Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. :megagrin: :megagrin: I odchudzić troszeczkę żeby kręgoslup wystawał, sprawić żeby ogon był noszony między nogami a najlepiej na brzuchu tak żeby pies był zwinięty w scyzoryk ,a gdyby futra na ogonie zbyt dużo było to przygolić bo to szczurzy ogon musi być tak żeby kręgi było widać ;) A serio - fajnie że będziesz mieć szczeniora, już się niecierpliwie na pierwsze newsy i foty z Ejdenkiem :) Wczułam się chyba w sytuację :siara:
  2. Przynajmniej masz na fonie dogo - inni nie mają aż tak zaawansowanej technologii żeby obsługiwać fora przez telefon :D ;)
  3. Skąd taka ładniutka obróżka? A dynia na głowie gdzie ? :D
  4. hehe ja moge przyprowadzić Warchlinę - kręci się jak g w przeręblu, puszcza kanalizacyjne bąki i skrzypi 24 h/ dobę, do tego podbija rękę piszącą na komputerze bo jemu się głaskania właśnie chce. Do tego dołączę buldożka od ciotki - ten dopiero jest obrzydliwy - charczy jak kombajn z fioletowym językiem, smarka i średnio co 14,5 min rzyga, a następnie niczym czołg wskakuje na nogi i domaga się buziaczków :D Teraz nikt mnie nie przebije :megagrin:
  5. Majkowska

    dubel

    Mnie rozwala hipokryzja jednej strony. "Moje koty nie muszą mieć siatki, bo one nie wskakują na balustradę". A jak wskoczą to co? Sory, ale dla mnie tutaj chodzi ewidentnie o jakieś prywatne kwasy, ass-hurt'y i tak dalej. Przywalić się byle czego, byle się przywalić. Szok jak się czyta niektóre rzeczy... Prywatne kwasy prywatnymi kwasami, ale fakt chodzącego kociaka po balustradzie był i jest. Został pokazany publicznie,a cała sytuacja zamiast wyjaśniona ( bo jeśli ta siatka jest to czemu nie można napisać " dziewczyny, spoko , jest siatka, chroni, zobaczcie") jest rozdmuchana " a co was to obchodzi, a to mój kot, a my ich nie puszczamy tam, a to na potrzeby zdjęcia,radzimy sobie ale nikt nam nie pomaga , nikt nie widzi jacy jesteśmy wspaniali , wszyscy się czepiają...." itd itd). I tak trochę ot , bo gdzies było wspomniane że takiego faktu nie było , a całkiem niedawno pokazywane tu były foty kilkutygodniowych kotków pod blokiem a i pomysły wychodzenia z kotami i psami też były. Niestety, wszyscy wątek czytają i wiele tu było tzw wpadek, których się nie da uniknąć, ale są to fakty zbyt bulwersujące żeby przemilczeć - a niestety ja nie należę do osób które milczą i wiem że za to może "podpadłam" , bo zwróciłam uwagę najpierw na wasze pseudozaprzęgi gdzie psy nieprzeszkolone w żadnym stopniu ciągną dziecko po krawężnikach, zwróciłam uwagę nieraz na to że jak Figa się rzuca na ludzi to nie powinna być puszczana, że jeśli się podejrzewa że kot jest chory to nie trzyma się go ze zdrowymi kotami, że trzymanie haszczaków po 8 h w ciasnych kagańcach nie jest zbyt fajne, tak samo jak chodzenie na jarmark jako członkowie (prezesowie!) TOZU i robienie umierającym tam zwierzętom zdjęć w klatkach itd itd.. Jeśli ktoś aż huczy od "pomagamy" to ocenia się go też przez pryzmat kogoś wielkiego, kto powinien być guru, a nie udawać że sprawy nie ma. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo ktoś kto jest tylko człowiekiem spuszcza od czasu do czasu głowę i umie powiedzieć "macie rację" lub zwyczajnie powiedzieć " nie jest tak, mylicie się, mamy siatki na oknach, dajemy dobry przykład". Szkoda mi Karoliny, choć niejednokrotnie pokazała niedojrzałość, ale też pisała że sobie nie radzi sama z taką ilością zwierząt ( po czym nie wiem czy pod publikę czy też dla świętego spokoju potem udawała zachwyt), ale niestety całość jaką przedstawiacie publicznie nie wygląda zbyt dobrze...
