Jump to content
Dogomania

brygida999

Members
  • Posts

    410
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by brygida999

  1. przepraszam za "drazenie" ale jestem na etapie smiertelnie chorego psa,ktoremu byc moze lada dzien trzeba bedzie niestety "ulzyc" i bardzo wazne sa dla mnie takie informacje,gdyz sama chcialabym go jak najgodniej pozegnac i pochowac. a wiemy wszyscy jak temat pochowlu zwierzat jest skomplikowany w Polsce. wiec kazda taka inform.na ten temat jest dla mnie bardzo pomocna
  2. a gdzie skremowana i na jakej zasadzie jesli moge przepraszam podrazyc temat,bo z tego co sie orientuje,to nie ma w Polsce jeszcze krematorium dla psow (dopiero jedno sie szykuje). a temat dla mnie wazny,bo sama mialam,mam i moze jeszcze bede miala psy.i smutne gdy nie ma ich gdzie legalnie pochowac..
  3. Pewnie dlatego, że zgodnie z naszą wiarą (chyba każdą wiarą) tylko Bóg ma prawo decydować o naszym życiu i śmierci... Nasze prawo nie zezwala na to nawet gdy umierający powoli, cierpiąc okropnie błaga o to, żeby go dobić...Dlatego, że niewielu ludzi byłoby w stanie unieść ciężar życia ze świadomością, że odebrali życie innej osobie... Nie wiem... -mysle,ze zgodnie z "nasza wiara" nie mamy prawa odbierac zycia zadnej istocie ludzkiej... ale nie zebym sie czepiala i zadna u mnie forma buntu,po prostu pisze o swoich uczuciach. dobrze wiem,ze nie pozwole,by Juras za przeproszeniem zdychal u mnie w meczarniach.ale tez zabija mnie mysl,ze to JA mam zdecydowac o dniu, o dacie Jego smierci.to mnie zabija
  4. panowie z trumienka? trumna dla psa? zostala pochowana na psim cmentarzu czy cos innego?
  5. [quote name='Lidan']Niedawno śledziłam wątek umierającej na raka Tuni,(wątek Tuni) która też została przygarnięta chyba na tymczas ale szybko stało się jasne, że w takim stanie i z taką chorobą nie nadaje się do dalszej adopcji. W poniedziałek Tunia została uśpiona. Fusse która miała Tunię u siebie i która podjęła decyzję o zakończeniu cierpienia walczącej już o każdy oddech Tuni napisała, że Tunia jej powiedziała, że to już jest ten moment. W niedzielę Fusse urządziła Tuni najpiękniejszy dzień jej życia a w poniedziałek wieczorem Tunia odeszła spokojnie w ramionach wspaniałej i kochającej Fusse.Nie ma nic gorszego od bezsilnego patrzenia na cierpiącego psa. Jeśli uznasz, że życie Juraska to jedno wielkie pasmo cierpienia to nie zastanawiaj się zbyt długi nad podjęciem tej ostatecznej decyzji. Czasem psy odchodzą same, ale nie zawsze tak jest. Trzymam kciuki za Juraska, podziwiam Cię za odwagę i wielkie serce. Myślami jestem cały czas z Wami. [quote name='Lidan']Niedawno śledziłam wątek umierającej na raka Tuni,(wątek Tuni) która też została przygarnięta chyba na tymczas ale szybko stało się jasne, że w takim stanie i z taką chorobą nie nadaje się do dalszej adopcji. W poniedziałek Tunia została uśpiona. Fusse która miała Tunię u siebie i która podjęła decyzję o zakończeniu cierpienia walczącej już o każdy oddech Tuni napisała, że Tunia jej powiedziała, że to już jest ten moment. W niedzielę Fusse urządziła Tuni najpiękniejszy dzień jej życia a w poniedziałek wieczorem Tunia odeszła spokojnie w ramionach wspaniałej i kochającej Fusse.Nie ma nic gorszego od bezsilnego patrzenia na cierpiącego psa. Jeśli uznasz, że życie Juraska to jedno wielkie pasmo cierpienia to nie zastanawiaj się zbyt długi nad podjęciem tej ostatecznej decyzji. Czasem psy odchodzą same, ale nie zawsze tak jest. Trzymam kciuki za Juraska, podziwiam Cię za odwagę i wielkie serce. Myślami jestem cały czas z Wami. Jurasek nie byl przeze mnie adoptowany na tymczas. Od razu mowilam ze to na stale. Pomimo,iz wiedzialam o stanie i nieuleczalnej chorobie,ktora daje mu niewiele czasu-nie czuje sie jakby Juras byl u mnie dopoki... traktuje go jak wlasnego psa, psa,ktory jest u mnie niekoniecznie od 5 miesiecy. W poniedzialek minelo dokladnie pol roku jak stracilam mojego pierwszego psa i jedynego przed Juraskiem psa. mialam go pol swojego zycia i teraz juz wiem, ze nie ma zadnej roznicy,czy ma sie psiego przyjaciela 5 miesiecy czy 15 lat.nie ma zadnej,gdy tak mocno sie kocha. wiem,ze gdy nadejdzie ten dzien,ta chwila po prostu bede MUSIALA to zrobic. ale wstret mnie ogarnia na sama mysl, jak to zrobic, zabrac psa z domu po to by juz nigdy z nm do niego nie powrocic.to jakby powiedziec choc piesku pojdziemy na spacerek,a potem go zabic. bo mozemy mowic pieknie o usypianiu,czy eutanazji,ale nikt mu bajek do snu nie bedzie czytal by usnal. to po prostu "humanitarna" forma zabicia psa. czemu nie jestesmy tak humanitarni wobec cierpiacych ludzi? nie jestem i nigdy nie bede gotowa na to,choc wiem,ze bede najprawdopodobniej do tego zmuszona. piszesz,ze tunia powiedziala.. ja nie wiem,widze w Jurasie : jestem taki slaby.. ale i : jestem ciekawy wszystkiego,chce zyc.i to sie tak przeplata. spi juz przez wiekszosc czasu,a ja modle sie czasem cicho by dane mu bylo odejsc samemu,spokojnie,bez bolu. a jaki to jest najpiekniejszy dzien dla psa przed smiercia? jaka byla niedziela dla tuni?bo nie rozumie. niby kazdy pisze,ze to najtrudniejsza decyzja,a jak tak czytam,to mam wrazenie,ze kazdemu przychodzi moze nie tyle latwo co naturalnie.piszecie o tym tak spokojnie,z rozwaga i rozsadkiem.z trzezwym umyslem".a ja placze na sama mysl,na samo wyobrazenie...
  6. Ależ się cieszę razem z Wami i Punciem :))))))))))))) no i pewnie nowi opiekunowie też są szczęśliwi :))
  7. wspaniale wiesci. ciesze sie bardzo,ze puncio znalazl domek! i to chyba super domek! transport skad dokad?jaki koszt ile jeszcze brakuje?
  8. pisze dzis choc ciezko mi i nawet nie chcialo mi sie wlaczac komp.ale chcialam dac znac co sie dzieje. niestety nie jest dobrze,tzn.nie wiem czy to juz totalne pogorszenie,czy tylko znow gorszy dzien.moze niecaly,ale chodzi o noc. Juras krwawil.tzn zawsze krwawil-mniej lub rzadziej,niedawno pare tyg.w ogole nie krawil,a ostatnio od paru dni znow troche czesciej. zawsze myslalam,ze to ten guz mu krwawi,ale teraz juz nie jestem tego taka pewna. bo zagladam mu do pyszczka i guz wyglada na calego-na tyle ile moge zobaczyc.boje sie,ze to z pluc-ma cienie na plucach. wczoraj w nocy krwawil bardzo-tzn jak nigdy,duzo i dluzej. wycieralam delikatnie i podstawialam czyste reczniki papierowe by wiedziec czy wciaz krwawi.po paru minutach (okolo) ustalo.dzis piore mu kocyk bo mocno zakrwawil. niby to chwilka,ale martiwe sie bardzo bo nigdy jeszcze tak nie bylo! w ogole od paru dni jest gorzej,jest jeszcze slabszy i wogole.ale je,a wczoraj nawet tak mu smakowalo miesko (nie dziwie sie bo z wiejskiego a nie sklepowego kuraka) wcinal,ze az miske rysowal zebami,jak nigdy dalam mu na wieczor podwojna porcje,bo tak mu smakowalo,a chudnie,wiec mysle-nie zaszkodzi mu.i zjadl.a wiem ze potrafi sam odejsc od miski jak nie chce,wiec chyba zle nie zrobilam.jemu juz jest tak zle,ze juz wiele mu chyba nie moze zaszkodzic.. :( on ma ostatnio cos takiego,ze tylko w legowisku prawie spi-a kiedys rzadko.ale czesto wstaje-troche chodzi albo stoi.stoi i stoi,a ja nie wiem czy to dobrze,bo wtedy ciezej oddycha.ale z drugiej strony moze jemu pomaga jakos to czeste wstawanie? nie wiem. zawsze dlugo trwalo zanim sie polozyl,jakby go co bolalo,ale teraz ma problem z siadaniem.coraz bardziej sie zatacza,czesciej przewraca itp.itd.nie wychodze juz w ogole z domu bo boje sie go spuscic z oka. non stop ma glutki wiszace z pyszczka.o zabarwieniu brazowym. czasem nawet jak spi ciezko oddycha.ale teraz na szczescie po sniadaniu i przysmakach spi smacznie i spokojnie.. zrywam sie na kazde westchniecie,lizniecie,parskniecie,na kazdy jego ruch.a teraz tym bardziej po ost.nocy. od kilku dni zle spie,budze sie co chwile,podnosze go lub sprawdzam stan.ale wczoraj rekordowo przespalam okolo 1,5 h.po tym krwawieniu nie moglam zasnac i balam sie,czy to sie nie powtorzy. na razie do dzis spokoj. pisze wam o tym wszystkim tak dlugo i szczegolowo bo to dla mnie wazne i nie umiem w skrocie,a obawiam sie ze nadchodzi jego czas,o ile juz nie nadszedl.nie jestem na to gotowa,nigdy nie bede.nie potrafie ppodjac takiej decyzji. a moze jeszcze czekam w nadziei,ze to jeszcze nie ta chwila? po wczorajszym dniu postanowilam,ze Juras nie bedzie chodzil na spacery,a jak juz to gora 1 dziennie.wiem,ze mialam mu nie ograniczac,ale czuje,ze tak bedzie lepiej dla niego. -wczoraj na wieczornym spacerze byl juz tak slaby ze przewracal sie i gdyby nie szelki i krotka smycz-zbieralabym go z ziemii kilka razy. zalatwil sie wprawdzie calkowiecie,ale jakim kosztem-byl juz tak slaby,ze.. uwaga... nie martwiac sie o siebie zrobilam cos czego nie moge, zanioslam go na rekach.ale ledwo doszlam.no i potem to krwawienie-nie wiem czy po prostu mu sie pogorszylo z powodu ogolnego stanu,czy spacer sie do tego przyczynil. w zwiazku z tym wszystkim-i tym ,ze i tak zalatwia sie raz,czasem 2 dziennie-postanowilam co postanowilam.przynajmniej dzis,na razie,chyba,ze cos sie zmieni. ale co moze sie zmienic? :,( jest smutno okrutnie.ciagle placze,bo tak strasznie mi zal Go. dlaczego musial dopasc Jego ta choroba wstretna?-zadaje sobie ciagle to pytanie.biedny psiak,tak pokrzywdzony przez zycie. przepraszam,ze znow napisalam prawie ksiazke,ale tak jakos samo mi leci... nawet teraz placze. jesli macie jakies sugestie,cokolwiek-piszcie prosze. bo ja powiem szczerze z calego serca-jeszcze nie jestem pewna czy to ten moment. i czekam z niepokojem i nadzieja co przyniesie dzisiejszy dzien...
  9. trzymam kciuki za odnalezienie.tyle moge zrobic,za daleko jestem by szukac :(
  10. trzymam kciuki za Ramzesika, zeby szybciutko znalazl domek...
  11. teraz musze wyjsc do lekarza,ale jak tylko wroce przeczytam o Filipku bo groznie to brzmi i niemoge uwierzyc co to tam sie stalo zlego. Jurasek spi slodko,a ja czmycham.. rzadko to sie zdarza,nie wychodze nigdzie,z nikim sie nie umawiam, odmawiam,bo martwie sie o Niego i chce mu pomoc w kazdym momencie-jak sie obslini, przewroci, itp.itd. ale jak juz mam mus to szybciutko i wracam do niego.nawet pracy przestalam szukac,nie wyobrazam sobie zostawic go na pol dnia czy wiecej samego :( i wiecie co? mam w nosie co inni mowia,ze tylko pies i pies,ja jestem szczesliwa kazda chwila spedzona z moim kochanym Juraskiem! :)
  12. Co u nas slychac? ach, roznie... Nie wiem,czy wspominalam jak to Juras przestal jesc i troche pomagalo zachecanie, podnoszenie miski,karmienie z reki, maczanie karmy w czyms na zachete az w koncu zmartwiona schudnieciem i tym ze bardzo malo je odstawilam sucha karme ( a szkoda bo dobra i wszystko mial po suchej unormowane z zalatwianiem sie). ale po paru takich dniach wrocilam do mokrej karmy.dostaje animonde dla seniorow + gotuje ryz i warzywa.zjada dawke dzienna.oczywiscie na raty.na poczatku wyglodnialy rzucal sie od 7 na miche a teraz dopiero popoludniu zjada i wieczor. ale co najgorsze,to znow wszystko sie rozregulowalo.w ogole cos dziwnego.mniej sie zalatwia-na poczatku przy stalych 3 spacerach zalatwial sie na raty a czasem nic nie zrobil,potem przestal sie zalatwiac popoludniu wiec wylaczylam te spacery,a potem przestal i wieczor.trwalo to pare dni wiec zdecydowalam,ze bedzie chodzil tylko rano skoro tylko wtedy sie zalatwia w pelni.i okazalo sie to dobre,bo troche odzyl,tzn.troszke,ale widzialam znaczna poprawe,wiecej wstawal,chodzil,jakis mniej smutny byl i lepiej wygladal-mysle,ze to dlatego,ze nie byl juz taki umeczony przez spacery-schody! wiec bylo ok.az do wczoraj bo sie zlal na klatce zaraz za drzwiami,a dzis nad ranem w pokoju,a teraz jeszcze w kuchni ok.11. wiec juz zglupialam,bo wszystko na opak,nie wiem juz co robic.chyba wroce do 2 spacerow.dziwi mnie tylko to,ze tak ma wszystko poprzestawiane.i martwi,bo nieraz nameczy sie na schodach,ze ledwo zyje-a nie zalatwi sie w ogole.zmarnowane wyjscie,a on naprawde nie ma sily.nie wiem juz jak z nim chodzic,bo on tak roznie ma. Ostatnio tez duzo wstaje i tak troszke chodzi albo stoi w miejscu,zdaje mi sie jakby mial problem z siadaniem,kladzeniem sie.musze go nie raz na sile posadzic bo widze ze ledwo dyszy a stoi,wiem po obserwcji na pewno,ze jak sie polozy wszystko sie powoli uspokaja. No to z grubsza tyle u nas ostatnio. dodam jeszcze,ze pare kup w domu znow zaliczylismy i w dodatku rozjezdzaja mu sie lapki i nie ma sily sie utrzymac wiec wpada pupa w kupe i mam jazde,bo ciezko go domyc przy tej dlugiej siersci. moze to wszystko brzmi niewesolo,ale i tak poza tym mam wrazenie ze jest troszke "lepszy" i jakby ciut sie poprawilo,albo co.bo mniej mu ten zgorzel smierdzi, duuuuuzo mniej,a zawsze capilo ze hoho, mniej krwawi, nie wymiotowal juz dlugo,je. jestem szczesliwa,ze nie pogarsza sie tak szybko jak myslalam ze bedzie.a wet mowil zeby uspic! a ja widze poprawe,taka ogolna wiecie, wiadomo ze wszystko nie jest jak trzeba,ale tak ogolnie nie jest najgorzej,tylko to zalatwianie sie znow,mam powtorke z rozrywki -jak to bylo na poczatku gdy Juras do mnie trafil. Niemilo sie myje obkupcianego psa,ale i tak go kocham najbardziej na swiecie! mojego kochanego "obesranca" ;)
  13. dziekuje goniu za te mile slowa.jak zwykle. A o co chodzi z filipkiem? Przepraszam,ale nic nie wiem na ten temat...
  14. a i wątek umrze powoli śmiercią naturalną...
  15. to smutne :-( odeszla sama? czy trzeba bylo podjac te decyzje? :( dobrze,ze na koniec miala dom,cieplo i troske.ze nie odeszla samotna...
  16. aha! Lidan! dzieki za info! zupelnie mi to nie przyszlo do glowy. polsad-zadzwonie jutro bo na ich stronie nie widze zyworodki w ofercie.moze akurat sie uda,albo mi cos doradza.a jak nie to kupie na allegro.
  17. Dziekuje Wam za pamiec. Jurasek czuje sie slabo. Nie pisalam o tym wczesniej,ale przestal jesc swoja karme, po kilku dniach prawie niejedzenia wrocilam do ryzu z miesem i to wcina. moze mu sie znudzilo,moze nie chce mu sie juz gryzc,a moze sprawia mu to wiekszy klopot. tak czy siak,je papki i teraz kolejny klopot-wszystko mu sie poprzestawialo z zalatwianiem sie.nie wiem czy to kwestia zmiany pozywienia czy tak ogolnie. wiec mamy teraz powtorke z rozrywki jakbym sie uczyla od poczatku jak ile kiedy. wczoraj np.zalatwil sie tylko rano ,a po poludniu i wieczor NIC! szok. i tak kilka dni na opak. powoli dojdziemy do kolejnej wprawy mam nadzieje.wyglada na to ,ze teraz bedzie chodzil tylko 2 razy na spacer-zeby nie zapomnial co to ruch,a i sie nie zmeczy jak po 3. nie widze sensu wychodzenia wiecej razy skoro sie nie zalatwia.chyba,ze sie myle?
  18. [quote name='terra']Wtrącę moje trzy grosze. Uważam, że nie powinnaś rezygnować ze spacerów. Mówi się, że ruch to życie. Ruch wpływa na pracę narządów wewnętrznych. Ile tego spaceru, pokaże rzeczywistość. Ty Brygido zorientujesz się najlepiej. Znam przypadek, kiedy pies odchodzący na nowotwór dostał do pożywienia żyworódkę pierzastą i ta pobudziła system odpornościowy tak, że piesek wyraźnie ożywił się i przeżył więcej niż szacowali lekarze. Z tą roślinka pomóc nie mogę, bo moja sunia z tym samym problemem zjada każdy odrośnięty listek, ale widziałam na allegro te roślinki. Trzymam mocno za was kciuki.[/QUOTE] TERRA! Dziekuje,ze piszesz! postaram sie nie ucinac mu calkiem spacerow-tak podobnie myslalam,jak piszesz, tylko obawy mialam,bo o pewnosc w takim stresie ciezko,a i widok Jego tak slabnacego oslabia i mnie. A co do zyworodki to juz patrzylam na allegro wlasnie, sa roslinki i soki, to mowisz ze taka roslinke czy moze sok? jesli tylko moze pomoc kupie zaraz! jak to sie dawkuje podaje? bo zaszkodzic to mu nie zaszkodzi prawda?
  19. Wzruszacie mnie.Goraco dziekuje za cieple slowa i wsparcie,ktore mi dajecie.Bardzo nam to potrzebne. Zatem wybiore sie planowo okolo 14 na popoludniowy spacerek z Juraskiem.Oby sie tylko zalatwil,bo szkoda chodzenia,wczoraj wieczor niezrobil nic! pierwszy raz.no ale dotrwal do rana.dziwne
  20. Dla psa nie jest chyba problemem zalatwianie sie w domu gdyz robil to na poczatku gdy do mnie trafil,a i do konca nie zalatwia sie tylko na zewnatrz.Ci co znaja temat od poczatku wiedza,ze choc rzadziej,ale do tej pory zdarzy mu sie zrobic cos w domu(bardzo rzadko) i na klatce (czesciej). myslalam wlasnie o wyznaczeniu 1 miejsca w domu, przeciez nie chce by zalatwial sie gdzie popadnie. Sprobuje jednak pojsc za Waszymi radami jak i moja intuicja i jeszcze probowac go choc czasem wyprowadzac,na ile da rade. Ja nie pracuje i zarzucilam szukanie pracy na ten czas by opiekowac sie maxymalnie Juraskiem.wiec moge latac za nim nawet z nocnikiem ;) tak sobie zartuje,ale naprawde nie jest mi do smiechu,bo boje sie kazdego dnia i lapie sie na tym,ze patrze,gdy lezy czy oddycha wciaz.i serduszko mnie zaczelo pobolewac kluc,to chyba stres.boje sie kazdego dnia, a i kazdy dzien wspolny mnie cieszy.taki paradoks. Dziekuje kochani za wsparcie.
  21. :( strasznie smutne to i co z nim bedzie, da sie wyleczyc? bo z tego co czytam to jakos dziwnie odbieram,jakby cos bylo nie tak z ta opieka...
×
×
  • Create New...