-
Posts
4292 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Majkowska
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
Dzisiaj do kocurka poszło za posłannictwem mojego taty ponad 2 kg karmy plus siata próbek z royala. Tata mu podrzuca też jakieś odpadki typu skórki z szynki, parówek, ryby itd (spoko,świeże), które dostały by się Waldkowi ale zrezygnował z nich na rzecz kocurów. Szykujemy się też do zbudowania budy, nie możemy pozwolić sobie żeby obok zabawek naszej małej leżały zdechłe ptaki z odgryzioną głową i waliło kocim moczem. W dodatku moczem chorego kota... Mimo wszystko wiem że samą karmą go nie ocalę. Popisałam gdzie się dało z prośbą o pomoc, ale odnoszę wrażenie że moje kontakty ( a ostatnia łapanka miała miejsce jakoś przed 2010 rokiem) wygasły i pozostanie mi tylko schronisko. A tego bym nie chciała bo ile razy karmicielki oddały do schronu kota to nigdy z niego nie wrócił. Te koty się tam nie nadają, to zbytnie dzikusy, optymalnie im gdyby ktoś mógł np podkurować je w garażu lub innym pomieszczeniu gospodarczym... Siedzi mi ten kot okropnie na myśli... Łzy mi aż w oczach stają, bo ciągle mam myśl " a może już po nim...". A u nas deszcz potworny. I znów mam wolne. Jedynien dzień w tygodniu że mogłam coś przed świętami uskuteczniać... A tu kicha, bo pada, małej nie wezmę, a w domu nikogo. Wald nie pobiega... Zresztą Wald nie zasłużył. Wczoraj nam ochrzcił ścianę. Miło powitał mojego tatę kiedy ten przyszedł i zastał wielkie gówno rozlane po panelach i meblach. Starł pokornie (kochany! Ja bym to zostawiła!) i potem o opowieściach opisał to jako "półtora metra kwadratowego i 30 centymetrów wzwyż". Cudownie. Co ten kundel znowu wchłonął!? Tabletkę odrobaczającą o ile mi się dobrze pamięta to dałam mu w pt, więc co po 4 dniach by miał sraczkę? Podałam mu carboactiv i póki co spokój. Znów robi dobre kooopy,więc chyba problem minął. Dobrze, bo już miałam wizję że zjadł trutkę (kilka dni temu coś zwinął z trawnika), ale ja zawsze mam nastraszniejsze wizje jak tylko coś się dzieje, łączę od razu fakty i stwierdzam że zapewne to jakaś nieuleczalna epidemia i wpadam w panikę... -
A psa to juź nie masz tylko motur? :D
-
Też spotkałam taką behawiorystkę,która uciekała przed psem jak na nią warknał... Ale właśnie to co piszecie powoduje takie dramatyczne skrajności - źe pies albo idzie na smaczki albo nie i wtedy wchodzi do gry twardziel z kolczatką i wychowawczo miota nim po ścianach... Te szkoły powinny się łączyç,być adekwatne do charakteru i problemu psa,a nie skupiać się albo na niunianiu albo katowaniu wręcz.
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
Kurde,musze coś zrobić z tym kotem,bo on umrze w męczarniach... A Wald dziś ogólnie ma fioła -wracałam z małą ze spaceru,wypatrzył mnie przez okno i wycie na całe gardło. Jak.otwarłam drzwi to było zaskoczenie,bo zamiast powitania dostał ochrzan i po łbie. Na kolejnym spacerku też zero współpracy a podnieta taka jakbyśmy wylądowali na księżycu... Odnoszę głupie wrażenie że to rozpaczliwe wołanie 'chodźmy w pole!'. Kurde coraz bardziej zazdroszcze ludziom którzy wybiegują psy piłeczką pod blokiem... -
mam to samo. I niestety doszłam do tego przez etapy gdzie z podbiegaczy i rozluzniania sytuacji porobiło się tak że Wald dostawał zębami w tyłek jeśli chciał się wycofać ze starcia i zmuszony był atakować. A Wald niestety jest jak gąbeczka - raz coś zrobi i powtarza i to jest problem, bo ostatnią rzeczą jaką chcę to rzucanie się na psy. Czasem popuścić smycz to dobra opcja ale u nas już jest kilka piesków takich że pójdą z zębami na wszystko, a są malutkie.
