Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. Ja trochę je swojego czasu obserwowałam je, bo zakochałam sie w suce którą kupili hodowcy weimarów. Od tej pory zaczęłam zwracać uwagę na te pieski i powiem szczerze że mnie trochę rozczarowały bo też sobie z tych opisów wynioskowałam że takie fajne i nawet nieuciążliwe, natomiast prawie wszystko co widziałam było teoretycznie stateczne ale nieufne, do obcych duża rezerwa,terytorialne, do piesków wyskakiwało z ząbkami, nawet pamiętam jak na jednej z wystaw taki samiec dostał szału i odganiał wszystkich którzy chcieli usiąć na ławeczce w pobliżu... W PL ich chyba nie jest zbyt wiele, znam 3 sztuki aktywnie jeżdżące po wystawach, reszta gdzieś podpatrzona za granicą. Ale szczerze to po epizodach typu nie przechodź koło niego bo go to drażni to trochę zbyt niezależne jak dla mnie ;)
  2. Takie coś też się robiło ;) Ogólnie było dużo zwierzynki, kilka razy psy wpadły na sarny, a raz nawet Wald poleciał w dół doliny i zamarłam kiedy usłyszałam że gdzieś ktoś robi armagedon wśród kur na podwórku i już podejrzewałam że to mój pieseczek,ale wyleciał mi zza pleców w tym samym momencie. Za to z sarenkami i ogółem posłuszeństwa jestem zadowolona, szczególnie że wiedziałam w jakim jest stanie niewybiegania.
  3. Witamy. Jesteśmy po wspaniałej wycieczce. Wczoraj pogoda zlitowała się i nawet był prześwicik słońca pomiędzy błotem i deszczem, więc całośc cud miód. Utytłalismy się po pachy, dawno nie miałam tak poklejonego błotem psa ( i poranionego znowu!!!) żeby aż pakować go do wanny. Ale za to jaki jest szczęśliwy nie oceni żadna miara :) Już wieczorem jak się umawiałam to az podskoczył jak usłyszał imię hodowczyni, z którą jeździmy, a rano już od 6 tuptał i stękał, a potem lecieliśmy jak na paralotni wypełnieni szczęściem na parking gdzie się umówiliśmy. W terenie lekko miałam go dość, bo jak zobaczył tyle trawy w jednym miejscu to oszalał do reszty. Puszczony nawet nie gnał aż tak choć widać było że parę do spuszczenia ma ale za to kondycja mu już klapnęła po tym 1,5 miesięcznym leżeniu odłogiem. I chyba nawet ma jakieś drobne zakwasiki, ja też zresztą i przyznam się że słaba jestem jak cholera po tych antybiotykach i chorobach. Mimo wszystko daliśmy radę i już czekam na kolejną wycieczkę, bo to takie fajne :) A foty też są, wprawdzie kradzione, ale robione przeze mnie ;) (jeśli ktoś pamięta to 2 lata temu było takie same foto, braciszek się rozrósł, a Wald ma tylko inną obrożę ;))
  4. No to liczę że będą. U nas paskudnie - deszcz i błoto...
  5. Mam nadzieje ze faktycznie nie ma i taki przegląd wystarczy. Domyślam się,sama mam schizy jak o dziki chodzi,choć nie miałam z nim bezposrednich spotkań z psem w roli głównj a tylko znam opowieści o masakrach jakie robią. Niby ludzie mówią że dzik sam z siebie nie atakuje ale już jak masz psa to inna bajka. Raz miałam przyjemność wpaśc na karmiącą lochę,ale na szczęście psy ją wystawiły bez ruchu więc wystarczyło zapiąć na smycze i odejść a onalezala dalej przykryta trawą i karmiła małe. Ale jedno szczeknięcie i amen... Trzymam kciuki za powrót do zdrowia chłopaków. Melduj co z nimi.
  6. Jezu co za przygoda.,potworne! Dlatego ja zawsze odchodze od zmysłów żeby pies mi się nie porywał na gonienie za zwierzyną i strasznie mnie dziwi jak ludzie nie robią z gonieniem nic i taki pies popyla za sarnami itd. U nas na osiedlu (centrum Krk praktycznie) tak sobie ludzie puszczali pieski i zrobiło się głośno jak kilka psów zgineło po pogoni albo wpadło na dzika. W sumie to szczęście w nieszczęściu że to były dwa twarde psy,a nie jeden pyrtek bo by mogło go już nie być. Jakby Wald tak wpadł to sądzę że amen, miał raz kontakt z oswojoną lochą i za przyjaźnie do niej podszedł. Z kolei rzucanie się na dzika też dobrze nie wróży ...Dziki są straszne i to nie jest prawda ze wychodzą tylko w nocy. Niestety to zasługa też ludzi którzy je zwabiaja jedzeniem. Mam nadzieję że psy z tego wyjdą. A nie mają obrażeń wewnętrznych ? Dziki właśnie rzucają z ogromną siłą,więc ja bym to też sprawdziła.
  7. dziewczyny prosze o podpowiedź - niedawno kupilismy sobie dzbanek z filtrem, czy młoda może taką przefiltrowaną wodę pić? W instrukcji jest temat poruszony, ale tak pośrednio,że nie wiem co myśleć. Mówię o wersji bez gotowania już.