  6. Nie ma takiej możliwości żebym mu dawała nasze rzeczy do gryzienia. To pies działający na zasadzie "raz i na zawsze" - wystarczy że poduważy możliwość robienia czegoś i koduje w łebku ze tak jest i ma być. Tak jak przykładowo jest ze szczekaniem - sam z siebie nie szczeka, ale gdy spotka psa który obszczekuje ludzi to potem na każdego wyjeżdza z ryjem, ostatnio nawet obszczekał tżta, jak ten wyszedł z kuchni ,pamiętając że tak trzeba bo tak darł ryja na ludzi jakiś kundel na wybiegu to czemu by swojego pana nie wziąc na celownik... I jest wskok do łebka, blokada, a potem samoistne odblokowanie - idziemy do hodowli , tamte piszczą to i Wald piszczy, skrzypi o wszystko przez miesiąc, tępię go bez efektów, nagle nadchodzi TEN dzień i wszystko się wyłącza. Nie umiem sobie tego wyjaśnić ale takie coś zaobserwowałam i już nawet potrafię przewidzieć to i owo tyle że...nie mam na to sposobu... I potem wychodzi kolejna sytuacja - jest z psem problem, dzwonię po pomoc, umawiam się na termin, gośc przyjeżdża i... okazuje się że pies jest zupełnie normalny :hmmmm: I teraz też niesmiało powiem że znormalniał. Kilka dni zostając choćby na 2 minuty sam rozbrajał szafę i nagle... jest ok, nie rusza butów, można zostawić w dowolnym miejscu i nie tknie. Tylko cholera czemu tykał? Co odreagowywał jak wszystko było ok? Teraz zastanawiam się czy nie miał "za dużo" ruchu, nie miał zbyt dużej wkrętki że gonimy cały czas, teoretycznie dla takiej bestii to duzo nie jest, ale co się stało że np w tym tyg siedzi więcej w domu a jest zupełnie ok? Sugestia - nie ma zapachów suk i cieczek, nie jest niezdrowo podniecony, pobudzony, nie musi się wyżywać na niczym? I jeszcze jedno mi przyszło na myśl - wróciła Kinia, a to się działo jak jej nie było, czy to może mieć coś wspólnego z nią? Choć ich kontakty też mnie zastanawiają, bo Wald stał sie dziwnie oschły... rano zawsze wsadzał łeb do łózeczka, lizał ją, merdał ogonem, teraz - najwyżej wejdzie do pokoju i stanie obok mnie, nie reaguje na zaczepki itd. Pytałam nawet tż czy zauważył że Wald ją bardzo ignoruje, ale nie zauważył nic. Więc nie wiem czy tylko ja widzę takie coś, czy to ze mną może jest nie teges.... A Kinia... po powrocie słodka jest tak samo, ale dziadkowie widać kochali ją bardzo i jest rozpieszczona do granic! Jest nieznośna! Dostaje spazmów o byle co, bo nie pozwolę jej czegoś wziąć, bo chcę ją złapać za rączkę, bo nie dam jej czegoś... podnosi larum, jest wrzask, szarpanina, uderzanie głową o podłogę i meble, ryyyyyk półgodzinny . Co gorsze nie chce zostawać wcale w łóżeczku, nie chce zasypiać nawet jak jestem obok, a jak już wstanę to się dusi tak wrzeszczy... Wczoraj bawiłysmy się do północy, w efekcie czytając jej książeczkę sama przysnęłam, ale nie minęła chwila jak poczułam coś mokrego na twarzy - moje dziecko dorwało kwiatka : ściągnęło go z półki, wyszarpało z doniczki a następnie mokrą ziemią wysmarowało mi twarz i kołdę... Potem udało mi się ją cudem położyć do łóżka gdzie wreszcie ze zmęczenia padła spać, dospała aż do 4.00 i obudziła się z wrzaskiem " mniami mniami, mamaaaaaaa!!!!!" No jakże jej nie kochać?
  7. muszę nadrobić, bo nie wiem do końca o co chodzi z niektórymi rzeczami, ale to później, teraz się rozpływam widokiem Ledziny, uwielbiam ją!