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
nie dostanę to chociaż się jej nawdycham... będę tu siedział aż nie wyparuje cała a mała pańcia w tym czasie jest zajęta noszeniem starego wiaderka z igłami sosnowymi i błotem... A tu grzeczny pies waruje przy kotku Kotku... no własnie... przyszedł do nas , a raczej cały czas przychodzi , czarny kot. Chyba ostatni z działkowych dziczków które pamiętam - prawdopodobnie to Batmanek wujek Inusi. Tragiczny widok :( Wyleniały, wychudzony, przerażony, z nosa lecą mu gluty... Ten kot przeszedł już dużo, bo już był 2 razy jedną nogą na tamtym świecie, złapał się do klatki na kuny która spadła mu w połowie ciała i był okres że tylne nogi ciągnął za sobą, łapaliśmy je, kastrowaliśmy. A teraz to... To już nie młody kotek, bo skoro Inu ma jakieś 8 lat to one będą miały minimun 10. To dzikus , więc zazwyczaj nie podchodził do ludzi. Dziś przyszedł i leciał do mnie z niezdrowym obłędem. Jak się szybko okazało był taki wygłodniały że już mu wszystko jedno było ważne żeby dopaść miskę z karmą. Na szczęscie mój tata dokarmia je, bo biedne kociska straciły swoje jedyne lokum - mieszkały dawniej w altanie gdzie przychodziła pani i je dokarmiała za zgodą własciciela, ale facet sprzedał działkę, altanę wyburzyli i nowy właściciel kotów sobie nie życzy, a gdzie nie pójdą to je gonią. Znam je od małego, te koty były tam zawsze, a teraz mam złe przeczucie że znajdę kolejnego (czwartego)trupa na działce, bo biedaki nie mają nawet gdzie pójśc umierać... Cholera, zastanawiam się co zrobić, gdzie szukać pomocy dla tego kocura, w jego przypadku łapanie go i zabieranie do domu byłoby złym pomysłem - już kilka działkowców tak złapalismy i nigdy im to nie wyszło na dobre, a to co karmicielki działały z tozu to poumierały w schronisku :( Muszę uruchomić kontakty, bo ten kot jest na wyczerpaniu. Może gdybym nie była z nim związana przez to że jest rodziną Inki, ale nie mogę go ominąć i tam zostawić. Muszę ojcu kupić dla niego karmę , choć obiecywałam dawno tmu że nie zrobię nam na działce kociego gniazda, a nasza szopka na narzedzia i tak już cuchnie kocurzym moczem, a wszystkie koce są uleżane i poznoszone martwe zdobycze. Właściwie to czasem tak sobie myślę że ten mój ojciec to złoty człowiek - lata do kótów dzień w dzień z miseczkami choć się tego wyrzeka jak tylko może, ale gdyby nie on to właściwie po kotach, one zawsze były jakoś dokarmiane, nawet jeśli nie oswojone... To białe pod jego nosem to ropa :( Cholera, koci katar, cały zglucony aż po pyszczek, a jak oddycha to od razu mi się przypomniało charczenie Franka... Zastanawiam się czy jestem w stanie zrobić coś bez łapania go - tylko nie wiem co, podać leki do miseczki licząc żeby zjadł, zbudować budkę żeby miał ciepło i sucho... Biedne zwierzę, strasznie mnie poruszyło to dzisiaj. -
