lena13
Members-
Posts
557 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by lena13
-
Dziś przeszła samą siebie, powoli przestaje mi już wyć, wyje tylko wtedy kiedy się nudzi, lub kiedy musi iść na siku, dziś apetyt miała fantastyczny sprawność też już super bo nie umiałam jej utrzymać do zastrzyku, zaczyna coraz fajniej chodzić i interesować się otoczeniem. Najgorszy ten przedni staw, on sprawia, jej najwięcej kłopotów a ona coraz dalej chce chodzić na spacery, tą sunie ktoś kiedyś uczył, że na własnym podwórku nie można się załatwiać i te reguły wprowadziła sobie tu.
-
Byłam dziś w lecznicy z młodym, bo oczka miał nie za ciekawe i spytałam o nazwę tego leku, no i wiedziałam, wyszłam i zapomniałam ale sobie teraz w necie znalazłam bo pamiętałam tak mniej więcej, młody to urwis i strasznie mi szalał. Ten lek to Orthovisc lub jego pochodna, Dzinka dziś leżakowala w sloneczku razem z innym psiakami jaka była szczęśliwa, zaprzyjazniła się z jedną sunią szczególnie blisko.
-
Wet powiedział, że nie ma takiej opcji aby cokolwiek jej się stało podczas tego zabiegu, ja go jeszcze dopytam, ale z tego co wiem nie ma cienia zagrożenia a może pomóc, Asiu ja też się boje ale jak patrzę jak ona bardzo chce chodzić na długie spacery jak patrzy w kierunku tych stawów, choć nigdy tam nie była jak chce iść do sadu i położyć się na trawie, jak patrzy w pola jak bardzo chce...a ja z nią nie idę daleko bo boje się, że ta łapa nie wytrzyma, sama już nie wiem, o wiele łatwiej by było jakby ona nie miała takiej silnej woli, przecież ona chce chodzić a to ją boli a ona i tak chce iść i spacerować, jestem rozbita na małe kawałeczki, a gdyby to pomogło, gdyby chodzenie już jej tak nie bolało, gdybym mogla iść z nią na prawdziwy spacer.
-
Aronek na lekach wraca do dawnej formy szaleje z psiakami, teraz mają przerobiony wybieg podzielony na dwie cześć ale to dopiero frajda, bo można przechodzić z wybiegu na wybieg, dziś tak szalały, że Aron biegał z Pukiem bawią sie jak dzieci nowym tunelem zapomnieli, że się nie lubią. On jest w rewelacyjnej formie po tych lekach, to wręcz nie możliwe.
-
Ale mnie dziś przegoniła, spacerować jej się zachciało, szłyśmy powoli ale szłyśmy, tył Dżiny zaczyna działać wyśmienicie, dodam tylko, że na początku Dzina qupsko robiła stojąc, dziś pięknie się wypiela po psiemu co oznacza, że wraca do formy. Problem robi ta przednia łapka przez nią są upadki, to w tym momencie największy nasz problem. Nasza pielęgniarka u doktorka była, zastrzyk podała ale zapytać o nazwę leku zapomniała, za to ma więcej ustaleń technicznych, a mianowicie jak się zdecydujemy musimy wcześniej dać znać żeby lek sprowadzić, Dzina musi jechać do lecznicy, gdzie będzie podana lekka narkoza, czy coś w jej typie, łapka wygolona i dopiero podany lek, nasz doktor leczy psy Policji, jeden z nich miał podobną przypadłość miał iść na emeryturę po podaniu tego leku wrócił do służby. Ja jutro zadzwonię do doktora i zapytam w końcu o nazwę, teraz pytanie co robimy. Jeszcze jedna sprawa techniczna, nie ma takiej opcji aby podczas tego zabiegu cokolwiek jej się stało. Teraz moja opinia, ja boje się jakichkolwiek zabiegów, gdybym widziała, że Dzina da radę tak, w życiu nie byłabym za, jednak patrząc jak ona bardzo chce być normalna, i chodzić na spacery już sama nie wiem co myśleć.
-
Jutro będę znała nazwę tego leku, na ten najgorszy staw przedniej łapy, przez, który ona mi dziś upadła, wysyłam naszą pielęgniarkę z kartką w ręku do zapisania szczegółów, do weta bo sama jestem uziemiona mam cudnego bokserka ma 8 miesięcy no i standardowo lęk separacyjny przez to jestem troszkę uziemiona, no cóż do tej pory moją specjalnością były psy z lękiem separacyjnym i agresją, można powiedzieć mam specjalizacje w tych kierunkach, teraz pałeczkę przejęły psiaki z chorobą stawów, nie wiem co gorsze, lęk pokonałam już nie raz, agresję naprawiłam też już nie raz, jak pokonam stawy będę mistrzem i chyba już przy nich zostanę bo co prawda psy z etykietą uwielbiam, jednak opieka nad chorym psem jest zupełnie czymś innym, do tej pory myślałam, że widok agresora stającego się potulnym barankiem jest piękny, nie piękny jest każdy krok Dziny, każdy krok Arona, ale przede wszystkim piękny jest widok psa, który stabilnie staje na nogach podnosi dumnie głowę i idzie do przodu, to nie samowite, jednak wciąż mało wiem o psach wciąż mnie zaskakują, a może na nowo uczą mnie patrzeć na to nasze psie życie.
-
Musi jej się udać, po prostu musi, dziękuje za radę faktycznie powinnam ją asekurować, gdy chodzimy na spacer, ona jest szalenie dumna jak Aron gra twardzielkę, dla tego nie chciałam do tej pory żeby czuła się prze zemnie osaczona. A teraz to nieszczęsne rozliczenie. 200 zł miałam na weta z tego, 1 wizyta i leki 138 zł 2 wizyta 100 zł zastrzyki, które pożyczyłam od Arona a muszę mu odkupić 12, 96 *2=25,92 zastrzyki które muszę kupić dla Dziny 77,76 (będzie ich sześć starczy na 2 tygodnie, ma brać trzy razy w tygodniu) razem 341,68-200=141,68
-
Wybaczcie nie mam teraz serca do rozliczeń jeszcze dziś je zrobię ale potem. Teraz co u nas a więc, Dzina ma dużo chodzić, gdy pojechałam do rodziców zostawiłam ją na wybiegu, żeby mogla sobie pochodzić, gdy wróciłam zastałam ją w budzie za cholerę nie chciała wyjść, już myślałam, że razem przyjdzie nam spać w tej budzie ale się udało, wyszła, poszłyśmy na spacer super nam szło 21 metrów powoli zwiększamy dystans, wróciłyśmy podałam jej kolacje, potem ona chciała znów iść na spacer nie załatwia się na podwórku w boksie przesadnie dba o czystość, poszłyśmy na ten drugi spacer i Dzina mi się przewróciła nie wytrzymała przednia łapa, nawet nie pytajcie co czułam. Ona tak bardzo chce być sprawna tak bardzo chce żyć tak bardzo zaczyna mi ufać a co ja mogę. Marzę że w lato pójdziemy popływać na nasze stawy, pójdziemy..., dodam tylko że miesiąc temu mój nero miał podobne problemy nie w takim stadium ale miał, dziś patrzyłam jak biega, nasz doktor czyni cuda, no i Aron on też super już chodzi, czy Dzinie tez się uda. Podobno w pełnie spełniają się życzenia ja dziś też jedno wypowiedziałam....
-
Zabijcie mnie nie zapisałam nazwy, tego leku wiem tylko, ze podaje się go bezpośrednio do stawu psiak jest pod znieczuleniem, podane też są środki na uspokojenie sedalin czy coś takiego, ten lek jest na zamówienie. Z tego co mi doktor mówił jak już się zdecydujemy on go zamówi i poda, także nie mam pojęcia czy ktokolwiek ma go w domu, aczkolwiek nieraz cuda ma się, to może ktoś ma. W każdym razie ja w poniedziałek się dowiem i napiszę. A teraz lista życzeń co potrzebujemy a może ktoś ma potrzebne są zastrzyki Zeel T Heel w każdej ilości bo dla Dziny potrzebna jest seria 3 potem co tydzień jeden koszt jednego zastrzyku w aptece to 12, 30 orientacyjnie potrzeby jest też caniviton. Co do wyliczeń może później nie mam siły ja dziś chyba pokonałam z 10 kilometrów spacerując z psami w tym z Dziną około 20 metrów, ale zawsze coś a jaka dumna była, że idzie z człowiekiem na spacer. Nasza psia pielęgniarka bez, której bym sobie nie poradziła i przed, którą chylę czoła za zasługi dla nas mi pomagała. Jak już pisałam Dzinka jest rozpieszczana przez wszystkich jest przy tym taka dumna, że budzi takie zainteresowanie, doktor w piątek sam zadzwonił pytać o nią jak się czuje podbiła serca wszystkich.
-
Ja podliczę wszystko wieczorkiem, muszę policzyć ile dostałam na weta ile wydalam, muszę doliczyć zastrzyki jakie pożyczyłam od Arona (bo mi Mysia głowę urwie, muszę Aronowi je odkupić), muszę policzyć ile muszę mieć na zastrzyki dla Dziny,(dobrze, ze pielęgniarkę mam za free bo bym z torbami poszła) teraz nie mogę zająć się finansami bo czeszę Dzinę, Asiu jej zapach przeszedł już na mnie to sobie pomyśl jak obie pachniemy, nie mogę jej o kąpać więc czeszemy dredy, dobrze ze pacjentka cierpliwa.
-
Jesteśmy po drugiej wizycie doktora, a więc ucierpiałam w tym starciu bo Dzina z bólu mnie ugryzła, zostało jej to wybaczone. Koszt dzisiejszej wizyty 100 zł, a teraz rokowania, postawiony został na nogi tył Dziny, poprzednio nie dala się dotknąć, teraz już to o niebo lepiej wygląda, można powiedzieć, że na dzień dzisiejszy jest 40 % poprawy co niezmiernie mnie cieszy. Co do przodu kulawizna przedniej łapy to pikuś, ten staw to katastrofa ale jest alternatywa, jest lek, który może jej pomoc jest to lek ludzki podaje się do tego stawu zabijcie mnie zapomniałam nazwy, jego koszt z podaniem to ok 250 zł, teraz decyzja zależy już tylko od Was. Co do samej Dziny ona była w apatii i odrętwieniu, głównie leżała i się nie ruszała była bo...., wczoraj mieliśmy najazd gości, mega szał zabawy z psami, była córka mojej kuzynki 12 letnia, jakby Dzinę piorun walnął, jakby wróciły wspomnienia, jakby kiedyś miała mała panią...Dzina obudziła się z letargu, zaczęła się głośno domagać zainteresowania, zaczęła chodzić, zaczęła żyć. Dziś rano domagała się zainteresowania, łazi za mną krok w krok, tz kuśtyka, chce być częścią naszej społeczności już w pełnym wydaniu, aha polubiła się z Aronkiem. Co do leków dostaje Scanodyl, zastrzyki, leki przeciwbólowe, no i zastrzyki, które dostaje Aron, to tyle na już resztę informacji napisze, później teraz muszę wracać do psów. Co do rokowań tam gdzie była było to kwestią dni, my dostaliśmy czas do wiosny, w zależności jak przeżyje zimę(na zimę biorę ją do domu do ciepłego), a ja uważam, że czasu mamy więcej, bynajmniej zrobię wszystko co w mojej mocy.
-
Ona płakała z bólu, tak bardzo bolało ją badanie, ona nie chodzi jak każdy pies ona głównie się kładzie, gdy się kładzie robi to strasznie delikatnie jakby każdy ruch sprawiał jej ból, jednocześnie nie pokazuje łez nie plącze nie piszczy jakby już dawno stwierdziła, że tak ma być. Leki powinny sprawić, że Dzina znów zacznie żyć, wyczeszę ją jak już będzie można, nie będę na razie stresować ją kąpielą, zdjęcia robiłam, później je wstawię, kiepskie ale zawsze coś.
-
Już po wizycie, Dzina bardzo płakała, ja też a wet prawie, Dostała zastrzyk leki i zastrzyk, który pożyczyłam od Arona, za wszystko zapłaciłam 138, zł podejrzewam, że to nie koniec wydatków, jednak jak na razie mam leki, mam Dzinę dobrze być musi, pełną diagnozę podam jutro jak podjadę do weta, wybaczcie mi nie zapamiętałam, ona tak strasznie płakała, serce mi pękało, w piątek mam dzwonić do weta, czy jest poprawa, aha i jeszcze jedno co zapamiętałam to, to, że Dzina ma trafić do jedynki, pod żadnym pozorem na podwórko, ale to już wiedziałam Dzinka jest w jedynce, mówiąc jedynka doktor miał na myśli jej apartament. Także jak na moje oko zimne noce spędzane na zewnątrz, bez leków w miejscu, w którym była doprowadziły by....