  8. My mamy elmexa , wcześniej miała ziajkę. Kinia też nie współpracuje, bo nie znosi kiedy jej szoruję zęby, ale dużo sama trzyma szczotkę w rączce i np patrzy na mnie jak ja myję zeby i próbuje naśladować, a potem w zabawie staram się jej choć trochę umyć. Za to z nocnikiem klapa totalna, dziadkowie się chwalą że im już robi kupkę do nocnika raz na jakiś czas, a my nawet jej nie potrafimy odsikać, choć siada ale bardziej dla frajdy... Dziewczyny, czy któraś ma może jakieś przejrzyste materiały odnośnie pierwszej pomocy u niemowląt i dzieci? Nie chodzi mi o tekst, ale o planszę najlepiej. Odkryłam już kilkakrotnie że mój tż nie potrafi za cholerę ogarnąć sytuacji kiedy małej się coś dzieje i stwierdziłam że na sucho mówienie i tłuczenie mu do głowy po raz kolejny nie da nic, muszę mu powiesić instrukcję na szafie, lodówce czy gdziekolwiek, bo to jest tragedia - dziecko nam sie krztusi, a on obejmuje ją i pyta " co się dzieje?" i przerażony patrzy jak mała nie może złapać powietrza, a zamiast jej opuścić głowę w dół kiedy wymiotuje to on jej odchyla do tyłu, chryste.... czy wszystkie chłopy są tak nieogarnięte?
  9. Wcięło mój post :madgo: a wyrażałam zachwyty nad zdjęciami - że superowe i z min sie uśmiałam.
  10. Do łożka mu już nie pozwalam wchodzić od jakiegoś czasu i uważam to za epizod - wszedł się poprzytulać jak pańci było źle, a teraz już nie włazi. Także z łóżka już jakby wywalony. Z pokoju nie wywalę z prostej przyczyny - mamy tylko jeden pokój. Wald właściwie w domu jest ok, śpi w klatce, umie się odesłać na miejsce, czasem połazi za mną i odpuszcza. Nasz standardowy dzień jest taki że wyprowadzam go rano na fajny spacer 30min-1h (nie tylko fizjo, ale też coś, bieganie, zabawa z psami itd) i idę do pracy, wychodzi kilka razy z tż fizjologicznie jak ja pracuję a potem wracam i idę z nim pobiegać bez limitu czasowego - czasem idę tylko na godzinke na osiedle, a czasem zarzucam kotwicę w terenie na trzy ;). 2/3 dni w tyg mam wolne i to są jego dni - wtedy jadę z nim w pola, chodzimy na wybiegi itd. Przeważnie wtedy też towarzyszy mi jak gdzieś idę i zabieram go z dzieckiem na wspólne spacery. Sam ruch uważam że ma nie najgorszy, bo staram się żeby było fajnie i różnie, nawet jak pracuję i gnam jak oszalała żeby ze wszystkim zdążyć to pies ma rozrywkę rano i wieczorem, resztę dnia musi wytrzymać, choć mało kiedy teraz jest sam, bo mijamy się z tż i dziadkami, więc czasem nawet zostaje tylko na 2 h przez cały tydzień. W domu nie rusza zabawek ani żarcia, nawet nie pała zachwytem jak mu zostawiam do gryzienia kości i gryzaki - żre to dopiero wieczorem albo w nocy. Jak wychodzę to nie zwraca uwagi a wręcz danie mu czegoś do zajęcia oznacza dla niego zaakcentowanie "zostawiamy cię", więc zwyczajnie nie daję tak w momencie wyjścia.
