Jump to content
Dogomania

dota&koka

Members
  • Posts

    1016
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by dota&koka

  1. zobaczycie ciotki,wszystko pójdzie gładko.bo już nic więcej nie może stanąć naszemu skarbowi na drodze do szczęścia.absolutnie nic!
  2. zaczęła się.trzymam kciuki a serduszkiem jestem tam,razem z nim na stole
  3. Koka nie jest jeszcze ciachnieta,ponieważ najpierw czekalismy aż dojdzie do siebie (była strasznie wychudzona,wyłysiała i cała w strupach ),a teraz czekamy na cieczkę.w razie gdyby jednak niespodziewanie jej dostała,moge wywieźć ją do mojej mamy.więc nie będzie wielkiego problemu
  4. pseuduchy mówiły że 2,5 roku,jeden wet określił na ok 4,inny na 6.do dziś nie doczekałam się książeczki psa,więc nigdy się nie dowiem w jakim naprawdę jest wieku. zachwuje się jak seniorka na emeryturze-śpi i je.je i śpi :-)
  5. a ja wam powiem,że mój Borusiak na niecałe dwa miesiące prze odejściem machnął kilka sztuk suni mojego ojca:diabloti: i to na trzech łapkach :evil_lol: a myśleliśmy że nie będzie miał ani siły ani ochoty Welshowi to nie "grozi" bo Koka jest u nas już 8 miesięcy i jeszcze nie miała cieczki.wetka powiedziała że możliwe że organizm jest wyniszczony ciążami i może jeszcze potrwać aż całkiem się zregeneruje.
  6. Ania jak tylko wróci napisze więcej.ja tylko przekażę,że operacja odbędzie się dopiero jutro o 20 :(
  7. [quote name='carolinascotties']:( oj szkoda, ze psiutek od Was wyjezdza - ale pewnie u Pawla tez bedzie miec dobrze - najwazniejsze, ze bardzo mu Ciotki pomoglyscie...dzieki Wam dostal bilet do nowego zycia :)[/QUOTE] na pewno będzie miał jak w niebie.widać było że się strasznie kochają :loveu:
  8. i pojechali :( słuchajcie,szczęśliwszego psa chyba jeszcze nigdy nie widziałam :) kantorek spał sobie smacznie na kanapie,pukania do drzwi oczywiście nie słyszał,ale na dźwięk znajomego głosu zerwał się jak szalony!!jak sie pieknie przywitał ze swoim pańciem,jak cudnie "rozmawiał",skakał pod sufit z radości :) aż przyjemnie było patrzeć na pożegnanie Kantor dał mi pięknego,soczystego buziaka :) wszystkiego najlepszego pieseczku dla Ciebie i Twojego Pańciostwa,niech Wam się już tylko dobrze układa! kocham takie happy endy :multi:
  9. [quote name='Marcelibu']Rozmawiałam wczoraj z Pawłem. On się będzie z Tobą kontaktował. Jeżeli dziś zostanie wydany wyrok o ubezwłasnowolnienie, to być może sprawa jeszcze się dziś zadzieje (zabranie Mamy Pawła do szpitala niestety "na siłę", odebranie kluczy od mieszkania itd.). Wtedy Paweł pewnie będzie Ciebie prosił o jeszcze jeden dzień DT. On nie wie, co się w mieszkaniu dzieje, wiem, że było zalane mieszkanie sąsiadki z jednego piętra niżej - Paweł biegał, płacił odszkodowania, przepraszał, próbował opanować tę skrajną sytuację). Dorotko, czy mogłabyś wstawić zdjęcia Koki? Albo wskazać, jeśli macie swój wątek? Koka jest urocza!:iloveyou:[/QUOTE] Paweł jednak dziś zabierze Kantorzastego.sprawa niestety nie poszła do przodu:( ehh te sądy...o dupę potłuc Monia,zbieram się do założenia jakiejś galeryi tu na dogo ogólnie wszystkim moim tymczasom (reklama dźwignią handlu haha) ale jakoś ciągle mi czasu brakuje koka jest uroczym klusiątkiem,naszym prosiaczkiem kochanym :) i wogóle nie ma nic z charakteru teriera,totalny "dziwoląg" :) Monia,ogarnę w wolnej chwili wydatki mniej wiecej i odeśle Ci reszte pieniązków.nie wydałam na brytana więcej niż 50-60 zł,to jest pewne.
  10. melduję się.marlenko,w tym mies już nie mam z czego pomóc.na początku maja coś wyskrobię.przepraszam :(
  11. strasznie przekrecasz moje słowa.nie zastanawiałam się czy wogóle brać psy na dt,tylko istniała mozliwość że dosia może być chora i będzie wymagać leków i specjalnej karmy zwróciłam się z prośbą o małe wsparcie finansowe w momencie przybycia do mnie psa,ponieważ nasza sytuacja była nieciekawa.kiedy okazało się że sunia jest zdrowa,jedynie niedozywiona,napisałam,że sprawa finansów jest nieaktualna. napisałam że poradziłabym sobie i z pięcioma psami,ale zdrowymi.gdyby pies który do mnie przyjedzie nie był po operacji,nie było by wogóle tematu odwlekania przyjazdu dosi.
