próbowała się przecisnąć między kratami a ścianą:cool1: jak mi się wydawało,że zaczyna mi znikać z oczu, to rzuciłam lornetkę, wskoczyłam w płaszcz i buty na piżamę i poleciałam ją łapać sierota ze mnie, ale ja już mam schizę na punkcie uciekających psów:oops: Przecież nawet mała Lusia nie jest w stanie przecisnąć się przez szparę szerokości 2 cm:oops: jak mnie zobaczyła, to spojrzała, odwróciła się tyłem i weszła do budy:shake: ech, będziem próbować dalej oswajać dzikusa Zielony, ja się nie poddaję, ja mam doła, bo jestem chora:eviltong: ;)
  16. hej Katcherine, chyba się niejasno wysłowiłam, nie ma zangielszczonej nazwy na kiszoną kapustę, Anglicy na nią mówią sauerkraut, sama słyszałam w rozmowach i filmach, więc Twój wet powinien znać to słowo:lol: sprawdź może u swojego weta, czy zrozumie, zanim psiakowi ją zaaplikujesz:evil_lol: tak na wszelki wypadek:evil_lol: Chociaż ostrzegam, że reakcja anglika na takie metody może być dziwna. Pielęgniarz ze szpitala jak usłyszał o stawianiu baniek to tak na mnie spojrzał, jakbym chciała co najmniej dziecko do pieca wsadzać (patrz: Janko Muzykant i Rozalka) A jak opowiadałam angielskim sadownikom o działaniu bielenia pni drzew zimą (metoda oparta na czystej fizyce, nagrzewaniu się mniej jasnych powierzchni niż ciemnych) to potem musiałam tłumaczyć, że w Polsce nie tańczy się o północy naokoło drzew w podskokach, żeby owoce nie były robaczywe itd:mad:
  17. Hej Katcherine, kapusta kiszona to po angielsku sauerkraut czyli pewnie po niemiecku. Na pewno możesz ją dostać w UK, jako typowy przysmak niemiecki. Pytanie tylko , czy w każdym mieście, czy tylko w Londynie:roll: Dołączam się do trzymania kciuków za Serwa i "rodzenie" kapselka:p
  18. mam swoich 4 psy i trzy koty, moje koty się bardziej zachwują po "psiemu" niż Luśka:p ja nie wymagam, żeby ona była przylepą i psem "kolankowym" ale żal serce ściska, jak widzę, że ona się ciągle boi, zamiast uspokoić, i że musi siedzieć w tym kojcu na dworze, a nie może być blisko ludzi w ciepełku mogłaby po prostu tutaj mieszkać, dostawać jedzonko i wychodzić na spacerki taka kruszynka ani miejsca nie zajmuje ani dużo nie zje a tak to siedzi w tej budzie, sama i to mnie najbardziej męczy pozostaje jeszcze pytanie, czy dogada się z resztą zwierzaków w domu to jest pytanie baaaardzo wybiegające w przyszłość, ale akurat tak się składa, że mam w domu dwie suki, z czego jedna jest po bardzo długim pobycie w schronisku, nie jest młodziakiem i jest bardzo humorzasta i zazdrosna, choć nie agresywna do stopnia gryzienia, to lubi postraszyć i pokazać, że ja jestem tylko i wyłącznie jej a Lusia to też nie mięczak, więc tutaj obawiam się kłopotów ale zobaczymy co czas przyniesie:p
  19. z myślą, że mogę nie dać rady, już się oswoiłam:p to nie jest fajna perspektywa, że ona do końca swojego pewnie jeszcze długiego życia, będzie żyła w kojcu, bez fajnego kontaktu ze mną ani z innymi ludźmi i zwierzakami, ale wiem, że taka wersja tej historii też jest możliwa W pierwsze dni w kojcu wyglądała ciekawie na świat i szybko do mnie przychodziła, po kilku dniach dopiero się tak wycofała. Jakby się na mnie obraziła;) Ale nie ma innej opcji. Myślicie, że mi ludzie nie mówią, pukając się (na szczęście wirtualnie) w czoło, po co ja trzymam takiego psa/nie psa? Radzą, żeby wypuścić i będzie spokój. No ale przecież to to samo, co dać w łeb łopatą:angryy: tylko może jeszcze okrutniejsze, bo najpierw by była sponiewierana przez świat..... Jeśli ktoś mądry i doświadczony, jakiś fachowiec, wie co robić i uważa, że mając ją u siebie, jest w stanie zrobić coś w miarę szybko,albo przynajmniej spróbować, bo przecież szkoda kolejnych zmarnowanych miesięcy jej życia, to sama Lusię tam zawiozę. A potem odbiorę, jak będzie trzeba. Bo ja nic więcej ponad to co robię, nie umiem i nie mam pomysłu. Zawiozę żeby Lusia mogła żyć normalnie. Ale zdaje się nie ma takiej osoby, więc jadę dalej swoją ścieżką i zobaczę, co nam się uda osiągnąć.:p Wiecie, w dniu przeprowadzki Lusia dostała środek na uspokojenie. Który świetnie działał przed i po łapaniu, a w trakcie łapania nie widać było, żeby cokolwiek miała w krwiobiegu:evil_lol: Ale jak już była w kojcu i adrenalina trochę opadła znowu chemia doszła do głosu i Lusia się uspokoiła. Podchodziła spokojnie, a nie nerwowo, do ręki z jedzeniem. Ba , podchodziła do mojej ręki bez jedzenia:crazyeye: Mogłam do niej gadać do uszka, głaskać normalnie po głowie, iskać za uszkiem, a ona się wszystkiemu poddawała, nie uciekała, nie robiła uników. Wyglądała i zachowywała się jak normalny domowy pies, któremu jest błogo z powodu pieszczot i głaskania i obecności człowieka. ech, serce bolało, bo wiedziałam, że to wyłącznie zasługa lekarstwa. I ona nie wie , że to głaskanie i wskoczenia na kolanka jest przyjemne. Normalnie się tam wtedy rozkleiłam nad nią:placz: no nic, na razie kudłata potargana paskuda siedzi w swojej budzie i nie bardzo chce się zapoznać ze światem zewnętrznym.
