-
Posts
6911 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Everything posted by Pysia
-
Apetyt był o 6-tej rano. Teraz ją nakarmiłam łyczeczką. Azodyl jest już dostępny w Polsce - tyle się dowiedziałam. Nie wiem po co on i dlaczego, ale już szukałam czy jest.
-
Rano Lusia zjadła samodzielnie papu. Oczywiscie dostała niedużo aby nie zwymiotowała. Wylizała nawet miseczke. Royal Renal w puszce posmakował. Niestety po kroplówce wymioty mimo podanego zastrzyku p/wymiotnego :( No i są wyniki stosunku białko-kreatynina. Podczas gdy norma jest do 0,5 to Luśka ma 6,66 ;( Masakra. Sika białkiem! Biochemii nie robiłam bo i kasy nie mam a i tak to nic mi nie daje. W poniedziałek zrobimy. Zaraz podam jej lek na zgage, poczekam trochę aż zacznie działać i nakarmię dziecinke. Oby nie wymiotowała potem! Tak strasznie sie martwię.... [B]malawaszka[/B] - jesteś aniołem! Dziewczyna przyjechała kawał drogi aby mi z Lusieńką pojechać na kroplówkę bo ja musiałam do lekarza taty i licho samo wiedziało kiedy wrócę.
-
Wolę podawac. Nie chce wyjałowienia i poitem walki z tym. Już mi raz Szelma [*] przy antybiotykoterapii drożdżycy dostała. Wystarczy. Kroplówka pięknie zeszła. Szybciutko na dwór i wielka kałuża śniegowa zasikana :) A potem podskoki radosne :) Schyliłam się po kulkę śnieżną i podniosłam, a ona skoczyła do niej. Moja Lusieńka kochana :) Ale zaraz było widać że słabiutka i że więcej chce niż ma siły. Niby normalnie idzie ale ja ją znam za dobrze aby się na to nabrać. Powinna fruwać jak zwykle. No to do domu i dawaj łyżeczką karmić. Jestem sadystka. Ale zjadła 6 łyzeczek. Od jutra rana będę ją po trochu karmić co godzine z przerwami na kroplówki i...niestety na moje wyjścia. Będzie jadła i już! Jak nie sama to z moją pomocą. Byleby tylko nie wymiotowała. Trzymajcie kciuki za moją dziewczynkę kochaną. Jutro nie robimy biochemii. Miała ja robioną 5 dni pod rząd. I tak mi to nic nie daje. W niedziele zrobimy znowu. Idę spać. Wstaje o 5 rano. Jutro muszę jechać do onkologa po papiery do Katowic. Tam trzeba odsiedzieć sporo. Malawaszka- przekochana istota- zaproponowała pomoc i ona jedzie rano z mała do weta. Ostatnio gdyby nie przyjaciele to bym zginęła.... Tego się nie da przecenić!
-
Z tego co wyczytałam jogurtu jej nie powinnam podawać. Ale chyba zacznę codzien nie chociaż jedną dawkę jakiegoś probiotyku dawać. To jej raczej nie zaszkodzi a zapobiegnie wyjałowieniu i powstaniu drożdżycy w jamie ustnej. Ona już ma jakieś białe kropki na języku. Kroplówka leci ślicznie. Przed podaniem poszłysmy na podwórko. Wysikała się ślicznie chyba ósmy raz dzisiaj i zaczęła zachęcac mnie do zabawy! Przednie łapki w ukłonie, doopinka w górze i precelek na grzbiecie w podrygach :) Cudowny widok! Potem podskok i odwrót o 180 stopni. A dredy przy tym fruuuuuuuuuuuu :) I zaczęłam się śmiać. Cudowne uczucie! Pierwszy raz od soboty tak się zachowała. Chciała się bawić dłuzej, ale zaczeła mi wcinać śnieg ( tez pierwszy raz od soboty) no i zobaczyłam ze drży z zimna. Ona ma całkowicie wygolony brzuch aż po pachy, więc jej podwiewa od spodu. No i zauważyłam, ze ogólnie jej teraz przy tej chorobie zimniej. Muszę pilnować nerek aby nie naziębła dodatkowo. Poszłyśmy więc do domu na kroplówkę bez zabawy jaka powinna zaistnieć po jej zaczepkach. Bida :( Nawet tego jej zabraniam. To taki kochany pies. Zawsze chętna do robienia czegoś ze mną. Wystarczy moje skinienie a ona juz gotowa. W domu ideał najgrzeczniejszy, na dworze tajfun. Jutro ma być poprawa i już! Wyniki mają być lepsze! Chociaż nie wiem czy jej jutro biochemie robić. Chyba poczekam do soboty albo niedzieli. Muszę jednak oszczędzać :( W sumie i tak mi to nic nie zmieni....
