-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by marako
-
Ach, to chyba w 99% strach! Silunia żwawo wyruszyła dziś na spacerek, jak wróciłam z pracy. Gdy krzyknęłam na Grace (bo już oddalała się w stronę działki /kompostownika/ sąsiadów, to Szila skuliła się i już chciała wracać do domu. Po chwili jednak przybiegła, bo jednak nie chciała wracać sama. Nie zbliżała się, bo 40 kg Hondy jak zwykle szalało w pobliżu, skakała na 40 kg Grace, żeby też ją op... po mojej reprymendzie. Jednak po chwili już Szilunia z radością, ale też uległością zaczęła podbiegać, gdy ją przywoływałam. Byłam bardzo szczęśliwa, że tak ślicznie przychodzi i trąca mnie noskiem. I nagle TRACH! Kiedy z tego szczęścia podniosłam z ziemi gałąź i chciałam ją rzucić Grace, Szila wpadła w przerażenie i prawie sunąc brzuchem po ziemi, uciekła. Boże, co ona musiała kiedyś przeżyć, że tak okropnie wystraszyła się gałęzi w mojej ręce i podniesionej ręki. Przemówiłam do niej najczulej, jak umiałam, więc po dłuższej chwili przyszła, na ugiętych nogach, biedactwo. Muszę przy niej uważać na ruchy, dźwięki, bo jest bardzo niepewna - nadal, po 10 dniach. Z wielką ulgą przyjęła odwrót do domu, na legowisko.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
Jaką nową sierść ma mieć Batumi? Będziesz ją obcinała na sznaucera? Czy ma już domek na oku? Punia jak odrosła trochę, cuudna jest. Za Furią nie nadążam na filmikach. Za szybka jest jak dla mnie. Nie wiem, czy wytrzymałabym długo z takim pędziwiatrem. Angażuje zmysły do granic możliwości.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Każdy przepada po pierwszym spotkaniu z tą rasą. A po kolejnych spotkaniach jeszcze bardziej się pogrąża. Mam takie i znam takich, co też mają, więc znam to z autopsji. -
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
To już ta olbrzymka z ostatniego zdjęcia bardziej mi czemuś podchodzi na czernysza, niż Czak. Ale dobrze, że zaopiekowany. A co z tymi olbrzymkami? Wyglądają na mniej zapuszczone, więc rzeczywiście może czyjeś? -
Elinko, nawet pomyślałam o zębach, bo ona w ogóle nie gryzie niczego tylko mamle. Pokażę zęby dokładnie przy wizycie (w niedzielę), sama wcześnie popatrzę, z tym, że się nie znam. Jakby co, to popytam o psiego stomatologa. (Jak wet sprawdzał wiek, to mówił, że zęby ma bardzo ładne, ale mi się wydaje teraz, że dziąsła ma zaczerwienione). Na kolację dziś zjadła trochę więcej, niż zwykle, ale też tylko z ręki i łykając. Namowiłam ją też na wyjście na ogródek teraz, po kolacji i zamknęłam drzwi, żeby się tam integrowała z psami. Jak po 5 minutach zawołałam, to zjawiła się niemal od razu - była sama pod furtką (psy z drugiej strony ogrodu, niestety) i chyba czekała na wypuszczenie z posesji, skwapliwie i szybko pobiegła na swoje legowisko i teraz znów leży. Dziwi mnie, że nie zwiedza pokoju, że nie chce podejść jak ją wołam (wołam z poziomu podłogi, na różne sposoby, przemawiam i nic - tylko się wtedy poddrapuje). Będzie ładna, jak odrośnie zdrowy włos, teraz taki wypłosz, coś jak wyżeł. Wysoka jest, bo długonożna. Malawaszko, przyszedł Apto-flex (już we wtorek listonosz zostawił awizo, ale wiejska poczta jest czynna akurat w godzinach mojej pracy, w dodatku 13 km od nas, więc odebralam dopiero dziś). Czy mam podawać jak we wskazaniach profilaktycznych np. dla ciut większej wagi, czy leczniczych?
