Alexandra20
Members-
Posts
461 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Alexandra20
-
WSZYSTKIM KOBIETKOM W DNIU ICH ŚWIĘTA PUCEK ŻYCZY WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ;) W SZCZEGÓLNOŚCI TYM , KTÓRE SIĘ NIM ZAJĘŁY ;) [IMG]http://images38.fotosik.pl/1408/c2a7201534a2ea71gen.jpg[/IMG]
-
o nie ;) co to to nie ;) wspólnego spania nie będzie ;) nie chcę mieć pościeli we wzorek w łapki ;) a poza tym Pucuś jest kulturalny i jak tylko się kładziemy wychodziz sypialni jesli akurat się tam wyleguje ;) a ogólnie i tak moja mama, siostra itd. przeżywają, że tak go uczymy włazić na te taoczany itd... i marudzą ;) wczoraj byli z Costą u nas na spacerku i Pucek ze swoją radochą ubrudził spodnie chłopakowi mojej siostry ;) pędził i naskoczył mu na spodnie... chyba był zły ;) znaczy chłopak ;) Puc się świetnie bawił ;) energia go rozpiera ;) [IMG]http://img805.imageshack.us/img805/7795/sam4322.jpg[/IMG] [IMG]http://img825.imageshack.us/img825/6097/sam4323.jpg[/IMG] a tu Pan na włościach czyli w swojej kuchni ;) [IMG]http://img21.imageshack.us/img21/8871/sam4332j.jpg[/IMG] i odpoczynek [IMG]http://img18.imageshack.us/img18/2008/sam4333w.jpg[/IMG] [IMG]http://img37.imageshack.us/img37/5909/sam4336.jpg[/IMG] Puc polubił paluszki z sezamkiem ;) i znów staje się ciemniejszy na brzuszku ;) niestety nie puszczam go w sumie od czasu jak rozwalił łapę... ale brałam go ostatnio na lince 10m i rzucaliśmy piłeczkę i saszetkę ze smakołykami ;) to się Puckowi widzi ;)
-
witam ponownie ;) pewnie jesteście ciekawi co u Pucka ;) u Pucka wszystko dobrze ;) trochę mu odpuściliśmy z tym włażeniem na tapczany ;) a właściwie na fotele ;) w zasazdie to na kolana ;) on taki śmieszny jest bo wielkie psisko a na kolankach najlepiej chciałby siedzieć całymi dniami i to najlepiej u swojego Pana ;) uwielbia się przytulać ;) i wskakiwać łapkami na kolana jak się kuca ;) a tu macie dowody poznawał pieski z koszulki Pana ;) [IMG]http://img600.imageshack.us/img600/6488/95958926.jpg[/IMG] [IMG]http://img819.imageshack.us/img819/6593/86231074.jpg[/IMG] [IMG]http://img52.imageshack.us/img52/4506/97990025.jpg[/IMG] a tu pilnował Pańci ;)i jej komputry ;) [IMG]http://img15.imageshack.us/img15/9546/25266108.jpg[/IMG] [IMG]http://img444.imageshack.us/img444/108/95570972.jpg[/IMG]
-
mam nadzieję, że to był jednorazowy wybryk tego gościa... a teraz coś przyjemniejszego ;) Pucuch nad zamarzniętą Wisłą ;) z Pańcią ;) [IMG]http://img208.imageshack.us/img208/6388/sam4337.jpg[/IMG] [IMG]http://img441.imageshack.us/img441/9160/sam4339e.jpg[/IMG] [IMG]http://img404.imageshack.us/img404/6818/sam4342.jpg[/IMG] i Puc liżący śnieg :D on otwiera japę jak koparką i leci do przodu rozpędzony i zagarnia ;) taką zabawę sobie znalazł ;) [IMG]http://img407.imageshack.us/img407/6172/sam4345.jpg[/IMG] [IMG]http://img213.imageshack.us/img213/7342/sam4347k.jpg[/IMG]
-
uważam, że lepiej dla psa by było gdyby go ugryzł i by na bank go do schorniska zawiózł, że agresywny, i bynajmniej nikt by biedaka nie bił...
-
wiecie co, ale się wkurzyłam przed chwilą, byliśmy z Puczim za blokiem, na smyczy automatycznej oczywiśćie ;) latał, wariował i nagle przyleciał do nas labrador beżowy,a kilka dni wcześniej babka z czarnym labradorem powiedziała nam , że jej psa pogryzł w sylwestra labrador beżowy z tych bloków tutaj... a on mieszka blok obok, zlękłam się jak sobie przypomniałam bo on jednak dużo większy niż Pucuch, ale merdał cały czas ogonem, Puc w końcu też zaczął merdać (a jego "pan" go wołał cały czas...aż przylazł do nas i ostentacyjnie spytał "suka??" ja na to, że "nie , pies"), Puc chciał się też z nim bawić, gonić i latali chwilę, a koleś nie mógł złapać psa(chociaż osobiście się temu psu nie dziwie...) smyczy oczywiście nie miał bo i po co... w końcu skróciłam Pucowi smycz, żeby mógł go złapać, ale pies nie chciał podejść do niego...(gdybym wiedziała co będzie dalej to bym go nie skracała... albo nawet puściła co by sobie polatali...), w końcu go dorwał, wziął za obrożę, i kawałeczek dalej , za moimi plecami uderzył psa w głowę...idiota!!!!! myślał, że ja tego nie widzę... ale akurat na Puca patrzyłam bo coś tam wąchał... i żeby to jeden raz go uderzył, pies po tym jednym razie padł cały do ziemii... beidny merdający cały czas labrador... a ten go okładał po głowie...(pomyślałam sobie, że już wiem dlaczego ugryzł tamtego psa...) w końcu nie wytrzymałam i wrzasnęłam do kolesia " panie co pan robisz??!!" to wziął psa za obrożę i sobie z nim poszedł... przyznam szczerze, że jesczez się z czymś takim nie spotkałam nigdy... ale tyle się tu już naczytałam na dogo, że coś się we mnie obudziło... nie wiem co można zrobić w takiej sytuacji...?? straż miejska?? chyba nic to nie da... żeby jeszcze w tyłek tego psa uderzył z raz... ale po głowie tyle razy... mam nadzieję tylko, że też mu ktoś kiedyś wpier... może się nauczy czegoś...
-
no więc dziś byliśmy na dłuższym spacerku bo była u nas śliczna pogoda ;) śnieg, słoneczko i mróz więc nic się nie stopiło ;) wklejam zdjęcia z zimowego spaceru ;) intensywnego dośc bo szybko chodzimy, Pucek biegnie ;) ale dziaciaków dużo zjeżdżało na sankach więc na długaśnej smyczy ;) i ćwiczymy bieganie za pluszową kością dalej ;) [IMG]http://img33.imageshack.us/img33/382/dsc02575kq.jpg[/IMG] jak ukucnęłam to oczywiście pędził do mnie ;) [IMG]http://img546.imageshack.us/img546/7086/dsc02576f.jpg[/IMG] [IMG]http://img10.imageshack.us/img10/9614/dsc02577w.jpg[/IMG] [IMG]http://img4.imageshack.us/img4/7158/dsc02578ut.jpg[/IMG] [IMG]http://img525.imageshack.us/img525/6522/dsc02579na.jpg[/IMG]
-
dlaczego rozbestwiony??? no może troszeczkę ;) dziś zimnica u nas była, pełno śniegu...nareszcie więc wzięłam Pucucha na tą długaśną smycz treninogową i wzięliśmy pluszową kość klolorową ;) i mu rzucałam żeby się rozgrzał...ja przy okazji też ;) bo muszę z nim trochę biegać za czymś co rzucam bo Pucek średnio lata za zabawkami, czasem się weźmie całym sobą i roztrząsa jak normalny pies i się bawi i lata z nią , a czasem ewentualnie pobiegnie w jej stronę, ale widzę baaaaardzo duże postępy bo jesczez pół roku temu by raczej nie pobiegł za zabawką, w związku z tym, że tak zimno i że się nalatał to głodny dziś jak wilk i wciągał swoje kulki ;) a raczej kostki;) od niedawna(czyli jakiegoś miesiąca) zauważyłam, że Pucek często się drapie... pcheł nie ma, łupieżu też nie, nic na skórze, nawet nie jest ona zaczerwieniona więc nie wiem, myślałam, że to od jednych przysmaków... kupiłam 3 opakowania bo się opłacało ;/ i teraz nie wiem czy to od tego, bo chyba nie od Josery??
-
ale nadal nie wiem, jak dajecie radę to wszytsko ogarnąć , całą bandę ;) my przy dwóch sztukach w jakiś dziwny sposób to organizowałyśmy, te nasze wyjścia ;) mieliśmy utrudnione zadanie bo Pucek był uszkodzony i nie chciałam, żeby Costa go potrąciła, czy nadepnęła na tą chorą łapkę jak byli podekscytowani moimi powrotami po pracy ;) dziś Pucek tak odsypia nasz długaśny spacerek, że nieprzytomny jest ;) wykorzystałam sytuację i poobcinałam troszkę pazurków ;) boję się ruszać czarne... ;)
-
Szira zostaje na stałe w dt:) znalazła swoją rodzinę:)
Alexandra20 replied to anetek100's topic in Już w nowym domu
z fikusem musisz uważać bo on ma trujący sok w łodygach i liściach ;/ także lepiej przestawić go jednak w inne miejsce niż później leczyć chore sierściuchy ;) -
obie panienki ślicznotki ;) Szirkę już kiedyś sobie oglądałam ;) a czekoladka jak się czuje w nowym domku?? ;) już do Was przywykła?? jak dajecie radę wychodzić z takimi licznymi stadami psów na raz ?? a tu macie jeszcez trochę fotek Puciastego ;) dziś byliśmy po południu na długaśnym spacerku bo ładnie słońce świeciło więc musieliśmy to wykorzystać z Puczim ;) [IMG]http://img848.imageshack.us/img848/798/sam4320.jpg[/IMG] i Costuszka jako półeczka ;) [IMG]http://img221.imageshack.us/img221/1950/sam4321.jpg[/IMG] a wczoraj wieczorem siedziałam na necie, a Pucek w tym czasie przyniósł mi do pokoju w zębach kapcia, którego nosiła moja mama jak tu była ;) chyba się stęsknił ;)
-
ooo nie ;) co to to nie, na więcej niż jeden pies to ja nie mam siły raczej ;) te dwa diabły dają nam się we znaki... teraz jedynie Costa tolerowała to, że Pucek był uszkodzony i niezbyt skory do zabaw... jak wszedł po schodach na drugie piętro to dyszał bidulek... i później cały dzień przesypiał w swoim legowisku ... Costa tylko co jakiś czas podchodziła i sprawdzała jak czuje się jej narzeczony ;) całowała czasami w mordkę i próbowała zaczepiać ;) a tu macie jeszcze trochę fotek ;) [IMG]http://img830.imageshack.us/img830/2969/sam4299.jpg[/IMG] i znów uśmieszek [IMG]http://img13.imageshack.us/img13/9041/sam4304.jpg[/IMG] [IMG]http://img849.imageshack.us/img849/9071/sam4306.jpg[/IMG] a tu uszkodzona łapinki, ale już zagojona prawie... [IMG]http://img830.imageshack.us/img830/9311/sam4308.jpg[/IMG] [IMG]http://img848.imageshack.us/img848/9800/sam4316.jpg[/IMG] P.S. ale chętnie obejrzę dziewczynkę ;)
-
Pucek już staje na 4 łapki;) i już widać po nim ozdrowienie bo jest dużo weselszy i skory do zabawy;) ociera sie znów jak kocur o fotele z radochy i zaczepia Costę do zabawy ;) ale w tym wszystkim bilans jest taki, że jedna uszkodzona psia łapa = 3 zgubione skarpetki ;) a tu macie uśmieszek Pucusza ;) [IMG]http://img546.imageshack.us/img546/1673/sam4276q.jpg[/IMG] a tu z Costuszką w jednym łózku się wcisnęli ;) [IMG]http://img824.imageshack.us/img824/5417/sam4280.jpg[/IMG] Costa w nowej fryzurze ;) [IMG]http://img829.imageshack.us/img829/4789/sam4284.jpg[/IMG] i mój pacjent ;) ale już na 3dzień także bardziej żywiołowy ;) [IMG]http://img535.imageshack.us/img535/98/sam4296z.jpg[/IMG] biedna mordinka [IMG]http://img835.imageshack.us/img835/4152/sam4298.jpg[/IMG]
-
to teraz się wydarł jakby nie wiadomo co mu lekarz zrobilł, ale może dlatego, że wet był jakby oschły ;) na pewno bardziej byłby Pucek zadowolony gdyby lekarką była kobieta bo jak już wszyscsy wiedzą woli kobiety ;) zresztą jak każdy facet... ;) dziś zdjęliśmy opatrunek do końca, mi też dał majstrować przy swoich łapkach ;) a teraz jak czuł zapach tej zaschniętej krwi to chciał koniecznie lizać tam , ale na spokojnie dał mi poprzecinać bandaż nożyczkami i się nie bał , ani nie panikował... chyba mu sie ładnie zasklepiło, ale ma jeszcze taką szramę więc pewnie jeszcze go będzie pobolewać przez parę dni... musiał oczywiście sobie wylizać tą ranę ;) Costa tylko co chwilę podchodzi i daje mu buzi jak widzi jego pyszczek ;) a Pucek na spacerach chce lecieć za nią bo jest puszczona luzem, a on na smyczy i to krótkiej... i coraz bardziej mu zaczyna odwalać ;) za dużo energii ma i nie ma na co spożytkować więc szczeka przeraźliwie na wszystko i na wszystkich, Costę jak za daleko odbiegnie też nawołuje szczekaniem ;)
-
w jego przypadku to najlepiej by było od razu zbroję ;) będzie moim rycerzem, teraz jak tylko na smyczy łazi to jest podekscytowany ciągle na spacerze, ciągnie, a ja go nie chcę szarpać żeby mu krzywdy nie zrobić...a ten gupol świruje, szczeka na wszystko i wszystkich...ma zbyt dużo energii ;) costa lata jak oszalała z a ptaszyskami... i dziś się nawet puściła samopas za sarenką... ale szybko wróciła... tak jakby chciała powiedzieć"już Ci pucuszku lecą po tą sarenkę" i chyba zdziwiła się , że on nie leci z nią, a my z mamą z Puckiem górą wału, ten jak wypatrzył ta sarnę to normalnie utrzymać psychola nie mogłam ;) schodzi ładnie po schodach i wchodzi... nawet mu to dość szybko idzie, ale nadal nie chodzi jeszcze normalnie na tej łapce... trzyma ją podwiniętą... [B]Ulka[/B]... takie pytanie, czy jak łaziłaś z nim do weta wtedy rok temu te giry leczyć czy też się tak wydzierał w niebogłosy?? ;) chyba cała lecznica nas słyszała... a wet mu tylko przemył rankę i psiknął wtedy znieczuleniem miejscowym... nie wiem co go opętało, chyba ze strachu... weterynarz nawet stwierdził, że on chyba rozumie po polsku, albo wie, że jednak nie będzie szyty bo się nagle uspokoił... a musieliśmy go we trzech trzymać ;) aaa... pisałam już ze pół opatrunku sobie zdjął dziś?? mama niedopilnowała z rana jak spała... bo ogólnie jak się mu powie "fe" to przestaje sie inetresować i sobie np.śpi ;) bardzo dużo teraz śpi i bardzo chyba się męczy tym skakaniem na jednej łapce z przodu... bo dyszy jak pod schody podejdzie , ale sama bym też była wyczerpana jakbym na jednej nodze się po schodach przechadzała... myślicie, że lepiej mu zdjąc go całkowicie czy lepiej ma być jak najdłużej aby nie dotykał podłoża ta łapką...?? lub czekać, aż sam sobie zdejmie do końca?? i czy jak już zdejmiemy opatrunek lepiej, żeby sobie lizał tą łapkę, czy lepiej ,żeby nie lizał?? a wszyscsy na osiedlu się pytają "co się stało?" bo bidulek kuśtyka... i ma skarpetkę założoną na stópkę... ;)
-
Pucek dziś zszedł ze schodów bo w sumie zapomniałam jak po pracy szliśmy, żeby go znieść i zszedł z półpiętra ;) więc pozwoliłam mu zejść na dół ;) i do góry też, ale bidoczek mój zmachał się strasznie po tym spacerze... i znów odsypiał cały dzień... ale sen to chyba najlepsze lekarstwo... póki co jeszcze kuśtyka i czasem sie podpiera na tej łapce, ale jeszcze nie chodzi normalnie na niej... lekarz w diagnozie napisał: "[COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]"coś mu się wbiło w łapę [/FONT][/COLOR][COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]na spacerze[/FONT][/COLOR][COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2], rana cięta m/dzy dużą opuszką a przyśrodkową opuszką palca nie widziano ciał obcych, krwawi, założono opatrunek tamujący, dobra krzepliwość" ;)[/FONT][/COLOR]
-
no na bank;) przejdziemy an samo suche ;) nie zje to jego sprawa... bo tak mnie ręce bolą dziś już ,że nie mogłam w pracy sobie poradzić ;) a po pracy znów go zniosłam na dół bo jednak z drugiego piętra trochę schodów jest do pokonania, a bałam się , że jednak z góry na dół to musi cały ciężar ciała stawiać na przednich łapkach... ale na dworzu mu zaczęło odwalać, zapomniał momentami, że jest "chory" i chciał lecieć za Costą ;) albo ptaki gonić , i szczekał chyba z nadmiaru energii... i zgubił skarpetkę, ale znalzłam i się cofnęłam po nią, w związku z tym, że szedł an krótkiej smyczy to się trząsł z zimna bidulek i wróciliśmy dość szybko, ale musiałam z nim iść... rano bidulek kuśtykał do mnie jak wstawałam o 5tej do pracy ;/ a normalnie zawsze śpi ;) a Costa też się cieszyła i też jest bidulka bo nie ma swojej pani i pana ;)
-
i jeszcze po schodach go znosimy i wosimy... a waży już 20kg... ;)
-
żal mi go, bidulka mojego... a za kilka dni to mam nadzieję, że już się całkiem naprawi ;)
-
haha;) nie kłóćta się baby ;) z Puckiem już jakby lepiej, ale wygląda jakby za karę miał coś do łapy przyczepione ;) szybko zapindala na trzech do miski z wodą mimo, że mu wcześniej przyniosłam pod nos ją i nie chciał pić ;) woliw kuchni tam gdzie jej miejsce ;)
-
no na niego to już chyba nic nie podziała ;) a taka właśnie zwibracjami ostatnio widziałam u tego Cesara Milana czy jak tam on się zwie ;) bo ogólnie działania prądem mnie przerażają... no na bank go nie puszczę, nie chciałabym mieć powtórkiz rozrywki... ale ja już myślałam, że tutaj to mu nic nie grozi, bo samochody nie jeżdżą w zasadzie, jedynie latem na działki i to taką prędkością wolną, że nic mu nie groziło, psy nie, ludzie nie, ani on im bo w kagańcu gupol już tylko lata... a on jeszcze co inne... nie wiem jak on da radę te pare dni nie biegać, nie skakać...
-
jednak pojechaliśmy do weta taxówką przez całe miasto na dyżur całodobowy do kliniki...bo nie mogłam patrzeć jak się mój bidulek męczy... Puckowi się nie podobało... cały się trząsł jak tylko weszliśmy , TŻ wniósł go na rękach i musieliśmy chwilę poczekać, aby wejść do gabinetu... jak już weszliśmy, lekarz kazał ściągnąć skarpetkę i odwinąć bandaż - moje dzieło ;) pochwalił przemycie Rivanolem i Dermatolem posypanie ;) oraz , że uzyliśmy bandaża zwykłego, a nie elastycznego... po czym próbował mu obmyć ranę i psiknął mu jakimś lekiem znieczulającym miejscowo gdyż chciał założyć jeden szew, ale mówił, że ogólnie mu się ładnie goi i że może nie będzie ko nieczny... nie mógł dostać "głupiego jasia" bo był po jedzeniu co prawda o 13 ale jednak... a ponoć powikłaniem może być skręt żołądka, a na żywo przy znieczuleniu miejscowym nie dalibyśmy rady ;/ więc zrezygnowaliśmy i lekarz założył tylko opatrunek uciskowy... dostał też 3 zastrzyki w tyłek i już przy 2gim chciał ukąśić weta ;) dobrze, że miał kaganiec :) jeden anty krwawiący, jeden antybiotyk i jeden cośtam, jutro mamy iśc na powtórkę antybiotyku ... ale to już do nas pójdziemy ;) razem -90zł ;) także sobie urządziliśmy drogą wycieczkę do miasta ;) i przynajmniej mogę jutro iść na spokojnie do pracy... mama będzie doglądać, żeby sobie nie grzebał tam ;) z tego wszystkiego zapomnieliśmy kołnierza wziąć od weta... a no i Pucek ma nie forsować tej łapy... nie wiem czy to jest wykonalne...jak go powstrzymać od biegania...??
-
ta ranka jest w dziwnym miejscu... za tą duża poduszką od przedniej łapy ;/ jakby rozcięte, ale nie bardzo widać bo jest zakrwawione... za chwilkę idziemy na spacerek... najwyżej TŻ go przyniesie do domu jakby nie chciał iść w ogóle...
-
dziś Pucek latał jak zwykle po krzakach i byliśmy na bardzo długim spacerze nad Wisłą i na koniec... Pucek wyszedł z krzaków, my z mamą na górze wału, patrzymy, a Pucek nagle usiadł(czego nigdy w zasadzie nie robi na dworzu...) po czym się położył na ziemii... tak się przestraszyłam ,a jak podeszłam do niego to w ogóle ścięło mnie z nóg... cała przednia łapa zakrwawiona...i leciała krew... więc osuszyć próbowałam chusteczkami... i nadal leciała krew... cały był ubrudzony od krwi w zasadzie wszędzie, ja całe ręce... ale jakoś dokuśtykał do końca wału... później go wniosłam na górę, żeby się już nie męczył,a ten wariat jak go postawiłam na górze zaczął szczekać na rowerzystę... jakoś doszliśmy do klatki...dobrze , że mamy blisko...(całą drogę zastanawiałam się tylko jak ja go wniosę na 2 piętro...najwyżej poszłabym po TŻta, żeby go wniósł... ale jakoś dał radę wejść sam po schodach...a mogłam sobie wziąć małego pieska, którego mogłabym wnosić sama...) na klatce nakapał krwią;/ więc ja poszłam z nim pod prysznić obmyć zimną wodą łapę...a TŻ sprzątać korytarz... pózniej polałam mu Rivanolem... a ten leżał spokojnie po czym jak lałam odskoczył... jak oparzony, myślałam , że go szczypało... (ale później sobie przypomniałam, że on nie lubi mieć mokrych łap i dlatego pewnie tak odskoczył...) założyłam gazik i zaplątałam bandażem, ale i tak przesiąkło...gdyby to był inny dzień, a nie niedziela to już bym była u weterynarza... ale dziś niestety nieczynne... po czym Pucek się położył... i leżał... i nie wiedziałam czy go boli czy dlatego, że zmęczony po spacerze... miskę z wodą przyniosłam mu do legowiska... ale chyba myślał, że chcę go moczyć wodą... bo miał traumę w związku z wcześniejszym moczeniem się w prysznicu ;) potem dałam mu kulki wymieszane z pasztetem bo samych nie chciał, żeby zjadł, żeby mi z sił nie oklapł... bidulek mój... tak mi go żal... za jakieś 2h chciałam, żeby podszedł do mnie bo tylko leżał w legowisku...i bałam się, że się tak starsznie źle czuje, że tylko leży... i wstał podszedł, ale tak przeraźliwie zaczął piszczeć, że go wzięłam na ręce i zaniosłam do legowiska z powrotem ;( a uwierzcie mi, że nie ejts lekki... później wyczytałam, że można jeszcze dermatolem zasypać taką rankę, a że akurat znalazłam resztkę w domu to mu odwinęłam łapkę bo już zaczął się nią interesować ;/ i tam dłubać... dobrze, że mama z nimi będzie cały tydzień siedzieć to go przypilnuje...żeby tam nie dłubał... no i troszkę jesczez kapnęło mi krwi na rękę bo się Pucek zdenerwował... jak mu sypnełam na rankę... ale dermatol nie boli wiem z własnego doświadczenia... po cyzm położyłam 2 gaziki i zawiązałam bandażem już jakoś bardziej profesjonalnie... ale cała się trzęsłam jak widziałam tą krew wszędzie... mam nadzieję, że Pucek się jakoś z tego wyliże... zastanawiam się teraz jak my wyjdziemy na spacer po południu... skoro ta łapka go boli ;/