-
Odpowiem hurtem. Ipaktine już podawałam dzisiaj w strzykawce rozpuszczoną. Rubenal na chama wrzucam do pysia i już. Kroplówki robimy oczywiscie dożylnio. Na razie mamy jeszcze wolną jedną łape, a przednią jedną zostawiliśmy na pobrania krwi bo robimy codziennie biochemie. Z tym chyba przesadzam.... Ale MUSZĘ wiedzieć bo niewiedza mnie zabija. Kroplówki robię jedną u weta ( bo ma leki podawane w zastrzykach i robioną biochemie) a drugą sama w domu. Mój pierwszy post o wszystkim jest stronę wcześniej na samym dole. Nasza choroba zaczeła sie od soboty. Od niedzieli leczenie. Nie mamy tylko jednego badania z moczu: białko i kreatynina oraz posiew. Najpierw robiła po kilka kropel a przy takich dredach cieżko było złapać zanim sie trafiło. Potem złapałam ale już było za późno bo lab. przyjmowało mocz tylko do 11-tej a ten musi być od razu badany. Potem spadło dużo śniegu i dwa dni walki ( 7 pojemniczków jałowych zniszczonych) bo sunia mocno zawsze "siada" przy siusianiu i pojemniczek zapełniał się śniegiem. A odśnieżone miejsca ona traktuje jak chodnik- za nic się nie wysika- taka dobrze wychowana ( niestety w tej sytuacji...). Dopiero dzisiaj po kroplówce trzymana na siłe w odśnieżonym względnie miejscu w końcu wyjścia nie miała i kucnęła mając przednie łapy w głębokim śniegu. Może i coś śniegu wpadło do kubeczka. Nie wiem. W każdym razie ósmy pojemniczek udało sie nim zapełnić ( znaczy moczem). Posiew potrawa do 7 dni, ale białko i kreatynina będą pewnie jutro. Ogólnie ona dzisiaj sika dużo więcej. Już chyba do teraz od 5-tej rano 7 razy. I to spore ilosci bo rozgarniam śnieg pod dziurką. Furosemid dostała tylko raz bo wetka powiedziała ze można nim bardziej zaszkodzic. Ale wtedy sikała 3x na dobe po kilka kropel- dlatego dostała. Potem już nie dawali, bo sika coraz lepiej i nie ma sensu. Luśka do kroplówek dostaje witaminy w domu. Nie wiem jakie, bo mi daja w strzykawce abym wstrzyknęła. Dostaje tez Rubenal75. Ona waży 10 kg. teraz. Jej waga powinna wynosić 12 kg. Zjadła mi odrobinke puszki Renala. Tak ze 4 łyżeczki. Zjadła po tym, jak jej na siłę w pyszczek wsadziłam dwie jakby papkowe kulki. Sama sie wzieła po nich. Za chwilkę znowu trochę nakarmie. Czy podawaliście probiotyki przy podawanym antybiotyku? Bo Luśka dostaje antybiotyki. Tak czy siak stan zapalny był bo OB 21 i leukocytów sporo. teraz leukocyty w normie, ale antybiotyk dopiero od 5-ciu dni wiec dalej trzeba. Zresztą mi to wygląda jakby ją jakaś infekcja dopadła a ja jej nie zauważyłam. Trudno by było co prawda bo ...no bo miałam tymczasowiczkę dzikuskę i przez to calutki czas poza obowiązkami spędzałam przy psach. Nawet sikałam z nimi.... No ale może szaleństwo z Bystrą Luśki mi klapki na oczach zrobiły. No i mysli o tacie... Zaraz podłączamy kroplówkę. Trzymajcie kciuki aby wenflon był pięknie drożny! I aby drożny był jeszcze przynajmniej tydzień!
-
[quote name='mala_czarna']Pysiu, ja też byłam zmuszona karmić na siłę. Kręciłam z karmy takie malutkie kulki i podawałam wprost do pychola, inaczej nie dało rady. Od weta dostałam też lekarstwo, które jest stosowane u ludzi chorych na anoreksję, w celu pobudzenia apetytu. Podawaj jej może też żółtko jajka z ugotowanym ziemniakiem, można to podlać odrobiną oliwy. U nas też było tak, że jak mocznik spadł to kreatynina szła w górę, i tak bez przerwy :( Jeszcze chciałam dopisać, że wet dał nam jedną dobrą radę: pomimo ograniczenia podawania mięsa przy chorobie nerek, jeśli widziałam, że sunia je jednak je, nie wypluwa, nie odwraca głowy, to trzeba dawać, bo pies musi jeść przecież cokolwiek!! Karmę suchą można też spróbować rozmoczyć w wywarze z rosołu, bądź też tylko w warzywnym, żeby miało smak.[/QUOTE] Dzięki za rade o kulkach. O tym nie pomyślałam. Niestety, miesa wołowego tez nie chce. Zawinęłam jej dzisiaj w nie tabletkę - klapa. Musiałam wcisnąć do pysia :( Wstrzykiwałam jej też probiotyk i Ipakitina. Ona naprawdę mnie juz nie cierpi. Za jakiś czas tam jej kilka kulek papu i reszte Ipakitine do tego. Zobaczymy. Na razie niech zacznie działać lek na zgage, bo jak jej się odbija bez przerwy to i ulać potrafi. Karme suchą jej już rozmaczałam. Jajko z ryzem podawałam. Ziemniaki z jajkiem, z mięsem itd. Próbowałam już wszystkich diet, wiec nie będę wymieniać. Jedynie usmażyłam sobie łososia bez soli na patelni na oleju roślinnym i to je. Jak jej zawijałam tabletke w łososia to mi palce chciała zjeść. Ryż z łososiem rozwodniony tez chlipnęła. Reszty ani ani. Jak do ryżu i łososia dodałam Ipakitine to też nie ruszyła. Niestety nie mam już kasy na łososia. Ani na inną rybe. Ani złotówki, w sumie już 500 zł u wetów. Już mam 200 zł. długu u znajomego i 203 zł. w lecznicy. Już nie mówqiąc o malawaszce bo zakupiła wór Renala dla Luśki. I ani grosika przy duszy. Za kilka dni jak oczyszczę lodówkę to sama zaczne głodować. Mam tez leki do wykupienia dla siebie bo mi żołądek się zbuntował i co zjem to zwymiotuję. Stres. Dostałam na to leki. Nie uspokajające bo nie łykam takich świństw, ale na zmniejszenie kwasów. No i nawet na to nie mam. W aptece nie dadzą mi na burg. Tak więc sobie żyję w zawieszeniu nie wiedzac co bedzie jutro..... I walczę, chociaż nie ma za co. Najwyżej potem mnie zamkną za długi. [quote name='wilczy zew']Pysiu,cały czas czytam i się martwię o Was[/QUOTE] Siła złego na jednego.... Może to Twoje martwienie sie odwróci coś.