  20. Paulina, ja też chcę taki tasiemcowy podpis jak Ty:placz: Jak się to robi??????
  21. już mam kupione serca kurze, dokupię jeszcze szprotki, na te przysmaki zaczęła do mnie przychodzić za pierwszym razem Jeśli chodzi o chorobę, to trudno na 100% stwierdzić, jako że ona się nawet nie da wziąć na ręce, a co dopiero zbadać:shake: Natomiast jest regularnie odrobaczana, jest zaszczepiona na wściekliznę, raczej nie powinna złapać znikąd żadnej choroby, bo ma kontakt tylko z moimi zwierzakami, a te są wszystkie kompleksowo zaszczepione i zdrowe. Poza tym siusiu widać że robi, kupki wyglądają normalnie, apetyt ma, bo z daleka obserwuję jak zjada to co zostawiam i szuka, czy gdzieś coś nie odpadło. Pić wodę też pije. Nie słyszę żadnego psikania ani kaszlenia, uszami nie widzę, żeby trzepała, oczka wyglądają normalnie, nosek też. Więc to raczej nie choroba. Zdam relację po mojej chorobie jak to wygląda przy podawaniu ulubionych przysmaków.
  22. Paulina, piękna rodzinka:loveu: a jeśli chodzi o poprzedni post, to słodkie poczucie triumfu ;) miałam tylko przez momencik Ktoś jest w stanie policzyć sztuki i kilogramy u irmy????:crazyeye: :huh:
  23. Paulina, piękna rodzinka:loveu: a jeśli chodzi o poprzedni post, to słodkie poczucie triumfu ;) miałam tylko przez momencik Ktoś jest w stanie policzyć sztuki i kilogramy i irmy????:crazyeye: :huh:
  24. :p no to policzmy: Puma - 4 kg Pusia - 4 kg Kacper - 4,5 kg hm, kotami nie wygram:oops: idźmy dalej: Wera - 27 kg Koral - 27 kg Darma - 26 kg Lusia - 7 kg (nie zważona, ale waga szacunkowa, dolna z podejrzewanej masy, żeby było sprawiedliwie) No i ile wychodzi? 99,5kg Hm, ciągle mało. No i kto wybiega na finisz? Aga:multi: wielka kobyłka o masie 45 kg! [B][COLOR=red]Wynik końcowy - 144,5 kg[/COLOR][/B] Kobyłka przeważyła szalę:razz: a właściwie po wejściu kobyłki na wagę, szala spadła z hukiem :evil_lol: Ale przy kotach Pauliny moje to jakieś takie miniaturki:crazyeye: wczoraj miałam zaszczyt poznać zwierzyniec kotowatych Pauliny osobiście:loveu: i to są bardziej rysie niż koty:crazyeye: :evil_lol: Aha, Wera i Darma na diecie, powinno spaść parę kilo. Paulina, jeszcze jedna sztuka i wygrasz:evil_lol:
  25. spojrzałam właśnie na mapę i mój gorzów jak zwykle jest z boku wszelkich tras. Akurat wczoraj byłam w Poznaniu, co za pech. Chociaż miałam ze sobą dwie moje suki. Muszę przemyśleć, jak zrobić w moim autku przedziały, na wypadek takich okoliczności. W tej chwili leżę w łóżku i próbuję się ekspresowo wykurować w weekend. Jeśli znowu będę jechać do Poznania, co u mnie często wypada nagle i znienacka, natychmiast się do Ciebie odezwę Kingo. A macie jakiś pomysł na transport Koszalin-Gorzów???
×
×
  • Create New...