Jump to content
Dogomania

BeataG

Members
  • Posts

    2330
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by BeataG

  1. No toć przecież cały czas jest mowa o tym, że to jest początkujący pies, jeśli chodzi o sportowe posłuszeństwo. Dla mnie "w cywilu" było mało istotne, czy siada prosto czy krzywo, czy idzie przy nodze prosto, czy odstawia tyłek etc. Waruj z siad robił na tyle szybko, że mi to wystarczało, jak mu dawałam waruj w marszu, to widziałam tyle, że się natychmiast zatrzymuje, a jak się odwracałam, to leżał. Niestety nie przewidziałam, że kiedyś zechcę, żeby Wermut zdał PT i IPO. Mea culpa. :oops: Dzięki Kiara za dobre słowo na temat Wermuta. :)
  2. [quote name='Basia i V']Wywnioskowalam to z tego zdania. A tak w ogole- nie bralyscie pod uwage pracy bez przemocy -w koncu znam przynajmniej kilka groenendali i tervuerenow z pieknym, szybkim posluszenstwem robionym "po dobroci", a nie pod przymusem. I zaden z nich nie jest jakims super-macho, raczej sa to psy delikatne. Zreszta - Fuchs wg mnie mowil, ze dopoki pies nie rozumie, czego od niego chcemy, pracujemy bez korekt. Moze Wermut dalej nie rozumie, co znaczy waruj w marszu?[/quote] Brałyśmy pod uwagę i robiłyśmy to. Próbowałyśmy go przyspieszyć na piłkę, bo piłka jest dla niego najatrakcyjniejszą nagrodą. I efekt był taki, że na na piłkę Wermut szybko składał przód, a tyłek zostawał mu w górze i powooooli opadał. Ten pies po prostu nie ma świadomości zadu, a to raczej trudno wyrobić bez presji fizycznej. Nie uważam, żeby tu było adekwatne słowo "przemoc", przymus fizyczny tak, ale nie stosujemy i nigdy nie stosowałyśmy przemocy w szkoleniu Wermuta. Wermut jest przede wszystkim psem trenującym agility, tam "chodzi" na żarcie, w posłuszeństwie na żarcie i piłkę. Ale niestety jak widać nie wszystko da się zrobić na samych pozytywach. A Wermut rozumie, jaki ma być efekt komendy waruj w marszu i ten efekt osiąga - składając powoli najpierw przód, potem tyłek. Przy czym przód daje się przyspieszyć na piłkę, tyłek nie. Ja z nim tę i inne komendy z posłuszeństwa ćwiczyłam "cywilnie" na spacerach, ale nie zdawałam sobie sprawy, jak wygląda samo wykonanie, bo gdy się odwracałam, to on już zawsze leżał. Zobaczyłam JAK on to robi, dopiero jak zaczął ćwiczyć z Etną.
  3. Spoko, nie pali się, jeszcze może Ci się przydać dla mojego ulubieńca Shado, a u mnie tylko się będzie kurzyć na półce.
  4. [quote name='Basia i V']Byc moze Knuta czegos nauczyla, ale czemu nadal cwiczysz warowanie z linka, skoro przez 3 tygodnie nie zadzialalo, a metoda Boczuli jest tak skuteczna?[/quote] Hehe Basiu, a skąd Ci to przyszło do głowy, że Etna ćwiczy warowanie z linką? Linka była i jest używana głównie do dostawiania tyłka na zakrętach i na siadaniu przy nodze. Początkowo była używana również do samego równania przy nodze, ale teraz już nie ma takiej potrzeby. :evil_lol:
  5. Hehe, wystarczy, jak mi ją oddasz przed emigracją do reichu. Na pewno przez najbliższe 3 lata nie będzie mi potrzebna. Emil ma dopiero jakieś 4,5-5 lat, Wermut to w ogóle jeszcze szczaw. :evil_lol:
  6. [quote name='asher']Teraz, jako włascicielka dwójki emerytów, zastanawiam się nad [URL="http://www.galaktyka.com.pl/index.php?command=4&cathegory=15&id=195"]TĄ POZYCJĄ[/URL]. Zna to może ktoś? Warto kupić?[/quote] Warto, polecam.
