Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. [quote name='weszka'][B]marako[/B] z doświadczenia powiem ci że wyjście z 3 dużymi psami jest możliwe tylko jeśli w pełni nad nimi panujesz. [/quote] W pełni panuję nad Grace (olbrzymką) -ale tylko, gdy nie ma "podejrzanych" ludzi w pobliżu, bo jeśli są - zdarza się jej wtedy (czasem) w amoku nie słuchać, co mam jej do powiedzenia. Myślę, że Tutek mógłby reagować tak samo. Jak widzę kogoś, to po prostu zapinam Grace na smycz. Ale raczej trudno byłoby utrzymać na smyczy 2 olbrzymich furiatów. Tajga do ludzi jest bardzo ufna (na razie - bo Grace może ją nauczyć innych zachowań). Na szczęście u nas raczej rzadko się kogokolwiek spotyka, ale czasem to się zdarza... Wtedy czarno widziałabym Tutka + Grace + Tajgę tylko ze mną.
  2. [quote name='malawaszka']ja nie mam pojęcia :lol: mam dwa i to małe :roll: z demolowaniem też nie wiem jak u nich może być - jak Tajga teraz się zachowuje jak zostają?[/quote] Ostatnio chyba wskoczyła po sucharki na blat kuchenny (bo po powrocie zastałam suchary na podłodze), jeden wleciał z opakowania, ale nie ruszony, bo stłukł się też zrzucony spodek i hałas chyba ją odstraszył; poza tym zastałam też stłuczony szklany dzbanek z posadzonym papirusem (spadł przy wskakiwaniu Tajgi na parapet). Grace nie rusza jedzenia nawet jak jest 1 cm od jej nosa, jeśli nie uzyska zgody, więc to na pewno nie ona. Ale coraz lepsze są kontakty obu dziewczynek. I Tajga reaguje świetnie na przywołanie i jest ogólnie bardzo pojętna (dalej stara się rządzić Grace, ale już nie tak zajadle)
  3. I czy taka banda trojga nie zdemoluje domu przez 7-8 godzin (tyle czasu nie ma nikogo).
  4. Ja myślę o nim właśnie dlatego, że jest taki "trudny". Bo taki jak pokocha to na zabój. Teraz przymierzam się do myśli o Tutku jako trzecim piesku - to trudniejsze niż 2 tygodnie temu (bo teraz Tajgusia + moja "stara" Grace to już dwa i to niemałe). Jeszcze nie wspominałam mojemu TZ o takiej ewentualności, choć przypadek Tutka dobrze zna z moich opowiadań i czuje sympatię do niego. Gdyby z kasą było lepiej, na pewno przekonałabym tz do pomysłu trzeciego psa. Trochę może trudno byłoby z takim stadem chodzić na spacery - w tygodniu chadzam sama na kilka siusiu-kupkowych i jeden długi. (tz poza domem w pracy ponad 12 godzin). To przez cały czas próbuję jakoś sobie wyobrazić - brać psy na zmianę, czy jak? Czy ktoś mi coś podpowie, jak wychodzi się na spacery mając 3 duże pieski jako domowników?
  5. Broda Tajgusi to chyba jakiś cień - właśnie na zdjęciach schroniskowych wydaje mi się, że była, a teraz nie ma wcale. Ale na dobrym jedzonku może coś jeszcze urośnie... Chudzinki ze zdjęć - strasznie biedne. W gardle mam gul patrząc na takie biedactwa, ale cóż...
  6. Chyba, że przez rok pierwszy tylko 1+1, a później PO zbudowaniu zaufania i poczucia bezpieczeństwa rozszerzanie stada. Ale chyba niełatwo taką sytuację znaleźć zwłaszca, że tak trudno w ogóle o adopcje i dobre domy. Dletego chyba trzeba próbować czegoś rokującego nadzieje, a tymczasem rzeczywiście pozostaje liczyć na umiejętności i czas mosii i życzyć jej jak najwięcej gości, kórych Tutek by nie zjadł, ale których z czasem móglby postrzegać jako niezagrażających.
  7. Jakbym czytała o mojej Grace (olbrzymce). Ona ma nisko próg pobudliwości, jest bardzo wrażliwa i nic na siłę nie wskóra się z nią. Fachowcy przepowiadali nam czarne scenariusz narastającej agresji, a tymczasem prawie 4 lata pracy z psem - i jest coraz lepiej. Wspaniale przjęła Tajgę. Tajga wciąż prowokuje i próbuje wywalczyć pozycję liderki (warczy, nie dopuszcza Grace do mnie), a Grace znosi to ze stoickim spokojem i obraca zaczepki w żart. W stosunku do zaczepiającego ją naprawdę groźnego rywala, nie podarowałaby na pewno (przeżyłam to już 2 razy - a Grace okazała się naprawdę mocna). W stosunku do ludzi teżżyczyłabym sobie takiego spokoju, ale i ta jest już o wieeele lepiej niż było. Jestem laikiem w sprawach psów, ale wydaje mi się, że dla Tutka model 1 pan +1 pies byłby rzeczywiście idealny, ale na krótką metę, a na dłuższą tylko utwierdziłby go w tym, że tak ma być i wzmocnił zachowania aspołeczne. Myslę, że odbudowa/zbudowanie jego poczucia bezpieczństwa wymaga co najmniej parunastu miesięcy, ale raczej musi sięodbywać w warunkach stada większego niż 1+1 z dobrymi przykładami jego uczestników i mocną osobowością właściciela.
  8. W tym rzecz, że z Mosii trudno się umawiać, bo ostatnio tu nie zagląda. Jak tylko dostanę znak, że da się tam dojechać i że ona nie ma nic przeciwko temu - wybiorę się, bo najlepiej osobiście pogadać. Zaglądam tu kilka razy dziennie i nic, żadnej wiadomości, jak się sprawy mają z Kubusiem.
  9. Muszę teraz parę spraw uporządkować; z Kubą będę chciała zobaczyć się jeśli można (oddczulanie na obcych ewentualnie też mu się przyda; a może jakieś światełko się pojawi w trudnej czasem prozie życia). Ja go baaaardzo lubię i wiem, co on czuje (czuł), bo przerabiałam te rzeczy z moją suką, jak usiłowała parę razy kategorycznie wymusić np. nasze śniadanko i nie były to żarty z jej strony).
  10. Ja też dopiero wysyłając przekaz na smyczkę zorientowałam się, że świat jest mały i odpowiedziała mi o Tajdze ta sama osoba.
  11. A tak na poważnie: czekałam, czekałam (nawet właściwie nie wiem, gdzie na dobrą sprawę jest hotelik Mosii - czy tam, gdzie wyszukałam go w Google) i nic - żadnego potwierdzenia czy sugestii. W dodatku śniegu taka masa, że chyba ryzyko tam jechać. Zresztą mam inne plany na sobotę - JADĘ PO TAJGĘ. Miała być dla koleżanki, która zawsze marzyla o piesku i bardzo Tajgusia jej przypadła do gustu. Sprawy zaszły daleko, nie mogłam już myśleć inaczej, niż, że Tajgusia będzie miała dom. A tu klapa. A więc będzie miała dom. U nas. Jedziemy z tz jutro pod Warszawę, by ją zabrać (tz mysli, że na tymczas, nie wiem, czy inaczej zgodziłby się na to wszystko, ale ja wiem, że nie odda jej, jak przyzwyczai się trochę). To nie był off. O Kubusiu nadal myślę (tz jeśli w ogóle dopuszczał powiększenie stada to właśnie o dużego chłopaka, ale teraz boi się czegokolwiek w naszej sytuacji finansowej). Ale wszystko przed nami. Łatwiej zmienić 2 na 3, niż 1 na 2 (żeby tylko dało się to jakoś ogarnąć finansowo, to bez problemów). Jestem jednak optymistką. Kuba na pewno będzie szczęsliwy!
  12. A może inny scenariusz: jako obłaskawionego wpuściła go do domu, a on sterroryzował ją i nie dopuszcza do kompa?
  13. Przeskoczyłam na Doris, bo ją też brałam pod uwagę do adopcji po wygranej, a już nie muszę jej planować!
  14. Ja uparcie gram w totka i jak wygram, zamierzam dokupić parę arów (bo mam maluteńką działkę) przylegających, jeszcze teoretycznie do kupienia i adoptować co najmniej 5 sznaucerów w potrzebie... Ale cieszę się, że Doris już w domu (może właściciele wyciągną jakąś naukę z tego, co narobili - a ona jest teraz szczęśliwa)
  15. Przedadopcyjna to za mocno powiedziane. Jeśli nie będzie nowego ataku zimy, a otrzymam potwierdzenie, że da się tam dojechać przy tym śniegu, który jest (słyszałam, że nie jest łatwo się przebić) i że Mosii nie ma nic przeciwko - przyjadę w najbliższą sobotę na rekonesans (nie wiem jeszcze, co na to tz, ale mam nadzieję, że nie będę musiała kręcić z jakimś głupim alibi i wyznam mu prawdę - albo mnie przykuje do rury albo dołączy.) U mnie net chodzi kiepsko, więc trudno mi czytać po raz któryś wątek Kuby - zrobiłam sobie obszerny skrót wątku ze wszystkimi zdjęciami i opisami jego zachowania. To już chyba zakrawa na tutko-kubo-manię!
  16. Na pewno bałabym się Kuby, gdybym miała informacje, że kogoś dotkliwie pogryzł i to nie raz. Po przeczytaniu tego wątku czemuś się nie boję i czuję do niego dużą sympatię. Zresztą wiele w kontaktach z psem zależy od nastawienia, a ja mam przeświadczenie, że o wiele łatwiej człowiekowi w sposób naturalny panować emocjonalnie nad psem, niż psu nad człowiekiem. Żeby jednak przekonać się jak jest naprawdę, chciałabym podjechać do Mosii nawet w najbliższą sobotę. Na razie sama. O ile można (i o ile się da przy warunkach zimowych tam dojechać zwykłym autkiem).
  17. O oddaniu (oddawaniu) myślę jak najgorzej. W końcu są też i u nas specjaliści, którzy mogą pomóc w rzeczywiście trudnych sytuacjach. Zresztą postrzegam Kubę bardzo pozytywnie na dłuższą metę. Z wielką przyjemnością przyjechałabym w najbliższym weekendzie poznać Kubę osobiście. Na razie sama, nawet nie mówiąc o tym TZ. On jest bardzo wystraszony kryzysem (i naszą wypłacalnością - duży kredyt we fr. szw.), nie chcę mu nawet jeszcze teraz mówić, że urządzam sobie przejażdżki 200+200 km, dopiero, gdy sama zobaczę Kubę, lepiej go poznam, a i Wy będziecie przekonani, że można go oddać.
  18. Też mam takie wątpliwości, ideałem byłaby suka bardzo zrównoważona w stosunku do ludzi. Moja nie raguje w tej chwili na ludzi aż tak źle jak kiedyś (nie gryzła co prawda nigdy, ale pędziła i obszczekiwała z odległości 2 cm, a raz jak ktoś machał ręką to nadział się na zęba). Mieszkamy pod Wrocławiem. Nie jest to może zbyt blisko, ale też nie za daleko, żeby podjechać, ale możliwe tylko w weekendy i to nie każdy (koszty). Zdaję się raczej na Twoją opinię Malawaszko lub Mosii - jak to widzicie? Myślę, że tylko początki byłyby trudne - moja sunia ma z nami nieźle i rozwinęła się w dobrym kierunku - nie sprawdziły się przepowiednie paru osób (znających rasę - np. pewnej sędziny), że będzie coraz bardziej agresywna z czasem. Może i Kubusia dałoby się na tej samej zasadzie - pełnego spokoju i konsekwencji - polepszyć. Ale na pewno wiem na ten temat o wiele mniej niż Wy, więc czekam na radę w tej sprawie. Pozostaje jeszcze przekonać mojego TZ, ale tu widzę szanse.
  19. Nic, te wymienione przeze mnie 2 pieski to średniaczki sznaucerki ze schronów (są też na sznaucery.rix), których losy śledzę od dawna. Jestem na tym forum nowa, ale dużo czytam i też się zastanawiam, jak pomóc, kto z moich znajomych chciałby pomóc jakiemuś pieskowi, a może i ja - w każdym razie te dwa od dawna mam na myśli (nie tylko te, ale ze średnich sznaucerów pamiętam właśnie Tajgę i Czoka oraz średniaka Ksero z Rudy Śląskiej i Adepta oczywiście).
  20. Średnie cudne i kochane: Tajga z Ostrowi Mazowieckiej - myślę o niej codziennie i sprawdzam, czy jeszcze jest (ale mam sukę i nie do końca wiem, czy zaakceptuje koleżankę). Ulżyłoby mi, gdyby znalazła dobry dom! Czok w Koszlinie - przepiękny. Gdyby nie mój TZ, już byłby mój. Też z radością zobaczę, że już nie w schronie. Bo inaczej będę musiała przekonywać TZ do niego (Mój TZ raczej woli olbrzymy, choć więcej jedzą i szczepionki też więcej i odrobaczanie droższe...), jeśli Tutka nie uda się mi się mu "wbłagać".
  21. No i jeszcze jedno -my nie mamy doświadczenia z psami, raczej zdajemy się tu na naszą sukę, choć do ludzi nieufna (dotąd jeszcze strachliwo-agresywna, choć mniej niż kiedyś). Musiała mieć w dzieciństwie barzo niewielki kontakt z ludźmi i to nienajlepszy, za to z psami jest zsocajalizowana świetnie i zachowuje się jak modelowy sznaucer - nie zaczepia nigdy, wobec małych piesków, nawet jak zaczepają łagodna jak baranek, ale duży nie podskoczy, jeśli chciałby ją ustawiać, albo coś jej zabrać. Może to wystarczy na Kubę. No i nasza ogromna do niego sympatia.
  22. Już od dawna czytam o Tutku/Kubie i w czasie, gdy pierwsza z adoptujących nie dawała rady pojawiła się myśl, by go wziąć na DS lub choćby na DT. Od razu pomyślałam, że moja suka (sznaucerka olbrzymka), która przez 2 lata rządziła w "podwórkowym" stadzie około dziesięciu psów, w tym dużych, dorosłych samców, a jednocześnie karna wobec nas, nauczyłaby go, kto w tym domu rządzi, a Kubuś byłby najszczęśliwszy pod słońcem mogąc odpowiedzialność za losy stada i świata oddać w czyjeś ręce. Nasza suka radzi sobie z psami, ale co do ludzi jest też niestety nieufna (i tak zrobiła postępy odkąd ją mamy). Jedyną przeszkodą, by to zaproponować na forum było to, że nasza domowa sytuacja finansowa jest nieustabilizowana (duży kredyt w fr. szw.) i mój TZ bardzo się boi dokładać do wydatków nowe zobowiązania finansowe. Myślę jednak, że jest to do przejścia (TZ też chciałby zapewnić naszej dziewczynie towarzystwo (WYKASTROWANE), bo od 2 lat nie ma tego, a wcześniej miała i na pewno pragnie tego). Warunki "lokalowe" mam niezłe - dom pod lasem, działka, pies mieszkałby w domu ze swobodnym wyjściem kiedy chce. Do towarzystwa suka 4,5 letnia. Pracujemy dużo, ale najdłużej zostawiam psa na 7-8 godzin. Codziennie długi szaalony spacer po lesie z zabawami i elementami tresury.
×
×
  • Create New...