Jump to content
Dogomania

Maron86

Members
  • Posts

    2029
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Maron86

  1. Ostatnio była sytuacja - 10letnia dobermanka przywiązana do drzewa zakatowana. Sprawa umorzona, pomimo że sprawca znany. Czy takie sytuacje nie 'przyzwalają' na okrucieństwo? Moim zdaniem przyzwalają przymykając oczy na to co się dzieje, w końcu to tylko zwierzę. Osobiście myślę że nie dożyje czasów w których nie będzie bezmyślnego sadyzmy nad zwierzętami (już nie piszę wszystkimi, ale tymi 'najbliższymi' psami i kotami), a każda sprawa będzie się kończyła skazaniem oprawcy...
  2. Moim skromnym zdaniem jedynie działanie z głową na wielu płaszczyznach, rozsądna zmiana prawa, egzekwowanie tego prawa, naprawdę wysokie kary, normalne sądy które widzą okrucieństwo i nie stosują sformułowania 'mała szkodliwość społeczna'. Przy równoczesnym: -Sterylizowaniu każdej niehodowlanej suki/niehodowlanego samca -Dotkliwych karach za porzucanie zwierząt + opłata za: odłowienie, ratowanie/leczenie, pobyt w schronisku do czasu znalezienia nowego domu. -Przymusowe chipowanie oraz rejestrowanie psa w głównej bazie (jest z tego co widziałam europejska baza która łączy 'podbazy'). -Zakaz rozmnażania zwierząt pod groźbą kary finansowej od każdego urodzonego szczeniaka. -Kontrolowanie warunków hodowlanych zwierząt (nie tak jak teraz że babka zapisze się do stowarzyszenia i ma 11 chodliwych ras, każdy brudny, zarobaczony, zaniedbany). -Karanie okrucieństwa wobec zwierząt bez zawiasów (bo co nam dają umorzenia czy zawiasy) i nakładanie duży kar finansowych- -Łańcuch minimum 8m, stały dostęp do jedzenia, picia, budy (nie rozwalających się desek). Nie ma co się oszukiwać nie jesteśmy w stanie udowodnić że dany pies nie siedzi na łańcuchu 12h, ale już zmierzyć łańcuch jesteśmy w stanie. Wtedy może by się coś zmieniło. Jednak to są tylko mrzonki, polityków bardziej interesuje ich kasa i ich wygoda niż jakakolwiek zmiana na lepsze... Sądy cały czas orzekają niską szkodliwość dają przyzwolenie do takich zachowań. Psy z chipami nadal siedzą w schroniskach 'gnijąc' po kilka lat. Nie wiem czy zauważyliście jaki mały odsetek psów rasowych jest w schroniskach (piszę o takich z tatoo, rasowych - nie pseudo), chociaż i te w typie szybko się rozchodzą. U nas pozostają psy które miały w rodzinie owczarka. Większość czarna podpalana, zwykły bury kundel.... Tylko skądś się te psy biorą, nie twierdzę że są mniej wartościowe - też mam zwykłego kundla - jednak nie ma na nich chętnych, ale jak już się pojawi jakaś rasówka czy w typie to jest cała lista chętnych na niego :shake:
  3. Fakt, inni głupieją i zachowują się nie raz jak bezmózgie zombie... dlatego ja wolę swojego psa od jakiegoś czasu prowadzić w fizjologu i mieć spokój. Pies się obroni, człowiek nie będzie miał szycia - 'wszyscy szczęśliwi'. Co do rowerzysty to mnie zastanawia że w ogóle on jechał po chodniku, a nie rower prowadził :mad:. Jeśli było tak jak piszą to albo ścieżka, albo ulica, albo w ostateczności chodnik jednak rower musi mieć wieczorem lampy.
  4. Niby nie, jednak w tym konkretnym przypadku ewidentnie była wina faceta i miał dużo szczęścia że pies mu nie odgryzł klejnotów (bo akurat tak celował). Od tamtego zdarzenia pomimo flexi w lesie psy biegają w fizjologach ;), najwyżej komuś nogę połamią jednak nie odgryzą :diabloti:. Tak czy siak uważam że masę zdarzeń jest prowokowanych przez głupotę ludzi, wina leży po obu stronach. Jednak flexi czy zwykła smycz nie ma nic do tego. PS. na zwykłej smyczy pies by mu odgryzł klejnoty bo by szybciej zareagował niż ja + facet centralnie matkę odepchną na bok i wpierniczył się między nas.