  7. Karmienia na treningach też próbowałam, ale dupa. Jak mam w ręce coś do jedzenia, to Emil leci nie przez przeszkody, tylko za mną. Obawiam się, że to ja gdzieś popełniłam błąd, bo na początku, kiedy jeszcze była nauka pokonywania poszczególnych przeszkód i króciutkie sekwencje, to jego to kręciło. Ale cały tor już niekoniecznie. Na zawodach, gdy był bez treningu, byłam w stanie wykrzesać z niego przebiegnięcie toru, ale na treningu już nie. A zawody bez treningów to tak trochę bez sensu. Chyba żeby wiekować w zerówkach. Zawody robił do tej pory praktycznie bez treningu i nawet zajmował przyzwoite lokaty, bo biega wolno i dzięki temu nie popełnia błędów albo popełnia ich niewiele. :cool3: No ale przecież nie o to w tym sporcie chodzi, żeby się snuć po torze. I to nie jest kwestia braku predyspozycji, bo Emil jak chce, to biega szybciej od Wermuta. Na ostatnim treningu zainteresował się kołem, bo koło było nowe, przeskoczył je kilka razy, ale przebiegnięcie toru już z niego wydusiłam na siłę. No i się poddałam. :-( Ja rozumiem, że Chity nie kręci posłuszeństwo. Ale to jest inaczej niż u Emila. Wszelkie przejścia i negatywne skojarzenia wychodzą właśnie w posłuszeństwie. Więc tak na dobrą sprawę Ty nie działasz wbrew psu, Ty po prostu chcąc psa wyprostować, nie możesz tego odpuścić.
  8. [quote name='ayshe']masz emila tez po przejsciach to wiesz o czym mowie.porwalam sie jak z motyka na lsonce robic z nia sportowe ipo.to baaardzo ciezkie.i czesto mam po prostu dosc.bo z shado wszystko przychodzi latwo.po pioerwsyzch miesiacach autyzmu tego psa teraz to po prostu latwe.z nim mozna wsyzstko.z chita prawie nic.powinnam odpuscic i dac sobie i jej swiety spokoj.ale nei potrafie.i tak bede zbierac kolejne guzy od walenia glowa w mur.[/quote] Wiem, to prawda. I musiałam sobie pewne rzeczy odpuścić, ale akurat nie te, które wiążą się z jego przejściami. Mówię oczywiście o agility. Mnie to kręci, Emila nie i nic na to nie poradzę. Ale wiesz, gdybym sobie odpuściła te rzeczy, z którymi on ma złe skojarzenia, to nie mogłabym w jego obecności rzucić piłki nawet Wermiemu. Bo Emil się na początku kulił na sam zamach ręką. Teraz mogę rzucać piłki, patyki, cokolwiek i on nawet za tym rzuconym przedmiotem leci. Nawet się nim bawi. 2 razy przyniósł mi piłkę i upuścił przed moimi nogami. Może kiedyś odda do ręki...
