-
Posts
773 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Visenna
-
No z tą gwarancją to pojechali, ale czego sie czepiacie że karłowate? Jesli to te pieski co po dorośnięciu ważą kilo pięćdziesiat, to jak je inaczej nazwać, jak nie karłowate? Dobrze, że sprzedający nazywa je otwarcie, gorzej jakby było tylko "miniatura" co sugeruje ludziom że to osobna rasa, jak sznaucer średni i miniaturowy. Ostatnio napisałam do hodowczyni(!) psów rodowodowych(!) która sprzedawała na swej aukcji Yorkshire Terriery miniaturki...zapytałam czy zależy jej na wprowadzaniu nabywcy w błąd że coś takiego w ogole istnieje i że jako hodowca na pewno zdaje sobie sprawę że nie ma takiej rasy jak YT miniatura - nie odpisała. No, ale jakoś trzeba nabywcę uprzedzic że pies jest mniejszy niz standardowy i że to wcale nie ma tak byc, wiec określenie "karłowaty" IMO jest w porządku.
-
O rany :-(...tak mi przykro...tym bardziej że moj pierwszy psiak zginął w podobny sposób, w paszczy pitbulla, a najgorsze jest to, że to nie była niczyja wina, pitbull myslał że to zabawka..nawet krwi nie było, scisnął mocniej kark i rdzen kręgowy przerwany, nawet nie miałam tej ulgi że mogłam sie wkurzac na psa czy kogokolwiek. Powiem Ci jedno- ciepiałam potwornie, naprawdę myslałam ze zwariuję - tylko myśl o nowym maleństwie w moim domu trzymała mnie przy życiu. Nigdy nie zapomnę mojego Szoguna, ale Loki pozwolił mi wspominać go z łezką czułości, a nie rozpaczy, choć boli nadal, mimo że to było dwa lata temu, też we wrześniu. Trzymaj się Kasiu :glaszcze: , choć wiem, jak smiesznie brzmią takie słowa w sytuacji tego co teraz czujesz, ale nie masz wyjscia, musisz.
-
Nesjanko, a jak u Ciebie to wygląda cenowo w prrzypadku dwóch psów, bo przyznam szczerze3 że 35 zł za jednego razy dwa, razy 4 dni to się robi spora suma :( I jak trzymane są psiaki, bo zdaje sie masz hodowle, a ja mam dwa w pełni samce? Ja nie szukam miejsca w którym psy będą siedziały w klatkach/kojcach- mały jest z hodowli klatkowej i ma uraz, nie da sie zamknąć nawet na minutę bo szczeka nieustannie i wyje. Starszy praktycznie nigdy nie był zamykany w klatce, wiec to też byłaby myślę dla niego trauma, choc on raczej jest spokojny. Ale generalnie nie chcę zeby były zamykane w czymś mniejszym od pokoju, bo to też trauma dla mnie ;) :lol:
-
[quote name='PositiveThought']Wind nie zagląda chyba na forum, Viss ;) a na zachodzie dzikim zostawić nie możesz? Bo wtedy ja chętnie :diabloti:[/QUOTE] A Wind nie była modem przypadkiem? Positive, byłabys pierwszą osobą po mamie mojej, której bym kundle zostawiła, ale do Szcz-na musiałabym je przed czwartkiem przywieźć, a po niedzieli odebrać - to są dwie wycieczki tam i spowrotem, a wycieczka Jeepem do Szcz-na w jedną stronę to jest jak nic ok 500 zł, a nawet jesli bym nie jechała jeepem tylko Passatem, to i tak wychodzi za drogo, pomijając że nie mam na to czasu :) [quote name='nadzieja']oferuja pomoc[/QUOTE] dobrze rozumiem że sie zaoferowałaś z pomocą? :) Jestes z Minska? Bo to chyba kawałek od Warszawy? Reszta na priv ;)
-
Szukam opieki dla dwóch yorków piesków, na czas przyszłego weekendu, tj pieski przywieźlibyśmy w czwartek (11.09) w godz popołudniowych, a odebralibyśmy w niedzielę w wieczornych. Warszawa. Psiaki są niekonfliktowe, czyste, niekłopotliwe, wymagają wyjscia mniej wiecej co 8 godzin na siusiu ( ja wychodzę z nimi cztery razy dziennie, ale w razie czego wytrzymuja tez na trzy razy dziennie), noc przesypiają ładnie, karmę miałyby ze sobą (choc i tak praktycznie nic nie jedzą ;) ). Czy znajdzie się ktoś kto mógłby je na ten czas przygarnąć, bez wsadzania ich do kojców/klatek itp?
