-
Posts
6689 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by *Monia*
-
Miałam w końcu miły spacer, bez żadnych zbędnych nerwów, spokojny, z zabawami z psami :razz:. Pierwsze były 2 znajome staffiki, młoda wykonała noga, nie wolno i zwolnienie z komendy zanim się staffiki przywitały. Właścicielkę jednego z nich znam, jak właściciele drugiego zobaczyli że nie mam nic przeciwko to dopiero swojego puścili. Psy się przywitały dopiero jak wszyscy byli chętni na kontakt. Później pani z foksterierką z którą Shina się nie lubi, więc obydwie na smyczy. Później bokserek i witanie za obustronną chęcią poganiania się psów. Można jakoś sobie radzić, tylko dwie strony muszą mieć chęć współpracy ;). A rano był pinczerek z którego właścicielką się przeszłyśmy kawałek, porozmawiałyśmy, ale psy tylko tyle co się powąchały i nie mogły pokicać, bo maluch bywa niemiły jak mu coś nie pasuje więc psiakom nie pozwoliłyśmy do siebie podchodzić i grzecznie zajęły się wąchaniem/patrzeniem na nas. W takiej atmosferze aż się chce spacerować. Ale chyba to wstrętne zimno i padający wcześniej deszcz tych luzaków z nieodwoływalnymi psiakami zatrzymały w domu.
-
Ja miałam kilka razy sytuację, że pies za nami szedł i nie chciała wrócić do właściciela. Zawsze starałam się stanąć i poczekać aż właściciel podejdzie i zabierze psa. Ale jak ja sobie stoję, właściciel stoi kilkanaście metrów dalej i niechętnie (albo z wściekłością) przywołuje psa to ileż ja mam stać? Jak właściciel nie wyraża chęci współpracy to ja również nie będę prosić żeby raczył dupę ruszyć bo ja nie będę czekać nie wiadomo ile. W takiej sytuacji zaczynam się oddalać i albo pies wróci do właściciela albo właściciel będzie musiał ganiać psa jak się w końcu zorientuje że dupsko trzeba ruszyć bo pies sam nie zajarzy że trzeba już wrócić. [quote name='Magda25']Spotykam na spacerach mase psów i ich włascicieli i nie wiem dlaczego, ale mam takie wrażenie, że im więcej właściciel z psem ćwiczy/robi/szkoli tym sam jest bardziej opryskliwy i niemiły.[/QUOTE] Ja w młodą wkładam kupę pracy ostatnio i jak mi raz, drugi, trzeci radosny pies po niej poskacze to traci koncentrację i jak się nie wkurzyć? Niemiła raczej nie jestem, musi mnie ktoś na prawdę wkurzyć żeby mnie z równowagi wyprowadzić. A wkurza mnie jak właściciel patrzy zadowolony jak ja się szarpię ze swoim i jego psem, który próbuje zgwałcić młodą :mad:. Jak pies i właściciel kulturalni to wybaczę nawet wcięcie się w ćwiczenie czegokolwiek i dam się psiakom przywitać/pobawić (nie mam nic przeciwko psim zabawom). Tylko młoda nie jest zbytnio chętna na kontakty z psami jak coś ze mną robi i często pies bywa potraktowany zębami, więc staram się unikać sytuacji kiedy może się wnerwić na psa.
-
Byłam dzisiaj z Hexą na zastrzyku (ma jakiegoś wirusa) u naszego weta i powiedział, że w ostatnim czasie było ponad 30 przypadków babeszji w okolicy :shake:. Hexolinie, mimo że na antybiotykach kazał założyć obrożę żeby nie narażać na zachorowanie od kleszcza. Rozmawiałam też na temat łączenia środków i powiedział że raczej poleca, bo jedno zabezpieczenie może nie dać rady a lepiej zapobiegać niż leczyć (nie była to kwestia naciągnięcia mnie, bo wie że zaopatruję się gdzie indziej ;)). Mówił, że było kilka psów z Kiltixem i powbijanymi zarażonymi kleszczami, Frontline też sam gwarancji nie daje. Na temat interakcji środków też porozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że ta interakcja może i jakaś zachodzi (między kroplami a obrożą), ale nie jest to na tyle intensywne żeby mogło bardzo negatywnie na psa działać. Na pewno lepsze to niż faszerowanie lekami przy babeszji. Dobrze mieć weta mającego podobny pogląd :lol:. Tylko on jest wiejskim wetem i w sumie może wiedzieć mniej niż wet miejski ;). Wiejski wet padło z jego ust, ja tego nie wymyśliłam :p. Hexa dostała Contra-Tix i mam nadzieję że będzie działał./ ŁĄczyć będziemy z Fiprexem. Fiprex i Frontline nasz wet poleca (on akurat używa Frontline), z obróżek Kiltix i Preventic. Jak tylko mnie zobaczył powiedział że Preventic niestety się nie pojawił jeszcze i spytał na jaką obrożę się zdecydowałam (o mojej alergii na Kiltix też poinformowany :evil_lol:).
