Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Wysyłam zdjęcia (troche je za bardzo odchudziłam, więc rozdzielczość jest na pewno do bani, ale to pierwszy raz, więc wybaczcie - chciałam, żeby się szybko ładowały) [IMG]http://img201.imageshack.us/img201/6248/markodom1.jpg[/IMG] [IMG]http://img201.imageshack.us/img201/7783/markodom2.jpg[/IMG]
  2. Noga mu rzeczywiscie drga, ale nie ma to związku z zimnem, czy wodą. W domu (gdzie jest podłogówka) też czasem też podrga mu trochę. Może jestem przewrażliwiona, ale nie podoba mi się też sposób, w jaki czasem oddycha (często też przez sen). Tak jakby "fukał", wydycha powietrze pod ciśnieniem, w przyspieszonym rytmie. Jak w czasie zabawy trochę go potarmosiłam (naprawdę leciutko!), też parę razy jakoś dziwnie, urywanie łapał powietrze i jakby się lekko krztusił. W ogóle ma trochę krótszy oddech, niż panienki. Ale wszystko to może jest w normie, a ja wydziwiam. Marko jest coraz bardziej zdyscyplinowany. Pięknie reaguje na swoje imię, przybiega natychmiast, gdy go zawołać Oczywiście córka woła go Jinmmy i dziwi się, że nie chce jej słuchać). A wszystkie 3 natychmiast reagują na zawołanie "psy, do mnie" i wspaniale to wygląda, jak galopują na wyścigi i kłębiąc się dopominają się pogłaskania po przybiegnięciu. Nawet Grace też się kłębi (choć kiedyś siadała, jak przystało).
  3. Tak się cieszę, że Kuba tak serdecznie zaakceptował nowych Państwa. Jak wspominałam, cały jego wątek skopiowałam do Worda, żeby się szybciej mi go czytało, prawie 100 zdjęć Kuby też, tak bardzo zależało mi na tym psiaku (zwłaszcza po postach doradzających śpienie jako agresywnego). Gdyby nie kłopoty finansowe, byłby u mnie na pewno już od dawna. Teraz jestem spokojna i cieszę się razem z Kubusiem z jego nowego domu. Cieszę się też, że będę mogła skorzystać z oferty malawaszki przejęcia jakichś środków z konta Kuby i jak pisała zapewnić "full serwis" Marko. Mam nadzieję, że znajdzie równie fajny dom, jak Kubuś, jak już trochę odżyje, wykastrujemy go i zaszczepimy. Zdjęcia Marko z 2,5 latkiem mam tylko 2, mało "czułe", ale baterie mi padły, a mały wyjechał, zanim kupiliśmy nowe. Chętnie bym wstawiła, ale nie wiem, jak (czy muszę je najpierw umieścić gdzieś na jakimś serwerze?).
  4. [quote name='weszka'] Mnie on się jakoś sznaucerowo bardziej widzi jednak... Nie miałam wątpliwości po zdjęciach, a teraz jak przeczytałam cały wątek i patrzę tom już zgłupiała troszkę :oops:[/quote] Wyjęłaś mi to z ust, też byłam przekonana po zdjęciach, że morda sznaucerowa całkiem, a teraz tylko na 90%. W każdym razie piękny!
