-
Posts
4292 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Majkowska
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
Ja, odkąd padła diagnoza ,że Amor jest chory to stałam się zwolenniczką kastracji i sterylek ( a wcześniej, bylam na tyle nieoświecona, ze uważałam to tylko za kaleczenie zwierzątka dla własnej fanaberii i ingerencja w jego naturę - choć nie popierałam nigdy jako takiego mnożenia na potęgę). Obecnie widzę, że jest w drugą stronę - dawniej namawiało się,arugmentując że jest duże ryzyko choroby, psy się meczą chcąc do suki, teraz coraz więcej podważeń, rozmyślań czy aby na pewno potrzebna it i dyskusji ile to szkód nieodwracalnych na psychice i zachowaniu zwierzątka... Sama nie wiem co o tym myśleć. U Amora kastracja przyniosła wiele dobrego - przede wszystkim go uratowała, bo nie sądzę że z nowotworem jąder i prostaty by długo pożył w pełni witalności i bez cierpienia, nawet jeśli byśmy go faszerowali lekami... Wyciszyła go też, stał się o wiele bardziej przyjazny,nie tylko dla psów ale i dla nas. Znacznie łatwiej szło go opanowac itd. Pewnie to też kwestia wieku, ale widziałam jak się zmieniał BEZ PRACY - poważnie, nie mieliśmy żadnego podejścia do niego, żadnej filozofii, o tyle o ile coś tam się wiedziało z książek,że jak pies ciągnie to trzeba założyć kolczatkę i samo się zrobi,nie wałkowałam z nim nic tak jak wałkuję to z Waldkiem,żeby ćwiczyc i przywiązywać wagę, wiedzieć po co to robię i chcieć go wypracować. Zasadnicza rożnica jest taka między nimi - że Am był twardym psem, nieustępliwym,nie bał się nikogo, a jak już wpadł w furiię to go nakręcalo wszystko. Wald to jest miętka pipetta i jeśli bym go miała tym "odebraniem samczości" go skrzywdzić to się wolę wstrzymać. Choć chyba już go bardziej skrzywdzić nie mogłam niż jest skrzywdzony:evil_lol: [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00569/7llru7n8j1yj.jpg[/IMG] Dziś u nas od rana leje jak z cebra. Ok południa trochę zelżyło więc poszliśmy na spacerek. Wróciliśmy na dawne śmieci - na lotnisko. (Cioteczki straszące mnie że tam jakieś bloki już stoją informuję, że nadal jest gdzie biegać.) Wald oszalał do reszty i choć bywał gorzej niewybiegany to dobitnie oznajmił mi że dzisiaj wypada dzień, że powinniśmy jechać w pola ( a ja się umówiłam do Proszowic, po czym spałam do 9):roll:. Nie biegał, on pracował, galopował w zastraszającym tempie cały czas łapiąc wiatr i nakłaniając mnie żebyśmy ścigali jakieś nieistniejące stworzonka. Usiłowałam go jakoś ogarnąć ale miałam słabą moc w tym wszystkim, bo niby mnie słuchał i wracał, ale średnio po 3 gwizdku i widać było że jest totalnie wkręcony w szukanie i nie może się odkręcić. Modlilam się tylko żeby mu jakaś zwierzynka nie wyskoczyła, bo czułam że dziś właściwie nie powinnam go spuszczać ze smyczy... Nie wybiegał się i nie zgonił do trupa jak to ma w zwyczaju, ale trochę się przebiegł,aż nie przemokliśmy do reszty. Jak wracaliśmy to podbiegł do nas jeszcze maly rudy zjeżony piesek, po czym jak Wald zrobił krok