  5. Moje psy w mieście nie chodzą na flexi, 'od święta' się zdaży i tylko w kuble na ryju. Zawsze wołam psa jak widzę przechodnia/rowerzystę/biegacza - ale jak nie widzę i mi w lesie wybiega z za drzew i leci między psami to cóż...
  6. Lepiej nasz TOZ je 'zbiera' i daje do adopcji, co (obserwując przez ostatnie 1,5roku) kończy się śmiertelnymi chorobami w ich siedzibie... Mi się wydaje że nie ma tu wolno-żyjących dzikusów bo osoby które dokarmiają przeganiają osobniki nieufne i takie co na 'rękę karmiącą' prychną/drapną. Tak samo przeganiają bezpańskie głodne psy... Matko ile razy z nimi wojnę toczyłam że jak tak można kota domowego karmić, a psa wywalonego z żebrami na wierzchu przeganiać... Przyznam że w Szczecinie widuje dzikusy (większe miasto niż to moje zadupie), faktycznie czmychają od człowieka i zajmują się sobą. Te koty 'u mnie' na zadupiu to garną do człowieka, szczególnie jak widzą reklamówkę z żarciem. Nas się boją bo nasza najstarsza suka ma szajbę na koty, pomimo że była do nich przyzwyczajana i jako szczenie się z nimi bawiła. Średnio mi się podoba pomysł biegania za kotami i łapania do kastracji - tym bardziej że u mnie każdy kontakt z kotem (nawet jak nie dotykam a jest ich 'za dużo' w pomieszczeniu) kończy się alergią i jazdą na pogotowie bo zwykłe leki nie pomagają :-( Opisane było to w szczecińskiej darmowej gazecie, nie pamiętam czy mojemiasto czy metro - oba dostaje się z rana na przystankach za free 'do poczytania'. Vectra - przyznam że nie myślałam w ten sposób. Może dlatego że jak wprowadziliśmy 2giego suczkę do pierwszego samca to była wielka miłość. Żadnych problemów nie mieliśmy, dogadywały się, nasz samiec nawet zaczął jeść chrupy zamiast gotowanego :evil_lol:
  7. Wina leży po obu stronach, faktycznie jeśli pies jest wielkim bydlakiem i smycz grubą taśmą to chyba można liczy na to że ktoś ją zauważy i nie będzie lazł jak ciele. Rowerzysta rozjeżdzający yorka dla mnie abstrakcja, o tyle o ile rowerzysta mógł szczotki nie zauważyć - to co było z tym psem nie tak że nie uskoczył ... Sama miałam sytuację w lato: 1 suka mniejsza na flexi, samiec na taśmie (zwykłą taśma). Psy bez kagańców w lesie. Leci sobie biegacz, wyskakuje między psami i się dziwi że 50+kg pies chce go roz....szarpać. Wielkie oburzenie i tekst 'psa się trzyma na smyczy' - na co my 'są na smyczy'. Bo taka też była prawda. Ludzie nie mają rozumu od co, nie twierdze że wszyscy żeby nie było. Jednak właściciele psów zakładają że widać tego psa, tą taśmę. Natomiast przechodni zakładają że pies powinien być przyklejony do nogi
  8. Ja to odbieram nieco inaczej. Człowiek który chce psa i pofatyguje się na moje zadupie w celu zapoznania się z nim jest traktowany jako potencjalny dom. Rozmowa jest luźna, człowiek nigdy nie jest skreślany na wstępie. Wiedzą o psie, o tym co je, o tym czego lepiej nie dawać warto zawsze się podzielić. Sama nie wszystko wiem i sama karmiłam marketówkami, gdyby ktoś mi prędzej powiedział/dał linka do sklepu internetowego z fajnymi karmami i powiedział jak taką karmę odróżnić od syfu - była bym zachwycona. Przy wyadoptowaniu mix dobermanki zauważyłam że kobieta ma na tylnym siedzeniu karmę darling - powiedziałam jej w luźnej rozmowie że fajnie jest kupić 'natej i natej' stronie bo donoszą worek pod drzwi, że wychodzi taniej, no i ogólnie jak się obliczy ile trzeba jakiej karmy dawać to okaże się że ta tańsza jest droższa. Jednak - jeśli dzwoni do mnie osoba która twierdzi że pies bez podszerstka będzie idealnym psem na łańcuch, a żadne tłumaczenie nic nie daje. Cóż takiego kretyna skreślam od razu, a numer blokuje żeby nie dzwonił mi o innego psa (nawet jeśli ten inny nadaje się na dwór, to z jego podejściem nawet pluszaka by nie dostał). Faktycznie jeśli ma się tych domów chętnych 5 na 1 psa - to się wybiera najfajniejszy i najbardziej rzeczowy, a resztę podsyła wolontariuszom w schronisku :diabloti: EDIT: sorry za post pod postem, nie mogłam poprzedniego edytować :-o
