-
Posts
2029 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Maron86
-
No i wróciliśmy od weta, jazda autobusami masakra - prawie 2h w jedną stronę... Na dziś: waga prawie 20kg Uzębienie lekki kamień z przodu, z tyłu tylko osad - nie trzeba czyścić wszystko ok Uszy - w środku czyściutkie, żadnego świństwa, na zewnątrz do przetarcia Serce i płuca - bez szmerów, wszystko prawiodłowo Temp - lekko podwyższona, zapewne przez stres. Krew pobrana, jutro będą wyniki - a że niedaleko będę z 2gim psem na szkoleniu to podjadę. USG zrobione - ma jakieś cysty, guzki na jajnikach, zaburzone 'cieczkowanie' (koniec lipca, początek sierpnia miała cieczkę, teraz znów dostaje...). Poczekamy na wyniki krwi, ale prawdopodobnie najlepszym rozwiązaniem będzie sterylizacja suki, albo leczenie hormonalne i dobieranie leków (jednak to nie wykluczy guzów listwy i ropomacicza które może za kilka lat dostać). Co o tym myślicie? czy to faktycznie może być od zaburzenia gospodarki hormonalnej i czy faktycznie warto ją narażać i robić sterylkę w wieku prawie 11lat?
-
[quote name='Vectra']Jest taki "kliker" ale to dla barbarzyńców Świetnie lata , wydziera się bardziej niż jazgot , straszy napastnika i i uczy przy okazji ;) Pół okolicy na nogach , ale co tam. Ważniejszy nasz spokój i nasz pies. takie coś ... [URL]http://allegro.pl/niemiecki-osobisty-alarm-kieszonkowy-do-torebki-i3670373997.html[/URL] małe w kieszeni się mieści , można ten sznureczek przyczepić do kurtki / spodni - żeby szybciej nam się "granat" odbezpieczał serio lepsze niż buty , tupanie ( szkoda stópek ) i dyskutowanie z panciem jazgota. Nie , no oczywiście że właściciel przerażonej "bestii" z której uleciała cała odwaga - pewno że się pluje .. ale nic nie słychać , widać po ruchach warg. To małe , czarne jest serio głośne , szczególnie akustyczne w blokowiskach. I to nie jest urządzenie które nie uczy :diabloti: duża część piesków , szybciutko zapamiętuje .... komu nie robi się hau hau , bo jest ała Działa doskonale , na wszystkie pieski odważne inaczej :wink: tylko najlepiej wycelować między łapki napastnika[/QUOTE] Niezły bajer, ale jak nasz prywatny pies na coś takiego zareaguje w przypadku świetnego słuchu?
-
Mnie zastanawia gdzie taki pies będzie miał lepiej: a) ze starszą osobą która może przedwcześnie zejść, b) na łańcuchu lub w schronisku przez x lat zanim być może znajdzie (a może i nie) dom docelowy. Pamiętajmy że mowa tu o wyadoptowaniu lub sprzedaniu psa. Jeśli chodzi o profesjonalną hodowlę to uważam że można stawiać wyższą poprzeczkę chociażby z tego względu że 'jak nie ten to 10 innych' jest chętnych na psa. W przypadku psa schroniskowego gdzie jest wybór albo ten starszy, albo żadnej - gdzie jest 'mniejsze zło'? Jeśli psa przejmie rodzina/sąsiad/znajomy to dlaczego pies nie ma spędzić szczęśliwie lat u starszej osoby? Co innego w przypadku gdy psem nikt się nie zajmie, a osoba chce psa jako kaprys i nie zdaje sobie sprawy z obowiązków, wydatków, odpowiedzialności za dalsze życie psa w przypadku własnego zgonu. Kurcze ale to właśnie O TO wszystko się rozchodzi. O to żeby poznać osobę do której pies ma trafić, jego możliwości zdrowotne, psychiczne, nastawienie, wiedzę i świadomość posiadania psa. Chodzi o to by dobrać odpowiednio rodzinę pod psa, a nie dać na ładne oczy bo piesek taki śliczny i na pewno się nim zajmą.