  8. Teraz widać fotę, Gut na niej taki malutki się wydaje :):) Macie jeszcze śnieg?
  9. Ja niestety mam tę dziką skłonnośc do usprawiedliwiania zachowań psów. Nawet jeśli dany piesek jest uciążliwy jak cholera...Dzięki swoim właścicielom , którzy nie potrafią szanować innych, współdzielić z nimi terenu i użyć mózgu od czasu do czasu. Czasem tak myślę że ci wspaniali dobroczyńcy co podrzucają trutki i strzelają do piesków jako do uciązliwości w mieście powinni przekwalifikować się na ich pańciostwo... A z westem... Tak sobie myślę, że go zeżre albo i nie, bo jednak to głupie nie jest, sam fakt że dziabie w dupę jak ten drugi odpuści już o nim świadczy... Ale za to zepsuje kilka innych osiedlowych psów, zrobi to co zrobił z moim - naruszy jego spokój psychiczny, albo zrobi to co zrobił z opisanym wcześniej labkiem - jak go pogryzł to tamten miał ok 5 mcy, więc na piesku się mocno odbiło, babka miała sporo pracy żeby wyprowadzić go z lęków , naprawic mu socjal itd.
  10. Wg mnie psy zawsze mają powód i coś tam w łebkach uknute. Nawet taki pieniacz co doleci i ucieknie to nie robi tego bez celu. Ten widocznie stwierdził że musi pokazać młokosowi kto rządzi na osiedlu i to nic że młodziak uległy i zachęcał do przyjaźni,a że młody nie opanował sztuki wojennej to tylko dobrze dla niego... Dziś znów na niego wpadliśmy,akurat szłam z sąsiadką z suką jak w bramce na osiedle pojawiła się babka i skoczyla w tył łapać westa. Jeden krok więcej i miałyby okazję się znów złapać za mordy. Pani oczywiście nie była w posiadaniu smyczy,ale piesio się przekierował na sukę,a my zwialiśmy...
  11. Szila piękna. To ta co była ostatnio do adopcji? Pamiętam że było coś brązowego z niebieskim okiem ale to chyba pies...
  12. Ooo, nie znasz imienia? To samczyk był? Hodowlę kojarzę, już dłuuugo istnieje , nie wiedziałam nawet że jeszcze mają jakieś mioty...
  13. Bo byłam chora ;) Ponapawaj trochę moje oczy tą obróżką, wrzućże foty ;) Wiecie co... Tak sobie sumuję te 3 lata bycia z naszym pieskiem... Pojawił się tak nagle, z tych wszystkich planów wysnuł się nagle on. Czytanie artykułów o rasach, gadania z hodowcami , ambicje, konkursy, treningi, świat sportu , robienie wszystkiego naraz, tresura, psie przedszkole, wszystko wszystko wszystko profesjonalnie... Dobermany, owczarki, goldeny, azjaty, karelskie... I nagle się porobiło - pointer. I to nie od pierwszego wejrzenia, bo przecież pierwsze pół roku jego życia goniłam za nim w hodowli ze szmatką i ścierałam siuśki, a potem walczyłam jak żarł mnie po rękach żeby tylko ustawić go do zdjęcia w dobrej wystawowej pozie żeby go ktoś zechciał, jeździłam z nim w pola i na wystawy i uważałam że hodowczyni trochę przesadza że on taki myślący i opanowany... Tyle miesięcy minęło, żyłam tyle lat napalona najpierw na jego wujka, potem na 2 pieski z kolejnego miotu, potem na jego brata... a on nigdy dla mnie nie zaistniał choć mój tż go uwielbiał a ja zawsze gdzieś idąc myślałam sobie " o tu bym puściła mojego pointera żeby sobie pobiegał...". I żyłam tyle miesięcy z tym " planuję psa" a on obok mnie i jakoś nam się to nie łączyło. A potem jedno słowo i miałam już jego. Nie podniecało mnie że mam szczenię, wręcz odwrotnie, chciałam już dorosłego, najlepiej jakby był mądry z natury...I ładny, bo zawsze mi gdzieś w myślach śmigała sportowa sylwetka, żeberka na wierzchu, twarde udka i forma taka żeby był nie do zajechania. I show, chciałam wystawy, konkursy, tak jak te wielkie psy przy których rzucasz imię i wszyscy mówią " ahhh to ten Walduch?! Ten ?!". Teraz jak patrzę na niego to powiem szczerze - był brzydki. Płaska głowa, długi tułów, prawie deptał sobie po uszach, nogi mu się zaplatały. Ale był grzeczny, tego mu nie odmówię, bo nigdy mi się nie przeciwstawił , zawsze uległy i posłuszny. Nie robił zbytnich problemów, chodził ze mną do pracy, jeździł busami pokornie wciskając się pod fotel, dzień w dzień robilismy długie spacery przed i po mojej pracy... Było fajnie. Dał mi to czego nie miałam z Amorem - spokój. Mogłam go puścić i nie martwić się co dalej, bo nawet jakby to pięknie łagodził wszystkie inne zestresowane pieski. Do tej pory pamiętam jak ludzie byli zachwyceni i pytali po jakich on jest kursach że jest tak idealny - że to nie jest możliwe żeby taki młodziak na gwizdek zostawiał wszystko