Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. To chyba było chwilowe zawirowanie. Dziś już jest taka sama komitywa jak przedtem. One sobie ułożyły stosunki, Psotka nie zbliża się do talerza Juki (ale Juka do miski Psotki jak najbardziej! Ona nie ma zahamowań! Tylko Dziunia budzi w niej respekt.), jak napisałam w Szerloku - pocieszycielu, gorące uczucie, którym obie suczki go darzą jakoś ich nie dzieli. Widać, że żarcie ważniejsze niż facet! Psotka nadal się brzuchem nie interesuje, tylko zrobiła się jakaś taka bardziej nieśmiała, jak o wchodzenie do domu chodzi. No i, biedna, bez przerwy musi nosić obróżkę, która została jej nałożona pod narkozą (sic!). Chcę, żeby się przyzwyczaiła, skoro ma nie być psem podwórzowym, ale domowym. Nie za bardzo jej się to chomąto na szyi podoba, no ale trudno. Chyba mi już jednak wybaczyła wszystkie straszne przejścia z ostatnich dni, bo przychodzi na przytulaski. To bardzo miła suczka.
  2. Tak wygląda ponad siedemnastoletni Kajtuś po ostrzyżeniu. Ale muszę Wam powiedzieć, że antybiotyk zdziałał cuda, staruszek wcale nie jest w tak marnej formie, na jaką wygląda! Apetyt ma doskonały, mniej robi pod siebie, chętniej chodzi na spacerki. Znaczy się, jego czas jeszcze nie nadszedł. A tak siostrzana miłość, której wydaje się nie zagrażać nawet wspólne uczucie do Szerloczka!
  3. No już! Psotka okazała się jeszcze większą wariatką niż Juka - pani wetka nie mogła jej niemal okiełznać po wybudzeniu. Ja przyszłam z powrotem jakiś czas potem, a Psotka jeszcze miotała się bezprzytomnie po podłodze. Została wysterylizowana,zaczipowana i odkołtuniona. Wszystko za jednym zamachem. Jeszcze ją trzeba odrobaczyć i szczepienie na wściekliznę i będzie cywilizowany pies! Na razie leży na podłodze i baranim wzrokiem gapi się przed siebie. Wzbudziła chwilową agresję u Juki (?) swoim zapachem (rozumiem, że "szpitalnym"), aż musiałam wrzasnąć wielkim głosem, bo brała się do kotłowania rannej. Brzuchem się nie interesuje. Mam nadzieję, że tak zostanie.
  4. Przebywanie w budzie nie, ale nuda tak. I tęsknota za państwem opiekuństwem. Fakt, wszystko zależy od charakteru psa, są takie, co najlepiej czują się w ciepełku na kanapie, ale Psotka z pewnością do takich nie należy. Już abstrahując od jej dobrostanu bądź nie, czarno bym widziała stan mieszkania tych państwa po jednym nawet dniu w samotności, zważywszy na to, co te dwie wariatki (to prawda, że się wzajemnie nakręcają) zrobiły z moim domem. A ja jestem w nim praktycznie non stop! Najnowsze osiągnięcie (Juki): zgubiona obroża ze znaczkiem od szczepienia i zaczipowania. Mało mnie szlag nie trafił, jak to zobaczyłam. Nic to! Będziemy szukać, jak wrócę ze sterylki. Trzymajcie nadal kciuki!
  5. Oj Konfirmie! Nie irytuj się. Znasz mnie już na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że muszę z siebie "wyrzucić" emocje, a najlepiej mi się to robi na piśmie! Oczywiście, że to nie był dom dla Psotki. Pani Irena chciałaby malutkiego pieska, nawet jej obiecałam, że się rozejrzę wśród "psich" znajomych, jednak, biorąc pod uwagę ich nastawienie do zwierząt, nie zrobię tego. Niech sama szuka, może w międzyczasie dojdzie jednak do wniosku, że póki pracuje i większą część dnia spędza poza domem, to nie bardzo nadaje się na opiekunkę. No chyba, że znajdzie na swojej drodze jakieś psie nieszczęście, to wtedy lepiej, żeby siedziało w domu nawet samo, niż miało ryzykować utratę życia na ulicy. Tak było z moim pierwszym psem, Rudym, ukochaną znajdą. Siedział po 10 godzin w domu sam, ale wychodził na godzinne spacery trzy razy dziennie. A ja i tak zmagałam się z okropnym poczuciem winy, że męczę zwierzę. Psotka wczoraj się mnie bała, do wieczora nie pozwoliła się do siebie zbliżyć, ale dziś już mi wybaczyła. Jutro będzie kolejny problem, bo jedziemy na sterylkę!
  6. NIE, NIE i jeszcze raz NIE! Więcej mnie na to nie nabierzecie! Od dziś jestem DS-em Psotki, proszę więcej nie dzwonić w sprawie adopcji, bo to już nieaktualne. Trudno, nie będę DT dla innych piesków. Przynajmniej dopóki Kajtek i Dziunia żyją. A podejrzewam, że i potem nie. Nie nadaję się. Mało nie przyprawiłam biednego zwierzaka o zawał - Konfirmie ona JEST psem wiejskim, to bez znaczenia, że od półtora miesiąca chodzi na spacery. Miasto wprawiło ją w takie przerażenie, że obawiałam się o jej zdrowie psychiczne. Wysmyknęła się z obroży, bałam się, że wpakuje się pod samochód, nie dawała się złapać, nie chciała wchodzić w żadne drzwi, porzygała się w aucie, musiałam ją wszędzie nosić (12 kg psa), a po tym wszystkim okazało się: a) że jest za duża; b) w planach jest trzymanie psa w domu z jednym spacerem rano i jednym wieczorem. Co z tego, że po pobliskim lasku (trzy sosenki na krzyż). Chociaż pani Irena jest bardzo miła, z ulgą opuściłam jej mieszkanie. Tak naprawdę to zastanawiam się, po co im pies, skoro jedno pracuje, a drugie siedzi cały czas na działce. Biedna Psotka - wolna i swobodna jak wiatr - miałaby tkwić przez całe dnie na 50 m2 samiuteńka. Po moim trupie!
  7. Psotka jakby wyczuwała, co się święci. Łazi za mną i zagląda w oczy. Trochę mi przykro skazywać swobodnego, wiejskiego psa na miejskie ograniczenia. No ale jest młodziutka, to na pewno się przyzwyczai. Byle byli dla niej dobrzy (jeśli, oczywiście się na nią zdecydują). Dzięki za duchowe wsparcie. Co do imienia - Juka ma bardzo "statyczne", a rozrabiara z niej taka sama jak z Psotki. Przecież rozwaliły mi ten telewizor we dwie!
  8. No właśnie. Dlatego dzisiaj, mimo że się umówiłam na wizytę z nim, pojechałam sama po lekarstwo, bo mu wyraźnie pomaga. U wetki są dwa urocze kotki. Po raz pierwszy widziałam je w czwartek, a drugi dzisiaj i wydały mi się znacznie większe! Zdaje się, że takie młodziaki rzeczywiście rosną jak na drożdżach.
  9. Szkoda, szkoda. W związku z tym chyba schowam dumę do kieszeni i postaram się o zwrot za sterylkę. To 300 zł (ze zniżką!), czyli nie w kij dmuchał. Chociaż absolutnie przeraża mnie ta biurokracja.Chyba, że poczekam aż moja angielska siostra zrobi czystkę w szafach i przyśle mi masy fantastycznych ciuchów dla chudzinek i zrobię bazarek. Ciuchy będą głównie czarne, szare i białe, rozmiar 36 ( w porywach 34!), mam jednak nadzieję, że znajdą się kobitki o tak eterycznych kształtach i upodobaniu do niemal monochromatycznych ubiorów. Za to niezłych gatunkowo. Malagos, Twoja opowieść o wizycie do lekarza mnie rozbawiła. Znam inną równie zabawną: lekarz do matki jednej z moich znajomych: Pani K..ska, co pani ostatnio pomagało? I wypisał na to receptę. To się nazywa konsultacja medyczna!
  10. Kochani! Jutro jadę do Legionowa zaprezentować Psotkę ewentualnej nowej pańci! Moja imienniczka, na emeryturze, ale pracująca , mieszka tylko z mężem, ma 9-letnią wnuczkę, która marzy o psie, a mieć go nie może, bo tatuś uczulony na sierść! Trzymajcie kciuki za powodzenie wyprawy. Jestem już strasznie zmęczona tymi dwoma rozrabiarami - w nocy skasowały mi telewizor. Kupiony pół roku temu. Za 1600 zł. Zrzuciły go ze stolika i zrobiły dziurę w matrycy. Nie nadaje się do naprawienia, bo koszt wyniósłby 3/4 ceny, czyli bez sensu. A wszystko to w pogoni za Koloratką, której wyraźnie było zimno na dworze i postanowiła schronić się w domu. Nieskutecznie, a kosztownie. Tak że bardzo proszę o mocne trzymanie kciuków. Pani Irena zakochała się w zdjęciu Psotki, niech to uczucie przejdzie na oryginał!!!
  11. A cóż to za mistrzów informatyki dogo ma? Co to znaczy "nie zezwoliła zabrać głosu"? To się dzieje w sejmie, ale na dogo??? Kajtuś nadal odsypia wczorajszą traumę. Chodzę sprawdzić, czy oddycha, bo oprócz zjedzenia śniadania, nie ma żadnych znaczniejszych oznak życia. Ale jeszcze dycha, jest więc nadzieja .
  12. Jak tam przeziębienia? Mam nadzieję, że ta dość jednak nagła jesień Was nie rozłoży na obie łopatki. Czego i sobie życzę. Czy ktoś wie, co zrobić, żeby mi się nie pojawiał tekst poprzedniego posta, kiedy zaczynam pisać następny? Strasznie to irytujące.
  13. Koloratka przychodzi na posiłki. Czyli jest może nadzieja, że jak się zrobi naprawdę zimno, wróci na stałe. Kiedy wczoraj wróciłam z Kajtusiem, reszta stada niezwykle się uradowała. Postawiłam go na ziemi, a wszystkie psy rzuciły się obwąchiwać to obce stworzenie, które zjechało zamiast znanego staruszka. Najbardziej intrygowały je ostrzyżone na łyso uszy. Do tej pory wąchają, co to takiego. Kajtuś znosił to nagłe zainteresowanie swoją osobą ze stoickim spokojem do czasu. Potem zaczął się "odgryzać", tzn. kłapał tymi swoimi trzema zębami na krzyż w różne strony w nadziei, że może na kogoś trafi. W nocy spał spokojnie, nie narobił nigdzie. Może istotnie trzeba go podleczyć antybiotykiem i niech sam zdecyduje, kiedy ma nastąpić koniec ziemskiej przygody.
  14. W desperacji - Kajtuś znowu narobił na tapczan - pojechałam z nim do wetki z twardym zamiarem uśpienia go. A wróciłam z psem leczonym antybiotykiem i... ostrzyżonym! Wygląda jak siedem nieszczęść, okazało się, że nie waży już 18 kg, jak przedtem, tylko 10, ma długie, chude pyszczydło, krzywe nogi i jakieś guzki na całym ciele. Pani wetka bardzo nieentuzjastycznie podeszła do pomysłu usypiania psa. Stwierdziła, że póki je - a apetyt mas niezły - to niech sobie jeszcze pożyje. Gdy zabrała się do strzyżenia (był naprawdę strasznie skołtuniony, a mnie nie dawał się dotknąć) okazało się do jakiego stopnia miała rację. Musiałyśmy go trzymać we dwie, tak się wyrywał! Do śmierci mu jeszcze daleko! Dostał więc zastrzyk przeciwzapalny, przeciwbólowy i antybiotyk, bo ostatnie siusiu było brązowe i krew w kale (ale jasno czerwona) i wykonanie wyroku zostało odłożone. Jutro dostanie antybiotyk w tabletce, a w sobotę mam go znowu pokazać. Teraz biduś śpi. Strasznie go ta wizyta zestresowała, mnie zresztą też i też pewno niedługo walnę się do łóżka. Dobranoc! PS Teraz już i Koloratka się wyprowadziła, nie ma jej od przedwczoraj.