-
[QUOTE]A ja nie pozwalam się drzeć, a wręcz przeciwnie - chwalę Zu jaka to jest mądra i piękna i w ogóle zajebista, że nie odpowiada na zaczepki ;-)[/QUOTE]Ja pozwalam i powiem szczerze że mniej się wtedy stresuje niż w przypadku gdy uspakajam swojego psa, ten się wnerwia bo go jakaś szczotka gryzie, ja się wnerwiam jeszcze bardziej ... właściciel szczotki ma super ubaw, a ja patrzę jak utrzymać moje 54kg żeby nie zabiły szczotki i jednocześnie jak zabić 'właściciela' wzrokiem... Teraz mam zasadę: coś drze mordę na mojego psa, proszę niech się odszczeka jednak nie ma prawa szarpnąć mnie, jednocześnie jeśli jakiś szczotowaty szczekacz podleci na flexi za blisko to pech niech teraz wyciąga łapy z między kagańca. Przyznam szczerze że im bardziej mam wywalone na to czy mój pies da się sprowokować tym bardziej on ma wywalone na szczekające wypierdki. Jednak całkiem możliwe że to 'wiek' też swoje robi do tego jasno określone zasady (0 szarpania jak głupi). Jednak, jeśli mój pies nie zareaguje w ogóle (no może tylko spojrzy i nic) wtedy jest drapany po tyłku i wychwalany. Najczęściej towarzyszy jeszcze mój niewybredny komentarz kierowany do szczotki. [QUOTE]Jak nas coś leci z jazgotem się gryźć to albo zostaje obtupane i spieprza (bo takie jest odważne, ma się rozumieć) albo dostaje kopa na rozpęd z powrotem do pańcia. Z myślą o takich przyjemniaczkach zresztą kupiłam gaz, choć na szczęście jeszcze nie miałam okazji użyć. I dopóki Zu nie dostanie braciszka w rozmiarze XL, dopóty będę ten gaz nosić :roll:[/QUOTE] Zanim ja odtupne to mój pies już dano jest przy tym psie, do tego jak by taki mały jazgot dostał buta ... cóż ujmę to tak: ja chodzę w glanach :diabloti:. Mój jest właśnie w wersji XL, dlatego uważam że spokojnie może bronić się sam - o ile sam nie zaczyna burd.
-
Jak dla mnie problem pojawia się wtedy gdy bierzemy niestabilnego i źle socjalizowanego osobnika który od samego początku ma spartolony socjal i podstawy. Kiedy ma się takiego osobnika i się z nim pracuje to wkurza człowieka jazgoczący szczur na 5m flexi biegnący za dupą, człowiek staje się po pewnym czasie nie wrażliwy na fakt że właśnie nasz pies musi być za każdym razem znów wyprowadzany przez spotkanie z takim jazgotliwym wypierdkiem ... a gdy dochodzi do tego wszystkiego fakt że takich wypierdków na 1 spacerze spotyka się minimum 5sztuk - cóż. Mnie śmieszy gadanie właścicieli że ten ich mały 'piesecek psecies nic nie zlobi', pies to pies i powinien mieć wpojone od początku że ma mordy nie drzeć na inne. Dużo mnie pracy kosztowało żeby mój pies nie reagował na szczekające kurduple, a mimo tego jak jakiś leci na flexi i drze mordę z 50m dalej po prostu ... ja sama nie wyrabiam i szczerze pozwalam mu mordę drzeć bo skutkuje to tym że zazwyczaj ujadacz się płoszy i zamyka paszczękę, a właściciel przestaje się głupio śmiać 'jaki to jego piesecek jest odważny'. :roll: Zawsze będą chamy wśród psiarzy, zawsze znają się typu szczujące swoje psy i niestety niewiele możemy z tym zrobić. Ja osobiście nie zamierzam pozwalać żeby jakaś szczotka do butelek mi psa po łapach gryzła, tym bardziej że zawsze kiedy swojego uspakajałam były komentarze jak wyżej zamiast reakcja zabrania agresora. PS. Nie uważam żeby mój pies był źle wychowany, zaakceptuje każdego psa którego ja wprowadzę do domu. Nie okazuje agresji do momentu kiedy inny pies nie zostanie bezpośrednio zaatakowany. Akceptuje i jest delikatny do małych psów i szczeniaków. Nawet kiedy się rozkręci w zabawie da się go łatwo opanować. Jednak nigdy go nie spuszczam w miejscach nie ogrodzonych i wolę spuścić w kagańcu niż martwić się że jakiś go zaatakuje i źle się to skończy.
