-
Posts
1695 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Gezowa
-
Kolczyki... dlatego ja nie noszę. Ostatnio mój kochany kretyn zamiast wskoczyć mi na plecy to ześlizgnął się na szyję i przejechał mi łapami po uszach, a że miałam kolczyki... w każdym razie bolało i straty są - pod postacią zgubionego kolczyka :diabloti: Mój z kolei dzisiaj znowu miał odpały. Cieszę się, że niedługo idziemy na obedience, bo kończą mi się pomysły jak mam reagować w momencie, kiedy on nakręca się na innego psa. Ostatnio mu z tym odwaliło, tak to nie było absolutnie żadnego problemu, żeby go odwołać w razie gdyby inny psiak sprowokował go do zabawy (nieumyślnie oczywiście, tylko moje ma takie siano w głowie jeszcze). Haha, chciałabym, ale dla nas to za wcześnie :) Zwariowałabym z dwoma takimi dzieciakami naraz :diabloti: Wiesz, mnie takie przykrości spotykały, że słyszałam: "masz głupiego psa i to nigdy nie będzie border" ;). Generalnie to na początku było mi przykro, ale później się uodporniłam i w sumie mam w nosie takie teksty, wręcz dają powera :evil_lol: Na dniach możesz mi napisać gdzie się spotykamy itd. Na Chełmie to kojarzę Biedronkę... :lol:
-
Daj mi tylko cynk na jaką ulicę mam się stawić :). I nie przejmuj się, bo jak pierwszy raz zobaczyłam na wystawie w Bydgoszczy Psy Faraona (moje niespełnione marzenie, które na liście pozostanie jeszcze przez kilka(naście) następnych lat) to miałam tyle pytań do hodowcy, że ostatecznie się zapowietrzyłam i nie wiedziałam od czego zacząć... :lol: Wiesz co ja robiłam? Kładłam się na trawie i zaczynałam się śmiać... od razu przychodził :lol: Co prawda ludzie patrzeli się jakbym miała coś nie tak z głową, ale co mnie to... :lol:. Ogólnie trzeba dużo piszczeć i robić z siebie wariata, aczkolwiek wiem na swoim przykładzie, że nie zawsze to działa... Ojej, słoniki! :loveu: My mamy od Ani szopy, pasują do mojego bandyty :diabloti: Jest świetny :) Bardzo podoba mi się ten miot Ypsylonów :cool3:
-
Nie, raczej nie :) Na razie nie chcę nic obiecywać, bo sama jestem ciekawa jak to będzie wyglądało. To wszystko się wypracuje, mówię ci :) Dla młodego piłka to świętość, najlepiej jak się mocno odbija i szybko ucieka. Jak masz możliwość to kup może piłki na sznurku (albo same piłki i sznurek doczepisz), byle były miękkie i dość małe dla niego. Koniecznie na sznurku, bo czasami jest tak, że pies nie chce wziąć zabawki - pogoni za nią, ale nie weźmie. Sznurek jest po to, żeby ją "ożywiać", że to wciąż się rusza i jest fajne, że można to złapać. Szarpaki najlepiej bawełniane, jak się spotkamy to pokaże ci jak to wygląda. Tylko, że ja też je mam dość długie (niecały metr mają jak nic :diabloti:). Haha, miałam to samo! :D Tak samo mówiłam, że to on mnie z niedosytem zostawia, że tak szybko się nudzi itd... Teraz frisbee czy piłę mogę rzucać i 10 razy i mu się nie znudzi - ciągle równie chętnie po nie biega. Czasami jest tak, że on potrafi się dopominać o pracę, żeby coś z nim porobić, pobawić się... Przychodzi wtedy, kładzie łeb na kolanach i piszczy. A jak go ignoruję to zbiera zabawki i zanosi na kolana. Jak nadal ignoruję to biega do każdego domownika i robi to samo... Jeśli to nie odniesie skutku to idzie spać :diabloti:. Ogólnie nakręcanie na zabawki i na pracę - ten niedosyt - przebiega w ten sposób, że kończysz zabawę w momencie, w którym pies się super świetnie bawi. Ja zawsze za każde szarpanie zabawki chwalę młodego, wtedy wie, że dobrze robi, że o to mi chodzi - żeby szarpał, walczył o nią, warczał i odstawiał dzikie tańce-wygibasy :) O, no to świetnie :D. Ania prócz tego robi super akcesoria dla psów (obroże, szelki, saszetki na smaki itd). Sami mamy od niej szelki i do tej pory to najbardziej trwałe szelki jakie w ogóle mieliśmy :cool3: Młody w nich pływa, przedziera się przez chaszcze, biega po błocie... a one nadal wyglądają jak nowe :) Pytałam znajomych jak to jest. Mówiły, że do roku czasu nie musi mieć kagańca, więc nie kupowałam nawet, nikt się nie czepiał ;) A w przepisach jest też napisane: [QUOTE][FONT=Arial][SIZE=2]4. Obowiązek nakładania kagańca, o którym mowa w ust. 1 pkt. 5 nie dotyczy psów:[/SIZE][/FONT] (...) 3. do 12 miesiąca życia[/quote][url]http://www.hauward.pl/urzad_gdansk.html[/url] :) A może być nawet gdzieś niedaleko Ciebie :razz: Czwartek jak najbardziej pasuje! Na początku mieliśmy treningi dwa razy w tygodniu po 45 minut, żeby psa nie przeciążać. Później godzinę, a teraz 1,5-2,5, różnie to jest. Ale to też spowodowane jest tym, że sporo nas się tam "namnożyło" i średnio na jednym treningu jest około 10 osób - jedni nie przyjdą, inni dojdą, raz będzie 5 osób, innym razem 7... I biegają już całe sekwencje, więc jak coś schrzanią to trzeba poprawiać i tłumaczyć, a to też trwa :)
-