  9. A ja się z takim podejściem nie zgadzam! :angryy: Nie sukcesy sportowe są ważne, ważny jest pies. Jeśli jedna czy kilka osób nie potrafi rozwiązać problemu, to trzeba jechać do następnych. A rady, żeby sobie odpuścić, to niech oni sobie wsadzą. :mad: Wiesz Beata, mój Wermut pojechał na seminarium do Fuchsa, żeby nauczyć się szybkiego warowania ze stój. Ale jak go tego nauczyć nie Fuchs pokazał, tylko zrobiła to Boczula. I ja wierzę, że Ty też znajdziesz kogoś, kto Ci pokaże sposób na aport Chity - niekoniecznie ten, do kogo pojedziesz na seminarium. :cool3:
  10. [quote name='dorplant']nie jestem kasliwa :lol: ale to przewodnik zna swojego psa i powiniem wiedziec " na co go stac",czy da rade pracowac w nowych warunkach z nowym silnym przewodnikiem ,czy tez "wycofa sie " psychicznie i tyle[/quote] No cóż, widocznie jestem bardzo złym przewodnikiem, bo nie jestem jasnowidzem. Pies robił różne rzeczy nie ze mną, ale w mojej obecności. I zachowywał się zupełnie normalnie. Więc dopóki nie spróbowałam, to nie byłam w stanie przewidzieć, że moja nieobecność będzie miała na niego aż taki wpływ.
  11. [quote name='Berek']No nie, bólu to to zwierzę nie poczuło... A co do tej pracy, to hmmmm.... dyskusyjne czy ono jej w ogóle chciało. Zachowywał się dość autycznie niestety - i całym sobą wyrażał niezgodę (nieprzyzyczajenie?) na jakikolwiek nacisk. "Do korekt linką na tyłku jest przyzwyczajony" No właśnie to mnie zastanawia, czy to nie jest złudzenie przewodnika tego psa - bo pies dokladnie pokazał że NIE. Nie jest przyzwyczajony. Moze to też korzyść, taka pośrednia - że wiemy teraz że zakładaliśmy to-a-to a tymczasem w praniu wychodzi że sytuacja wygląda inaczej...? To troche tak jak na początku ludziska pytali (i tlumacz niemiecki nie umiał tego przetłumaczyć bo sam nie rozumiał tego pytania, wydawało mu się bez sensu chyba) jak wiedzieć na 100% że pies rozumie komendę, że wie, o co nam chodzi. Z pozoru pytanie bzdurne - ale tylko z pozoru - bo podejrzewam że wiele ludzi wierzy że pies rozumie i umie, a on tymczasem nie ma pojęcia o co nam chodzi. To było widac na tym seminarium też, u niektorych wystepujących psów.[/quote] Berek, Twój post jest dla mnie cenny, bo wynika z niego, że mój pies zachowuje się zupełnie inaczej, gdy mnie nie ma w pobliżu, jest zdecydowanie mniej pewny siebie. To też istotna informacja, dzięki temu wiem, że nawet jeśli będzie zdawać egzamin nie ze mną, to ja MUSZĘ być w pobliżu i on musi o tym wiedzieć, że ja tam jestem. Co do korekty linką na tyłku - powinnam powiedzieć, że jest przyzwyczajony do tej korekty ZE STRONY PRZEWODNIKA. Nigdy nie doświadczył przymusu, presji, awersji od osoby zupełnie obcej, która nigdy z nim nie ćwiczyła.
  12. [quote name='dorplant']no to " gratuluje " pomysłu[/quote] Dorplant, możesz nie być taka kąśliwa. Pies jest przyzwyczajony do pracy z różnymi osobami. Kto inny go wystawia, kto inny trenuje z nim agility, przez pewien czas ćwiczył posłuszeństwo i początki obrony z asystentką ayshe. Ta przewodniczka, z którą był teraz, od miesiąca ćwiczy z nim na zmianę ze mną i będzie z nim na pewno zdawać IPO, a być może wcześniej również PT. Owszem, pies był na pewno trochę zestresowany moją nieobecnością, ale mimo tego incydentu z Knutem jednak był w stanie dalej pracować z przewodniczką, nie ma urazu ani do niej, ani do treningu, ani do placu, ani nawet do linki na tyłku, w niedzielę był już zupełnie wyluzowany, chętnie wsiadł do samochodu, choć wiedział, że znowu jedzie beze mnie. Więc nazywanie go nerwowym i lękliwym, jest zupełnie nie na miejscu. Ciekawa jestem, które z Waszych psów w takiej sytuacji tak szybko potrafiłyby odreagować stres i dalej pracować z prawie obcą osobą przy Waszej nieobecności?