  11. Więc właśnie, gdybym nie przeżyła z nim już 2 lat i nie wiedziała jak on się zachowuje zwyczajnie to stwierdziłabym może że to taki cudowny wpatrzony w pańcię piesek, i tak mnie kocha, pragnie ze mną kontaktu, przytula się do mnie cały czas itd. Co do jajek to ostatnie nasze wojaże na wybiegach pokazały że to jednak marny wojownik - owszem, zdarza się mu postawić , ale dość szybko rezygnuje, a w razie gdyby tamten nie pozwolił mu się wycofać...chowa się za mnie. Co za bydle
  12. Super wieści :):)
  13. A mnie można podsyłać obecnie linki do bazarków o tematyce "wystrój domu", szczególnie interesują mnie rzeczy typu 3w1 i takie które mogą pełnić kilka funkcji naraz np są schowkami i rzeczami codziennego użytku. EDIT : szukam tez dla znajomych ortezy dla kota , coś tego typu
  14. Majkowska

    dubel

    i polecam, ja tak zrobiłam i o tyle moje nerwy sa zdrowsze. Bo jak nie maja opaść ręce jak sie czyta co chwila a to że chore koty są ze zdrowymi ale to nic bo sa bardzo słodkie, że piesek się rzuca na ludzi ale to nic bo on tylko ujada a jak ludzie go kopią to są głupi i pokazuje się im środkowy palec, a dwa pozostałe pieski są niezbyt lubiane toteż siedzą w kagańcach bo niszczą wersalkę nie pojmując że nie ma dla nich czasu, bo trzeba ćwiczyć profesjonalne sporty typu flyball bez piłki nawet jeśli kaszle przy skokach zupełnie jakby wskazywało na dolegliwosci sercowe... Walić wszystko, o wielcy ludzie jacyście dobrzy dla tych zwierzątek. A serio - dla mnie ten "TOZ "jest materiałem na interwencję....
  15. Jestem tępa już zupełnie, ale też tak myslałam, tymczasem głosy osób które coś z psią psychologia miały do czynienia mówią że właśnie ma za małą więź ze mną, za mało we mnie oparcia, jest miękki a ja trakuję go zbyt "dominacyjnie" i oschle osłabiając jego pozycję w stadzie. A mnie sie ciągle zdaje że on mi wchodzi na głowę robiąc co chce i nie jest idealny.... Odklejanie ? - to co przykładowo proponujecie? A jak już w temacie jego przyklejki do mnie - dziś tak się lepił podczas spacerku i szedł gapiąc się na mnie i merdając że potknął się o krawężnik i rypnął na ryj jak długi, z piskiem kłapiąc szczęką o beton, a potem podniósł się z zakrwawionym językiem i kulejącą łapą. Z łapą na szczęscie ok, tylko się potłukł, ale całość była zupełnie nie w jego stylu...
  16. Majkowska

    dubel

    Miałam się nie odzywać, ale się jednak odezwę, bo może coś da to do myślenia.... Mojej koleżance kot spadł z parapetu i... przetrącił sobie kręgosłup, tylko dlatego że, tak jak piszecie , nie miał czasu na obrót i rypnął w kaloryfer czy coś po drodze. Poszedł rdzeń i wiadomo jak się skończyło. Znajomej kicia leżała na parapecie na parterze gdzie miała schodki do ogródka, tak jej było błogo że przeciągając się zzsunęła się z parapetu i nadziała na krzak róży, straciła oko. Moja sąsiadka wypuszczała kota na balkon, zabezpieczony od dołu, ale poszedł za muchą i spadł z 8 piętra, miał tylko 6-8 miesięcy. Matka mojej przyjaciółki przetrzymywała komuś kociaka, który wylazł na parapet, rąbnął z drugiego piętra w żywopłot , zginął na miejscu, bo się przebił na wylot. Ciotce tż z balkonu na pierwszym piętrze spadły 2 koty, jeden wybił zęby i do końca życia miał problemy z jedzeniem, a drugi przewracając się na drugi bok zleciał i doznał potwornych obrażeń - pękły mu narządy wewnętrzne, wątroba (bodajże)się "rozlała", przeżył, ale cierpiał potwornie, wył nocami, wymiotował , był kilkakrotnie operowany, do końca życia przyjmował leki. I najstraszniejsze co widziałam na własne oczy - jak kot spada z niskiego piętra w pięknej rezydencji,przecudny dumny pers, spacerował po balkonie, babka wyszła, pogłaskała go, odeszła, a on wskoczył na barierkę, przeszedł się 2 razy, zaczął coś łapać w powietrzu i stracił równowagę, wypadł z głuchym hukiem spadając na chodnik. Moją Inkę tez kiedyś złapałam w powietrzu, bo gdy matka wieszała pranie wyskoczyła na balkon goniąc fruwający na wietrze jakiś farfocel/listek, wolałam jej wtedy wyrwać nogę niż puścić, to była najstraszniejsza chwila mojego życia. To są przykłady kotów które znam i które spadły z niskich pięter, o przypadkach wyższych pięter nie wspominam, bo nie znam przypadku gdzie kot przeżył... Dziwi mnie jak można nie mieć w umowie zabezpieczenia okien, równie dobrze można wykreślić punkt o sterylizacji, bo przecież to już czyjś kot, a czy ktoś sobie pilnuje czy nie jego sprawa...