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
o słonina! Należy się w nagrodę! no odczepcie mi to! dajcieee! czemu to powiesiłaś wyżej?! no przecież musi być jakiś sposób żeby to zdobyć... mamoooo pomóż miiiiiiiii, mamoooooo -
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
a to się dzieje z naszymi kwiatkami... jaaaa coś niszczę? No chyba sobie żartujesz! Jestem grzeczny grzeczniusieńki... -
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
To żeby Walducha nie brakowało to dodam jeszcze dzisiejsze działkowe Spacer dziś tragiczny. Nie wiem o co chodzi, bo ile razy chcę zaplanować wspólną chwilę i jakiejś wyjście niedzielne z tżtem to kosztuje mnie to więcej nerwów niż potrzebne... Kiśka dostała jakiegoś szału, nie chciała iśc w naszą stronę , wyrwała mi się raz i zaczęła pędzić w stronę ulicy, ryk, wrzask " nie chcie!" , kucanie co krok, macanie chodnika a na działce kładła się co chwilę symulując przewracanie i darła się "gleba! gleba!"... Walduch wycie, podnieta jakaś nie z tej ziemi, szarpanie na smyczy, na działce zaczął szukać tego czego nie powinien, najpierw znalazł kawałek gołębia, potem kocią szczękę, a na koniec usiłował przecisnąć się w dziurze w płocie żeby dopaść leżącą dalej padlinę. Potem oszczekiwał drzewo z ostatnim kawałekiem słoniny , usiłował na nie wleźć, a na koniec zagłębił się w swoich dziurach i wykopaliskach... Na wstępie pod wodzą tżta oszczekał też jakąś dziewczynkę, która podjechała do nas na rolkach i wyciągnęła do niego rękę. Nieeee, to jakiś koszmar. Nieraz solowe spacery z nimi dwojga mi wychodzą znacznie lepiej, a tu we dwójkę nie możemy tego zbójnickiego gangu opanować. tak wyglądają nasze grządki gdyby ktoś pytał... a tak skutkuje zagradzanie czegokolwiek przed psem -
Bo ja nie piszę o tym że bałwanów nie ma,bo wszędzie są i to teraz speców do psiej psychiki jest w cholerę, ale podkreślam własnie że to ,że oni są ,oznacza iż my jako właściciele musimy dokonać wyboru tego najlepszego. Nie na zasadzie "lepiej żeby spieprzył psa smaczkami niż kolczatką", bo psa ja sobie sama mogę zepsuć w domu, nie potrzeba za to płacić ;) Mniej więcej napisałeś o tym co i ja - o ludziach potępiających metodę a jednak się w to pchających i potem piszczących na forach że szkoleniowiec szkoli źle. Dziwię się jak słucham czasem ludzi i opowieści "on psem miotał na kolczatce a ja stałam i płakałam" - to po co właściwie się idzie na takie szkolenie jeśli jest się przeciwnym takiej a takiej metodzie?
