Jump to content
Dogomania

Majkowska

Members
  • Posts

    4292
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Majkowska

  1. Wciąż trzymam kciuki. Chyba ogólnie po zabiegach na oczy długo jeszcze trzeba uważać z wysiłkiem itd. Ahhh ja też mam takiego sasiąda w klatce,wiem jaka to uciążliwość choć powiem szczerze że mnie już przestało zależeć żeby uratowaç tamtego przed pogryzieniem....
  2. Ten maluch to Er? Jakie on stójki na zdjęciach robi ;) I widać że grzebane w ziemi bylo , bo nos coś brudny :D
  3. Chętnie zerknę na bazarek z dziecięcymi ciuszkami - ale chodzi mi głównie o piżamki ZAPINANE Z TYŁU, bo nasza mała się regularnie się ze wszystkich rozbiera. Rozmiar powyżej 74 jakoś.
  4. Alduch z tego obecnego materaca zajmuje jakąś 1/4 , reszta jest pusta i zajmuje tylko miejsce więc teraz już nie biorę taaaaakiego , tylko tyle żeby się zmieścił zwinięty w kulkę plus coś tam rozłożył. I chyba zdecyduje się na taki gąbczasty "miseczkę" obudowany po bokach. Dziś u nas pogoda piękna. Wreszcie jakoś się to skumulowało - że ja mam wolne i jest ładnie, bo do tej pory jak tylko miałam wolny dzień to nie dało się w żaden sposób wyjść, a jeszcze znów zaczęłam kaszleć więc super... A dziś wyspacerowałam wszystkich. Walduch był nawet 2krotnie na fajnych spacerkach,bo rano towarzyszył mi jak poszłam wyprowadzić pointery hodowczyni, a potem jeszcze goniliśmy po osiedlu. Ostatnio aktywnie używamy flexi, mam dośc krępowania go, wszystkie kundle latają bez smyczy i kagańca a on jak ten debil zawsze przy mnie grzecznie. Teraz kicham to, puszczam go na całą długość i mam w nosie. Dziś mieliśmy dużo spotkań z psami i powiem że jestem zadowolona z jego ogólnych relacji - a dwa razy doleciał do nas piesek z ujadaniem i w dodatku właściciele jacyś nierozgarnieci ( pierwszy gość rzucił do mnie "może się nie pogryzą?" mimo że to jego pies właśnie biegł z ząbkami do większego - aż chce się odpowiedzieć że nie zdążą bo mój jest bardzo agresywny i zmiata każdego kto mu szczeka przy doopie, druga babka znowu jakieś brednie zaczęła wygadywać jak jej suka przeleciała jezdnię do Waldka że ona to o zabawkę robi, że broni czegoś, że to z ciekawości, takie powitanie, dopiero jak wystawiła solidnie zęby to ją zabrała że nie ładnie się zachowuje). Jest paskudnie tutaj jak chodzi o psy, miałam napisać że jak na wsi, ale na wsi przynajmniej pieski chodzą same i przeważnie nie mają na tyle odwagi żeby się rzucać... Za to spotkałam znajomego z yorkami i podsunął mi fajne miejsce do puszczenia psa ukryte niedaleko mnie w osiedlu, więc mam zamiar to obadać :) Walduch towarzyszył mi dzielnie , a u hodowczyni otrzymał prywatną klateczkę i tam został odstawiony na czas kiedy ja poszłam spacerować z jego morderczym braciszkiem. Prawdę mówiąc spodziewałam się że będzie panikował, piszczał itd, a on był całkiem zadowolony, wepchał się tam nim rozłożyłam koce i siedział aż nie wróciłam. Nie ma to jak kojcowy pieseczek :D Wymiana psów mi znów uzmysłowiła jak bardzo one są inne. Wald jak śledź, pokurczony i zcharciały , a tamtem dumny , dominujący niczym solidny rotweiler. I jednak stwierdzam że wolę Walda i spacery na smyczy z nim są wcale nie takie uciążliwe jak mi się wydawało ;) Po wyspacerowaniu jego brata znów nastąpiła zamiana i wróciłam ze swoim pieseczkiem do domu i wymieniłam go na Kinię :D Kiśka to jest dopiero szogun, całą drogę wrzask "samaaaaa!" , bo ona nie będzie jechać w wózku tylko chce sama chodzić. Myślałam że zwerbujemy na spacer ciocię z bulwą, ale nie udało się, za to zaprosiła nas do domu na naleśnika,więc jak Frank nas zobaczył to omal nie zacharczał się na śmierć. Wyskakał nas , szalał z zabawkami, żygał pijąc naprzemiennie, a na koniec jeszcze rozpędził się za Kiśką po czym skoczył jej na plecy, a jak upadli to zaczął ją gwałcić. Myślałam że młoda będzie płakać ale usłyszałam tylko radosny chichot... Ciocia niestety nie dała rady wyjść z braku czasu i spacer przepadł. Pojechałyśmy więc na działkę , a tam już ją puściłam siamą i wyszalała się. Myślalam że Wald robi na działce spustoszenie ale jednak nie, są lepsi od niego. Kinia dziś goniła po działce ze starą psią miską i zbierała doniej błoto i trawę, upaćkała się niemilosiernie, a potem przerzuciła się na kolekcjonowanie szyszek... Z hustawki nawet zrezygnowała, za to tak poszalała że w domu padła. W domu znowu zmiana - na Waldka. Oczywiście pod drzwiami wpadliśmy na naszego westa, ale Wald go ominął pomimo że tamten ujadał jak wściekły. Po spacerze wszyscyśmy padli :D A jutro wolne, ale wcale nie zwalniamy. Szykuje się wet ,o ile będzie termin, i to stadnie, a potem mam zamiar się wybrać do zologa po karmę i materac o ile jeszcze mi coś w portfelu zostanie, a może nie zostać, bo robimy echo i inne badanka okresowe więc podejrzewam że nam wyjdzie sporo...
  5. Nie poprawiacie wtedy dzieci ani nie układacie ich inaczej? Ja zawsze się denerwowałam o to że młoda pokrzywi kręgoslup, przydusi się poduszką czy nawet że wstawała potem ze ścierpniętymi rękami i sztywnym karkiem, na szczęście ten etap już jej minął.
  6. Czytałam to co pisałaś ze zgrozą, dobrze że już stabilniej. Nie sądziłam że zrobi się aż tak groźnie... Rownież trzymam kciuki.
  7. ciociu Amigo, te baranki sa przepiękne! Już lecę na bazarek!
  8. Angi - w takie tereny? Nawet jakby to odnoszę wrażenie że i tak masz łatwiej, bo nie musisz gnsć przez bagna i zaorane pola do psa robiącego stójkę :P nichya - kurcze nie wiem jak to fachowo sie nazywa, nazwę mam na końcu języka i ..nie przypomnę sobie. To Wald własnie lubi się zagrzebać. Rozkosić tak żeby miec pod pachą większość koca, łeb na podwyższeniu a tyłek to se leży na gołej kracie. Dlatego nie mogę mieć nic miękkiego bo on to zmiażdży, roztarmosi i będzie wpychał pod siebie. Nie chcę też za sztywnego, stąd pomyślałam sobie o takiej tradycyjnej misce z wysokimi bokami które sobie zmiętosi pod głowę. Na tym co ma leży tak w kąciku jakby chciał się otulić, dawniej jeszcze spał na plecach to zajmował powierzchnię, a teraz kulka i tyle. A widziałyście te legowiska w których można się zakopywać? Taki "kojec" , drewniane boki a w środku pozwijany materiał. Fajne, ale już widzę jakby się to czyściło. Niby za każdym spacerem psu wycieramy łapy, a po polu go myję od spodu, czeszę regularnie, zmiatamy podłogę jak wariaci,legowisko codziennie wytrzepuję, a jest w domu tyle kłaków i piasku błota, że szok. Dzisiaj wzięłam juz odkurzacz i ... odkurzałam panele. Prawie jak moja teściowa która zamiatała dywany... Ale musiałam te wszystkie pojedyncze ziarenka piachu powydobywać ze wszystkich szczelinek bo mopy i miotły nie dały rady. Wald też się załapał na odkurzanie - stał jak u masażysty i wyginał dupsko, a ja ściągałam z niego kłaki. Strasznie lubi odkurzanie, w sumie dobrze że nie mamy dywanów bo by mi za każdym razem głowę zawracał, szczególnie że teraz mamy odkurzacz wyższej technologi i można ustawić siłę ssania i dopasować go do psa :) A pies miał dzisiaj swój dzień, bo zaraz po tym zabiegu pielęgnacyjnym dostało mu się wybitne danie - chciałam mu ugotować mięsko (ścinki) które biorę z masarni od czasu do czasu, a pomyliłam woreczki i zamiast tego dostał chyba z pół kilo szynki , którą dopiero kupiłam nie żałując funduszy bo był naprawdę elegancka...
  9. No to pora wyglądałaby dobrze, przynajmniej dla mnie. Moja chodzi od początku spać o 19 i wstaje ok 7-8 rano przesypiając całą noc. Wiadomo że to się różnie nam stabilizowało, ale zawsze dbałam o stały rytuał - kąpiel o konkretnej godzinie, mleczko i spanie. Nie jestem za przeciąganiem - wg mnie ma to odwrotny efekt, u nas teściowa to praktykowała, co doprowadzało mnie do szału. Mała już robiła się senna więc ona ją brała na ręce i rozbudzała twierdząc że jak ją wymęczy to będzie mi lepiej spać... Efekt był taki że dziecko mi oddawała a ja potem miałam do północy zabawę bo mała chciała spać ale była tak znerwicowana że już wpadała we frustrację i zasypiała dopiero jak nie miała siły ryczeć... Teraz już godz 19 i ona sama idzie po wanienkę, wydaje komunikat "spać" więc kąpiemy i łóżeczko. Warto też żeby dziecko miało własnie swoje stałe pory spania, mi pasowało koło poludnia bo wtedy robiłam sobie obiad, zjadała i szlyśmy na spacerek. Teraz nam się zdarza że mała nie śpi praktycznie wcale, albo idzie spać ok 16 ale też nie jestem zadowolona , bo budzi się o 18 i co dalej - kąpiel, spanie? :D
  10. i jeszcze jedno A co do "obróżki" tej którą zamówiłam to preszukałam internety w poszukiwaniu takiej i nagle mnie olśniło, że przecież Franky miał taką i mam jego zdjęcie pod ręką a ja szukam jak wariatka : w linku duże foto http://pointerypl.weebly.com/uploads/2/4/6/0/24608607/7807061_orig.jpg A jak juz tak debatuje o gadżetach - zastanawiam się nad tym legowiskiem. Chce raczej mniejsze, bo to co Wald teraz ma zajmuje całe miejsce, a on zwija się w rogu w kuleczkę. Chcę jakieś o wymiarach 90x60, myślę teraz czy brac klasyczny ponton , czy bardziej płaskie, czy może "miseczkę" czy może wziąc bardziej kanapową wersję żeby było na czym łeb położyć, bo Wald lubi jak ma wyżej. Są jakieś propozycje?
  11. Dobra, obiecałam jakieś foty to proszę uprzejmie jako że mój ojczulek naprawił mi laptopa ( jak się okazało po resecie wszystkiego ustawiłam złą datę i byłam duuuzo do przodu, więc wszystko było "nieaktualne" i blokowało ). Jak widać obróżka przeszła chrzest bojowy. Poweim tylko że nie spodziewałam się po niej tego, ale wsadziłam do pralki i jest jak nowa... Żeby ten materiał coś się zepsuł, sprał, zdarł... Nie, nic , absolutnie nic! Ta druga obroża też zdaje egzamin na 8-kę - wczoraj byliśmy kawał od ulicy a odblask świecił tak że na całej polanie było widać tylko te 2 paseczki. Jest super :) Cóż, to mało istotne, ale przyznam się że zginęly mi gumiaki i ostatnimi czasy wybieram się na te łąki w adidasach... Tu właśnie Wald na każdym spacerku się topi :D
  12. Dokładnie to samo! U nas przecież też gruba zasłona, ciemnofioletowa, jakiś len chyba i żeby słońce przebiło to musi dobrze poświecić, a ona 5 rano i już. A o której kładziecie waszego małego? I ile ma drzeme w ciągu dnia?
  13. Ładne foty, jakie ona ma bułeczki na łapkach :D Ja przy Waldku nauczyłam się że im on bardziej szaleje tym ja bardziej flegmatycznie do wszystkiego podchodzę, bo jak się wkurzzę, szarpnę krzyknę to mam zupełnie odwrotny efekt. A czasem go puszcam w pieron żeby się wyszumiał i odchodzę, a on wtedy się spostrzega "ej ty chyba chcesz mnie zgubić, nie dam się!" i wpycha się do kontaktu ze mną. A nie wybieracie się do Krk?
  14. Wiem wiem, doczytałam, ale nadal nie wiem o co chodzi :P Suszy? ciocia czymś suszonym handluje? To ja już pw piszę, proszę odetkać skrzynkę i oczekiwać wiadomości ;)
  15. Jakie ładne foty. To jakiś nowy aparacik czy pogoda tak odświeżyła wszystko? Orzech laskowy jest pycha! Dawniej nałogowo piłam cytrynówkę i miętówkę ale już mi przesżło. Natomiast porzeczkówka i grejfrutówką są takie średnie jak dla mnie.
  16. Masz chyba rację, to ja mam awarię, bo moje cudowne dziecko zrzuciło laptopo i widać jak piszę,że coś nie jest do końca z nim ok. Heheh no wlaśnie, taka gapa , kochane to jest <3
  17. Haha teraz dzieciaczki będą wcześniej wstawać, bo wcześniej jasno się robi, więc nie pośpimy. Przynajmniej moja - bo zimą jak ciemno na polu to spała i do 7 a nawet i dłużej, czasem nawet jej nie widziałam rano, bo musiałam iśc do pracy. A teraz... ani kawy, ani się uczesać, bo już po 5 słyszę " nasikała!" z jej pokoju. I lecę prędko, bo Kinia teraz tak robi - nasika albo zrobi kupę, więc rano zszarpuje sobie pizamkę, zdejmuje pampersa i tak z gołą dupiną leży, a czasem zdarza się jej siknąć na pościel. Dzisiaj już ubraliśmy taki pajac że cięzko zdjąć bo ma tylko 3 guziki z tyłu, ale wiem że prędzej czy później i tak to pokona. W temacie odkrywania się jeszcze : My mielismy w domu bardzo zimno, a Kinia za diabły nie dawała sobie przykryć rączek. Żadne rękawiczki ani otulania, rączki musiały być na wierzchu, czasem były jak sopelki ale musiały być odkryte... Koc też zrzucała ale jakoś zawsze umiała się sama przykryć, ewentualnie wkręcić pod ten koc, więc przyznam się że nie znam zbytnio wstawania w nocy żeby przykrywać. Teraz jak ma już swój pokoik to jeszcze bardziej śpi jak chce.
  18. Leśnych nie mam :( Tylko pola, bo pies myśliwski przecież nie do lasu tylko W POLE! Półżartem półserio, ale jednak coś w tym mieście jest. Gdyby z psami myśliwskimi tak cudownie i prosto się żyło w warunkach miejskich to raczej byłoby ich więcej. A nie jest. I sądzę że to nie tylko kwestia ich specyfiki, ale też tego że miasto nie oferuje zbyt wiele dla takiego psa - mam właśnie przyjemnośc się przekonać po tej przeprowadzce, bo dokąd mieszkałam w naszym zakątku podwawelskim to Kraków wydawał mi się rajem na ziemi dla pointera : pod nosem pola, bażanty, tereny, zalew... I czasu miałam w cholerę :( W mieście jest kicha, poważnie jest ciężko. Da się ale trzeba w to sporo włożyć. To już trzeba wtedy się pokwapić gdzieś dalej, psa wyszkolić... no problem to jest. Z drugiej strony większość hodowli jest umieszczona własnie w mieście, ci ludzie z którymi zdarza mi się w polach spotykać to właśnie mieszczuchy, wcale nie mieszkają na odludziach, nie prowadzą własnego rancza i wbrew wszystkiemu też chodzą do pracy na kilka/naście godzin. Nawet osoby polujące nie gonią jak z piórem non stop, wręcz bym czasem powiedziała że 2 polowania do roku i tyle, a reszta to psy siedzą i czasem to mój mieszczuch od nich więcej ma kontaktu z bażantami - ba, spotkałam kilku myśliwych którzy na polowania chodzą właśnie sami, a ich psy "polujące" spacerują sobie w ramach rekreacji lub przesiadują w kojcu. Z kolei pieski mające do biegania areały wcale nie są szczęśliwe,przekopują ogródki a i nie biegają 24/24 tylko raczej odpoczywają na świeżym powietrzu. Sam taki pies bez człowieka niewiele zrobi. Jasne że fajnie jak ktoś ma ogród, bardzo fajnie, ale nie ma to wg mnie aż takiego odbicia w drugą stronę - że jak pies mieszka w mieście to jest niewybiegany. W tym co się ogólnie mówi jest dla mnie sporo przesady. Samej mi się wydawało że pointer jest mutantem i musi gonić aż nie padnie trupem bo inaczej jest niewyżyty. I Wald gonił tak i niewiele nam to dało prócz tego że starł sobie poduszki a im więcej biegał tym bardziej był nakręcony na jeszcze i za cholerę nie potrafił wyjśc z trybu pracy i przestawić się na tryb normalnego psa. Fajne były wycieczki, pola, ale tak patrząc przez pryzmat czasu to widzę w tym przesadę - a to też niezdrowo jak pies się nie potrafi opanować, bo on może mieć popęd, ale musi też umieć być zwykłym psem. Sami hodowcy robią tak samo - godzina w pole i koniec, czasem te psy nie wychodzą już nawet poza ogródek, albo idzie tylko jeden ze stada, i jakoś psy żyją. Może sobie schlebię, ale uważam że teraz się nam to wszystko unormowało i jest w miarę dobrze : jest praca w polu, jest odpoczynek w domu, są spacerki takie o żeby pobiegać z pieskami. Przyznam że chciałabym żeby było tego więcej, ale też bez przesady. Widzę różnicę jak patrzę na Walda kiedysiejszego a tego teraz : dawniej dzień w dzień była wkrętka, pole i nic innego, wracaliśmy i już mogliśmy iść znowu, teraz wie że mamy swoje dni, ale też jak nie pójdzie to nic mu się nie dzieje, potrafi położyć się i spać bez nerwów i amoku. Potrafił nawet przez ponad miesiąc jak byłam chora nie biegać i ciągle nie mogę uwierzyć że tak ładnie się dostosował do trybu. Nie wiem, może się już starzeje, ale mnie się to podoba. Poprawił się na wszystkich płaszczyznach . Teraz jak idziemy w pole to Wald daje z siebie wszystko - jest praca praca, bez hecy, ładniej współpracuje, jest coraz staranniejszy, czuję że robimy to razem a nie że puszczam niewyżytego psa który dopiero co wczoraj rano godzinę pływał, popołudniu biegał 4 h w polach a wieczorem jeszcze 2 h biegał z psami w parku... Jak idziemy na osiedle to nie ma szału, on wie że to jest tylko przejście rekreacyjne, pobawi się patykiem, coś ze mną porobi, interesuje się smaczkiem. To jest fajne, takie racjonalne. A tego chyba trzeba w przypadku takiego psa. Czemu dużo ciężej ogarnąć? Że ma większą siłę? Minus dużego psa to głównie to że ciężej go gdzieś puścić :( Niestety. Jak idziemy z bulwą luzem to nie ma jakoś bulwersów że mały pies lata, natomiast Wald już nie jest miło widziany, nawet w kagańcu. Choć ostatnio widziałam faceta który szedł z bulwą identyczną jak Frank i młody gość szedł z naprzeciwka, a bulwa popylała przed panem. Facet tak się przestraszył że zatrzymał się i wnet by uciekł, stanął wbity w ogrodzenie aż bulwa przeszła ignorując go całkiem. W sumie pomyslałam że biedny człowiek, choć tak szczerze nie pojmuję jak można się bać buldożka? Franka ok, bo on charczy jak traktor, ryczy, pieni się, leci do ludzi... ale tamten był miły i widac było że spokojny. A z newsów : Pochwalam Waldemary ;) Wczoraj wiecorem byliśmy na lotnisku. Ahh bosko, teren cały dla nas, jakiś biegacz tam w oddali gdzieś gonił i tyle. Wald pięknie tam doszedł, bez zbędnych ekscytacji, a magię to zawdzięczam kantarowi. Co lepsze w tym kantarku go puściłam żeby dla picu coś na pysku miał, a on ani razu nie potarł ryjkiem, ani nawet nie próbował ściągnąć :O W dodatku fajnie biegał, a ja wykorzystując fakt że nikt się na nas wreszcie nie gapił (mam nadzieję!) wsadziłam słuchawki w uszy i tanecznym krokiem biegaliśmy razem. Wprowadziłam Walda w podobny do mojego nastrój, bo strasznie zakochany nagle we mnie, grzeczniutki aż miło, na gwizdek elegancko, poszalał i już mieliśmy wracać jak pojawiła się 8mc bokserka. Stwierdziłam że dobra, pobawimy się chwilę i idę, bo zabawiałam tam już ponad godzinę, ale zabawa wcale się nie kleiła bo Wald zaczął poszukiwania myszyb i znikł w swoim świecie. Spacer nam się lekko przedłużył bo potem jeszcze przyszedł kolejny bokser (ten nasz znajomy własnie) i jeszcze wilczaczka. Wald w przewadze zajęty swoimi sprawami ale pobiegał troszeczkę, za to zadowolona jestem z niego jak ładnie się zachowywał. Choć miałam mu za złe jak z olbrzymim wdziękiem podszedł do boksera i na beszczelnego w akompaniamencie wyrkotu swojego kumpla wyrwał mu patyk z pyska, a potem trzymając go jeszcze też zaczął warczeć a nastepnie go przejął i ...wypluł kawałek dalej. Wald ma ten paskudny zwyczaj że zabiera innym psom rzeczy dla zasady. I co dziwne nigdy jeszcze za to nie dostał po łbie (od psa, bo ode mnie to i owszem ), bo robi to w takich pląsach i tak odwraca uwagę że zawsze mu się to udaje a potem nikt nie może go dogonić. Zawsze na wybiegach mam problem z ludźmi którzy nagle lubią rzucić piłeczkę wśród 20 psów... No i o dziury jest zazdrosny, bo jak wykopie to teren już jego, więc jakby kto podszedł to zaprasza do zabawy, ucieka kawałek a potem zostawiając tamtego psa wraca sobie kopać dalej... Mam nadzieję że nie będzie to nasz ostatni spacer, bo wczoraj wymarzłam diabelnie, a co chwila mnie boli gardło... Już dziś nigdzie nie poszłam, choć miałam w planach jeszcze jakiś spacer i zologa. Wczoraj byłam, bo chciałam (nim wydam mój miesięczny zastrzyk gotówki)kupić mu karmę, legowisko i woreczki na kupska, ale wyszłam ze sklepu po chyba 15 minut stania. A szkoda bo byłam zainteresowana kilkoma rzeczami i chciałam żeby mi sprzedawczyni pokazała asortyment do wyboru, ale niestety jak weszłam to było małżeństwo z małą dziewczynką i kilkoma siatami ciuchów dziecięcych które ta sprzedawczyni przeglądała... Niepotrzebnie powiedziałam że poczekam, bo nie chciałam angażować jej żeby jeszcze mi wyciągała do tego wszystkiego materace, a chciałam pooglądać i popytać, ale nie dało się, bo co skończyła to otwierali kolejny wór. Dziewczynka natomiast stała pod klatką z papugami i co chwila podskakiwała a ptaki zrywały się w popłochu z wrzaskiem rabiąc o kraty... Wreszcie zagotowałam się wyszłam, bo mnie coś ogarnia jak widzę że stoją rodzice i pozwalają gówniarze na takie coś. Aż szkoda że ja się nie odezwałam, ale jakbym to zrobiła to by już miło nie było a nie po to przyszłam... W każdym razie stojąc wypatrzyłam całkiem przyjemny kaganiec, muszę podejśc kiedyś przymierzyć na Warchlinie, bo to może być coś na lato.