i leciał na złamanie karku do pańci. A dla mnie było normalne, choć duma mnie napawała, że to wszystko działo się za " ślicznie!" i robił to dla mnie, za nic, zwyczajnie dla mnie choć zawsze istniały troche nagrody smaki i zabawki. Pamiętam nasz pierwszy dysk - tak bardzo chciałam coś z tym dyskiem rozkręcić, początek był fajny, a potem... skichało się, bo ważne zaczęło być tylko bieganie. Pamiętam jego dorastanie, gdy miał jakies 8 miesięcy przeszedł jakieś załamanie. Największym zaskoczeniem było dla mnie kiedy przestraszył się swojego przyjaciela goldena i uciekł przed nim w stronę ruchliwej ulicy , mimo że z goldenem widzieliśmy się dzień w dzień. Wtedy też zaczął warczeć na ludzi i obszczekiwać. A to było trudno wytępić bo wszyscy wyciągali do niego łapki i zaczepiali... Właściwie tak myślę że przeszlismy dużo, to dobre, jestem z tego dumna że nam się udało. Udało nam się wyplenić to warczenie. Udało nam się dogadać w polu - a to dla mnie ważne, bo to jakby nie było podstawa jego istnienia. Udało nam się zapanować nad gonieniem sarenek i wypracować fajną stójkę, odwołanie itd. Przeszliśmy drugi ciężki okres kiedy Wald poczuł dorosłość i zapomniał o posłuszeństwie. Do tej pory pamiętam jak nagle odkryłam że wczoraj był super a dziś nie mogę go opanować. Przeszliśmy też ostatnie problemy z nowym mieszkaniem, starciami z psami itd. Było w tym wszystkim wiele załamań, były zwątpienia " czy dobrze zrobiłam biorąc taką rasę? czy jestem w stanie sobie dać radę czy może to jedak pies nie dla mnie i bez sensu się z nim wzajemnie męczyć?", a dobre dusze niejednokrotnie podkładały w krytycznym momencie nogi żeby udowodnić nam naszą beznadziejność. Za to w sumie dzięki, bo pomogło się zmobilizować, choć dało zbyt wiele myślenia, a za duża ilość analiz nigdy nie pomagała. To mój postawowy błąd w tym wszystkim - za dużo myślałam, za dużo kombinowałam. Chciałam odpowiedzialnie, wyprzedzić zdarzenia, ale pominęłam psa, a to on był w tym wszystkim najważniejszy. Wald mnie nauczył wiele, przede wszystkim doceniać drobiazgi i przyzawać się przed samą do błędów. Zawsze dziwiłam się jak ktoś się może zachwycać że np jego pies czegoś nie zrobił tylko zachował się normalnie. Teraz rozumiem. To ważne, trzeba doceniać te małe rzeczy, choćby świat tego nie rozumiał. Przez te 3 lata Wald zmienił się nie do poznania. Z infantylnego baranka zrobił się samcem. Dojrzewanie trochę mu zajęło, ale już wiem że jest dorosłym psim panem i choć czasem zachowuje się jak naćpany bażantami to ma mózg i ten mózg pracuje na dużych trybach. Przez wszystkie szkolenia i przeboje związaliśmy się. Jeszcze niedawno tak chciałam mieć z nim kontakt, martwiło mnie że woli się skupić na wypatrywaniu ptactwa niż na patrzeniu na pańcie, teraz znacznie częściej dostaję od niego " jestem. słucham" choć nie zawsze jest to idealne ale wiem że jest za mną. Jestem dla niego ważna, może aż zbytnio, trochę go rozcyckowałam i jest może zbytnio "słodzinką mamuni" ale cóż... Doceniam ogromnie każde spojrzenie, i to że tyle potrafi, tak bardzo chce współpracować i wykonywać wszystko dobrze... Dziś spojrzałam na niego kiedy mijaliśmy jazgoczącego na smyczy foxa, kobieta tamtego nie mogła opanować, a Wald ... spojrzał na mnie, pomerdał ogonem jakby konsultował się " widzisz? a ja jestem mądry" i zachował się zupełnie statecznie. W takich chwilach myślę sobie " boże, to nasze. To myśmy razem do tego dotarli. Ani ja bym nie zrobiła tego bez niego ani on beze mnie...". Cudowne. Co się jeszcze zmieniło - jestem bardziej za nim. Może to głupie ale mniej wymagam. Dawniej chciałam takiego pokazowego pieska, żeby chodził jak katarynka, nigdy nie miał żadnej wpadki, zawsze wpatrzony w pańcię... Teraz dostał ode mnie pełną akceptację, cokolwiek się stanie będziemy w sojuszu, a jedno za drugim pójdzie w ogień jak trzeba będzie. Jestem go pewniejsza, zaczęłam bardziej obserwować co mówi swoim ciałem i choć daleko mi jeszcze do dobrej analizy to on wie, że jestem z nim, a nie przeciwko. Staram się przewodzić mu odważnie, a nie być pańcią oh ah jak ja mam się zachować. Nie zakładam co będzie, w przeróżnych sytuacjach zamiast wycofać się, ściągnąć krótko smycz i opanowywać go nim to potrzebne, obserwuję. Daję mu więcej wyboru, skończyłam z moim " masz się zachować tak a tak", to on decyduje a