Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. Szczerze to nie wygląda (wizualnie) aż tak źle jak dla mnie. Na wielu zdjęciach zupełnie normalny pies, nie powiedziałabym że coś ma z okiem, ładnie mu sklęsło. Zaskoczona jestem aż że mu te szwy nie przeszkadzają - on to ma pod powieką przecież prawda? Ja też się na oczach nie znam ale coś mi dzwoni że to zabielenie może zejść i wtedy widoczność wraca? Znajoma suka też miała takie białe, bo wbiła sobie biegając w polu patyk w gałkę, miała szyte itd, ale to jej zeszło, widzi normalnie. Oby i w jego przypadku tak było . A co mówią teraz już po zdjęcia szwów i w trakcie gojenia weci?
  2. Ja też pamiętam (nadal informuję znajomych z okolic BB i przypominam o jego sprawie, a każda wyprawa tam = dodruk plakatów i rozwieszanie na nowo), ale czy w jego sprawie były jeszcze jakieś wieści ostatnio? Ktoś go widział, ktoś jeździł tam i sprawdzał, były jakieś kolejne kontrole właścicieli itd?
  3. O rety, przegapiłam taki moment. Czekam więc na nowe wieści. A nowe imię... faktycznie nie pasuje.
  4. aaaa to osiedle jest ogólnie paskudne, ale co zrobię, muszę tu mieszkać i to znosić. Jedna zaleta - znalazłam trochę terenu na spacery takie ala fizjologia tj oblot po osiedlu kiedy np mam pół godziny dla psa przed pracą. Co dzień mamy swoją chwilke rano i wieczorem, a z tego jestem zadowolona. Za to psiarze tu są zupełnie śmieszni - nie ma dnia żeby nie było jakiejś dziwnej akcji : wczoraj wieczorem dla przykładu szli ludzie z 2 psami , jeden nagle się odłączył i wrócił kawał drogi rzucić się na Waldka kosząc po drodze jeszcze suczkę - właściciel ani się nie obrócił! Życie mnie uczy już że mam wszystko w nosie i wyrabia się we mnie jakiś paskudny tupet...
  5. Hello :) U nas wiosna prawie że. Prawie że - jednego dnia słońce, a drugiego szron leży na trawie... Ale nie przeszkadza nam to nadrabiać straconego czasu, wreszcie codziennie udaje się wychodzić gdzieś na godzinkę żeby beztja się wyszalała. Wald wylenił się już całkiem na nowe futerko - jest teraz fantastycznie mięciutki i można go głaskać bez oblepiania się kłakami. Podejrzewam że to zasługa też tej wizyty, bo sierści na stole zostawił tyle że można by z tego było zrobić drugiego psa... Wald wizytę jeszcze przeżywa. Tzn nie ma jakichś specjalnych lęków, byliśmy u wetki na zabawie i smaczkach i nie było źle, ale ja po nim widzę że trochę podmiękł. Niestety Wald tak ma - jeden stres a później się pamięć o tym ciągnie. Więc znów jest trochę mniej ufny, a bardziej popyrtany i móżdżek słabo działa. Bardziej klejny, ale za to wylewa swoje niepewności w środowisku. Tak więc dopiero chwaliłam że jest spokojniejszy do psów a on znowu wita wszystkich z zadartym ogonem i na widok piesków jest ekstaza jak fix. W sobotę biegaliśmy po mojej pracy na lotnisku w psim towarzystwie, natomiast w niedzielę były mega ambitne plany i ... padał deszcz, więc wypady w pola odpadły. Więc była wersja że rano idzie Frank+ Kinia , a wieczorem Wald, a wyszło tak że ciocia stwierdziła że Frank nie może na takie zimno bo się zaziębi i znów pointer załapał się na to na co nie zasłużył. Dzięki paskudnej pogodzie park był pusty i mogliśmy spotkać się w psim gronie - najpierw Wald gonił za tyłeczkiem nibydalmatynce, a potem poprzychodziły też inne pieski , w tym olbrzymi