-
[quote name='Sylwia i Ares']Nie podaję samego mięsa. Zazwyczaj dostają jakieś jabuszko tarte, czasami marchewkę, śliweczkę (ale w małych ilościach), brzoskwinię lub czereśnie. Mam własny sad, więc na zimę robię spore zapasy dla nas i dla psów. A jak mam lenia daję gerbera. Gryzaczki oczywiście są. Uszy świńskie, ogony i oczywiście żwacze (podaję je w ilości jeden gryzak na jednego psa dziennie). Nad tymi suplementami muszę się faktycznie zastanawiać. Wiele jest racji w tym co piszesz. Chciałam poprostu zapewnić jak najlepszy rozwój moim psiakom, żeby im niczego nie zabrakło. Ale faktycznie to chemia. Dzięki za rady, wezmę je sobie do serca Pozdrawiam [/QUOTE] Nie lepiej przejść całkowicie na BARF? Wtedy by było łatwiej wyliczyć ile czego pies dostaje, a tak to tak na prawdę dokładnie nie wiesz ile czego dostarczyłaś organizmowi psiemu. Ja odkąd daję kości prawie nie kupuję żadnych gryzaków zoologowych, bo potrzebę gryzienia młoda zaspokaja wcinając śniadanko, obiadek czy kolację. Plus oczywiście warzywka i owoce co drugi dzień albo częściej jak jej się zachce coś ukraść czy wyprosić ;). Nad joserą myślałam dla Hexy, ale jak na razie taty nie mogę przekonać na zmianę karmy z rybnej...
-
Przy dwóch na flexi już jest tłok, a więcej to już pogrom :evil_lol:. Swoje suńki wzięłam raz obydwie na flexi i jak podbiegł jakiś pies to nie wiedziałam gdzie uciekać żeby towarzystwo ogarnąć (dwie ręce zajęte smyczami, a na smaki już miejsca nie było :shake:). Ale... właśnie gdyby nie podbiegacz to by nie było źle ;).
-
[quote name='Sylwia i Ares']Wiecie co, czasami się zastanawiam co lepsze - pies luzem czy na flexi? Efekt raczej podobny. [/QUOTE] Nie do końca, bo we flexi dodatkowo można się fajnie poplątać albo mieć ciekawe ślady jak linka przejedzie np. po nodze :razz:.
-
U moich kundlic bardzo często zabawy wyglądają tak: I to są ich zabawy, a nie jakieś wojny ;). Jest przy tym sporo mruczenia, skoków, ale psy całe i zdrowe z tego wychodzą. Może jak młoda wydorośleje to nie będzie tak upierdliwie lizać Hexi po pysku/gardle, bo się biedna Hexolina momentami irytuje i ucieka przed upierdliwcem :lol:.
-
Moje kundle mają kilka przyzwyczajeń "leżeniowych". Jak Shiny nie ma tuż obok mnie można ją znaleźć w takiej pozycji w strategicznym miejscu: [img]http://www.photoape.com/album/photo/getPhoto.cfm?albumID=29055&photoID=1535801[/img] jeżeli leży obok mnie siedzącej przy komputerze to w takiej pozie: [img]http://www.photoape.com/album/photo/getPhoto.cfm?albumID=28704&photoID=1519724[/img] jak psy śpią razem to najczęściej tak: [img]http://www.photoape.com/album/photo/getPhoto.cfm?albumID=28796&photoID=1525324[/img] bardzo rzadko następują momenty zbliżenia [img]http://www.photoape.com/album/photo/getPhoto.cfm?albumID=28796&photoID=1525325[/img] Jak coś jeszcze ciekawego znajdę to wrzucę.
-
[quote name='Talia']Wiesz może czy w przypadku trójki też jest taka różnica między classic(compact) a long? [/QUOTE] Mam classic 5m i long (linki) i różnica w wielkości i wadze jest znaczna. Jak wychodzę na tej 8m dłuższy czas to później ta 5m wydaje się taka mała i delikatna.