ja mu wierzę bo to mądre psisko, jest naprawdę rozsądny. Wiele rzeczy robię jeszcze źle, pewnie nigdy się nie nauczę tak do końca pojmować psią logikę. Choć nie ukrywam że Wald czasem zdaje się nielogicznym psem., jak patrzę na jego kumpli to wydają się być tacy prości. Metody które działają na 100 psów po Waldzie spływają, a jego zainteresowania odbiegają zupełnie od wszystkiego. Jeszcze niedawno pokroiłabym się żeby w parku aportował mi tą cholerną piłkę, a nie tylko pole pole pole... Nagle zauważyłam że on to robi, tylko nie maniakalnie, a dla frajdy , wspólnej i tam gdzie jest do tego miejsce. Ogólnie przez to wszystko stał się tak bardzo "dla mnie" a nie taki ogólny. Skończyłam oczekiwać od niego. Nie musi dobrze wyglądać, ani umieć sztuczek, ważne żeby był stabilnym i szczęśliwym psem. Nie musi jeździć na show i stawać na podium ani dawać się na ulicy macać jak maskotka na Krupówkach. Ma prawo spać i jeść kiedy mu się podoba i nawet ma trochę prawa do kopania w ziemi byleby nie orał i wyciągał żywopłotu z korzeniami tak jak wczoraj. Wybaczam mu nawet jego "sik maniakalny wielkim slalomem" czyli drzewko w prawo, krzaczek w lewo. I te buty zeżarte mu też wybaczam, choć mi wstyd jak ktoś pyta co mi się z podeszwą stało, ale najważniejsze że sobie teraz leży rozwalony na swoim materacyku i pierdzi radośnie, a nie schizuje i przeżywa jak ta gąbka co się nawchłaniała brudu i teraz musi to gdzieś wypuścić. Doceniam go za wszystko. Choćby to było najzwyklejsze na świecie. I mam nadzieję że te kolejne lata będą się nam układać, bo nie ukrywam że ostatni czas był stresujący i tragiczny, a to co się działo odbiło się też na psie. I prawdę mówiąc ciekawa jestem co będę wspominać za kolejny rok, ale się chyba o to martwić nie muszę, bo od tego jest dogomania ;)
  14. A tak to ;) To było akurat jak się wprowadziliśmy. Byłam w trakcie bieganiny od parkingu do mieszkania. Wychodziłam włąaśnie z bloku kiedy z tym westem wchodził starszy pan. Już nie pamiętam dokładnie jak to było, czy ja go chciałam przepuścić czy on mnie, ale spotkaliśmy się w otwartych drzwiach, a między nami stanął ten pies wypuszczony na całą długość smyczy. Flexi zablokowała przejście, więc usmiechnęłam się i rzuciłam " hehe co, nie przejdę?" czy coś na ten kształt. Na to pan zaśmiał się "nooo " , ale jak ciągle nie fatygował się wziąć smyczy to zrobiłam krok, chciałam psa przekroczyć, przejść obok niego, a on wtedy złapał mnie za buta. Nie zrobiłam nic, bo stwierdziłam oj tam, starszy człowiek z pieskiem, pewnie nie umie się obejść, a piesek młody, zobaczył obcego na swoim terenie, a ja tez nie powinnam jak to ciele próbować na własną rękę psa omijać itd. Nie policzyłam mu tego w poczet jego uciążliwości , bo nie wiedziałam wtedy że to jeden i ten sam pies - prawdę mówiąc z nim bez przerwy ktoś wychodził, a to chłopczyk, a to facet, a to matka, a to dziadek, mój umysł nie ogarniał że można aż tyle razy wychodzić z psem dookoła bloku, więc stwierdziłam że to musi być kilka westów... Nie, jest tylko jeden, ale robi za całe stado ;)
  15. No popatrz, a ja już wiele razy usłyszałam że niepotrzebnie się w tej kwestii pienię, że po co sobie tym zaprzątam głowę i dramatyzuję.. Na początku faktycznie przeżywałam - miałam załamanego psychicznie psa, niemogącego zaznać spokoju w swoim własnym domu, w nowym miejscu gdzie tępi go pies który jest mu do kostki, mi się pies dramatycznie zaczął zmieniać, łamać i uległy też złamaniu jego kontakty z psami, zrobił się nerwowy , lękliwy, wyżywał nam się na butach i meblach itd. Miałam stres bo chciałam być fair, zachować dobre zasady, ale czasem trzeba sobie odpuścić... Teraz już jest inaczej. Dla dobra psa tak musi być. I to nie olewka z mojej strony, bo jestem jak najbardziej za pokazywaniem psom którędy droga i przestrzeganiu przepisów, ale nie mogę w tej nierównej walce stawać przeciwko niemu, bo on sfiksuje. To jest pies delikatny i jak gąbka wchłania wszystko i ciężko potem z niego coś wytępić a do tego narwany, ale mimo wszystko dobry, nie pruje ryja do innych i zachowuje się do innych psów dobrze, neutralnie. Ustawiłam się zwyczajnie po jego stronie, bo jak widać z ludźmi się nie dogadam, zatargów sobie robić nie chcę, a w nasze organy prawne nie wierzę jak patrzę co się wyrabia w znacznie poważniejszych sprawach.