  12. strasznie mi smutno że to już dziś :( na wszelki wypadek nie dam mu nic jeść przed długą podróżą,chociaż chłopak nie wyglądał na wielce zestresowanego kiedy jechał ze mną samochodem.Kantor to urodzony podróżnik :) smuuuutno mi buuuu :(
  13. ja jeszcze żyję dzisiejszym spotkaniem :) zacznę się denerwowac jak położę się do łóżka.zawsze tak mam. trzymamy kciuki a nasze serduszka będą jutro przy chłopczyku
  14. a mi jest przykro :( bo nam dobrze jest z Kantorem vel Hektorem (marcin ciągle sie mylił aż w końcu przestałam go poprawiac :) ) chłopaczynie nieczego nie brakuje,może jedynie "szwendania się".ma przynajmniej jeden długaśny spacerek dziennie,ale dla psiny która miała możliwość zwiedzania okolicy kiedy chciał,to jest pryszcz :( same cioteczki zobaczcie jak mu jest dobrze :) [IMG]http://i41.tinypic.com/34htjc9.jpg[/IMG]
  15. [quote name='anawa']Ty nie dziękuj, przecież ta obroża nie dla Ciebie............... no, chyba, że lubisz........ :diabloti:[/QUOTE] preferuję sofcik,hardcore mi nie podchodzi :evil_lol: a dziękuję w imieniu chłopczyka-ślicznoty :)
  16. vega,pytałaś mnie na gg o hotelik.sorki,dopiero zauważyłam :( ja pisałam kilka dni temu na wątku,że sprawdzałam na dogomapie i niczego nie było w świętokrzyskim. albo znowu moja skleroza się odzywa :oops:
  17. [quote name='anawa']Kupiłam dziś Welshowi piękną obróżkę i smycz a dodatkowo medalik z wybitym jego imieniem i nr tel do Doty :evil_lol:[/QUOTE] jeju ślicznie dziękuję:iloveyou: ależ chłopczyk ma szczęście że ma takie kochane cioteczki :loveu:
  18. absolutnie nie rozumiem,czemu jesli ONek bedzie u mnie,nie może przyjechac do mnie dosia?mi taka opcja nie przyszła do głowy,więc nie mogłam napisać że biorę teraz psa i nie mogę wziąć dosi. dokładnie tak:) kiedy zapadała decyzja o przyjęciu ONka,po pierwsze,nie wiadomo było że jest on w tak złym stanie,że pilna będzie operacja.po drugie,nadal transport dosi był niewiadomą.po trzecie,wiedząc że w końcu na pewno znajdzie się dobra dusza która przywiezie dosię,zdecydowałam o wzięciu w międzyczasie ONka,bo wiedziałam że sobie poradzę.( w ciągu miesiąca wyjechały od nas dwa piesy-to chyba dobry wynik?:) ) sytuacja się zmieniła,Welsh będzie po operacji i będzie wymagał ode mnie więcej uwagi niż zdrowy pies.dosia także jest psiulem szczególnej troski.w takiej sytuacji muszę poświęcić całą swoją uwagę jednemu psu,przynajmniej na początku. ja się jeszcze nie uniosłam.rzeczowo i konkretnie odpowiedziałam na wasze pretensje o to,że nie powiadomiłam o wzięciu na dt innego psa.to tyle poradziłabym sobie i z pięcioma psami,ale zdrowymi. miałam kiedyś owczarka po amputacji z powodu nowotworu kości,więc wiem czym Welsh "pachnie" dlatego poprosiłam o CZAS,wiedząc że Belula pojawiła się na wątku dosi i będzie możliwość dowiezienia przez cioteczkę suni w innym terminie jesli się ładnie poprosi :) więc jeszcze raz powtórzę: Dosia ma u mnie miejsce,ale ze względu na operację drugiego tymczasowicza musi chwilę poczekac.to nie będzie trwało w nieskończonośc,ONki bardzo szybko dochodzą do siebie :) temat dla mnie jest zakończony:) to się rozpisałam ;-)
  19. [quote name='Agmarek'] Będzie dzielnym, wspaniałym i wesołym towarzyszem zabaw :lol:[/QUOTE] troszkę dłużej potrwa wyprowadzanie chłopczyka "na psy",ale uda się,nie ma innej opcji :) on jest tak przekochany,pod tą "skorupką" siedzi naprawdę wspaniały pies :)
  20. jezaaaa przeciez ja je widziałam ! ale mam skleroze.chyba czas najwyższy zacząć się leczyć ;-)
  21. Aniu,zapytałam jednej z pań,dla czego on lezy na gołej podłodze.pani twierdzi,że on wszystko spod siebie odrzuca,one mu donoszą różne kocyki,kapy itp,aon wszystko wybebesza i chce leżeć na gołej podłodze. widocznie jest mu tak lepiej :(