-
Na jutro mamy umówione badania krwi. Po ich wykonaniu zależnie od wyników zrobimy USG i markery (tak poradził wet). Mam nadzieję że zrozumiem co się z moim psem dzieje...
-
Oj to było lata temu więc nazw nie pamiętam, pamiętam tylko to nieszczęsne relanium bo po nim dalej był agresywny ale atakował właśnie drzewa, krzaki, 'zabawki' na placu zabaw tak jak by nie kontaktował. Prędzej z tego co mama mówi było bez recepty coś, a później na receptę, a na koniec właśnie relanium. Z wetkami pogadam, wszystkiego się dowiem co mogę jeszcze zrobić bo naprawdę sytuacja jest lekko dołująca. Wczoraj sunia mamie nawiała i przez 10minut biegała w koło auta bo kota dostrzegła z 2giego podwórka :roll:...
-
[quote name='gryf80'][B]maron[/B] może spróbuj z sumplementami zawierajacymi składniki uspakajajace w sposób łagodny?typu kalm aid,psie feromony,ja swego czasu podawałam nerwicowanemu psiakowi prep.kalmvet.[/QUOTE] Jutro umawiam się na badanie krwi suni tak jak poleciłaś. Nie chcę od razu wkraczaj z uspokajaczami bo ... no właśnie mieliśmy kiedyś psa który stał się agresywny i wet zalecił najpierw łagodne środki, później przeszedł na relanium - a pies jak był agresywny tak był, tyle że był też ogłupiały i atakował ... drzewa, krzaki, oponę (huśtawka przed blokiem kiedyś taka była)... Teraz jak się tak zastanawiam to mam złe przeczucia. Tamten pies po około roku, może dłużej dostał guzów na ogonie, później w uchu, a na koniec rozsianych po całym kręgosłupie... Był to pierwszy pies którego ja pamiętam w domu, a żył 16lat - musieliśmy go uśpić 12lat temu, więc i badania itp nie były tak rozwinięte. Wet w lecznicy polecił amputację ucha żeby powstrzymać rozwój raka, ale dawał psu jakieś 30% powodzenia bo jak twierdził sam fakt wieku nie daje pewności wybudzenia psa z narkozy. Do tego jak stwierdził całkiem możliwe że rak jest gdzieś jeszcze i i tak zaatakuje tyle że agresywniej. Więc rodzice postanowili że nie amputują mu ucha. W sumie i tak później się okazało że też miał guzy właśnie na ogonie... W każdym razie czy te wyniki (biochemia i morfologia) są w stanie określić czy u psa rozwija się jakieś złośliwe świństwo?
-
Wzrok, słuch, uzębienie sprawdzony. Ogólny stan suki określony na bardzo dobry. Ogólne pogorszenie się zachowania według weta nie ma podłoża fizycznego - chyba że coś czego nie widać. Badania proponowane zrobię bo jak na razie nie ma żadnego podłoża zdaniem weta... Zmiany ... myślałam czy bycie DT jej nie przytłacza, ale DT jesteśmy od ponad roku. Ona ogólnie w 99% ignoruje psy puki jej nie wchodzą w drogę, z kennela zrobiła sobie azyl i nikogo tam nie wpuszcza. "Wyciągnięta" do zabawy jak się znudzi bierze piłkę i zwiewa do kennelu. Już naprawdę dziwi mnie jej zachowanie, szczególnie wczorajsze (trzęsienie się ze strachu na mój widok bo wie że nie pozwalam ujadać i jednoczesne szczekanie bez opamiętania... Zachowanie w stosunku do brata...).
-
Jeśli chodzi o pobłażania to zdecydowanie nie. Ma wyznaczone granice od zawsze takie same, doskonale wie co wolno i czego nie. Ona kiedyś byłą bardzo kontaktowym psem, przytulaśnym i niektóre psy bardzo lubiła. Teraz każdego psa tłamsi i mocno poniewiera, szuka okazji do agresji (żarcia się z innymi psami, nawet będąc w kagańcu). Zachowanie zmieniło się diametralnie, w przeciągu max 6m-c. Niby stopniowo że ciężko było zauważyć pierwsze zmiany, a później już masakrycznie. Dziś np przyszli goście, chciała ich dosłownie zjeść (gdzie brata mojego doskonale zna od maleńkiego), wywaliliśmy ją do 2giego pokoju. Cały czas ujadała jak weszłam opierniczyć to ... trzęsła się jak by ze strachu mimo to paszcze darła. Na koniec jak już brat jechał do domu to ... na spacerze piszczałą do niego i chciała z nim iść wyrywając się mamie. Badania planujemy na czwartek.
-
Już jest program który się zwie 'At the end of my leash'. Ten mi się w miarę podoba i jest przystępny nawet dla matołów :D . Pokazuje że problemy z psami biorą się od problemów i skłócenia ludzi, za dużym pobłażaniu i rozpieszczaniu, braku konsekwencji i zaangażowania w zmiany. On bardziej jest przychologiem ludzi niż treserem psów. Moim zdaniem nie ma jednej niezawodnej i wspaniałej metody, po prostu nie ma. Jeden pies świetnie będzie funkcjonował na metodach Victorii, innego trzeba o glebę na zasadach Millana, u jeszcze innego trzeba łączyć metody. Są też psy z którymi pracuje się na zupełnie innej zasadzie niż Victoria (pies nie jest łasy, nie potrafi nawiązać więzi) czy też Millana (jest mocno lękliwy i każde szarpnięcie, krzyknięcie, podduszenie psa zamknie na dobre). Zawsze ubolewam że to nie metody są dobierane do psa, a pies do wyuczonych metod :( Jest taki gościu co 'szkoli koty', a właściwie uczy właścicieli jak mają się zachować w stosunku do kota i jak szanować jego potrzeby.
-
U mnie to chyba takie wychowanie: rodziny się nie wywala, nie opuszcza i pomaga w ciężkich chwilach. Pies jest dla nas rodziną. W przypadku mojego psa ... pewnie w wieku około roku został by uśpiony za dotkliwe pogryzienie człowieka (zapewne do tego własnego 'właściciela'). Tylko że ja miałam jakąś tam świadomość jakiego charakteru i zachowań mogę się w najgorszym wypadku spodziewać (rasę wybierałam prawie 2lata szukając 'idealnej' dla rodziny), a mimo to przeskoczył moje mroczne wizje. Ogrom pracy trzeba było włożyć w naprostowywanie jego psychiki, a jeszcze więcej żeby stworzyć jakąkolwiek z nim więź i mimo tego czasem mam wrażenie że się zastanawia po co mu ten człowiek na końcu smyczy. Teraz jest fajnym w miarę zrównoważonym (dość szybko się ekscytuje, szybko wpada we wściekłość, ma totalnie zrypane priorytety przez zły social za czasów szczeniaka[najpierw psy, później ja, reszta zbędna...] na który nie miałam wpływu niestety...) psem który pomaga wyprowadzać z różnych złych zachowań inne psy. Faktycznie coś w tym jest lepiej psa oddać zanim się skopie mu do końca psychikę i później wywali/uśpi.... Co do samym 'metod cezara' cóż o większości słyszałam/czytałam zanim w ogóle to show weszło do tv. Z częścią się zgadzam, część potępiam. Osobiście uważam że przez to show masa nieogarniętych i leniwych ludzi myśli: znalazłem idealne i szybkie rozwiązanie, wystarczy powiesić psa na smyczy aż padnie wtedy będzie się słuchać. Gdzie najwiekszym problemem tego psa jest jego właściciel który rozpuścił go i nie przystosował do życia w społeczeństwie, baaa we własnej rodzinie.
-
Może patrzę na tą sprawę inaczej bo mi w życiu nie przyszło do głowy oddać psa bo jest ciężki w wychowaniu, bo jest kompletnie inny niż miał być, bo wymaga ode mnie masę wytrwałości i konsekwencji w pracy z nim, bo nigdy nie będę mogła go spuścić w miejscu nieogrodzonym z linki. Nauczyłam się z nim żyć z każdą jego zaletą i wadą, pomimo że czasem mnie denerwuje jego wyskakiwanie do ludzi w obronie właściciela (a ma takie nawroty pomimo pracy z nim, geny dają o sobie znać) to w życiu nie przyszło by mi do głowy go oddać ... chociaż fakt czasem się zastanawiam czy może domek z ogrodem nie był by dla niego lepszy, ale szybko mnie mama sprowadza na ziemie przypadkiem psa którego mieliśmy adoptować i nie dostaliśmy bo mieszkamy w bloku - pies teraz siedzi na łańcuchu, no ale ma domek z ogrodem :roll:. Owszem powala mnie nie myślenie o tym 'co się za rasę bierze'. Skoro jesteśmy leniwi to pech, nie weźmiemy sobie słodkiego borderka czy też małego russella. Jednak są ludzie którzy biorą np beagla do bloku i wychodzą z nim 2x dziennie przed klatkę (sama znam takie przypadki), w takim wypadku faktycznie może lepsze jest oddanie komuś normalnemu psa, a kupienie sobie pluszaka?
-
[QUOTE]A ja nie chcę karmić psa czymś co wywołuje bąki i musieć dodawać do jedzenia poskramiacze tych bąkali[/QUOTE] Mam takie samo odczucie, po co dawać psu coś co akurat jemu nie służy. Jeszcze 10lat temu w ogóle ciężko było o gotową suchą karmę więc człowiek tak nie wybrzydzał i przeważnie gotował psu. Teraz można przebierać i wybierać pod konkretnego psa. Chwilowo Magia jest na karmie canidae grain free. Później będzie na firstmate. Jak się nam się skończy te 52kg karmy to będę szukać czegoś w przystępniejszej cenie dla niej, niestety mając 54kg psa z problemami żołądkowymi trzeba wziąć pod uwagę cenę żywienia 3 psów.
-
Nie zgodzę się. Sama poprzez doświadczenie właśnie z ostatnimi moimi 2 psami (nie liczę tu tymczasowiczów) musiałam nauczyć się wielu zachowań które nie były mi potrzebne przy poprzednich psach. Sama nie lubię jakiś super aktywności i dlatego wzięłam psa który nie miał mieć energii tyle co np russel terier. Miał być spokojnym i uległym psem, wręcz wielbiącym swoją rodzinę i broniącym jej. Skoro taki leń jak ja mógł się dla psa zmienić, dojeżdżać autobusami 1,5h w jedną stronę na 1h szkolenia, zapewniać psu ruch i zmęczenie psychiczne to ... każdy może się zmienić, zależy wyłącznie jak bardzo kocha psa i jest gotów dla niego się 'poświęcić' (na początku wymaga to pewnych poświeceń, nauczenia się pewnych zachowań, wyrobienia w sobie odpowiedniej postawy w stosunku do psa). Dlatego nie popieram oddawania psa bo 'sobie nie radzimy'.
-
[quote name='LALUNA']Psy bardzo trudne które wyciaga stara sie umieszczac w adopcji która bedzie miec na oku, jeżeli wie ze ktos nie da sobie rady z konkretnym przypadkiem proponuje wymiane psów a tego trudnego chce zatrzymac już u siebie do końca jego dni.[/QUOTE] Tego nigdy nie zrozumiem. Psa się bierze na dobre i złe, sama mam psa z którym musiałam wiele wypracować, zmienić nastawienie i podejście, nie jest psem 'przytulanką' pomimo swego wyglądu - nie wyobrażam sobie jak można oddać komuś zwierze które się kocha zamiast zmienić coś w sobie :roll: EDIT: Haha nieźle, nie zauważyłam daty wątku :lol:
-
Ma niską cenę bo jest promocja. Termin jest do: [QUOTE][FONT=Times New Roman][B][COLOR=#FF0000]DATA WAŻNOŚCI KARMY: 8 STYCZNIA 2014[/COLOR][/B][/FONT][/QUOTE] Moje psy obecnie jedzą właśnie tą karmę (niestety rybna się skończyła :( ) i jestem zadowolona - nawet mój Szaman który ma problemy żołądkowe nie musiał mieć okresu 'przechodzenia' z karmy na karmę. Kupa zwarta, nie śmierdząca, bąków nie ma. No i dodam jeszcze że na szczęście psu smakuje i dawkowanie jest nie duże, przy 2 moich niejadkach jest to ważne (3cia sunia pochłonie wszystko i w każdej ilości).
-
Długie trasy mnie niestety nie urządzają, ona nie ich nie przejedzie, co innego krótkie około max 2h. Pech chce że samochodu nie mamy jak na razie, a tylko tam w miarę spokojnie spędza podróż... Też nie za bardzo chcę ją narażać na dodatkowy stras przez to jak mocno potrafi to odchorowywać. Niestety (a może staty) nie za bardzo ogarniam tematykę dobrych wetów i specjalistów, jak dotąd jedyna informacja jaka mi była potrzebna to: kto robi kompleksowe szczepienia i daje ID lisetki. Zaczniemy u suni od badań krwi-morfologie i biochemię - ale to dopiero muszę weta umówić. Co w przypadku gdy badania wyjdą dobre, czy będzie to znaczyć że to wyłącznie 'starcza demencja' czy też trzeba będzie szukać głębiej? Pytam bo nie wiem do końca na co się nastawić ...
-
Nigdzie psa nie przywiązuj, ona musi sama chcieć i się przełamać. Jeśli będziesz psa do czegoś zmuszać to może całkiem się zablokować, a wtedy będzie mocno pod górkę. Ojciec niech do psa nie podchodzi. Zacznijcie od delikatnego rzucania psu pod łapy czegoś co uwielbia, stopniowo coraz bliżej ojca, po czasie zacznie jeść z ręki - żeby nie było niedomówień, stopniowo nie znaczy wszystko w jeden dzień, znaczy to że wyłącznie w jej tępie. Pracować najlepiej w domu, powinna się tam czuć na tyle bezpiecznie żeby mogła się wycofać gdy sytuacja ją przytłoczy. Na przełamanie strachu trzeba ogrom cierpliwości i czasu, musisz też wziąć pod uwagę że mogą być regresy w zachowaniu. Dlatego praca z psem nie może skończyć się w momencie kiedy przez 2-3 dni będzie dobrze, tylko w momencie kiedy już w 100% nie będzie nawrotów.
-
Jedyne co znalazłam o rezonansie dla psów na stronie trójmiasta: [QUOTE]To nowoczesna technika, która dopiero wchodzi w świat medycyny weterynaryjnej. W Polsce takie urządzenia są tylko we Wrocławiu, Olsztynie i u nas. W całej Europie - kilkanaście, może kilkadziesiąt. Na świecie wydane zostały dopiero dwa opracowania o tego typu zabiegach, przeprowadzanych na zwierzętach - krótka broszurka i jedna książka. Żadne z nich nie zostało jeszcze wydane w Polsce. Dla porównania: książek o rezonansie w medycynie ludzkiej jest kilka tysięcy.[/QUOTE] Czy naprawdę nie ma nic bliżej? Wie ktoś może o klinice wet. w której taki rezonans robią?
-
Ciekawe co oni dodali do tej karmy że psy tak paskudnie bączą, bo to nie są lekkie wiatry które da się wytrzymać. Kiedyś to była całkiem fajna karma, dobrze przyswajalna przez psy z dostępnych u nas jedna z lepszych.
-
[quote name='Bandyta']Mój pies jak mieszałam Brita z inną karmą nie bączył. Jeden dzień na samym Bricie i na tym się skończyła nasza z nim przygoda. Bąki jak petardy. A on przed nimi uciekał. Niestety przez całą noc po naszym łóżku. Suka nie chciała ruszyć tej karmy.[/QUOTE] Hahahaha przerabiałam z bąkami, masakra. Suka spała, pierdla i sama 'strzałem' się budziła po czym przed smrodem zwiewała :lol: Suka teraz dostaje firstmate, dziś powoli na canidae przechodzi i od czasu zmiany karmy bączydłą całkiem ustały. Ogólnie jestem zaskoczona bo nasza starsza suka je normalnie i nie ma problemu, suka na DT tak samo je i 0 bąków.
-
Kwestia słuchu, węchu i wzroku była sprawdzana. Suka trochę gorzej widzi nocą, jednak w nocy to nic ją nie interesuje tylko śpi. Agresja się powiązała z diametralną zmianą charakteru, do tego od jakiegoś czasu zaczęła wybrzydzać z jedzeniem i coraz mniej jeść... W tym momencie nie chodzi mi o kwestię finansową, tylko o to jakie faktycznie powinnam zrobić badania. Do jakiego wet. bym nie dzwoniła mówi co innego, bez obejrzenia psa potrafi go przez tel zdiagnozować co do mnie nie przemawia :roll:... Najczęściej słyszę że nie da się określić u psa czy ma guza czy nie - i tu pojawia się problem, bo jeśli się nie da to skąd mam wiedzieć czy zmiany te nie nasilają się właśnie przez to. Fizycznie suka jest w świetnej formie, zarówno skacze jak i biega tak samo szybko i zwinnie jak 5lat temu. Piłkę dostrzeże nawet na 2gim końcu ogromnej polany, smaki w gęstej trawie też wyczuje. Latem próbowała polować na jaszczurki i węże, biegała przy rowerze po 15km dziennie, dziki wyczuwała z dużej odległości. Naprawdę sama nie wiem co się dzieje z moim psem i chyba to najbardziej mnie martwi...
-
Witam Mam problem z moją prawie 11letnią suką. Jeanne zawsze byłą szczekliwa i miała psy których nie lubiła, jednak od pewnego czasu stała się ... agresywna? Ujada na wszystkie dźwięki, nawet te co jej się wydaje że słyszy, nie idzie jej uspokoić w żaden sposób - dochodzi do tego że trzyma w mordzie piłkę tenisową i jeszcze przez nią drze japę. Atakuje rowerzystów czego nigdy prędzej nie robiła, teraz nie da się koło żadnego przejść... Atakuje wszystkie psy w zasięgu łap, nawet po Szamanie próbuje pojechać gdy ona nie ma kagańca - staje się to mocno niebezpieczne bo nie wiem jak długo Szaman pozwoli sobie na takie zachowanie :-(. Jednego dnia wcina smaczki od dzieciaków, następnego je atakuje... Zdarzyło jej się warknąć na członków rodziny, czego nigdy przenigdy nie robiła! Ostatnie parę dni nawet nie jest szczególnie chętna żeby jeść, przy czym zawsze na zimę tyła i robiła się bambaryła - teraz można wyczuć jej żebra :placz: Szkoleniowiec stwierdził że może to być demencja starcza (ale u suki mającej niespełna 11lat już demencja?), albo może mieć jakiegoś guza na mózgu. Tylko no właśnie, jak zbadać czy pies ma guza? Ogólnie jakie badanie takiemu psu zrobić żeby upewnić się czy wszystko z nią ok? Może ktoś potrafił by do tego podać jakiegoś weta w Szczecinie który nie próbuje zedrzeć kasy, a potrafi zrobić takie badanie? Przyznam szczerze że już kiedyś przez to przechodziliśmy i nie znaleźliśmy weta który by w 100% powiedział 'tak ten pies ma guza, proszę spojrzeć'. Było to przy około 12letniej ONce która zaczęła atakować domowników z taką intensywnością że do dziś mają blizny po pogryzieniu... Różnica między nimi jest taka że: Jeanne jest średniej wielkości psem (wysokość labradora ze wzorca, ale szczuplutka agilitowa sylwetka) no i mam ją od szczeniaka, od 6tygodnia jej życia i nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje. ONkę mieliśmy ze schroniska wziętą w około 8roku życia i można było jakoś te zmiany i ataki tłumaczyć, była to bardzo niestabilna psychicznie suka od samego początku z mocnymi lękami.
-
U mnie przy suce lekowo-agresywnej którą miałam na DT pomogło: 0 kontaktu wzrokowego 0 gadania do psa, on szczekając i wpadając w amok i tak nic nie słyszy podchodzenie bokiem do psa tak żeby nie czuł strachu i nie czuł się przytłoczony sypanie mu żarcia, mocno wonnego i ulubionego zwykła sucha karma nie wystarczy żeby przełamać silną barierę. Suka była na tyle agresywna że ugryzła mojego ojca, wyskoczyła z zębami do brata, atakowała każdego obcego który wchodził do domu - po jakimś czasie jak ktoś wchodził do domu to tylko czekała merdając ogonem na żarcie. Była to około 8 letnia suka, myślę że ze szczeniakiem to kwestia tygodnia?