-
Ja też używam flexi na spacery na których nie puszczam Shiny, a chcę żeby miała trochę swobody (nie uśmiecha mi się ganiać po zasranych trawnikach bo ona coś chce iść powąchać). Tylko jak widzę psa to wołam i blokuję smycz, żeby w razie podbiegnięcia psiaka się nie poplątały. Podczas cieczki flexi było jedyną możliwością żeby sobie mogła trochę pobiegać, tylko przy adoratorach była trochę mało poręczna. Nasza flexi jest do 50 kg, Shina ma jakieś 19 kg, więc ryzyko zerwania się smyczy jest bardzo małe ;). Na spacerze malo zawału nie dostałam jak zza krzaka wyszedł rottweiler i podszedł do Shinuli. Na szczęście był pokojowo nastawiony i nawet nie zareagował jak młoda próbowała go kłapnąć w pysk (nos chciał jej pod ogon wsadzić). A hitem spaceru był chłopiec z jakimś goldenopodobnym psiakiem, który go ciągał jak chciał i tylko czekałam kiedy go przewróci :shake:. My się ustawiłyśmy kilka metrów od ścieżki i młodą faszerowałam mięchem, żeby psa nie zachęcała do podejścia. Dwa razy ostrzegawczo szczeknęła i psiak w końcu zrezygnował z ciągnięcia do nas. Pies był na flexi, ale chłopiec wiedział do czego służy blokada ;).
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
*Monia* replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
Z tymi sterylkami mi się skojarzyło jak wet po sterylce aborcyjnej (jakoś końcówka ciąży) chciał nam pokazać to co wyciągnął z suczki twierdząc, że nawet ładne były :mdleje:. Ja wtedy miałam z 14 lat i mało nie padłam jak sięgnął po miskę :roll:. Ostatnio spotykam się raczej z ludźmi będącymi za kastracją/sterylizacją i nawet kilka osób udało mi się namówić :cool3:. Shinę też niedługo czeka sterylka i o dziwo nikt mnie nie potępił jeszcze za to (a z większością napotkanych psiarzy i niepsiarzy ten temat poruszam z racji niedawno przebytej cieczki ;)). I przypomniał mi się komentarz jakiejś dziewczynki na widok Shiny - "ten pies ma jakiś dziwny ryj" :crazyeye:. Co w tym "ryju" dziwnego? Nie mam pojęcia :lol: [img]http://www.photoape.com/album/photo/getPhoto.cfm?albumID=29356&photoID=1547318[/img] -
[quote name='rosa']A ja wczoraj widziałam laba na flexi w kolcach odwróconych do góry, którego dzieci tarmosiły. Jak powiedziałam synkowi, że nie wolno do pieska podchodzić to właścicielka wypaliła "on nic nie zrobi". Pomyślałam pies może nie ale kolce na pewno, ale grzecznie odpowiedziałam, że niech się młody uczy, że nie wolno.[/QUOTE] Z Shiną chciał się kiedyś przywitać golden z odwróconymi kolcami i jak jej powiedziałma że nie wolno bo krzywdę może jej zrobić tymi kolcami to właściciel zrobił dziwną minę i odszedł urażony 8) (niby czym? tym że bałam się o szczeniaka?). [quote name='*kleo*']Oczywiście ona zawsze była wtedy zasmyczona i na moją komendę olewająca... do czasu. [/QUOTE] No właśnie, ile czasu można olewać zaczepki i wsadzanie nosa pod ogon/skakanie po grzbiecie. Nie każdy pies ma tyle cierpliwości, żeby dłużej wytrzymać. Shina akurat jest po cieczce i jest przewrażliwiona na puncie swojego zadka, więc większość podchodzących do tyłka psów od razu łapie za pysk :roll: (fory mają tylko dobrze znane psiaki).
-
Ta koncentracja to jeszcze nie jest to czego bym chciała, ale i tak się cieszę z postępów ;). Kurdupel piłkę ma przeważnie gdzieś :mad:.
-
Smycz miałam przewieszoną przez ramię ale nie pomyślałam o jej zdjęciu :roll:. Już mnie ON użarł w rękę jak Shiny broniłam ale ja w momencie ochrony psa chwytam się wszystkiego i nie zawsze się zastanawiam nad konsekwencjami :roll:. Masz rację następnym razem będę się drzeć, a na wale pełno ludzi więc dla uniknięcia obciachu może właściciela to przyspieszy :cool3:. Mam nadzieję że foksik zacznie być pilnowany chociaż na mój widok ;). Shinulina zaczęła pięknie się na mnie koncentrować i chodzi przy nodze większość spaceru :loveu:. Ale chodzenie przy nodze koliduje z bieganiem, więc muszę ją nieźle motywować żeby zadek ruszała i za pobiegnięcie za piłką dostaje pyszny pasztet :lol:. Muszę ciacha upiec, bo lepiej mi czymś miękkim nagradzać. Jak daję karmę to mam palce całe pogryzione :mad:, a jak pasztet to delikatnie wylizuje.