cane corso , którego ktoś mi kiedyś przedstawił jako mastino nad którym włascicielka nie panuje i omijałam go łukiem, a tym czasem nie było tak źle . Piesek faktycznie nie zapałał do Walda miłością, bo jakże kochać opętane białe coś co lata i irytuje, ale było spoko i bardzo się z tego zapozania cieszę , choć ciocia omalże nie umarła ze strachu że tamten się rzuci na Walda i go pożre, ale ja wiedziałam że moje chuchro ani się tam nie zbliży, bo za duży ma respekt. Ogólnie bardzo przyjemna babka i przyjemny pies i przyjemne spotkanie :) Za to wieczorem już Wald nie zabłysnął. Bawiliśmy się do czasu aż nie doszedł do stada czekoladowy lab. Spokojny pies, ale Waldkowi nie spasował już dzień wcześniej. Pewnie dlatego że pierwszy ich kontakt był taki że Wald własnie kopał jak facet z nim podszedł się przywitać i tamten wsadził Waldkowi łeb do dziury. Wald go obwarczał ale potem normalnie biegał w jego obecności. Natomiast wczoraj się wkręcił na niego okrutnie. Może z tej przyczyny że była młoda suka tuż przed cieczką i bawiły się dość ostro podgryzając itd a Waldka nic nie podkręca bardziej jak to kiedy przy zabawie ktoś zawyje i wtedy trzeba lecieć na ratunek. Najpierw Wald obchodził go z zadartym ogonem i oddzielał od suki, ale dostał reprymendę i potem biegał za nimi i już myślałam że jest ok, ale znów zaczął i to coraz ostrzej coraz ostrzej. Zapięłam na smycz a on dostał jeszcze większej wkrętki, szczególnie jak tamte poszły biegać i własnie suka pisnęła... Już nie byłam w stanie go opanować, bo rozpiszczał się okropnie. Przyznam się że nie wiem co w takiej sytuacji własciwie powinnam zrobić. Wald na wszystko reaguje odwrotnie, w jego przypadku najlogiczniej by było puścić i odwoływać udowadniając że nie ma co tamtego napadać, a ja go wstrzymałam i tym wywołałam to że już nie byłam w stanie zrobić nic, musiałam wyjść z lotniska po musztrze psa - a musztrę wykonał genialnie i posłusznie. Ostatnio widuję że wszyscy walą psy na ziemię bez względu na to co zrobią...Aż mi głupio że ja moim pieskiem czasem trawnika nie przetrę bo to chyba modne. O co z tym do diaska chodzi? Serio glebowanie psa za byle g... jest taką metodą? Ludzie przekonani że robią wspaniale, ale mnie się widzi inaczej - piesek pada na plecki, a potem się zrywa i leci zrobić to samo. Średnio urządzające. W sumie Wald pewnie by sfiksował po takich akcjach, wiem co się dzieje jak czasem go przygniotę. Natomiast tu nie wiem czy wreszcie nim nie palnąć na ziemię, bo przegina pałeczkę. Może go podrzucę na szkolenie do jakiejś genialnej paniusi milanowskiej, albo do cioci , bo ostatnio stwierdziła że ona go musi ogarnąć {po czym pofrunęli razem na smyczy } ;)
  6. Bardzo podobają mi się ich fryzurki. Szczególnie ładnie wygląda Tonic :) Ale macie fajny park że pieski sobie latają a baby chodzą z wózkiem i nikt nikomu w paradę nie włazi :)!
  7. Jezu, zadbaj o siebie, bo nie ma nic gorszego niż raz olać zdrowie. Zrobiłam kiedyś to samo i teraz widzę że przez to że byłam głupią małolatą teraz jestem niedomagającą matką i właścicielką psa. A wystarczyło wtedy pójść do lekarza i się wyleczyć. Zdrowie niestety nie wraca, choć jak jesteśmy młodzi to nam się zdaje że z żelaza jesteśmy. A z Finką cała ta sytuacja jest tak pełna dramatyzmu, że ciężko się nie złamać i nie wzruszyć.