-
Wg mnie ogólnie żaden człowiek czy pozytywny czy negatywny nie ma prawa wobec naszego psa używać przemocy. Niech mi "skopie tyłek" że go nie wyszkoliłam i rozpuściłam ale psa nie ma prawa ruszać. Ale to moje zdanie i zawsze uważam że szkoleniowiec nie ma mi "robić" psa, tylko uczyć mnie używając psa jako "przekaźnika" tego co chce mnie nauczyć bez względu na to co uznaje. Nie jestem w żadnej skrajności - ani żeby pchać smaczki, ani żeby go szarpać i glebować żeby mu udowodnić swoją przewagę - ale jak czytam nieraz że komuś szkoleniowiec wziął psa i sponiewierał go na kolczacie to sobie tak myślę czy to aby na serio. Szkoleniowiec nie ma prawa być niedouczonym bałwanem - a już właściciela w tym głowa że powinien zapisując psa na takie eksperymenty sprawdzić z kim ma do czynienia. Niedouczony bałwan nie ważne jaką metodą bo i tak zepsuje psa, bo jest bałwanem i nie potrafi się zabrać za to co robi. Potem jest zdziwienie że czemu pies po szkoleniu wychodzi z tego gorszy jak lepszy, a nic nie nauczony właściciel jeszcze to pogłębia. Dla przykładu znam psa którego na szkoleniu nauczyli ....uciekać. Nie pojmuję ciągle jak to osoba szkoląca zrobiła, ale cały powrót do właściciela przerobiła z psem tak że pies za żadne skarby nie wróci do pańciostwa. Podstawa, a ludzie mają zawalone juz całe życie z psem (był szkolony za szczeniaka) i zapewne już zrezygnowali całkiem z jakichkolwiek spotkać ze szkoleniowcami. Ja miałam okazję psa szkolić i u takich i u takich (pozytywnych i negatywnych) i nie uważam ani jednego ani drugiego za lepsze. Wręcz inaczej powiem - są sprawy które z psem mogę załatwić na smaczkach, ale są też takie które wymagają już ostrzejszego podejścia kiedy samo niunianie i smaczkowanie zawodzi. I nie można też zapominac chyba o tym że są różne psy o różnych charakterach i co jednemu da do myślenia i poprawy, drugiego psychicznie zmiażdzy. Ale to już nasza sprawa co wybierzemy, na pewno ostatnią rzeczą na jaką się zdecydujemy powinien być ten niedouczony bałwan wyżej wspomniany ;)
-
Przeczytałam BORDER i gapię się w galerię i myślę o co z tym borderem chodzi, czemu border... przeleciałam z 5 ostatnich stron analizując wnikliwie wszystko i nagle olśnienie, że to BOBER :D Chyba jednak to przesilenie wiosenne :P:P
-
Dogo Canario i Amstaff - Hunter i Sanhez zapraszają
Majkowska replied to YxNinaxY's topic in Foto Blogi
Trochę nierozsądna reakcja ze strony Huntera w takim razie, bo modelowo powinien przyjąć opieprz od starszego samca i spokornieć a nie stawiać się. Ja wiem że dorosłoć, hormony, silny charakter... ale stawiać się do dziadka? ;) Choć u mnie dla przykłady było odwrotnie i całe szczęscie że nie wzięłam mocnego psa, bo by mu kiedyś pewnie nerwy puściły - Am (starszy) pastwił się nad młodszym Waldem aż do obrzydzenia. Karcenie karceniem, ale on np nie pozwalał mu wstać, napić się, rąbał w niego stale zębami, długo trwało żeby się opanował i zauważył że ma ze strony Walda pełną uległość. A Wald też robił jak Hunter - zaczepiał do zabawy, a potem obrywał takie manto, a i tak z tego nic nie wynosił bo jak już się popłaszczył to zaczynał próbę od nowa...- 852 replies
-
- dog
- dogo canario
-
(and 8 more)
Tagged with:
-
Zależy co odpuszczasz jakim psom (właścicielom w sumie). Bo dla mnie nie wszystko jest do odpuszczenia. Np moja sytacja taka że mi psa atakuje wolnolatający west i babka nic sobie z tego nie robi. Przeszkadza mi chociażby temu że kiedy się przeprowadziliśmy ten pies wyostrzył Waldkowi stres i niepewność w nowym miejscu, gnoił go do skutku, aż Wald nie zaczął się odgryzać. Że ten pies sobie lata a ja przez to musiałam zamknąc mojemu drogę do biegania bez smyczy - gdzie to tamten podbiegał a mój był w kagańcu. Ja też zawsze żyłam bez stresu bo wiedziałam że mój pies nawet jakby to odsunie się, gryźć się nie będzie, ucieknie, a atak przekstałci w gonitwę. Dopóki jeden taki gagatek mu nie pokazał że jak się nie odgryziesz od razu to ci to na dobre nie wyjdzie, Nie mam skłonności do paniki, jak idę w terenie i widzę psa to nie robię schizów choć zawsze mojego zapinam jednak na smycz, bo uważam że to fair wobec drugiej osoby, nawet jak coś zgrzytnie to przecież to tylko psy, a my od panowania jesteśmy, ale sytuacja że moj wisi na obroży bo jest większy a coś leci na nas z jazgotem i ząbkami bo jest mniejsze, jest niedopuszczalna.