  19. Dobrze wgrałaś ostatnie foty ? Bo ja ich nie widzę, tak jakby brakowało I w IMG. Za to widzę że dorobiłaś się nowego avatarka - bardzo ładny. Hehe, śmieszny jest Gutek, wyrosło takie bydle, w klacie jak dwie szafy, łeb jak wiadro, a on taki pocieszny, śmieszy mnie jak na niego patrzę i czytam jak potyka się o własne łapy. Dobroduszny olbrzym :):)
  20. żyjecie to pokazujcie się częściej ;)
  21. Raczej tak. Mamy dośc sporo bucików i mniejszych i większych, więc zakładamy różnie, ja bardzo patrzę żeby nie byly za małe, bo już tesciowa mi ten nawyk wyrobiła. Na bosaka też chodzi koślawo :( Nigdy tego nie robiła. A teraz idzie na przodach stópek i bez przerwy się potyka, dawniej ją puszczałam samą i szła, a teraz bez przerwy lezy - kilka dni temu na chodniku rozwaliła sobie wargę, bo runęła jak długa... Martwi mnie to, wybieramy się do ortopedy...
  22. Nam się Kinia zawsze strasznie rozkopywała, więc też dopiero śpiworki podziałały. U mnie było jeszcze gorzej, bo np w nocy potrafiła wleźć teściowa i jej narzucić drugi koc - rano lub w nocy się budziłam i nie widziałam dziecka spod tego! Natomiast lekarki zgodnie twierdziły że skoro się odkopuje to nie chce kołdry i nie trzeba jej dawać. Któraś ostatnio pisała o tym że jej dziecko zaczęło brzydko stawiać stópki - nie mogę tego znaleźć, a chciałam poczytać, bo Kinia coś własnie zaczęła brzydko chodzić, szura przodami, zawija nogi do środka, często się przewraca.
  23. No i koniec fot. Zepsuło mi się fejsidło, jednak Kiśka się przyczyniła do awarii sprzętu... Jak sie wali to wszystko. Dziś na dodatek mi w bankomacie wciągnęło stówę, z którą miałam lecieć poprawić sobie humor na zakupki... Super, mam nadzieję że jakoś mi to zwrócą, choć tak naprawdę jak oni dojdą do tego że to mnie brakuje a że np ktoś nie wziął więcej, jutro idę składać reklamacje do banku. Aaa i jak już narzekam to dodam że jutro mam wolne, a zapowiadają deszcz. A ja zaplanowałam wyjście małymi na działkę a potem spacer z Warhliną. Warchlina natomiast zdziczał, usiłuję go opanować ale on porywa się na wszystko z taką euforią że w rzeczywistości go tylko opieprzam raz za razem. Ćwiczymy nadal wytrwale i o ile go nie zabiję wcześniej to może się to uda ogarnąć. Nadrabiamy teraz z ruchem , którego mu brakło przez nasze choroby, akurat dobrze się układa czasowo i oby tak dalej. Ze zdrowiem warchla nic się nie dzieje, obserwuję go ale się wyrównał i nic mnie nie niepokoi. Wprawdzie wczoraj rano jeszcze raz sikał dośc dużo, ale teraz juz jest w normie. Swoją drogą przy tym wczorajszym sikaniu znów mieliśmy tzw przyjemność. Wyszłam z bloku, a tuż za nami wychodził jakiś chłopak (student?), Wald od razu kucnął na trawniku pod blokiem i okazało się że nie jesteśmy sami - z chłopakiem wyszedł tez west i został przy nas. Sam tradycyjnie, a pani pojawiła się dopiero za chwilę, bo musiała być jeszcze pod