-
Kasiu. Chciałaś szczęśliwego psa? No to masz :) Na filmiku na nieszczęśliwą Bystra nie wygląda ;) Tylko obawiam się że jak rozkręci sie bardziej o te Twoje wszystkie rzeczy na łóżku ;) Mówiłaś, że nie lubi Cię. A jednak nie chce bez Ciebie zostawać, nawet kosztem wyjścia na ten STRASZNY dwór ;) I nawet chwilkę biegacie! Ja widzę sporo postępów. Tylko że jak sie jest z Bystrą na codzień to ich się tak bardzo nie widzi aż nie następuje to COŚ co szokuje. Wtedy dopiero widzi sie więcej ;) Oglądam codziennie zdjęcia Bystrej i wspominam, jak tu obie z Luśką szalały. I łezka mi się w oku kręci.
-
Wróciłyśmy z lecznicy. Nie wiem co o tym sądzić. Boje się okropnie :( Kreatynina- 6,7 - wzrosła od wczoraj 1,3 :( Mocznik- 191 - spadł o 9 od wczoraj fosfor - 11,93 - spadł o 1,07 od wczoraj Czyli to co wczoraj spadło dzisiaj wzrosło jeszcze bardziej. Mocznik i fosfor wczoraj ciut wzrosły, a dzisiaj spadły ociupinke. Rano Luśka zaszczekała. Na dworze podskoczyła sobie nawet. W lecznicy bardziej widać było stres i większa ciekawość. A tu kreatynina do góry :( A po zachowaniu myślałam że jest dużo lepiej. Wymiotowała tez o 5 rano, potem o 8 rano, raz podczas kroplówki i potem jeszcze trzy razy po lecznicą. Ale na to dostaje zastrzyk przeciwwymiotny, który pewnie jeszcze nie zaczał działać ( bo dostaje go po kroplówce). Teraz dostała tabletke doustnie zapobiegającą owrzodzeniom układu pokarmowego ( zapomniałam nazwy a mam u góry ). Musiałam jej wsadzić do pysia. A! Do niedzieli miała biegunke. Potem nic - no bo zastrzyki. A dzisiaj po kroplówce zrobiła kupkę. Śluzowata, ale w miare o normalnej konsystencji. Tzn nie twardą, ale przecież nie je suchego. Taką jaką robią psy na puszkach. Kupiłam jej puszkę. Próbuje wszystkiego. Na tapecie już było kilka diet dla psów z ONN gotowanych. Jedynie je ryż z łososiem. Ale tego to nie wiem czy można podawać, więc nie daje. No i Royala puszki ( renal) nie je tez :( Chyba rzeczywiście będę jej rozmiękczała i podawała na siłę :( Tylko strzykawkę muszę dużą kupić. Biedna :( Juz się mnie boi :( Boi sie w drodze do lecznicy, w lecznicy. Boi się wracac do domu :( Boi się mnie w domu bo tutaj też jej daje kroplówki :( Ale niech tylko wyzdrowieje. Moze mnie nawet niecierpieć! Byleby zdrowa była..... To jest tylko i wyłącznie mój pies. Przed chorobą była wpatrzona we mnie jak w obrazek. Taki cień. Zmorka kocha wszystkich. Luśka tylko mnie kochała, a teraz się mnie boi :( Zawiodłam jej zaufanie. Ale muszę walczyć o nią! Nie mogę i jej stracić! Mój tata też dzisiaj gorzej :(
-
[quote name='malawaszka']zobaczyłam, że tu napisałaś Pyśku i pobeczałam się... mam ten wątek w subskrypcjach odkąd chorował Boluś... Luśka wyzdrowieje - z ONN pieski zdrowieją prawda?[/QUOTE] Wiesz że burczący Boluś był moim ulubieńcem. Tak lubił Zmoreczke.... Też sie nie potrafiłam pogodzić z tym że odszedł [*] Tak. Z ONN pieski mają szanse. [quote name='magia131']Pysia, ja myśle ze bedzie dobrze z Luśką :))) Ja mam psiaka ktory ma obecnie 15 lat i zachorowal dwa lata temu na nerki. Wg mnie bylo to ONN a nie PNN. My zaczynalismy z poziomem mocznika 500!!!! i kreatynina 14!!!!!Pies wazy ok 10 kg i tez dostawal 2 razy dziennie podskornie 500ml. Do dzis pamietam jak wygladal z pokłutymi łapkami od wenflonów. U nas weci od razu postawili krzyzyk na nim. Ale ja sie nie poddalam,wierzylam, walczylam. I udalo sie. I moj Brutus ma sie dobrze, pomimo wieku nadal wariuje i skacze. Ja wierze ze Wam sie tez uda. JAkbys miala jakies pytania to pisz Pozdrawiam[/QUOTE] Dziękuję za pocieszenie. Wiem że to brzydko brzmi, ale jak się czyta że jakiś pies był w gorszym stanie a teraz biega to człowiek ma nadzieje. Oczywiście że mam pytania. Jak był leczony? Czy odkryto przyczyne? Czy nie jadł tyle dni co Luśka.