  16. Masz rację, ale z drugiej strony taksówki to obiekt pożądania całego dogo, wiele osób nie wchodzi na ten bazarek dla psów, a dla obroży... Oczywiście że pochwalam że taks to robi dla psów bezdomnych, znacznie chętniej kupuję jak wiem że idzie na bezdomniaki, ale też nie można takiego spojrzenia rzucać że jak kupujesz psu a nie myslisz o bezdomniakach to jesteś be. Chcę kupić konkretną obrożę pod koniec licytacji - jak jest lepiej : wylicytować w ostatniej chwili coś na bazarku na bezdomniaki, czy sobie odpuścić z tego względu że komuś to nie pasuje i nie dać nawet tej złotówki więcej? Jak dziewczyny chcą to niech licytują między sobą, ktoś przyjdzie i przebije większą sumę...a tak to jest cisza z obydwu stron to ludzie widzą że jest martwo i tez się nie rzucają z licytacją. Ja już po L4, jutro do pracy, słaba jestem jak licho, ale to chyba ten pies mnie tak osłabia. Wczoraj nam się nie skleiło nic. Wald nie pobiegał, a i wreszcie pokazał jak bardzo jest niewyżyty. Jak jeszcze rano był spokojny i opanowany tak popołudniu coś w niego wstąpiło jak odkrył że idziemy w pasującą mu stronę - a postanowiliśmy z tż iśc go wybiegać na lotnisko. Gdy już go opanowałam to z kolei zadzwonili moi rodzice że nam chcą przywieźć Kinię i musieliśmy zawrócić do domu... Wieczorem znów szłam i ... znów zawróciłam bo dostałam telefon od znajomego że by się przeszedł. Spacer był długi ale smyczowy, co Walda doprowadzało do rozpaczy. Potem puściłam go u znajomego w ogródku i znów za jego przyzwoleniem przekopał im pół trawnika, ale miał numer specjalny - zaczął wyrywać żywopłot z korzeniami... Jak już go spieprzyłam solidnie i sto razy odwołałam od niecnych czynów to odnalazł swoją piłkę, która tam w ogródku leży, i dopiero wtedy jakoś normalnie się pobawił. Obydwoje wspomnielismy starego dobrego Amorka, którego mogłam tam w ogrodzie zostawić spokojnie, nie piszczał, nie orał grządek itd tylko spał, ewentualnie od czasu do czasu obszcekiwał przechodniów. A ten... nieopanowany. I do tego piszczy jak obdzierany ze skóry bo to przecie cycuś mamuni jest i nie umie być sam. A zostając w temacie - w czerwcu mam wesele koleżanki. Tradycyjnie mamy problem z psem, bo to z nikim nie zostanie, piszczeć będzie, przeżywać itd. Ustaliłam to sobie że muszę go zabrać z nami, jeszcze nie wiem jak ja to zrobię ale jakos muszę, choć to będzie uciążliwe bo tam są dwa ich psy... W każdym razie nic mi mądrego nie przychodzi do głowy, zawsze imprezowaliśmy z Warchliną, niech tradycja trwa...
  17. Masz rację, ale z drugiej strony taksówki to obiekt pożądania całego dogo, wiele osób nie wchodzi na ten bazarek dla psów, a dla obroży... Oczywiście że pochwalam że taks to robi dla psów bezdomnych, znacznie chętniej kupuję jak wiem że idzie na bezdomniaki, ale też nie można takiego spojrzenia rzucać że jak kupujesz psu a nie myslisz o bezdomniakach to jesteś be. Chcę kupić konkretną obrożę pod koniec licytacji - jak jest lepiej : wylicytować w ostatniej chwili coś na bazarku na bezdomniaki, czy sobie odpuścić z tego względu że komuś to nie pasuje i nie dać nawet tej złotówki więcej? Jak dziewczyny chcą to niech licytują między sobą, ktoś przyjdzie i przebije większą sumę...a tak to jest cisza z obydwu stron to ludzie widzą że jest martwo i tez się nie rzucają z licytacją. Ja już po L4, jutro do pracy, słaba jestem jak licho, ale to chyba ten pies mnie tak osłabia. Wczoraj nam się nie skleiło nic. Wald nie pobiegał, a i wreszcie pokazał jak bardzo jest niewyżyty. Jak jeszcze rano był spokojny i opanowany tak popołudniu coś w niego wstąpiło jak odkrył że idziemy w pasującą mu stronę - a postanowiliśmy z tż iśc go wybiegać na lotnisko. Gdy już go opanowałam to z kolei zadzwonili moi rodzice że nam chcą przywieźć Kinię i musieliśmy zawrócić do domu... Wieczorem znów szłam i ... znów zawróciłam bo dostałam telefon od znajomego że by się przeszedł. Spacer był długi ale smyczowy, co Walda doprowadzało do rozpaczy. Potem puściłam go u znajomego w ogródku i znów za jego przyzwoleniem przekopał im pół trawnika, ale miał numer specjalny - zaczął wyrywać żywopłot z korzeniami... Jak już go spieprzyłam solidnie i sto razy odwołałam od niecnych czynów to odnalazł swoją piłkę, która tam w ogródku leży, i dopiero wtedy jakoś normalnie się pobawił. Obydwoje wspomnielismy starego dobrego Amorka, którego mogłam tam w ogrodzie zostawić spokojnie, nie piszczał, nie orał grządek itd tylko spał, ewentualnie od czasu do czasu obszcekiwał przechodniów. A ten... nieopanowany. I do tego piszczy jak obdzierany ze skóry bo to przecie cycuś mamuni jest i nie umie być sam. A zostając w temacie - w czerwcu mam wesele koleżanki. Tradycyjnie mamy problem z psem, bo to z nikim nie zostanie, piszczeć będzie, przeżywać itd. Ustaliłam to sobie że muszę go zabrać z nami, jeszcze nie wiem jak ja to zrobię ale jakos muszę, choć to będzie uciążliwe bo tam są dwa ich psy... W każdym razie nic mi mądrego nie przychodzi do głowy, zawsze imprezowaliśmy z Warchliną, niech tradycja trwa...