mieszkaniem jak ten już wysmyknął się z wychodzącym studentem. W pierwszej sekundzie konfrontacja (wzrokowa) była ostra, west nawarczał, nakopał ziemi sikając i zaczął iść na Walda z przyczajką i wyrkotem, ale na szczęście się pojawiła paniusia ze swoim "chodź zostaw pieseczka". Już myślałam że będą się gryźć bo on wcale nie miał zamiaru za nią iśc i dośc się wkręcił w atak, ale jak tylko Wald się wysiurał to się rozeszliśmy z naciskiem na naszą inicjatywę. W sumie powiem wprost - miałam taką dziką ochotę puścić tą smycz że aż się dziwię że tego nie zrobiłam! Kusi mnie... A już myślałam że ta babka faktycznie jest ciut ostrożniejsza żeby nasze pieski się nie spotkały... A jak już o psich newsach mówię to mam jeszcze ze wczoraj sytuację taką : Idę z psem wieczorem pod blokami ciotki, wpadam na grupkę psiarzy, psy nas obszczekują, mijamy więc na krótkiej smyczy przy nodze. Potem wpadam na jakaś babkę z psem, pozwalam się Waldkowi przywitać , i co słyszę ?? : - " ojejku, a czemu on cały czas na smyczy, przecież on biegać chce..." Gapię się na babkę lekko zaskoczona czy ona aby serio to mówi i odpowiadam że przecież nie puszczę takiego psa w środku osiedla, bo zwyczajnie się nie da. Na to dowiaduję się że ten pies jest bieeeeeeedny, bo jak można kupić takiego psa i nie puścić go nigdy, całe życie na smyczy, no jakże to tak, przecież on potrzebuje biegać a nie tylko pod blok na krótkiej smyczy!! Jedna pani drugiej pani powiedziała...że Majkowska nigdy nie puszcza swojego psa, bo one na własne oczy widują jak on ciągle pod blokiem na smyczy. Taka legenda " o tym piesku co go ta babka nigdy nie puszcza". Sława mnie oniesmiela... Dobra, przyznaję się - okłamałam was. Te foty z pól itd to fotomontaż, robię zdjęcia Waldkowi w mieszkaniu (konkretnie w ubikacji bo on tam mieszka) i wklejam żeby być fajna. Sory, chciałam być taka jak wy, każdy coś robi z psem, ćwiczycie, wystawiacie, nie chciałam być gorsza :( Wybaczycie? A na koniec jeszcze mam jeden hit. Moja mamusia dzisiejsza, czyli co usłyszałam o suce sąsiadki w wieku Amora (dodam że suka ma na imię Kora, ale moja mama ma swoje nazewnictwo) : " wiesz... ta Czarunia jest już bardzo chora... w okolicy jąder zrobił jej się guz nieoperacyjny". Uśmiałam się choć nie powinnam.
  24. Serio masz ją już tyle i dopiero teraz pierwszy raz miała na sobie smycz , czy to ja źle zrozumiałam? Ojć :( Czasem się zdarzają takie wstrząsy, że rzadko? A ja własnie jestem często ostrzegana u wetów żeby np nie walić psom wszystkiego naraz itd. Nie sądziłam że to jakieś mało spotykane... Tak czy siak u szczeniaka każde coś jest groźne, mam nadzieję że wyzbiera się z tego szybko. I rozumiem że Morus nie ma szans się zarazić nawet jak teraz był po chorobie i tez mu spadła odpornośc ze szczepienia? W sumie chyba wszyscy się cieszą jak piszesz że domek nie wypalił... ;):)
×
×
  • Create New...