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
i dalej : Ostatnio moje dziecko zauważyło że robi się wspaniały efekt jak podczas zdjęcia zrobi się paskudną minę. I takie też robi co sprawia że większość tego co cykam nie nadaje się za diabła do publikacji, bo jest tak krzywa że wygląda jak mini potworek w sukieneczce. Wyraźnie ją to cieszy i bawi, a jak tylko widzi że coś cykam to leci wyrywając mi aparat i wrzeszczy " sefi sefi!" co w przekazie prostym oznacza coś jakby "selfie", każe mi obrócić widok na nas i tak powstało już kilka makabrycznych sesji pt " ja i moja mamusia mamy coś z twarzami". Ale to zachowam dla siebie ;) Choć uważam że jej minki nawet te brzydkie są makabrycznie słodkie W sumie z tego wszystkiego zapomniałam coś cyknąć Waldkowi, ale cóż, są piękniejsi od niego. W zamian za to mogę pochwalić się moim malutkim demonicznym kotkiem, którego ostatnio spotkałam na parapecie jak gapił się morderczo : z kotkiem będę miała przyjemność niebawem, bo już chyba ponad rok nie miałam go w rękach i nie poznał smaku tortur, więc najwyższy czas podjechać do nich z zestawem małego fryzjera i zrobić porządek z futrami. Rodzice nie są w stanie, jak Sralę jeszcze jakoś uczeszą , tak z Iną nie da rady, bo to furiatka i od razu strzela po oczach za każde tknięcie jej. Mój tata nawet kupił jej ostatnio jakieś nowoczesne wymysły na sierść w złotych kapsułkach i dawał jej to razem z karmą nasierstną, ale sądzę że beze mnie się tam nie obejdzie. Znów mnie kusi żeby wziąć golarkę i ...na łyso. Obydwa! -
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
a z cyklu Małej Pańci ciąg dalszy, choć te foty takie średnie i w dodatku przerabiane na komórce : ktoś mi chce powiedzieć że to legowisko jest za małe? -
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
To był duży deszcz, taki z tych gatunków co się po nim jest mokrym do majtek, albo inaczej - myśmy tak stali i do tych majtek nasiąkli, a psy zostały dobrze przepłukane. Nie wiem, pewnie za miesiąc go psiknę raz jeszcze , tym razem bayerowskimi kroplami. I nie wiem co z odrobaczaniem ... Dziś podałam tabletkę i ...nic. Spodziewałam się że będzie sraczka, wychodzenie co 15 minut, a Wald dziś zrobił tylko 2 twarde kupska z czego jedno zupełnie małe. Zero jakichś robali , glist i innego życia wewnętrznego. Zastanawiam się czy nie walnąć mu dla pewności badania kału, ze względu na dziecko, choć podobno pies dla dziecka zagrożeniem jest żadnym bo to inne larwy itd. Wald z okazji tego odrobaczenia załapał się na kilka fijologii więcej a nawet wzięłam go potem z młodą na spacerek. I muszę wam poskarżyć że spotkałam dzisiaj na spacerze straszną babę z psem! Zagrożenie dla psiarzy, ostrzegam cały Kraków ,uważajcie na kobitę! To jakaś nieobliczana osobistość, totalnie nieogarnięta, podobnie jak jej piesek! Babeczka malutka, nie cały metr bez czapki, a pies bydle nieogarnięte uwiązane na flexi wypuszczone na calą długość! Szła sobie jak nigdy nic, gapiła się w niebo śmiejąc do siebie, a pies biegł prosto na nas, niewiele brakowało żeby zerwał