  17. Majkowska

    dubel

    Miałam się nie odzywać, ale się jednak odezwę, bo może coś da to do myślenia.... Mojej koleżance kot spadł z parapetu i... przetrącił sobie kręgosłup, tylko dlatego że, tak jak piszecie , nie miał czasu na obrót i rypnął w kaloryfer czy coś po drodze. Poszedł rdzeń i wiadomo jak się skończyło. Znajomej kicia leżała na parapecie na parterze gdzie miała schodki do ogródka, tak jej było błogo że przeciągając się zzsunęła się z parapetu i nadziała na krzak róży, straciła oko. Moja sąsiadka wypuszczała kota na balkon, zabezpieczony od dołu, ale poszedł za muchą i spadł z 8 piętra, miał tylko 6-8 miesięcy. Matka mojej przyjaciółki przetrzymywała komuś kociaka, który wylazł na parapet, rąbnął z drugiego piętra w żywopłot , zginął na miejscu, bo się przebił na wylot. Ciotce tż z balkonu na pierwszym piętrze spadły 2 koty, jeden wybił zęby i do końca życia miał problemy z jedzeniem, a drugi przewracając się na drugi bok zleciał i doznał potwornych obrażeń - pękły mu narządy wewnętrzne, wątroba (bodajże)się "rozlała", przeżył, ale cierpiał potwornie, wył nocami, wymiotował , był kilkakrotnie operowany, do końca życia przyjmował leki. I najstraszniejsze co widziałam na własne oczy - jak kot spada z niskiego piętra w pięknej rezydencji,przecudny dumny pers, spacerował po balkonie, babka wyszła, pogłaskała go, odeszła, a on wskoczył na barierkę, przeszedł się 2 razy, zaczął coś łapać w powietrzu i stracił równowagę, wypadł z głuchym hukiem spadając na chodnik. Moją Inkę tez kiedyś złapałam w powietrzu, bo gdy matka wieszała pranie wyskoczyła na balkon goniąc fruwający na wietrze jakiś farfocel/listek, wolałam jej wtedy wyrwać nogę niż puścić, to była najstraszniejsza chwila mojego życia. To są przykłady kotów które znam i które spadły z niskich pięter, o przypadkach wyższych pięter nie wspominam, bo nie znam przypadku gdzie kot przeżył... Dziwi mnie jak można nie mieć w umowie zabezpieczenia okien, równie dobrze można wykreślić punkt o sterylizacji, bo przecież to już czyjś kot, a czy ktoś sobie pilnuje czy nie jego sprawa...
  18. Schlebiasz, ja bym tam powiedziała że to kundelek, taki jak to zwą "labladorkami" :evil_lol: Też bym się nie domyśliła że to łipeciak :D A pokaż jakieś foto w postawie jak masz ;)
  19. Nie załamujcie mnie, jest wystarczająco dziwnie po tej przeprowadzce ze wszystkim, może Wald wie że jest ciężko, choć wcale mu tego nie okazujemy, spacery są radosne, normalne...a on jednak inny. Robił, własnie robił, miał moment gdzie robił identycznie - wyjmował wszystkie buty z zamkniętej szafki ( a jak przybiłam kołeczek żeby nie dało się otworzyć to parokrotnie go odgryzł zjadając cyba cały z gwoździem), zdejmowanie ze stołów wszystkiego z obrusami i kwiatkami włącznie, pożarł 2 krzesła, kilka kurtek skasował,powtarzał to za każdym moim wyjściem nawet jeśli poszłam tylko na balkon, nagrywałam go i widziałam co wyprawia kiedy poszłam tylko po chleb do sklepu... Teraz do poziomu zjadania firanek i mebli nie doszedł, ale obawiam się że to jest dla mnie ukryty znak że to będzie. Nie kapuję, nie rozumiem, gdzie mój błąd, czy jest zupełnie niewychowanym psem traktowanym za lekko, czy może własnie za ostro (co by dawało jasność w kwestii jego szalonej uległości) i się podłamał bo nie ma w nas oparcia. Z drugiej strony widzę zmianę w mojej relacji z nim - jest bardziej przymilny, bardziej się dla niego liczę, o to walczyłam a teraz odnoszę wrażenie że miec takiego plastra wcale nie jest korzystnie. Więcej patrzy, za to nie skupia sie już tak, nie może wytrzymać w miejscu, samokontrola leży i kwiczy, wczoraj z wielkim zaangażowaniem i fujarą na wierzchu usiłował ze mną coś poćwiczyć w domu na spokojnie, już pominęłam wszelkie normy i zmęczyłam go zwykłymi sztuczkami i piłeczką tak że padł i nie wstał do rana... Nie wiem co z nim, cholera, nie wiem...