  8. Tak k....! Matka z synkiem wychodzi na balkon i zrzucają fotel z 3 piętra... Rozumiecie to ? Czysta patologia.. Już mi sie chyba wyjaśniło kto to wszystko rzuca, te choinki, resztki żarcia... 100% od nich ten fotel, bo mieli dwa a został juz tylko jeden taki sam, a i ja wiem że mieli dwa bo przecież ile razy się w górę spogląda jak ten west drze ryj. No i słyszałam ich na balkonie, nie ma wątpliwości. Ci ludzie mają u mnie taką opinię, że szok, teraz to już się nie będę w żadnym wypadku krępować że trzeba jakaś kulturę wobec nich zachować... No i byliśmy u weta. Wyniki bardzo ok. Wald nie schizował ale był już ostrożny i mało wylewny. Znowu spędziliśmy tam chyba z godzinę,oczywiście były smaczki, biegał luzem po lecznicy (i piszczał ), a nawet z panią doktor robił ochoczo sztuczki. Nie złoto? Wetka która zamiast odpoczywać zachęca do siebie pacjenta bawiąc się z nim w poczekalni i pozwala mu gonić po gabinecie... Jesteśmy zaproszeni jak będziemy spacerować, żeby wpadać na "wet-socjalizację" <3 No i fajnie, bo tanie smaczki mają, zaopatrzyłam się dość dobrze. Jak tylko wykąpiemy małą to idziemy na lotnisko z dyskiem i smaczkami, trzeba się wyżyć i spuścić z siebie wszystkie stresy :)
  9. Co do nowego legowiska jestem pomiędzy decyzją czy jest wspaniałe czy też trzeba oddać je Frankowi. Właściwie nie jest duże, ale Waldowi to pasuje, odkąd nie ma klatki stara się jak najbardziej upchać w kąt i pozwijać w kuleczkę. Tu jeszcze ma boczki które doskonale sprawdzają się pod głowę. Nie wiem, pobędzie tak jak jest i zobaczymy co dalej. I teraz kolej na geniuszowską paniuśkę I byćmoże będę miała jeszcze jedną fotkę, konkretnie tego co wypadlo przed chwilą przez okno. Fotel, k...., fotel! Z mieszkania weścika wobraźcie sobie. To mi się k...nie mieści w głowie.... ...
  10. Zaraz okiem zerknę, dzieki, choć ja nie powinnam już ani grosza... Za to dam foteczki zaległe, bo mi się do tej pory nie chciało telefonu podpinać. Dziś Waldemarek taką stójkę na osiedlu zrobił do gołębia wędrownego, czym znowu zbulwersował jedną paniusię. Mam chyba mocno na pieńku z babeczkami którym włażę w paradę gdy rzucają stare żarcie ptakom, ale cóż tu zrobić, szłam akuratnie jak paniusia wysypała wór jakiegoś syfu w wąskiej uliczce ( a właśnie że tam lubię chodzić, bo jest spokój i blisko kosza!) że ani obejśc ani zawrócić. Natychmiast 50 gołębi, kawek, wron, i ten nieszczęsny gołąb. I ta stójka. I ta baba - od razu to zauważyła i wzrok seryjnego mordercy że pies się na gołąbki przyczaja. A Wald ani drgnie, dopiero przy nodze powoli podeszliśmy i jak diabelstwo się zerwało to usiadł czym jeszcze bardziej zagotował paniusię, bo aż gęba ją swędziała żeby nam dogadać a skończyło się na prychaniu i mruczeniu pod nosem... Ahh lubię to osiedle - na jednej ścieżce rowerzyści jak wariaci slalomami, na drugiej przechodzić nie wolno bo jadalnia dla ptaków... Ale za to mój tata mi załatwił wybieg dla pieska - znajomy koło jego garażu opuszcza działkę i powiedział że bramka jest otwarta więc możemy z pieskiem wejść. Fajnie, pewnie skorzystam, bo mi brak jak diabli terenu pod domem gdzie Walda mogę puścić. A tu polujący na sloninę na działeczce i legowiska - proszę o głosy które lepsiejsze :)