  13. [quote name='Basia i V']Mysle, ze duzym bledem bylo to, ze Fuchs nie wiedzial, ze pies jest z chwilowym przewodnikiem. Nawiasem mowiac- bedac z cudzym psem nie pozwolilabym bez konsultacji - chocby telefonicznej- z wlascicielem na taka probe.[/quote] Nie wiem, czy Knut nie wiedział. Na pewno wiedział, że jest to pies, który dopiero od niedawna jest uczony sportowego posłuszeństwa i zaczyna właściwie wszystko od nowa. Pies pojechał na seminarium z tym konkretnym problemem do rozwiązania. Do korekt linką na tyłku jest przyzwyczajony, więc nie było potrzeby konsultacji. A gdyby nawet przewodniczka do mnie zadzwoniła, to ja wyraziłabym na to zgodę, bo nie przyszłoby mi do głowy, że tak to będzie wyglądać. Nie chodzi więc o metodę, tylko o jej wykonanie.
  14. [quote name='Basia i V']Pies, ktory pracuje z Knutem, natychmiast wie, kto tu rzadzi, ale jego wyczucie jest tak dobre, ze dawkuje dyskomfort jak lekarstwo -nie dolujac nadmiernie psa. Choc okazalo sie, ze w przypadku nerwowego i lekliwego tervuerena jego metody zawiodly.[/quote] Taaa, "nerwowy i lękliwy". To chyba nie widziałaś nerwowych i lękliwych belgów. :cool3: Ten tervueren to mój pies - był po raz pierwszy bez pani, z przewodniczką, którą widział dotąd zaledwie kilka razy, a "korekta" Knuta była taka, że pies przekoziołkował w powietrzu i zawył z bólu. A mimo to był w stanie dalej pracować, zarówno tego dnia, jak i następnego, choć nie dzięki Knutowi, tylko właśnie dzięki temu, że ma stabilny charakter i potrafił to sobie przetrawić, a wieczorem przekonał się, że pani go nie oddała. A metody Knuta zawiodły nie przez charakter psa, tylko przez to, że Knut sam otwarcie powiedział, że takiego problemu (powolne "składanie się" do warowania ze stój i w marszu) rozwiązać nie potrafi, a zastosowana metoda była pomysłem ad hoc. I dopiero Agnieszka Boczula pokazała, jak tego psa nauczyć warowania od nowa.
  15. Ja bym radziła w tym przypadku do Sterny.
  16. [quote name='Puliszonka']A czy mogłabys napisac nazwisko lekarza? Moze uda mi sie namierzyć lecznicę w której przyjmuje.[/quote] Mogę Ci podać wszystkie namiary, bo wynik dostałam od niego pocztą, ze stemplem kliniki. VETERINARNI KLINIKA MVDr. Jiri Beranek Husova 1747, 530 03 Pardubice tel. 466 262 914, 603 272 796 Pan doktor rozumie po polsku.
  17. W Mlada Boleslav przy okazji wystawy klubowej OB (ale badane były wtedy również psy innych ras).
  18. [quote name='BeataSabra']Do Czech raczej się nie wybierzemy chyba że wygram w totka no i suczydło paszportu ni ma[/quote] Najpierw sprawdź ceny, bo w Czechach może być taniej. Tańsze są wystawy, żarcie, noclegi. Za kompleksowe badanie oczu mojego psa pod kątem 16 chorób genetycznych zapłaciłam taniej, niż u nas zapłaciłabym za wizytę u Garncarza.
  19. A co to jest sznurowanie?
  20. [quote name='Cavisia']Beato, wydało mi się, że powiedziałaś co ma zrobić ta dziewczyna nie rozeznawszy się w sprawie. Wydawało mi się chyba...A co do prawdziwego Hodowcy (przez duże H) . Szczenięta wydawane z porządnych Hodowli są najczęściej wypieszczone, wychuchane, wydmuchane i w ogóle. Taki Hodowca też interesuje się szczeniętami, które wychodzą z jego hodowli. Pamiętaj też, że na wartość szczenięcia składa się masa czynników, które to nabywca kupując szczenię również kupuje! Czyli wyżywienie szczeniaka, szczepienia, odrobaczenia, poświęcony mu czas, rachunki za wodę, za prąd, za weterynarza itd. To nabywca kupuje, więc nie rozumiem czemu według ciebie porządny Hodowca ma zwrócić całą wartość szczenięcia? Dlatego, że ktoś bardziej ceni pieniądze, niż psa którego dostał? Wybacz, ale ja bym się nie zniżyła nigdy do żądania od kogolwiek zwrotu pieniędzy jeśli któreś z moich psów miałoby kiepskie zęby i nie było wystawowe, jakoś należę chyba do tych nielicznych, którym zera nie zasłaniają obrazu.Poza tym nie wiem co rozumiesz pod pojęciem renomy hodowli. Mnie osobiście wydaje się, że wada zgryzu u szczenięcia czy u miotu nie jest powodem do wstydu czy utraty renomy hodowli. Natomiast odpowiedzialny człowiek po uzyskaniu takiej informacji o szczeniaku powinien ją najpierw zweryfikować, następnie poprosić sędziów (choćby w oddziale ZK), aby też oglądnęli te zęby, wypowiedzieli się co sądzą o takich zębach u takiego szczeniaka - przecie on rośnie jeszcze! Następnie jeśli zęby rzeczywiście są złe, to naprawdę warto powołać biegłego który stwierdzi czy wada była genetyczna czy też jest efektem zaniedbań właściciela (choćby żywieniowych ). Jeśli dostałby taką opinię na piśmie, wtedy powinien podjąć decyzję i moim zdaniem zwrócić tą część pieniędzy, która stanowi różnicę między psem niewystawowym. Ponieważ właśnie w wartości szczenięcia niewystawowego zawierać się powinien sam koszt szczenięcia (czyli to co trzeba było ponieść aby tego szczeniaka odchować, uzyskać). Natomiast moim zdaniem hodowca byłby głupi, gdyby na samo stwierdzenie własciciela oddawał wszystkie pieniądze za szczenię. Wtedy takich "inteligentnych" Polaków znalazłyby się kopy!I jeszcze raz - ja uważam, że uczciwe wyjaśnienie sprawy w żaden sposób nie ujmiej hodowli nic z renomy. No chyba, że hodowli jej brakuje, ma coś do ukrycia, to wtedy rzeczywiście lepiej cichcem sprawę załatwić.[/quote] Opinia biegłego powołanego prywatnie nie ma w sądzie żadnej wartości. To sąd powołuje bezstronnego biegłego, nie strona. I to też kosztuje. Zarówno prywatna ekspertyza, jak i opinia biegłego powołanego przez sąd. I jeśli hodowca przegra sprawę, to te wszystkie koszty też musi zapłacić. Nie powiedziałam, że autorka pierwszego postu ma żądać obniżenia ceny do symbolicznej złotówki. Powiedziałam, że nawet takie obniżenie ceny jest możliwe. Różne wady różnie obniżają wartość szczeniaka. Obniżenie wartości w przypadku wady fizycznej zależy przede wszystkim od 2 rzeczy - jaka to jest wada (jaki jest jej wpływ na życie i zdrowie psa) i jakie było "przeznaczenie" psa, w jakim celu został kupiony. Na pewno braki zębowe, wady zgryzu (jeśli nie są tak znaczne, że stanowią dolegliwość dla