  20. Nie wiem, ostatnio mam tak często, a im bardziej usiłuję wykorzystać czas na spanie tym bardziej nie mogę... :( Otwieram oczy w środku nocy i koniec,nie zasnę, choć fizycznie czuję że chce mi się spać... Jestem zmartwiona obrotami sprawy - rano pies był z tż, potem poszliśmy razem do Almy na jakieś 30 min, wracamy a pies w klatce rozpruwa moje kolejne buty... Moje, nie tż, jego nie rusza, moje wyciąga otwierając sobie szafę i każdy jeden już mam uszkodzony, bo tu futerko rozerwie, tam wkładkę wyrwie... Jest mi szczególnie źle z tym że wiem że chodzi o mnie... Tylko o co dokładnie chodzi psu który ma kogoś praktycznie non stop, biega sobie radosnie i żyje bez większego stresu...nie wiem :lookarou:
  21. Ja też nie widzę uzasadnienia tego co wyprawia, choć obecnie zwalam wszystko na to że go zwyczajnie nosi testosteron... Wczoraj zrobiłam kolejny rozłam rodziny poruszając temat obcinania jajek żeby mi wygodnie i przyjemnie się z pieskiem żyło.No cóż, cokolwiek się stanie to trzeba jakoś te jaja ujarzmić, bo sterują źle pieskiem ;) Choć wczoraj ogólnie z Walda byłam bardzo zadowolona - po mojej pracy byliśmy na wybiegu, spotkałam dwa pieski które znamy z innego wybiegu z zupełnie innej części Krk, w tym samca alaskana, ustawczego i czujnego. Ale w pozytywnym sensie , bo pies jest bardzo rozsądny ,stateczny i ogólnie mi imponuje swoimi logicznymi zachowaniami :) Potem jeszcze doszedł drugi samiec onka który też Walda pilnował, więc Wald stał się nagle taaaakim uległym i grzecznym pieskiem. Bawił się pięknie z dożynką i malutkim kundelkiem, było bardzo przyjemnie :) Wreszcie nie musiałam gonić za nim wzrokiem tylko spokojnie mogłam pogadać z innymi włascicielami. Chwilę wcześniej w pracy miałam incydent, który wyprowadził mnie z równowagi, ale Wald też zachował się pięknie i byłam z niego podwójnie dumna. Tak więc, wczoraj przyszedł po mnie tż z psem i już wychodzimy, idę więc wyrzucić drobne śmieci do kosza, a tu... za moimi drzwiami dziad brodaty i już zdejmuje sobie spodnie, siatki sobie oparł o moją ścianę i srać poszedł... Wpierw zdezorientowana widokiem jego fujary rzuciłam mu tylko " proszę pana, ja w tej chwili dzwonię po straż miejską!" i odeszłam do kosza dając mu czas na ewakuację, ale jak wróciłam to znów gacie spuszczał , więc łapsnęlam tylko Waldka, postawiłam go sobie przy nodze ( a on wściekle wyrczał z zadartym ogonem robąc dokładnie taki teatrzyk jakiego oczekiwałam ;)) i wrzasnęłam do gościa " to nie jest kibel, sra pan pod moinitoringiem, straż miejska już wezwana!", na to