  11. Ale Wald miał 2 razy już usg robione plus prześwietlenie przy dysplazji i nic nie robił. A tu, wszyscy fajni , smaczki, a Wald taka heca... I co lepsze - to nie był jakiś cholerny stres. Żarł leżąc na stole smaczki, jak mu pozwoliłyśmy wstać to wcale nie zeskakiwał ze stołu i nie uciekał w panice a stał i merdał ogonem, a jak już zszedł to pomimo otwartych drzwi nie wyewakuował się tylko poszedł sprawdzić stojącą w rogu klatkę. Nie wiem co to miała być za histeria, zobaczymy dziś jak pójdziemy czy się będzie zachowywał normalnie czy też nie. Wiesz że wytłumaczyłabym? Nasza wetka jest właśnie taka, dba żeby jednak te pieski nie kojarzyły jej jako mordercy, zawsze smaczkuje, bawi się, pozwala psa puścić żeby poszperał po gabinecie, nie naciska na czas, no chyba że to jest nagła sytuacja ratunkowa i trzeba się spieszyć. Ona pogada, dopyta, pozna zwierzaka i jego nawyki, nie jest tak że wchodzisz i wychodzisz, ona wie z jakim psem na do czynienia, wie na ile sobie może pozwolić itd. M.in właśnie dlatego za nią się przeniosłam. Gdzie ten wątek? Rzućże linkiem ;)
  12. Oj, trochę martwiące wieści, prawdę mówiąc wzięłam już za pewne że jednak wyjdzie z tego bez szwanku. Ale Czekunia ma rację - poradzi sobie - choć ja nadal trzymam się w przekonaniu że jednak jego młody organizm dokona cudu.
  13. No i jesteśmy po. Dwa umęczone trupy- ja padłam i pies padł...Co się działo u weta to będę chyba długo miała złe wspomnienia, a pies do gabinetu już chyba nie wejdzie. Oczywiście poszłam za wcześnie - mój ojczulek miał o 13 pogrzeb kolegi więc poganiał jak najprędzej, w efekcie tego wyszłam o 10 a byłam tam już 20 po (wlekąc się okrutnie i robiąc milion postojów na wąchanie). Już na wstępie drogi przyczepił się do nas menel z siatami. Widziałam że jak tylko wyszłam z naprzeciwka to chce skoczyć w naszą stronę zainteresowany psem, więc poczekałam jak przejdzie na tą stronę chodnika co myśmy szli i jak tylko wdepnął na krawężnik to przeszłam na drugą. Nie udało mi się minąć, bo podrzucił tylko toboły i już przeleciał za nami wrzeszcząc " to rasowy! to rasowy jakiś bedzie!!". Usiłowałam ukrócić odpowiadając "noooo..." i już chciałam popędzić dalej, ale nie udało się. Całe osiedle lazł za nami wygadując " eee to taki na łańcuch się nie nadaje!! Nie można! bo to rasowy! No, a ten, a ludzie bydlaki na gnoju trzymają, na metalowym łańcuchu....To są potwory nie ludzie, jak takiego psa można..." itd itd, aż wreszcie gadka nabrała nieco pretensjonalny ton " ale to nie ja was zaczepiłem! To on mnie zaczepił! ja nie zaczepiam na ulicy bo ja kulturę ..". Zgubiłam go dopiero hen hen daleko, prawie że pod gabinetem. Ale pod gabinetem drugi babsztyl mi się napatoczył jako że długo czekałam na otwarcie i Wald zwracał uwagę bo siedział dygotając i popiskując. Kucnęłam więc koło niego i głaskałam go delikatnie i nagle - olśnienie moje, cudowna nauczycielka życia - " PSA NIE WOLNO GŁASKAĆ JAK SIĘ BOI!!!!!". Obracam się i stoi baba i mi tłumaczy że głaskanie psa w sytuacjach stresowych wzmacnia lęk i przekazuje kanony psiej prawdy najwyższej jako że ona jest oświecona a ja nie . No dziękuję . Wpierw nie reaguje ale wreszcie jak mi suchą książkową teorią dalej ciepie to jej grzecznie wytłumaczam , że mój pies nie dostaje obłędu ze strachu tylko ogólnie jest życiowo obłąkany i próbuje zaakcentować mi że już blisko jesteśmy naszych terenów bieganiowych a nagle zeszliśmy z trasy i stoimy na parkingu z jakichś dziwnych przyczyn. Już myślałam że rozjaśnię, ale co słyszę : "aleeeee dziecko! Niemówże mi takich rzeczy, bo ja