  22. obawiam się,że przez najbliższy miesiąc każda nowa sytuacja będzie dla niego potwornie stresująca. kiedy go tak miziałam,zaczynał przysypiać,lecz niestety wystarczył umiarkowany hałas-stuknięcie za ścianą,głosy za drzwiami,szelest mojej kurtki,a biedak otwierał szeroko wystraszone oczka i dygał ze strachu.serce mi się krajało :(
  23. zrobiłam tylko dwie fotki,bo aparat go bardzo stresował :( kochane,wystraszone ślipka [IMG]http://i43.tinypic.com/2e2kozl.jpg[/IMG] tu już było trochę lepiej,zaczynał przysypiać :) [IMG]http://i44.tinypic.com/5l5lhi.jpg[/IMG] a to moje strasznie wymęczone towarzystwo :) [IMG]http://i42.tinypic.com/6z3oeg.jpg[/IMG]
  24. :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: w takim nastroju wróciłam od Welsha :) więc wreszcie nadeszła odpowiednia chwila,zapakowaliśmy się do bryki i sruuu pedzimy do kliniki. choć pędzimy to za dużo powiedziane,bo w korkach staliśmy przez całą wawę,aż do Janek.ale nikt nie marudził,dzielnie wszyscy siedzieli na doopkach :) dotarlismy i oczywiście ja zamiast spokojnie wypakowac dzieci i grzecznie udac się w stronę recepcji,wyleciałam z samochodu jak z procy z kocykiem pod pachą,wpadłam do kliniki,zdążyłam powiedzieć "dzień dobry,przyjechalismy zobaczyć się z Welshem",Pani z recepcji w takim samym tempie wyskoczyła zza recepcji i pobiegłyśmy do pokoiku w którym mieszka chłopczyk. słuchajcie,w lecznicy na pewno stwierdzili że jakiś oszołom ze mnie:wpada baba jak po ogień z kocem pod pachą,leci do psa i rzuca się koło niego na podłogę:evil_lol: marcin trochę bardziej rozgarnięty ode mnie,przyprowadził dzieciaki i przyniósł aparat (specjalnie po niego wracaliśmy z mostu poniatowskiego bo o nim zapomniałam) a teraz do rzeczy. oglądać zdjęcia psa,a widzieć jego stan na własne oczy,to jak dwa różne światy. owszem,od razu dał mi sie głaskać,ale przyprawiało go to o niezłe palpitacje serca,a z nerwów w żołądku miał karuzelę (było słychać) biedny próbował wogóle się nie ruszać,nie drgnąc nawet,łypał tylko ślipkami.zerkał mi co jakiś czas w oczy,ale to były chwile.kiedy przyszły dzieci,podnósł na chwilę łebek,musiały troszkę go zaciekawić-to dobry znak żeby go nie stresować,dzieciaki poszły do samochodu i zostałam z nim sama.ciagle do niego mówiłam(przymknęłam drzwi,bo na fotelech naprzeciwko siedzieli klienci i pomyślałam,ze wystarczy że obsługa ma mnie za wariatkę:diabloti:),drapałam za uszkami,głaskałam główkę.wtedy sobie chłopczyk westchnął,tak porządnie,do dna.to był następny dobry znak. chciałam zostawić mu nasz kocyk,żeby mógł zapoznać się z naszym zapachem.owszem,obwąchał go dokładnie,ale za bardzo się go bał :( kiedy tak sobie leżałam z nim na podłodze (bo pies bezpieczniej się czuje kiedy jest się na jego wysokości) wpadła do nas miła Pani,taka blondyneczka i strasznie się zdziwiła widząc mnie na tej podłodze wyciągniętą jak śledzia.zaproponowała nawet ze coś mi przyniesie do leżenia :) nie chciałam za długo go męczyć na pierwszy raz swoją osobą (w końcu za parę dni będziemy ze sobą spędzali mnóstwo czasu :multi:),nie wiem ile czasu spedziłam w lecznicy,może pół godziny. z tego całego mojego zachwytu,zapomniałam porozmawiać o jutrzejszej operacji,nie wiem nawet o której godzinie zaczną,nie zapytałam o stan jego łapek :( ale ze mnie ogarnieta opiekunka :oops: ogólne wrażenia? jestem mega zakochana:loveu: ale i mega zmartwiona.coś strasznego musiało go spotkać w życiu. wyszłam z lecznicy z mocnym postanowieniem zrobić co tylko możliwe,żeby ten sponiewierany psisko wreszcie poczuł dobro,żeby ludzka ręka nie kojarzyła mu się tylko ze strachem. łatwo nie będzie,ale dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych :shake:
  25. cos ze mną nie halo bo nie widzę.albo ślepa albo cuś:oops: widzę Dyzia i widzę Divę.a Dity ni cholery.
×
×
  • Create New...