gość odwrzeszczał mi " to ja wzywam policję!" i...wysrał się do końca a następnie pozbierał siatki sprzed nosa mojego psa i poszedł. Nosz k..... Przez moment obudziło się we mnie poczucie komfortu że mam psa, że z nim jestem bezpieczna i nikt mi nie naskoczy, ale po tym wszystkim ogłupiałam całkowicie. Choć fakt faktem ,piątek w jego towarzystwie minął mi bardzo przyjemnie, wytrzymał ze mną 11h , bronił dzielnie wejścia, praktycznie cały czas przespał spokojnie, wychodząc tylko kilka razy na siku, a po tym szybko pędząc do kocyka (śmieszny to musi być widok, kiedy ja spaceruję a on stoi pod drzwiami mojej pracy i dygota błagając o wpuszczenie :D) . Oczywiście nie obyło się bez numeru dnia : wyszliśmy z domu jakieś 1,5 wcześniej, więc ok 20 min z tego pieszo szliśmy, a godzinę poświęciłam na wybieg. Na wybiegu Wald biegając za patykiem poślizgnął się na liściu i ...rypnął prosto w kałużę błota, tak że zrobił się brązowo- czarny. Tylko on tak potrafi :D Następnie wprowadziłam go przed 8.00 do pracy , gdzie położył się na kocyku zadowolony, zamknęłam go na klucz w mojej części i poszłam na tzw część dla klienta oddzieloną szybą i tam zamknęłam się w środku na klucz i spokojnie rozkładałam rzeczy. Nie zaczęłam jeszcze jak usłyszałam jakiś klik i zobaczyłam że Wald czujnie podniósł głowę patrząc na drzwi. Wtedy odkryłam że przekręca się zamek...Osłupiałam. Pierwsza myśl : zamek przeskoczył i drzwi się same otwarły, ale spoko , Wald przecież nie ucieknie. Druga myśl : ktoś włazi. Ktokolwiek to jest to mój piesek zaraz mu wytłumaczy że włamania nie wchodzą w grę. Ostatnia myśl : o k..... I tak oto zobaczyłam w drzwiach moją zmienniczkę,która po coś przyszła, otwarła drzwi licząc że mnie jeszcze nie ma i... natknęła się na mojego pieska śpiącego w środku. Piesek natomiast w takim obrocie sprawy podnióśł się i rzucił na nią z ujadaniem. Modliłam się żeby kobita nie dostała zawału na miejscu, ale ona na szczęscie z refleksem szachisty wyskoczyła na zewnątrz i zamknęła drzwi zostawiając pieska za nimi. Wald z pełnym spokojem, że nie musiał wychodzić dalej niż za próg, zmierzył drzwi raz jeszcze i poszedł spać... a ja poleciałam do baby przepraszać, a potem zabrać psa ze sobą żeby ona mogła wejść. I nie wiem skąd, ale ja wiedziałam że tak będzie, wiedziałam że jak raz z nim przyjdę to zdarzy się coś czego normalnie by nie było, przyjedzie dyrektor, sanepid, inspekcja itd... Wiedziałam... Na szczęście reszta dnia minęła spokojnie. A dziś wstałam o 01.39 i zastanawiam się jaki będzie numer dnia na dzisiaj....