psy znam aż za dobrze, od niemowlęcia mam psy...." itd że paniusia zna psi język i w przeciwieństwie do pospolitego ludu umie go odczytać bo ma szerokie głębokie i podłużne doświadczenie, a to że mi RADZI to nie obraźliwie a z dobroci do zwierzątek. Wnet bym ją posądzała że zechce wejśc z nami do gabinetu żeby skontrolować czy nie pogłębiam psu lęku (dodam że pies nawet nie wiedział że tam jakiś wet jest) ale na szczęście uratowała nas wetka i jej asystentka otwierając gabinet. Żeby było śmiesznie mój zepsuty pies z pogłębionym lękiem przywitał się z nimi radośnie i wparował do kliniki zadowolony. Wizyta opóźniła nam się bo jeszcze przed nami przyszła babka z buldożkiem i z pół godziny dopytywała o różne rzeczy, więc nim się wetka ubrała do nas itd to już mieliśmy poślizg. W gabinecie już się zaczęło problematyczne przestawianie łapek - Wald ma skłonność do tuptania, więc pobranie krwi udało się po dwóch nakłuciach i krwiaku, bo jak tylko poczuł że go coś ukłuło to się musiał szarpnąć. Mimo wszystko po tym dostał ciasteczka i zakochany w paniach wetkach podryptał luźno bez smyczy do gabinetu obok na echo. Nazwałam go gabinetem mordu, bo tam już wcale nie było wesoło. Postawienie psa na stole, ok, wszystko ok, do czasu jak nie zechciało nam się go położyć na boku. Wald i przymus to złe połączenie. A miałam nawet proponować że zrobię to na smaka, tak jak przy innym prześwietleniu, że kazałam warować, a potem na zdechł i zostać. Złapanie za łapy i majtnięcie psem na bok natychmiast zaowocowało protestem i walką. Ochrzciliśmy wetce pazurami i toną sierści nowituki stół, a i bałam się że ochrzci jej twarz, bo tak wywijał kopytami... We trzy leżałyśmy na nim podrzymując go a i tak udało mu się parokrotnie wyswobodzić i wstać. Właściwie wtedy się uspokajał, bo przy całości była tragedia - dotknięty nażelowaną końcówką do usg zaczynał wyć i nerwowo tłuc ogonem. Do tego wszystkiego jeszcze wyginał się i wierzgał, tak że już myślałam żeby odpuścić, ale wetka wytrwale uspakajała i stała się zrobić jak najlepiej. W sumie taka pani doktor to złoto. Skarmiły go chyba milionem smaków, zrobiły wszystko żeby pies był spokojny i leżał i nie kojarzył tego źle. Bo to własciwie było potrzebne, a Wald powyginany ,dyszący, trzęsący się, piszczący i szalejący nie dawał wcale dobrego obrazu na monitorze. Mimo wszystko udało się na końcu kiedy kazałam mu usiąść na stole, wtedy się też uspokoił i przestał na moment szarpać. Wynik dobry, jak się okazuje bardzo zdrowe serduszko, a to co wyszło kiedyś źle... Jak to wetka powiedziała: tamta doktor dała ciała. Okazało się że jakieś ichniejsze parametry pomiaru były ustawione źle, więc stąd wyszły przerosty jednej komory,nierówne bicie itd itd. Jestem spokojna. Wald też uspokoił się zaraz po zejściu ze stołu, wtrąbił kolejną porcję smaczków i poszliśmy się płacić (i tu powiem że zapłaciłam znacznie mniej niż się spodziewałam ). Jutro też nas to czeka , bo zostawiłam książeczkę chcąc zdążyć zmienić dziadka przy małej żeby mój iśc na ten pogrzeb, ale czasowo tak się rozjechaliśmy że nie zdążył. Za to więc jeszcze dziś z okazji dnia pointera kupiłam mojemu maluszkowi 5 kg żarełka (przepłaciłam bo aż 18 zł za kg) i materacyk. Kaganiec odpadł bo jednak nie pasował, za duży. Z kolei materacyk chyba za mały, ale wyjdzie w praniu, póki co Wald w nim śpi, ale jakby się okazał nie teges to ma kto dziedziczyć ;)