-
Moja diabołka to Luśka. Mówię zawsze do niej, że jest moim kochanym diabołkiem To ona [img]http://i869.photobucket.com/albums/ab256/edytafala/2299cz1l145-1.jpg[/img] A dlatego jest Diabołkiem [img]http://i869.photobucket.com/albums/ab256/edytafala/Sznurki/2299cz1l5-60.jpg[/img] Jest ze mną półtora roku. Ma 6,5 lat. Nie sposób się nie roześmiać jak sie na nią patrzy. Jest najweselszym psem na świecie. To nie tylko moje zdanie. Wszyscy się śmieją na jej widok. Wystarczy ze się ruszy. Luśka nie chce jeść. W akcie rozpaczy kupiłam jej Gerberka sprawdzajac jego skład. Dosypałam Ipikitine. Zjadła łyżeczek ze trzy i podczas kroplówki zwymiotowała :( Nie wszystko, ale odbiło się jej i ulało :( Teraz siedzi pod kroplówką właśnie spacyfikowana w klatce. Po tymczasowiczce została mi kennelówka pożyczona- i super bo kroplówka leci ledwo co przy odkręceniu na maxa. Już dwa wenflony w przednich łapkach były do kitu. Teraz ma w tylniej. Została nieruszona jedna tylnia łapka, więc oszczędzamy i sie mordujemy tak jak jest. Dopóki jakoś leci to musi. Dr. Neska odpisała zadając kolejne pytania. Eeeeee.. W tytule było "..... suczka LULU " a ona zapytała czy to suczka czy pies. No i USG nerek zostało wysłane do niej też od razu. To wszystko wet. Ola mi robi. Kochana dziewczyna! Stara sie ratować małą jak tylko może. Dr. Neska napisała na razie tylko tyle, że patrząc na przebieg choroby i wzrastanie wszystkiego w ogromnym tempie na pewno jest to ONN a nie PNN. Na razie tyle wiem. Dzisiaj spadła kreatynina jak pisałam wcześniej z 6,4 na 5,4. Mocznik wzrósł, ale tylko o 0,2 a fosfor o 0,12. Żeby jutro spadł mocznik, fosfor i kreatynina znowu to będzie super. Ale światełko w tunelu sie pojawiło. Luśka nie pije też wcale. W ogóle nie ma ochoty brać nic do pysia. Nawet ukochanego śniegu nie je. Odbija jej sie nawet po okruszku. Na to dostaje jakiś lek. Żeby jeść zaczęła! Ale żeby to się stało to mocznik musi spaść. Boję się strasznie, że wypłuka sie nie tylko ze złego, ale i dobrego. Co prawda dostaje w wieczornej kroplówce witaminki, ale... Ona waży teraz 10 kg a dostaje 2 x dziennie po 500 ml kroplówki. To sporo. Czy jest możliwe żeby jej do niedzieli tak spadły wyniki aby potrzebowała jednej dziennie kroplówki? Bo inaczej nie będę spać ani minuty. A to niemożliwe przecież. I tak sypiam w locie. Od poniedziałku mam I-wszą zmiane i będę miała problem. Popołudniu podam, chociaż powinnam byc u rodziców. Pojadę potem- trudno. Ale co z ranem? Masakra. Chyba będę musiała o 24-tej ją podłączać, nie spać i o 5-tej do pracy jechać taka niewyspana. A potem po pracy znowu kroplówka i o 20-tej do rodziców chociaż na godzinke, dwie. No a potem kroplówka nocna itd.... Z moich wyliczeń wynika, że doba ma przynajmniej o 8 godz. za mało. No cóż. Siła złego na jednego. Niech ten mój Diabołek kochany wyzdrowieje i daje mi choć tą jedyną odrobinkę śmiechu. Mam jeszcze niufke Zmorke, która ma 11 lat. Nasze uwielbiane niedźwiadki. Chodzi sobie spokojnie po świecie już babinka. I śpi, je i drze sie o mizianki. Juz sie nie bawimy, chociaż chodzi nadal bez kulawizn ( tfu tfu). Ale widać że starość nie radość. Chociaż trzyma się Zmorowatość jak na wielkość i wiek naprawdę ( tfu tfu! ). I niech tak zostanie. Diabołek musi wyzdrowieć! A to najpiękniejsze zdjęcie Luśki zrobiła latem malawaszka. To te dredy fruwające są kwintesencją radości. Luśka składa sie z tylu radosci ile ma dredów. I niech mi los zwróci moje Tysiąc Usmiechów. [img]http://i869.photobucket.com/albums/ab256/edytafala/dsc_0516.jpg[/img]
-
Zaczęło się w sobote. Najpierw wymioty. Nie jakies straszne, ale jednak. Wieczorem pojawiła się biegunka. W niedziele raniutko do weta. Morfologia- leukocyty podniesione, reszta norma. OB 21. Uparłam sie na biochemie, chociaż miała lewkko powiększone węzły chłonne pod szyją i wetka stwierdziła że to jakaś infekcja. O biochemii dowiedziałam sie już poza lecznicą. Zadzwonili. Kreatynina- 3,7; mocznik - 150. Z dopalaczem do pierwszego lepszego weta na kroplwkę. Podsumowując: niedziela kreatynina 3,7 mocznik- 150 morfologia ok leukocyty tylko podniesione Podane p/wymiotne, p/biegunkowe, antybiotyk Luśka sika 3x po kilka kropelek do poniedziałku. Nie je dalej. Nie pije wody ( ale tego nie robi od adopcji, czyli od półtoraroku w domu- tylko na dworze. Taka fobia skądś) poniedziałek morfologia - anemia kreatynina- 5,7 ! mocznik 182,5 Fosfor- 10 USG- drogi rodne b/z, obraz nerek- w zupełnej normie, obraz jamy brzusznej- bez jakichkolwiek problemów EKG- serce ok Podane kroplówki, witaminy, Furosemid, zmiana antybiotyków na silniejsze i ardziej pod kątem infekcji drócz moczowo-płciowych. Luśka chodzi z ogonem na wpół zwieszonym. Głowa w dole. Nie interesują ją świat. Nadal nic nie je, ale juz nie wymiotuje i nie