Papillony też przerabiałam, ale tyle ile się nasłuchałam o nich to od razu mi przeszło... ;) W sumie nigdy nie lubiłam małych psów, nie podobały mi się, wolałam duże, a teraz... no wiesz, mały pies jest bardzo "poręczny". Bierzesz pod pachę i heja :diabloti: Do manchesterów też swego czasu mnie ciągnęło :) Widzę, ze mamy podobny gust ;) Spokojnie, szczeniaki tak mają :D Mój tylko w domu był aniołkiem, w ogrodzie dostawał głupawki i biegał wszędzie, kopał dziury (dziadek chciał go powiesić za to za uszy :evil_lol:) itd, ale z czasem nakręcałam go na zabawki i zaczął zwracać na mnie uwagę na spacerach :) Od początku w zasadzie uczyłam go pracy z człowiekiem, najpierw w domu, później w ogrodzie i na końcu na spacerach. Stopniowo zwiększałam rozproszenia. To z czym nadal walczymy z okresu szczenięctwa to podbieganie do innych psów... Zwłaszcza w tym okresie to się nasiliło, bo każdemu chciałby zajrzeć pod ogon. Pamiętaj też, że charty bardzo szybko się nudzą wykonywaniem jednego i tego samego polecenia. U nas na początku piłka była rzucona dwa, może trzy razy i miał mnie już w nosie. Jak będziemy wałkować jedną i tą samą rzecz to w końcu pies stwierdzi, że mu się nie chce i idzie sobie wąchać trawkę ;). Sama to przerabiałam, praktycznie ciągle coś z nim robiłam, uczyłam czegoś nowego, aż wreszcie powiedział mi "spadaj, ja mam dość" ;). Całe szczęście wystarczyło kilka dni przerwy od zabawy/pracy, żeby się nakręcił i "zatęsknił". Więc jeśli po dwóch razach cię olewa, to rzuć mu raz i koniec :D wiem, że na początek chciałoby się jak najwięcej z tego psa wycisnąć, ale nie można przesadzić. Miałam to szczęście, że mój wybaczył mi naprawdę dużo błędów, sporo się "na nim" nauczyłam i myślę, że Isaac spełni u Ciebie podobną rolę, bo chart to zupełnie inny pies. Jego trzeba się "nauczyć" - czytać, rozumieć, postępować z nim :). Frisbee też fajna sprawa i chyba będę miała pewien pomysł dla Was, ale o konkretach powiem jutro wieczorem albo na spacerku :D My zrobiliśmy ten błąd, że bardzo późno przenieśliśmy się z gumowego frisbee na plastikowe. Kupiłam kilka dysków, kosztowało mnie to naprawdę sporą sumę i co? I pies nie chciał się nimi w ogóle bawić... :mad: Ale moja w tym głowa, żeby je polubił, więc... miesiąc, może dwa i młody nie widzi poza nimi świata :D O tyle łatwo było go nakręcić, że chart jednak ma instynkt pogoni. Jak dysk leci to nie stał jak słup tylko go gonił, ale nie chciał łapać ani przynosić, po prostu doganiał i odchodził. Teraz nie ma tego problemu, a nawet powiem więcej - muszę kupić nowe, bo moje lekkie, treningowe dyski okazały się nie wytrzymywać jego zębów... :diabloti: O agility i chartach mogę bardzo długo... A w skrócie potwierdzę to co mówisz: nie jest to łatwe głównie z tego względu, że to nigdy nie jest i nie będzie border. On nie może powtarzać po 20 razy jednego i tego samego, bo widać, że już za 3 czy 4 razem motywacja mu odchodzi i pomimo, że zrobi kolejne 5 razy to widać, że ma już dość, traci na szybkości, ociąga się strasznie jak go wołam i tak dalej. Ale tutaj wszystko sprowadza się do moich błędów, bo to JA tak pokazuje psu i PRZEZE MNIE powtarzamy jedno i to samo ćwiczenie... Dlatego jak już będę miała doświadczenie w agility to z drugim whippetem powinno być nieco łatwiej. Jasne, prawdopodobnie drugi będzie biegał inaczej niż młody i będę się go musiała uczyć od nowa, ale to nadal nie zmienia faktu, że problemy mam z typowo technicznymi rzeczami... oraz z timingiem ;) Do Canac-u chodziła (nie wiem czy nadal chodzi) Ania z Atiyą - też whippetka, więc może na siebie natraficie ;). I masz racje - ja też zrezygnowałam z psiego przedszkola i od razu poszłam na agility :D A kaganiec nie będzie wam potrzebny do roku czasu :) Zgodnie z przepisami, psy do 12 miesięcy mogą jeździć bez kagańca. Ale chętnie i tak bym skorzystała z porady, bo zamówiłam kaganiec z charciego sklepu tydzień temu, wpłata poszła na konto, a odzewu zero... :roll: I jeszcze co do spacerku (bo w naszej galerii muszę kolejny esej walnąć :evil_lol:) - ja mogę w sumie codziennie rano (no, nie tak rano, myślę, że 11-13 byłaby na styk, bo wieczorem 18/19 od poniedziałku do czwartku mamy treningi), tylko nie jutro, bo muszę załatwić kilka spraw :)
-
Ja tam szykuję się bardzo powoli na drugiego :diabloti: ale interesuje mnie po prostu jakie mamy mioty, jakie skojarzenia, lubię obserwować jak szczeniaki się rozwijają i "co z nich wyrośnie" :) Wciąż się zastanawiam po kim chciałabym szczeniaka... [quote name='jmcp94']Ja cały czas żyję nadzieją, że będzie lepiej jak będziemy pracować.... tylko że on nie chce pracować. Patrząc na to czego się nauczył przez te pare dni no to można powiedzieć, że jest postęp, ale na weekendowym wypadzie na działkę z rodzicami i tak bez przerwy słyszałam "Justyna, pies................!" Bo on raz to sobie igieł choinkowych chciał zjeść, a to ślimaki też smaczne bardzo, w śmieciach pogrzebać, grzyby pojeść - nie patrzy czy trujące czy nie, biednego Rokiego bił... :mad:[/QUOTE] Bo będzie lepiej :). I jak tak czytam to co piszesz to muszę ci powiedzieć, że miałam DOKŁADNIE to samo ;). Takie są już psie dzieci, że wszędzie ich pełno. One tak poznają świat - gryząc :D. Więc czy to ślimak, czy ręka, czy kapeć, a może jeszcze śmieci... U nas praktycznie na każdym spacerze naście razy wyciągałam mu coś z pyska. Do roku czasu uwielbiał zjadać kupy i bynajmniej nie było to spowodowane niedoborem flory bakteryjnej (dostawał żwacze i suplementy). To było straszne, bo nic kompletnie na niego nie działało, ani "FUJ", ani "NIE", jak chwycił - za przeproszeniem - takiego kloca to nawet nie miałam czasu na reakcję, bo dosłownie połykał go w locie... :roll: Teraz na szczęście jest to już za nami, nawet jak [B]sporadycznie [/B]zdarzy mu się chwycić (końskie to rarytas...) to reaguje na moje "puść". Przy szczeniakach