  14. A ja bym oddała :P:P Choć pewnie zupełnie inaczej bym gadała jakby kto postawił mi idealnego Waldka w mini odsłonie ;) Ale w sumie podziwiam Tyśka za rozsądek i dokładne analizowanie sytuacji. Ja zawsze wychodzę z założenia że jakoś dam radę, może nie biorę drugiego psa (choć przecież jeszcze niedawno miałam 2), ale wiele osób np twierdzi że w obecnej sytuacji ( a brałam w bardzo korzystnej) nie powinnam mieć Walda, bo to nie warunki dla niego. Tylko prawda jest taka że ludzie zawsze wiedzą najlepiej, choć nie wiedzą nic...
  15. No własnie, a coś z tym okiem jest jeszcze wiadomo prócz tego że jest zaszyte ?
  16. Jezu napisane niczym instrukcja rozdzielania pitbuli podczas walk :D:D A serio - całkiem niedawno byłam w jarzyniaku i coś z facetem wyszło o ząbkach i o tym czy mała już może gryźć sama owoce, potem przeszło na temat ząbków i gość powiedział że jego dziecko jak mu wyszły zęby to go tak użarło że trafił do szpitala z krwiakiem. A ja sobie wtedy przypomniałam jak Kiśce wyrósły pierwsze zęby i taka podniecona pakuję jej łapska do buzi a ona wtedy zacisnęła szczękę... nie mogłam uwolnić palca, boże jak mnie ukąsiła! Teraz nas już nie gryzie, albo czasem, ale przeważnie jak leci na mnie z zębami to robię tzw "nóż" - wyprostowaną ręką "tnę" ją po brzuchu, a ona wtedy się zwija z chichotem. Wie że nie warto gryźć bo wtedy i tak wyląduje znokautowana na ziemi :D Za to u nas ostatnio strajk - młoda nie chce kaszki rano wcale. Tylko szynka, parówa... jajko nie, nic innego nie.
  17. Nie wierzę że coś takiego kiedyś usłyszę od mojego malutkiego mutancika :D Może wasze chłopaki jakieś słabe po prostu :P A Kiśka dziś wstała koło 6, odmówiła zjedzenia kaszy wrzeszcząc "pałówy dać!!", a potem wszystko co jej dałam wywalała na ziemię. Pół biedy , ale Walduch ma być na czczo do 11 i coś mi się zdaje że jak tak dalej pójdzie to będzie ciężko, bo młoda aktywnie go dokarmia. Nasza biedna śmietniczka , dopiero teraz uświadamiam sobie jaka to potężna stacja utylizacji resztek pokarmu i że właściwie jemu daje się mnóstwo żarcia - a to sucha kromeczka chleba, skórki z parówki od Kini, skrawki mięsa z obiadu itd.. Wiem, to wielki żywieniowy grzech, ale inaczej nie potrafię, Amor nauczył mnie że jeżeli zjem kanapkę to końca to niewątpliwie stanie mi w gardle ;) Wald na szczęscie nie jest aż tak wymowny w żebractwie, ale z tyłu wcale nie pozostaje. Mam nadzieję że dotrwamy w diecie do 11 i Kinia nie dokarmi go niczym (no trudno, dla dobra psa do tego czasu nie dam jej jedzenia :P). Jeszcze pozostaje mi odnaleźć jego stare wyniki badań - te na których po bieganiu wyszło chore serce , a już za pół godziny u innego weta było wszystko w jak najlepszym stanie ;) Ale powiem szczerze że za diabły nie wiem gdzie one są, tak jak i nasz rodowód (do którego muszę różne rzeczy pilnie powbijać, bośmy naosiągali i świat o tym nie wie),więc póki co Wald jest rasowy bez rodowodu ;) Aaaa no i bez badań,certyfikatów i dymplomów - byle kundel jednym zdaniem ;) Aaa i zapomniałam - u nas piękna pogoda, więc humory dopisują a spacery się kroją. Nawet mój tż z przyjemnością wyszedł o 5 rano z psem, a następnie uraczył mnie esmesem , z którego uśmiałam się setnie : "Wspaniały łowca bażantinich i król suchego pola był na kupie i sikaniu" - mamy taki zwyczaj że zawsze się informujemy czy pies był czy nie, coby podwójnie nie chodzić, choć ja i tak to robię.