linkę i nas zeżarł! Pies jakiś mix asta z chartem pewnie, strasznie umięśniony, pewno na sterydach,widać że jakby ją pociągnął to ta mała babeczka za nim frunie, bo to bydle nieobliczalne...Od razu widać że kipi z niego agresja i jakby dorwał to leci na miasto i zabija. Potajemnie zrobiłam im zdjęcie i mam zamiar to zgłosić. Oto ta babeczka, może ktoś poznaje : A serio- spokojnie, jestem z drugiej strony, właściwie bardziej zapięta ja na tej smyczy niż pies ;) I tu w tym temacie powiem że polubiłam naszą flexunię. Kurcze , fajne urządzenie tu na osiedlu gdzie psa trzeba załatwiać przemytem. Przestałam się szarpać z psem,a i ułatwia mi podczas wyjść gdzie w jednej ręce mam młodą a w drugiej psa. No i jeszcze jeden aspekt - daję popis że nie jestem gorsza od tych co pieski z ujadaniem na nas lecą na całej długości smyczy. Ktoś puszcza na całą długość to wicewersal mu. Dzisiaj miałam przyjemność wpaść znowu wieczorem na sznaucerka z jakimś śmiesznym gościem. Odważny typ bo ja bym w sumie nie poszła na większego od siebie psa wiedząc że nie mam jak uciec a babeczka ma go na lichej smyczy. A on poszedł, Wald właśnie szykował się do kupy więc smycz poluzowana i goni po trawniku szukając godnego miejsca, a chłopek włazi nam w wąską uliczkę ( my byliśmy przy jej wylocie, a on dopiero w nią wlazł), gdzie na dobrą sprawę nie ma się jak minąć i ...staje z ujadającym pieskiem i czeka aż go minę - czyli logika wskazuję że muszę iść na niego. No boże, czyż nie łatwiej i przyjemniej było tą sekundę wcześniej stanąć i poczekać, a nie pakować się na środek i szarpać żeby psy się nie złapały (właściwie to tamten tylko się chciał łapać, bo Wald oderwany od fizjologi pędził szybko dalej w poszukiwaniu nowego miejsca gdzie mu nikt nie buczy). U nas ogólnie cudownie spotyka się z psami bo uliczki są długie i węziutkie. O takie np : a tu z cyklu "Mała Pańcia" , czyli jak piesek jest torturowany : To akurat przedstawia nasze ćwiczenia - każę psu się położyć a mała go ciąga za nogę po całym mieszkaniu :):) Dobra, nie , jestem poważna już ;) Heheh mam dziś lekko czarny humor, ale prostuję że to jest powtórka z echa serca - czyli ćwiczenie relaksu na boku żeby już drugi raz hec typu że psa się nie da położyć nie było ;) -
Dogo Canario i Amstaff - Hunter i Sanhez zapraszają
Majkowska replied to YxNinaxY's topic in Foto Blogi
i kotek na spacerze też ? :) Heheh to samo pomyślałam o tym kloszu :D- 852 replies
-
- dog
- dogo canario
-
(and 8 more)
Tagged with:
-
Niestety w takim świecie chyba nie wolno być nie-chamskim. Zawsze byłam za tym żeby grzecznie, ładnie powiedzieć a nie od razu rzucać bluzgami, ale teraz jak widzę tych ludzi i te psy z którymi mi pryszło dzielić osiedle... Może nadal nie wyzywam nikogo, ale już nie jestem neutralna, jak podbiega do mnie piesek i atakuje to też się robię skończoną sierotą i nie moge nad moim zapanować. Tylko niestety to wszystko odbija się na psie potem, choć nie wiem co bardziej - to że pozwolę mu się odgryźć czy skrępuję go i zezwolę żeby był kąsany przez jakieś małe kundle.