to zaczął zwiewać. Sam chyba nie mógł się zdecydowac czy się przyjaźnić czy uciekać ale trochę pogoniły. Wpadliśmy też na wilczaka (jak to Czesiek to proszę się zgłosić, nie będziemy się mijać kilometrami przecież ;) ) i tyle piesków. Aaaa zapomniałam, jeszcze jak kupowałam karmę to wpadła do sklepu jamniczka parówka, a dopiero za 5 metrów flexi jej pani, przerażona że mój ją pożre, ale ani on , ani jamniczka (pędząca tylko i wyłącznie do worów z karmą :D) nie miały ochoty na walki. A ogólnie muszę powiedzieć że Wartkunia mi dziś rozświetla dzień. Jakież ono jest pocieszne, infantylne i urocze. Gonię zajęta sprzątaniem , schylam się do mopa, a tu czuję że coś mnie szturcha w wypięty tyłek i odkrywam że Wartkunia za mną stoi z dyskiem, z miną " ej , bo znalazłem to i możesz mi porzucać". Nie minęła chwila, maszeruję z wrzątkiem, a piesio wypluwa mi pod nogi piłeczkę, cudem utrzymuję równowagę , odkopuję ją na bok, a on wślizgiem łapie ją i przynosi zachwycony znowu " ej, już to znalazłem! dogoniłem ją! ale super, rzuć jeszcze raz! Jeszcze raz!!!" . Wkręciłam psa w zabawki..:loveu:Dokładnie tak jak chciałam :roll: -
Jaka kochana:loveu:
-
Właśnie jeszcze nie , to też wszystkie osiedlowe ozdóbki włażą tam na kupkę i już odkryły że jak naszczekają w balkon to tam się pojawi duży biały... No i tłucz teraz własnemu psu do łba że się nie ujada bez potrzeby jak poł dnia rozrywka jest zapewniona ( a z boku, tuż obok Kinki okna jeszcze drze się histerycznie owczar). Jestem serio chyba szalona, ale drażni mnie szczekanie psów. Takie bez potrzeby rzecz jasna.
-
do Krakowa byście wpadli ;) Nie wiem czy widziałaś ale pisałam odnośnie tej chemicznej na fb do Ciebie (i odnośnie sędziny, bo mam wrażenie że sędziowała was moja znajoma ).
-
Jakby piesio przeholował to bym go pewnie przepłukała :D Robię się ostatnio coraz okrutniejsza ;) Babka od nas z osiedla wylała gar wrzątku na faceta który rozganiał pod jej oknami koty i gołębie które dokarmiała.....:shake:
-
Odpięłabym wtedy chyba mojego , wrzeszcząc " to dobrze, że to szczeniak, nie obroni się, a mój musi go wychować!!" ;) Ja kilka dni temu idę z psem, mokro, idzie gość, widze że na mój widok podskoczył, jego psu się oczy zaświeciły, ale twardo włazi na wąski chodnik gdzie ja już jestem i lezie na mnie zamiast zaczekać... Włażę więc na trawnik ślizgając się na gównie, jego piesek się naburmusza, ja pieska przy nodze, już się minęliśmy i nagle grrrr, tamten Waldka zębami za dupę... Syknęłam tylko " psa pan prowadzić na smyczy nie umie?" ... Skąd ci ludzie się urywają? Z kolei nad nami mieszka west, drze mordę 24/24 , puszczają go bez smyczy. Siedzę kiedyś w domu , uśpiłam młodą, siadam do herbaty i słyszę że pod moim oknem szczeka ten west. Wlazł mi pod balkon i ujada do Waldka, a za nim stoi chłopczyk i go woła... Mówię do dziecka " ale czemu ty wchodzisz komuś do ogródka z psem?" , a dzieciak nic, pieska zostawił, poszedł. Z 15 minut to gówno szczekało, już nabrałam zimnej wody do wiadra, ale poleciał na szczęście...