  15. Ja też. Ale to dlatego, że przestałam łykać witaminę D! Przez jakiś czas zażywałam ją w piątek, świątek i niedzielę, nie bacząc na to czy słońce się pokazało, czy nie i W OGÓLE się nie przeziębiałam. Muszę do tego wrócić i Wam też polecam.
  16. Malagosku, jesteś po prostu odkrywczynią! Też się muszę tam wybrać, ale ja na piechotę, bo wodniak ze mnie żaden. Ale to dopiero w przyszłym roku, jeśli wcześniej SZLAG MNIE NIE TRAFI! Jak ja nienawidzę wiatru!!! Czuję się przy tej wichurze jakby ktoś mi widelcem szarpał nerwy. Na dodatek Czorty nadal nie ma, Koloratka siedzi na szczycie schodów na strych i się drze (może jej też wiatr na nerwy działa), Juka znalazła wielki kawał wieprzowiny z kością i wtranżoliła ją na deszczu, a teraz rozłożyła się jak długa na tapczanie i śpi (mokra jak siedem nieszczęść, jak sobie możecie wyobrazić, podobnie zresztą jak reszta towarzystwa, bo odbyliśmy oczywiście obowiązkowy poranny spacer w ulewie), natomiast Psotka z uporem maniaka plącze mi się pod nogami za każdym razem kiedy wstaję z krzesła. WRRR! Chyba zaraz kogoś ugryzę.
  17. Czorta znowu zniknęła. Koloratka siedzi non stop na strychu i skarży się, że jest sama. Co ja biedna mam jej na to poradzić? Powoli dojrzewam duchowo do sterylizacji Psotki. Boję się, żeby też nagle nie dostała cieczki. Chyba zrobię to w tym tygodniu lub przyszłym.
  18. No właśnie! Wrzaski mojego sąsiadka Jacka na szczekające Benię i Utę, które nudzą się jak wściekłe mopsy, bo nigdy nie wychodzą na spacer, mimo, że nadnarwiańskie łąki graniczą z ich ogródkiem, doprowadzają mnie do szału. Zwłaszcza, że są bardzo głośne i bardzo chamskie. Że też ludzie nie potrafią przejść do porządku dziennego nad pewnymi zjawiskami. Gdyby choć te krzyki odnosiły jakiś skutek! Ale przecież podekscytowane psiaki najczęściej nawet ich nie słyszą. Wrzeszczący człowiek tylko robi z siebie idiotę, że nie potrafi zapanować nad własnymi psami. Ja wychodzę z założenia, że poszczekają, poszczekają i przestaną. Moje, jak widzą, że oddalam się coraz bardziej, natychmiast lecą za mną i przestają ujadać. PS Słyszeliście, że taka rzeka, jak Narew, na świecie jest jeszcze tylko jedna??? W Południowej Afryce. Nazywa się Okawango, czy jakoś tak. Wyjątkowość tych rzek polega na tym, że mają więcej niż jedno koryto stałe. Nazywa się je "warkoczowymi". Jeśli spojrzycie na mapę, w Narwiańskim Parku Narodowym widać to dokładnie.
  19. Twój optymizm po prostu ściął mnie z nóg! Istnieje jeszcze trzecia droga: nie popełniać tych błędów, które już popełnili inni., czyli pilnować, żeby te idiotyczne "mody" typu podcinanie strun głosowych czy wyrywanie pazurów kotom, u nas się nie zagnieździły. Chociaż, sądząc po reakcjach letników z Warszawy w Dyszobabie na szczekanie psów, to wszystko jest możliwe... Ja już tego właściwie nie słyszę, takie stało się to naturalne, wtopiło się w krajobraz dźwiękowy. Czasami stanowi to pewną niedogodność, bo nie słyszę Szerloka anonsującego przybycie listonosza lub kuriera, a dzwonka przy furtce nie ma. Zdecydowanie wolę psi chór od wycia motorów na ostrołęćkiej drodze.
