Jump to content
Dogomania

dota&koka

Members
  • Posts

    1016
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dota&koka

  1. w tym problem,że on zaznacza wtedy,kiedy nie widzimy,czyli w nocy.koopę zrobił na dywan,kiedy nas nie było w domu.raz zrobił w kuchni i jedno i drugie,ale to była poprawka po koce-pierwsza na pewno zrobiła ona,a on pomyślał:skoro ona może to ja tez :) na początku za trzy razy zaznaczał tak,że go "łapałam na gorącym",dostał zjebki i teraz się wycwanił,broi tylko w nocy.staramy się,żeby pęcherz miał na noc jak najbardziej pusty,ale to nic nie daje :angryy: poprawka:WŁAŚNIE NASIKAŁ BEZCZELNIE PRZY MNIE ZNOWU NA MOJE ŁÓŻKO:angryy: nie wytrzymam.a przed chwilą wróciłam z nim z dworu. tak się na niego wydarłam,że mało zawału nie dostał i zwiewając do kuchni poślizgnął się na zakręcie :evil_lol:
  2. ciutka focinek chłopczyka :) leżę sobie pod drzwiami,nasłuchuję kto idzie...jakby co,to przegonię moim "basem" ;) [IMG]http://i40.tinypic.com/33y136x.jpg[/IMG] do mnie mówisz?? [IMG]http://i40.tinypic.com/1z5iyoy.jpg[/IMG] daj już spokój z tymi fotami... [IMG]http://i43.tinypic.com/2elqpet.jpg[/IMG] nie da się go "ładniej" ując,co tylko zbliżę aparat,on się spina,ucieka,albo odwraca głowę.małpiszon :diabloti:
  3. haha u nas standardowo:Welsh nasikał dziś na Emy łóżeczko.zaczyna mnie to trochę denerwować. byliśmy z nim na dworzu po walce pudziana,bardzo późno,więc niemozliwością jest,aby obsikał łóżeczko z powodu pełnego pęcherza.złośliwa bestia z niego i tyle.dziś zaczynam poszukiwania jakiegoś odstraszacza,bo już niestety czuć w mieszkaniu "zapaszek" a teraz coś z miłych wiadomości:Welshowi zaczyna sprawiać widoczną przyjemność głaskanie!i bardziej smiało wychodzi ze mną na dwór!wczoraj zrobilismy 2 rundki po połowie podwórka (naokoło nie chce przechodzic) i zrobił nie raz,nie dwa siku,tylko znaczył wszystko co "wystaje":ściany,paczki styropianu (dobrze że nikt nie widział:) ) taczkę robotników,śmietniki... na razie nie powtórzyły się "krzywe akcje" wobec Emy czy Koki,mam nadzieję że chłopak miał po prostu gorsze chwile. żeby jeszcze przestał posikiwać...było by cudnie
  4. do ch... miłego skąd się biorą tacy ludzie???:angryy:
  5. z paróweczkami było tak,że chciałam żeby na gorąco po akcji Welsha dzieciaki go pokarmiły a parówki to był rarytasik,który wiedziałam że chętnie weźmie. dziś musiałam wyjść na dłużej z dziecmi do lekarza.nasiliły im się ataki astmy :( dusili sie jedno przez drugie,a ja płakałam z bezsilności bo leki nie działały. kiedy wróciliśmy,zastalismy niespodziankę w pokoju na dywanie.wielką,śmierdzącą koopę.małpiszon coraz więcej sobie pozwala.zastanawiam się,czy nie próbowac już dalej i na trochę dłużej z nim wychodzić na spacery,tak choć przed bramę na kilka minut.on ma dobrze usztywnioną tą łapkę,leki dostaje.nie chcę go przeciążyć za mocno,ale chciałabym żeby zaczął troszkę dłużej bywać na dworzu,przyzwyczajać się do hałasów a co najważniejsze-żeby załątwiał wsio co trzeba.rano tylko się wysioosiał no i niespodziankę na dywanie postawił :/ anawa,koka nabroiła w kuchni pierwsza,na 100%.ona w ten sposób pokazuje nam że coś jej jest-ma jakiegoś dooła dziewczyna.welsh na pewno doprawił po niej.
  6. moim skromnym zdaniem nie ma tu niczyjej winy.ani Waszej dziewczyny,ani psa.tamtych państwa też nie bardzo,bo na moje oko,nie mając doświadczenia z tą rasą,poprostu się dory przerazili.myśleli że dorcia jest wielką ciapą do przytulania(?).coż z tego że mają doświadczenie z duzymi rasami?duży pies innemu dużemu nie równy.inny charakter ma dog niemiecki a inny mastino. swoją drogą,ja bym tak szybko nie przekreśliła psa który jechał do mnie tyle godzin,dora powinna mieć czas na odpoczynek,na dojście do siebie w spokoju.niedopuszczalne jest aby w tym momencie były osoby postronne (dziecko sąsiadów).pies miał prawo zachowac się "dziwnie". głowki do góry cioteczki,bo jesteście wielkie :)
  7. oboje z Koką zrobili mi dziś niemiłą niespodziankę.oboje nakupkali i nasikali w kuchni :angryy: koka zawsze tak robi kiedy sie stresuje,a welsh zobaczył że ona może to doprawił. miałam zbierania a zbierania:cool3: wczoraj wieczorem zostali sami na 2 godzinki.strasznie się bałam co zastanę po powrocie,znajac upodobanie do psocenia Welshyka.kiedy wróciliśmy i otworzyłam drzwi,leżał pod nimi,nie uciekł tylko spojrzał na nas jakby chciał zapytać: a wy tu czego chcecie ? co do dziwnych "ataków" chłopaka-koka i przed i po scysji leżała i leży razem z nim na posłanku.muszę pstryknąć im fotkę,same zobaczycie :) on swojego miejsca nie broni.Emy też raczej się nie wystraszył,bo widział ją że idzie.na pewno da się te jego "odchyły" racjonalnie wytłumaczyć,najważniejsze że dostał opiernicz i na razie się nie powtórzyły.wieczorem nie dostał kolacji w misce (za karę :diabloti:) tylko karmilismy go z rąk.w dzień paróweczki wcinał aż miło,suche z rączki nie bardzo szło mądrali.mało zjadł na kolację,ale postanowiłam absolutnie nie stawiac mu miski.zgłodnieje to weźmie z ręki.w każdym razie nie dobierał się w nocy do karmy,więc brzuszka nie miał pustego. tak więc codziennie Welshyk sprawia nam jakieś niespodzianki.dzisiejsza była śmierdząca i mokra.ciekawe co zmaluje jutro :evil_lol:
  8. zdaję sobie sprawę,że pieszcząc się z nim zrobię mu krzywdę.nie ma siły,on musi znac swoje miejsce w szeregu i juz mu nie pomoże chora łapka ;) naprawdę go z...m bo się wystraszyłam.co innego docieranie się z koką,co innego podporządkowywanie sobie moich dzieci.co to to to nie mój drogi,nie popuszczę :) martwi mnie jego lekka nieobliczalność-zarówno Emę jak i Kokę "zaatakował" bez wyraźnego powodu.Emilka nie podchodzi do niego,nie dotyka go,od poczatku zachowuje dystans.Patryk wogóle nie widzi psa. jeden plus jest taki,że przy mnie absolutnie nie odważa się na jakieś skrzywione akcje-kiedy jestem w kuchni,koka może włazić swoją grubą wialnią jemu na głowę,a on nawet nie mruknie,tylko łypie na mnie gałami :) jednym słowem:chopie,okres ochronny dobiegł końca,bieremy sie za Twoją edukację :diabloti:
  9. złapał ją za rękę kiedy koło niego przechodziła,szła do mnie do kuchni a on leżał w tym korytarzyku do przedpokoju.po prostu znalazła się za blisko niego.pierwszy raz,to ona go wymijała,zawsze to on przechodził obok niej i nie było problemu. jak dla mnie,to on nie umie się znalexć w nowej sytuacji,musi minąć trochę czasu zanim nauczy się funkcjonowania w rodzinie.nie mam do niego absolutnie pretensji,próbuję go zrozumieć. "jobków" słownych ode mnie dostał,mówiłam podniesionym głosem,ale nie krzyczałam.kumał gówniarz o co mi chodzi,bo wzrok cwaniak wbił w podłogę. po incydencie dałam dzieciakom pokrojone parówki i kazałam im karmić Welsha po kawałku pod moja kontrolą. Aniu,nie denerwuj się,krwi nie było.nastraszył ją tylko.mam nadzieję że pierwszy i ostatni raz. martwię się o najstarsza córę,została dłużej u babci bo się rozchorowała i zastanawiam się jak Welsh ją przyjmie w domu kiedy ona wróci.może uznać ją za obcą.
  10. na razie szczekał tylko raz :) czekamy na powtórkę. z wchodzeniem na głowę macie rację,on juz tego próbuje.pisałam że nie boi się dzieci?no pewnie że się nie boi,bo uważa je za niżej ustawione w hierarhii.złapał dziś za rękę Emę.bez powodu.tak jak wczoraj Kokę.wcale się z nim nie cackałam,reprymendę dostał ostrą.między psy wtrącac się nie będę za bardzo,ale dzieci ustawiac mu nie pozwolę. wychodzi z niego diabełek,im pewniej się będzie czuł,tym myśle że będzie gorzej.ale wierzę że umiem nad nim zapanować,więc będziemy go uczyć życia w stadzie. małpiszon jeden no...
  11. zapiszę.na razie tylko tyle mogę zrobić..:(
  12. dogomania nie jest od oceniania czyjegoś postępowania,tylko od pomocy psom.to jest nasz priorytet. niebieska,gdzie się nie pojawisz,wszczynasz niepotrzebne dyskusje.tak ma wyglądać twoje pomaganie zwierzakom?? najważniejsze,żeby Tiara nie trafiła do schronu albo na ulicę.
  13. tak,w moim avatarze jest właśnie nasz kokulec.tyle że ona ma tylko wygląd teriera,spokojna jest jak baranek a jej najukochańszym zajęciem jest spanie:evil_lol: im dłużej myślę i czytam Wasze rady,tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu,że popełniamy podstawowy błąd-za bardzo "trzęsiemy się" nad Welshem.on wyczuł że jest dla nas ważny bo poświęcamy mu wiele uwagi,zdecydowanie więcej niż Koce. czas to zmienić,dziś zakończę "okres ochronny" i zaczniemy chłopaka traktować normalnie. cholera ciężko będzie,bo on taki biedny... ale jak tak dalej będziemy się z nim pieścić,to może z niego "wyrosnąć" niezły łobuz :diabloti: przed chwilą pierwszy raz usłyszałam jak szczeka!lezy pod drzwiami wyjściowymi (tam najchłodniej) i szczekał na kręcących się ludzi po klatce. zdecydowanie coraz lepiej się u nas czuje :)
  14. mam nadzieję że to był jednorazowy incydent.na razie się nie powtórzyło,leżą teraz grzecznie razem :) tak poza tym, Welsh dobrze wiedział że źle zrobił,bo kiedy wpadliśmy do kuchni sprawdzić co się dzieje,dosłownie wcisnął się w ścianę.oczywiście urządziłam mu "pogadankę" że nie wolno,że to kobitka na dodatek mała itd itp.łypał na mnie tymi swoimi oczyskami i skulił uszęta.rozumie doskonale co do niego się mówi i że źle zrobił. dziś w nocy oszczędził moje łóżko.siknął sobie w przedpokoju :/ małpiszon jeden.