-
W schronisku była 2 lata, więc raczej nie wyczekuje na byłych właścicieli. A patrzyła nie w przestrzeń, ale na bawiące się pozostale psy, poza kadrem. Owszem, jest jakby trochę w innym świecie, ale na zawołanie przybiega, zwłaszcza, jak odwracam się w innym kierunku ruchu. Miskę jak nawet podpycham pod nos - nie je. Jak sobie idę żeby nie stresować i zostawiam miskę pod noskiem - też nie je. Muszę karmić z ręki i zjada 4-5 małych kawałeczków mięsa (wyłącznie). Będę próbowała ją karmić na dworze.
-
Dzięki, Lika. W weekendzie ogarnę rozliczenie. Na razie kolejne osoby w pracy chorują i jest Sajgon, bo nie ma kasy na zastępstwa. Ledwo żyję (wet w niedzielę podliczy wydatki na Szilę, na część wezmę fakturę na AFN, część będę pokrywać z innych wpływów. Sterylka zmieści się ze sterylkowej, ale już usuwanie guzków i blizny ją podroży, więc trzeba będzie łatać. Jak mówiłam dziś mglista i ciemna pogoda, więc foty kiepskie, ale wklejam i tak, bo na nich żwawa Szila, taka jak na spacerach (w domu nadal biedniusia, leży, nie chciała kolacji, nawet z ręki, nie wstaje). [IMG]http://img836.imageshack.us/img836/3194/miniszi1.jpg[/IMG] [IMG]http://img14.imageshack.us/img14/7721/miniszi3.jpg[/IMG]
-
Przed snem bardzo drapała legowisko, mościła, na wieczorne siku nie chciała wyjść. Może chciała rodzić? Za to na rannym spacerze, na szczęście dość długim, bo nie musiałam pędzić na rano do pracy, Szila bardzo się rozkręciła. Cyknęłam parę fot, ale dzień był bardzo ciemny i mglisty, więc nie wiem, czy wyszły (nie zdążyłam ich obejrzeć). Gdybym nie pracowała i więcej mogła bywać na spacerach, może ona szybciej by się zrobiła normalniejsza. No, ale za parę dni święta. Już pod domem wrócił jej znowu nastrój "legowiskowy" - mina smutna, cierpiąca, żadnej reakcji na bodźce, tylko wpatrywanie się w drzwi z niemą prośbą o ich otwarcie, żeby pobiec na legowisko i zamienić się tam w milczka. Chyba dziś zastawię miejsce, gdzie są legowiska jakimiś krzesłami, a legowiska przeniosę.
-
Nie wiem, ale Szila jakby się cofa. Kika dni temu jadła z miski, robiła kilka kroków w jej kierunku. Nawet raz przeszła aż do kuchni, jak rozdawałam miski z jedzeniem i zajadała z wielkim apetytem. Od 2-3 dni jest coraz gorzej z jedzeniem. Najpierw przestała podchodzić do miski, wczoraj przestała nawet wstawać, ale powolutku na leżąco wybierala i mamlała po parę kęsów. Dziś już nie wstała, na miskę podetkniętą pod nos nawet zamachała ogonkiem, ale nie chciała jeść, ani rano, ani wieczorem. Jak jej podawałam z ręki, to dopiero wtedy zlizywała jedzenie, ale zjadła niewiele (kulek wcale nie je, więc daję jej mięsko z kurczaka z ryżem lub kaszą, ale je jak ptaszek. Gdyby nie to, że na spacerach się ożywia i poza domem jest prawie całkiem normalna (np. u weterynarza), to myślałabym, że jest z nią bardzo źle i bałabym się o jej życie. (i tak się boję, że coś jej jest, coś poważnego, ale nie umiem tego lęku wytłumaczyć). Na spacerach jest coraz żwawsza, jak wracamy, to podchodzi i dotyka mnie noskiem - lubi wracać do domu, a w domu, w swoim kąciku coraz bardziej zamknięta, autystyczna jakaś. Szila nadal musi brać galastop (dostała jeszcze na 3 dni), bo nadal jeszcze jest mleko. Te guzki w sutku niestety nadal są wyraźnie wyczuwalne. Chyba skończy się koniecznością ich wycięcia przy okazji sterylki. W niedzielę kontrola (i wet obiecał, że podsumuje na fakturze to, co brałam dla niej - nie mialam sumienia dziś dopytywać za długo, bo byliśmy sporo czasu, aż zrobiła się kolejka za nami).
-
Ona nie odsuwa się od człowieka, wręcz przeciwnie, czasem nawet sama przypełza, jak się do niej przemawia, albo przestaje głaskać. Wyglądało tak, że ona chciała z powrotem wejść na to "swoje" legowisko, na którym leżała wtedy Grace, też uważając je za odzyskane swoje. Szila jakby nie zauważała, że ten kto "podsiadł" jej miejsce może jej tam nie wpuścić. Gotowa była położyć się na nodze Grace, byle na tym właśnie legowisku. Czy nie boi się psów - nie wiem, w każdym razie nie próbuje z nimi kontaktu, nie reaguje specjalnie na ich zabawy. Dziś wieczorem poszczekała na dzika (o ie to był dzik, w każdym razie coś dużego wydawało dźwięki w krzaczorach, psy podbiegły w tamtą stronę i zaczęły mocno szczekać, a Szila też się dołączyła! Zaraz potem Honda, Tajga i Szila na moje "do domu!" pobiegły skwapliwie do furtki, więc je wpuściłam i poszłam odwołać Grace, która do końca trwała na stanowisku obronnym. Dopiero, jak podeszłam blisko, dała się odwołać i zawróciła do domu. Teraz dumna leży na łóżku. A jak wtedy wróciłam na posesję z Grace, Szila przywitała mnie aktywnie i bardzo miło, po prostu jak nigdy wcześniej, Honda i Tajga też oczywiście, ale Szila chciała być możliwie blisko mnie, aż ocierała się łebkiem. To cudowne uczucie, gdy choć przez chwilę ona się przełamuje i nie jest bierna. Poker, a Deczka to Kredeczka?
-
A jak jest zakłopotana, to drapie się po głowie, jak niekiedy ludzie. Widać, że nic jej nie swędzi, a ma jakiś taki tik. Gdy się do niej czule przemawia, to najpierw macha ogonkiem, później wyciąga się jakby chciała pełzać, a następnie jest wyciągnięcie na sztywno tylnej łapy i powolne podrapanie się po głowie tą sztywną, trochę drżącą łapą. Powtarza to za każdym razem (już tak ze 20 razy, więc to nieprzypadkowe zachowanie). Dlatego całokształt mi się jawi jako dziwny. (Na spacerze nikt nie podejrzewałby, że coś jej dolega, no, może jak biega, to kierunek ruchu nie jest prostopadły do osi ciała i zarzuca tylnymi łapami. Poza tym węszy, biega i wygląda na radosną. Puszczamy ją już wolno, na każde zawołanie przybiega, pilnuje psów albo nas, nie oddala się.) Pożyczyłam córce aparat fotogr., więc fotki "opitolonej" Szili zrobię dopiero w środę, ale jak popatrzyłam dziś na te foty pierwsze, to prawie jej nie poznałam, bo już przywykłam do obciętej. Choć sznaucer powinien mieć tu i tam trochę włosa, to jednak Szila teraz jest słodsza o wiele od tamtej z kudełkami.
-
Ona jest dziwna, jakby nie umiała odczytywać mowy psów (ludzi też). Dziś na "jej" legowisko (które zajęła dużym dziewczynom, najczęściej używane przez Grace) weszła przed nią Grace. Zajęłam się zdejmowaniem jej bucików, a w tym czasie Szila usiłowała położyć się też na to legowisko, bardzo blisko, prawie na nogach Grace. Po minie dużej zorientowałam się, że nie jest zadowolona, a dodatkowo boi się o swoją chorą łapę, więc próbowałam odepchać Szilę lekko na bok, w stronę drugiego legowiska. A ona na to usadawia się jeszcze bliżej, prawie wchodzi na dużą. Na to Grace wydała z siebie nieprzyjemny jednoznaczny warkot. Szila na to nic, pcha się dalej. Oddzieliłam je ciałem, po czym zaczęłam uspokajać Grace i przemawiać miło, żeby dała spokój Małej. Szilę przeciągnęłam na drugie legowisko. Trochę mnie to niepokoi, bo nie wiem, co przyjdzie im do głowy, jak jestem w pracy. Ona jakby zupełnie nie rozumie, co się wokół niej dzieje. To, że nie chce wstawać, to nie z powodu stawów, tak myślę, bo na spacerach biega, węszy, nie kuleje, dobrze sobie radzi. Nie chciała też dziś wstać do miski ze śniadaniem - metr od legowiska, ale jak jej dałam pod nos, połknęła prawie wszystko (trochę kulek zawsze zostawia). Tak, jakby broniła tego legowiska, nie chciała, żeby ktoś je zajął. (przeznaczone dla siebie opuściła na rzecz tego właśnie miejsca). Malawaszko, na razie podaję jej ArthtoSan (może przekręciłam nazwę), w tabletkach, który podaję Tajdze, bo czasem zdarza jej się kuleć przez chwilę. Elinko, wysłałam dane.
-
To rozruszanie się, to tylko na chwilę. Po spacerze, jak zaległa to już się nie ruszała aż do kolacji. Przywoływana robi tylko jakieś niezborne ruchy (ktoś mógłby myśleć, że jest sparaliżowana i bardzo chce, ale nie potrafi wstać, ani się przeczołgać). Przyjmuje głaskanie pozytywnie, tak mi się wydaje, ale jej reakcje są dziwne. Jak idziemy na spacer, to trzeba ją zachęcać, niby chce, ale trudno jej się podnieść.
-
Rzeczywiście pracoholiczka z Sary. Daisy - do dziś jej nie odwiedziłam, bo ciągle brak czasu - pędzę do moich po pracy, a to też 30 km od pracy, tyle, że w przeciwnym kierunku niż do mnie. Ale wiem, że ulubionym miejscem Daisy jest parapet, na którym zazwyczaj leży, a nie żadne legowisko, czy fotel. Nie lubi zimą wychodzić z domu - tylko szybkie sii, koo i już prosi pod drzwiami o wpuszczenia do domu. Z Himkiem się ładnie bawią, ale on jest nienasycony, uwielbia brykać po terenie, a ona raczej domatorka. W czasie międzyświątecznym na pewno ich odwiedzę, albo zaproszę do nas.
-
W końcu coś dziś drgnęło (może po pierwszej porcji galastopu?) - Szila odważyła się wyjść na działkę przez otwarte drzwi tarasowe. Musiała przejść w tym celu przez cały salon. Dała radę! Na spacerze, a był dość długi, przy pięknej pogodzie, szalała - tarzała się w śniegu, biegała o wiele lżej, jakby sprawniej niż wcześniej. W domu w końcu obcięłam jej pazury (i innym psom też) - stary obcinacz jakoś już miażdżył zamiast ciąć, a drugi nowszy mi gdzieś się zasiał, dopiero wczoraj kupiłam nowy i psy są odświeżone. Szila straciła po 4-5 mm. Dziś w planie mam jeszcze 4 pary uszu i dokończenie obcinania Tajgi i Hondy (po wczorajszych godzinnych sesjach nie dały rady, uciekały, jak mnie tylko zobaczyły z trymerem lub maszynką. Ja je robię je z podłogi, bo stół mam niski i muszę mieć drugą osobę do trzymania psa (szubieniczek nie lubię - stół mam mały i mógłby jakiś pies spaść i zawisnąć). Jak któraś już ma dość, to po prostu bez względu na wszystko oddala się nie bacząc na to, że ja każę zostać. Ale dziś muszę dokończyć, bo np. Tajga wygląda dziwnie - przód OK, tył nieruszony.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Biedna Balbinka, Ty też. Pocieszenie, że umarła w spokoju i cieple, zaopiekowana. Trzymaj się, choć to bardzo boli, ta bezsilność jest nie do zniesienia. Ona już nie cierpi. -
Moja Grace często musiała używać kołnierzy i załatwiała zazwyczaj kilka, więc przedłużałam ich żywot zaklejając taśmą brzegi na całej długości, zszywałam też dratwą na zakładce. To znacznie wydłuża żywot (warto to zrobić na początku, zanim się zniszczy). No i dokładnie mierzyłam, żeby nie był za długi i wycinałam nadmiar (bo o rozmiar mniejszy był za krótki, ale ten największy był za długi i zawsze rozharatała o krzaki, drzewa i framugi, a po skróceniu haczyła o wiele mniej).
-
Doczytałam, dzięki, we wtorek napiszę, jakie były koszty weterynaryjne dotychczasowe. Co patrzę na Szilę, to stwierdzam, że jeszcze takiej dziwnej (biednej?) istoty nie mieliśmy. Heidi była zagłodzona, ale pełna witalności, Bajka - samodzielnie radziła sobie tuż przed trafieniem do schronu, więc była sprawna i zahartowana, nawet starsza z małych pieprzaczek, choć bardzo chora, kilka razy operowana, jakoś zachowywała się "normalniej" - dreptała po domu, wskakiwała na kanapy, chodziła za nami. Szila w ogóle nie wstaje przez całe dnie, ani razu, chyba, że do miski, którą kładę przed nią), dopiero jak wychodzimy na spacery, daje się namówić i idzie, ale też nie od razu. Na próby zachęcenia jej do wstania z legowiska i zabawy reaguje machaniem ogonkiem i jakimiś dziwnymi ruchami łapek, jakby chciała się czołgać, drapać, czy coś w tym rodzaju, ale nie wstaje, ani też nie kładzie się na plecach. Może to z powodu tej ciąży urojonej? No i brzuch ma w porównaniu do całego ciała jakiś duży, a wcale to nie z powodu tłuszczu, bo skórkę ma cienką, nie ma na karku fałdu grubego. To sam brzuch jest szeroki i duży. Gdybym nie miała zaufania do weta, no i sama nie widziała na usg, że tam nic nie ma, myślałabym, że za parę dni urodzi.
-
Poker, niestety w aptece pani nie sprzedała mi tego środka, bo powiedziała, że on jest na receptę. We wtorek będę znów z Szilą u weta, więc poproszę o wypisanie recepty. Nie wiem, gdzie prowadzić rozliczenia, w każdym razie odnotowałam, że wpłynęło mi 180 zł od malawaszki za transport Szili. Poniosłam już sporo wydatków tu na miejscu, będę je skrupulatnie odnotowywać, niezależnie od tego, czy ktoś zechce pomóc mi w ich udźwignięciu. Niestety Szila to nie morelowy pudelek, na którego chętnych nie było (byłam jedyna!), dopóki nie zyskał hojnych sponsorów, a do ostatniej chwili (4 godziny przed moim wyjazdem po Sailora) wersja, że ja jadę po niego była obowiązująca, choć intuicja podpowiadała mi, że będzie inaczej, bo na to się zanosiło. Nie mam sumienia wciąż obciążać malawaszki, na pewno będę partycypować w kosztach utrzymania Szili, ale nie mam żadnych wolnych środków, idą święta, a ja poddbieram środki na święta, a już niestety sumy wydane tutaj są trzycyfrowe (wet), a wpływy żadne. Szila ma 52-55 cm w kłębie - nie jest mała, nie żyje powietrzem. Nie wiem dokładnie ile kosztował mnie dotychczas weterynarz, bo płaciłam i w sobotę i dziś też za kontrolę stanu palców i opatrunki mojej Grace, a nie dopytałam, ile w całej kwocie z soboty i z dziś stanowi część Szili. Poproszę weta o wyliczenie mi tego we wtorek, jak będę z nią do kontroli. Myślę, że za USG wziął symbolicznie, bo za odrobaczenie i odpchlenie Szili, 2 bandaże przylepne dla Grace, opatrzenie Grace, obejrzenie i USG Szili zapłaciłam 74 zł, a dziś zapłaciłam za galastop, enroxil i zastrzyk Szili i zmianę opatrunków Grace 109 zł. Dobrze, że i tak jechałam z Grace, więc Szila jechała za darmo. Oprócz ciąży urojonej (na którą już dziś dostałam galastop, choć w sobotę lekarz nie chciał obciążać nas i na początek polecił smarować gliceryną z jodyną, co nie pomogło), niestety w jednym sutku jest spore stwardnienie o podobnej strukturze, jak gruczolak. Może to tylko stan zapalny, zobaczymy. Na razie dostała zastrzyk ze środkiem, który ma pomóc oddzielić tkankę zdrową od chorej, 14 tabletek enroxilu 50 mg (na 6 dni) i mamy przyjść we wtorek wieczorem do kontroli. Jak trzeba będzie to wyciąć, bo się "nie rozejdzie", a okaże gruczolakiem, to przy okazji sterylki będzie usunięte, podobnie jak blizna. Jestem w funduszu sterylkowym stała deklarowiczką, więc otrzymam zwrot za sterylkę, ale już za inne zabiegi przy okazji, które podniosą koszt zabiegu, niekoniecznie. Nie wiem, jak to rozwiązać - przecież wet nie wpisze na faktury 2 zabiegów, jak zabieg i narkoza będzie jedna.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Biedne Maleństwo, może da radę i przetrwa, trzymajcie się. -
Cierpliwy, miły, CICHY, cieszyć się też umie (ogonek z prędkością światła lata). Ale niepokoi mnie jej chód. Tak jakby łapkami zawija. Czy takie słabe, bo nie miała wiele ruchu. Chude przeraźliwie. Mam nadzieję, że dojdzie do siebie na dobrej karmie i długim spacerem codziennie. A ta vit. D3, jaka dawka, jak podawać? (to do Poker, bo pisała i pokrzywiczych zmianach). Nie mam sumienia jej obcinać na stole, więc robię to na podłodze, a że mam niespecjalnie zdrowy kręgosłup ostatnio, to doprowadzenie jej do ładu trochę potrwa - dłużej jak 1,5 godziny nie wyrabiam pogięta jak paragraf.
-
[quote name='Margi']Matko jaka ona przestraszona.Mam nadzieję,że za kilka dni będzie lepiej. Ta blizna to wygląda jak rozdarta jakimś drutem.Fajnie by było gdyby wet ją wyciął.Zarosłaby.[/QUOTE] Mój wet powiedział, że rana musiała być rozległa i głęboka - możliwe, ze takie bardzo było jakieś poważne pogryzienie, wręcz wygryzienie dużego kawałka ciała, ale niekoniecznie. Wytnie bliznę przy okazji sterylki. Z każdym dniem sunia odważa się na coś nowego - wczoraj wieczorem weszła 3 kroki do salonu. Jak obcinałam jej filce z uszu, leżała przez ponad godzinę z głową na moich kolanach (tyle same uszy robiłam!), przysypiała, pochrapywała.