tak już jest, że trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo to małe jest nieprzewidywalne i nie wiadomo co mu do łba strzeli ;) [quote name='jmcp94']W sumie to już powoli ogarnia co mu się opłaca a co nie. Najtrudniej będzie go przyzwyczaić do zostawania samemu... Ehh... on piszczy nawet jak ide do toalety, ja oczywiście słuchając mądrych rad ignoruję, myślałam że przestanie, ale chyba robi się coraz gorzej. Nagrodziłabym gdyby się zamknął na chwile, ale on się nie zamyka, i nie wiem czy załapie o co mi chodzi... A już tylko dwa tygodnie na naukę zostawania zostało, bo później do pracy... Już nie wiem co źle robie :/ [/QUOTE] To też przerabiałam. Wyszłam z pokoju i ledwo zamknęłam drzwi, a ten już w pisk. Nawet nie było możliwości, żeby po sekundzie otworzyć i go nagrodzić, bo jego reakcja była natychmiastowa, więc zaczęłam od tego, że nawet nie zamykałam tych drzwi, po prostu przymykałam... :diabloti: Wspominam ten proces jako męczący, bo pół biedy jak whippet ma towarzystwo kota albo innego psa (whippety to bardzo stadne psy, mój do dzisiaj nie lubi jak "stado" się rozdziela), ale znowu zostawiałam gnojka u siebie w pokoju, żeby szybciej się wyciszał, i nie mogłam mu tam wrzucić kota, bo kot... otwiera sobie drzwi :lol:. Te piski i jęki trwały naprawdę długo, w zasadzie do czasu, aż poszłam do pracy. Znikałam codziennie na te 5-6 godzin i skończyło się piszczenie czy wymuszanie na rodzicach żeby go "zaprowadzili do mnie". Z początku nawet nie chciał spać, kiedy nie było mnie obok - teraz nie ma tego problemu. Więc myślę, że jak pójdziesz do pracy to prędzej czy później sam ogarnie, że to normalne. Jasne, nie będzie mu to odpowiadało (mój po prostu siedzi smutny :lol:), ale przyzwyczai się. [quote name='jmcp94']Jedyna dobra rzecz z tego jego strachu przed byciem bez nikogo jest to że na spacerach biega luźno ale zawsze wkoło mnie nigdzie dalej, nawet jak ptaszka zobaczy czy inne uciekające zwierzątko. Tfu, tfu. ;-)[/QUOTE] Oooj, poczekaj do 4 miesiąca... :D Wyszłam na spacer i wielce zdziwiona, bo mój aniołek zaczął mnie kompletnie olewać, bo nauczył się korzystać z nosa i teraz miliony nowych zapachów dookoła, więc co tam Pańcia... ;) [quote name='jmcp94']Aedan w takim razie długo wytrzymuje, ja na razie na to tez nie mogę narzekać, do 5-6 da mi pospać. ;-)[/QUOTE] To jest dobrze i myślę, że nie będzie gorzej, a już tylko lepiej. Ja się nastawiałam na bieganie z nim co 2-3 godziny, a jak padł zmęczony po spacerze to spał naprawdę długo... problemów z nauką czystości też nie mieliśmy, jak miał 3-3,5 miesiąca wiedział już, że w domu się nie siusia i potrafił nawet ładnie zasygnalizować, że musi wyjść :) Skąd w ogóle pomysł na whippeta? :) Planujecie razem jakieś sporty, czy kompletnie cię to nie kręci? :cool3:
-
[quote name='Ty$ka']Rozumiem Cię doskonale. Ja często czułam bezsilność wobec swojego kundla i naprawdę nieraz przez niego płakałam czy się złościłam, bo mi poleciał za sarną... może nie miałam z nim bardzo dużych problemów, nie chcę z siebie robić ofiary, no ale nie ukrywam, że dość długo zajęło mi nauczenie psa odwołania od tropów i zwierząt. I się udało, o dziwo obyło się bez OE czy kolców, na szczęście ;-). Tak czy inaczej uważam, że mój pies też ma siano we łbie, rzadko chce współpracować... tzn. inaczej: lubi pracować z człowiekiem, ale na spacerze przede wszystkim idzie załatwić swoje sprawy, do mnie melduje się raz na jakiś czas, czasami coś wykona (krótki trening) i jest szczęśliwy. To indywidualista jest, z którego chcę coś wykrzesać. Choć zdaję sobie sprawę, że pewnie nie jest tak niezależny jak chart - dlatego w życiu nie zdecydowałabym się na "chudzielca". Choć ostatnio mnie mój kundel bardzo pozytywnie zaskakuje, a przecież mieszka ze mną ponad 4,5roku. Coraz częściej wybiera mnie zamiast kolejnej kupki trawy do obsikania czy dołka do wykopania... co mnie cieszy niezmiernie, ale nie - drugiego takiego psa bez popędów nie chcę. Inna rzecz, że jest to o czym Ty piszesz... pierwszy pies to eksperyment. I jestem pewna, że jego brak popędów łupu, aportowania, chęci współpracy to wypracowałam sobie sama w pewnej mierze. Tak czy inaczej - ja chcę psa bardziej nakierowanego na człowieka. M. nie jest zły, tylko po prostu źle go wychowałam, ma złe nawyki, nie lubi też szarpać, aportować, nie umie bawić się zabawkami, a smaczki nie są tak atrakcyjne w terenie... no co tu się dziwić :smile:. Dlatego mój pies w przyszłości to ozzik. Myślałam nad borderem, ale to jednak nie to - zbyt miękki, zbyt pobudliwy i jeszcze te przyczajki. Mudiki są świetne, ale chyba bym oszalała przez ich szczekanie :lol: Jeszcze kocham ONy użytki, no i hovki - ale te raczej pozostaną w sferze moich marzeń. Mam jednak nadzieję, że Ty spełnisz swoje marzenia. :smile: I o charcie, i o mudiku. No tak... czasem można połączyć pasje rodziców z pasjami naszymi. Choć jak moi wychodzą na spacer z nami to nas spowalniają, narzekają, że za szybko idziemy, że czemu niby lasem :lol: Tak czy inaczej fajne jest to, że z psem można robić coś i to jeszcze łączyć z innym hobby. Ja tak ostatnio mam z psem i harcerstwem. Na początku wiele ryzykowałam i szczerze boję się, gdy wezmę pierwszy raz psa na obóz (dzieci go zamęczą :P), ale z drugiej strony jestem dobrej myśli. O, a ja myślałam, że