-
Posts
744 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gunia
-
Moja Figa zaczęła dostawać guzków na sutkach, pól roku później wycięto jej listwę mleczną. Weterynarze, którzy zabrali się za zabieg, nie poinformowali nas, niedoświadczonych właścicieli, że za jakiś czas trzeba wyciąć drugą stronę, bo nie zrobili nawet badania histopatologicznego wyciętej tkanki (było by wiadomo, że to nowotwór złośliwy). Ze 3 lata później guzy oczywiście pojawiły się na drugiej stronie i nastąpił problem, bo Figa miała już początki Cushinga, chory kręgosłup itd. Kondycja psa w tym momencie jest słaba raczej, Figa ma już prawie 13 lat i dostaje silny lek jakim jest Vetoryl i rzadko Rimadyl (ma zwyrodnienia kręgu lędźwiowego). Monitorujemy, czy rak nie daje przerzutów na wątrobę i płuca. W wakacje pytałam 3 lekarzy czy oni by jej to wycięli i 2 powiedziało, że gdyby to był ich pies to zostawili by to i jej niepotrzebnie nie męczyli (słaba kondycja, ryzyko niewybudzenia się z narkozy,później chemia..). Dogomaniacy polecili mi klinikę na Biołebrzeskiej i tam też w tm tygodniu skieruję swe kroki do psiego onkologa i jeszcze raz się upewnię. Malawaszko, jeśli Pepa ma dobre wyniki morfologii i biochemii i nie jest staruszką to ja bym rozważała zabieg, a potem badanie histopatologiczne wyciętego guzka (czy złośliwy czy nie) i myślała potem co dalej (za radą weta). Nie jestem wetem, zapytaj dokładnie, bo takie guzy szybko rosną i może byc za późno!!
-
Dzwoniłam do Pani Agnieszko Nojszewskiej, ale nie odbiera. Dzwoniłam o 20, może ciut późno. Zadzwonię jutro z rana i jak tylko się dowiem co i jak to wejdę na forum i napiszę. Ponawiam moje pytanie: czy ktoś mógłby przewieźć Malwinę do hoteliku? Bez transportu ani rusz. Na benzynę się zrzucimy, mamy czas do weekendu. Proszę Was Dogomaniacy, zorganizujmy transport!!!!!
-
No brzuszek taki jak u Figi, tyle, że mniej widoczny bo Twoja sunia jest kudłata. Następstwem Cushinga jest zmniejszenie elastyczności mięśni brzucha i stąd to tak wygląda. Moja sunia niestety nie dość, że ma zaawansowany wiek, wszystkie objawy Cushinga to jeszcze raka sutka i czasem ludzie się dziwnie patrzą bo wygląda jak zaniedbana bo nie wiedza, że piesek jest chory po prostu. Kiedyś ktoś mi zwrócił uwagę, że powinnam ją uśpić i kupić sobie nowego psa, bo nie opłaca się w nia inwestować :mad:
-
Właśnie, jesteś o tyle do przodu, że już wiesz co to jest Cushing, bo nam zostało to wytłumaczone dosłownie "po łebkach" i dopiero na kolejnej wizycie znalazł się wet, który poświęcił nam trochę czasu i to wytłumaczył. A swoją drogą czy usłyszałyście gdzieś, że to częsta choroba jamników, bokserów i sznaucerów? Bo coś takiego usłyszałam, a być może to bajka jakich wiele jesli chodzi o psiaki. Blow, nie mam pojęcia czy takie testy są robione przy moczówce prostej
-
Za godzinę zadzwonię do tej pani Agnieszki z zapytaniem i o całe szkolenie i o hotel, jak również skontaktuję się z Boczulą. Czy w weekend, jeśli wszystko zostanie dogadane to czy któs by mógł przywieźć Malwinę do Warszawy, gdyż ja niestety nie będę mieć samochodu (Maciek wyjeżdża na 3 dni).
-
Zagląda, zagląda. Kurczę, czemu w tej sprawie nic się nie rusza :placz: Cholera, jak tu pomóc, ogłoszenia suni są na gumtree, ale co dalej? Czy tymczas dla jasnego pieska jest aktualny?