  5. Już nie milczę. Do południa jeździłam z Tajgą na antybiotyk (dalsze leczenie pęcherza), a także po gabinetach na rekonesans w sprawie kastracji Marko. Przed i po dłuuugie dwa spacery po okolicznych łąkach i lasach z trzema czarnymi oszołomami. Ich ulubioną zabawą jest "walka" o pozycję - dwa się podgryzają, skaczą na siebie, warczą, kłapią zębami, a trzeci przybiega i sędziuje, a czasem wkracza, by rozdzielić rywali. Za chwilę zamiana ról, a jeszcze po chwili zgodny bieg, z taplaniem się w wodzie. Nie wiem, jak po kilku godzinach szaleństw znalazły jeszcze siłę na dalszy amok w ogródku, gdzie spędziliśmy kolejne godziny - my na uprzątanie pobudowlanego pobojowiska, a one na dewastowaniu moich krzaczków i drzewek. Już wiem, że kastrację zrobię w Kiełczowie (tylko 11 km ode mnie, hurra!)po preferencyjnych cenach, mimo, że po 1 kwietnia, w czystej i sympatycznej przychodni, u weta, który pracuje na klinikach. Dopiero wtedy - raz, że dziś go odrobaczyłam, a wet radził tydzień odczekać po odrobaczaniu, a dwa, że nie mam teraz auta. Zresztą radził mi go trochę wzmocnić (odkarmić), bo jest przeraźliwie chudy (żebra powleczone skórą, czego przez sierść nie widać, dopiero na dotyk). Zaniepokoiło mnie dziś, że czasem mu drga tylna noga w udzie, zwłaszcza jak ją odstawi do tyłu. Dziwnie tez oddycha, jak zaśnie, tak "fuka" - sprawia wrażenie jakby był jakiś "przetrącony". Muszę to pokazać wetowi w przyszłym tygodniu. Marko jest świetnym psem, wydaje mi się, że może nawet być młodszy, niż 2 lata, tyle, że przez życie nauczony samodzielności i radzenia sobie. Wobec suk jest bardzo śmiały i je ustawia, mimo, że chudziak z niego. Dla ludzi bardzo kochany, a naszemu 2,5 letniemu wnukowi dawał się obejmować, ciągnąć, całować, itp. (wysiadły mi bateryjki w aparacie, zdjęcia postaram się zrobić jutro). Nas dorosłych zaczął podgryzać i to w szczególny sposób, jak coś jest nie po jego myśli, więc parę razy dałam mu do zrozumienia, że mi to nie pasuje. Myślę, że trzeba go trochę ucywilizować, stawiać wymagania i granice (oczywiście kochając i dbając), żeby mu się nie przewróciło w głowie, jak to czasem bywa. Bo inaczej może się zdarzyć, że w nowym domu będzie terrorystą (na razie chudziak, ale to duży pies i mógłby nawet kogoś przestraszyć, jak się najeży). Mnie pilnuje bardzo. Do tego stopnia, że polazł za mna na piętro, czego nie wolno robić moim psom (patrzyły ze zgrozą, jak go wycofuję, a on swoje i swoje). W końcu jednak się dogadaliśmy i już pojął, że dla psów jest tylko dół domu. My i tak cały dzień spędzamy na dole, a na górę na 2 minuty po coś się czasem chodzi. Tam tylko śpimy (a ja czasem robię wyjątek, i śpię na dole żeby trochę frajdy miały - i ja też - tylko, że trzy to już się ze mną nie zmieszczą!) W ogóle Marko to piękny i pojętny pies, bez kompleksów, pozytywnie nastawiony do ludzi. Mam nadzieję, ze okaże się zdrowy i wkrótce nabierze ciała. (pchły już zaczęliśmy wykańczać i nie będziemy bali się o kleszcze). Będzie miał ktoś naprawdę z niego radochę. Chyba przesadziłam z długością tego posta. Dzięki za przelew i wiele miłych słów od wszystkich tu na tym wątku. Resztę napiszę za jakiś czas.
  6. Na widok olbrzyma z takim smutkiem w oczach jak te powyżej, serce mi pęka, a mózg paruje, by znaleźć jakieś wyjście, by odmieniły się jak np. Hektor ostatnio. Berę pokażę mojej sąsiadce, która ostatnio podczytuje dogomanię i chyba chce jeszcze pomóc jakiejś suczce - jedną ze schronu już ma, ma też jedną "z wpadki" sznaucerki średniej sąsiada z jamnikiem szorstkowłosym innego sąsiada. Mają u niej raj. Podobno upatrzyła już dwie kandydatki do adopcji na dogo, ale wiem, że zafascynowana jest zawsze moją olbrzymką Grace, a ostatnio bardzo rozczulała się nad urodą i poczciwością mix sznaucerki Tajgi, więc może jak zobaczy Berę... Chyba, że jest już do swojego wyboru przekonana)
  7. Nie umiem wstawiać zdjęć, ale przydałoby się zestawienie tych dwóch zdjęć obok siebie, może jakiś niedoszły wielbiciel Dżordża zechciałby wtedy jego nieco mniejszą kopię.
  8. To może "mój" czarnuch Marko też znajdzie, skoro nastała na takie czarne potwory moda. Zresztą, zauważyłam ogromne podobieństwo do siedzącego Dżordża w siedzącym Marko na zdjęciu głównym na stronie adopcyjnej sznaucerów (tylko uszy niezupenie takie, ale mina - osądźcie sami)
  9. Wysałam Giselle pełne namiary na mnie z numerem konta. Byłam dziś kolejnej przychodzni weterynaryjnej (w Oleśnicy, 15 km ode mnie, czyli bliziutko). Zdaje mi sie, że kastracja wypadłaby tam najtaniej - około 100 zł!, ale stan gabinetu (w tym czystość) mnie poraził. Wzięłam jednak namiary, bo okazało się, że cena byłaby niezmieniona w moim przypadku nawet po 1 kwietnia (odbieram auto dopiero 2.04, albo i później). Jednak później pan weterynarz, z którym wymieniłam paręnaście zdań na temat bezdomnych psów, schronisk itp. zaszokował mnie mówiąc, że po 3 miesiącach należy usypiać schroniskowe pieski obligatoryjnie, że dziwi się, z jakim uporem niektórzy (organizacje, czy prywatni ludzie) walczą o życie chorych, niepotrzebnych zwierząt, które trzeba karmić w nieskończoność. Nie wiem, czy w tym przypadku nie zechciałby wykonać swojego planu skrócenia żywota niechcianej istocie i chyba się na niego nie zdecyduję. Jutro sprawdzę fajny gabinet, z kórego kiedyś też korzystałam, na peryferiach Wrocławia, biorący udział w akcji. Jeśli zgodziłby się przeciągnąć termin, to byłoby super. Mój wet wyliczył koszty horrendalnie wysokie, zresztą wolę z różnych powodów zrobić to gdzieś indziej. Ja jestem mocno ograniczona czasem - takie zabiegi raczej wykonuje się rano, a ja wtedy MUSZĘ być w pracy. Przed świętami byłoby najlepiej - bo czwartek i piątek przedświąteczny mam wolny, mogę też lepiej zaopiekować się zwierzakiem po zabiegu. Przed świętami być może będziemy sterylizować Tajgę, bo trzeba się tu raczej pospieszyć.
  10. Może i stary, też zaniedbany, ale piękny!
  11. Odrobaczanie i wściekliznę i planowałam, ale wolałam się upewnić, dzięki. O, to dobrze, że książeczka jest na miejscu w gabinecie. Może podskoczę jutro jednak z tz do bliżej położonego weta, u którego też parę razy byłam jak mieszkaliśmy podczas budowy w wynajętym mieszkaniu na jeszcze innym odludziu, a i od razu zapytam o kastrację, bo on uczestniczy w akcji.
  12. 1. sznaucer olbrzym (suka) 2. kundel (ale ma sporo % sznaucera)
  13. Dzięki za miłe słowa! W pracy wzięłam na dziś wolne, więc teraz jeszcze jestem w domu. Już po porannym spacerze (niestety Marko na smyczy) i śniadanku. Marko rzuca się na jedzenie i łyka w wielkim pośpiechu (jak Tajga miesiąc temu). Pilnuje każdego mojego kroku (a dziewczyny za nim, bo lubią wiedzieć, co się dzieje - wcześniej aż tak mnie nie pilnowały). Teraz porównując z moimi sukami widzę, że jest dość wysoki (ale chudziak, więc tego nie widać było) - wzrostu prawie jak moja olbrzymka, która sięga górnych granic normy suk. Właśnie wszystkie leżą dokoła biurka, każdy na boku - fajnie to wygląda (prawie jak na zdjęciach Hektora i reszty). Z fotkami poczekam na syna (czyli bedą jutro), zwłaszcza, że dziś chmurzyska. Może wyjdą jakieś zdjęcia z 2,5 latkiem, żeby pokazać, jaki z niego przyjaciel małych dzieci. Dziś Marko zostanie po raz pierwszy sam (tzn. z Grace), bo z Tajgą muszę pojechać do weta - a to z uwagi na brak auta - zajmie mi z 5 godzin. Jego pokażę weterynarzowi dopiero jak odzyskam auto, czyli z końcem przyszłego tygodnia, bo bo okropnie boi się pociągu, miejskiego hałasu i czasem zapiera się, by iść na smyczy. (chyba, ze namówię na jutro tz). Ewentualnie zważę go domowymi sposobami, żeby odrobaczyć (i odpchlić) zaocznie. Nie zdąże też przed końcem marca wykastrować, bo bez auta tu się nie ma jak ruszyć. Do tego czasu będę co 10 razy dziennie sprawdzać, czy któraś moja nie ma cieczki, bo on zaczął wskakiwanko na nie od tyłu (może chodzi o dominację, ale jakoś inaczej to wyglądało - nie znam się na psach). Mam parę pytań, bo nic nie wiem jakie kroki podjąć z bezpańskim psem: - Co się robi, jeśli piesek nie ma książeczki zdrowia, czy mam mu założyć? Gdzie się nabywa książeczkę? - Nic nie wiadomo o szczepieniu przeciw wścieliźnie i innych zabiegach, zwykle wpisywanych do książeczki. Czy szczepienie na wściekliznę można robić nie mając informacji, kiedy było poprzednie (o ile było)? - Które z zabiegów są najpilniejsze i trzeba je szybko zrobić, a które mogą poczekać już na DS z uwagi na koszty. (malawaszko pisałaś w którymś poście o tym, że szczepienia teraz nie, ale czy myslałaś o wściekliźnie, czy o innych choróbsach? giselle4, a Ty pisałaś, żeby odrobaczyć i zaszczepić - jakie szczepienia miałaś na myśli?)
  14. Jesteśmy już od godziny. Pieski zapoznały się, pobiegały po ogrodzie, zjadły, a zaraz pójdziemy spać. Suki się popisują przed chłopakiem, widać, że bardzo każdej zależy, żeby pokazać, jak jest ważna. W domu wygrywa Tajga (warczy, co działa na Grace zmiękczająco), na powietrzu Grace (bo może się rozpędzić i pokonać Tajgę masą). Podróż była długa i męcząca, bo Marko bał się hałasu autobusu i pociągu. W pociągu wgramolił mi się na kolana i przesiedział tak pierwszą godzinę. Dobrze, że zarówno pociag, jak i autobus były puste, spokojnie mogłam go napoić, wrąbał też rogalika, nikomu też nie przeszkadzało, że brudas siedzi mi na kolanach , a dupsko zwisa mu na siedzenie. TZ jakoś to przełknął, przyjechał po nas do Wrocławia, ale nie wyglądał na uszczęśliwionego. On ma dobre serce dla zwierzaków, ale jest realistą i wie że pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, a moje zapewnienia, że otrzymam wsparcie zarówno szukaniu domku, jak i finansowe traktuje z niedowierzaniem.
  15. Jak pierwszy mój pociąg, ten do Wrocławia się nie spóźni za wiele (planowo 9 minut na przesiadkę z peronu 1 na peron 6), to o 14:35 startuję z Wrocławia po Marko, a wieczorem o 21:07 we Wrocławiu odbierze mnie tz (on jeszcze nic nie wie, muszę działać z zaskoczenia w niektórych sytuacjach, ale mam nadzieję, że sie ulituje i przyjedzie po nas do Wrocławia), pociągiem byłabym w domku po północy. Będę w podróży 10 godzin, a piesek 4,5 więc myślcie o nas ciepło w tym czasie. A o 17:40 szczególnie ciepło, bo będziemy wsiadali do autobusu, a też mniej wiecej wtedy mój tz zorientuje się, ze mnie nie ma w domu, zadzwoni i będę mu musiała wyjawić całą prawdę. Tak w ogóle nachodzą mnie wątpliwości, czy Marko będzie chciał w ogóle ze mną pojechać (kaganiec, obroża, smycz i warczący autobus to chyba nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej). Ten pierwszy moment - porwania - będzie najtrudniejszy (tu własne auto jest nieocenione), później już z górki.
  16. Fatum to raczej na mnie. Dlatego chcę "rzutem na taśmę" przełamać złą passę. Jak już Marko będzie u mnie, dam namiary na siebie. Mimo, że nie mogę wiele pod względem finansowym, to z pomocą dogomaniaków i tak zadbamy tu o niego, na tyle, by jeszcze wypiękniał i znalazł już na stałe kogoś, kto go mu da dobry domek - do tego czasu będzie bezpieczny i kochany przez nas wszystkich (nie wiem do końca, czy przez moje 2 czarne zazdrośnice też, ale chyba się nie pozjadają wzajemnie).
  17. Szefowa jest w porzo, ale sama w pracy od rana do nocy niezależnie od stanu zdrowia, poza tym nie ma zwierzaków żadnych i nie rozumie tak dobrze jak to jest. (jestem jej zastępcą, mam więc pewne względy)
  18. Prawdę mówiąc nie brałam zwolnień lekarskich od paru lat, nawet jak przechodziłam kilka razy silne zapalenie zatok, z zastrzykami 2 razy dziennie, więc po takich przejściach (psychicznych) należy mi się parę dni odpoczynku. Może po prostu wybiorę się w piątek do lekarza. Z Tajgą i tak w piątek muszę pojechać do weta (a to też będzie wyprawa kilkugodzinna mimo, że tylko do Wrocławia).
  19. Nie jest tak źle z tymi połączeniami jak pogrzebałam po rozkładach (najgorzej u mnie, bo mam ze stacji ponad godzinę na nogach po błocie). Jakby udało mi się wziąć wolne jutro w pracy, to mam dobre połączenie do Gorzuchowa, bo rano miałabym dowóz autem na moją stację PKP (wyjeżdżam z domu o 6:00, jestem w Gorzuchowie o 9:54, więc u pieska około 10:30). Powrót już trochę gorszy, ale może gdyby autobusem 11:20 do Kłodzka (niestety dworzec autobusowy nie jest tam przy kolejowym) i zdążyć na korzystne połączenie PKP, to bylibyśmy z pieskiem tuż przed piątą na mojej stacji, czyli około szóstej w domku. A przy super szczęściu nawet około piątej. Może coś z tym wolnym załatwię.
  20. Do Gorzuchowa da się dojechać PKP (to poniżej 2-3 km od miejsca, gdzie jest piesek), więc ewentualnie trasa: do Gorzuchowa 2 km, Gorzuchów-Kłodzko 15 minut, tam przesiadka, Kłodzko - Wrocław 3 godziny, tam przesiadka, Wrocław-Borowa 40 minut, dalej na nogach 4,5 km. I oczywiscie to samo do Święcka. Jeśli przesiadki po 2 godziny czekania, to nie wiem, czy damy radę. Teraz lecę do pracy.
  21. Posprawdzam PKS jak jeździ z tego ŚWięcka (o ile jeździ) i może jakieś połączenie znajdę, bez 3 godzin czekania na przesiadkę.
  22. Będę dziś pertraktować, żeby mi sąsiadka pożyczyła auto, ale jak powiem że swoje skasowałam, raczej to nie wyjdzie (każdy potrzebuje tu środka lokomocji i niechętnie widzi swój samochód w warsztacie). Chyba, że ona namówi męża na pojechanie. Szanse małe, ale... A co z zawiezieniem psa przez jakiegoś dogomaniaka z Kłodzka lub okolic, do takiego miejsca, gdzie miałabym bezpośredni dojazd z psem do Wrocławia (najlepiej pociągiem)? Podjechałabym wtedy z kagańcem, smyczą, obrożą itp. i zabrałabym.
  23. Nie zaglądałam przez dzień - a tu takie nowiny! Jeśli to ten najlepszy dom dla Kubusia, to pogodzę się z jego "stratą" (a już prawie przekonałam tz i tylko miałam się upewnić w weekendzie naocznie, że w realu jest taki jak w wyobrażeniach). No cóż - przeznaczenie. Trzymam kciuki.
  24. Oczywiście wszelkie wyjazdy do mosii też mogę sobie darować na razie.
  25. Na USG pojechałyśmy o 13:00, a wróciłam przed godziną. Z Tajgą nie jest dobrze - ma też podejrzenie hypotonii pęcherza, a w macicy rzeczywiście jakiś wysięk. Ogromna śledziona. Byłam tak podłamana godzinami na klinikach i wynikami Tajgi, odbieraniem kogoś "po przejściach", kto raptem u nas pomieszkuje dopóki nie znajdzie lokum, śnieżycą ograniczającą widoczność i niemożnością dodzwonienia się do córki, której nie zdążyłam odebrać ze szkoły, że wjechałam na kogoś, kto nagle przyhamował . Rezultat: auto mocno potłuczone, w dodatku bez AutoCasco, 2 godziny czekania na policję, mandat. Perspektywa 2,5 godzinnych dojazdów do pracy w jedną stronę przez czas naprawy auta (w tym 5 km po błocie po kostki do PKP). Nie mam jak teraz się stąd ruszyć po Marko. Jeśli nie znajdzie się ktoś, kto mi go przywiezie, będę poszukiwać kogoś, kto choćby podwiezie go na pociąg z tego Święcka do np. Kłodzka lub innej miejscowości na trasie PKP Kłodzko - Wrocław (ale to w weekendzie, bo ja pociągiem do Kłodzka mam licząc z przesiadkami i dojściem do stacji ponad 5 godzin) Albo namówię męża na wyjazd weekendowy jego autem (wolałabym jednak zostawić go w nieświadomości skąd biorę pieska, bo byłby zdziwiony wiedząc, że spaliłam pół baku jadąc onegdaj robić mu zdjęcia, a teraz drugie pół jadąc po niego).
×
×
  • Create New...