-
***Waldemarowy obłęd w ciapki czyli - Popyrtany Pointer Gallery ***
Majkowska replied to Majkowska's topic in Foto Blogi
u nas nie ma dnia żeby nas coś małego nie przyatakowało. W sumie zastanawiam się jakby moje życie wyglądało gdyby to nie był dupowaty Wald tylko np Amor.. Pewnie fruwałoby mięcho i lała się krew, bo Am by się nie dał tknąć tylko nokautował na wstępie przy podlocie. Wald jest wygodny pod tym względem że mądrze rozwiązuje sytuacje, ale czasem żałuję że ludzie przez to respektu nie mają i pozwalają psom dolatywać z ujadaniem, "bo przecież mój nic nie zrobi, a jak zrobi to dobrze, niech tamtego nauczy". Wczoraj też miałam dwie akcje z pekińczykami ale o tym zaraz... Ogólnie jestem wpieniona. Ile razy mam wolne i zaplanuję wojaże to zawsze musi padać. Ten kto tym zarządza ma u mnie mocno podpadnięte... Wczoraj więc znów tylko lotnisko. Ale jestem zadowolona, mimo że zawsze narzekam, że inne psy tam się zgonią do trupa a Wald tam jak emeryt nudzi się. Myślałam nawet wyciągnąć Franchlinę, ale ...on znów przeziębiony!! Wczoraj już naszykowałam się na akcje bojowe z samcami mając na uwagę ostatnie prześladowania laba, więc już wyposażyłam się w linkę i kaganiec (chopo). W kaganiec ubrałam już pod blokiem żeby Wald nie dostawał go znowu tylko do biegania i szarpania. Znów jestem zadowolona z noszenia napyszcznika, bo Wald się opanował, choć nie powiem bo go szarpał. Nie wiem co z tym szarpaniem zrobić - albo zapnę lekko i ma wygodnie więc w przewadze mu nie zawadza, albo zacisnę pasek na chama więc całość leci do góry i już przeszkadza i jest częściej zdejmowana. Na smyczy jeszcze może być lekko , ale jak już go puszczam to on wie co zrobić - odejśc i ściągnąć a potem najlepiej spowodować jakaś hecę. Wczoraj też w związku z tym kagańcem mieliśmy śmieszną sytuację : Idziemy pod blokowiskiem i nagle Waldowi przypomniało się że trzeba to diabelstwo z pyska usunąć, więc zaczął czochrać się o żywopłot, co przykuło natychmiast uwagę jakiegoś pekińczykowatego pieska, którego pańcia plotkowała w otwartych drzwiach klatki do bloku. Żywopłot się skończył,więc Wald nałożył łapy na pysk i w asyscie mojego opieprzu próbował ściągnąć, a pekińczyk wtedy ruszył na nas ze szczekiem. Kobieta oczywiście nic, spoglądała jak Wald trze o chodnik uspokojona chyba widokiem kagańca i nagle.... kaganiec spada i Wald staje oko w oko z tym małym odważniakiem. Natychmiast panią miny zrzedły i chyba samemu pieskowi też, bo od razu go odwołaly i zawrócił :D Chyba będę to powtarzać częściej , bo robi to piorunujący efekt zaskoczenia :D Po dojściu na lotnisko okazało się że jesteśmy sami, więc pozwoliłam sobie zdjąć kagan i moim celem życiowym było porzucać psu dysk, ale mój pieseczek absolutnie nie był tym zainteresowany. Coś go wyraźnie rozpraszało, więc miotał się piszcząc... Zirytowana więc założyłam znów kaganiec i puściłam biegać. Ruszył prosto przed siebie galopem i w mroku widziałam tylko dwa białe tyłeczki - jeden Walda a drugi albo sarna albo zając, choć podejrzewam to pierwsze. Przestraszyłam się, bo to wypadło mu spod łap i Wald wziął to z galopu, ale wystarczył jeden gwizdek i zawrócił. Dobra, napiszę