  9. No i właśnie taki opis opisuje 'mojego kota wolno-żyjącego' którego znajdziesz na działkach czy na obrzeżach - tu w mojej okolicy takowych nie ma (no może tak jak już pisałam 1 na 20widzianych) lub się chowają przed ludźmi. Ja cały czas mówie o domowych kotach 'wychodzących' zwanych wygodnie 'kotami wolno-żyjącymi' przez różne organizację. Szukałam pomocy w sprawie 'zrobienia porządku' z durnymi właścicielami, żeby przynajmniej te koty kastrowali/sterylizowali - tak żeby nie było ciągle i ciągle nowych kociąt. Było to jak odbijanie piłeczki: koty wolno-żyjące więc nie do adopcji nie do schroniska, koty 'pańskie' więc nie do darmowej sterylizacji bo to czyjś kot i tak nie można. Właściciele zaś twierdzili że kot lubi wolność więc nie mogą go zamykać w dzień kiedy idą do pracy :roll:
  10. Tylko że ja piszę o kotach DOMOWYCH które wyłażą z domu, które są normalne 'dotykowe' i nie mają z siebie nic zdziczałości - wystarczy 'kicikici' i już leci do głaskania. Nie wmówisz mi że kot który co rano wychodzi na dwór, a co wieczór wraca do domu (no chyba że jest marcowanie, wtedy 'rozkoszują się' igraszkami do woli) są kotami dzikimi. U nas koty dzikie (które uważam za wolno-żyjące) są na działkach, na mocnych obrzeżach miasta. W 'centrum' tego zadupia znajdzie się 1 sztuka na 20 biegających. Dodam że w pewnym momencie 'interesowałam się' współpracą z TOZem 'lokalnym' jednak ich podejście mnie mierzwiło więc zrezygnowałam. Kota nie ruszamy puki nie jest chory, nie ważne że normalny domowy - takiego kota nikt nie adoptuje, w razie czego ktoś go dokarmi :roll:. Kotki sterylizowały i chwała im za to - jednak koty domowe to koty domowe ich nie można złapać i wysterylizować/wykastrować. Właśnie stąd się bierze u nas problem To dość ciekawe bo w gazecie były lisy z upolowanymi szczurami w pyskach, przypisane statystyki ile jest szczurków i kotów, podane w których miejscach lisy polują itp. Nie twierdzę że żywią się wyłącznie szczurami, jednak jeśli lisy polują, a kotów jest nad-populacja to coś tu jest nie tak. Wychowywano mnie w prosty sposób: Pies broni rodziny lub jest towarzyszem, kot łowi szkodniki chyba że jest kotem domowym, szkodniki są zbędne i roznoszą choroby :lol:. Nie wiem Ulv jak jest u ciebie, wiem jak jest u mnie bo kiedyś (sprzed czasów alergii) zawsze pomagaliśmy z przyjacielem kociakom znaleźć nowy dom, byliśmy dzieciakami więc 'średnia adopcji' była 2koty w miesiącu od czerwca do października - później szkoła i obowiązki inne, a i koty tak się nie 'napataczały'. Wtedy nas gonili z tymi kotami, teraz największy niegdyś przeciwnicy są 'zagorzałymi kociarami'. Które w życiu kota nie oddały nikomu do domu, cała pomoc kończy się na dokarmianiu (bo sterylki robi tylko TOZ, baba dokarmiaczka już nie...). Vectra u nas są sprzątaczki które ogarniają teren i syf po flejach wywalających z okien właśnie jak piszesz kości, chleb, jakieś świństwa, ale i różne inne rzeczy o których lepiej na publicznych forach nie pisać ;). Jadnak żadna z tych Pań nie czołga się pod krzakami żeby sprzątnąć surową rybę zostawioną dla koteczków czy innego 'wiskasa'... Teren sprzątają codziennie, więc i psy i szczury się nie nażrą bo nie zdążą.