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
a możesz jakieś źródło do tych badan podać? -
a czemu Ej ma kaganiec a tamten nie? Zasuwa aż miło :):) Trochę martwiące to co implancie piszesz bo ja się własnie umówiłam na zastrzyk....:roll:
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
Czyszczenie to jest kosmos...listki, patyczki, śluz, robaczki, gąsienniczki, stonogi, ziemia... :shake: Mi najlepiej się zbiera dla kogoś, bo ani jeść nawet nie lubię, mogę ewentualnie małą porcyjke na jajko, albo prawdziwki do suszenia. A tak to daję i niech się ludzie cieszą ;) Wrócę jeszcze do tematu kastracji - zawsze mówiło się że trzeba zwierzątko kastrować jak najwcześniej nim się rozwinie płciowo,bo potem nie ma sensu jak już ma hormony rozbuzowane i tylko to gwarantuje stabilność. Teraz z kolei coraz częsciej słyszę że nie wolno kastrować zwierzaka przed jakimś tam określonym okresem dojrzałości. To ile to wg was - taki moment żeby pies był w wieku idealnym do kastracji, gdzie wyciszy mu się hormony do najmniejszego poziomu i gdzie nie zaszkodzi się jego psychice? -
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
Dojechaliśmy , ufff, już myslałam że z tego zadupia się nie wydostaniemy... Relacjonuję : O 6.00 jak mi budzik zadzwonił i wyjrzałam przez okno (lało jak z cebra) , stwierdziłam że nie wybieram się nigdzie. Ciocia nie podzieliła jednak mojego planu i namawiała aż uległam dla świętego spokoju ( jakby potem przy wigilijnym stolle miało paść, że barszczyku nie będzie. Oszczędziłam tylko Warchlaczkowi, i dobrze zrobiłam, bo zlało nas jak fix juz na dworcu. Podróż była udana, oczywiście z akcentem, z którego zaśmiewam się co sobie przypomnę : wsiadłyśmy już do busa, oschłyśmy już trochę, jedziemy przez okoliczne wioseczki... wsiada staruszka w odświętnym stroju niczym z parady i spotyka drugą i nawiązuje się dyskusja. W momencie, kiedy gestykulując wypowiada słowa "wracam z sanktuarium" ,otwiera się jej (w środku zapchanego busa) z hukiem parasolka , puszczając na nas falę wody i skacze na ciotkę dziubiąc ją po twarzy i po oczach. Na to paniusia składa parasolkę z "uj, pszepraszszam" robiąc damulkowy dziubek i dalej nawija o sanktuarium jakie to wnętrze piekne, a jakie kwiaty pod ołtarzem stoją.... Komentarz ciotki był podły, ale całość sytuacji była taka że nie wiem nawet jaką drogą jechałyśmy bo ze śmiechu zryczałam się okropnie :roflt::roflt: Od tego momentu mi się humor poprawił i już nawet jakoś mnie nie przeraziło jak nas kierowca wysadził w środku buszu i kazał iśc prosto w las po jakichś podmokłych bagiennych terenach. Utytłane po pas wlazłyśmy do lasu i zaczęłyśmy zbiory. Efekt był super - bardzo dużo grzybów, w jakieś 3 h łażenia nazbierałam ok 10 kg - i cierpiętniczo to niosłam do domu w materiałowej siatce. Po drodze zlało nas jak cholera - nagłe oberwanie chmury, takie że nawet nie było sensuwyciągać parasola, i to w momencie kiedy okazało się że przystanek busów , do którego przeszłyśmy pół wsi jest nieczynny i musimy drałować do nastepnego kolejne 5km:loveu: Dopiero jak po jakiejś 1,5 h czekania w deszczu , bus przyjechał to poczułam się szczęśliwa i wręcz ocalona ;) Nawet mnie te grzybki ucieszyły, choc wczoraj robiłam je do ciemnej nocy. [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00568/xp4be5v6l6v0.jpg[/IMG] -
[quote name='Ryss']35. [B]Pointer[/B] - 65 cm: znany ongiś prześladowca bażantów, jarząbków, kuropatw, przepiórek, dzikich gęsi, krzyżówek, głowienek, czernic, słonek, łysek i innych cyraneczek ([I]cyraneczka nie ptak, dziewczyna nie ludzie...[/I]) Ornitologom znany jest krzyk dzikich gęsi ([I]a niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż gęsi nie polski, iż swój język mają[/I]) przelatujących nad pointerem: "Psiekrwie, psiekrwie, dlaczego nas prześladujesz?!" Po penalizacji stalkingu ostał mu się ino sznur, znaczy smycz. [B]Dla pańć nie mogących usiedzieć na miejscu, czyli mających mrówki w dupie.[/B][/QUOTE] :loveu::loveu: Cudowne, uśmiałam się setnie. Dzięki :D
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Majkowska replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[quote name='gojka']Pewnie dziecko dostało encyklopedię psów na urodziny,tatusiowi się spodobała bo z obrazkami i chciał przyszpanować bo akurat ta rasę zapamiętał.[/QUOTE] Tyle że to był dorosły facet, który się z argentyńczykiem zetknął(bo pytałam i bodajże miał). Jeszcze mam 2dość ciekawe: kilka dni temu jechałam z psem do weta, miałam iść pieszo, ale podjechał mi pod nos autobus, więc go dogoniłam, wskoczyłam i zakładam psu kaganiec już w srodku . Jakiś chłopczyk komentuje " mamoo, a po co temu pieskowi kaganiec?" - " żeby nikogo nie ugryzł". - " a ja myslałem że tylko duże psy muszą nosić kagańce " - " ale ten jest duży ,?" - " nie, jest malutki". Innym razem mijam starszą panią, której piesek na całej rozciągliwości flexi ujada skacząc do mojego psa maszerującego przy wózku. Na to pani spogląda na mojego (ignorującego absolutnie tamtego furiata) i rzuca oburzona " dobrze że ma chociaż kolczatkę!". Już miałam się odezwać ale wyhamowałam, a pani coś jeszcze dodała że jej jest zaczepny i inny pies może go pogryźć, więc lepiej żeby TAMTEN miał kolczatkę i kaganiec....:roll: -
Aster - przerażony, wychudzony mlody psiak prosi o pomoc
Majkowska replied to Ayame Nishijima's topic in Już w nowym domu
Wchodze po takim czasie a tu super wieści. Cieszę się :):) -
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Majkowska replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
I mam kolejną rasę mojego psa do kolekcji ;) Stałam pod sklepem z Waldkiem, a przyglądający się mu pan zapytał mnie czy to... dog argentyński. :razz: -
O kurka, z tym omdleniem, groźnie zabrzmiało. Nam zdarzało się tak przy Amorze - pierwszy atak padaczki właśnie się nam przytrafił w momencie kiedy zacisnął mu się na szyi łańcuszek jak stał do psa... Nagle kozak przewrócił się, wstał, zrobił błędne oczy , spuścił łeb, wypluł język, ślina mu się polała, wlazł pod auto i zaczęło go trzepać... To było straszne. Kilkakrotnie zaobserwowałam że dostaje ataku przez takie przyduszenie, choć wetka nie robiła bezpośredniej przyczyny z tego ( w sensie ze zwyczajnie padaczkę miał czy się dusił obrożą czy nie). Gdyby mi się coś takiego przytrafiło obecnie to też bym spanikowała. A serce pewnie że badaj - masz zawsze pewność że jest ok. Ja sama się umawiam na całą diagnostykę (serce,krew itd)teraz, szczególnie że jak Wald miał 6 mcy to też mi go źle zdiagnozowali jako sercowe nieprawidłowości. Zawsze lepiej mieć pewność niż potem martwić się i wpajać sobie "a może mu coś jest". Znam to ;)
-
myślę że ze smyczek do pobiegania ich nie dałoby się puścić, ale jakiś spacerek równoległy wchodzi w grę. ( a ogólnie to szczegółem jest to że Franek nigdy puszczony ze smyczy nie był, więc gdyby go spuścić to leci w siną dal zaaferowany wszystkim)...
-
Szczerze to wydaje mi się że dogadałby się. Frank jest tyko rozpieszczony diabelnie, ale tak jak z nim chodziłam to wystarczy jedno szarpnięcie ( a nawet zwyczajne pociągnięcie za smycz) i jest już upomniany. Fakt jest taki że wywalił kilkakrotnie dwumetrowego chłopa, ale oni nad nim nie panują, bo on leci jak chce i gdzie chce, a jak ujada na pieska to standard - smycz na 5 metrów, a oni mocują się żeby utrzymać końcówkę. Jestem w stanie się podjąć, wolę już jego niż tą obrzydliwą koparę...
-
[quote name='Pani Profesor']a, coś jeszcze - wolne jutro ma? [/QUOTE] A to rozmawiasz do mnie? Bo nie sądzę...:roll: Spotkałaś się kiedyś z takim zjawiskiem żebym miała dzień wolny?? I na Błonia Wald już nie idzie, bo mi nerwów nie starczy, prędzej Franklina wezmę jakbyśmy się kiedyś wybierały.
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
No jakże pokażę jak mi ten kabel za żadne skarby nie złączy... :placz: Ale na zdjęciach wygląda właśnie zupełnie przyzwoicie, pewnie gdybym zobaczyła to bym przyklasnęła. Na żywo koszmar, ani do przygięcia ani do niczego... Dlaczego nie jesteś do końca zadowolona z kastracji?? Ja głównie chcę implant żeby bezkarnie pobalansować sobie na linii bezpłodności i stwierdzić, czy jego zachowania to moja wina czy te nieszczęsne jajka. Z wetką pogadałam dużo - jestem zaskoczona bo to raczej wet typu nowoczesny psiarz i spodziewałam się że rzuci mi tekst typu "wykastrować wszystko co żyje", ale w naszym przypadku raczej doradzała trzymanie psa na implancie, głownie ze względu tego że jakby miał okazję kryć to warto tych genów jednak nie tracić. Implant rzecz jasna tylko ma być wygodą dla mnie, choć druga strona medalu jest taka że kosztuje tyle... Nie wiem co myśleć.,zastanowię się, zobaczę na ile w Waldku się będzie potrzeba "suk" odzywała. To co kiedyś zrobił było tragiczne, teraz zaczyna mu znów odbijać (wetka przypuszcza że mógł nawet tak schudnąć przez cieczki) ale znacznie mniej, dodaję do tego zmianę miejsca itd. I niewybieganie - jednak tam miał teren, wypracował się, zajechał się w polu szukając bażantów, biegał, obwąchiwał się, wracał z przepalonymi trybikami w mózgu, a tu chodzi tylko na zwykłe spacerki ,a jedynym zapaszkiem jaki ma jest zapach suk...:roll: Staram się biegać, zadowalać go innymi rozrywkami, spotkaniami z psami, biegam, ale jemu wciąż czegoś brak. Waldek jest miękkim psem ale czasem odnoszę wrażenie że tą miękkością zakrywa jakaś twarz mutanta nie reagującego na nic. Bez ideologii, ale serio, nakrzyczę, pokuli się i heja dalej... Przy tym wie wszystko i jestem w stanie wyegzekwować wszystko, ciężką bo ciężką drogą, ale on zawsze sprawia wrażenie zamkniętego w jakimś swoim hermetycznym świecie, do którego nic nie dociera... Czasem nawet myślę że może nadszedł czas na jakieś twardsze szkolenie... Dzis nawet rozmawiałam o tym z sąsiadką od dalmata - zamówili behawiorystkę, zjechała ich że pies bez zasad, wzięła na spacer, poszarpała psa kolczatą, potraktowała ostro stawiając się mu kilka razy i ... po problemie. Sąsiadka zachwycona. Mimo wszystko tamten jest milion razy twardszy , bo nie zawaha się wystartować z zębami, podczas gdy Wald jest już nie do życia, bo cały błagalnie zwija się z w scyzoryk... Tak mogłabym bez wahania podziałać z Amorem, ale Waldek... Wartkunia to jest piesio specjalnej troski i z nim trzeba jak z granatem :D W niedzielę wybieramy się na grzyby - trzymajcie za nas kciuki żeby nas kierowca wpuścił do busa. Straszne cyrki u nas z przejazdami, ciotka mnie zapewnia że nie będzie problemu, ale ja już tyle się najeździłam że coś o tym wiem... -
My tez mieliśmy jedną taką noc, że miałam ochotę wstać,odpalić kompa i zamówić antyszczek o jakimś piekielnym natężeniu i najlepiej jakby ziała jeszcze ogniem :D:D To jak już o karmie to zapytam, bo zostałam na zerze - jaką kupujecie?