to - jestem z niego dumna , choć chyba mi się już z tego dobrobytu pomieszało bo już coraz mniej to doceniam przechodząc na tryb "tak ma być". Potem przyszła nasza koleżanka bokserka i wilczaczka, więc śmiałam się że wyczyściliśmy łąkę. Wald dziś nie musiał przejmować się konkurencją samcow, więc nawet z dziewcynami pobawił się biegając im za tyłeczkami, z czego też jestem zadowolona. A potem rozpadało się, i to konkretnie, więc wróciliśmy do domu totalnie mokrzy, co rozanieliło pointera bo bycie mokrym oznacza czochranie się w jego ulubionym ręczniczku <3 Wald przemókł totalnie, a ja już po wytarciu go ogarnęłam że chyba jednak nie powinien się moczyć bo ze 3 dni temu był psikany na kleszcze. Nie wiem co teraz, chyba za miesiąc powtórzę, bo się boję że jednak się spłukało. Gadałam tez z wetką o obroży i dziecko i zdecydowałam się jednak na kropelki, bo obroża jest bezpieczna niby, ale jednak dziecko nie powinno zjadać substancji na niej. Więc zrezygnowałam bo nie jestem w stanie uchronić w 100% żeby Kinia się nie przytuliła, nie otarła, nie dotknęła i nie potarła oka albo wsadziła ręki do buzi... A dziś natomiast wsunęliśmy kolejną tabletkę odrobaczającą, więc spodziewam się kilku wyjść awaryjnych, ale mamy na to 2 dni wolnego ;) Za to przez cały okres świąteczny jestem uziemiona w pracy, więc o przygotowaniach nie ma zbytnio mowy, teraz trochę ogarnęłam co wiadome jest że Kinia i tak wszystko zabrudzi, uprałam wytytłane od Waldka firanki tak że przejaśniały 50 odcieni , a z oknami ciągle się umawiam i nie może to dojśc do skutku bo stale dyszcz... -
Jeśli to pytanie do mnie to odpowiem tylko tyle że nie wiem. Ale skoro był tam widziany a ja tam bywam i mam znajomych to nie zaszkodzi rozpowszechniać tam. Osobiście podważam nieco jego bycie tam - przeszłam kawałek wsi, pytałam ludzi, mam znajomych którzy też rozpowszechnili, dużo osób wie o sprawie, chodziłam nawet po bocznych uliczkach i zerkałam czy czasem może coś po podwórku takiego nie lata, i nic... Więc albo go tam wcale nie było i to nie on był widziany, albo był przez chwilę i zniknął i komuś zależy żeby go nie odnaleziono ani też żeby plakaty nie wisiały...
-
A może byś tak ich pokazała na jakiejś focie ? ;)
- 1417 replies
-
Orety a co tu się stało że takie popisane :P Podoba mi się ten psiaczek czarny (szczególnie się uśmiałam ze zdjęcia w locie z łapaniem piłki) , co to jest? Kojarzy mi się z jakimś pikardyjskim, coś mi dzwoni ale nie wiem w którym kościele ;) Wspaniałe zdjęcia razem! Znów Tonic mnie zaskoczył bo wydawał mi się znacznie większy. Co do tej zabawy to Wald też się tak zrobił - dawniej biegał, szalał z każdym i zapraszam o zabawy, a teraz psy go słabo interesują. Tzn lubi jak ma psie towarzystwo, ale jak sobie zwyczajnie jest. Już nawet zrezygnowałam z tej okazji z wybiegów, bo czuję jakbym go na karę zamykała z psami w małym ogródeczki :D A Yuki nie jest zazdrosny o piłeczkę? Kurcze u mnie ostatnio kiepsko, Wald skończył 3 lata i chyba wreszcie dojrzał, bo zrobił się zaborczy - dziura wykopana jego, zabawki wszystkie przejmuje i ucieka z nimi a potem zostawia maksymalnie daleko żeby nikt nie znalazł.