Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Nie mam żadnej wiadomości na telefonie. Zaraz sprawdzę pocztę. Od rana plewię, bo chwasty po kolana, a muszę jeszcze zasadzić kilkanaście roślinek, które zimowały w garażu i czas najwyższy, by rosły w ziemi (a to się wiąże z wyplewieniem pod nie kawałka terenu). No i niestety wczoraj nie zdążyłam skosić, muszę dziś. Dzieki temu jakoś wytrzymuję czekanie na wiadomość o Jogusi, bo mam absorbujące zajęcie. Niestety nie ma też nic na skrzynce. Może czekają, by zdać relację po pierwszym dniu. Wieczorem zadzwonię, jak oni nie dadzą znać.
  2. No to czekamy jak zechce zmienić jadłospis z koo na coś innego. Ale wygląda to na światełko w tunelu. Czekamy na kolejne relacje.
  3. Czekamy na relację z ćwiczeń z p. Ewą. Ciekawe, jak zachowa się Oskarek z inną osobą po drugiej stronie smyczy.
  4. Jak nie zwraca tej papki wlewanej do pysia, to może w końcu poczuje się lepiej. Biedactwo. Bądźcie dzielne, obie. Trzymamy w domu wszyscy kciuki za Maleństwo.
  5. Biedny Oskarek. Taki młodziutki, a już zaznał od ludzi takiego złego traktowania. Bić szczeniaczka (i w ogóle psa). Nie rozumiem. Na szczęście w Twoich "matkujacych" rękach po odpowiednim czasie stare nawyki zostaną zastąpione przez nowe i na ogół nie będzie pamiętał tamtych miesięcy.
  6. Cieszę się, że towarzyszycie Jogusi i nam kibicujecie. Joga w stosunku do Państwa jak na nią, to nienajgorzej. Przywitała ich szczekaniem na auto i na nich, jak wysiedli (pilnuje domu z większym zapamiętaniem niż moje duże). Później gdzieś uciekła, więc oni wygłaskiwali duże psy i Otiego (podczas, gdy ja szukałam palca...). No i Pan powiedział, że Grace jest niezwykle podobna do ich Kubusia i on ją mi zabiera razem z Jogą. Wyszliśmy na spacerek z psami - wyszły wszystkie oprócz Jogi (zwykle ona idzie razem ze wszystkimi, a nawet ostatnio bywa, że pierwsza). Poszła za nami dopiero jak kilka razy zawołałam, a miała mieszane uczucia, chciała wyjść, ale też widziałam, że waha się, czy się nie wycofać pod drzwi. Na spacerku się trochę rozluźniła, co prawda nie miała ogonka wesoło w górze, ale też nie podkulony. Przy powrocie z tego króciutkiego spacerku szła nie za mną, ale za synem Państwa i to bardzo blisko jego nóg. Jak weszliśmy do domu, to czmychnęła pod schody, gdzie umieściłam jej legowisko, a pokój z biurkiem zamknęłam. Pod tymi schodami dawała się głaskać Pani i wnuczce (obie wczołgały się tam do niej). Trochę napięta, ale nie tak strasznie, żeby np. miała ochotę ugryźć. W aucie Pani wzięła ją na kolana, przedtem umieściłam ją na rękach u Pani (zrobiłam to sama, bo nie lubi momentu brania na ręce albo zapinania smyczy), przytuliłam i pogłaskałam kochany pyszczek. Pojechali. Obiecali dać znać, jak minęła noc, jak przywitała Panią rano, czy nie było niespodzianek (siku itp.). Więc jutro czekam na telefon, na sms-y, ew. na maile. Dopiero teraz doczytałam o rzeźni z siostrą. Masakra, w dodatku bez komórek! Nie wiadomo, co robić w takiej sytuacji.
  7. Mąż jest na pyralginie, chyba ma podwyższoną temperaturę, jakieś wypieki. Mówi, że raz mu słabo, jakby miał zemdleć, raz gorąco i się poci. Ale już doszedł i tak do siebie i teraz tylko się martwi, jak będzie pracował bez sprawnej ręki (prawej), pisał na klawiaturze, używał myszy itp. (oprócz tego palca uciętego włożonego w szynę dla usztywnienia opatrunku, ma stłuczony drugi palec, pewnie, jak nóż pociągnął tamten, to ten się obił o obudowę).
  8. No, przeżyliśmy z palcem naprawdę horror, bo mój mąż blady jak ściana wpadł do domu i wyrzęził: Dzwoń na pogotowie, wsadziłem palec do kosiarki. Na to syn zerwał się z łóżka i mówi - pędzimy sami, bo oni długo zawsze jadą. Mąż jakiś półprzytomny wybełkotał, że tak, jedziemy, a ja mam dzwonić i tak i powiedzieć dokąd jechać. No to ja za telefon i dzwonię, a facet z pogotowia każe mi szukać palca, a im kazać na Kamieńskiego do Wrocławia. To ja do nich dzwonię, nie odbierają, jeden z telefonów dzwoni w domu, Franek płacze jak szalony, a w tym momencie dzwoni telefon, że oni są już w Rakowie. To biegnę im naprzeciw, żeby ni pobłądzili, a tu dzwoni pogotowie i pyta, czy znalazłam palec. Oni wchodzą, a ja im mówię, co się stało i szukam palca. Dopiero za 3-5 minut oni dzwonią, bo jednak mają jeden telefon i już uspokajają sytuację, są już u lekarza, a ja mam podać Pesel męża, bo on majaczy, nie da się z niego wydobyć numeru. To ja pędzę szukać dowodu męża. Oni głaszczą psy i zajmują się sobą. No i dopiero po chwili zaczynamy jak ludzie rozmawiać. Malawaszko, to nie ja podarowałam jej nowe życie, na pewno znalazłby się ktoś i ją wziął na dt. Przecież nie zostawilibyście jej tam takiej biednej, jak już okazało się, że bieda z chorym oczkiem tam tkwi zamknięta. Oti znajdzie dom, tylko poczekamy na ten właściwy. To kochany piesio, młody i śliczny, wiec aż się dziwię, że telefony się nie urywają. Fidze też życzę takiego domku. Furiatce zresztą też, żeby tylko zrozumiała, że ma się trochę uspokoić i ząbków używać tylko do jedzenia... Bo trudno o cierpliwych i wyrozumiałych ludzi, a jeszcze bardziej o dzieci.
  9. Shilunia kochana. Świetnie nawiązuje kontakt. Cieszę się, że z nią pracujesz. Takie ćwiczenia bardzo zbliżają i psa do opiekuna i odwrotnie. Miło się patrzy na zadowolonego i cudnego Shilutka.
  10. Właśnie jak czekaliśmy na ludzi z Wałbrzycha, mój mąż włożył palec pod nóż kosiarki. Pojechali na pogotowie, nie wiem gdzie, nie odbierali telefonów, komórka została. Lekarz z pogotowia kazał jechać do Wrocławia, ja miałam szukać palca w trawie i włożyć w reklamówkę i w lód. Nie wiedziałam nic, czy mają ten palec, czy odcięty, czy nie. Zaczęłam szukać. W tym właśnie momencie przyjechali ludzie po Jogę. A tu zamieszanie, telefony na pogotowie, szukanie palca. Na szczęście nie odciął tego palca w poprzek, ale wzdłuż, niestety z kością. Ta część odcięta się po prostu rozprysła. Podobno palec będzie teraz chudszy, niż był. Ale już zaopatrzony. Przez 3 tygodnie będzie bolał. A mąż nie może pójść na zwolnienie, bo jest dowodzącym jakiegoś pilnego projektu. No to o Jodze. Państwo super i jeszcze raz super. Przyjechali w czwórkę, z synem i wnuczką. Joga początkowo się gdzieś schowała (ale pilnie oszczekiwała najpierw ich auto, więc ją od razu zobaczyli). O mały włos, a pojechałby z nimi Oti. Pan bardzo namawiał żonę, żeby go też wziąć. Ale ona boi się, że z dwójką sobie nie poradzi. byliśmy na króciuteńkim spacerku, dosłownie 5 minut, bo nie mogłam się oddalać z powodu tej akcji z palcem, musiałam być w pogotowiu. Jogusia dzielnie maszerowała (nie z taką radością, jak bez nich, ale i tak nieźle). Zamknęłam pokój z biurkiem, więc uciekła tylko pod schody, ale Pani się wczołgała i ją głaskała. Państwo zachwyceni naszymi wszystkimi psami (mieli olbrzyma...). Jogusią się zaopiekują na pewno świetnie. Będą bardzo pilnowali. Dadzą jej tyle czasu, ile zechcę, nie będą pospieszać. Widzę ogromne pokłady czułości, zrozumienia psiej natury, szacunku dla zwierząt i to od wszystkich, całej rodzinki i tej najbliższej i od syna z wnuczką. Wpłacą coś na konto ze strony adopcyjnej, będą pisali i dzwonili z wieściami o Jogusi. Otiś baaardzo się spodobał (Panu najbardziej). Po prostu nie chciał bez niego wyjeżdżać i będzie rozpytywał fajnych ludzi z sąsiedztwa, czy ktoś nie chce pieska. Porobił mu fotki. (a j z tego wszystkiego nawet aparatu w rękę nie wzięłam, a miałam przygotowany, naładowany, wszystko przez ten palec) Trudno. No ale Wałbrzych niedaleko i zapewne kiedyś jak będziemy jechali do Hackerka, zahaczymy i do Jogusi. A Państwo też bywają we Wrocławiu, bo córka tu studiuje.
  11. Dzięki za umowę. Ale już wydrukowałam 2 egzemplarze mojej (podobna bardzo, widać kiedyś jakiś wzór miałam od kogoś zajmującego się adopcjami). Teraz muszę ogarnąć mieszkanie. Nawet chciałam ją dziś zachipować, bo byłam z Grace (ona znów będzie miała pod narkozą zabieg na łapie albo i na obu). Ale miałam też jechać po Franka i bałam się, że sama nie dam rady z Jogą tyle jeździć. No i byłaby cofka okropna i źle by to wyglądało jakby przyjechali po taką wycofaną na amen. Zobowiążę nowy domek do zachipowania. Ludzie z Oleśnicy (Ci, co chcieli zobaczyć Otiego) już wczoraj wzięli szczeniaka, nie wiem skąd, ale wzięli. Gdybym czwartku nie miała zawalonego, do bani, to bym jeszcze w czwartek tu ich zaprosiła, to może coś by z tego wyszło. Ale wcale nie jest to pewne. Więc czekam na nowe telefony o niego.
  12. Wróciliśmy. Joga przwitała nas wesołym skokami, piszczeniem z radości i wszędzie jej było pełno, ale trudno się jej było dopchać, bo wszystkie chciały głaski i gromadziły się wokół mnie. Aż posikiwała parę razy z emocji (na szczęście na podjeździe, więc nie musiałam myć). Jutro po południu przyjadą Państwo. Na pewno otrzymają długi instruktaż, zwłaszcza uczulę na to, że może się spłoszyć nowym otoczeniem i musi chodzić mocno upięta, w szelkach i na obróżce na początek. Opowiem o poszukiwaniach Muszki, a wcześniej Kai. Ale także chciałabym pokazać im szczęśliwa Jogusię (czyli zaliczyć choćby 10 minut spacerku). Jogusię, której pychol się cieszy, która skacze jak piłeczka, zaczepia łapkami i daje się głaskać. Bo w mieszkaniu może się to nie udać.
  13. Jak nie zrobię Hondy wystarczająco dobrze (mam chrapkę na "perfekcyjnie", ale nie umiem niestety, na dodatek ostrza mam tępe), to nie jedziemy. A jeszcze podróż do weta. Grace kuleje i najwyższy czas ją pokazać, bo musiałaby czekać do poniedziałku. Moja szefowa dziś dzwoniła kilkanaście razy. Jak jutro będzie czegoś ode mnie chciała, to leżę (i to też jest powód, dla którego powinnam zostać).
  14. Wszystko jedno jak z wnusią. Joga jest tak dzika, że nawet i ode mnie potrafi uciekać w daleki kąt. Ale też i potrafi przyjść i popiskiwać z radości. Zależy od pory dnia, humoru, sama nie wiem od czego. Od innych z reguły ucieka, tzn. jak ktoś na nią popatrzy, to ona w tył zwrot i idzie pod biurko (nie biegnie, jak na początku, tylko idzie, ogląda się, jakby się wahała, czy zostać). Na spacerach jest o wiele śmielsza. Wcale nie ucieka. Chyba nie lubi zamkniętych pomieszczeń, czuje się mniej bezpiecznie. Jak spacery na łąki i do lasu codziennie to SUPER!
  15. Następny. Pani z Oleśnicy, więc rzut beretem. Chciałaby podjechać z mężem poznać psa dziś lub jutro najlepiej. Stracili niedawno psa, pustka w domu i chcą ją wypełnić. Nie wypytywałam, skoro i tak chcą podjechać - porozmawiamy na miejscu. Zasięg mi co chwilę zanika i okropnie nie lubię rozmów telefonicznych, najpierw pędzę po 2 schody na górę do zasięgu, a później i tak często zrywa, nawet nie wiem kiedy orientuję się, że gadam do siebie, bo już ciemność na telefonie. Ale akurat my za chwilę wyjeżdżamy, później ogromny pośpiech, wiele rzeczy do zrobienia i wyjazd, a wracamy jutro w nocy. Tak, że dopiero na sobotę się umówiłam i to bez podania pory dnia, bo nie wiem, jak sprawy Jogi się ułożą - ona na pewno zaangażuje nas na część soboty. W sumie chciałabym, żeby to był TEN dom. Bo Otiś by nas odwiedzał, fajne tu mamy tereny i na pewno ludzie byliby w kontakcie.
  16. Wizyta wypadła pomyślnie. Wieczorem będę rozmawiała z Panią o szczegółach. Trochę mi żal, że tam miasto i tylko pasek zieleni pod balkonami, mnóstwo dzieci, hałasu. Blisko do pięknych terenów, więc może będą spacery dłuższe, na to liczę.... Ona jest bardzo wytrzymała i uwielbia wędrówki. A 20 km od W-cha Państwo mają po rodzicach dom (byłe gospodarstwo), ale nieogrodzone, przy ulicy, więc psy zawsze tylko na smyczach chodziły zawsze. A Niunia tak lubi potarzać się w trawie, pobiegać, powęszyć. Może namówię ich na ogrodzenie choćby malutkiego kawałka nawet niską siatką. Albo jakiś rozkładany płotek, żeby mieli i tam żeby mogła się powylegiwać na powietrzu. No i do łóżka nie. A ja ją widzę w łóżeczku, przytulankę kochaną. Ale kanapa jak najbardziej tak. Ogólnie OK, więc już powoli pakuję Malutką. A w sobotę pożegnanie. Niestety wnuczka zapewne wpadnie i wystraszy małą (8 lat). Franka ona s e panicznie boi, chociaż chłopak ma podejście do psów. Ale opieka, leczenie, jedzenie, miłość - TAK.
  17. Był telefon o Otiego, ale nawet nie chciało mi się wypytywać o szczegóły, bo miał być na zewnątrz, w ogrodzie.
  18. Piękne te ostatnie zdjęcia.
  19. Ja też co spojrzę na jakieś drzewko to widzę pochody mrówek po pniu idące. A jak chcałam dziś wieczorem coś posadzić w warzywniku, to komary mnie obsiadły chmarami. Jutro kupuję oprysk.
  20. Poczytałam, biedna jest, już rok tam siedzi i zbiedniała bardzo. W dt zadbana na peawno znalazłby dom, młoda jest. A taka jakaś zmarnowana, przerzedzoona to nie znajdzie tak łatwo. Pokażę ją też tej pani, ale chyba za duża (mówiła o małej, żeby miała siłę ją nosić, jak trzeba)
  21. Niestety fejs u mnie nie działa (dwa razy od roku w cudowny sposób działał przez dzień). Zajrzę na link Kory.
  22. Dzięki. Będę znosić jajko do jutra. A znajdę Joko na jakiejś stronie schroniska?
  23. Dzięki za ogłoszenia, super pies, zaraz bym go chciała adoptować, jakbym zobaczyła ogłoszenie i fotki. Na konto wpłynęło 140 zł. Tak więc po odliczeniu tego badania krwi mam nadwyżkę 14 zł.
  24. Ciekawa jestem, czy już Kora 78 się umówiła na wizytę. Może zajrzy, bo pisała, że codziennie wieczorem zagląda...
  25. Ale ona dłuuuga na tej fotce. A uśmiech naprawdę promienny. (czaruje, żeby ją odpiąć ze smyczy?)
×
×
  • Create New...