  15. [quote name='anawa']Ciągle jakieś niespodzianki.......... cholera, czy nie może być już dobrze??? Czy to była bardzo poważna kłótnia czy tylko "utarczka słowna"? czy Welsh ugryzł Kokę?[/QUOTE] nie ugryzł jej,tylko oślinił.ale słychac było jakby ją zagryzał,a ona się darła wniebogłosy. najgorsze,że nie mam pojęcia o co mogło im pójść,na pewno nie o jedzenie,akurat miski były postawione wysoko.a wcześniej Welsha miska cały czas pełna stała obok niego,koka kręciła się koło niej i nic się nie działo. koka nie chce wejść teraz do kuchni.biedulka
  16. na dzieńdobry były przepychanki-Koka powarkiwała na Welsha i myślelismy że hierarhia już jest ustalona... on do tej pory zachowywał się wobec niej jak dżentelmen,a dziś porządnie się na nią rzucił.nic jej nie zrobił,tylko oślinił.ale darła się histeryczka jakby ją ze skóry obdzierano :(
  17. Koka to nasza sunia.nie wiem o co poszło,oboje byli w kuchni,my w pokoju.na pewno nie o jedzenie-do tej pory nie było zgrzytów,poza tym w chwili spięcia misek na podłodze nie było.wystraszyłam się i to nieźle. może on za pewnie się poczuł?do tej pory bał się jej,nie oponował kiedy kładła się u niego na posłanku.zrobił chłopaczyna niemiłą niespodziankę na noc :(
  18. jestem w szoku...przed chwilą Welsh rzucił się na Kokę...do tej pory było między nimi super,co się z nim dzieje??:placz:
  19. [quote name='Andzike'] A tutaj mały bonusik :) [URL=http://img714.imageshack.us/i/dsc00648i.jpg/][IMG]http://img714.imageshack.us/img714/4572/dsc00648i.jpg[/IMG][/URL][/QUOTE] słodziachny ten bonusik :)
  20. mam wrażenie,że ta "wycieczka" pomogła mu się ciutkę otworzyć.co chwila przychodzi do mnie do pokoju i wącha noseczkiem czy aby na pewno ja to ja,czy gdzieś nie zniknęłam.chyba troszkę mnie już lubi...?? :)
  21. uff wreszcie dogo działa... wizyta w miarę ok.niestety chrupie chłopakowi w łokciu,ale podobnodużo lepiej już nie będzie.za bardzo Welshyk został zaniedbany w dzieciństwie:angryy: w drodze do kliniki był w miarę spokojny,leżał sobie grzecznie na kanapie,czasem wyglądał przez okienka :) pod kliniką za żadnego diabła nie chciał wyjść,uciekał nam z tyłu na przód i spowrotem,wcześniej musiał chwilkę posiedzieć sam w samochodzie i z nudów przegryzł smycz :evil_lol: podczas zmiany opatrunku był grzeczniutki,już po troszkę się zestresował i schował się pod krzesełko. w drodze powrotnej odwinął mi numer.zatrzymałam się przy sklepie,chłopak leżał grzecznie na kanapie kiedy wychodziłam z samochodu.wracam,rzucam okiem na kanapę,a tam psa niet!jezu jak ja się wystraszyłam,że ktoś drzwi otworzył i on uciekł (samochód oczywiście zamknęłam,o czym zapomniałam:evil_lol:) dopiero po chwili zauważyłam go,ściśniętego na przodzie samochodu,z główką pod siedzeniem. pod domem pięknie dał sobie pomóc wysiąść i o dziwo pięknie szedł ze mną nawet przez ulicę!bał się jak cholera,ale chciał iśc za mną.od bramy ciągnął jak szalony w stronę klatki,tam pięknie jak zwykle ustawił się do podnoszenia,marcin zaniósł go do domciu. dało się zauważyć,że pieso odczuł ulgę,że jest znowu w domu.położyłam się na chwilkę żeby odsapnąć przed pracą (w drodze powrotnej były straszne korki) a chłopaczek wszedł do pokoju,podszedł do mnie i liznął w wystawioną do niego rękę.to było "dziękuję że mnie nie zostawiłaś" w wydaniu Welsha . mój ci on już,mój!:loveu:
  22. pół wieczora próbowałam cokolwiek napisać,ale dogo ma dziś takie ruchy że....ehh anawa,oczywiście zadzwonię,będę starała się wyjechac z domu w okolicach 11,tak żeby po 12 być na miejscu (przy dobrym wietrze) zmykam spać,dobraej nocki ciotki :)
  23. muszę to napisać,bo nie wytrzymam do rana... skarbuś zwalił wielką,piękną koopę!!! na spacerku! jestem w sódmym niebie :multi:
  24. Aniu,ja na śmierć zapomniałam,że marcin dzis miał mieć pogrzeb i kiedy rozmawialiśmy o kontroli,mówił nam że we wtorek będzie w pracy,więc wtorek odpada więc ustalilismy że we wtorek zadzwonię a pojadę z nim do kliniki we środę.dzwoniłam dziś do p.doktor,zapewne zajęta jest bo nie odbiera.nie wiem czy dzwonić co chwila,czy zadzwonić za jakiś czas,nie chciałabym żeby pomyślała sobie że jakiś nawiedzony natręt wydzwania. co do posikiwania-on dobrze wie że źle robi,nie zdążę nic powiedzieć a on zmyka gdzie pieprz rośnie :evil_lol: edit:dodzwoniłam się,jestem umówiona na jutro pomiędzy 12 a 14 :)
×
×
  • Create New...