ma biegunki. wtorek: Leukocyty- norma morfologia- norma ( brak anemii) kreatynina- 6,4 mocznik- 200 fosfor- 13 Dalej podawane kroplówki 2x dziennie. Humor mimo wyników biochemii lepszy. Ogon na grzbiecie, głowa w górze z zaciekawieniem patrząca na świat. Bez cudów ale jednak. Juz kłus a nie kroczek. Nawet szczeknięcie i podskok radosny. Ale słabiutka. Skubnęła troszke jedzenia. Sika już normalnie. Nie bez przerwy, ale ilości takie jak dawniej. Nadal nic nie pije tylko je śnieg ( to norma u niej w tym okresie). Jestem załamana. Tata mi umiera na nowotwór. Ma ponoć do 2 m-cy życia przed sobą. Mama porusza sie tylko po mieszkaniu. Nie chodzi normalnie. Jestem sama ze wszystkim.... Pracuję. Kasa pusta - bo choroba taty pochłonęła resztki i tak nieduzych funduszy. Pojechałabym do Neski, chociaż to daleko. Mieszkam w okolicy Będzina. To szmat drogi. Niestety nie mam możliwości. Już jeżdżenie na kroplówki i badania przerasta mnie. Muszę jutro wrócić do pracy. Nie dostane już więcej urlopu. Zreszta muszę go mieć jak ...zostaniemy z mamą sierotami.... Nie moge ich zostawiać teraz nawet na dzień. No i nie mam nawet jak ( niemobilna jestem) i za co jechać tam. Modlę sie, abym jutro rano zdąrzyła z kroplówkami i badaniami przed pracą. Kolejną kroplówkę dostanie w nocy. Nie będę spać a od rana od nowa. Zreszta juz nie sypiam, nie jem. Trudno- taki czas. Nie mam też kasy. Moja wet napisałam o konsultacje do Neski wysyłając jej wyniki wszystkie. USG i EKG też. Z zapytaniem co dalej. Ale oni ponoć mają tysiace dziennie takich maoli z konsultacjami. Najpierw jak go odbiorą to wysyłają maila z nr. konta. Trzeba wpłacić 80 zł i dopiero jak jest ta kasa to odpowiadają na konsultacje. To trwa kilka dni. A Luśka może nie mieć czasu! Tata mi umiera. Mama w rozpaczy. Ja...mniejsza z tym. Nie może mi odejść też moja kochana Diabołka! Moje słoneczko które jednym podskokiem nawet w najgorszy czas potrafiło wywołać śmiech u mnie! Co ja mam robić? Jak się rozdwoić? Najlepiej roztroić, aby jedna była z rodzicami, druga z Luśką a trzecia poszła do pracy. No i skąd brać kase.... Na wszystko. Na tate, na Luśke, na życie.... Siła złego na jednego. U weta okazało się w poniedziałek, że 21-go wrzesnia Luska miała robioną biochemie ( podczas mojego strachu przy ciąży urojonej) i wyniki wszystkie w normie. Czyli udokumentowane mam, ze 4 m-ce wczesniej pies był zupełnie zdrowy. EDIT. Wtorek. Biochemia: kreatynina 5,4 - czyli nareszcie spada! mocznik- 200 fosfor-13 Skubnęła troszkę gotowanego. Tyle ile na dwóch łyczeczkach. Wysikała sie rano dwa razy spore ilości w odstępach godziny. Humorek lepszy mimo osłabienia. Robimy właśnie kroplówkę pierwszą. Wieczorem późno druga. Gotuję jej ziemniaczki. Będzie do nich odrobina wołowinki i posiekane jajeczko gotowane na twardo. No i Ipakitine. Trzymajcie kciuki aby zaczęła ładnie
-
Móweiłam, że nie będzie łatwo. U mnie było prościej, bo Bystra ze stada weszła w stado. W kilka dni stwierdziła że to stado jest jej przyjazne i tyle. Jest smutna bo cała sytuacja jest dla niej szokiem. Wszystko wkoło jest nowe i musi to poznawać. Ogrom nowości ją przytłacza. Daj jej Kasiu czas. Mówiłam że tak będzie. I to nie jest prawdą, że nie wyła za Tobą. jestem w chwili obecnej jej jedynym oparciem mimo iż do Ciebie nie podchodzi. Ze mną złapała kontakt po prawie 5,5 tygodni! Odważyła się wejsć na łóżko? Super! Odważyła się troszkę zrelaksować gryząc misia? Super! Potrwa to trochę aż otrząśnie się z szoku. Nie wiem ile. Może jeszcze tydzień lub więcej? tego nikt nie wie bo każdy pies to inna osobowość. Zapewniam Cię jednak, ze to nastąpi tak czy siak. I wtedy zobaczysz jaką będziesz mieć frajde. Poczekaj jeszcze kilka dni i zacznij ją głaskać czy ona chce czy nie. Ale powolutku pokazując jej swoim zachowaniem co chcesz zrobić. Musisz jej pokazać, że nie tylko wywlekasz ją na dwór ale tez Twój dotyk potrafi być fajny. Połóż się na podłodze i może pobaw się z kotem jakąś myszka czy innym lichem. Może Bystra załapie. Pewnie nie przy pierwszym podejściu, ale to inteligentna istota. Obserwuje na dworze bo poznaje. Poznaje w swój sposób. Dociera do niej taki natłok wrazeń że musi je przeanalizować. Inny pies na jej miejscu by piszczał ze strachu a ona siada na wysokości i patrzy. To naprawdę dobrze świadczy o jej charakterze. I zobacz. Sukcesów masz więcej niż piszesz. Ze mną Bystra nie chodziła na lince wcale. Tylko siadała.... Nie mam Kasiu siły już aby pisać co z Lusią. Trzeba tylko strasznie mocno trzymać za nią kciuki! Trzymajcie sie dziewczyny. Za jakiś czas staniecie się fajną parą dwóch dziewczyn- ludzka i psią. Tylko czasu trzeba. No i trzymam kciuki za egzaminy! I nie dziekuj aby nie zapeszyc ;)
-
Niufki: Zmorka, Szelma[*], kot Tommy[*], collak Aris[*] i puli Luśka .