-
[quote]No to teraz może zastanowimy sie co robimy dalej??[/quote] A nad czym tu się jeszcze zastanawiac? Chyba wszystkie pomysły co pojedynczy człowiek moze w tej sytuacji zrobić już tu padły, nie sądzę żeby dało sie wymyślić coś jeszcze nowego, poza wykradnięciem tych psów, co ani bezpieczne, ani owocne by raczej nie było..
-
Dobrze przynajmniej ze otwarcie piszą o chorobie suczki - jest szansa ze psina trafi do kogos, kto mając na uwadze jej chorbę nie bedzie jej rozmnażał...a temy :hodoffcy" to dobrze by napisac parę słow prawdy :angryy: "sprzedaję, bo male trzeba karmic butleką a ja juz nie chcę" - szkoda ze jego/jej własna matka nie oddała bo w pewnym okresie życia trzeba go było karmic butelka!:angryy: Dziadostwo, psów w ogole nie powinno mieć!
-
[quote]..Chyba sobie skopiuję i będę załanczać do wyprawki przy Biewerach ...często pytają mnie o te sprawy[/quote] No, to niegłupi pomysł :) Ja kiedys napisałam do hodowczyni Yorków (nie pamiętam do kogo, ale chyba do Cudu natury) z prosbą o zmianę zapisu na stronie, bo miała napisane że York jest całkowicie bezpieczny dla alergików, że absolutnie nie uczula. No więc ja jej wyjaśniłam że posiadam Yorka i że niestety uczula - zeby napisała o tym, bo ludzie pokupują psy a potem bedą oddawać byle komu bo się okaze ze alergia jednak jest...w odpowiedzi dostałam dosć oschłego (żeby nie powiedzieć niemiłego) maila, że jak ja mam psa bez rodowodu, to ta pani nie wie co to za rasa, że on moze ma siersć jak wilczur, że go nie kąpię i ze Yorki definitywnie nie uczulaja bo ona też ma córkę alergiczkę, itp...Napisałąm jej ze są alergie i ALERGIE i to że jednego nie uczula nie znaczy ze nie uczuli po jakimś czasie (jesli jest uczulony na inne rzeczy) i że trzeba ludzi ostrzegać - cóz...nie dotarło do pani hodowczyni. No to teraz mogę pani odpisac że mam teraz mam psa z rodowodem, po Bakaratach i też uczula :evil_lol: [quote] Visenna a na konie nie reagujesz? Qniki wywołują jeszcze lepszą alergię niż psy i koty razem wzięte. Czy Ty tylko psy?[/quote] Ja to najbardziej na koty, potem na psy. Testy wykazały, że na konie tez mam uczulenie ale mniejsze - ponieważ konie to moje życie, to lekarz stwierdził że się powstrzymuję siłą woli przed alergią, bo na poczatku zabronił mi jezdzić :) A tak naprawdę - z konmi jestem na dworzu lub w miejscach otwartych, w stajni mogę nawet głaskać klota i nic mi nie jest( warunek: nie pchać łap do twarzy), ale jak mnie koń pomizia chrapami po szyi to też trochę swędzi. Poza tym jestem uczulona na kurz, na pyłki traw, drzew- ale to w małym stopniu, najwyżej kichnę trzy, cztery razy no i wieczne zapalenie zatok :/ Ale tego tak nie odczuwa- zdecydowanie najgorzej pies i kot.
-
Moi panowie na szczęście agresywni nie są - oni raczej przyjmują postawę "być załosnym aż do znudzenia"...pewnie liczą na to ze suka się w końcu zlituje :evil_lol: ;)
-
[quote name='Ania!']Ale jak Twój psiak biegnie do suki z cieczką to go odwołujesz, prawda? A jak nie posłucha to idziesz po niego, a nie zostawiasz na suce, czy pod bramą[/QUOTE] Nie no, oczywiscie ze go odwołuję, ale to nie zmienia faktu że przy próbie odwołania on wcale nie jest taki chetny do odejscia...bywa że trzeba go wziąć na ręce, żeby w ogole oderwać :shake: wiec stąd moje pytanie - czy w ogole da sie walczyć z tym instynktem ? Jak ci ludzie na wystawach czy zawodach o których pisała Berek sobie z tym radzą, skoro psy są tak zdeterminowane? Jaki jest na to sposób?