-
[quote name='Pysia']Szeltie sa rzeczywiscie nieco zbyt delikatne do biegania. [/QUOTE] Szetlandy są za delikatne do biegania? Możesz rozwinąć? Bom ciekawa :) Znam kilka szelciaków i raczej to nie są jakieś wyniunane pieski, prowadzą aktywny tryb życia, bez nacisku na sporty, ot codziennośc - bieganie , rower, wycieczki górskie. Wręcz od hodowczyni słyszałam że to pieski które w przeszłości hodowane były na takich terenach że są zwinne i niezmordowane, bardzo odporne na wszystko i ogromnie wszechstronne.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Jesos ja znów mam nadrabianie, a jeszcze nie dodałam foty wyżla coby udowodnić że miał płytszą klatkę niż mój, a jedynie długie nogi powodowały że może jak tam się tak samczył to się zdał wyższy :P [quote name='chounapa']Wydaje mi się że z nachalną do granic możliwości i kompletnie niedelikatną Lilo, by się nie dogadał :P. Jej ulubione zabawy, to rozbieg i staranowanie kumpla, najlepiej jak kumpel aktualnie robi to samo .. czyli wielka stłuczka, nie raz kończąca się upadkiem obu psów na glebę :roll:. Albo rozbieg, skok na psa, odbicie i wyskok w górę ... Nie każdemu jej zabawy do gustu przypadają :P[/QUOTE] Ja ich widzę razem! Mój się bawi identycznie ( plus że nie lubi byc ofiarą :D) I uważam że wszystko możliwe, skoro Pat sie dogadał z Waldkiem hiperrakietą, to myślę że jest w stanie się dogadać ze wszystkimi ;) Już się ucieszyłam że jesteś z Krk, ale nieee :(
-
[quote name='Dogha']Majkowska tak mi się napatoczyło: [URL]http://www.healthypets.pl/pl/p/TRIXIE-KAGANIEC-SKORZANY-XL-38cm-1879/355[/URL] Nie taki skórzany kaganiec mieliście?[/QUOTE]Nie. To był model charci, bardzo przyjemna delikatna skórka , o połowę cieńsza od tych zwykłych. Dziś miałam przyjemnośc pomierzyć kolejne kagańce fizjo, plastiki, skórę, w tym wiekszy basker. Jestem zaskoczona, leżał koszmarnie, jakbym mu wiaderko ze śledzi wpakowała na mordę, w dodatku Wald poodjął natychmiast z nim walkę... Jedyny który pasował względnie to plastik, ale ten ściągnął w 3 sekundy, własciwie nim mu zdążyła sprzedawczyni przymierzyć. Ale basker KOSZMARNIE wypadł.
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
Witamy się :) Dziś od rana szalony dzień - wyprawiliśmy małą z dziadkami na wieś. W domu tak cicho, smutno, nie wiem czy ja to wytrzymam i nie każę jej odesłać do nas :shake: Za to Wald z sielanką nie ma nic wspólnego...:roll: 2 tygodnie adaptacji nie przyniosły stabilizacji - pierwsza rzecz jaka mnie uderzyła to jego niepokój i zagubienie. Dawno nie widziałam go w takim stanie... i dawno też nie miałam problemu z odesłaniem go na miejsce - zazwyczaj wystarczyło skierować wzrok w kierunku klatki i już tam był. Początkowo wybaczałam, zwalając że jeszcze nie jest do końca odnaleziony itd ale potem zatoczyliśmy błędne koło - ja "na miejsce" , on pod stół, za kanapę, w tę i nazad zagubiony, łamiąc raz za razem komendę, uciekając przede mną jakbym go goniła z siekierą albo kazała kłaść się na rozżazonym węglu... Zrobił się jakiś paniczny, zaczął reagować mi na wszystko zbyt emocjonalnie, na jakieś większe bodźce podskakuje jakby prądem dostał, a i tak swoje robi, i co dla niego jest absolutnie niespotykane - stał się przytulny, przylepny do obrzydzenia, wchodzi na kolana (z podkulonym ogonkiem), tuli się jak wariat, jest przesympatyczny dla wszystkich i usiłuje wymuszać wiele rzeczy stylem "jestem taki biedny". Czyli przykładowo - ja mówię na miejsce, a on prawie sikając pod siebie ucieka do kuchni... I nie ma wybacz, będzie spieprzał przede mną, a jak juz na miejsce go odholuję to dygota