psa), czy wnętrostwo mniej "ważą" niż np. ciężka dysplazja czy padaczka. Ale na pewno więcej waży np. wnętrostwo w przypadku psa kupionego z zamiarem wystawiania go i zrobienia mu uprawnień reproduktora niż to samo wnętrostwo w przypadku psa kupionego "tylko do kochania". A co do renomy hodowli to nie zrozumiałaś mnie. Nie chodzi mi o załatwienie sprawy po cichu. Chodzi mi o dojście do porozumienia między hodowcą a nabywcą bez sprawy sądowej. Proces - zwłaszcza przegrany przez hodowcę, ale bywa, że i wygrany - obniża renomę hodowli. A nie można wystąpić od razu na drogę sądową bez próby dogadania się z hodowcą w kwestii roszczeń z rękojmi. Więc samo to, że doszło do procesu, rodzi podejrzenie, że hodowca zainkasował cenę i umywa ręce, chociaż - powtarzam jeszcze raz - odpowiedzialność z tytułu rękojmi za wady ciąży na nim z mocy ustawy i jest to odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, wyłącznie "za to", że sprzedał wadliwe szczenię w cenie szczenięcia niewadliwego. Chodzi mi właśnie o takie załatwienie sprawy między hodowcą a nabywcą, żeby nie doszło do sprawy sądowej i ujawnienie tego - czyli np. zamieszczenie na stronie internetowej hodowli informacji, że szczenię X ze skojarzenia Y i Z ma konkretną wadę czy wady (z podaniem jakie). Ale niestety hodowle w Polsce, które ujawniają stan zdrowia swoich szczeniąt, można policzyć na palcach. Ba, często jest nawet tak, że hodowca nie interesuje się, co wyrosło ze szczeniąt z jego hodowli i jeśli właściciel takiego psa nie skorzysta z uprawnień z rękojmi i w ogóle nie poinformuje hodowcy o wadzie, to hodowca o tym nie wie.
  21. Cavisia, ja nie feruję wyroków. Ja mówię o tym, jakie uprawnienia ma nabywca szczeniaka, u którego w okresie obowiązywania rękojmi ujawniła się wada fizyczna. Jeśli hodowca wyprze się odpowiedzialności, a nabywca nie ustąpi, to i tak sprawa trafi do sądu. Tylko wiesz, prawdziwy Hodowca, będzie wolał bez procesu oddać część ceny, czy nawet całość i to nawet w przypadku, kiedy nie ma pewności, że wada jest genetyczna, niż narażać renomę hodowli. :eviltong:
  22. Cavisia, ja przedstawiam sprawę od strony prawnej. I nie raz powtarzałam na różnych forach, że spisywanie umów jest przede wszystkim w interesie hodowcy. Np. po to, by ograniczyć czy wyłączyć rękojmię za wady albo zabezpieczyć się przed późniejszym rozmnażaniem psa ze swojej hodowli na lewo. Bo odpowiedzialność z rękojmi jest z ustawy i kropka. I tylko umową na piśmie można ją wyłączyć czy ograniczyć. Jeśli kilka szczeniaków w miocie ma wadę zgryzu, to już nie jest przypadek. A czy to jest czy nie jest wada genetyczna, to w razie wątpliwości rozstrzyga sąd na podstawie opinii biegłych. I jeszcze jedno tak na marginesie Cavisia - wiesz, jeśli psu zgryz "psuje się" przez przeciąganie, zabawę itp., to jednak coś z tym psem od początku jest nie tak. Bo zdrowym psom od zabawy się zgryz nie psuje. :evil_lol: A kodeks cywilny stanowi, że sprzedawca odpowiada za wady już tkwiące w rzeczy w chwili sprzedaży, które ujawnią się w okresie obowiązywania rękojmi. To nie muszą być wady genetyczne. To może być np. kwestia słabszego szczeniaka, któremu zęby się krzywią od byle czego. I od ustalenia tego też jest w razie wątpliwości sąd