Pysia replied to arima's topic in Foto Blogi
Ano jednak coś strasznego. Może od początku bo nigdzie o tym nie mówiłam, ani nie pisałam. Gdy adoptowałam Luśke to ważyła 8 kg. Powinna 12. Osoba u której wcześniej była na pewno psa nie głodziła. No ale wiecie... Zaraz po zabraniu jej dostała cieczki. Zawsze po niej jakiś czas badam suke czy aby sie coś, czego nie widać objawowo na razie nie kluje. Machnełam jej więc od razu biochemie. Miała kreatynine 1,8 a mocznik 50. Czyli nieznacznie podwyższone wyniki bo norma pierwszego do 1,7 a drugiego- 45. Wszystko inne było w normie. Dostała na wszelki wypadek wtedy jedną kroplówke na przeplukanie nerek, chyba Furosemid i zakupiłam wór Renala. Wet stwierdził, ze wykimi są tak nieznacznie podwyższone, ze to może być wynik zaniedbania, albo przebytej jakiejś infekcji dróg rodnych lub pęcherza. Ok. Zjadła renala. Zaczęła bardzo szybko przybierać na wadze. Po 4 m-cach powtórne wyniki i 1,2 i 30. Czyli śliczna norma. Dokupiłam jeszcze małe opakowanie Renala, zjadła, zrobiłam powtórke i wet stwierdził, ze może przejsć na normalną karme. No i przeszła. Po 2 m-cach znowu badania- norma. No to jadła dalej. Gdzieś w głowie miałam strach i zaczełam jej dawać seniora Zmorki. I dobrze.... Potem zaczęła sie choroba taty. Dosłownie zapomniałam.... Powinnam ją w październiku znowu przebadać :( Ale jak tata ma zawał za zawałem, odkrywają guza na wątrobie, potem kolejnego, znowu zawał- no wiecie.... Jestem tylko ja. TZ pracuje daleko. Mama jest osobą niesamodzielną. Jest w stanie poruszać sie tylko po mieszkaniu. Nawet samodzielnie z niego nie wyjdzie. Ja pracuje na zmiany. jestem jedynaczką. Wszystko na mojej głowie. No i zapomniałam..... Nigdy mi się to nie zdarzyło! Zresztą tak szczerze, to nawet mi przez głowe nawet na początku nie przeleciało że ona moze byc naprawdę chora na nerki. Chyba to wyparłam ciesząc sie psem po śmierci Szelmy. No i teraz to. Luśka chudła mi od miesiaca. Ale była wesoła. Szaleństwa z Bystra były ogromne. Dostawała taką dawkę ruchu, ze ledwo odpoczywała. Szalała sama, z radością i wielką chęcią. Cieszyłam sie, ze ma kogoś do zabawy i to chudnięcie na karb ruchu klasyfikowałam. Aż do wczoraj. Dzisiaj rano do weta. Jakaś młoda była. Nawet jej nie widziałam tam nigdy. Uparłam sie nad zrobieniem biochemii. Luśka ma lekko powiększone węzły chłonne szyjne, więc wetka stawiała na jakąś infekcje. OB 21. Reszta morfologii ok. Ale ja się uparłam choć już grosza przy duszy nie mam. Choroba bliskiego wyczyściła juz puste konto. I czyscić będzie dalej... Pojechałam do mamy po wecie. Nie mogłam czekać na wynik. Miała mi zadzwonić jak będzie. Przeszłam najtrudniejszą w moim życiu rozmowe. I w trakcie niej zadzwoniła przekazujac wieści. No i dopalacz do domu, do pierwszego lepszego weta na kroplówke. Nie mam ani złotówki. Muszę psu kupić Renal. Z tego co pamiętam chyba 280 czy 290 zł płaciłam wtedy za 14 kg. Muszę ją dalej leczyć. Jutro muszę jechać na DG do lekarza rodzinnego taty i załatwić skierowanie na leczenie paliatywne, bo u taty pojawił sie silny ból. Muszę jechać do hospicjum załatwić to leczenie. Muszę psu podać 2x dziennie kroplówkę. Muszę powtórnie jechać z nią popołudniu do Katowic do Bojarskiego tym razem. Muszę iść do pracy na II zmiane. Pies tez mi umrze? Bo nie mam kasy? Już nie mam od kogo pożyczyć! Chyba zaczynam tracić zmysły . -
Niufki: Zmorka, Szelma[*], kot Tommy[*], collak Aris[*] i puli Luśka .
Pysia replied to arima's topic in Foto Blogi
To nie to. Wymioty, biegunka, stan podgorączkowy. Mofologia ok. OB podwyższone- 21. Zrobiłam jej biochemie- zadzwonią mi jakie wyniki. Dostała antybiotyk ( no bo to OB) , leki przeciwwymiotne i przeciwbiegunkowe. Dostała tez coś aby sie nie odwodniła i probiotyk. Czy to możliwe, ze jest przeziębiona i bez kaszlu i kataru? -
Niufki: Zmorka, Szelma[*], kot Tommy[*], collak Aris[*] i puli Luśka .
Pysia replied to arima's topic in Foto Blogi
Raz wymiotowała i jest smutna. Już to " smutna" mi wystarcza. Rano jedziemy do weta. A potem muszę odbyć rozmowe z mamą. -
Niufki: Zmorka, Szelma[*], kot Tommy[*], collak Aris[*] i puli Luśka .