  18. Eeeeee robi wrazenie!
  19. Byłas w krk i nic nie dałaś znać? Ej cholera co jest,czemu sie wszystkim wszystko komplikuje?!
  20. Będzie dobrze,wszystko jakoś przetrqacie. Choć najgorsze juz chyba za wami,co za ulga.
  21. Am robił tak samo,znam to - bez reakcji,niby ignor a nagle skok i już trzyma psa i szarpie. Choć Leda tylko kąsa z tego co pamiętam? Ja już zaakceptowałam chyba to że żeby było ok musi być co jakiś czas dziko... Jejku straszne z ta alergia.
  22. Nie patrzą na was dziwnie jak sobie takie dzikie sportyw parkach uprawiacie? ;D
  23. Eee cholera napisałam posta na pół dogo i mi skasowało a w wersji komórkowej chyba nie ma opcji zapisania treści... No nic. Powtórzę. Nie zamawiam karmy przez neta pewnie dlatego że sama nie wiem dokładnie jaką chcę. Póki co Wald je royal a wątpię że znajdę gdzieś taniej niż 16zl za kg i to z gratisami. Poluję na ten totw nadal. Jesli sie to pokryje z moim napływem gotówki to kupię,ale póki co nie wiąże się jedno z drugim. Teraz zresztą kasa idzie na co innego - jutro wybieramy sie na wielkie badanie do weta. Jak się okazało nasza pani doktur dorobiła się swojej własnej kliniki nieopodal nas i to bardzo korzystnie dla mnie bo mam rzut beretem. Jestesmy umówieni na przegląd,odrobaczanie ,krew i wreszcie to echo. Koty już ostatnio były,więc mam stado z głowy. Oby tylko Wald niczym nie zaskoczył tfuntfutfu. A ostatnio zaskakuje. Miło zaskakuje. Wiosna idzie,baby z cieczkującymi sukami wałęsają się nam pod oknami,a Waldełko stonowany,chyba się zestarzał. No i grzeczny jakiś taki.... odwoływalny,kontaktowy,z psami się dogaduje, zaakceptował kantarek, popyla dzielnie na flexi i nawet nie ciągnie, a na działce przestsł kopać tylko leży i się wygrzewa w słońcu. Za to żeby była równowaga to naskarżę że przedwczoraj na działce mimo zakazów wtrąbił 4 kawały ubiegłorocznej zaschniętej ptasiej słoniny, natomiast wczoraj wciągnął coś pod blokiem,co już 2 drugi dzień pokutuje żołądkowo. Natomiast dzisiaj rano zachowywał się jak ciężki oszołom,ale chyba wybaczę bo wpadliśmy na westa... Miła sytuacja bo nam stanął na drodze jak już przekręciłam klucz w zamku,więc jak już usłyszałam wrzask to nie wiedziałam w którą uciekać. Wald na jazgot tamtego zaczął wyć i ...uciekać. Bynajmniej nie ze strachu a raczej na zasadzie oddalenia się od pokusy. W każdym razie spacerek zepsuty bo cały czas uciekaliśmy... Dziś wieczorem odbijemy na lotnisku.
  24. Oj,ten szczegół przeoczyłam. Już wziełam za pewne że to jakieś gowienko ujadajace tak jak u mnie...
×
×
  • Create New...