-
[quote name='Magda25']No właśnie i to jest ciekawe, chyba pouciekali przed stonką. Pytanie tylko gdzie ? Najlepiej spaceruje sie jak pada deszcz, albo jest pochmurnie, wtedy te wszystkie yoraski siedzą w domciu i siusiają do kuwet. [/QUOTE] Nasze znajome psiaki chyba wiem gdzie się wyniosły, ale mi trochę nie po drodze w tamte rejony. Ostatnio poznałam pana z fajnym 1,5-rocznym beaglem, do tego psiak wykastrowany co mnie zdziwiło bo rzadko się z tym spotykam. U nas akurat yorki wśród tych dużych podbiegaczy nie biegają, yorki tylko przed blokiem bez smyczy śmigają ale Shina niedelikatna jest więc nie podchodzą. Najczęściej większe psy są beztrosko puszczane. Chociaż i tak z tego co widzę dużo ludzi tu z psami pracuje. Na tym spacerze tylko goldenka chciała się przywitać, ale udało się uniknąć zdeptania ;). Reszta psów pilnowana albo skracana na flexi :razz:. Chyba jakoś dziwnie wyglądam jak na widok każdego psa faszeruję młodą smakami żeby się nie gapiła i nie prowokowała do podejścia albo te obsmarowane pasztetem palce ludzi odstraszają, bo jeszcze ich psa dotknę i ubrudzę :evil_lol:.
-
Shinie po jedzeniu tylko kurczaka przez prawie 2 tygodnie sierść bardzo zmatowiała, teraz po samych cielęcych kościach jest już ok. Zawsze bardzo ograniczałam kurczaki, ale tata nakupował specjalnie dla niej i jej dawał. Dzisiaj jedną panią przekonałam do BARFa :cool3:. Poopowiadałam trochę o tym sposobie żywienia i pani stwierdziła, że ma dosyć zabawy w gotowanie więc spróbuje z surowym. Na razie tylko mięso wołowe by chciała podawać jako urozmaicenie plus skorupki (żeby wapń uzupełnić), a jak się pies do diety przekona to będą barfować. Nawet moje opowieści o zabawach w papki jej się podobały :lol:.
-
[quote name='Magda25']Taaa ta cała stonka, która zimą, jesienią siedziała z tymi pikusiami w domu, teraz szlaja sie po lesie i irytuje normalnych ludzi. Dziś poszłam do lasu, przez własną głupotę, bo nie skojarzyłam że słońce+niedziela = stonka w lesie... Tak jak weszłam w las tak wyszłam, bo nie dało sie normalnie spacerować... Trzeba bedzie chodzić o kosmicznych porach np. 8 rano [/QUOTE] Właśnie większości tych psów w zimę nie widziałam, a teraz powróciły. Niestety znajome psy gdzieś indziej chyba spacerują, bo dawno ich nie widziałam i Shina swoje towarzyskie zapędy musi zaspokajać patrzeniem na mnie :p. U nas w lasku spokój, bo większość ludzi na wale i nad rzeką spaceruje. Jak byłam przy rzece, w miejscu gdzie najgorsze błoto ludzi spotkałam :-o (bez psa, chyba sobie piknik na bagienku chcieli urządzić :lol:). Zaraz spacer i mam nadzieję, że wszystkie napaleńce bez smyczy siedzą już w domach ;). Chyba się znowu na wiochę wyniosę. Zachciało się miasta... Chociaż i tutaj do tej pory nie narzekałam na większe problemy z psiarzami.