Pysia replied to arima's topic in Foto Blogi
[quote name='Gosiek'] i niech się to spełni Pysiaczku i wiele innych dobrych rzeczy przy okazji niech ci się przytrafi :kciuki:[/QUOTE] Już wiem, że się nie spełni.... Lekarze powiedzili- do 2 m-cy...... Jestem dzielna. Leków nie łykam, nie ryczę, nie wyzywam na los. Czas na załobę przyjdzie. Bystra pojechała do innego DT. Do miasta. Zmorka chodzi, wcina i jest coraz bardziej rozpieszczona. Z Luśką muszę jutro do weta. Martwi mnie dzisiaj. -
[quote name='nugatowa vel. bystry']Dojechały do Lublina po 22. Oczywiscie Bystra nie miała zamiaru wychodzic z bezpiecznej klatki w samochodzie, ale pomogłyśmy jej. Lublin na pierwszy rzut oka wcale nie wydał sie jej taki piękny. Bała się, oczywiście, ale była bardzo ciekawa co to za miejsce. Tak samo nie spodobała jej sie wcale moja osoba, która wszędzie za nią łaziła, zaglądała, zachwycała się nią i trzymała ją jeszcze dodatkowo na tej okropnej smyczy, a wlasciwie smyczach. Wiec fik... i już Bystra pozbyła się obroży. Na szczęscie miala jeszcze szelki :) Pożegnałyśmy sie z Klaudią, bo pogoda niestety nie sprzyjała pogaduchom. My spróbowałyśmy troszke pospacerować w oczekiwaniu na kupe, ale nie pojawiła się. Więc czmychnęłyśmy do domu. Bystra weszła niechetnie na klatke, ale jak tylko poczuła ciepłą temperature tak przyjemnie tam panującą, ochodze zrobiła pare krokow. Usiadłam na pierwszym schodku. Bystra dziwnie się mi przyglądała, ale to pewnie dlatego, że i ja cały czas się na nią gapiłam, bo nie mogłam po prostu oderwać od niej wzroku. Jest taka piękna :) Podjełyśmy po paru minutach wspólną decyzje, że spróbujemy wejść jednak do mieszkania, na 1 pietro. Do pokonania były 3 kondygnacje schodów. Po pierwszej weszła sama, zaraz za mną. Na następne 2 już nie widziała potrzeby wchodzić - skoro jej było już ciepło ;) Wzięłam ją więc na ręce i wniosłam do mieszkania. Moja obawa ze zostane osikana, nie okazała się słuszna. Przy drzwiach przywitały nas moje 2 wspollokatorki " o matko jaka piękna! oj jak sie biedna boi! Bystra, Bystra! Bystrzacha nie bój sie kochana" ... itp. Bystra zrobiła wielkie oczy pt. 'czego te straszne baby ode mnie chcą' i skuliła się pod drzwiami wejściowymi. Proszę zwrocic uwage na kota czającego sie w lewym dolnym rogu - to królowa Balbina, wiek 6 miesięcy. Królowa z racji tego ze to kot ktory doskonale wie czego oczekiwać od zycia... Reszta jutro bo zasypiamy juz obydwie! Zjadła mi dziewczyna z ręki dawke karmy i to uznaje za najwiekszy nasz dzisiejszy sukces! DOBRANOC! :)[/QUOTE] Dzielna Bystra :) Ona nie obsikuje zawsze. Tylko jak się ją zbyt szybko weźmie ;) Jak ma chwilkę na oswojenie się z sytuacją to jest ok. Jej trzeba dawać czas. To " oblężenie" Bystrej to jest to, czego brakowało jej u mnie. Już byłaby dużo lepsza. I jak dziewczyny minęła noc i reszte dzisiejszych godzin? Bystra załatwiła się na dworze? Jak się teraz zachowuje ? Kochany szkrabik. Tak spokojnie u mnie teraz. Nagle nie ma mi kto zajmować myśli....
-
Bystra była dzielna, i widać nawet na zdjęciach ( okropne są nie z powodu jakości ale... samego faktu ;) ) że zmiana jest w jej zachowaniu. Mimo bardzo stresującej dla niej sytuacji dziewczynka ma uszka nastawione na poznawanie a nie stulone ze strachu. Łapki przednie też obie na podłodze i żadna nie jest podkurczona :) A przyjechało toto zaplute, z łapinkami pod sobą i uszkami po sobie ze głowa boli. A teraz? Nie ta Bystra. Jestem z niej dumna. A że grzezna? Ona jest grzecznym i fajnym psem. Jest tylko szczeniakiem więc gryzie. A nie zna życia więc boi się ludzi. Mimo to ciewkawość świata ma w sobie. I teraz będzie go poznawać tak jak powinna. Moje kochane maleństwo, któremu się ciut urosło :loveu: Mam wrażenie że przyjechało do mnie dziecko a wyjechała nastolatka. Kasia musi najpierw sie ogarnąć i pewnie ochłonąć i dopiero da znać co i jak ;)
-
I pojechała..... I nie dostanę już na " Dzień Dobry" buziaków radosnych. Przed kim będę chować buty itd? Kto mnie będzie tyrpał nosem o smaczki? Płakać mi sie chciało, ale byłam dzielna. Bystrulka- Ty myszko kochana! Wszystkiego Najlepszego na nowej drodze życia! Kasiu- pisz proszę chociaż zdanie dziennie abym Cię nie mordowała telefonami, bo nawet te prawie 500 minut darmowych mi braknie ;)
-