charty dobrze znoszą upały. Bo mój w taką pogodę też leży plackiem i ani myśli wstać, trenować, spacerować czy robić cokolwiek innego. I gratuluję pluskania się w wodzie - bardzo Wam tego zazdroszczę, bo po pierwsze my bajoro mamy kawałek, a po drugie mój unika wody jak ognia :lol:[/QUOTE] Haha, mi mudiki nie przeszkadzają darciem japy, bo powiem ci, że mam coś podobnego z tą paskudą... ;) Może nie aż na taką skalę, ale jak jest mega podekscytowany to drze się strasznie. Plus, że potrafi się uciszyć, kiedy staje się to dla mnie denerwujące, bo wyobraź sobie późny wieczór, godzina 23... a tego nagle złapie szajba i zaczyna się drzeć... :diabloti: Co do odwoływania to doskonale cię rozumiem... u nas idealnie jest na łąkach, na plaży, czy na takim piaskowym terenie, gdzie chodziłam z nim od małego. Może skojarzył sobie te miejsca z pracą, bo nawet jak dostanie głupawki to nie mam problemu z odwołaniem go. Ale w lesie potrafi być nieznośny, bo tam jest już masa innych zapachów i gdyby był luzem, na 90% nie byłabym w stanie go odwołać... Może inaczej: pisząc "odwołać" chodzi mi o jego natychmiastowy zwrot i przyjście. Bo uciec nie ucieknie, po prostu będzie sobie węszył dookoła i za którymś razem mooooże zareaguje na wołanie, a to nie jest fajne... Także my przez okres buntu przypięci znowu do linki i wałkujemy przywołanie od nowa. Ja miałam też inaczej, może łatwiej niż ty z tego względu, że od 3 miesiąca chodzę z nim na agility i tam mieliśmy przez pół roku wbijaną motywację, ogrom cennych porad itd... podejrzewam, że gdybym była z tym sama to wyglądałoby to ZNACZNIE gorzej... Szykowałam się na psa kilka lat, myślałam, że wiem wystarczająco, a tu zonk... Wiedza teoretyczna nie jest równa tej praktycznej ;) Z tym upałem to bym nie generalizowała :) Pewnie dla saluki i azawakh'a upały nie stanowią żadnego problemu przez wgląd na ich pochodzenie :) A Ozziki znam tylko dwa... te nasze klubowe sucze. I jak tak patrze na nie i zaraz na bordery to nawet taki laik jak ja zauważa różnice w charakterze (w wyglądzie są bardziej oczywiste :diabloti:). Czyli nie jest ze mną aż tak źle... :lol: Haha, śmieszy mnie to, że chyba na pierwszej stronie galerii sama pisałam o ozziku jako drugim psie... Tyle, że to nie jest kompletnie rasa dla mnie. U nas przygoda z wodą zaczęła się od wrzucania smaczków na brzegu :evil_lol: Później przeszliśmy na patyczki to moczył się najpierw do klatki piersiowej i wreszcie pobijał swój rekord stopniowo, aż w końcu sam łeb wystawał z wody. Serio, do czasu pierwszego pływania, byłam pewna, że on po prostu nie potrafi machać łapami pod wodą... :lol:. [quote name='leónowa']Wiecie co? Dziwiłam sie strasznie jak Ty$ka pisała, że zmienia zdanie co do przszłej rasy psa, przez tyle lat kochając pónocniaki i marząc o takim, a nagle zapragnęła mieć owczarka. I na tym skończyłabym, gdyby nie to, że mnie spotyka to samo, marząc, czekając na ukochanego molosa, po drodze udało mi sie pooglądać różne owczarki w akcji i gdzies tam zaświtało w główce, że to właśnie to czego chcę, co chcę robić z psem, to mnie spełni. Jakie to wszystko dziwne, jak niespodziewanie sie układa, dzisiaj chcem jednego, jutro drugiego. Od niedawna coś mi się uwidziało z tym owczarkiem i jako następnego psa brałabym coś celując w belgi, owczarki niemieckie. Szokuję sama siebie;-)[/QUOTE] Haha, a jak było ze mną? Borzoj, borzoj, borzoj, podenco, faraon, faraon, faraon, borzoj, faraon, mudi, borzoj i ostatecznie stanęło na drugim whippecie ;) Borzoj, mudi, faraon i podenco nadal są moim marzeniem i pewnie w podobnej kolejności będę je spełniać... Chciałam psa z predyspozycjami do agility (czyli odpada np. dog niemiecki :lol:), ale im tak dłużej siedziałam i myślałam to stwierdziłam, że przecież whippet jest fajny do agility... Jasne, ma inną budowę niż np. border, nie będzie się zakręcał tak ciasno na boczkach, ale to nie czyni go w żadnym wypadku gorszym. To naprawdę cudowne psy... I cieszy mnie każdy chart, nawet malutki charcik włoski w sporcie. Na IABC (International All Breeds Cup) w tym roku był charcik włoski w A3 i podobno śmigał aż miło... A więc można :) [quote name='jmcp94']Twoje wpisy motywacji do pracy dodają. Musisz więcej pisać ! O ! :lol: Widać żeście zgraną drużyną, kurcze tak oglądałam wcześniejsze filmiki jak Aedan miał chyba 5 mies. to mi się tak idealny widzi, tak umie wszystko. Super pies ! Mam nadzieje że i mojego kiedyś tak ogarnę. ;-) Mam nadzieje, że z Isaackie będziemy mogli liczyć kiedyś na jakiś spacer z Wami, jako że z tego samego miasta jesteśmy. :eviltong:[/QUOTE] My się chyba wszyscy wzajemnie motywujemy :diabloti: ale to dobrze :) Oj, nam do ogarnięcia jeszcze sporo brakuje... Nie jest taki idealny jakby się mogło wydawać, ale pracujemy nad tym i myślę, że kiedyś będę mogła powiedzieć o nim głośno i całkiem szczerze: "to jest mój ideał psa!" :cool3: Tak, właśnie czekałam na odpis w galerii Isaaca, bo chciałam od razu zapytać w jakiej dzielnicy mieszkacie! :) Dopiero wczoraj się skapowałam, że w profilu macie pięknie wpisane "Gdańsk" i aż mi się oczy zaświeciły :D Ja mieszkam na Wiszących Ogrodach, to takie małe osiedle między Kokoszkami, a Jasieniem, jakieś 30 minut do centrum mam (autobusem, samochodem 7), więc nie ma większego problemu z dojazdem gdziekolwiek.
-
Wiesz, nawet jak czasami powiedziałam coś głupiego, przykładowo: "nigdy więcej nie chcę charta", to było to powiedziane pod wpływem impulsu, kiedy np. gnojek przyprawił mnie o stan przedzawałowy i postanowił ni z tego i z owego wybrać się na samotny spacer... Co prawda nie na kilka godzin, a kilka minut, co nie zmienia faktu, że ten jeden raz po prostu mnie przeraził, bo byłam pewna, że do mnie nie wróci, że wyczaił kota albo innego psa i "za wszelką cenę chciał się przywitać". Nigdy czegoś podobnego nie robił... i dlatego w tym okresie jest nieprzewidywalny, momentami ma takie siano w głowie, tak durne pomysły, że to jest po prostu poezja... I też miałam takie chwile, kiedy na serio planowałam pastucha na drugiego psa, bo po prostu byłam zmęczona całym tym procesem nakręcania gnojka na mnie, na pracę, na zabawę... Brakowało mi sił na niego jednego, a co dopiero na dwa takie diabły... ale wiem, że po tym psie z każdym innym będzie już łatwiej. Pierwszy jest zawsze takim eksperymentem, przy drugim już nie popełnimy tych samych błędów ;). Jak pisałam wcześniej - pastuch jest u mnie nadal aktualny i kiedyś na pewno wzięłabym takiego mudika, chociażby dla nowego doświadczenia; psa, który pracuje sam z siebie, który oczekuje tej pracy. Problem jest taki, że nie mam zielonego pojęcia czy byłabym w stanie żyć z takim psem na co dzień. Do tej decyzji pewnie jeszcze dojrzeję, czasu mam sporo, bo przynajmniej 6 lat ;). Tak, ja o 7 się zwlokłam z wyra (a raczej brutalnie mnie obudzili :diabloti:) i po 8 wyjechaliśmy z rodzicami. Oni z misją "grzyby", a ja "wybiegać porządnie psa". Jakoś udało nam się to pogodzić ze sobą. I jestem strasznie uchachana, bo trzy tygodnie temu młody po raz pierwszy... pływał! Już myślałam, że przez całe lato to będzie tylko takie smętne brodzenie przy brzegu, a od jakiegoś czasu głupek sam się rzuca do wody i nie chodzi w niej już jak paralityk :D. Ale powiem ci szczerze, że my też nie przepadamy za upałami... Whippety niby lubią się wygrzewać jak mają dostęp do cienia, coby w razie potrzeby po prostu się schować. A jak jest ciepło to on cały dzień po prostu śpi, aż do późnego wieczoru, kiedy idziemy na spacer... a jaki wtedy radosny jest, aż miło na niego patrzeć, nawet jeśli zaraz ma cię wkurzyć... :lol:
-
[quote name='Sonka95']Ale fajnie , że znowu jesteście :multi:[/QUOTE] W sumie byliśmy cały czas, ale mało się odzywaliśmy, bo jakoś czasu brakowało na sklejenie czegoś sensownego :) Przypuszczam, że znowu zapuszczę galerię, bo od jakiegoś czasu nie mam czym robić zdjęć, jedynie telefonem, ale przyznam, że aż wstyd mi je wstawiać, kiedy są tak słabej jakości... [quote name='leónowa']Dobrze napisane, fajnie się czyta:loveu: Jak ten czas szybko leci, a dopiero chwaliłaś się małym pipeciątkiem:-P[/QUOTE] Chciałam napisać jeszcze więcej, ale stwierdziłam, że nie mam gdzie tego wcisnąć i wyszedł mi mega chaos... a tak zmniejszyłam "mega" do "drobny" :diabloti: Taaak, też to pamiętam, aż mam uśmiech na twarzy :) Pomimo, że hodowla była naprawdę do d*py, pomimo, że mam dość charakternego psiaka i - nie ukrywajmy - BRZYDKIEGO eksterierowo, to i tak nie żałuję tej decyzji. Nauczył mnie naprawdę wiele, w tym jeszcze większej cierpliwości... Jest jedyny w swoim rodzaju, nawet jeśli czasami mnie zwyczajnie denerwuje (jak dzisiaj... :evil_lol:) i ma chwile, kiedy się totalnie odmóżdża... Nie mogę zapominać, że to jeszcze młody pies i mimo, że naprawdę mocno się ogarnął w porównaniu do tego co było kilka miesięcy temu, to zdarzają mu się jeszcze takie typowo szczeniackie akcje. On naprawdę jak na 14 miesięcy potrafi SUPER pracować. Wiem, że mogłoby być lepiej, ale jestem zadowolona na tę chwilę z tego co już mamy. Trzeba cieszyć się małymi sukcesami i stopniowo wymagać od siebie więcej... Pod względem agility naprawdę nie mam do niego zastrzeżeń, no, może prócz tego, że łatwo traci motywację, bo to jednak chart i jak powtarzam z nim coś po 10 razy to mu się po prostu odechciewa. On musi mieć zrobione maksymalnie trzy razy powtórki, ale porządnie i z super nagrodą - wtedy jest szczęśliwy ;). To ja przeważnie wszystko schrzaniam, zwłaszcza, że mieliśmy miesiąc przerwy i dopiero kilka dni temu wróciliśmy na treningi... Kilka rzeczy wyparowało mi z głowy, więc cofnęliśmy się nieco w postępach... ale nadrobimy, w październiku szykują nam się dwa seminaria, więc będzie power jak nic ;) We wtorek mamy pierwsze zajęcia frisbee, a we wrześniu planuję dołożyć do tego obedience, żeby nabrał nieco ogłady, a ja doświadczenia i cennych porad. Posyłam gnojka do psiego wojska, a co! :diabloti: [quote name='Squ']Zmężniał Ci chłopak :smile:[/QUOTE] Fizycznie - jak najbardziej :) Ale mentalnie... no cóż, wciąż tkwimy w gimnazjum :lol: Pocieszam się tym, że kiedyś mu przejdzie... a przynajmniej mam taką nadzieję :diabloti: [quote name='Ty$ka']Najważniejsze to tworzyć ze swoim psem udany duet. I Wy go tworzycie - czuć to nawet przez dogo :lol: ;-) Cóż mi pozostało? Życzyć Wam jak najwięcej chwil radości i sukcesów, a jak najmniej tych dni gorszych (choć one są ważne, dzięki temu można spojrzeć świeżo na psa). Będzie dobrze :loveu: I naprawdę podziwiam Cię, że podjęłaś się wyzwania jakim jest agilitowanie z chartem, naprawdę :smile:[/QUOTE] Wielkie dzięki, naprawdę :) Gorsze chwile są potrzebne, jak najbardziej, bo pomagają zrozumieć pewne rzeczy. Na ostatnim treningu znowu byłam nieco przybita, bo naprawdę sporo się działo i biegające psy na torze obok, czy robiące slalom przed naszym nosem, były czasami zbyt wielkim rozproszeniem i ze startu po prostu mi się wybijał. On nakręca się tak, że ekscytacja w jednej chwili z zera rośnie do 200%... ale tylko jak nie pracujemy. Widzi po prostu, że inne psy biegają, a nie daj Boże Pańcia biega z innym psem, a nie z nim to już koniec. Jest cały mój i jak Pańcia każe zrobić salto w powietrzu to piesek zrobi... :evil_lol: Gorzej natomiast jest jak zamiast na mnie, nakręci się na inne psy. Nie tyle nie chce pracować, co po prostu w głowie ma tego jednego psa i jak wałkuję z nim coś po raz enty, to on w pewnym momencie stwierdzi, że woli sobie pójść do tego pieska, bo bardzo go zainteresował... Tak, chciałam charta... i nadal chcę. I powiem więcej - z drugim też będę agilitować :diabloti:. Dzisiaj spędziliśmy 6 godzin w lasach i nad jeziorem. Poszliśmy na ulubioną polankę, gdzie Pańcia porzucała trochę frisbee (nadal rzuca koślawo, ale nie mówcie jej tego), więc jest kilka filmików, które później wrzucimy ;)
-
[img]http://psynafali.pl/agility/wp-content/uploads/2013/04/aedan-portret.jpg[/img] Trochę odkurzę moją paskudą ;-) Nie sądziłam, że ten czas tak szybko zleci... 30 lipca upłynął rok odkąd jesteśmy razem, a lada moment dzieciak skończy 15 miesięcy... Pierwszy pies, masa błędów, ogrom doświadczenia i co najważniejsze - rosnąca wciąż i wciąż więź między nim, a mną. Każdy jeden błąd mi wybaczył, a czasami nawet mam wrażenie, że ratuje mi tyłek i myśli za mnie... :evil_lol:. Pamiętam każdy gorszy i lepszy dzień, pierwsze łzy na agility, kiedy pytałam samej siebie: "Czy to ma jakikolwiek sens?", przypływy powera, motywacji: "Damy radę!" tylko po to, żeby wszystko odpłynęło, po wycięciu jakiegoś głupiego, szczeniackiego numeru przez tą paskudę... ;). I pomimo, że czasami miałam (i nadal mam, ale już nie tak bardzo :diabloti:) ochotę powiesić tego cholernika za uszy na jakiejś najwyższej gałęzi w lesie, to szybko jednak stwierdzam, że... nie dam rady się z nim wdrapać tak wysoko :evil_lol: A tak na poważnie - wystarczyło, że przyszedł uchachany od ucha do ucha z takim kompletnie niewinnym wyrazem pyska, z radosnymi iskierkami w ślepiach i cała złość mijała niemal natychmiast... Przez ten rok poznaliśmy się dość dobrze i wiem, że z każdym następnym psem będzie już tylko łatwiej. Zawsze powtarzałam i będę powtarzać, że charty to wspaniałe "psy", niesamowicie przywiązane do rodziny, inteligentne, aż za bardzo, kiedy nie widzi im się wykonywać w kółko tych samych poleceń - bo i jaki w tym sens? ;) Z całą świadomością powiem jednak, że sport z chartem (a przynajmniej z moim) jest cholernie trudną sztuką. Pomimo tego, że brakowało mi czasami sił i byłam bliska rezygnacji z agility akurat z TYM psem (bo nie będę ukrywać, że swego czasu zastanawiałam się nad "pastuchami"), to wiem, że tak czy siak kolejnym psem będzie chart... I kolejnym też. I każdym następnym. Nie wyobrażam sobie życia z jakimikolwiek innymi psami - charty mają to, czego szukam i przynajmniej jeden osobnik MUSI być w moim psim stadzie.
-
Zaglądamy przez przypadek, bo wszystko co "sportowe" i nie jest borderem - przyciąga mój wzrok :diabloti: Byłam ciekawa jak sobie biegacie, więc wynalazłam stary filmik: [url]http://www.youtube.com/watch?v=sXnLawyKrJg[/url] (bo to wy, prawda? :lol:) i od razu mi się narzuciło pytanie: jak długo ćwiczycie? Wg. mnie jest naprawdę super... Jak wygląda praca z tym złotym przystojniakiem? Były jakieś problemy? Często się wyłamywał, czy raczej 100% skupiony na Pańci? :) Pytam, bo jestem ciekawa jak pracują psy z innych grup na agi, i bardziej niż przebiegi na zawodach interesują mnie treningi... U nas znaczna większość jest pastuchów i ja jedna z chartem się wrąbałam + jeszcze koleżanka z shibą... pomimo, że każdy z tych psów ma inny charakter, to jednak widoki mam dość monotonne :diabloti: [quote name='paulaa.']coś mam ;-) ale oczywiście mam szczęście, bo zostały nagrane w większości te nieudane przebiegi, a nie te czyste :roll:[/quote] Mam to samo szczęście... :evil_lol: Ale to jakiś plus - przynajmniej widzisz co zrobiłaś źle i dlaczego pies tak ci pobiegł ;)
-
Śliczny maluszek! :) On jest od Ypsylonów, prawda? Bo coś go kojarzę, jak ostatnio przeglądałam ogłoszenia i zdjęcia miotów. Nie mogę się doczekać, aż u mnie zagości taka kluska... jeszcze tylko rok! :diabloti: Mój był podobną szajbą jak miał 2-3 miesiące ;) Co prawda nic nie pogryzł (na szczęście!), ucierpiała tylko trochę kanapa w moim pokoju, bo z lubością wyciągał z jej rogu niteczki... :razz: Miałam to szczęście, że przesypiał całą noc. Z początku wstawałam o 4 rano na siku, później już o 7, 8, czasami nawet i 10 (gdzie kładliśmy się spać o 23-24). Whippety podobno dojrzewają dość późno, więc przygotuj się na to, że możesz mieć takiego dzieciaka do 2-3 roku życia :evil_lol: Moje ma teraz 15 miesięcy, a zdarzają mu się nadal dni, gdzie zachowuje się jak szczeniak, np. zwinie nagle reklamówkę i biega z nią po mieszkaniu, cieszy się jak głupek i rozrywa ją na malutkie kawałki ;) Nie wspominając o nagłej amnezji... :mad: Powodzenia Ci życzę i... zakładam, że za jakiś czas napiszesz w tym temacie, że myślisz już o drugim :D Jak popadniesz w chartomanię to nie będzie już dla ciebie ratunku :cool3: A Pani weterynarz... cóż, chyba trzeba zmienić :lol:
-
Mnie najbardziej dobija to, ze ta kobieta bez żadnego problemu jeździ sobie po wystawach... :roll:
- 1229 replies
-
- agnieszka
- hodowla w puławach
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
Trochę się cofnę, bo dopiero teraz ogarnęłam :lol: [quote name='Riannei&Garshii']Czy ja wiem czy do terriera, jak dla mnie owczarek który okropnie drze mordę. :-D[/QUOTE] [quote name='motyleqq']Gezowa, w sumie słyszę to już drugi raz i nie wiem, kto wydał taką opinię, ale ja nie mam takiego wrażenia ;-) uważam, że mój mudi jest bardziej kumaty niż moja starsza suczka(również owczarkowata, ale kundelek), fajnie mi się z nim pracuje, ale ma jedną wadę: szczeka ;-) i trzeba się z tym liczyć, choć do pewnego stopnia można to eliminować. mi się nie chce. nie pozwalam tylko na takie wściekłe ujadanie z podniecenia, ale jak sobie szczeknie siadając czy wykonując inną komendę, to się nie przejmuję[/QUOTE] Nie pamiętam gdzie, ale właśnie gdzieś wyczytałam, że mudi to bardziej taki terier i zaczęłam się zastanawiać co to tak naprawdę znaczy. Czy jest uparty, zadziorny, czy jak :razz:. A wychodzi na to, że po prostu lubią drzeć japę, co niekoniecznie mi przeszkadza (ze znanych mi owczarkowatych praktycznie każdy drze pyska). Więc na dobrą sprawę czym one różnią się od np. borderów? Że nie fiksują się tak łatwo? [quote name='badmasi']Gezowa - sheltie pasuje, jest sporo hodowli i jest w czym wybierać. Szelciak to fajny, bezproblemowy pies, nie ma w nim agresji - przynajmniej w hodowlach polskich a mnie się to bardzo podoba. Jest też kilka hodowli nastawionych na sport tzn. wychowują szczeniaki w trosce o socjal czasami zapoznają też z torem agility. Szelti dodatkowo są niezwykle czułe, kochają swoją rodzinę i okazują to na każdym kroku. W szkoleniu niezwykle łatwe i lotne. Można wybierać w trzech typach - brytyjskim, amerykańskim i mix. Różnią się nieznacznie budową i gatunkiem sierści. Lubią szczekać to fakt...[/QUOTE] Szelciki mamy w klubie dwa i skłamałabym mówiąc, że nie przeszedł mi przez myśl. Uwielbiam patrzeć na ich pracę, jednak nie sądzę, żeby to było to czego szukam. Chyba przeraża mnie trochę, że zdarzają się strachliwe osobniki. [quote name='Tascha']A pinczer miniaturowy w górnej granicy wzrostu ? Mam w tej chwili na mysli koknretnego osobnika, szczenie ale mocne,spokojne, nie ma w zwyczaju szczekac, z duzymi zadatkami na psa sportowego[/QUOTE] Pinczery zawsze wydawały mi się takimi małymi uparciuchami... Jak to z nimi jest?
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Znaczy... powiem w ten sposób: przerażało mnie trochę określenie, że mudikowi bliżej do teriera niż owczarka, bo wiadomo, że każdy to interpretuje na swój sposób :). Border odpada, wg. mnie zbyt łatwo się fiksują. Lubię bordery, ale tylko do popatrzenia, bo raczej nie potrafiłabym żyć z takim psem. No i... nie ma szans na bordera w rozmiarze M ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Dziękujemy za życzonka :) Ze zdjęciami kiepsko, bo po prostu nie mam czym ich zrobić. Ale znalazłam filmik z pierwszego, czerwcowego treningu... [video=youtube;EPAPZM2Mw1c]http://www.youtube.com/watch?v=EPAPZM2Mw1c[/video] Z serii "pracuj do końca" :lol: za bardzo się rozluźniłam, że już koniec, "bo w tunel na pewno wbiegnie" i wszyscy zonk :D moja paskuda.
-
Moje wymagania co do psiaka uległy nieco zmianie... Odrzuciłam kilka ras, w tym papillona, którego hodowcy w 90% przedstawiali jako psa do wszystkiego. Szkoda tylko, że tak nie jest i wiele niewygodnych kwestii przemilczeli... :roll: Do tej pory, wydaje mi się, że najlepiej pasuje tutaj mudik, ale sama mam wątpliwości co do tej rasy ;-) Wcześniej szukałam psa niezależnego, a teraz jego kompletnego przeciwieństwa: coś nastawionego super na człowieka. Rasę, której nie trzeba uczyć, że współpraca z człowiekiem jest fajna (jak to niestety jest w przypadku charta czy pierwotniaka). Psiaka, który będzie ze mną pracował, bo mu to sprawia radochę. Wiem, że sporo ras tutaj pasuje, ale: - Szukam [I]czegoś[/I] do 43cm w kłębie (agilitowe S-M). - Krótko lub długowłosy, o ile z pielęgnacją tego drugiego nie będzie jakoś dużo roboty. - Nasze spacery wyglądają różnie w zależności od pogody i czasu. Albo jest to jeden długi spacer, albo dwa-trzy krótsze, ale w sumie nie trwają mniej niż 3-4h. - Psiak na 99% biegałby ze mną w agility. Z góry dzięki za ewentualne propozycje. Zaznaczę na koniec, że do drugiego psa jeszcze sporo czasu i nie śpieszy mi się, ale jednak dobrze byłoby wybrać jakiś konkret i dowiadywać się o nim jak najwięcej ;)
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
U nas taki aportek jest tylko z dyskami... :razz: Piłki czy szarpaki to spoko, jest tak nakręcony na nie, że nie ma nic lepszego, ale dyski... Nie będę się jednak poddawać, mam kilka pomysłów jeszcze jak go bardziej nakręcić na frisbee i zobaczymy co z tego wyjdzie ;) Co dziwne - młody też tak miał. To chart, a truł mi tyłek o pracę, o zabawę, ciągle coś chciał. Teraz na spacerach przez te odpały zaczął mieć wyrąbane, ale w domu nadal potrafi stanąć obok, położyć łeb na kolanach i prosić. Albo znosić zabawki, powarkiwać, zaczepiać byle tylko ktoś się z nim bawił. Aż dziw, że jeszcze do niego nie dotarło, że jego prośby nie przynoszą efektu :lol:
-
Zazdroszczę szału z dyskami... u nas musiałam zrobić przerwę, bo właśnie mam eurablendy i wydaje mi się, że dla młodego są one za twarde dlatego nawet jeśli złapie super to zaraz puszcza i gapi się na mnie jakbym go oszukała ;). I w zasadzie żadne "chodź" nie pomoże... Po prostu wystawiam nogę, albo staję w rozkroku żeby odbił się ode mnie, albo wyminął tak sam z siebie i to jest fajne, jest akcja, jest zabawa. Bo aportowanie to dla niego nuda... owszem - przyniesie dysk za 3-4 razem, ale widać, że ta ekscytacja od razu z niego spływa i mam "wypalonego" psa, który już nic nie chce robić. Czasami jestem złą Pańcią i żeby go nakręcić chociaż na te 4 rzuty, przywiązuje go do drzewa/słupka i sama sobie rzucam, piszcząc, jakie to super i fajne. Po spuszczeniu go mam bordera, a nie charta :lol: Ogólnie zauważyłam, że on woli szarpać się szarpakami (pewnie dlatego, że to jest miękkie i tam fajnie można się wgryźć). Mam piłki na sznurkach i taką piłkę chwyci i zakleszczy się na niej, ale nie szarpie się, po prostu ją "przeżuwa" i trzyma. Pisząc "szarpie się" mam na myśli właśnie sytuację, w której pies chce nam zabrać zabawkę: jest szajba, warczenie, rzucanie się jak czubek na wszystkie strony byle tylko zdobyć zająca. Sam z siebie daje wkład w odebranie zdobyczy... I to znacząca różnica, bo przez pół roku byłam pewna, że szarpiemy się dobrze, a tu zonk jak mnie zj3bali, że to ja sama się szarpię z psem na drugim końcu ;) Na szczęście szybko to naprawiliśmy i teraz jak dorwie się do szarpaka to jest fiksacja i niepohamowana chęć roz*ebania go... aż się dziwię, ze to 15kg ma tyle siły :evil_lol: Ach, też myślałam, że mamy za sobą te gorsze chwile i okres buntu. Tak myślałam i tak opuściłam gardę, aż pewnego dnia totalny zaskok, bo pies zachowuje się jakby miał 4 miesiące ;). Oby mu szybko minęło, bo mam ochotę powiesić go za uszy :diabloti:
-
Najlepsze jest to, że ja też nie i jak tylko znajomi z klubu usłyszeli o papillonie to robili wielkie oczy :lol: Stwierdziłam po prostu, że muszę się otworzyć też na inne rasy, bo charty kocham i będę kochać tak czy siak, ale po co mam się zawalać kolejnymi indywidualistami, skoro wiem, że mogę sobie nie poradzić? To trochę mija się z celem. Odczekam swoje. Chciałabym dla odmiany czy nawet porównania psiaka, z którym można fajnie pracować, który CHCE pracować. A czy coś z tego wyjdzie to się przekonamy, bo sporo jeszcze czasu do drugiego psa ;)
-
A daj spokój... My pod koniec września może pojedziemy na zawody, a w tej chwili mamy tak złe chwile, że przez moment myślałam czy nie rzucić agility ;) Niby chłopak ma już rok, spokój był bardzo długo, a teraz znowu ma jazdy. Postraszę go znowu kastracją, może mu minie :evil_lol: Nie masz się czego obawiać, bo jeśli chodzi o agility to w zawodach możesz uczestniczyć dopiero jak pies skończy 15 miesięcy - to w kategorii 0. Do tego czasu powinna być w miarę ogarnięta, mam nadzieję, że moje też :diabloti: Border... ja wiem, że z borderem nie potrafiłabym żyć tak na co dzień, ale młody pewnie by się ucieszył, bo jego najlepszy kumpel jest borderem :loveu: Ta dwójka się tak kocha, że to jest nie do pomyślenia :). Także... ja bordery TAK, ale tylko do popatrzenia. Moim drugim psem miał być drugi chart, ale... bardzo dobrze, że teraz znowu mamy te chwile słabości z młodym, bo otworzyło mi to oczy na niby oczywistą kwestię: mogę sobie nie poradzić. Chciałam już nie tyle charta co "charciego" pierwotniaka, więc to jeszcze trudniejszy pies i jeszcze więcej pracy kosztowałoby mnie nakręcenie takiego chudzielca na człowieka. Stwierdziłam, że to nie ten czas, że wolę zebrać więcej doświadczenia, a teraz wziąć coś fajnie najaranego na człowieka. I tak natrafiłam na papillony... :diabloti: One mnie po prostu urzekły swoim charakterem. Nigdy nie miałam małego psa, ba! Z małych psów podobały mi się tylko pinczery, a nawet nie pomyślałam, żeby takiego mieć. Szukałam rasy dla koleżanki i jak na ironię papillon jej się nie spodobał, ale ja byłam po prostu oczarowana. Bardzo szybko się uczą, chcą współpracować z człowiekiem i co najważniejsze - ogromny duch drzemie w tym malutkim, niepozornym ciałku. Naczytałam się co prawda, że z niektórymi osobnikami bardziej "dominującymi" może być problem obsikiwania mebli, ale wszystkiego dowiem się na wystawie, bo już oczywiście umówiona jestem z hodowcami w celu zdobycia szczegółowych informacji :evil_lol:
-
[quote name='Plutowa']Wymóg trzymania na smyczy obowiązuje wszystkie psy niezależnie od rasy, więc łamiemy prawo puszczając jakiegokolwiek "luzem" nawet w lesie. Moim zdaniem z żadnym psem nie można od razu zrobić 20 km, wszystkie trzeba stopniowo treningować. Każdy statystyczny pies czeka te 8 h, ludzie albo pracują, albo się uczą. I każdy jest w stanie te 8 h wytrzymać, jeśli zapewnimy mu odpowiednią dawkę wysiłku fizycznego i umysłowego. (pomijając choroby typu 'lęk separacyjny') Gezowa a ten whippet rowerował się wcześniej czy tylko spacerki piesze? Evel, boderowhippet :diabloti:[/QUOTE] Wymóg trzymania na smyczy obowiązuje w lesie - to fakt. Ale nie każdego charta spuścisz na polanie bez przygód :) Mojemu nie dawałam okazji pogonić czegokolwiek nawet w zabawie, kiedy zasadzał się na kota sąsiada jako szczeniak. Kiedy dorastał - nie pozwalałam mu napierać i ciągnąć do tego samego kota. To + nakręcanie psa na człowieka sprawiło, że względnie nie mam problemów z odwołaniem go, kiedy na horyzoncie pojawia się biały, uciekający tyłek, kot, albo ostatnio - lis. [QUOTE]trudno wymagac od psa, ktory jest krotkodystansowym sprinterem, zeby go jaral wymuszony ruch na dlugie dystanse.[/QUOTE] I poniekąd się z tym zgodzę. Dla młodego znacznie lepsze jest bieganie luzem, zapitalanie po całej polanie galopem i powrót do Pańci z wywieszonym ozorem i uśmiechniętą mordą. Więc jak kto woli...
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
[quote name='Afryka']Jak się whippet odnajduje w długotrwałym, ale dość monotonnym ruchu, takim jak bieganie przy rowerze? O chartach ludzie zwykle mówią, że to pies sprinter, a nie maratończyk.[/QUOTE] Wg. mnie saluki to taki maratończyk, a nie whippet. Mówi się, że whippet może towarzyszyć w joggingu, ale z tego co pamiętam z naszej ledwie 4km wycieczki rowerowej... a-a :lol: Inna sprawa, że z takim psem nie można od razu ruszyć w trasę 20km. Trzeba go przyzwyczajać. Poza tym zależy też od terenu po jakim jeździmy/biegamy, bo charta w lesie ot tak puścić sobie nie można, więc tu jest znowu wymóg "trzymania na smyczy". No i na charta trzeba mieć zezwolenie ;) Nie wiem też jak zniesie te 6-8h samotności. U nas na początku był lament przeokropny, później psiak nauczył się odpoczywać pod naszą nieobecność.
- 15718 replies
-
- pies
- pudel maltanczyk york
-
(and 2 more)
Tagged with:
-
Witamy Sonieczkę po dłuższej nieobecności i zazdrościmy dziewczynie takiego wypadu :loveu: Mój gnojek nie chce się wykąpać za cholerę. Pomoczy sobie łapki i to tyle, czasami aż mam wrażenie, że może on pływać nie potrafi :lol:
-
Może ma jeszcze te swoje humorki, bo to młoda dziewczyna ;). O miesiąc młodsza od mojej paskudy i z nim w okresie dojrzewania przechodziłam po prostu męki. Weź tu skup na sobie charta, który polował bez człowieka i w dodatku jest samcem, w którym hormony aż wylatują uszami i on musi każdego sika powąchać i każdy krzaczek oznaczyć. Do dzisiaj jak cieczkę poczuje to ślina leci strumieniami i odmóżdża się. Mam zamysł, żeby skojarzyć mu cieczkę z pracą/zabawą z Pańcią... zobaczymy czy mi się to uda :diabloti: Luna jest absolutnie cudowna i sama ostatnio stwierdziłam, że na drugiego psa nie chcę charta, ale dla odmiany coś, z czym lżej, łatwiej się pracuje. Psa, który jest super otwarty na człowieka i nie trzeba go tego uczyć od podstaw. Z chartem fajnie się mieszka, te psy są cudowne, ale ja lubię z nimi coś robić. Sztuczki, frisbee, agility, obedience. Na drugiego psa mało tego chciałam pierwotniaka i coś czuję, że wyrwałabym sobie wszystkie włosy z głowy :evil_lol: To jeszcze nie ten czas, dam sobie go więcej na zdobycie doświadczenia, bo moje marzenie MUSI zagościć kiedyś w moim domu :loveu:
-
Wchodzę na dogo po dłuższej nieobecności, chciałam nadrobić [I]zaległości[/I] w galeriach, a tu taka przykrość :-( Trzymaj się...