Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. Nie rozliczałabym tego aż tak co do minuty, ale to racja że to nie kwestia 2 minut. Nawet dorosły pies (przynajmniej żaden z moich)nie załatwia się w 2 minuty - chyba że ma srakę i wylatujemy w ostatniej sekundzie. Znalezienie godnego miejsca na kupę też nie jest tak hop siup, szczególnie że np ja mam wszystko beton albo zagospodarowane ogródki, a jak już dojdę tam gdzie się może załatwić bez asysty pań z okien to drugie tyle z tą kupą się idzie żeby ją sprzątnąć i elegancko wyrzucić do kosza. Mi wyjście poranne przed pracą zajmuje ok 25 minut i wychodzi to samoistnie, czasem nawet się spóźnię, bo jak ktoś tu napisał - pies to nie maszynka, nie zrobi na zawołanie, a jeszcze szczeniak ktrórego wszystko rozprasza, tu liście latają, tu pieski, tu ktoś cmoka, ptaszki lecą, worek fruwa itd. Mało tego wydaje mi się że jeśli chcemy rano tego psa na 8 godzin zostawić to należy mu się nieco więcej niż 2 minuty na fizjologię. Co do hiperbiegania to też jestem podobnego zdania co wy, sama starałam się żeby mój pies miał tego full, aż okazalo się że to wcale nie dobre , bo nie umie odpocząc, jest cały czas nastawiony na spacery, ruch i im więcej biega tym więcej chce... Kiedy nie było dziecka mogliśmy sobie gonić , ale teraz jest zupełnie inny tryb i nawet taki pies musi się przystosować , a my do niego spełniając jego potrzeby. Zostawienie psa na 8 h nie jest zbrodnią, o tyle o ile mu się nadrobi w pozostałym czasie jego dawkę ruchu i pracy jaką ptrzebuje.
  2. Jak szorściak to nie wiem, bo zawsze widywałam grzeczne pieski myśliwych (dobrze poukładane ;)), ale ten niemiec nie wydaje mi się tragedią, choć wiadomo - o pointerze też źle nie mówię, a pewnie 200/100 osób nie chciałoby nigdy w życiu takiego psa :P:P:D A tak trochę poza tematem dla ciekawostki- znam conajmniej 2 hodowle które mają łączone rasy obronne,molosy z myśliwskimi, m in cc i rottki. W hodowli pokrewnej z moim psem babka ma kaukazy strózujące, a z nimi stróżuje jeden pointer. Podczas gdy inne pointerki trzęsą się pod kocykami ten leży z kaukazami zimą na śniegu i nic sobie z tego nie robi :D
  3. Bardzo ładnie się zachowuje wsród psów. Wcale nie jest takim szaleńcem, że nie umie kontaktu i wyrywa mięcho... Fakt faktem nie do końca czasem wiem czy on abyu na pewno umie się porozumieć z tymi psami, ale goni z nimi, obserwuje i jest ok. Szczególnie że wśród byczków wygląda jak ich boss ;)
  4. Dobra, żeby nie zdechło to dodaję foty obiecane ;) dziadowe ale są ;) do tego mam sentyment przez jego głowę - coś mi się w niej podoba. Ogólnie mam kolejną fazę pt " mój piesek jest piękny!" i zaczynam znowu być zadowolona z jego wyglądu i ogólnego stanu. Chyba najgrosze minęlo, już mu się poprawiła sierść, trochę się wypełnia w żebrach, a i psychicznie chyba już dobrze się czuje, dośc odważnie i pewnie siebie. I Franchlina Kinia go uwielbia! Zostali oficjalnie przyjaciółmi. Nazywa go świnką i chodzi za nim i pocharkuje :D A on odwzajemniając jej uczucie goni za nią i próbuje jej wyszarpać zawieszone na sznureczkach rękawiczki. Przecholera z tym łapaniem - ostatnio prawie przegryzł nowiutką smycz i obrożę, którą dostał od Majkowskiej na mikołajki...
  5. A taki typowy wyżeł? Niemiec lub szorstki? Skoro zależy Ci na polowaniu, a i na psie wytrzymałym- praktyczna większość ludzi polujących z wyżłami ma je w kojcach/na zewnątrz i chwali sobie ich wytrzymałość na warunki atmosferyczne. Moje zdanie jest ciut inne, ale się stawiać wobec tłumu nie będę ;) Charakterowo też nie jest tak źle,choć są miększe i twardsze, wiadomo. Jagi znałam w sporej ilości (u myśliwych raczej)- małe rozdarte, dożarte, nieodpuszczające, kojcowe więc i do ludzi nie były najsympatyczniejsze, jaga chyba trzeba lubić żeby mieć , a jakoś mam przed oczami widok jaga który podskoczył do azjaty...
  6. W chwili obecnej z wykonaniem plakatów może nie być najsprawniej, ale spróbuję czy to u rodziców czy gdzie indziej, tylko proszę o foty i namiary na osoby plus jakieś info które tam umieszczać. Czekam na info i puszczę gdzie się da ,może się uda że mi znajoma powiesi to legalnie (nie do zdarcia )u siebie w bystrzańskim sklepie. Będę tam jechać to będę o sprawie pamiętać, zawsze przecież chodzi się po wsi po kilka razy z psem na spacery, zapuszczam się w tereny mniej lub bardziej dzikie, i wpada się na różne pieski. Zima niebawem szkoda żeby biedak gdzieś koczował :( A że dopytam jeszcze bo mi wyrasta niejasność- skoro ten pan z domu pomocy ( to ten dom na ul Fałata nad rzeczką?) zlapał innego psa to skąd pewność że widział NA PEWNO Murzyna?
  7. Bardzo przepraszam, ze ja tak bez składu, ale komp mi odmawia posłuszeństwa do tego stopnia , że nie jestem w stanie przewertować wątku i znaleźć najpotrzebniejszych informacji. Chciałam się czegoś dowiedzieć o Murzynie raz jeszcze - kiedy zaginął, jaki jest ( w sensie czy da się złapać czy raczej bojaźliwy), czy ma jakiś plakat, ogłoszenia, co się dzieje obecnie w jego sprawie? Pytam, bo bywam od czasu do czasu w Bystrej właśnie, mam tam znajomych których mogę poprosić o pomoc, jak tam będę mogę coś podziałać, pochodzić po wsi, rozlepić plakaty (wydrukuję tylko proszę o jakiś wzór, chyba że trzeba zrobić), poinformować tu i ówdzie i przede wszystkim zwracać uwagę na takiego psa. Jak tylko będę miała możliwość to pomogę.
  8. Bulwa jest cud miód :loveu: Kooocham go miłością wielką. I pomysleć że niedawno uważalam go z takiego niedobrego psa...Ale to rodzinka stworzyła mu czarny wizerunek podkreślając te złe cechy, a okazało się że jest zupełnie spoko i nawet nie tak źle się nim steruje. Choć ma jedną wadę, której bym nie stolerowała (pomijając duszenie się, charczenie i żyganie...)- siura w mieszkaniu, podlewa ciotce szafy, dywany, wesalki. Demoluje dom. A żebyś wiedziała że łatwiej. Bo człowiek działa prosto i logicznie, nie myśli czy spieprzy czy też nie bo i tak z tym psem nie zyje na wieki wieków. Za to ze swoim zawsze zbyt się niunia i odpuszcza. Widzę to doskonale, czasem ludzie którzy mi dają pod opiekę psy są zachwyceni jak ja to robię że psy są grzeczne i idealne, ale zobaczyć moje perypetie z Warchlem - porażka ofiary losu :D Witam i zapraszam :):) Dogo nie działała mi z tydzień :madgo: . Wam też tak? A tyle miałam do relacjonowania, były foty itd, teraz już nieświeże. Ale dodam kiedyś ;) Z takich szybkich najważniejszych aktualności: Po ostatnim spacerze Frank się źle poczuł. Wprawdzie nie szalał, spacer był spokojny i każdy z psów bez smyczy robił co chciał (czytaj : Wald szalał i kopał, a Frank pełzał przy nas) i nawet nie dusił się ani nie zeżygał ani razu, ale wrócił zmęczony do domu i zaczęło się...Siedzieliśmy przy tv i Frank spał mi na kolanach kiedy babcia postanowiła mu dać kanapkę. Od tego magicznego momentu włączył mu się traktor, zaczął charczeć przeraźliwie nakręcając się na jedzenie i już nie dało się go uspokoić. W nocy dostał duszności do tego stopnia że ciocia myślała że umiera - spał na siedząco zadzierając łeb i łapiąc nerwowo powietrze... SZok, poczułam się jakbym wykrakała to że zajadę do trupa tego psa naszymi spacerkami... Wczoraj byliśmy u weta i okazało się że Frank jest dośc mocno przeziębiony - niestety u niego przypadłość coroczna jak tylko zaczyna się zimno... Dostał antybiotyki i chyba to ostatnio taki spacer z Warchliną w tym roku. A wydawało mi się że staram się go oszczędzać... Dzwoniłam do mojej wetki , ale okazało się że jest na urlopie, więc poszłyśmy gdzie indziej, ale jak tylko wróci wybieramy się na badania - serce i morfo w pierwszej kolejności. A potem będziemy myśleć co dalej, choć chyba już wiemy... W tym tygodniu minął kolejny , już drugi, rok od Amorkowej śmierci. Znów powróciły wspomnienia, zaczęły się porównania i oczy zrobiły się mokre :( Przypomniał mi się ten ostatni raz kiedy go widziałam, kiedy był już taki słaby i błagał o pomoc, przypomniały mi się nasze wycieczki, spacery - gdy był młodziakiem i śmigał na całodzienne wyjścia i ten ostatni kiedy okazało się że Am nie jest w stanie już zrobić swojej codziennej trasy wzdłuż bulwarów, bo kładzie się ciężko dysząc i pokasłując... afery,wizyty w klinice... pogryzienia, i to że zawsze trzymałam go mocno, chodził w kagańcu, a jednak zawse mieliśmy pecha bo i tak coś do nas doleciało i się pogryzło... Teraz wszystko jest zupełnie inne - spacery z Waldkiem sa niemalże sielanką, nie ma tych ścin między ludźmi, nienawiści (że ktoś akurat z psem wylazł wtedy co i ja), nie uciekam przed sąsiadkami z psami ( a właściwie uciekam tylko przed jedną :P), nie mam miejsc w które bym nie mogła pójść i mogę z każdym psiarzem porozmawiać,a czasem nawet jestem dumna z uniwersalności Warchliny. Mimo wszystko, Am był tym jedynym, najlepszym, choćby nie wiem ile miał występków na swoim koncie.
  9. Czy jest jakiś wątek na dogo poświęcony temu tematowi? Interesuje mnie to, akurat felernie w lipcu się przeprowadziłam w te okolice, na wybiegu na Strzeleckiej ktoś podobno podrzuca a i na lotnisku słyszałam że jakaś starsza sunia odeszła, a w jej żołądku znaleźli sprężynkę, na fb czytałam że były 3 przypadki śmiertelne... Każdy psiarz trąbi, ale cięzko znaleźć jakieś rzetelniejsze informacje. I pytanie o tą osobę, którą widywano - jest jakiś okrojony jej rysopis? Tak żeby patrzeć i zwracać uwagę na takie osoby - jest pełno ludzi którzy rzucają żarcie gołębiom i ciężko zrobić prędką akcję i wezwanie służb jak nie wie się czy już trzeba czy jeszcze nie... Wiadomo że to facet , starszy? młodszy? (słyszałam że to jakiś "dziadek", ale jak zwiał kilka razy to nie sądzę żeby to była osoba w podeszłym wieku?). Wzrost? Ubranie? Fryzura? Myślę że takie info warto udostępniać, trzeba złapać drania, o ile to nie jakaś cała podła szajka...
  10. hehe, porównanie :D Tak patrzę na te buldożkowe kagańce i zachodzę w głowę jak im się ten kagan trzyma i czy to złudzenie czy one maja takie długie pyski, bo ten co ja mam jest bez nosa kompletnie :D A w kagańce się muszę dobre wyposażyć, bo u nas fala trucia psów... Niestety obydwa modele jakie mamy zawiodły, więc chyba tez dla pointerka się szarpnę na plastik z podwójnym dnem chamsko zapięty żeby nie ściągnął....
  11. Majkowska

    Negra vel Kekła

    U nas też trują psy, a ja się cholera przeprowadziłam na to osiedle znane z tego najbardziej. Chodzę i patrzę psu w mordę mimo że ma kaganiec zawsze i zawsze jest pod kontrolą... Negra elegantka jak zawsze, a Diesel bysior :O co on ma na szyi za obrożę?
  12. Mi też Waldi nigdy nie ucieka, choć zawsze ludzie robią panikę żeby ścisnąć obrożę bo te psy tak mają że zwiewają. To chyba kwestia nauczenia psa, atrakcyjności, choć nie wiem, tak mi się wydaje, bo widzę psy które z obroży wywijają się dla zasady, a potem stają przy włascicielu i patrzą w oczy "ej znowu mi się udało!" i stoją i czekają. Gorzej jak piesek wychodzi żeby zwiać - Amor potrafił się wywijać i z obroży i z szelek po to żeby rzucić się na innego psa. Tym gorzej było że miał na karku fałd skóry, który się przesuwał - czasem obroża była ciasna, a on jednym ruchem ją ściągał, z szelek potrafił wyjśc jak z koszulki, bez względu na ich typ...
  13. i reszta A jutro spotkanie dogtrekkingowe, zastanawiam się co wybrać, czy spacer z Frankiem czy wypad w górki z Waldkiem. Podejrzewam że wybiorę to pierwsze, bo szkoda mi zostawiać bulwy a z kolei on w trasie pewnie nie dałby rady.
  14. A Wald dziś na lotnisku żył swoim życiem - polował na wrony, węszył i kopał za myszami. Jedną nawet o zgrozo udało mu się dołapać - w kagańcu na dobry dodatek - wykopał ją w ziemi i ledwo go od konsumpcji odciągnęłam. Za drugim razem jednak jak już był bez kagańca poprowadził tam psy i chyba ją wsunął... Ale Waldek to Waldek, zlewam go ostatnio na tych spacerach kompletnie, rzadziej wołam, więc bardziej się pilnuje, w dodatku odkąd chodzimy z Frankiem staliśmy się stadem, a stada już trzeba pilnować, nie daj Boże żeby tamten dostał smaka a pominęło Warchlinę...:D Ponadto jak idę z jednym to wymagam, jak idę z dwoma to jest bardzo luźno, bo jestem w pełni świadoma że nawet jakby się nam udawało to któryś zawsze sielankę rozpieprzy :D Ale nie mogę narzekać, bo pieski są grzeczne, Franek okazał się być super kompanem i bardzo grzecznym psem. Nie atakuje żadnych psów, dziś pięknie spacerował w stadzie, bawił się - ogólnie cieszę się że mogę mu to dać, a i Wald na tym korzysta. Tak sobie myślę, że chyba czas zmienić tytuł galerii, i przenieść ją poza gr 7 bo nam się rozszerza gronko ;)
  15. Chwilę walczyłam, próbowałam na podmiankę, smaczka, ostrym tonem i łagodnym tiutaniem, i olewką... Spędziłam 25 minut z nim w jednym miejscu, zapinając Waldka na liche flexi jak przechodziły psy i wreszcie spacyfikowałam... Zapięłam Waldka na jego własną smycz (jako że flexi chyba już żyć nie będzie po jeo użytkowaniu) i przeciągnęlam ,uczepionego jak ten wór na drugim końcu ,Franka przez całe lotnisko. Nie puścił choć go kilka razy nawet lekko podniosłam i wcale sobie nie żartowałam że jak nie puści to go zabiję :D Wreszcie popitoliłam i puściłam smycz sądząc że Wald i tak się wyrwie. I tu niespodzianka - Frank utrzymał na smyczy Waldka. :crazyeye: Ja tu się głupia bałam że go zmasakruje, że szarpnie, że jak nim miotnie to ino roz poleci w krzaki jak nietoperz, a Frank ani nie drgnął. Wald zgłupiał, rozpiszczał się , próbował kilka razy ruszyć do przodu, Frank zaparł się i ani kroku nie zrobiły, a widok komedia - Waldek wreszcie zrozpaczony usiadł przy Franku posłusznie i piszczał żałośnie,że ten mu nie pozwala iść w krzaki :grin: :grin: Niechże mi kto powie że jaja se robię, ale mam nawet filmik ... Tożto mutant jest.... No jakby nie było jest od Waldka ciutkę mniejszy...
  16. Dzisiejszy spacer zaczął się śmiesznie - tradycyjnie mój tż wycofał się w ostatnim momencie, ale to juz wiedziałam że tak będzie więc byłam przygotowana że mam dwa psy. Psy chyba na to nie były do końca przygotowane i początkowo było bez sielanki, bo Wald tarł kagańcem o moją nogę paprając mi na czarno spodnie i szarpiąc się naprzemiennie do siurów, Frank za wszelką cenę usiłował mu lizać interes, wszystko na jakimś głupim pobudzeniu i amoku. Już myślałam żeby wrócić, w dodatku Franek dziś czuł się gorzej - żygał co krok, charczał dusząc się i jakoś cięzko łaził i trochę bałam się żeby mi nie fiknął po drodze, bo ciocia od kilku dni skarży się na brak apetytu u niego, a przypominam że zeżarł śrubę. Szybko na szczęscie odkryłam tego przyczynę - znów mu zalozyli szelki odwrotnie,więc był z całej siły ściśnięty w klacie, nie dziwota że się dusił :lookarou: Jak tylko zmieniłam mu szelki na dobrą stronę to od razu spacer stał się spacerem i było już dobrze. Wald w kagańcu popylał sobie dziarsko trąc tu i ówdzie i ryjąc w ziemi , a Frank na smyczy człapał za mną aż wycągnęłam dysk i oszalał. On jest na tym punkcie totalnie opętany, widzę w związku z tym świetlaną przyszłość w nauce czegokolwiek, bo ja dotąd zero reakcji z jego strony. Żadne "masz" "kicicik" "tututrutu" i inne tego typu wariacje nie zwracały jego uwagi. Za to na zabawkę efekty są całkiem niezłe, nawiązaliśmy wspólny kontakt i w drugiej fazie spaceru już nawet nie bałam się go puścić, bo wiedziałam że nie odstąpi mnie ani na krok. Tyle że porobiło się nam co innego... Pomijając że tak się wkręcił w ten dysk że wyskakał mi całą kurtkę błotem, to okazało się że ma jakieś 580 ton uścisku w szczęce i za cholerę nie odzyskam tego co on trzyma. Pół biedy jak bawiliśmy się dyskiem, potem wariat przestawił się na smycz Waldka i nie było mowy żeby puścił.
  17. A którym Totwem karmiłaś? Ja miałam kupować teraz tego high praire, ale Wald nawet ładnie żre royala, więc póki co nie kombinuję, bo on po wysokoenergetycznych lubi mieć srakę...
  18. Dawno mnie nie było.. muszę nadrobić. Śnieg jest super, ale nie w mieście. Niestety jak przejedzie solarka, auta rozjeżdzą to jest czarne błoto, depta się po tym, buty się niszczą i tyle z zimy. Za to zimę na wsi uwielbiam - wstaję rano i czuję górskie powietrze, wszystko jest jednolicie białe, czyste, idealne, płatki opadają i lśnią sobie na wietrze, śnieżek na gałęziach skrzypi....ohh ahh :loveu:
  19. Zastanawiałam się kto to nowy do nas do galerii zawitał, ale nie nie, po staremu, nikt o nas nie pamięta ;) Padłaś, powstań! Właśnie nie mogę powstać, nie wiem co jest, ostatnio nawet zaczęłam sypiać w nocy, ale wstaję zmasakrowana, stawiam się 2-3 kawami na nogi, a w pracy piję kolejne (doszłam do ponad 10 dziennie) i i tak zdycham. Głowa nie działa, mylą mi się słowa , liczyc do 10 nie potrafię, oczy się kleją, z rąk wszystko wypada, a to co było 2 minuty temu to niepamiętne czasy. Nie panuję już nad swoim organizmem, bateryjki mi się wyczerpały.... byle dożyć do 20 grudnia - mam wtedy urlop... A dziś kolejny beznadziejny dzień. Rano Wald poszedł ze mną do rodziców, w ogólnie przyjemnej atmosferze , do domu wróciliśmy z wielkim kijem, którego sobie przytaszczył (taka jego pasja ostatnio że sobie znosi do swojego gniazda różne rzeczy) i maszerował z nim ulicami ku uciesze ludzi. Dopiero na osiedlu wypluł. Leząc przez osiedle spotkaliśmy faceta z bigielką bez smyczy, suczka natychmiast podążyła za Waldkiem i pan nie miał wyjścia, musiał z nami iść. Jako że psy bardzo sobie spasowały i podskakiwały z radością zabawowo to odpięłam Waldkowi smycz żeby szybko się przeleciał z sunią, bo pora jeszcze taka że można sobie pozwolić. Od razu pognał do jakiegoś obrzydliwego żarcia dla gołębi, po drodze wsunął jakiś kawał kapusty z kaszą :pissed: i pognał dalej rozganiając ptaki w asyscie beagielki. Zauważyłam tylko jak na jednym balkonie pojawiła się jakaś babiczka w szlafroku,z wałkami na głowie, gadająca przez telefon, widziałam jej mordercze spojrzenie w stronę psów i rozpierzchających się gołębi, więc zapięłam psa na smycz i kawałek dalej pożegnaliśmy się z panem. Całe nasze spotkanie trwało może z 15 minut i nikogo własciwie nie spotkaliśmy po drodze, a psy biegły sobie dołem trawnika. I niespodzianka - pani najprawdopodobniej wezwała SM, bo jak tylko wyszłam z osiedla to wpadłam na nich jak jeździli i szukali białego wielkiego psa, który biega po osiedlu bez kagańca i zabija inne zwierzęta... Z tym że mój biały był na smyczy i maszerował grzecznie przy nodze, a ten co tak przegalopował to musiał być jakis inny... Kocham moje osiedle , kocham :loveu: i te trutki co rozsypują żeby psy pocierpiały sobie trochę jak zjedzą... :lmaa: Jutro wolne, więc pewnie spacer z Frankliną (choć ciocia ostatnio stwierdziła że Frank ma blizny z pogryzienia i że to zasługa Waldka, więc może nie być tak ochocza) i planuję wybrać się do zologa kupić Waldkow jakiś byle jaki kaganiec byle by tylko był, nie wlaził w oczy, nie tarł nosa i nie spadał jak się go poszarpie. Panicznie zaczynam sie bać że on coś zje, a zrobił się żyrny, nie wiem czemu, juz zaczynam się sama zastanawiać czy nie zwiększyć mu jeszcze porcji jedzenia, bo to co zjada spala i jest chudy jak nitka, a zima nadchodzi...
  20. Równie dobrze dziecko może wywalić się na metalową barierkę czy parasolkę którą trzyma osoba obok, ale co ma jedno do drugiego? Pies w kagańcu to pies w kagańcu - jest zabezpieczony tak jak jest w przepisach, jak ktoś mu włoży paluch w kaganiec i coś mu się stanie to jego wina tak samo jak się uderzy o psa (btw - kaganiec jest mniej ostry niż zęby). Dla mnie znacznie większym zagrożeniem jest kiedy dziecko leci na niezabezpieczonego psa (obcego psa, który ma prawo zaatakować we własnej obronie i poczuciu zagrożenia,być psem po przejściach) niż jak się stanie wypadek niezależny od nikogo mimo zachowanych zasad. Ponadto tyle ludzi wyciąga do psów łapy... niechże w tym momencie autobus szarpnie i pies poczuje się zaatakowany. I nichże to nie będzie yorek, choć to że yorek jest mały hnie zwalnia go od noszenia kagańca... Sytuacja autentyczna - jechałam kiedyś z psem, byłam wtedy w bodajże 8 mcu ciąży, pies w kagańcu, zajęłam siedzenie tuż przy drzwiach , pies trzymany obok mnie krótko, tuż pod fotelem. Na jednym z przystanków (centrum miasta, dworzec, tłum ludzi) wsiada facet z onkiem. Drzwi się zamknęły a on nie zdążył nic zrobić bo jego pies się rzucił na mojego. Nagle okazało się że na kolanach mam 2 psy, z czego mój jest bez szans bo ma zakagańcowany pysk, a tamten nie ma. Gość nie mógł go odciągnąć, bo pies zaczepił się łapami o barierkę i kłapał tuz nad moją głową zapienionym pyskiem,gdyby się nie otworzyły drzwi to amen, a na pytanie czemu pies jest bez kagańca facet odpowiedział że on tylko jeden przystanek, mało tego z pretensją w głosie i ani połową słowa skruchy. Wsiadł potem z tym psem jeszcze raz tyle że w drugie drzwi...
  21. Nie wierzę :D Dwa słowa na dziś : padam trupem...
  22. Ja te zawsze mam psa w kagańcu i doprowadza mnie do frustracji jak widzę babeczki z małymi pieskami na siedzeniach i bez kagańca, w jeszcze lepiej jak to robi dym, bo jest małe, a ja mam bydle moje trzymać na kolczatce z zatkanym pyskiem bo jest większy niż 10 kg. Bardzo słusznie ktoś wyżej napisał - są sytuacje których nie przewidzimy, a pies to pies, ma prawo kłapnąć we własnej obronie. A ludzie to ludzie - powiedz im żeby nie tykali psa jak oni uważają że w publicznej komunikacji pies jest własnośćią publiczną. Wiem ile się najeździłam z Waldkiem jak był mały i ile walczyłam i prosiłam żeby go nie dotykano, żeby mógł wreszcie się w komunikacji wyluzować, a nie ciągle " o jaki słodki" i głaskanko, ciumkanko... W temacie zakładania czegoś na pysk- uwazam że halter /kantar nie jest zbyt dobrym pomysłem przy szarpnięciu autobusu jesli jest zapięty pod szczęką. Choć różne rzeczy się zakłada - widziałam kiedys ludzi jadących z psem ze schroniska , przewiązali mu pysk sznurówką...Co najdziwniejsze pies czuł się w tym zupełnie swobodnie.
  23. Baskery mnie coraz bardziej zadziwiają. U nas 4 już całkiem nie pasuje, szczególnie że Wald jak ma luźniej to ściąga, a po moim kształtowaniu przestało mu być wygodnie, sprawia wrażenie cholernie ciasnego. Za to ostatnio do parku wparadowała bernenka w idealnym kagańcu ... basker 4 :hmmmm: A czy któraś jest mi w stanie zademonstorwać jakich kaganiec dla buldożka francuskiego? Potrzebny mi będzie do jakiejś komunikacji, a pojęcia nie mam jak psu bez nosa założyc kaganiec :D Myślę nawet żeby wpakowac mu na przejazd basker Waldka, tak pro forma :D
  24. że dla chi i yorków są to mnie to nie zdziwi , ale buldożek, przecież to nie ma nosa wcale, na czym ma się ten kagan trzymać? :D Taka sytuacja - spacer wieczorny, idę z Waldkiem, a przed nami wychodzi babka z labkiem czekoladowym, samiec jak kobyła, podpasiony trochę, ale z daleka widzę że jest dośc sympatyczny, podchodzę, psy się witają i poznaję go... o tym labku właśnie słyszałam przypowieści jakie to samo zło i jak rzuca się na biedne pieseczki sąsiadek. Uśmiałam się do babki że w tym układzie to mojemu się chyba upiekło, bo slyszałam że to killer, na to kobieta odwraca się za nas i pyta "od niej?", a za nami już gna kozaczny weścik którego goni moja sąsiadka i nie może zatrzymać. Porwałyśmy więc nasze pieski i ...uciekłyśmy. Leciałyśmy alejką jak wariatki kończąc w klatkach, a tamten za nami gnał burcząc dziarsko. Tak sobie pomyślałam, czy to normalne żeby dwa wielkie łagodne psy uciekały przed zadziornym puszczanym luzem westem? Choć z drugiej strony, co mi tam, odnoszę wrażenie że po ostatnim lądowaniu w krzakach west już nie podejdzie do Waldka. A jakby podszedł to dochodzę do wniosku że nie będę zbyt opierać się i ich rozdzielać tak jak nie będę interweniować kiedy nam zastąpi NASZE drzwi do NASZEGO mieszkania i będzie warczał... Wszystkie te drobne pieskie zmieniają moje nastawienie do świata. Czemu to tak leci w paszczę jak ćma do światła... Wczoraj na lotnisku do Frankowskiego też wypalił z ząbkami piesek ni to pekińczyk ni to wiewiórka i nie zabroniłam Waldkowi zainterweniować - ot wystarczyło że go tylko szturchnął gdy ten już był przed pyskiem Franka i już był spokój. Dzisiaj z kolei jamnik NA SMYCZY prowadzony przez jakiegoś starszego dziadka skoczył mi do kostek. Nie wiem czy to nie ten sam co i ostatnio, Kubuś czy jakiś Zenuś co tak ma bo się boi i on tylko tak kłapie... A najświęższy news z życia Warchliny jest taki że znów wtrąbił pod naszą nieobecnośc pampersa. Buty leżą nietknięte, choć zostawiam je luzem tu i ówdzie... Ale i tak wolę jego odchyły niż Franka - pomagałam cioci przy przeprowadzce i ten pies naprawdę zrobił tam masakrę. Siura gdzie popadnie, smród, odchodzące panele, zalane tapczany, dywany do wyrzucenia...łojesus. Wersalki oberwane, pogryzione wszystko co się da, wpieprza gumę i metal - przy przeprowadzce robotnikowi spadła śruba na podłogę i nawet nie zdążył zejśc z drabiny jak Frank już dobiegł i ją łyknął... Wczoraj wieczorem natomiast przy mnie wskoczył na łóżko i tam się zlał. Zbieram kasę i coś czuję że jak się zaplątam w to wszystko to dużo czasu i pieniędzy zejdzie żeby doprowadzić te kundle do ładu i składu. Dziś dla pocieszenia czytałam wątek od początku, sama z siebie się śmiejąc jak można takie niedorzeczne bzdury pisać, ale ogólnie humor mi się poprawil, szczególnie jak doszłam do rozdziału "lipiec 2013 - zniknięcie Majkowskiej" gdzie urodziła się Kinia :loveu: To były czasy... Wózeczek stał w słoneczku, dziecko spało , pies biegał, miałam roczne wolne...
×
×
  • Create New...