  20. A kropla drążąca skałę? A "edukacja, głupcze"? Przecież zachodnie społeczeństwa jakoś doszły do jakiego takiego rozumu. Na pewno nie stało się to z dnia na dzień, na pewno trwało stulecia, ale skutek jest. (O ile nie "zmuzułmanią" swojego stosunku do psów. A takie niebezpieczeństwo istnieje). Chyba, że zakładamy, że ludzkość przestanie istnieć w najbliższym czasie (ostatnio bardzo często straszą jakąś kometą, która ma uderzyć w Ziemię), to wtedy rzeczywiście nie warto się wysilać. Grażynko, mimo wszystko wolność lepsza od łańcucha. Może dlatego, że sama mam obsesję na punkcie wolności i swobody i przeszkadza mi każdy, kto stara się ograniczyć też (tzn woloność i swobodę) drugiemu człowiekowi (czy zwierzęciu). Co bardziej inteligentne psy dość szybko uczą się, jak się poruszać po drogach, żeby przeżyć - mam przykład w Dyszobabie, gdzie Żabcia i jej synek Nemo, kursują po okolicy od rana do wieczora i świetnie sobie radzą, traktując obejście swoich państwa jako bezpieczną przystań, co której zawsze wracają. Co nie znaczy, że ja się nie denerwuję i że uważam to za dobre rozwiązanie. Mimo wszystko lepsze to, niż pies stale trzymany na uwięzi, który w razie sytuacji podbramkowej, gdy np. zerwie się smycz, pędzi przed siebie w nieopanowany sposób i ginie pod pierwszym autom, które się napatoczy.
  21. Dzikie na pół gwizdka. Dziś w nocy widziałam taką scenkę: Koloratka, słysząc kręcącego się Kajtusia, z którym jest zaprzyjaźniona (bo jej nigdy nie gonił), zeszła na dół ze strychu i krążyła wokół śleputka, ocierając się o niego. Wzruszająca scenka. Obserwowała ją Psotka z tapczanu stojącego kilka metrów dalej w dużym pokoju. I po raz pierwszy nie zerwała się jak szalona na widok kota, popatrzyła, popatrzyła i poszła spać. Sukces. Powolutku, powolutku, ale jednak powinniśmy wypracować ten sławny modus vivendi.
  22. Czarny protest (który zresztą popieram z całego serca) z pewnością niechcący przysłonił akcję "zerwijmy łańcuchy". Nie słyszałam, ani nie widziałam wzmianki o tym. Ja się dowiedziałam z e-maila od TOZ-u, pierwszego jaki dostałam od miesięcy! Już nawet myślałam, że TOZ przestał istnieć. Dziewczynki i chłopcy z bliższych i dalszych okolic! Może trzeba zacząć myśleć o zorganizowaniu tej akcji u nas w przyszłym roku? Może w końcu i na tej zapyziałej wsi (mówię zbiorczo) pojawi się światełko w tunelu dla biednych zwierzaków? Są chętni?
  23. Ale wstyd! W całej Polsce jutro będzie się odbywać akcja "Zerwijmy łańcuchy": Jest tych miejsc bardzo dużo, ale między Warszawą a Białymstokiem nic! Kompletnie nic. Ani jedna miejscowość nie przystąpiła do akcji. Wejdźcie sobie na www.zerwijmylancuchy.pl, i zobaczcie na zamieszczonej tam mapce. Oj zdaje się, że nazywa się te tereny Polską B nie bez kozery!
  24. Dziuniek nie używa. Psich pampersów, znaczy się. Grażynko, one są niemal identyczne jak te dziecięce, tyle że mają dziurę na ogon. A oto Juka Wywiniętoucha.
  25. Nie ma, niestety. Może jakaś dobra dusza przeczyta i da mi znać. Z góry dziękuję.
×
×
  • Create New...