Jakże ja podła jestem :( A Bystra tak cudnie mnie przywitała dzisiaj jak wróciłam z pracy :( Zaśpiewała mi normalnie pieśń radości :) I skakała przednimi łapkami po moich nogach w szale :evil_lol: Potem zjadła bez psów pięknie mi z ręki a następnie postanowiła czekać, aż ja też wyjdę na dwór :) Troszkę z nimi pobiegałam, porzucałam im śnieżki i poszłam do domu. Dziewczynki zostały aby zrobić co powinny ;) A potem.... Potem Zmorka i Luśka już chciały do domu a Bystra nadal się szwendała po podwórku. Wpuściłam czarne i zaraz zawołam Bystrą. Przybiegła natychmiast :) Ona na podwórku przybiega już na każde moje wołanie :) Fakt- nie da się pogłaskać i się cofa do tyłu albo ucieka przy próbie dotykania. Ale reaguje na przywołanie natychmiast. Smaczki zrobiły swoje ;) Podbiega do mnie, opiera łapki i szuka w ręce czy czegoś nie ma. Muszę nie ruszać ręką bo inaczej awiewa, ale postęp jest ogromny. Szkoda że nie idzie do miasta tuż obok. Do Będzina, Dąbrowy czy Sosnowca. Raz na tydzień wybiegałaby sie chociaż lalunia u mnie na placu wolna. A i ja bym mniej tęskniła ;) Już gryzoń obrabia resztki buta :) Ja jej chyba te resztki spakuję bo uwielbia to dewastować. I inne dziwne rzeczy które lubi ;) I te nagryzione pluszaki, bo te nowe to jakoś tak nie bardzo jej odpowiadają. Zainteresowanie zerowe nimi. Bystra tez dzisiaj wyraźnie mi sygnalizowała, że chce być głaskana. Ale nie tak normalnie, tylko w wybranym przez nią miejscu. Bo jak ją miziam " na chama" to ona zawsze zwiewa na posłanko Luśki i siada. Zawsze tam, i zawsze w tym miejscu zaczyna się mizianie. I przed chwilą pobiegła i przysiadła tam w typowej pozie. A ja wcale nie zrobiłam nic co mogło ją skłonić do myślenia ze chce iść ją dotykać. Siedziałam sobie na kanapie i przytulałam Zmorke. Bystra posiedziała, podumała i wstała. Przybiegła do mnie, polizała w rękę, pokręciła młynki ogonkiem i znowu na posłanko Luśki i siad w pozie " trudno- jak mnie musisz już głaskać to jakoś wytrzymam" . I tak kilka razy powtórzyła czynność. No to wstałam i polazłam do tego posłanka i wygłaskałam, wycałowałam i co ino tylko ;) Nic nie kumam bo podczas tych czynności szału radości nie widziałam, tylko uległego na maxa psa :roll: Ale jak wstałam top nie zwiała tylko znowu kre ciła młynki. Wiele czynności Bystra wykonuje jakby uprzedzając to co chcę aby zrobiła. Kolejny raz napiszę- ona jest naprawdę bardzo bystra :) Może nie potrafi komend, może nie ufa człowiekowi może nie zna ludzkości. Ale wystarczy ja poobserwować trochę i juz widać, jak ten pies potrafi cudnie kombinować :) Jak jej się w życiu nie uda to ja nie wiem co zrobie :(
-
[quote name='AgusiaP']Pysiu, gdyby nie Twoja pomoc nie wiadomo co by teraz z naszą Bystrą było:shake: To Tobie zawdzięczamy bardzo dużo i nigdy Ci tego nie zapomnę:loveu::loveu::loveu: Jesteś kochana kobietka a ostatnimi czasy za dużo na Ciebie spadło, na jedną osobę to troszkę za dużo... Nasza maleńka zaszczepiona i już niedługo wyrusza w świat...[/QUOTE] Aga. Bystra nie jedzie ode mnie bo za dużo na mnie spadło. Bystra jedzie, bo ja prowadzę tutaj zbyt spokojne życie. Mieszkam gdzie mieszkam. Jestem praktycznie non stop sama. Bystra tylko oswaja sie ze mną. Nie mam gdzie jej wyprowadzać poza plac bo sama widziałaś ze nawet chodników koło mnie nie ma. To już nie chodzi o czas. Nawet jakbym nie pracowała, to nie doniosłabym kloka do łąk. Nawet jakbym nie pracowała, to nagle nie znalazłoby się tutaj tabun ludzi w domu dla socjalu. Mój dom jest idealny dla steranej psiej duszy potrzebujacej idealnego spokoju. Nie braku zajęć czy zabaw tylko spokoju takiego bez zbędnych emocji i bodźców zewnętrznych. Wtedy byłyby zabawy, nauka i spacery na łąki. A Bystra musi sie uspołecznic. Musi sie znaleźć pośród ludzi przede wszystkim. W miejscu, gdzie nie będzie miała wyjscia i nauczy się zyć w ludzkim świecie chodząc na smyczy itd. Z problemami tak czy siak radzę sobie i radziłabym dalej ;) Ale już dawno dałam tytuł jaki dałam. I w pierwszej rozmowie zapytana czy ja wezmę do siebie mówiłam Eli, ze ona u mnie sie nie uspołeczni, bo znowu będzie zyc w psim stadzie. Wcale nie mam ochoty aby odjeżdżała. Jest coraz fajniejsza. Po tych wszystkich tygodniach bez kontaktu z nią bezpośrednim teraz, kiedy ten kontakt załapała to serce się cieszy. Ale nie nauczę jej chodzic na smyczy i nie uspołecznię. Nauczę ją tylko życia spokojnego- tutaj i ze mną. Jedne psy potrzebują ukojenia i spokojnego domu- jak mój- a inne potrzebuja zamieszania - tak jak Bystra. Tzn ona nie potrzebuje tego, tylko musi tak zamieszkać dla jej dobra. Bo nie znajdzie inaczej domu :( Kolejny pluszak rozpruty :evil_lol: No i mała nauczyła sie mnie sprawdzać wąchajac buzie co jadłam ;)