  11. [quote name='zmierzchnica']ogólnie się zgadzam... czepię się tylko tych "kotów wolno-żyjących" - nikt nigdy nie mówił, że to są "koty dzikie". Koty wolno-żyjące to takie, które wymagają opieki człowieka, ale które są zdziczałe i trudno by było je przysposobić do domu. Dlatego gmina ma obowiązek opieki nad nimi (to jak się wywiązuje to inna sprawa - ale u nas gmina nie chciała się wywiązać, ale tak długo naciskaliśmy, pisaliśmy i się czepialiśmy, że nareszcie bardzo pomagają). Jakbyś usunęła ze słownika ten termin, to byłyby koty bezdomne - i nikt by nie dał państwowej kasy na ich sterylkę ani karmę, bo "trzeba im znaleźć dom" i koniec kropka, nie ma dokarmiania i leczenia na koszt gminy. Póki są wolno żyjące, nikt nie każe ich wciskać do domów, a pomaga się je utrzymać tam gdzie są w dobrym zdrowiu. Kotów jest tak ogromna ilość, że to wcale nie jest złe rozwiązanie. Aaaa no właśnie i dlatego w moim słowniku nie ma pojęcia kota wolno-żyjącego! Te koty dokarmiane przez oszołomkę mają dom, żyją wśród rodziny i w domu, nie boją się ludzi i zwierząt (baaa obcego psa potrafią zaatakować, chyba że go ten konkretny pies pogoni). Mam od ponad 10lat wrażenie że termin kot wolno-żyjący to po prostu kot trudno adopcyjny którego łatwiej jest ciachnąć i niech sobie znudzone kociary dokarmiają (u nas gmina nie daje kasy dla dokarmiaczy, ci żebrzą w TOZie, który żebra od ludzi bo ciągle ma parwo i jakąś tam śmiertelną chorobę kotów od której ostatnio padło im 6kotów przez co sam sobie finansowo nie radzi). Jak by faktycznie była selekcja naturalna (u nas drogi mało ruchliwe, psy w dużej większość to szczotki na flexi - reszta chodzi na smyczach) to i szczurów by nie było i populacja kotów by drastycznie zmalała. Tak mamy pełno domowych kotów 'wychodzących' dokarmianych 'gratis' przez oszołomów + szczury wielkości kotów, bo żarcie się wala po krzakach/w donicach/przy klatkach. Te nasze kociary mają to do siebie że jeb**** żarcie potrafią, ale sprzątnąć już nie - leży to i gnije, muchy się zlatują, szczury nażrą. Zamknięte koło :angryy: Naprawdę nie ma w mojej okolicy kota który by spełniał te kryteria: Tak jak pisałam, większość z tych kotów dokarmianych mogę wskazać ich właściciela u którego mieszka/mieszkał (do puki właściciel się nie wku***** na 'kociary'). Nasza oszołomka wprost ludziom mówi żeby nie brali kotów bo to problem, bo to koszta, bo śmierdzi to w domu, bo za długo żyje, bo choruje i są problemy, bo brudzi - lepiej żeby kupili karmę i sobie na dwór szli podkarmiać :-o (zasłyszana rozmowa z klatki schodowej kiedy to sąsiadka pytała czy jest jakiś kotek do adopcji z tych co 2ga sąsiadka dokarmia)...
  12. Oooooooooooo a się kilka tematów na raz 'otworzyło'. Idea DT - dla mnie słuszna jednak tylko prowadzona przez osoby które są w stanie opisach zachowanie psa i w razie potrzeby je naprostować lub znać szkoleniowca który to zachowanie pomoże naprostować. Osobiście mam 3 psy swoje i 1 na DT - więcej na dzień dzisiejszy bym nie podołała. Może dlatego że to spore psiaki, a nie maluchy - do prowadzenia każdego z nich trzeba sporo siły fizycznej i psychicznej. Koty wolno żyjące - dla mnie to abstrakcja, u mnie na podwórku widziałam przez ostatnie 11 lat słownie 1 kotkę wolnostojącą która się do mieszkania nie nadawała. Reszta kotów to koty 'pańskie' wypuszczane żeby sobie 'połaziły biedne koteczki' - koty w większości są nie kastrowane przez co się rozmnażają. Kotki ciężarne są z domów wywalane i stają się bezdomnymi w ciąży. Wiem że na moim zadupiu są miejsca z wolno żyjącymi kotami, jednak nie w mojej okolicy. Uważam dokarmianie 'pańskich kotów' za totalną pomyłkę! Sama wiem jak się skończyło kilka historii takich dokarmianych kotów - w końcu właściciel miał dość i przestał kota karmić biorąc kota który pilnuje się domu. Mamy tu taką oszołomkę która łazi po okolicy i zwołuje wszystkie koty (mające dom), ludzie podejrzewają że dodaje im waleriany bo biegają za nią przez kilka podwórek (po karmieniu) jak psy. Ratowanie chorych kotów - mnie ten temat nie dotyczy, tak przynajmniej uważam. Mam silną alergię na koty więc je omijam, nie podoba mi się ratowanie zwierząt bezpańskich na siłę więc inicjatywy nie wspieram. Jeśli ktoś chce to ich sprawa, mi nic do tego ;) Koty wolno-żyjące - w moim słowniku takie nie istnieją. Dla mnie kot wolno-żyjący to taki który SAM poluje i je co upolował/znalazł, który SAM o siebie dba. Wolno-żyjący to taki który jest 'czyścicielem' szkodników. W Szczecinie niby pełno jest wolno-żyjących kotów, tylko że do miasta przychodzą lisy bo koty są dokarmiane i nie polują... Był o tym artykuł nie pamiętam czy w mojemiasto czy w metro. Wyciąganie psów ze schronu na siłę - dla mnie głupota, jeśli pies nie rokuje zdrowotnie to po co go męczyć... Jednak jeśli pies rokuje na normalne życie to czemu nie. Morbital po 2tyg kwarantanny - dla mnie to nie do pomyślenia, nasza sunia Magia jest po 2,5roku schroniska... Ma jedną wadę, nie umie zostawać na komendę zostań - zawsze leci za nami i boi się że jej zwiejemy. W domu nie niszczy, nie hałasuje, zostaje ile trzeba. Ma 2gą wadę, jak wracamy to tak się cieszy że podsikuje ze szczęścia. Z psami się dogaduje, obcy ludzie są obojętni, znajomi 'tylko mnie kochaj'. U nas w schronisku były czasy że psów było ponad 400, na 150miejsc w schronisku... zagryzienia, choroby, siedzenie po x lat za kratami. Teraz jest ogarnięty wolontariat (prócz jednej osoby co 'wyżej sra niż d*** ma') i psów jest poniżej 200. Można schronisko doprowadzać do porządku zwiększając liczbę adopcji zamiast usypiając? Można! Jednak jest to dłuuugoooo falowe działanie i nie poprzestawanie na poklaskach ludzi. Współpraca pracowników schroniska z wolontariuszami. Ja osobiście nie zostanę wolontariuszem, mam za miękkie serce :eviltong:. Chociaż mogł by być jeden plus takiego postępowania... Tak jak w przypadku Rumuni ludzie by się ockneli i psy które dokarmiali latami w końcu wzieli do domu. W wiadomościach był lament pewnej Rumunki która to psa Yoyo dokarmiała bodajże 6czy8lat - po tej ustawie pies został wyłapany, wtedy baba się ocknęła że nie da zabić tego psa, że ona go adoptuje. Gdzie była przez te lata? Wydawanie psów do domów stałych ze stadem - ja uważam że jeśli człowiek jest ogarnięty to czemu nie. Jeśli pies żyje w stadzie od niechcenia i dogaduje się bo musi to - szukam ludzi z max 1 psem. Jeśli pies potrzebuje towarzystwa psów to rodzina ze stadem jest wręcz pożądana. Jednak trafił nam się słownie 1 pies (przynajmniej jak na ranie) który z innymi żyć nie mógł i to nie zależnie czy sukami czy psami - w sumie szukaliśmy jej innego DT, znalazł się, teraz pies jest już adoptowany. Żadnego domu nie skreślam, zawsze staram się rozmawiać, uświadamiać, tłumaczyć. Chociaż w tej chwili mam sunię na DT (która przypomina kropka w kropkę nieżyjącego już naszego psa) którą nie wydam do osób starszych jeśli umowy nie podpisze osoba która w razie czego zajmie się sunią. Dlaczego? No dlatego że sunia już 3ci raz została bez domu, szuka 4rtego DS, po drodze była w DT/kojcu/schronisku - nie potrzeba jej kolejnego zawodu. Przy innych psach nie miałam tego 'ale' bo uważałam że lepiej żeby trafiły do fajnego domu niż siedziały w schroniskach - nawet jeśli za parę lat miały by trafić s powrotem 'do kolejki szukającej dom'. Usypianie własnego psa 1 - cóż... naprawdę łatwiej jest gdy widzimy że pies jest zaraczony, że przeżył 16+ lat, że choruje nie uleczalnie. O wiele ciężej jest zrozumieć 'co się z naszym psem dzieje' gdy wygląda że wszystko OK, a mimo tego nie jest.
  13. My jesteśmy z jedną z suk w kropce. Wyniki dobre - agresja narasta do takiego stopnia że atakuje wszystko co się rusza... zalecenie weta - sterylizacja. Możemy też zrobić tomografię która jest ... najbliżej we Wrocławiu. Suka 'w kwiecie wieku' niecałe 11lat. Dodam że problem jest nie dlatego jest stara, niedołężniała, sika pod siebie, itp/itd. Problem jest dlatego że to jest pies z kondycją 5-6latka, a agresją nie do opanowania. Właśnie dlatego piszę że własnego psa 'za wszelką cenę', obcego który by mi ludzi atakował (w tym rodzinę którą zna od małego) w przypadku gdy pies na nic nie reaguje i zatraca się w agresji - kazałabym zabierać. Nadmienię że miałam sukę z agresją lękową która klapała zębami na wszystko i wszystkich - wyprowadziliśmy ją z takiego stanu, bo się dało. Miała nawrót zachowań już po 3m-c od adopcji, miała 'za dużo luzu' i wróciły zachowania. Teraz znów po ciężkiej pracy właścicieli suka jest normalna i społeczna.
  14. Jeśli chodzi o ilość psów na DT to hmmmm, nie ubliżając i nie uwłaczając nikomu to: osobiście uważam że jeśli ma się psa 'problemowego' który zwoje głupie zachowanie mógłby zaszczepić w inny psie - nie, nie bierzmy wtedy więcej zwierząt! Ja mam 'dziwną' sukę z którą są coraz większe problemy i w życiu przy niej nie zdecyduje się na szczeniaka, również osobno wychodzi na dwór, rzadko kiedy w grupie bo najzwyczajniej w świecie 'podpuszcza' stado :mad: a no nie będzie, szczególnie że moja sucz to i 2m płot przeleciała za kotem - jak kot na drzewo prysnął to już w 2gą nie wiedziała jak wrócić - kto się musiał tarabanić przez płot po psa? :placz:
  15. Kompletnie nic się nie zmieniło :roll: niby ludzie dorastają, zmieniają poglądy jednak mam wrażenie że tu ... nie potrafią przyznać się że nie miało się racji, że faktycznie inne wyjście może być tym lepszym itp. Dokładnie, mnie też to mierzwi. Osobiście wolę wziąć 1psa (sukę tak dokładniej) na DT i jej się poświęcić przy uczeniu zachowań itp. niż 10 i 'nabijać sobie licznik' :roll: OOOoooo to też mnie zawsze dziwi. Wyciągnijmy psa, upchnijmy go byle gdzie, do ludzi którzy kompletnie nie mają warunków, nie znają się, nie mają podejścia... U nas jest tak że faktycznie jeśli mielibyśmy 'kolejną gębę do utrzymania' to nie dalibyśmy rady finansowo... Jednak u nas zawsze ktoś w domu jest więc jak by coś się z psem działo to od razu tel do weta. Ja trochę z psami pracuję i przygotowuję je do adopcji więc też nie wychodzą od nas dzikusy, spacery minimum 3x na dobę. Można się przyczepić do metrażu domu, jednak to też nie jest tak że do każdego pomieszczenia upchnięte są po 2-3 psy jak w schronie. Sami czasem się zastanawiamy czy nasze warunki są odpowiednie, czy już nie. Oho już to widzę :lol:. Do tego Jeanne jest tak na koty nastawiona (po tym jak ją kilka razy zaatakowały) że ich nienawidzi i wpada w amok. To również mnie zastanawia. Jednak co innego 'pies ze schroniska', a co innego nasz własny od szczeniaka. Może to jest w pewnym sensie zakłamanie bo na 'naszego' byśmy wydali ostatniego grosza, a na takiego 'schroniskowca' to tylko w przypadku gdy ma szanse na adopcję. Może to też realne stąpanie po ziemi...
  16. Odwieczny dylemat. Ukarać psa za pogonienie kota i spindrzenie przez 4 podwórka, czy pochwalić że łaskawie wrócił jak już kot siedział na najwyższym drzewie :angryy:. Sama do dziś tego nie wiem, bo jakąś karę za pogonienie kota powinna mieć, no ale jak ukarze to dostanie karę za powrót :lol:... Jednak takie tematy jak: wetkałam psu mordę w siki i to nie działa, albo dostał w dupę i zaatakował - takie mnie już obruszają i nie potrafię spokojnie patrzeć na nie. Możliwe że powodem mojego obruszenia nie jest fakt 'skarcenia', ale totalny brak wyobraźni i sądzenie że pies myśli tak jak człowiek. Osobiście uważam że pies ma zupełnie inny tok rozumowania niż my, jednocześnie uważam że pies który przebywał w domu rodzinnym rozumie co mówimy i o co nam chodzi ;)
  17. wet je tylko "wyciśnie", chyba ze to coś innego
  18. Widzę że 'wątek na topie' więc i ja dodam swoje 3grosze ;) 1 sprawa to zabezpieczenie kabli, jak dla nas najlepsze okazały się listwy. Psa kable nie kuły w oczy więc się nimi nie interesował, a że pies zawzięty to żadne odstraszacze nie pomagały. 2 Nauka czystości u mnie zawsze odbywała się tak jak piszesz: po zabawie od razu siku, po jedzeniu 30minut i na dwór, po piciu max 5minut i już musiała na siku, po spaniu - od razu na dwór (często w kurtce narzuconej na nocną koszulę i klapkach...), pies piszczy i się kręci - na dwór na siku. 3 sprawa zostawania samemu. W twoim wypadku najpierw musisz psa nauczyć że nie zawsze jest na rękach, a to że chce nie znaczy że dostanie. Jeśli psiaka nauczysz że wystarczy piszczeć i już ma, to z czasem zacznie ci szczekać, później może podgryzać - zachowanie będzie się nasilać i eskalować. My uczyliśmy w ten sposób zostawania: porcja jedzenia, psiak je - my zamykamy drzwi. Po 2-3 dniach tak jak wyżej pisali zostawialiśmy psa samego w pokoju na krótką chwilę nim zaskoczył że został sam. Później coraz dłużej, jak miała wpadki i jałkała to czekaliśmy aż się uspokoi i dopiero wtedy wchodziliśmy.
  19. My mając szczepione na wszystko psy, wzięliśmy sunię z kaszlem (nie wiedzieliśmy że ma, później się okazało) na DT i nic nikomu się nie stało - sunia szybko doszła do siebie
  20. Najlepsze jest coś innego. W przyszłym roku mieliśmy brać szczeniaka teriera rosyjskiego z rodowodem :P Taki był plan, a tu proszę czarna jest więc częściowo pasuje
  21. Mnie martwi fakt że strona nie działa, a worów z żerłem dla psów zostało tylko 3... [QUOTE]Przepraszamy, ale w tej chwili trwa przerwa techniczna związana z awarią serwera. Zapraszamy ponownie w późniejszym terminie.[/QUOTE]
  22. Haha to tak jak u nas było z Magią. My ją widzieliśmy na focie, taka brudna, sklejona kubka futra patrząca tymi swoimi smutnymi patrzałkami... Wolontariusze ją nam wybrali na tymczas, miała być największą suką w schronisku :D Po wizycie u fryzjera odżyła, pomimo że jedyne co dało się zrobić było ogolenie na kilka mm. Zaczęła szaleć z psami, pech chciał że dosłownie po niecałej dobie znalazł się dla niej DS... Gdyby kobieta zadzwoniła o sunie dobę później to już byśmy byli pewni że z nami zostanie... a tak daliśmy do adopcji (chociaż serce się krajało). Sunia odebrana w piątek, a w poniedziałek dzwoni kobieta która adoptowała ją z płaczem. Co się okazało: ma tak silną alergię na sunię że nie wiedziała co robić - na szczęście mówiliśmy jej że jak nie będzie miała co z psem zrobić (wyjazd itp) to do nas niech podrzuci. jak jakiś problem to też ma się zgłosić. Sunia do nas wróciła w poniedziałek późnym wieczorem i tak z nami została :D. Czasami poprzednia właścicielka wpada zabrać sunię na spacer, uprzednio faszerując się lekami przeciwalergicznymi (i mimo tego dostaje ostrej wysypki i swędzenia). Dodam że Magia była 8 psem na DT, 6stym dorosłym (pierwsze były 2 szczeniaczki). Więc faktycznie można powiedzieć że miała i nadal ma TO COŚ :loveu:
  23. Chyba właśnie tak powinno być, wziąć pod uwagę przeszłość jednak pracować z psem i mu nie pobłażać bo 'biedny psiurek' ;) "my" niestety popełniliśmy ten błąd przy poprzedniej 'naszej prywatnej' suce (zanim staliśmy się DT), teraz jak mamę bierze chwila zwątpienia to mówię: "Chcesz żeby była taka jak Nadia?!". Od razu przestaje się rozczulać :diabloti:... Nadia to był hardcore... niestabilna psychicznie (raz się przymilała, a po 15sec potrafiła atakować zębami), ludzie się jej bali i to zarówno obcy jak i znajomi czy rodzina którą znała... mimo tego potrafiła zaatakować.
  24. Tak jak pisałam, sami karmiliśmy marketówkami sądząc że są fajne... Człowiek nie wiedział że są inne karmy bo w zoologicznych nie miał do nich dostępu. Dlatego rozumiem że ktoś może nie mieć świadomości czym karmi psa, nie podchodzę do tematu jako alfa i omega, bo sama znalazłam przypadkiem karmy szukając leków na stawy dla poprzedniego psa... Towar też nie był tak ogólnodostępny. Nigdy nie ochuje i nie achuje nad psem ze schroniska. Czasem przechodzi myśl 'jak ona mogła siedzieć 2,5roku w schronie', ale nigdy nie odbywa się to na zasadzie pobłażania czy rozczulania się nad pieseczkiem. Psy które trafiają na DT mają jasne reguły, są uczone zachowań, szkolone w podstawach (zależnie od stanu psa, u niektórych trzeba się wpierw skupić na wyciągnięciu z różnych dziwnych zachowań.). Tego właśnie też nauczyłam się po poprzednim psie gdzie mama wiecznie mówiła: to już stary pies więc jej nie męcz szkoleniem, ona jest taka biedna wszystkiego się boi zostaw ą w spokoju, itp. Ja adoptowałam Szamana :D. Wytyczne były: suka, szczeniak, w typie/rasy mastif tybetański Podesłali mi samca, w typie rasy, z informacji około 6m-c (faktycznie mniej więcej tyle miał). Więc postawiliśmy 'warunek' że musi być ciachnięty bo mamy sukę nie sterylizowaną, warunek spełnili. Było trochę przebojów z samą adopcją, ale to nie z winy wystawiającej ofertę adopcyjną. Tak więc pies 2 dni prze tym jak mieliśmy po niego przyjechać trafił do innej rodziny, patologi pijackiej gdzie nie był karmiony, został odebrany interwencyjnie i trafił do nas. Wystawiłam też temat dla przyjaciela o husky. Miał być 2-3letni kastrowanym samcem, nie niszczyć, mieć oczy niebieski lub przynajmniej jedno takie oko, nie sikać w domu. Zaczęli 'mądrzy' uświadamiać jaka to rasa, że to nie bazar, że jak można mieć tak wygórowane wymagania. Tak więc zamknęłam temat bo nie będę się przepychać z bandą oszołomów gdzie z pseudo szczeniak husky kosztował 100zł :roll: ... Na szczęście wybiłam pomysł pseudo przyjacielowi z głowy, teraz ma 4 psiaki i każdy z tych potrzebujących był - żaden z nich to husky :eviltong:.
  25. Daj jej komendę 'na miejsce' i karz zostać, jak nie posłucha to odprowadzaj aż do skutku. Jeśli nie masz dużo czasu, albo pies jest wytrwalszy od ciebie to go przywiąż przy miejscu. Jak będzie spokojnie leżeć na miejscu i już zjesz posiłek to wtedy nagradzaj. Osobiście nigdy psa w trakcie 'ludzkiego' posiłku nie nagradzam, uczy to 'wyczekiwania' aż będzie jedzenie. Możesz również spróbować dać jej posiłek wtedy kiedy ty zaczynasz jeść, chociaż wątpię żeby to poskutkowało bo człowiek jednak je wolniej niż pies :eviltong:
×
×
  • Create New...