  18. Jak tak o obrażeniach to napiszę że Wald już ostatnio je odniósł - przy akcji jak babka prosto na niego wypuściła westa, po przyjsćiu do domu okazało się że ma szramy ...pod gardłem. Aż byłam zaskoczona że takie gówienko potrafiło od razu pójść mu na szyję, szczególnie że ja go biorę za pieniacza : z daleka cwaniak a z bliska już patrzy kto za nim stoi. Nie tknę cudzego psa i tyle. Chyba że by mnie zmusiła sytuacja tj doleciał i zaatakował, ale ja za nim nie będę chodzić i nigdzie go wprowadzać. Ponadto wątpię żeby ten piesek miał respekt, jak się wprowadziliśmy to stanął mi na drzwiach a jak próbowałam go nieporuszona przekroczyć to złapał mnie za nogę. Z balkonem wypróbuję, bo brzmi przekonująco. Mamy w planach na wiosnę wystartować z dobudową dużego , prawdziwego balkonu zamiast tej małej wypustki co mamy - już od początku odkładamy sobie pieniążki żeby móc latem drzwi otworzyć, dziecko posadzić na kocyku , psa wypuścić żeby tam sobie spał itd. W tym wszystkim uwzględniam też zagospodarowanie ogródka pod naszym oknem, bo do tej pory jest to nieużytek, widzę że ludzie są przyzwyczajeni że tam można wysrywać pieski i rzucać ptakom odpady. Jak już sie za to wezmę to zadbam żeby ten piesek tam nie miał dostępu ani żaden inny, bo Walda to wpienia jak tam coś goni i poszczekuje. Ponadto wiem że nie pozwolę już na zakłócanie naszego porządku jak będziemy chcieli na własnym balkonie posiedzieć z dzieckiem. A już miałam chwalić że chyba mamy lepszą sytuację - ale nie, wczoraj wychodzę z psem z bloku, a wlatuje mi do klatki schodowej to dziecko z okrzykiem " niech pani poczeka bo muszę złapać psa na ręce!!!", i poleciał. I przepadł, a ja stałam jak wariatka w drzwiach własnego mieszkania nie wiedząc czy polazł czy stoi , czy wejdzie czy mam iśc czy znów się na nich nadzieję i narażę siebie i to dziecko... Potem wpadłam na niego na spacerze, szedł i robił chodnikowi zdjęcia komórką, nie wiem czy mnie widział, ale stwierdziłam że jak jego psa rozplaszczy auto kiedy zechce przebiec i zaatakować to nie moja sprawa... Na szczęśćie jego piesek bez smyczy i chyba nawet bez obroży tylko nerwowo kopał po drugiej stronie ulicy poburkując w naszą stronę. A dziś rano ten sam chłopczyk wszedł pod nasze okno, zaczął gwizdać, a potem rozszczekał swojego pieska... Skupiłam się głównie na swoich sprawach, czyli uspakajaniu mojego psa i karmieniu dziecka od którego nie miałam zamiaru odskakiwać i zajmować się gnojkiem z pieskiem...
