-
Posts
1016 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by dota&koka
-
Koka trochę ośmiela Welsha,jej obecność na pewno mu pomaga :) obroża przycięta.ja wiem że przycina się je do odpowiedniej długości,ale nie mam w zwyczaju niszczyć co nie jest moje :) linkę znalazłam na allegro za grosze,pozwól Aniu że ja też coś sprezentuję chłopakowi ,ok? nie zabieram go teraz na dłuższy spacerek,wprawdzie do parku w dzień nie poszliśmy,ale łapkę troszkę zmęczył a nie chcę żeby ją nadwyrężył. słuchajcie,jemu strasznie smakują bułeczki z masełkiem i szyneczką :) myślicie że za bardzo go rozpuszczę kanapkami?:diabloti:
-
[quote name='Akrum']bidulek, musiał zostać nieźle skopany... :([/QUOTE] on musiał trafić na jakiegoś potwora w ludzkiej skórze...
-
mam pytanie.czy mogę ciut przyciąć mu obrożę przeciwpchelną?zakładam ciagle małe gumeczki żeby mu tak koło szyi nie wisiało,a one ciągle pękają..wygląda to nie ciekawie jak mu tak wisi :/
-
żeby drugie zdjęcie wgrać,zabrakło mi cierpliwości :angryy: u nas chłopaczyna ma świety spokój,nikt go nie nachodzi (oprócz mnie ze strzykawkami albo przysmakami) kiedy leży na swoim posłanku,nikt nie bije i nie krzyczy,a on i tak jeszcze nie wierzy że nic go złego z naszej strony nie spotka :( wiecie co on zrobił na spacerze?Koka owinęła mi się smyczą naokoło nóg,a że nie chciało mi się obkręcac,przełożyłam nogi...Welsh kiedy zobaczył moją nogę w górze(a stał jak widać z Weroniką,więc nie był blisko moich szkitek),rozłozył się na chodniku jak płaszczka...mało się nie poryczałam
-
tak się tulił ze strachu do Niki :( [IMG]http://i48.tinypic.com/2z8ypdz.jpg[/IMG]
-
wczoraj nie było spacerku wieczorem,bo mój marcin miał non stop zabrania.zawsze tak jest jak są burze,dużo ludzi wtedy umiera.a nie mogłam pójśc do parku z dwoma psami,w tym jednym dzikusem i trójką dzieci :( zabrałyśmy go z Niką dzisiaj,ale przez natężony ruch uliczny dotarlismy tylko do przejścia dla pieszych.Welsh był tak wystraszony,że żal mi go było targać dalej. zaraz załaduje sie zdjęcie,zobaczycie jaki nasz kochany jest wystraszony :(
-
dam znać jak było :) może uda mi sie fotkę pstryknąć
-
na razie kupię mu zwykłą smycz treningową,10 metrową.jest szansa,że jej nie zauważy i nie przegryzie.poza tym,będę ja na drugim końcu tej linki i będziemy mieli go na oku,więc nic złego nie powinno się stać.będzie dobrze :)
-
a ja mam jeszcze takie,po spacerku :) [IMG]http://i50.tinypic.com/25jh7o6.jpg[/IMG]
-
[quote name='anawa']No coś Ty? U mnie świeci słońce i jest upał......... Może jednak schowam auto do garażu....... O matko, jaka strzelanina? Ty mieszkasz na dzikim zachodzie?[/QUOTE] juz się uspokoiło,wyszło znowu słońce :) mieszkam przy stadionie X lecia-jak to inaczej nazwać jak nie dziki zachód??dobrze że budują stadion,wreszcie skończy się samowola... dziś czarnoskórzy handlarze strzelali się z policją ( w telewizji mówią że to była tylko "bójka") [quote name='Akrum']dota, a może jakbyście zabrali Welsha na działkę, to mogłabyś go mieć pod kontrolą na takiej długaśnej lince, takiej treningowej? wtedy sam mógłby sobie chodzić po działce, a jakby się czegoś wystraszył i chciał uciekać, to byś miałą w ręce linkę i go przytzymała? on by sobie pozwiedzaił ,a ty byś go miałą pod kontrolą.[/QUOTE] on jesli tylko czuje że jest na uwięzi,przegryza:/ ale,gdyby był na ukochanej zielonej trawce,razem z Koką,pod naszymi nosami,może by się nie zabierał za przegryzanie?na lince miałby wiekszą swobodę niż na smyczy,może by nawet jej nie zauważył?a ja bym nie drżała że mi zwieje.tego się strasznie boję,na pewno bysmy go nie dogonili i wątpię żebyśmy go znaleźli na tak dużym terenie :( zacznę od parku,dziś wieczorem,kiedy będzie spokojniej i mniej ludzi na spacerach.zrobimy sobie rundkę naokoło,a jutro zabiorę go na środkowy spacer do parku,kiedy będzie wiecej bodźców.oczywiście zależnie od tego jak sie dziś zachowa.jeśli będzie wszystko ok i chłopaczyna się rozrusza,w weekend zabiorę go na działkę.pieso wreszcie zacznie żyć :)
-
mamy w tej chwili okropne gradobicie!!na pradze zapadają się chodniki i jezdnie,na dodatek była strzelanina,normalnie katastrofa:( dobrze że się z domu nigdzie dzis nie wybrałam
-
mój Borus skakał przez przeszkody o wys.2.10m a bez jednej łapki na 1.70m :) nie jestem ekspertem,ale wydaje mi się,że dla wystraszonego psa,nie ma przeszkody nie do pokonania.a Welsh chwilami zachowuje się jak opętany :( obiecuję krótkie nie meczące go spacerki do parku.wziełabym go juz teraz ale zaczęło u nas padać (a niebo jest niebieskie!takich "cudów" jeszcze nie widziałam) no i nikt do mnie nie dzwonił.nie wiem czy sie martwić czy cieszyć :roll:
-
[quote name='anawa']Aż się boje zapytać, co zmalował............. :smhair2:[/QUOTE] powiem tylko,że koopa na łóżku to był pikuś w porównaniu z tym co zastałam wczoraj :( tak szczerze,to boję się zabrać go na działkę juz teraz.wolałabym najpierw oswajać go z hałasami,ludźmi itp tu,niedaleko domu który zna,poza tym on jest nadal na tyle dziki,że trzeba mieć go cały czas na smyczy.wychodzimy 1x dziennie na krótkie spacery przed bramę i owszem,za kazdym razem widać,że jest mu łatwiej znieść hałas i obcych ludzi,ale wystarczy delikatny,dla mnie niezauważalny bodziec,a Welsh zrywa się i szarpie mnie do bramy w amoku.dosłownie frunę za nim na drugim końcu smyczy.dlatego boję się wziąć go na całkiem dla niego nieznany teren,paraliżuje mnie myśl,że coś mogłoby go spłoszyć(z trzech stron mamy sąsiadów),a pies w takim stanie w jakim widzę czasem Welsha,jest nieprzewidywalny.siatka ogrodzeniowa na naszej działce ma wysokość 1.50m.bałabym się,że on sobie z nią w takiej sytuacji poradzi. a nie uwiążę go przecież na smyczy do drzewa (i tak by ją przegryzł:) ) wydaje mi się,że lepiej byłoby gdybym zaczęła spacery do parku.nie myślę o długich,męczących go wyprawach,ale o takich spacerkach jakie mamy w zwyczaju urządzać sobie z Koką-rundka naokoło parku i fruu do domu (Koka jest spasionym leniuchem i nie lubi długich spacerów) Welsh mi już trochę ufa,na tyle aby podejść do mnie po smakołyk (wcześniej ja musiałam podchodzić do niego,a on wciskał się w ścianę).ale nadal boi się wszystkiego wokół i reaguje paniką. Boziu Kochana,w zyciu nie widziałam tak skrzywdzonego psa.jest u nas prawie miesiąc,a nadal niepewnie porusza się po mieszkaniu.nawet jeśli wejdzie do pokoju,wystarczy ze któreś z nas się ruszy,a on już zmyka na swoje posłanie.to jest strasznie przykre,że on jeszcze nie uwierzył,że ludzka ręka potrafi nie tylko ranić :( ha!przed chwilą znowu szczekał (strasznie nie lubi sharpeia sąsiadów,a akurat wracał ze spaceru) ależ on ma niski,mocny głos.taki bardzo "męski" ;)
-
witajcie cioteczki:) u nas wszystko w porządku,woda do nas nie dotarła.zoo też ocalało :) za to w domu przeszło wczoraj tornado... pojechalismy na działkę,przewietrzyć trochę dzieciaki.Welsh oczywiście został w domu,Kokę także zostawiliśmy,aby sie chłopak nie nudził. niestety towarzystwo chyba mu nie przypasowało,bo znowu zdemolował chałupę :( nie będę opisywać co zrobił,bo nie wystarczyłoby tu miejsca... jest mi go strasznie żal,bo on bardzo potrzebuje ruchu,jak to owczarek.Welsha już męczy bezczynność i brak zajęcia.trzy spacery dziennie,w tym tylko jeden ciut dłuższy to juz dla niego zdecydowanie za mało :( chciałam i dziś pojechać na działkę,ale boję się zostawić psiury same. a może wziąć welsha na dłuższy,choć 15-20 minutowy spacer do parku tu niedaleko?zaraz minie miesiąc od operacji,może o ciutkę zwiększyć mu dawkę ruchu?mam wrażenie że on bez tego zwariuje.a ja razem z nim :( Welsh znowu zrobił sobie 2 dni głodówki,dopiero dziś zjadł.naet dodane mięso mielone nie pomaga :( ale dobra wiadomość jest taka,że on wcale nie chudnie-im więcej wyczesuję z niego kłaczków,tym bardziej widać jaki jest zabiedzony :(
-
zawiozłam prześwietlenia,ale na razie nic nie wiem,Pani wet będzie konsultować z ortopedą który operował Welsha.chciałam zeby przy mnie porównała te zdjęcia,ale nie miała czasu,a ja nie chciałam nalegać.obiecała do mnie zadzwonić,kiedy będzie już coś wiedziała.ale ja wiem,że wszystko będzie dobrze z łapką :) Welsh dziś był grzeczny,nic nie nabroił.przecież nie został sam w domu,była z nim przyjaciółka Koka:lol: a wczoraj rzeczywiście welsh miał minę kota ze shreka ;)
-
śmiem twierdzić że bardziej prawdopodobne jest że Welsh rozrabia po złości :/ nie wzieliście mnie ze sobą,no to posprzątcie sobie trochę... zrzucając wszystkie kwiatki z parapetu w pokoju,porwał nawet firankę...zauważyłam dopiero kiedy goście przybyli i mało się nie spaliłam ze wstydu :( psotny gówniarz z tego chłopaka zbieram się i jadę za chwilę do kliniki z prześwietleniami Welsha.dziś będzie wiadomo czy jest lepiej z łapką.
-
byłam z dziećmi na lodach w parku praskim i podeszłam nad wisłę.powiem Wam,że byłam przerażona.nawet w 1997 roku woda nie była tak wysoka,przed falą kulminacyjną.strażacy i wojsko układają worki z piaskiem wzdłuz wybrzeża helskiego,żeby uratować warszawskie zoo.my mamy jakieś 400-500m do wisły ja na samą myśl dostaję gęsiej skórki :( Welsh też dziś naodstawiał.wzięlismy ze sobą Kokę,chłopaka z wiadomych względów musielismy zostawić w domu.jemu nie za bardzo się to spodobało i narozrabiał.znowu zwalił wszystko ze stołu w kuchni (w tym moje świeżutkie kwiatuszki od marcinka ) zrobił koopę w pokoju NA ŁÓŻKO! i pozwalał kwiatki z parapetu.załamałam się,bo zaraz goście zaczną się zjeżdżac,a w domu jak po przejściu trąby...
-
kochane cioteczki,nie mam o czym pisac.Welsh jest zbyt grzeczny :) dziś z rana na spacerku był sam i za żadne skarby nie chciał zblizyć się do bramy.jednak nie ma to jak spacerek z Koką miałam dziś pojechać z prześwietleniem,ale wstyd przyznać,zapomniałam na śmierć że nasz synek ma dziś urodzinki i muszę cokolwiek przygotować,bo zjedzie się rodzinka
-
przed chwilą była relacja z ewakuacji schroniska w krakowie.kierownik powiedział że absolutnie nie zostawi ani jednego zwierzęcia na pastwę wody... Boże pomóż..
-
[quote name='Akrum']Welsh, dziś tylko wpadam i uciekam, cały czas obserwuje wątek krakowskiego schroniska i w kędzierzyn koźle....[/QUOTE] ja też :( serce się kraja u welshyka wszystko dobrze,przed chwilka bylismy na spacerku.Koka bardzoo chciała wyjśc z nami,więc wziełam oboje.słuchajcie jej obecność na dworzu miała zbawienny wpływ na zachowanie Welsha.bez problemu odważył się wyjść za bramę (musiałam wyprowadzić psy dalej-na podwórku pełno robotników,znowu rozstawili rusztowania:angryy:) a za bramą....tyle ciekawych rzeczy do obwąchania!zielona trawka i drzewka!żebyście widziały jak on wpadł w tę trawę,nie chciał z niej wyjść:evil_lol: troszkę bał się ludzi i wdrygał się kiedy przejeżdżał autobus,ale ogólnie było super :) chodził krok w krok za Koką i co chwilę zerkał czy jestem na drugim końcu smyczy. spacerek trwał tylko 5 minut,ale jakże cudowne dla niego :) wreszcie mógł zrobić to,co na prawdziwego samca przystało-siknąc na każde drzewko i murek. on będzie cudownym piesem.trzeba tylko dać mu czas.niech no się tylko łapina zagoi,zaczniemy chadzać do parku,tam to dopiero chłopak będzie miał raj :) a jutro jadę z prześwietleniem do kliniki.
-
[quote name='Ank@']ewakuacja naszego schroniska !!!!!!!!![/QUOTE] o matko...:(
-
bardzo ciężko jest siedzieć sobie w cieple o suchej stopie,wiedząc,że tam psiaki prawdopodobnie są w niebezpieczeństwie,stoją w zimnej wodzie,umierają z wychłodzenia,małe i chore nie mają najmniejszych szans.nie umiem od wczoraj powstrzymać łez,ta bezsilnośc dobija.. nawet jeśli pracownicy wyprowadzili je na wyżej położone łąki,ile te zwiarzaki tam wytrzymaja? a kiedy woda opadnie,nie będą miały praktycznie do czego wracać :( my,ludzie sami sobie zapracowaliśmy na to co nas spotyka.ale czemu jak zwykle cierpią niewinne zwierzęta :(
-
[quote name='anawa']Ja z nim gadam............... telepatycznie................. ;)[/QUOTE] chociaż dobrze że się Ciebie słucha :)
-
laptopa nie znalazłam... welsh musi mieć jakąś wtykę na dogo...;) a wiecie ciotki co?nasze słoneczko zaczyna reagować na swoje imię :multi: strzyże uszkami i podnosi główkę mądrala