w oparciu o opinię biegłych. A jeśli jako hodowca chcesz się przed roszczeniami nabywców zabezpieczyć, to spisuj umowy i precyzuj w nich dokładnie kwestię odpowiedzialności za wady. A w przypadku, gdy umowa jest tylko ustna, jak w pierwszym poście, uprawnienia z rękojmi są i nic na to nie poradzisz. A jeśli już mówimy o podejściu, to ja bym w tym przypadku raczej miała zastrzeżenia do podejścia hodowcy, który najpierw chce zwrócić część ceny (bo zdaje sobie sprawę, że zgodnie z prawem za wadę odpowiada), a potem się z tego wycofuje, widząc, że trafił na "jelenia", który nie zna prawa i nie jest świadomy swoich uprawnień. :angryy: I jeszcze jedna uwaga - napisałam o wadzie genetycznej, bo za taką kynolodzy uważają wadę zgryzu, a o wadzie zgryzu jest w tym przypadku mowa. Ale rękojmia obejmuje nie tylko wady genetyczne, ale także wady wrodzone, które nie są wadami genetycznymi, a także wady nabyte, które powstały po urodzeniu się szczeniaka a przed sprzedażą, a ujawniły się dopiero po sprzedaży. Ustalenie, że taka wada powstała wcześniej, jest oczywiście trudne, ale od tego są biegli.
  23. Po pierwsze - umowę masz, bo umowa ustna jest też umową. I masz uprawnienia z rękojmi, bo te wyłączyć albo ograniczyć można tylko umową pisemną. Po drugie - hodowca odpowiada za wszystkie wady genetyczne, jeśli w umowie nie zastrzeżono inaczej. Nie ma znaczenia, że w chwili przeglądu zgryz był prawidłowy. Wada zgryzu jest wadą genetyczną, czyli już tkwiącą w psie w chwili sprzedaży. A za wady, które tkwią w rzeczy sprzedanej w chwili sprzedaży, a ujawniają się później, sprzedawca (czyli w tym wypadku hodowca) odpowiada nawet jeśli nie można mu przypisać winy, bo to jest odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, a nie winy. Więc jak najbardziej możesz dochodzić roszczeń z tytułu rękojmi za wady fizyczne rzeczy sprzedanej. Masz do wyboru: odstąpienie od umowy (oddajesz szczeniaka i dostajesz zwrot pieniędzy) albo obniżenie ceny w takim stosunku, w jakim wartość psa bez wad ma się do wartości psa z taką wadą. Jeśli pies miał być przeznaczony do hodowli i hodowca o tym wiedział, to nawet można się domagać obniżenia ceny do symbolicznej złotówki. I wtedy pies oczywiście zostaje u Ciebie. Do Ciebie należy wybór, z którego uprawnienia skorzystasz. Ale jeśli będziesz chciała odstąpić od umowy, to hodowca może Ci "wymienić" szczeniaka na niewadliwego (jeśli akurat takiego ma). I jeszcze jedna uwaga. Wszyscy w postach wyżej popełniacie podstawowy błąd. [B]Hodowca ODPOWIADA właśnie za wady, które ujawnią się później, a NIE ODPOWIADA za te, które już są w chwili sprzedaży i o których kupujący wie.[/B] Na zasadzie - dosadnie mówiąc - widziały gały, co brały. Jeśli ktoś wie, że kupuje np. wnętra, czy psa z wadą zgryzu, a mimo to zgadza się zapłacić cenę jak za psa pełnowartościowego, to jego sprawa, wolno mu.
  24. No jest. :) A ja żałuję, że nie mam kamery. Miałabym przynajmniej co oglądać, jak go oddam. :-(
  25. [quote name='mch']a jaja seeee robisz czy powaznie ?? :evil_lol: bo malinek bardziej łysy ,ale ma 10 tyg wiec moze wyrósł ? ja skażona onkami wiec ....[/quote] Ma 8,5 tygodnia. Łysy to on będzie w wieku 5 miesięcy, teraz to jest puchaty miś. :)
×
×
  • Create New...