  19. No to tak właśnie robię - w sensie popuszczania wtedy smyczy, ale tylko wtedy jak pies wystartuje do nas, jak gdzieś się pieni w oddali to idę z psem i pokazuję mu że nie ma co na mietłę uwagi zwracać. Kagańca mu nie założę, wręcz odwrotnie - zrezygnowałam z noszenia kagańca pod domem, bo to nie on atakuje pierwszy i o dziwo mnie się nie zdarza zostawiać go bez nadzoru... Na początku robiłam to pierwsze - wydawało mi się że koryguję, opanowywuję mojego psa , efekt był własnie taki jak napisałam : chciałam być fair, pokazać że panuję nad psem, a tamten dolatywał i kąsał. Dopiero pozwolenie się mojemu odwrócić i zamienić tyłek do kąsania z frontem spowodował przyhamowanie u tamtego. Oj też mam takiego jora... kiedyś podszedł do nas jak mój się bawił z kilkumiesięczną suką, zrobił przyczajkę i heja mojemu na kark, a potem zgnoił jeszcze sukę. Następnym razem już w locie spadł jak zestrzelony bażant, bo pozwoliłam mojemu odeprzeć atak. Z jednej strony to dobrze że mam w miarę niekonfliktowego psa, który zawsze patrzy na mnie "mamo pomóż" a z drugiej czasem aż się prosi żeby się zamienił w nieobliczalnego psychola... Nie zrobię tego z prostej przyczyny - wątpię w umiejętności obronne mojego psa ;) Ja wiem że on jest duży i z pozoru jest wizja niebezpieczeństwa jakby tak faktycznie zaatakował, ale zbyt wiele razy widziałam go w sytuacjach gdzie z drobnego zgrzyciku wybuchła bójka między psami i jakoś dziwnie to zawsze on ląduje na pleckach albo chowa mi się za nogi z ogonem na sisiorze :D W sumie powiem szczerze że nawet mimo tego nie mamy jakichś łatek, sąsiadki są zachwycone że Wald taki cichutki w domu i nei piłuje ryja, lubią go, zawsze króraś go pogłaska jak się spotkamy, a i psiarze nas już poznają, że można się z nami minąć na ulicy bez problemu bo Wald nie ujada jak dziki na smyczy. Takie bajery o agresjach waldkowych opowiada tylko właścicielka westa, tylko chyba sama w to nie wierzy bo jakby uważała to za prawdę to wątpię że by przez cały czas go tak beztrosko puszczała... Dokładnie - co on winny.... Wald zachęcał do zabawy na początku, ale ile razy można dostać zębami czy patrzeć jak takie małe białe próbuje złapać go za łapy kiedy stoi na własnym balkonie... Teraz już nie będzie z tego przyjaźni raczej.
  20. Puściła puściła...A jakby jednak wybuchła krwawa jatka? Wieeem , to trochę nierealne, szczególnie przy tym że Wald jest miękki a tamten też kozaczny, ale w rzeczywistości chyba po to są smycze i kagańce i my na końcu smyczy. żeby panować. No i zdaję sobie doskonale sprawę że zawsze wina jest po naszej stronie, bo to nasz pies jest większy, jeszcze nic mu nie zrobił a ja już słyszę że mamy opinię agresora... Wald też raczej dąży do ustawek, a nie do walki jako takiej, to raczej sztywne parady - spotkał się z nim na takiej konfrontacji i powiem szczerze że czekałam aż zerwie im się ta cienka nić psiego porozumienia i sie zwyczajnie rozszarpią... Puszczam go w różnych przypadkach do dolatywaczy ujadaczy i powiem szczerze że coraz mniej mam w sobie kultury jak ktoś uważa że ja mam psa pilnować a on nie musi, jak coś dolatuje to niech się liczy pancio że nie wróci, ale tu akurat nie mam odwagi ot tak odpiąć smycz na jego widok i puścić psa bez kagańca do niego...
  21. Ogólnie nie jest do zabronione, taka sama licytacja jak każda inna, choć to faktycznie niefajnie wygląda jak bazarek pusty i nagle 3 ostatnie minuty 100 przebitek, ale taka np ja też tak robię i bynajmniej nie z tego powodu że chcę komuś zaszkodzić ;)
  22. Z wprowadzeniem psa za winkiel żaden problem , bo on sam chodzi jak chce i gdzie chce i nagle zza winkla wychodzi z ząbkami. Ale powiedziałam sobie nie, ja psu krzywdy nie zrobię i go nie tknę ani nie będę nikogo wychowywać, góra to mogę pozwolić mojemu psu odpowiedzieć jak tamten skoczy i o tym wie jego właścicielka doskonale. A nie powiem, owszem, była sytacja że doszedł, a ja popuściłam smyczkę, bo już dośc miałam, i Wald go staranował w krzaczki, czy tam huknął mu czule w odwecie. Po tym faktycznie nas trochę omija, ale też moja postawa to robi - przedtem grzecznie omijałam uważając żeby pieski sobie nie zrobiły krzywdy, w efekcie tamten kąsał, teraz walę prosto na niego, jak nam stoi pod drzwiami i ujada to włażę do klatki z moim i piesio już grzczenie tupta schodkami do góry i tam sobie burczy. Nie znaczy to że odpuścił całkiem, z panią dalej jest dzielny , całkiem niedawno przy takiej akcji złapały się z moim za pyski, więc wcale to nie jest tak że chodzi konsekwentnie łukiem... Ale w kwestii szczekania nam pod oknami ten ultradźwięk mi się podoba.