-
Dzisiaj powiedziałam sobie, że koniec bycia miłym dla ludzi radośnie puszczających swoje psy i będę po prostu je do nich odprowadzać jak w inny sposób się ich nie da odgonić. Szłam z Shiną, ćwiczyłyśmy skupianie i chodzenie przy nodze bez smyczy jak podbiegł foksterier i zaczął ją napastować. Shina zwiewała, kłapała zębami, a ten nie chciał się odczepić. Poszłam więc w krzaki i jakoś pies odpuścił (właściciel spacerkiem wędrował w naszą stronę i psa zawołał może raz). Później bawiłyśmy się piłką, Shina akurat była przy mnie i dawałam jej smaki kiedy ten pies znów się pojawił, jeszcze bardziej napalony. Shinę jakoś ogarnęłam żeby nie ganiała w kółko, w końcu usiadła na tyłku (którego musiała bronić przed adoratorem) a tan zaczął ją gwałcić :angryy:. Miarka się przebrała - złapałam psa za obrożę, musiałam go podwiesić bo się wyrywał do Shiny, młodą złapałam drugą ręką i ruszyłam do zupełnie nie zainteresowanego właściciela. Jak ten zobaczył co ja z psem wyprawiam i co miłego mam mu do powiedzenia to w końcu kroku przyspieszył i psa ode mnie odebrał ze słowami "Widocznie mu się spodobała" :mdleje:. Powiedziałam, że jak widać jej się wcale nie podoba, to pan stwierdził, że widocznie za brzydki jest. Byłam tak zła, że już nie miałam ochoty na dalszą rozmowę i poszłam. Może pan się nauczy używać albo smyczy albo rozumu :mad:. Pewnie znowu plota po osiedlu pójdzie, że jestem przewrażliwiona na puncie swojego psa :evil_lol:. Wiosna w pełni i ludzie wylegają na spacery, a w zimę tak pusto było nad rzeką...
-
Dziękuję w jej imieniu :) A ja od dzisiaj będę chamem i będę pieski łapać i nosić podwieszone na obroży do właścicieli jak ci nie zaczną się nimi interesować :angryy:. Foksterier był pierwszym którego to spotkało (za drugim razem jak podleciał i zaczął gwałcić Shinę :angryy:, za pierwszym razem odpuściłam) i każdy kolejny napaleniec będzie tak kończył - koniec tego dobrego, bo za miła jestem i to mój pies musi się męczyć z podbiegaczem a nie oni z ganianiem swoich psów :mad:. Shinulina cieczki już nie ma, więc nie muszę omijać jakichkolwiek miejsc gdzie są psy.
-
Mi rodzice nie wierzą, że Shina nie lubi gości w domu bo u nich była grzeczna (raz tylko ktoś był jak mnie nie było). Też wolę sama chodzić do weta, ale dzisiaj nawet nie miałam jak bo Shiny nie chcę zarazić (jeden pies chory wystarczy). Jak by rodzice z Shiną poszli do weta to podejrzewam, że mogło by się skończyć nieciekawie, bo rodzice są za mili dla piesków (czasem trzeba trochę stanowczości) i Shina by robiła na co by miała ochotę.. Dziękujemy :loveu:
-
Moja mamuśka zrobiła z niej prawie umierającego psa, a to tylko ten sam wirus co Shina w grudniu miała. Kaszel nie był duszącym kaszlem, tylko po prostu po psiemu chrychała. Mama nie spała w nocy, bo czuwała przy chorym psie... Mama z nią nawet na podwórko wychodzi, żeby sama nie spacerowała :-o. Oni mnie do nerwicy doprowadzą :mad:. Do weta mają 2 minuty spacerkiem, a pojechali samochodem :crazyeye: :mdleje:. Nieźle się pewnie wet ubawił, bo mnie uważał za przewrażliwioną, a mama pobiła mnie na głowę :evil_lol:. Ja idę we wtorek z nią na zastrzyk, bo rodzice wychodzą rano i wracają późno, więc i tak miałam jechać i pewnie sobie posłucham co tam mamuśka nagadała :razz:. Teraz dopiero zaczynają odczuwać co znaczy posiadanie psa, bo do tej pory to ja byłam od wszystkich zabiegów, a rodzice tylko kochali, rozpuszczali, karmili i wypuszczali na podwórko ;). Tak w ogóle to wirus panuje u rodziców na całym osiedlu, więc Shinulina przez najbliższy tydzień nie pojedzie do Hexy. O grzybicy czytałam u Was :shake:.
-
Hexi ma jakiś duszący kaszel, wet dopiero od 10, a mnie tam nie ma :placz:. Najwcześniej 10.30 się dowiem czegokolwiek i chyba do tego czasu wyjdę z siebie :placz:. Shiny wziąć w takim wypadku nie mogę, zostawić też nie i mam ogólnie doła przez to :placz:. Wątpię żeby mama przesadzała z tym kaszlem, bo z byle powodu o 9 by mnie nie budziła z pytaniem gdzie książeczka i od której wet otwarty... Musiałam się gdzieś wyżalić...
-
A przyjmiesz nas w razie czego? :razz: Myślisz że bym nie chciała? Ale wiadomo - siła wyższa nade mną panuje :shake::shake: (nawet 3 siły wyższe, plus 2 niższe ale też wyższe niż ja :shake:).