  22. Witamy. Widzę że zdjęcia porwały wszystkich :siara: Pochwalę się moim dzielnym pieskiem : od dwóch dni wygrzebuje mi z szafy wszystkie buty i zżera je, ma na sumieniu jakieś 18 par... I nie wiem czemu, bo co jak co ale odkąd bobas wyjechał na wieś to pointer ma mnóstwo ruchu - codziennie tak ze 3 h lotnisko/wybieg/pola, spacery tylko dla niego z dużą ilością czasu, zabawą, i raczej wszystko jest spokojne i na dobrej drodze... A on otwiera sobie szafę, wkłada wszystko do klatki i przeżuwa... Jesusie czy ja kiedyś zrozumiem tego psa ... Wczoraj natomiast zmierzył się po raz kolejny ze swoim wielkim białym rywalem - westem. Leciałam własnie ze spacerku z nim i spieszyłam się do pracy jak zastałam tamtego pieniącego się pod naszymi drzwiami. Dłuższą chwilę stałam pod klatką czekając czy ktoś z nim zejdzie albo wejdzie do góry, aż oddałam wszystko w ręce losu i wlazłam szukając kogoś komu można zwrócić uwagę że znaczenie terenu pod naszymi drzwiami jest trochę niestosowne... Usłyszałam z góry tylko miodowy głosik " Liderek! Liderku, chodź!...", a potem spojrzałam na mojego pełnego mordu pieska i stwierdziłam że dobra, zrobimy to, jeden west w te czy w te ;) Pierwszy raz widziałam Waldka w takim stanie, ale chyba skutecznie przestraszył tamtego skutecznie, bo west skulił uszy, podwinął ogon i grzecznie odmaszerował do domu poburkując :D I tu stwierdziłam że to chyba zasługa tej kiedysiejszej konfrontacji na którą pozwolił szkoleniowiec, choć ta konfrontacja ma też drugą stronę -właśnie od niej zobaczyłam mojego psa z zupełnie innej strony : psa który wita wszystko z zadartym ogonem i sierścią na sztorc... A teraz ten pies gratisowo jeszcze zjada mi buty... I własnie wychodzi ze mną do pracy i przysięgam że jak mi będzie jojczył pół dnia to oszaleję i wypuszczę go w pieron ...
  23. Muszę go pochwalić za to za pracę dzisiejszą, bo choć początkowo sprawiał wrażenie spuszczonego z łańcucha albo wypuszczonego po latach z klatki , to potem ładnie się wkręcił i kilka bażantów zrobilismy nawet ok, a jeden był zupełnie idealny. Uśmiałam się z Waldka bo wkręcił się strasznie, to niesamowite, że albo gna, albo skupia się maksymalnie na wystawianiu, ale nic pośrodku nie ma. Dopiero po 3 h galopady jest na tyle zmęczony żeby pomyśleć i skupić się w pełni na pańci, która jak ofiara goni z nim po polach kukurydzy przemoczona doszczętnie :D
  24. Powiem tak - póki co schodzę lekko z ludzi bo to raczej mój piesek dymi do wszystkich, a raczej do tych co nie dymią do niego... Bo jak dymia to on się poddaje - wczoraj przykładowo rzuciło się na niego szczenię boksera jakieś 5 mies i padł przed nim na plecy... Ale w towarzystwie widzę że nawet jak on nie robi zadymy ( a nie robi w zasadzie prawie wcale, bo u niego to tylko kozaczenie i potrafi odejść) to powoduje ogólne napięcie u psów. I to mi się nie podoba. Dzisiejsze fotki z pól :
  25. A ja tak patrzę przez pryzmat moich dawnych przemyśleń (jak to np zdarzyło mi się rzucać krytykę że hodowca oddaje jednego psa bo się gryzie z drugim) i coraz bardziej wydaje mi się że jednak napędzenie hormonalne u psów wygrywa ze wszystkim. Wiadomo że są rózne charaktery, różne wychowania i tez to gra rolę, ale nakręcony seksualnie pies chyba faktycznie jest nie do przeskoczenia, a dopiero się z tego śmiałam że z psem można zrobić wszystko.... Bo co z tego że wp....lę mu, że ulegnie, wymięknie i nie pogryzie się z psem teoretycznie jak wszystko w nim buzuje żeby zabić tamtego chociaż sam nie wie o co mu chodzi i wysyła swoim ciałem sygnały pt " runda 1 i ostatnia". Zasłyszałam kilka sytuacji gdzie 2 psy się znokautowały, nagle, po szkoleniach, po mieszkaniu razem, dobrze prowadzone... zwyczajnie coś między nimi pękło, bo suka, bo gorszy dzień... Ja też się strasznie bałam wziąc drugiego samca ( ale z kolei suka była taka że nie mogłam na nia patrzeć i draznił mnie jej tupecik) nawet jak Am ustawił Walda zupełnie i gnębił go czy trzeba czy też nie, ale teraz w sytuacji kiedy Wald wchodzi na piedestał swojej samczości to bym sie zastanowiła 2 razy, szczególnie że Am był umierający a i tak był gotowy do mordu... A wtedy to był spontan " biorę!". Nie żałuję, ale nie dziwię się też przemyśleniom...
×
×
  • Create New...