  23. Ajj nie zdązyłam, padłam akurat chora do łóżka w tym czasie i nie ogarnęłam kiedy się to kończy a kiedy zaczyna. Zresztą, widziałam że chcą wprowadzać jakieś udoskonalenia, bo paniom nie za dobrze jak ktoś licytuje na sam koniec, a ja często inaczej nie dam rady, bo nim się ogarnę że to już koniec i wskoczę na kompa to bazarek mija... Dziś spotkaliśmy się tez z Frankiem - jaki on malutki się zrobił :D Szelki ciotce odebrały dech w piersiach, pasują, kwestia rozciągnięcia pasków, gorzej że łeb nam słabo przeszedł bo to ma takie wiadro :D Ale fajnie mu pasują, jestem zadowolona :):) U mnie taki byczek molosowato dogowaty chodzi bez smyczy, ze starszym facetem, wieczorami go zazwyczaj spotykam i też łykam kluche w gardle, bo pies idzie, gość wrzeszczy "stój, wróć, zostaw..." i wszystko co w takim krytycznym momencie można krzyczeć, a pies idzie przyczajony i nabuzowany na nas i ma go w doopie. Jestem pewna że w razie akcji facet by nad nim nie zapanował, nie byłby w stanie go opanować ani nawet odciągnąć... Zdarzyło mi się spotkać go też na ulicy, ale z jakimiś młodymi chłopaczkami i w kagańcu, więc nawet jak do nas podszedł to się psychicznie lepiej czułam, choć była między nimi spina, ale Wald spacyfikował, a jak gośc ryknął to tamten tez odszedł od rzucenia się. Ogólnie sam fakt tego że np takie psisko jest na dobrej smyczy i obroży - a szczerze mówiąc w takich układach niech ma nawet i byle jak założoną kolczatkę, niż byle jakąś obróżkę - jest budujące. A jak ma jeszcze dobry kaganiec to już zupełnie rarytas ;) W sumie nie wiem po co ktoś kupuje sobie molosa i potem odkrywa że nie daje sobie rady. Przy psie 90 kg jest to do przewidzenia, że jak się nie ułoży to już nie jest zabawa...
  24. Edit : Pokazuję modela w tych oto obrożach tzn w tej jednej ozdobniejszej : I stwierdzam przy tym też że Wald jest chory. To nie jest fizycznie możliwe żeby on był taki grzeczny i opanowany!! Wykorzystaliśmy moment słonka i poszliśmy zanieść do dziadków lekarstwa. Fajnie mi się z nim szło, emeryckim krokiem, chyba zrozumiał że nie możemy się przemęczać bo inaczej znowu będzie kicha. Nawet nic nas nie zaatakowało i nie pogryzło, choć wpadliśmy raz na rogu na babkę z cane corso - znam psa, będzie już miał trochę lat, ale odkąd pamiętam to był agresywny jak cholera... Zastanawiam się zawsze co kieruje takimi ludźmi i gdzie mają rozum. Wczoraj dopiero wpadłam na babeczkę z mastifem, na flexi, miotała się , próbowała go zasłonić, uspokoić, ani w te anie w te, stanęła na środku chodnika i przepycha psa w krzaki... szczerze mówiąc aż mi gardło ścisnęło jak przechodziłam, bo nie wyglądało to na panowanie nad sytuacją, szczególnie jak się ktoś zwraca do psa " jesteś niepoważny!". Dziś ta to samo - flexi rozwinięta, pies na jakiejś pierwszej lepszej obróżce parcianej, kaganiec jeszcze większa atrapa niż ma Waldek i siup na rogu ucieka, wpadła na jakiegoś faceta idącego za nią chodnikiem, ten ją chciał minąć, pies do gościa skoczył :O A potem oczywiście przeszła za nami i szła nam po piętach z wypuszczonym na całą długośc psem. Ja wiem że na flexi jest napisane że utrzymuje tonę, ale jakoś dziwnie zero komfortu, nie mówiąc o tym że jak człowiek chce do domu wrócić to musi kołować po drugiej stronie ulicy, bo strach się odwrócić... Czasem mi się zdaję że to ja wyglądam śmiesznie i nieogarnięcie jak próbuję opanować psa, ale raczej wątpię że ktoś się obawia że go nie utrzymam i się rzuci... A odnośnie Warchliny - jutro jego dzień :):) Obróżkami już się lansuje, ucho które dostał w prezencie już zeżarł, a ja znów szykuję kalejdoskop od narodzin aż po 3 lata z pointerem ;)
  25. Dobrze Ci się wydaje. Wydaje - właśnie. Bo dla mnie west to mały zadziorny i nieustępliwy terier o byczej inteligencji i sorry ale bardzo mało znam westów normalnych takich żeby nie kłapały z furią szarpiąc się na flexi. Wczoraj jak szłam z zologicznego to też do mnie doleciał bez smyczy west , z tym że suka i kozaczył jak mój właśnie lał sobie na krzaczki... Puścić psa? Serio? Puściłabyś swojego? To mnie zawsze interesuje, każdy mówi puścić, a czy ludzie faktycznie cięte na siebie psy tak chętnie puszczają? Mój owszem, nie jest morderczy choć już po tych akcjach nie odpuszcza, ale i tak uważam że pomysł z puszczeniem go wtedy jest średni, bo nawet jak on nie zaatakuje pierwszy to diabli wiedzą co w obronie własnej zrobi. No i właściwie to tylko zaognia wszystko, bo pieski nadal chcą się wyrównać. Jak tak rozmawiałam o tym z tż to przypomniało mi się że na łąkach gdzie jeździłam z poprzednim psem postrachem osiedla był właśnie west. Tam też wszyscy przed nim uciekali, bo panciostwo nie uznawało manier. Do czasu jak nie wszedł do pyska weimarowi którego właściciele wyznawali podobne zasady... Odnośnie trutek i sposobu walczenia z tym poza zgłoszeniami mam podobne spojrzenie - czasem aż mnie to nie dziwi że ludzie tak rozwiązują sprawę jak się patrzy co psy na osiedlach wyprawiają...
×
×
  • Create New...