-
Słuchajcie, a to nie jest przypadkiem ten facet? Looknijcie. Coś trzeba z tym zrobić. [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f936/jak-powstrzymac-te-rozmnazalnie-119510/[/URL] Dodam, że ten pan ma także yorki,spaniele i labki.
-
(W-wa) znaleziony szczeniak JUŻ W NOWYM DOMU :)
gunia replied to siekowa's topic in Już w nowym domu
Straszna słodzinka z tej suni. Ziele77 A do kiedy możesz trzymać małą? -
Malawaszka, nie łam się. Wiem, że są 2 leki na Cushinga: jeden to Vetoryl, a drugi to nie wiem, ale podobno tańszy, polski odpowiednik. Mojej suczce po tym jakby ulżyło i było wiadać po zachowaniu i potem po wynikach badań, że stan się poprawił. Teraz siusia i tak sporo, ale tylko na dworzu (wczśniej przez około 4 miesięcy miałam non stop zasikaną kuchnię i wstyd było zaprosić kogoś nawet). Oprócz tego, że mniej sika i mniej pije to wyskoczyły jej na ciele zmiany skórne, w postaci takich malutkich deformacji naskórka, wysuszonej skóry i ma zwiększony apetyt (tak jak ktoś już tu napisał). No i ten brzuszek, tak jakby wiecznie szczenna była albo miała straszną robaczycę (chociaż ani szczeniąt nie miała nigdy i systematycznie jest odrobaczana). Ta chorba nas troszkę podłamała bo ona dodatkowo ma problemy z kręgosłupem i raka sutka, który nie nadaje się już do operacji. Też spotkaliśmy na swej drosze mało lotnych wetów, Cushinga rozpoznali, ale zapomnieli nam powiedzieć, że po wycięciu jednej liswty mlecznej trzeba za jakiś czas wyciąć drugą bo zaraz będą przerzuty... Głowa do góry Malawaszko!
-
Malawaszka, poproś o te testy o których piszemy i usg nadnerczy, bo jak będą powiększone to może świadczyć o Cushingu. Przyciśnij wetów, gdyż nieleczony Cusing do dobrego nie prowadzi, a z leczonym piesek jeszcze sobie pożyje w dobrej kondycji w miarę.
-
Zrobili ogólną morfologię i biochemię, test z dexametzonem czy jakoś tak, poziom estradiolu czy jakoś tak i usg nadnerczy i wątroby i coś na kortyzol czy jakoś tak. Nie pamiętam, było to 2 lata temu.
-
Zaraz sprawdzę czy mam w książeczce
-
Witam wszystkich, U mojej suczki zdiagnozowano Cushinga około 2 lata temu ( jak miała 10). Zaczęło się jak wszędzie od ciągłego sikania, nadmiernego pragnienia, wyłysienia w pewnych miejscach i wydętego brzucha, tak jakby suka była zarobaczona. Zostały zrobione badania, wyszło, że to Cushing, wyszło, że może brać jeden z leków dostępnych na tę chorobę, a mianowicie Vetoryl (dawkę 30 mg). Lek jest dość drogi, bo 150 za opakowanie na miesiąc ale od razu była poprawa. Niestety tej przypadłości nie da się wyleczyć, można zapobiegać jakiś czas. Ale komfort życia psa od razu był lepszy. Trzeba tylko uważać na wątrobę, bo to lek obciążający (zalecano mi podawanie siemienia lnianego co jakiś czas).
-
Franek w nowym domku. Piękny, szczęsliwy pyszczek - zobacz!
gunia replied to zulugula's topic in Już w nowym domu
Widzę, że sytuacja robi się podobna jak na wątku Malwiny, gdzie dom tymczasowy też postawił ultimatum gdyż już nerwowo nie wytrzymuje z agresją psa, który jest dziki i przez 2 miechy nic się nie zmieniło. Rozumiem Zulugulę, że nie ma juz siły do problemu Frania. Mam podobnie ze starszą suką, która ma strasznie wrażliwy żołądek. Potrafiłam wyjść na 2 godziny i wracając zastać 6-8 lużnych kupek w całym mieszkaniu. Czasami już ze łzami w oczach sprzątałam, nie mówiąc o zapachu jaki nióśł się po mieszkaniu. I tak dzień w dzień. Muszę bardzo uważać co jej daję bo ciągle te biegunki nawracają jeśli choć trochę zmienię jej dietę, jak jest źle to daję jej nitro cos tam (taki żółte w płynie) i to pomaga. No i nie mam żadnego dywanu w domu bo już się nie nadają. Betel, nie wiem co wniosłaś w sprawę, ja myślę, że masz trochę racji. Ja ze swojej strony mogę podjechać z Franiem na Białobrzeską bo moja suka idzie tam do onkologa. -
Co robic - pies na krotkim lancuchu bez budy bez schronienia?
gunia replied to monnnyka's topic in Okrucieństwo
A skąd jesteś? Wtedy można cokolwiek poradzić. Policja może odmówić przyjazdu. -
Boże, jak się cieszę!!! :multi::multi::multi:
-
Maluchy, hop na górę!! Czy nadal są 3? Czy piesek trafił do Mortikii (czy jakoś tak)?
-
Weszłam na tę stronę co poleciła ARKA. Jeśli hotel w Warszawie lub okolicach będzie chciał przyjąć Malwinę to fajnie by było gdyby ktoś od nich przyjechał do Malwiny. Zadzwonię i zapytam ile ewentualnie kosztuje indywidualny tok (pewnie w zależności od miejsca gdzie mają dojechać). Mam nadzieję, że to wypali. Na hotel mamy, nie wiem ile to szkolenie kosztuje. Co do Malwiny i jej zachowań do innych psów, to myślę, że nie musi być koniecznie osobny kojec, ale kojec z dorosłym, dużym psem, który jest łagodny i ufny do ludzi.
-
Przepraszam, nie było mnie na necie, dopiero wróciłam z Józefowa. To kolejne zdjęcia psiaka: [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=95b80786fae3f91e][IMG]http://images35.fotosik.pl/38/95b80786fae3f91em.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=92e3325df5a379fc][IMG]http://images32.fotosik.pl/414/92e3325df5a379fcm.jpg[/IMG][/URL]
-
[FONT=Tahoma]To nie jest tak, że P. Prezes była pewna, że sobie poradzi. Ona wciąż wierzy w Malwinę i naprawdę poświęca jej dużo swojej uwagi, stąd też aż tak dużo nie pisze o niej bo większość dnia spędza na podwórku. Z Lawinią najlepiej kontaktować się telefonicznie, tak jak ja to robię i wtedy wiadomo wszystko. Kwestia kojca była już przerabiana. Próbowano nakłonić Malwinę do wejścia do kojca kundelków, z którymi bardzo ładnie się dogaduje. Niestety, Fart wszedł, a ona wolała się łasić przez ogrodzenie do psów i nie chciała wejść. Ciężko więc ją będzie zagonić do nowego kojca, chyba, że przez środki uspokajające ale co potem? Przecież też musi wychodzić na załatwianie, też musi mieć sprzątane w budzie ale jak to zrobić by ponownie ją tam umieścić? Żeby Malwina nie przestawiała ogródka P. Prezes zastosowała zabawkę w formie pudełeczka-gryzaka ze smakołykami w środku, by pies się czymś zajął. W ogóle nie zainteresowało to Malwiny. Faktem jest, że parę dni temu zostało napisane, że pies robi postępy, ale Malwina jest strasznie nieprzewidywalna. Parokrotnie było tak, że gadałam przez telefon z P. Prezes, zachwalała, że Malwina jest dziś grzeczna, a jak dzwoniłam np. godzinę potem to już Malwina szalała po podwórku i niszczyła siatkę lub kopała doły. Każdy może się w końcu strasznie wkurzyć i czasem mogą paść nieprzemyślane słowa.[/FONT] [FONT=Tahoma][/FONT] [FONT=Tahoma]Co do Farta to nie wiem o co chodzi. Ma ciepłą budę, rośnie ładnie, jak na drożdżach, ma książeczkę, większość dnia spędza w domu na dywanie, nie jest nigdzie zamykany, ani przywiązywany, jest karmiony sucha karmą tak jak Zulugula zaleciła. Nie widzę tutaj uchybień.[/FONT]
-
Boże, biedna psina... Moi rodzice mieszkają bardzo blisko tej obwodnicy, ruchliwa strasznie. Nie wiem jak można wyrzucić psa z samochodu, w ogóle jak można się pozbywać psa. Na Śreniawitów pracują młodzi lekarze, bardzo życzliwi psom (sterylizowałam tam swoją suczkę i to była sytuacja bardzo nagła) więc może uda się ich przekonac by potrzymali psa chociaż jeden dzień dłużej?
-
[FONT=Verdana]Absolutnie nie chcę pomniejszać zasług Tosi w kwestii niesienia pomocy bezdomnym psom. Z jej doświadczeniem z dzikimi psami też nie będę się kłócić, bo po prostu nie wiem. Wierzę Tobie Bazyliah na słowo, że mimo, że ma tyle lat co ja ma już jakiś bagaż doświadczeń w postaci pracy z trudnymi psami. Natomiast nie mogę się zgodzić, że osoba Tosi była pomocna w sprawie Malwiny. Dwa miesiące deklarowała, że jedzie po Malwinę i dojechać nie mogła. Gdy sprawa była już na wczoraj i liczyły się dni to w końcu pojechałam ja sama, a konkretów w sprawie hotelu nie było. I jakoś żadnego z tych udzielających się na forum (oprócz Ocelota i P.Prezes) nie widziałam. Nie byłam przeciwna hotelikowi, ale przeczytaj, ile razy prosiłam o numer konta? Ile prosiłam o klatkę? Musiałam pojechać do Łodzi do Karoli, chociaż klatka nagle znalazła się u Tosi, a ta w tym czasie już udzielała się na forum Malwiny i mogła mi jej użyczyć. Podobnie Tosia była mi pomocna przy załatwianiu sterylki dla mojej Nelki. Wiesz, lepiej liczyć tylko na samego siebie, bo gdybym liczyła na wszystkich życzliwych to Malwina dalej by siedziała na polu.[/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [FONT=Verdana]A jak sobie wyobrażasz podróż 130 km do hoteliku z suką, która jest karmiąca przez co nie mogła dostać dużej ilości środka uspokajającego? Nam już obudziła się zaraz za Lubochnią, rzucała się w bagażniku, wyła, szczekała. I najważniejsze, kto by tę sukę u Pati wyprowadzał (oferowała pomieszczenie dla Malwiny) na szelkach? I kto by wpłacał ponad 400 złotych miesięcznie na hotelik? Zapytaj Ocelota jakie jest hurra ludzi na początku akcji i jak potem trzeba się prosić o pieniądze bo wszyscy nagle zapomnieli o psie w hoteliku. Nie mam ochoty wałkować wciąż tego tematu. [/FONT] [FONT=Verdana] [/FONT] [COLOR=black][FONT=Verdana]Co do Farta, to przejedź się i zobacz, a nie narzekaj, że szkoda psa. Pani Prezes chętnie przyjmie każdego zainteresowanego losem Farta czy Malwiny. Szkoda tylko, że z takiej możliwośći skorzystałam tylko ja i Ocelot, a Ty chyba też od czasu do czasu jesteś w Tomaszowie, prawda? Wszyscy mają tu dużo do powiedzenia, szczególnie Ci, co Malwiny na oczy nie widzieli. Zarzucacie P.Prezes, że nie informuje dokładnie o wszystkim, ale przecież tyle na ile może to pisze o Malwinie. Podała swój numer, można zadzwonić...[/FONT][/COLOR] [FONT=Verdana][SIZE=3] [/SIZE][/FONT]
-
No właśnie problem jest w tym, że Malwina nawet przegłodzona nie zawsze aż tak chętnie je i lubi sobie zakopać w ogródku to jedzenie. Farta można odizolować, ale ważne, żeby ona zjadła całą porcję, tak żeby nie wypluła leku gdy się kapnie, że coś jest w jedzeniu. W poniedziałek przychodzi do psów P.Prezes weterynarz i chciałybyśmy żeby wreszcie obejrzał Malwinę, a bez środków ani rusz. A czy do tego hoteliku jest jakiś telefon? Nie mam zainstalowanego skype, nie mam słuchawek nawet. A chętnie tam zadzwonię i zapytam.
-
Domyślam się, że górę biorą nerwy, ale bez przesady!!! Bazyliah, z całym szacunkiem ale wiesz jak wyglądała sprawa hotelu dla Malwiny? Kilka osób deklarowało przyjazd po Malwinę (np. Tosia) i co? I po 2 miechach przyjechałam w końcu ja sama, była P.Prezes, Zuzka i Ocelot. A gdzie była reszta? Pisałam na forum, że obecność mile widziana, każdy znał datę przyjazdu, godzinę. Upierali się przy hotelu, ale jakoś kiedy poprosiłam o numer konta, na które wpłaciłabym pieniądze to cisza, Pati też się do mnie nie odezwała i jak to miało wyglądać? Tyle osób, a w sumie zainteresowało się niewielu a sprawa była na cito gdyż szcznięta lada dzień otworzyły by oczy i co wtedy???. Poza tym środki usypiające starczyły tylko na 10 km, potem Malwina się obudziła i wyła w bagażniku i jak ja bym dojechała z nią do Warszawy? A kto by wpłacał pieniądze na pozostałe miesiące dla dwóch psów? Czy Pati tak jak napisała Tosia, wyprowadzałaby Malwinę na szelkach? Chyba w snach! ARKO, (zwracam się do Ciebie również z szacunkiem) powstrzymaj się od gróźb bo to jest naruszenie zasad forum. Gdybyś pofatygowała się tak jak ja i zadzwoniła do P.Prezes, dowiedziałabyś się więcej o sprawie i zmieniła ton swoich postów. Pani Prezes rozważa nadal podnie środków uspokajających ale problem jest w tym, że mogą być one podane tylko w jedzeniu, a Malwina je "na raty" i Fart dobiera się do jej miski. Skoro jesteś taka wszechmogąca, że zrobisz piekło P.Prezes to może swoją złość przełożysz na energię w znalezieniu hotelu prowadzonego przez behawiorystę? Malwina może mieszkać jeszcze tydzień u P.Prezes. Tak jak napisała Ocelot szukamy jej na miesiąc hoteliku ale prowadzonego przez kogoś znającego się na dzikich psach. Pieniądze na ten cel są. Jeśli Malwina i tam nie poprawi swojego zachowania wtedy to podejmiemy z osobami, które wpłacają pieniądze, odpowiednie decyzje. Nic innego nie możemy zrobić w tej sytuacji. Co do Farta to on zostaje u P.Prezes na stałe. Ma tam odpowiednie warunki, jada karmę taką jaka została polecona, przywiązał się do rodziny P.Prezes, jest pod opieką weterynarza więc nie widzę powodu żeby miał szukać nowego domu gdyż P.Prezes go pokochała. Kiedy osiągnie odpowiedni wiek i dojrzeje zostanie wykastrowany. To w zasadzie tyle. Nie kłóćmy się bo to nie ma sensu. Poszukajmy jej lepiej hotelu.
-
Też mi się kiedyś marzy rodowodowy pies, ale to daleka przyszłość (strasznie mi się podobają dogi argentyńskie). A co uświadamiania ludzi to naprawdę ciężka sprawa. Czasami niektórzy upierają się przy swoim zdaniu (choć czasem zupełnie wziętym z kosmosu) i za żadne skarby nie chcą go zmienić. Najśmiejszniejsze jest jednak to, że gdy ich argumenty zostaną zupełnie zbite przez argumenty osoby, która coś próbuje wytłumaczyć to ucinają dyskusję słowami : nie bo nie, tak lub tak, to mój pies więc mogę robić co mi się podoba...:angryy: Najgorzej jest niestety, że tacy ludzie uważają się za znawców psów i najgłośniej krzyczą o tym, że rodowód nic nie zmieni i , że my (osoby uważające, że r=r) po prostu reklamujemy hodowle i nie kochamy kundelków, uważając je za mniej warte kochanie co jest absolutną bzdurą!!! :mad: