Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. Oooo to znacznie taniej - mi powiedzieli 182zł przy czym nagle jak już rozmawiałam i składałam zamówienie to się okazało że 195, więc nie wiem co jest grane... nie zamawiałam nigdy, ale myślę że napuszczę tam ojca i założy konto przez które mi będzie zamawiał :loveu: Ja też wysiadam, wszystko się chrzani , na nowo stresy itd.... :lookarou: Teoretycznie nic się nie dzieje, wystarczy mi pracować po 12 h dziennie i zawalać wszystkie inne płaszczyzny życia.... A dziś jeszcze dostałam potwornej migreny i czuję się kosmicznie. Żyć nie umierać. I moje kolejne plany biorą w łeb, bo rodzice ciągną mnie wszelkimi mocami na wieś. Wcale mi sie nie chce, wolałabym pozałatwiać sobie tu zaległe sprawy, aleee , dla dobra mojego niedobrego dziecka (które ostatnio ma fazę Wielkie Nie - tj ,wpada w histerię z byle powodu, nie daje sie ubierać, nie daje się wykąpać, dostaje furii jak jej czegoś zabronię, a siadanie na nocniku to katastrofa) muszę jechać. I tak oto mój ojciec dziś rzekł dodatkowo "Warchlak nie jedzie..." , więc pomyślałam początkowo że to śmieszne że stary chłop, a wyraża się o psie jak o dziczym dziecku i przejmuje wszystko co tylko powiem ,a potem opadły mi wszystkie częsci ciała... jak to nie jedzie?! to co to za weekend bez Wartkuni?! i wszystko przez tych chamów z autobusów, gdyby cyrków nie robili i wpuszczali na pokład psy to moje pierworodne dziecko mogłoby ze mną jechać, a tak... wzięło w łeb wszystko. Aha i news z osztatniej chwili - okazało się że mam bardzo wyszkolonego pieska. Otóż wślizg pod kołdrę wykonuje perfekcyjnie. Pojęcia nie mam skąd on to potrafi, ale nie muszę nic mówić, bo rozumiemy sie natychmiast po odchyleniu rożka kołderki. Przyjmuje szybko pozycję embrionalną (lub też tzw plecową polegającą głównie na wietrzeniu jajek) i zasypia. A jak cudownie tuli się do mnie jak warknę "przestaniesz?!" kiedy zbyt głosno mlaskając i chrumkając wykonuje swoją toaletę podbrzusza :loveu: No jest perfecto pointero ;)
  2. Czy Pan działa w innych rejonach PL to nie wiem, ale podejrzewam że na jakieś dalsze trasy nie jako że prowadzi też hotelik. Ja osobiście zaufałam mu głównie dlatego że ma 2 setery - gordona i irlanda . To przeważyło szalę,bo rozmawiałam z kilkoma osobami szkolącymi i branie wszystkiego na jedną nutę (czyli szkolenie wszystkich ras jak onków...) mnie jakoś odstraszyło. Tu wiem że podejdzie do Waldka jak do Waldka, jedynego i niepowtarzalnego i dostosuje się do niego, przy czym zachowuje pełną naturalność i nie zadręcza teoriami, nie wspominając juz o pełnym akceptowaniu moich rzekomo histerycznych zachowań (że niby to ja panikuję przy spotkaniu z psami, choć mnie się zdaje że wpuszczam Wartkunię zawsze na żywioł). Ale we wszystkim przyznaję mu rację, choć mam jeden grzech - nie poszłam za nim na ślepo i przerwałam ćwiczenia chodzenia na luźnej smyczy , i teraz jestem znowu w czarnej dupie... Mam nadzieję że dostanę drugą szansę ;) A z relacji... Jestem już po urlopie. Nie poczułam wcale. Pojechaliśmy we wt, w śr wieczór wróciłam do Krk, w czw miałam szkolenie po którym wieczorem znowu wróciłam, żeby następnie w ndz znów wrócić do Krk....i do roboty... Lało jak z cebra cały tydzień. Miałam wielkie plany, a tu odbylismy tylko kilka codziennych grzybobrań, spacerów w deszczu, obchodów wsi i jeden wypad z cioteczkami w pola... Skończyło się wszystko tak że pozegnalnie Wald się utytłał w gnoju, padlinie, błocie, biegając po łąkach ze swoimi psyjaciółmi (Bastem, Lilką i Fionką).Wrócił do domu śmierdzący jak fix. I tu mam schody , bo capi juz maksymalnie i kroi się nam kąpiel, bo samo pranie non stop legowisk juz nie pomaga. Nie sądziłam nawet że on potrafi tak śmierdzieć.... W dodatku prezentuje się tragicznie - ma wyniszczoną szorstką sierść, sypie się tonami i chudy jest jak diabli. I tu uśmiecham się do cioteczek - że jakby TOTW gdzieś był tani to proszę dać znać. Ciągle nie kupiłam, bo mi przy składaniu zamówienia facet nakręcił nie takie warunki jak być miały, cenę nie tą itd, więc zrezygnowałam. Za to wetka nam wetknęła royala, którym podkarmiam tymczasowo i Wald je chetnie i dużo. Próbowałam drogą przemytu wprowadzić tam acanę ale guzik, nie zje, amen. Ogólnie to rozpustne jak diabli się zrobiło, chyba zbyt czuła dla niego jestem, bo mu sie we łbie poprzestawiało. Co więcej, nie śpi na wersalce, ale jak wracam z pracy to na kocu nie wiadomo skąd się pełno sierści bierze.... Myślę że to wina koca, elektryzuje się widocznie... :roll:
  3. Witojcie. Wczorajszy dzień kręcił się wokół Waldka i został ochrzczony mianem dnia szkoleniowego gdyż zawitał do nas nasz ulubiony pan ds psiej psychiki i ratunku dla sfrustrowanych pańć :cool3: i usiłował z nami cos podziałać. Głównie wezwałam go po to żeby popatrzył na relację Waldka i Kinki i wypowiedział się w temacie waldcynego zagubienia w nowym domu , które już od czasu jego wezwania zeszło po rozłożeniu klatki. Wyszło na to że Wald początkowo został wpakowany do kieszonki mocno lękliwego psa i dokładnie takie coś pokazał. Pan odczytał waldusine przekazy w znacznie bardziej zaawansowany sposób niż ci, co przychodzą do nas, klepią ujadajacego psa po łbie, wymijają i siadają nam na kanapie czekając aż nadstawi łeb do drapania, więc zrobił się mały teatr - Wald pospinał się okrutnie, pierwszy raz widziałam że potrafi aż tak napiąć mięśnie , spuścić łeb i wpakować pod siebie ogon. Nie spodziewałam się... Dość długo kręcił się frustracyjnie jakby miał zamiar zaraz wyskoczyć przez okno byleby się tylko z sytuacji uwolnić, a potem... poszedł spać. Dopiero wybudziliśmy go zaproszeniem na spacer, i poszliśmy na psi wybieg, gdzie mimo całkiem dużej ilości psów zajął się kopaniem, bo mu się z żadnym zabawa nie kleiła. Na koniec jeszcze przeszliśmy się do parku, gdzie Wald przekąpał się w stawiku, ale że zdarzyła mu się wpadka i obszczekał dziecko (sytuacja miała się tak że z jednej strony z trzcin wybieg z wrzaskiem chłopczyk, ale ponieważ miał w rękach chleb to Wald zajął się chlebem, z drugiej natomiast zza pleców wypadła mu dziewczynka wbiegając prosto na niego, więc huknął - ale cieszę się że się tak stało, bo pokazał swoje ewentualne odchyły)to poszedł na smycz i wrócilismy. Po drodze wpadliśmy na naszego westa i ...specjalnie na niego wleźliśmy dopuszczając do konfrontacji. Dawno Waldka tak nastroszonego i usztywnionego nie widziałam, prawdę mówiąc byłam pewna że się na siebie rzucą i rozszarpią, choć z drugiej strony znam mojego psa i wiem że on takich rzeczy nie potrafi,a kozaczenie to jego ostateczna strona makabrycznej agresjii ,więc pewnie padłby ofiarą westa :D. No cóż, pogadanka z panią wyszła całkiem nieźle , umówiłyśmy się na spacer żeby sobie psy przedstawić z nieco innej strony , zobaczymy co z tego wyjdzie. Za zadanie mam jeszcze konfrontację z owczarką - dziś ją spotkałam i może nawet by jakaś sympatia była, ale pan wzbudził mój respekt i stwierdziłam że może lepiej tam się nie pchać. Tak więc spotkanie z efektami bez efektów, bo problem okazał się lekko nieistniejący. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona, bo zawsze człowiek się czuje pewniej ;) Następny krok to Frankowski. Tylko za jakiś czas, bo obecnie zbieramy się i wyjeżdzamy na wieś ;) Jak już dostanę się do kompa to postaram się dodac jakichś zaległych fot
  4. Ja skórkowy sobie chwalę, mam taki cieniutki, na pysku go nie czuć, z tym że ja noszę dla Straży Miejskiej, więc to że mi pasek pójdzie tu i ówdzie nie przeszkadza. Amor pierwszy kaganiec miał też skórzany i ... pogryzł się w nim z psem, który do nas doleciał (poszarpał go dośc mocno, choć wcale luki między paskami nie były jakies najmniejsze), więc jeśli pies jest w stanie do innego wystartować to raczej bym się kierowała w stronę czegoś mniej giętkiego (no chyba że ma być to atrapa). Nasz skórzany zniósł wiele - już pierwszego dnia zlało nas okrutnie, Waldkowi zrobił się czarny pysk, pamiętam ze kąpałam go kilkakrotnie, bo mielismy wystawę a on był tricolor :D , wytytłał go w błocie, kupa też była, brud, trawa, piach, ślina... wszytsko. Myłam go, a nawet prałam jak już go spisałam na straty. Potem olejem smarowałam i robił się znów mięciutki i przyjemny. W tej chwili tez nie mam kagańca, i nie wiem czy jakiś znajdę.
  5. Amor też by nie strawił, złapał by tamtego za ryja (bo tamten podskakuje nam do balkonu żeby złapać) i wyjaśnił że tu i jeszcze dalej się nie wchodzi. To samo przy akcji gdzie tamten złapał za dupę - Wald się tylko obejrzał i coś tam warknął na odczepnego, zaczynając od tego że Am by się nie pozwolił złapać to pewnie by go przytrymował elegancko i Salve Regina. Pół biedy pogonić jak się boi, tamten się nie boi, jak on do mnie zaczął podskakiwać jak próbowałam go spod własnego balkonu przegonić...? [quote name='Wola istnienia.']Taki uroczy ten Franio na zdjęciach, a tu proszę. :roll: Na długo u Was zostaje?[/QUOTE] Nieeee, Franklin nie będzie u nas, ale przeprowadza się z ciocią do babci tżta zaraz obok nas, po sąsiedzku więc tam nie mamy już wstępu z Waldkiem, bo Frank go nie stoleruje. Dlatego mi tak zależy na zapoznaniu ich i jak najlepszej relacji - żeby się można było przy stole wigilijnym wreszcie w pełnym składzie spotkać i wyjśc od czasu do czasu na spacer. Ja tylko obiecałam że pomogę - z nim nie ma kto nawet wyjśc na jakiś spacer, ciotka pracuje całymi dniami, mają ciężko chorą babcię, a jej partner ma ogromne problemy z chodzeniem i więcej jak na siku nie wyjdzie. Skończyłam cały tydzień pracy. Padam na ryj. Zjadłam 2 talerze gulaszu (czuję się silniejsza :D) i idę spać ;) A jutro masakra, muszę postawić dom na nogi i zrobić tysiąc innych rzeczy...
  6. To my mamy jakąś niższą gatunkowo , bo się nie da obciąć bez uszkodzenia szycia. No i u nas jest do obcięcia znacznie więcej.
  7. :loveu: Jak skróciłaś pasek że jest tak ładnie fabrycznie podszyty?
  8. On chodzi w szelkach i wg mnie to jego główne przekleństwo , bo tak się wije na nich, że mało kto nad nim panuje. Robi dokładnie to co robił nam Amorek - zapiera się łapami i podcina nogi żeby wyrwać się do psa. W tamte święta przecież tym sposobem podciął właściciela i poważnie go poturbował... Ze mną na spacerze też to robił, ale mnie przewrócić ciężej (choć tamten to 2 metrowy chłop...). I robi to abosolutnie świadomie, wie że jak się wkoło nóg obkręci to się dostanie do psa... Dzisia miałam przyjemność spotkania westa z sąsiadką....:loveu: Już z daleka wrzeszczała do mnie czy mój pies czy suka, a jak powiedziałam że pies to coś mruknęła , że tak, pewnie się pogryzą, po czym złapała lecącego już do nas z furią psa, a następnie... puściła go, i ten wpiął się Waldkowi zębami w dupsko...:roll: Złowrogimi okrzykami usiłowała go przywołać, ale piesek chciał kąsać dalej, dopiero jak pozwoliłam Waldkowi się odgryźć to się wycofał. Nic nie powiedziałam... Za to poruszyłam ważniejszy dla mnie temat - mianowicie ten piesek wychodzi z chłopczykiem na spacer i włażą nam do ogródka podbalkonowego, gdzie piesek sra, obsikuje wszystkie krzaczki, a potem staje nam pod balkonem i ujada prowokując Waldka do pyskówki... Wald denerwuje się, ale go uciszamy żeby nie budził nam małej, za to tamten robi to skutecznie:angryy: I oczywiście nie ma przy nim nikogo zeby zwrócić uwagę, albo jest to dziecko, do którego kiedyś przemówiłam, to zostawił pieska i sobie poszedł... Kiedyś próbowałam go odgonić na własną rękę, to rozjuszył się jeszcze bardziej i ujadał na mnie, nie pomogło nawet jak zasunęłam kotary -stoi pod balkonem i drze rylec... Więc mówię do kobiety, że ja bardzo proszę zwrócić uwagę żeby on nam tam nie wchodził, bo denerwuje nam psa i budzi dziecko, że to nasz ogródek i pomijajac fakt że tam sra to woleliśmy żeby jednak go tam nie było. Na to kobieta odbełkotała coś że on "taki jest", już nie poruszałam kwestii prowadzenia psa na smyczy i panowania nad nim, tylko powtórzyłam moje " bardzo proszę" raz jeszcze. Po którymś razie pani złożyła mi " ostrzeżenie" mówiąc : " aaaaa to zobaczy pani co będzie jak ta suka dostanie cieczki! To on będzie siedział tam całymi dniami i wył! To wtedy się nie odgonicie!":roll: (zupełnie jakby oczekiwała solidarności w biadoleniu jaki to niedobry pieseczek) Powiedziałam tylko że i tak to ogradzamy i że "bardzo proszę" raz jeszcze... O ewentualnych pogryzieniach, szramach psychicznych i chemicznych wypadkach pani nie wspominałam...
  9. A ja Warchliniakowi daję żryć wieczorami i to rozwiązało nasz problem. Też mi cudował, wybrzydzał, aż pochrzaniłam sprawę i teraz wieczorem jak już się wygodni, wypocznie to mu daję, czasem z wodą, z olejem, ale musi jeść to co ma. Hodowczyni moja też walczyła ze swoim jednym najbardziej "polowo-sportowym" psem, pasła go na wystawy,podkładała mu miskę pod nos, zamykała mu ją w klatce, dodawała mu serka, szyneczki, pasztecików i innych takich, aż go popitoliła - i zaczął żreć ;) Teraz mieszka w stadzie gdzie facet rzuca mięso między kilka psów i kto zje ten jest pojedzony, kto nie zje ten je jutro - wygląda super, umięśniony, masowo idealny, sierśc błyszczy jak złoto. Im bardziej człowiekowi zależy to chyba jest tym gorzej, bo pies właśnie wtedy wygląda kiepsko :roll: A ile dni max potrafi nie jeść? U nas były max 4-5, Wald tez pod tym względem twardziel.
  10. Mój tż rozmawia ostatnio z ciotką o psach naszych sąsiadów i jednogłośnie stwierdzają jego demoniczność - tż mówi " ten owczarek", na co ciotka poprawia go " nieeeee! to nie owczarek! to wilczur!!!!" Z tej samej wilczej serii, przypomniało mi się : Stoję na światłach, obok mnie gość z podjaranym ruchem ulicznym onkiem. Wybitnie mi się pies spodobał. Przyglądam się i widzę nagle że gość na mnie patrzy z wyrazem " co się gapisz jak nie mogę okiełznać pieska?!" więc dla rozluźnienia atmosfery mówię : "przepiękny owczarek niemiecki! Dawno takiego ładnego nie widziałam!". Na to gośc rzuca mi jeszcze bardziej bydlęce spojrzenie i odpowiada " to nie owczarek tylko wilczur....".:evil_lol:
  11. [quote name='wilczy zew']Ile Franio ma lat?[/QUOTE] A z 6-7. Wigoru teoretycznie ma dużo, ale nie ma go jak zmęczyć, bo podskoczy dwa razy i już charczy jakby się miał udusić... Dla mnie to chory piesek z wszytskimi możliwymi buldożymi ułomnościami - zresztą, jest z pseudo (bez metryki) więc sądzę, że jakby go okiem specjalisty ocenić to lista odchyłów od normy byłaby dłuuuga. Moim skromnym okiem jest przerośnięty, zbyt charczy, gały mu wyłażą,no i na pewno ma coś "nerkowego" bo sika w domu z jakiegoś sobie wiadomego powodu. Do tego ma jakieś adhd i świat do niego nie dociera mimo że tli mi się iskierka nadziei, że to mądrzejsze stworzenie od Waldka tylko wyniuniane zbytnio i mu się we łbie poprzestawiało ;) Szukam pomysłu na jakąś ciekawą rozrywkę dla takiego psa,ale takiej rozrywki chyba nie ma. Ostatni nasz spacer zwalił go z nóg, a to tylko pół godziny marszu, trochę zabawy kijkem i może 5 metrów podbiegnięcia...Spał jak zabity, ciotka się martwiła że mu coś zrobiłam:roll: Na codzień nie chodzi, bo sytuacja u nich jest taka że nie ma z kim, a raczej ktoś kto z nim chodzi nie ma siły na nic więcej niż siku co 3 h...
  12. To byłby armageddon. Frank by was rozdarł na strzępy, jemu wolno wszystko, nie zna zakazów i nakazów, choć łepetyna mu jeszcze pracuje, ale podnieta nad wszystkim przeważa. I zawsze ma swoje najlepsze wyjście z sytuacji, bo to piesio któremu nikt na tacy rozwiązań nie podaje, jak wymyśli tak jest ;) Sama się spotkałam z zębami frankowskimi, kiedy to na Wigilii mnie poszarpał desperacko z warkotem za nogawkę , bo zabroniłam wchodzenia do pokoju i tarmoszenia rzeczy bobasa... On niestety taki chyba już jest, siłą siłą, a jak siłą nie wymusi to się posunie do mocniejszych wymuszeń. I jest autentycznie silny... Jako tako sobie z nim poradzę na spacerku, wolę nawet pracować z nim na takiej płaszczyźnie niż wyrwanego ze świata pointerzątka, tyle że baaardzo by mi zależało na tej przyjaźni między Waldem a nim. A tego się trochę boję, bo jak się na siebie zblokują to sama nie dam rady... Ale mam knąbrny plan ;) Jest człowiek, który mi pomoże - mam nadzieję ;)
  13. Czyli wypada mi już się zapisywać do przedszkola tak? Żebym się nie obudziła jak ze żłobkiem - 4 miesiace przed pracą usiłowaliśmy i nic z tego. To znaczy znalazłam jeden - chyba pisałam - ale przy podpisywaniu dokumentów nas poraziło : 400zł wpisowego, 850zł -1200zł miesięcznie, 4 posiłki dziennie x 12zł, jesli dziecko zachoruje lub źle się poczuje w żłobku to natychmiast (tj bez konsultacji z rodzicem) wzywają lekarza ICH PRYWATNEGO , który liczy za dojazd, za wizytę, za leki, za receptę, za konsultację,itd, razem jakieś 200zł, i gratisik : jeśli mi dziecko zachoruje i nie będzie go 3 tyg w żłobku (czy jakiekolwiek wakacje itd) to go wykreślają z listy i wszystkie opłaty trzeba wnosić jeszcze raz. No nie kuszące?:loveu: Własnie z tego powodu zostawiłam małą z dziadkami. I powiem szczerze że nie żałuję, mała siedzi u nich, dużo spacerują, chodzą na działkę, babcia karmi ją wyłącznie eko żywnością (tj zdobywa dla niej wiejskie jarzynki, mięsko, jajeczka itd) , jest cały czas adorowana, ma wszystko co jej potrzeba, nie martwię się o nic, mogę pracować więcej lub mniej, zawsze ich mam pod ręką, są niezawodni, kochani. I całe szczęscie nie ma u mnie jakichś problemów z psem, jak potrzeba to dziadkowie wpadają żeby Wald nie był sam, dziadek go wyprowadzi zawsze, czy posiedzi z małą żeby ktoś z nim wyszedł. Pewnie gdybym powiedziała żeby go zabrali ze sobą to też by nie było problemu, ale raczej jestem za tym żeby sobie spokojnie spał i czekał jak wrócę z pracy i się nim zajmę osobiście :)
  14. W tym tygodniu jestem non stop po 11h pracy, alle od następnego już mam urlop,więc myślę że jakiś wybieg można zaliczyć. Tyle że możliwe jest że my już będziemy w powiększonym gronie...:cool3: Zmuszona jestem "przejąć" Frankiego. Cioci się w życiu nakomplikowało, muszą pilnie opuścić mieszkanie i przenieść się do ciasnoty u babci, będzie problem jak zwykle z psem, bo to bestia szarżująca na wszystko z impetem a babcia ledwo chodzi :shake: Obiecałam że pomogę, że będę go zabierać na spacerki, że go zmęczę żeby był spokojniejszy, ale, to będzie ciężkie... Bo to wspaniałe zwierzątko wpada w amok, gwałci wszystko co popadnie, łapie zębami,szarpie, szczeka , charczy jakby miał zaraz wykitować , no i siiiiika gdzie popadnie ( zalewa ciotce w nocy dom, nie wytrzyma więcej niż 3 h bez sikania), jednym słowem -jest cudowny:loveu: W jedną rękę Kinia, w drugą nieokiełznany pointerek, a w trzecią charczyciel Franciszek i do przodu :loveu:
  15. a ile wcześniej zapisywałyście dzieciaczki do przedszkola?
  16. No własnie nie wszyscy, bo sa ludzie którzy czują że w potrawie coś gorzko, a zjadają i tak,zwalając winę na inne składniki. Sąsiad tak goryczaków nazbierał i pomimo mojej sugestii że te grzyby podejrzane to ponawijał na sznureczki i jakieś 10 kg ususzył, po czym zaskok, bo wszystko trzeba było wyrzucić, a pomieszał prawdziwki z tymi :lol: Ponoć goryczakiem sie człowiek nie zatruje śmiertelnie, ale można się struć, samo w sobie już niemiłe. Ja np zbieram , i cenię, te borowiki ceglastopore, tzw gniewusy - a ludzie się ich boją, bo sinieją i uznają je za szatany ;) Za to masowo zbierają goryczaki, które już są jadalne mniej :D
  17. Oczywiście że odwali, bo to Wald przecież jest :lol: Zawsze jakby co to mamy pod ręką "terapeutę" ;) Widzimy się z resztą jakoś na początku września, bo się umówiliśmy po moich alarmach, że Wartkunia złamała się psychicznie po przeprowadzce. Z tym że jak tylko postawiłam klatkę to jego stan psychiczny się natychmiastowo wyrównał, ale spotkać się nie zaszkodzi ;)
  18. A sprawdzałaś jakoś te grzyby? Bo , sorry ale mi się wydają podejrzanie ciemne od spodu - a takie są właśnie goryczaki (łudząco podobne do prawdziwka, z tym że trochę bardziej różowawe i "idealniejsze"). Nie byłoby fajnie jakbyście zjedli. Osobiście jestem baardzo przewrażliwiona na punkcie grzybów.
  19. Dobra, to o mnie pamiętaj, tylko traf tak żebym ja też miała kasę :lol: A mnie jakoś do akcesoriów nie ciągnie, wiem że Waldkowi to ani do szczęścia, ani do ozdoby. Założę mu elegancką drogą obróżkę, a on mi się w gnoju wytacza i dziękuję :D Choć ostatnio się szykowałam na taką za 300zł, ale się puknęłam w głowę ostatecznie, choć nie powiem, bo fajna była... Heheh, przypomina mi się jak na jedną z wystaw przyjechali z pointerem z naszej hodowli (moim faworytem wtedy) w przepięknym komplecie, biała delikatna skórka z cekinkami full exclusive :D Pieski najpierw w zabawie tłamsiły się po trawniku, potem poleciały w pole, a następnie wpadły do jeziora , z którego jeszcze przeleciały po kortach z czerwonym piaskiem. Chyba komplet się nie doprał :evil_lol: Ładne zbiory! To wszystko prawdziwki? Sprawdzaliście ? Bo jakoś mi się wydają za ciemne od spodu ...?
  20. Kiśka też się zbuntowała na wózek... Tyle że ona już popyla na własnych nóżkach - boże, jaki to mutant, potrafi zasuwać przez godzinę i ani się nie zmęczy! Wygląda mi na to że będę rezygnować z wózka na jakieś krótsze wyjścia, bo bez sensu się tarabanić z tym i jeszcze gonić za dzieciątkiem po krzakach ( zbiera nam wszystkie paprochy po drodze!!). Wczoraj poszliśmy na placyk zabaw i strasznie się zirytowałam, bo mi ją obca baba złapała za rączkę i prowadzi... Rodzinka była zaskoczona że ją ofuknęłam że sobie nie życzę, ale ostatnio to nagminne, jak mała chodzi sama to ją każdy zaczepia, ludzie ją dotykają, a ona ufna podaje każdemu rączkę i by poszła. Puszczam ją bardzo chętnie, choć wygląda że będziemy mieli spacerki z pieskiem też utrudnione. Ahhh wygodne to były czasy jak się stawiało wózek w słoneczku i ćwiczyło się godzinę z pieskiem....:lol:
  21. a tą piłkę już sprzedałaś? Miałam zagadywać na fb i ....zapomniałam :oops:
  22. [quote name='Viris']Nie wiem dlaczego spora część użytkowników twierdzi, że dogomania powstała do pomagania zwierzętom. Dział Bazarek, czy też dział Akcje - to tak na prawdę jeden z WIELU działów tego forum. Forum powstało z pasji do psów, założone dla wszystkich (hodowców, wystawców, osób zajmujących się pomocą bezdomnym zwierzętom). Dziesiąty raz tego samego tłumaczyć nie zamierzam (dot. pozwolenia na sprzedaż jednego fantu po zakończeniu bazarku), nie zamierzam też nic zmieniać - bo będę znowu czuła to głupie "zobowiązanie" do pilnowania swojej pracy, którego udało mi się prawie w całości wyzbyć w ostatnim czasie... Dalej pozostaje mi czekać na zniknięcie zielonego koloru z nicka. Mam nadzieję, że zanim umrę się doczekam....[/QUOTE] Ale jednak bazarek nie robię sobie na WDS mojego psa tylko na bezdomniaki, prawda? Może to jest ten powód, że osoby , które bazarkują na życie psiakom , chcą takich a nie innych udogodnień. Wg mnie też jest to uciążliwe - bazarek trwa 2 miesiące, nikt nie kupuje i nagle po zakończeniu rób kolejny, bo masz tysiąc chętnych na jedną rzecz, a czasu na nic...Ale zapis to zapis, mus to mus.
  23. [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/nj1icaewpxcp.jpg[/IMG] Wspólna kaszka [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/x98w1mppvxxo.jpg[/IMG] [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/6goi8itnjce8.jpg[/IMG]
  24. Była sarna (a właściwie jelonek chyba bo jak wiało to jakieś patyczki widziałam przy głowie), ale Wald przeoczył na szczęście i dopiero poczuł zapach, podkręcił się, ale widziałam po nim konsultację pt " pachnie sarną, muszę się pilnować żeby nie polecieć, bo się pancia na mnie patrzy":lol: A bażantów tam makabrycznie, odkąd zagrodzili siatką to są bezpieczne zupełnie. Można by tam trenować spokojnie. Gdyby nie szkło... Miałam nawet po ciocię wczoraj dzwonić, ale stwierdziłam że muszę trochę spuścić z Waldka energii, bo się do Nuśki nie nadaje... Dla odmiany - mogę dzisiaj wybrać się na wybieg ;) [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/01zyw63zo2co.jpg[/IMG] i symbioza naszych małych żyjątek :D "boże, znowu dostałem w prezencie to cholerne pianinko...." [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/p82ba93q5bpa.jpg[/IMG] żywicielka-dobrodziejka, wydziela po granulku, potem się dziwić, że pies chudy :D [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/z5y0nid7qp8g.jpg[/IMG] życie z pianistką - przechlapane! [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/t5rlb12464un.jpg[/IMG] [IMG]http://files.tinypic.pl/i/00571/fa8o8gxpbq9a.jpg[/IMG]
  25. Szkoda obroży trochę, bo fajna. Jeju, ile wy macie tych gadżetów, szalona :D
×
×
  • Create New...