-
Jagodka- dokladnie tak mam -moje Yorasy mogą mnie lizac po rękach, twarzy i na skórze nic sie nie dzieje, ale tylko taka ręka do oka i juz jest reakcja. Natomiast polizał mnie niedawno owczarek znajomej po wewnętrznej stronie przedramienia i plamy od razu na skórze...zresztą ten owczarek biega na dworzu w zwiazku z czym czysty nie jest - wystarczy ze siedział mi przy udzie jak byłam w spodenkach i tez miałam zaraz wysypkę i swędzenie.
-
Tak co by Wam te kłótnie i spory przerwać z nienacka ;) : powiedzcie mi jedną rzecz, bo jako żywo, ni w ząb nie rozumiem - właściciel psa,nie reagującego na wezwanie bo niucha ślad suki w trawie, właściciel kopulującego pieska - obaj mają sobie umieć z tym 'poradzic"; słowem, jeśli mam psa i podchodzi do mnie ktoś z suką, a moj pies zaczyna kopulowac, to powinnam zadziałać, żeby tego nie robił. Ok. Z tego co piszecie, z tego oburzenia na włascicieli "gwałcicieli" wnioskuję, że to chyba bardzo łatwo nauczyć? Przyznaję ze wstydem- mam dwa psy, oba jak bawią się z suczką to po jakiś 10-15 min chcą kopulować. Nie cieszy mnie to. Podobnie jak nie cieszy mnie, że starszy trafiwszy na slad cieknącej suki głuchnie, ale....jak mam je tego oduczyć? Jak mam je oduczyć prób kopulowania, skoro tu czytam że psy potrafia się kaleczyć, betony rozbijać, zeby się tylko do suki dostać? Piszecie z jednej strony ze własciciel powinien nad tym panowac, a z drugiej takie rzeczy ze psy są do tego stopnia podniecone że az w amoku, agresywne, wyją itp...więc jak ma sie jedno do drugiego? Jak mam zapanować nad instynktem, który każe psu wystawać tygodniami pod domem ukochanej bez jedzenia, snu? mam nadzieję ze to nie off topic - w sumie moj starszy pies miewa zapędy że biegnie do suki i trzeba ostro wrzasnąć, żeby go osadzic w miejscu, więc w zasadzie pod "proszę odwołać" też się kwalifikuje - a młodszy pała miłością do całego świata i jakby mógł ,to by leciał do każdego zwierza:)
-
[quote]Jakiś czas temu w dzień dobry tvn wypowiadał się alergolog, nt. alergii na sierść zwierząt. Powiedział że jak jest alergia to jest nie zależnie od rasy. Owszem może być ona mniejsza lub większa (vide post o kotach).[/quote] To dziwny alergolog jakis :roll: Alergeny ssaków znajdują się w cząstkach naskórka, sierści, wełny, wydzielin, wydalin. Ja tez jestem alergikiem i mało tego - pracowałam w przychodni alergologicznej, podobnie jak Jagodka byłam przekonana że psa nigdy mieć nie będę, dopoki nie poznałam Yorkow. Alergia, jej natęzenie i występowanie objawów może byc jak najbardziej zależne od rasy - ponieważ inne psy mają podszerstek, którego nie posiadają Yorki! I to ów podszerstek fruwa sobie w powietrzu, razem z różnymi żyjątkami skórnymi psa i to on własnie bardzo mocno uczula. Dlatego też brudne psy uczulają mocniej niż czyste - więcej podszerstka, złuszczonych cząstek naskórka i więcej żyjatek na nim. York owszem- moze uczulic, ale raczej uczulają wydzieliny jego ciała, np. ślina, odchody oraz rzadziej złuszczone komórki jego naskórka (rzadziej - ponieważ większośc Yorków jest stale natłuszczana olejkami, stosuje sie na nich odżywki, bardzo często kapie, w zwiazku z czym naskórek obumarły jest często z psa usuwany, nie zalega na nim ani nie fruwa w powietrzu, wiec nie uczula). To dlatego ja po kontakcie z "normalnym" psem mam kaszel, katar i swędzące plamy, a Yorka, maltańczyka itp mogę dotykać, całować i nic mi nie jest. Nie mogę natomiast pozwolić, by polizaną przez psa reką dotknać błon śluzowych, oczu - wtedy swędzi i puchnie - ponieważ uczula mnie ślina psa. Z kolorem zwierzat chodzi o to, ze zwierzęta o ciemniejszej pigmentacji skóry czy włosa mają silniejsze komorki, ogólnie są mocniejsze, zdrowsze itp(oczywiście ogólnie, nie jednostkowo), w związku z czym i te alergeny na nich są paskudniejsze i bardziej wredne - dlatego czarny kot uczula silniej niż biały. I ciekawostki z netu: "W naskórku psa i w surowicy znaleziono 29 antygenów alergizujących ludzi. Mogą istnieć antygeny specyficzne dla rasy, znaczenie kliniczne tych antygenów nie jest jasne. Jest kilka źródeł specyficznego antygenu psa – naskórek, mocz, ślina, krew, odchody. Są cały czas badania, które ze źródeł jest najważniejsze i najbardziej alergizujące. (...)Naskórki są najbardziej prawdopodobnym źródłem narażenia. Wszystkie psy mają antygeny białkowe . Rasy opisywane jako „krótkowłose„ tak samo mają alergen w naskórku. Rasy „długowłose” oprócz alergenu w naskórku mogą dodatkowo gromadzić na włosach inne alergeny zatrzymywane ze środowiska jak: roztocza kurzu, pyłki, pleśnie - na które pacjent może być także uczulony. Pacjenci mogą również reagować na inne substancje znajdowane na psie jak: mydło, proszek przeciw pchłom. Krótsze włosy zwierząt mogą być łatwiejsze do utrzymania czystości. Wzrost produkcji naskórków, a tym samym wzrost poziomu alergenu może występować u psów z dermatologicznymi schorzeniami jak: alergia na pchły, atopowe zapalenie skóry, skórne infekcje, kiepskie odżywianie, zły ogólny stan zdrowia, czynniki hormonalne, a nawet czynniki środowiskowe. Nie ma naukowych danych opisujących typy ras i poziomy produkowanych naskórków. Wiadomo, że dbałość o zdrowie psa, włączenie odpowiedniego żywienia, należyta opieka weterynaryjna - to czynniki regulujące produkcję naskórków i alergenu."
-
[quote]Ale przepisy nie rozrózniają psów po wielkości[/quote] Ale przepisy to ludzie...są tak stosowane, jak zechce je stosować straż miejska, policja i inny mundurowi. A stosują je tak, ze moje psy kagańca nosić nie muszą ( i chwała Bogu, bo raz ze nie wiem po co, dwa że taka trauma chyba by je zabiła :eviltong: :evil_lol: ) czyli koło sie zamyka i wracamy znów do tego, że pan ze straży miejskiej lepiej potraktuje Yorka bez smyczy, niż amstaffa.
-
[quote] Dlaczego zasady mają być inne dla małego pieska?[/quote] Pomijajac wszystko inne - własnie dlatego, ze to mały piesek. Dlatego, dlaczego małych piesków ludzie nie boją się tak jak amstaffow, dlaczego nie burzą się że biegają bez kagańców i smyczy, dlaczego chcą je głaskać. Chocbyś nie wiem jak chciała równości, mały pies to mały pies i zawsze będą go ludzie postrzegali jako słodziaka i mało groźnego, tego sie nie da zmienic że zawsze będzie mu więcej wolno niż takiemu bidakowi pitbulowi. To tak jakby wymagać żeby szczenięta miesięczne np bulterriera juz nosiły kagańce - bo skoro kazdy pies to kazdy, a tymczasem wiadomo ze szczeniak nie zrobi krzywdy i tak samo taki chichuachua (czy jak to tam się pisze) jest odbierany przez ludzi (oczywiscie można dyskutować, czy jest postrzegany słusznie, bo one potrafia niezle dziebnąc :lol: ). Na tej zasadzie ja mogłabym się "oburzać" że dlaczego nikt nie bierze Yorków do pilnowania posesji - przeciez to tez pies. Ale wiadomo, ze mały i sie nie nadaje, bo "przytulanka". Dlatego tez zasady nie "mają byc", one SĄ inne dla małego pieska, ponieważ ludzie małe pieski postrzegają inaczej niż duze. Nie ma w tym niczyjej winy, tak już jest że małe, najlepiej puchate zwierzątka kojarzą sie ludziom inaczej niz potężne i zębate.
-
[quote name='AngelsDream'] Inna sprawa, że są ludzie, którzy naprawdę kradną psy dla zysku. Z nagrody...[/QUOTE] niekoniecznie z nagrody, zawsze mozna też psa sprzedac - na co miał nadzieję ten pijak, który chciał zabrać mojego szczeniaka. Na szczęscie facet był tak narąbany, ze nie było problemem się go pozbyc w minutę. Mam nadzieję że nie wpadł na ten sam pomysł po trzeźwemu w obecnosci innej osoby z psem, np dziecka..
-
[quote] A jeśli byłabym klientką tej osiedlowej żabki, to bym zwróciła ci uwagę - nie mam obowiązku skakać nad cudzym psem, bo ktoś nie umie rozdzielić zakupów od spaceru z czworonogiem.[/quote] Oj, jak Ty bardzo chcesz mi udowodnić, ze jestem nieodpowiedzialna :roll: Ja również swoje psy kontroluję . Kto powiedział ze ktokolwiek musi przez moje psy skakać? :lol: Uwierz mi, nie Ty jedna na tym świecie myślisz i zaręczam Ci, że nikt przez psy ani smycze skakać nie musi, nikomu także psiaki w tym miejscu nie przeszkadzają. Dopuść też do siebie, ze z zachowaniem pewnych zasad można wszystko - nawet zostawić psa pod sklepem. Moje psy są dla mnie najdroższe na świecie - w przenośni i w sensie dosłownym. Zdaję sobie sprawę z ryzyka ich kradzieży, ba, jestem na tym punkcie przewrażliwiona do granic możliwości, po tym jak psa chciał mi pijak ukrasć z rąk. Z RĄK! Wiec może przestanę w ogole zabierać je na dwór...:roll: Tak jak to napisała Ania, mozna wszystko, tylko trzeba przy tym myśleć. Dlaczego zakładasz, ze jeśli decyduję się na zostawienie psa gdziekolwiek, to robię to bezmyślnie? Jeśli już musze się do tego uciec, to wykorzystuję wszelkie mozliwe środki by pies był bezpieczny, spokojny i nie uciążliwy dla otoczenia.
-
[quote name='AngelsDream']Bez sensu - bać się kradzieży, ale psa zostawiać. Szczególnie, że ochrona na pewno pilnuje psów - jasne![/quote] Ochrona na parkingach pilnuje [b]mienia[/b] - konkretniej - samochodu, razem z jego zawartoscią, czy byłby by to psy, koty, wielbłądy czy komary. Oczywisćie że są to parkingi nie strzeżone a dozorowane, ale dozorujacy jest po to, zeby zareagował w momencie kiedy [b]widzi[/b] że wywalają mi szybę w samochodzie. A ponieważ czasem nie widzi to stawiam auto mu pod nosem - żaden złodziej nie byłby tak głupi, zeby włamywać się do auta stojącego przy budce strażniczej w biały dzień. Poza tym to są zazwyczaj mili ludzie, więc zwrócenie się z prośbą o szczególną uwagę na dany pojazd również skutkuje. Naprawdę - jeśli zachodzi potrzeba zostawienia zwierzaka w wozie, to da sie to tak załatwic, zeby nie ucierpiało w ŻADEN sposób. Kwestia tylko zrozumienia, w jakich warunkach mozna to zrobic - czasami np. człowiekowi w aucie nie jest gorąco bo miał włączoną klimę, tymczasem po wyłączeniu silnika w aucie robi się ukrop, o czym niektórzy nie pamiętają. [quote] Ja po prostu tego nie rozumiem, jak przyjaciela można zostawić na pastwę losu - 100 razy będzie ok, 101 raz będzie pechowy, a potem płacz i łzy.[/QUOTE] Ja ponownie proszę o nieprzesadzanie - na żadna pastwę losu psa nie zostawiam. W mojej stajni w mokre dni moje psy często czekają na mnie jakiś czas w aucie bo inaczej bardzo by zmokły. Zabieram je, bo spędzam tam lwią część dnia i jeśli każę przez ten czas psom siedzieć w domu, to żal mi ich wieczorem. A tak - wybiegają się i poczekają chwilę w aucie. Nie zauważyłam jakiegoś uszczerbku na ich psychice w związku z tym...uprzedzając pytanie - okolice stajni są bezpieczne poniewaz nie wpuszcza sie tam nikogo obcego, samochod moze zostać nawet otwarty. Owszem, mogłabym je zostawic w pomieszczeniu na ten czas, ale pomieszczenia nie znają, denerwują sie, piszczą, szczekają. A samochód znają, mają tam swój kocyk, kojarzą go ze mna i są spokojne w nim. [quote name='Ania!']A to, że psa zostawiasz na widoku, czy przy ochronie nie daje Ci gwarancji, że go zastaniesz jak wrócisz, że nie będzie pogryziony przez innego, czy że ktoś go nie kopnie.[/quote] W aucie? :-0 ja pisałam o zostawianiu psa wyłacznie w aucie! Pod sklepem zostawiam- jeśli już naprawdę muszę- wyłacznie u siebie przy osiedłowej żabce - przypinam je do otwartych drzwi sklepu i odchodzę od nich dokładnie na połtora metra bo sklep jest malutki (gdyby psy miały niezablokowaną smycz, mogłyby mi siedzieć przy nodze, ale blokuję bo nie wolno im przebywać w spożywczym) - nie wchodzę głębiej, proszę ekspedientkę żeby mi przyniosła co potrzebuję, żeby nie spuszczac psów ani na moment z oczu. No niechby ktoś spróbował je kopnąć to marnie go widzę :lol: przy tej odległosci to prędzej by mi te psy zdołał ukraść ktos przy ćwiczeniu "zostań" w parku, bo oddalam sie od nich na większą odległosć ;)
-
Aniu, nie przesadzasz torche? Nikt nie mowi o zostawianiu psa w upale, ale przy dajmy na to 12-15 stopniach w aucie, czym to sie rozni dla psa od zostania samemu w domu? Wodę można mu postawić, miskę też, zabawki też mozna zostawić w aucie. Tu nie tyle chodzi o komfort dla psa, ile o to że mogą go zwyczajnie ukraść. Moje psy jeśli muszą zostać i jesli pogoda jest sprzyjająca, to zostają i nic im sie nie dzieje - zazwyczaj leżą, ale włąśnie ze względu na to że boję się kradzieży, staram sie ich nie zostawiać, a jeśli już muszę to zostają "na widoku" lub gdzieś przy ochronie, przy budce ciecia itp
-
Barf się nie sprawdzi - zgadzam sie zdecydowanie. Pies za mały. Ale że nie pracujące - nie zgadzam się - Twoj nie pracuje bo mu z jakis powodów nie pozwoliłas. A normalnie mogą pracowac jak kazde inne psy, np świetnie potrafią tropić, jeśli je tego nauczyć :)
-
[quote]nie wyobrażam sobie yorka na tej diecie, tym bardziej że yorki to kanapowce nie psy pracujące.[/quote] Yorki to terriery, a nie żadne kanapowce! To żywe, aktywne pieski, wymagające sporo ruchu i rozrywki umysłowej! York był stworzony jak najbardziej do pracy - miał łapać drobne gryzonie, co zresztą moje dwa psy same z siebie chętnie praktykują do dziś. Skazując Yorka na życie kanapowej zabawki która ma lezeć i ślicznie wyglądac, skazujesz go na nudę i depresję. Z tymi pieskami jak z fretkami - jesli ich nie wybiegać, nie zapewnić im jakiegoś zajęcia, to całymi dniami śpią, zaczynają byc apatyczne, osowiałe. Gdyby moje Yorki umiały mówić, dałyby Ci po uszach za tę opinię :mad: ;) - toz dla nich nie ma nic przyjemniejszego, jak spędzić ze mna cały dzień w stajni pomagając zaganiać konie...w chwilach gdy nie ma koni, zadowalają się kotem :lol:
-
Najlepiej by było zeby sami ludzie głosno wyrażali swój sprzeciw przeciwko tej formie sprzedaży zwierząt. Jeżeli właściciel sklepu zobaczy ze odiwedzajacym sklep się nie podoba ten proceder, sam się z niego szybciutko wycofa. Proponuję wiec tak jak pisze Zofia - lokalne gazety, tv, ale tez zebrać jak najwiekszą grupę znajomych i w sklepie głosno wyrażac swoją dezaprobatę, uświadamiać też tych zachwycających sie, że te psiaki wcale nie mają tak różowo. Wiem z autopsji, ze to działa - wystarczyło ze parę razy w carrefour'ze stojąc nad królikami wypowiedziałam do mojego chłopaka głosno że te malenstwa to nie miniaturki, tylko małe króliczki za wczesnie zabrane od matek, że powinny pic mleko jeszcze - zachwyty momentalnie znikły, a pojawiły się dezaprobujące pomruki i opinie "jak mozna tak meczyć żywe zwierzątka". Reasumując - moim zdaniem sprzeciw lokalnej społecznosci odwiedzającej sklep bedzie najlepszym zakazem sprzedazy kotów czy psów w akwariach...