jak galareta, a gdy tylko się ruszę to leci za mną krok w krok - ja do kibla, pies za mną, ja w kuchni, mam psa przylepionego do nogi. Katastrofa, tak się żyć nie da... Wczoraj po wizycie znajomych - gdzie Wald prawie stół wywalił bo umyślił sobie że tam się musi schować, bo on tam ma budę, a łeb musi miec na kolanach faceta kolezanki - dziś z samego rana wyjęłam zza szafy klatkę. Nie zdążyłam jej otworzyć jak wskoczył na nią i położył się na złożonych prętach... Rozdygotał się oczywiście "mamusiu, nie zabieraj mi tego, ja to kocham", ale jak już mu zaścieliłam to wpadł tam i wreszcie usnął spokojnym snem, bez piszczenia na śpiąco, machania łapami, warczenia, zrywania się co chwilę, robienia rund honorowych w poszukiwaniu gdzie by się tu wcisnąć. Cóż, klatka wygląda jakbyśmy pod szafą mieli złomowisko, ale przynajmniej Wald jest spokojniejszy, wie że jest bezpieczny i mam nadzieję że mu się juz w głowie naprostuje wszystko... Na spacerkach też mu się pomyliło, bo znów odezwała się potrzeba posiadania tej jedynej... Co gorsze, tych jedynych chyba jest więcej i wszytskie aktywnie wzywają Waldka swoją wonią pragnąc potomstwa z nim. Koszmarr. Teraz klnę na siebie, że nie wbiłam mu zastrzyku wcześniej... Dziś byłam u wetki i rozmawiałam z nią o tym , więc muszę tylko zamówić, sprowadzą mi i wbijamy na próbę. Omówiła ze mną wszelkie sprawy za i przeciw, własciwie nie podając żadnych argumentów minusowych , więc jestem zdecydowana. Umówiłam się też na szersze badania typu serce , morfologia itd, tak pro forma ;) Ogólnie dziś u wetów było przyjemnie, przyszłam sobie i siedziałam tam chyba z godzinę, prawie że przy kawie, dyskutując z wetką (o wszystkim od kału po genetykę ), która faszerowała Waldka chrupkami. Wald początkowo pogardził uciekając w kąt i usiłując się wydostać z gabinetu (on nigdy czegoś takiego nie robił!!!!!) a potem przedstawił całą gamę sztuczek masakrując panią doktor łapami :D Następnie wstąpiliśmy do Karuska w poszukiwaniu kagańca. Znów przeglądałam asortyment, spotkałam starą znajomą, która mi zrobiła prezentację towaru i... żaden nie pasuje. Przeleciałyśmy wszystkie rasy od dobka, sznaucery, teriery, owczarki, po bullowate, mniejsze, większe. NIC. Mierzyłam fizjo, skórzane, plastiki i baskery .Te ostatnie zrobiły na mnie szokujące wrażenie, bo odkryłam że coś może być gorszego na pysku Waldka niż basker4 - basker 5 i 6. Potwornie obrzydliwe, włażące w oczy, Wald myślałam że babkę rozszarpie wraz z towarem, tak aktywnie protestował sciągając to w sekundę... Za to kupiłam Wartkuni nową obrożę - miała być gruba sztywna skóra w jakimś ładnym kolorze, a kupiłam skórkową średniej grubości, dość przyjemna, ciemny brąz z psami , które miały być wyżłami, a są jakimiś flatami czy cuś. Seter jeszcze był, ale się zdecydowałam na ten, bo jakoś mi bardziej szerokośc leżała. Wald teraz jest full prestigio ;) Na koniec wyłaziliśmy się za wszystkie czasy :):) W domu piesek zjadł zupkę (bo cholera ostatnio protestuje i nie chce jeść, żebra ma na kilometr odstające już) i poszedł spać zachwycony do swojej klateczki. Mam foty, ale nie jestem w stanie zgrać. Odkryłam że to wina naderwanego kabla usb. Nie łączy :( A szkoda bo mam nawet zdjęce tego baskera... -
[quote name='Ryss'] Ech, to ja na poważnie przykładam się do roboty, a Ty się podśmiechujesz... Ale zapisałem pieska do kolejki, bo mam zaległości.[/QUOTE] Nie śmieje się z Twojej roboty, bo opisy psów świetne i super urozmaicają ten wątek, śmieszy mnie (już) to co możesz o pointerze napisać napisać ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with: