Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Nikaragua, dzięki za bazarek. Jutro zamierzam ogarnąć wszelkie rachunki i się porozliczać na wątku Jogi i wątku Otiego. Bo różne pieniądze podostawałam, a od 2 tygodni jestem tak urobiona, że nie miałam chwili, żeby wziąć się za to. Rano pędzę z Jogą wyjąć ten koniec drenu i wreszcie można będzie odliczać czas do zdjęcia kołnierza. Na dzień jej i tak zdejmę, bo jest na oku, porobię foty, wysmażę jakieś teksty i w końcu trzeba będzie się zabrać za ogłaszanie, zwłaszcza Otiego, bo jest naprawdę fajny i już adopcyjny, ale Jogę też można pokazać. Jak trafiłby się dom bez dzieci, spokojny, to Joga już mogłaby też wyjść z dt, bo może to by wcale nie wyszło jej na złe.
  2. No to się Figa rozbrykała. A taki był aniołek, przynajmniej w porównaniu z Furiatką. Ciekawe, co wyrośnie z Jogusi, jak przestanie się bać...
  3. Wet zachęcał mnie, jak zadzwoniłam dziś, żebym za dwa dni wyjęła tę resztę drenu, ale ja jednak podjadę w niedzielę rano do gabinetu, bo będzie drugi z tych głównych wetów. Niech się sam za to weźmie, bo jakby szło coś nie tak, a Jogusia wpadłaby w panikę, to bym się załamała. Szkoda, że w niedzielę jeszcze pozostanie w tym głupim kołnierzu. Tak bym chciała ją widzieć już wolną od tego pancerza. Dziś niestety wróciłam już po 21:00 i nie było po co jechać, zresztą miało być za dwa dni.
  4. [quote name='Saththa']Aż mam ciarki jak to przeczytałam. Pieknie to ujełaś;)[/QUOTE] Ja też mam ciarki. Kochana sunia, choć już dwa miesiące jej nie ma z nami, to wciąż jak o niej czytam, cała stoi przed moimi oczami taka jak opisujesz - czasem właśnie pokurczona, nieśmiało machająca ogonkiem, a czasem wesoła, biegająca po lesie, poruszona zapachami, szczęśliwa.
  5. Witam po MOKREJ nocce. Tylko 6 godzin, a 3 x nasikane. I nie wiem do końca, czy wszystko w wykonaniu Otiego, bo tylko jeden sik pod ścianą, a dwa na środku. Może Joga też się dołączyła po wieczornym stresie? Poker, Oti też jak coś porwie, to cieszy się. No z tym nieniszczeniem to nie do końca tak. Na kapciu i listwie ślady zębów odciśnięte, narzutki na kanapę mają wydrapane dziury, tylko czekam, aż wydrapie dziurę w skórzanej kanapie (Oti lubi wygrzebać sobie jamę do spania)
  6. [quote name='wilczy zew']pomysłowy chłopak,dobrze że górą nie przeskakuje :)[/QUOTE] Prawda, dół można zabezpieczyć o wiele łatwiej (niestety, koszty). Niektóre psy wchodzą po ogrodzeniu jak koty, to dopiero problem je utrzymać w ogrodzie.
  7. Tak myślę, że końcóweczka, ale może się zapętliła, a nie chcę poszerzać tego otworu, przez który to wychodzi. Mam wrażenie, że i tak się poszerzył i się boję o zainfekowanie tego. Jak uda mi się wrócić jutro z przeglądów przed 20:30, to zdążę wyprowadzić psy na siku i pojechać z Jogą (będzie iny wet, ale też ten z doświadczeniem). Ale nie wiem, bo wyjeżdżamy dopiero po 15:00, jest 14 szczeniąt, a droga w piątek bardzo zatłoczona, do przejechania 250 km. Zresztą po konsultacji telefonicznej będę wiedziała, co mam robić.
  8. W tym rzecz, że ze raz nie on wyjmował, bo był na operacji i wtedy druga lekarka wyjęła mniej. No i rzeczywiście nie miał zmierzonej długości na bank. Wpychał zygzakiem, w kierunku tego miejsca, z którego później miał być wyjmowany, tak mi pokazywał, pewnie wepchnął tyle, ile weszło. Ja tak szacuję, że było tego 40-50 cm, bo wyjmował po 8-9 cm, a moja dzisiejsza część to było piąte podejście, ponad 10 cm. A ile zostało, nie wiem.
  9. A nie jest większy od laba? Może z małymi wygląda na wielkiego, laby są nie aż takie jak olbrzymy.
  10. Jakbym wiedziała, że tego drenu są jeszcze kilometry i że po pierwszych 5 cm się zaklinuje (chyba już końcówka wrosła w tkankę), to bym jeszcze rzutem na taśmę jechała do weta, żeby sam wyjmował i bym zdążyła przed 22:00 tam być. Próbowałam wyszarpać, żeby wyszedł, zaczęło krwawić. Jogusia biedna zaczęła piszczeć i się wyrywać. Po 10-12 centymetrach spasowałam, bo szarpanie nic nie dało, a tylko wzmogło krwawienie. Obcięłam dren i powycierałam krew kilka razy, aż przestała lecieć. Zaniosłam Małą pod biurko, na jej ukochane legowisko. Teraz biedactwo już mi na pewno przestanie ufać. Wcale się nie dziwię. Jestem zdruzgotana. Jutro nie pojadę do weta, bo mam cały dzień i wieczór zawalony robotą. Zresztą mój wet jest do 15:00 tylko. A w sobotę pewnie będzie miał wolne, bo ostatnio w weekendy miał dyżury. Jutro zadzwonię i opowiem mu jak było z tym drenem i niech coś podpowie.
  11. No, no. Trochę przypomina mi to Otiego, bo ten też robi podkopy. I jest nader śmiały i rezolutny. W kilku miejscach przy ogrodzeniu zauważyłam wczoraj spore, wąskie dziury, ale na szczęście akurat w tych miejscach siatka jest wkopana dość głęboko i się nie przekopał na drugą stronę. Tyle, że Felix zapewne wspomina z powiewem wiosny włóczęgę z tym bezdomnym i tęskni za wolnością, a Oti robi to z powodu ADHD, bo lubi mieć ciekawe zajęcie.
  12. No, jestem w domu. Kręci się koło nas pies brązowy trochę w typie mini-flata, śliczny, rano przechodził jak kot przez płot sąsiada z TOZ-u, który ma sporo psów z interwencji, ale spieszyliśmy się do pracy, a nie mam jego numeru telefonu. Ciemno się zrobiło, więc nie wiem co robić, bo psa nie znajdę (ucieka jak się skieruje na niego uwagę). Muszę znaleźć numer tego sąsiada i go powiadomić, albo zadzwonię do córy, ona ma go na fejsie i skypie. Trzymajcie kciuki, bo zabieram się za wyjmowanie drenu (a boję się jak nie wiem co, że będzie go tam jeszcze 10 centymetrów). A zaraz potem lecę coś zrobić z tym psem.
  13. Zaczęłam czytać o wczasach odchudzających u Dziadków, nie doczytałam do końca, więc nie mogłam wyjść ze zdumienia, bo zazwyczaj u Dziadków się tyje, tak dogadzają. No, ale doczytałam do końca i jest jasne. Biedna Nika tęskni, a Pańcia się cieszy z efektów ubocznych, zamiast smucić się i też tęsknić.
  14. Oj to rzeczywiście zestresowany jest na maxa, jeśli tak robi. Też któryś z tymczasów moich chodził na górę i załatwiał się, ale tylko przez kilka dni. Oti to psotnik, lubi podkraść a to but, a to skarpetkę, bluzę, a dziś nawet sporą listwę zabrał na legowisko (bo poodklejały mi się od tego namakania sikami prawie wszystkie listwy przyścienne w okolicach, które obsikiwał). Znajdujemy nasze rzeczy zwykle na działce. Nie lubi oddawać trofeów, woli bawić się w ganianego.
  15. Ząbkami kłapie z mojej winy, bo tylko wtedy, kiedy się spieszę i zaniedbam etap miłego głaskania, a później dopiero pokazania, że mam smycz do zapięcia. Ostatnio wiele spraw załatwiam w wielkim pośpiechu. (dziś np. przed pracą zdążyłam pojechać do tartaku po deski, odkurzyć auto z trocin po ich wyjęciu i wyprowadzić psy, a wszystko to wielka improwizacja, bo np. kierowałam jedną ręką przez 15 km, żeby nie zawaliły mi się na głowę, tyle tych desek nieumocowanych było).
  16. Ja pracuję długo, wyprowadzam więc b. późno. A niestety mój mąż wstaje bardzo wcześnie, więc psy są już przez niego budzone. On nie wychodzi z nimi (niestety takie mamy ustalenia, on jedynie je bierze po południu, jak ja muszę być dłużej w pracy, no i razem w weekendy łazimy z nimi), więc ja chcąc nie chcąc wstaję i wyprowadzam je ok. 5:15. No i niestety rozbudzam się na tyle, że już nie opłaca mi się na godzinę iść spać (czasem to próbuję robić). Na wysokości czwartku zaległości w spaniu mam już takie duże, że z trudnością wytrzymuję - bywa, że w pracy muszę uciąć 10 min. drzemki przy kompie. Dziś biedaki znów same przez 8 godzin, a wraca do nich mąż, ja będę w domu dopiero po 21:30
  17. Miły taki widok pędzącego radośnie strachulca. Joga do tego popiskuje tak dziwnie, nie jak pies.
  18. Elaja, mam powtarzające się wieści o Daisy, że lubi sobie nocą uciekać. Wymyka się na zewnątrz przez podkopy (jest ich wiele i wciąż powstają nowe - działka jest ogrodzona ale bez podmurówki, bo to ogromny obszar i dzikie zwierzaki robią podkopy albo dziurawią ogrodzenie. Oczywiście właściciele albo namierzają ją na zewnątrz, i przyprowadzają (ma migającą obrożę zakładaną na wieczór), bo nie wie, jak wrócić, choć wiedziała jak wyjść, albo wraca po jakimś czasie sama. W dzień zupełnie nie ma tendencji ucieczkowych. Trzyma się ludzi, HeMana, w ogóle nie lubi się oddalać od tarasu. Próbowali ją wieczorem wyprowadzać na smyczy, ale reaguje na chodzenie na smyczy przypadając do ziemi i nie bardzo chce chodzić.
  19. [quote name='Poker'] Podchodzi już na zawołanie? Może lepiej ją spod biurka wywołać i dopiero zapinać.[/QUOTE] Nie przychodzi na zawołanie w domu. Tylko jak drzwi otwieramy i jest ruch przed spacerem oraz jak brzękają miski, to wyłazi albo spod biurka albo z legowiska w pokoju jak zamykamy pokój z biurkiem, żeby się socjalizowała. Tylko na spacerach przychodzi, ostatnio dość wesoło.
  20. Wygląda na to, że by ugryzła, tzn. ugryzła, ale nie zaciskała szczęk, tylko odskoczyła. Na szczęście sygnalizuje moment wcześniej i szybko zabieram wtedy rękę. (rzuca się z ząbkami, jak przychodzę pod biurko ją zapiąć na smycz, tak co któryś raz.)
  21. Nie ma wiadomości, więc zaczęłam powątpiewać, że coś z tej adopcji wyjdzie. Do soboty jestem bez chwili wolnej, bo po pracy jutro dyżur w ZK, w czwartek wywiadówki, w piątek przegląd 4 miotów 100 km od Wrocławia. Dlatego dopiero na weekend (po treningach z Hondą, bo już się zaczęły) zostawiam zajęcie się Otim i Jogą, ogarnięciem ich, postrzyżynami, fotami i ogłoszeniami. Honda oszalała na punkcie Otiego i wciąż biega za nim i go gwałci. Od wczoraj właściwie nie robi nic innego. Wskakuje za nim na kanapę, to ich ulubione miejsce harców. Wygląda na to, że Oti lubi tę zabawę, podgryza Hondę, próbuje się wyswobodzić, ale jak ona już nie ma siły i idzie sobie poodpoczywać, to Otiś szuka jej towarzystwa i zaczepia. Bardzo się polubili z Hondzią. Będą tęsknić za sobą i jedno i drugie. Suchości kolejny dzień, chyba już czwarty, a może i piąty. A dziś były same aż prawie 8 godzin.
  22. Jogusia się już całkiem otwiera. Na spacerach zaczepia mnie, już nie ucieka, ani nie posikuje, jak podejdę. Liże mnie wielokrotnie. Podskakuje wokół mnie wesoło na spacerach, ogonek w górze zaczyna nosić nawet w mieszkaniu. A dziś na spacerku jak mąż został, bo rozmawiał przez telefon, a później do nas doszedł, to pogalopowała na jego przywitanie i też go polizała. No ale niestety kołnierz ma nosić aż do weekendu. A za dwa dni ja mam wyjąć resztę drenu, bo jednak wet zdecydował się go całego nie wyjmować, żeby jeszcze trochę tkanki się tam odbudowało. Nie mogę się doczekać Jogi bez kołnierza - na pewno będzie szczęśliwa i już całkiem wesolutka. Może nawet polubi grzebień (dziś rzuciła się z ząbkami, jak dosżłam do bródki, choć inne partie dawała czesać).
  23. Jak Rudasek zostanie w DS już definitywnie, to moją deklarację proszę przenieść na Nico (10 zł).
  24. Sobota, niedziela i wtorek, bo jutro wtorek.
  25. Jednak drenu jeszcze kawałek pozostawiono. Mój wet tak ma, że woli jednak wyczekać, aż ma pewność, że wszystko idzie wg planu. We wtorek wieczorem będzie dopiero wyjmowanie końcówki oraz wyjęcie szwów.
×
×
  • Create New...