-
Noc minęła nam bardzo dobrze, z jednym wyjątkiem bo o 23 Pan przywiózł do nas psa, z powodu wyjazdu za granice, oddał psa do adopcji, w każdym razie ta nocna wizyta pobudziła wszystkie psiaki i było głośno. Teraz sprawy formalne, dziś o 15 u Dziny będzie doktor, w związku z tym proszę o przelanie na moje konto min 200 zł, jeśli wyjdzie mniej odeśle, ja już nie mam z czego wykładać ze swoich, bo niestety, ostatnio poza Aronem nikt nie płaci nam w terminie, co zaczyna mnie już irytować, bo kasę na prąd, opłaty wydaje na karmę, na psy, kiedyś się obudzę a tu będzie czarny ląd bez mediów, to taki mój apelik, bo mnie w końcu tz, za drzwi wystawi i gdzie ja biedna się podzieję z całą armią przecudownych psiaków. Gdy opisałam wetowi co dolega Dzinie powiedział tylko ...o Boże..., a powiedziałam tylko Dzina ma stan jak Aron tylko kilkakrotnie gorszy, proszę trzymajcie za nas kciuki, musi nam się udać.
-
Spokojnie spokojnie z tym przytyciem, ja jestem ekspertem, wiem, ze rodzicom mogę dać tylko psa, który ma 10 kilo niedowagi, odchudzam Megę mamy już 7 miesięcy, przy chorobie stawów, ważna jest waga, mój Nero gdy schudł chodzi o niebo lepiej, także ta waga to była w formie żartu, oczywiście sprawdzę ile jest naprawdę Dziny a ile tego futra na niej bo sierść fatalna nawet jakby dredy miała, najpierw wet później zabiegi kosmetyczne. Ja umowie się z wetem na jutro o ile się uda najpóźniej na czwartek. Co do tapczaniku,tak sama weszła dałam jej luz robiła co chciała nie chciałam stresować ją swoją osobą, ona się bała wyjść z pokoiku, ze już tam nie będzie mogla wrócić, jest szalenie grzeczna ja jestem w szoku spodziewałam się wycia do księżyca i tego że zechce być na otwartej przestrzeni, cieszę się, że nie,na zimę boksy będą ogrzewane, marzę tylko o jednym aby przekonała Arona żeby zamieszkał z nią Aron ma problemy ze stawami, nie może pozostać w zimie na wybiegu.
-
Zajdla suchą karmę z mięsem, może inaczej mięso z suchą karmą, w tępię ekspresowym to wciągnęła, potem leżała na.....tapczanie, za skarby świata nie chciała wyjść na siku, ale w końcu wyszła, dostała ciacho i poszła spać, nie będę pisała jakie były komentarze moich rodziców, gdy ją zobaczyli. Jeden z nich brzmiał, że biorą ją do siebie bo ją trzeba okapać, w ogóle podtuczyć, jaka ona biedna.
-
No pewnie zapraszam, ja już jutro poznam Dzinę, swoją droga ciekawa jestem jak to będzie, Aronek przez pierwszych kilka nocy prawie w ogóle nie dał mi się wyspać strasznie płakał, a ja biegałam do niego sprawdzać czy coś mu dolega, to będzie duża zmiana dla Dziny oby jej się spodobało, wszystko wywróci jej się do góry nogami zostawi kumpli, tu pozna nowych jakoś to będzie najważniejsze, żeby wróciła do formy.
-
Luzik, z Dzinką to może nie, znajdę Ci inny pokój, może Pukol się zgodzi on strasznie lubi towarzystwo, ciekawa jestem czy się polubią Dzina, Puko, Aron łączy je pobyt w tym samym schronie, teraz połączy je pobyt tu. Dodam tylko, że psiaki z tego schronu są cudowne i to nie jest wazeliniarstwo, po prostu szczera prawda. Wracając do Dziny mam stracha jednak jestem optymistycznie nastawiona, bo mam syncia mojego Rottka, on w pewnym momencie miał problem, że wył mi z bólu jak wstawał, od razu wet, dostał zastrzyk na miejscu potem leki, Nero dziś to jak młody bóg biega skacze, dlatego tak upieram się przy wecie, przy zastosowaniu odpowiednich leków i znalezieniu źródła problemu, uporamy się z przypadłością Dziny.
-
Od razu organizuję weta sam apartament nie wystarczy, od razu musimy zrobić rozpoznanie i podać leki, ona u mnie nie będzie cierpieć, bo mi serce pęknie, a wtedy Aron, Puko zostaną bez opieki, nie wspominając o reszcie psiaków, także kasa na weta musi być na cito, jak trafimy w leki dziewczyna na spacerach będzie biegać. Muszę ją zobaczyć, jeżeli będzie od razu źle, trzeba wezwać weta na cito, jeżeli będzie w miarę dostanie dwa dni na aklimatyzacje, dopiero wet. Jednak prawdopodobnie umówię się na czwartek rano z doktorem, będę miała wtedy pomoc tutaj, badanie u większego psa jest trudne stąd zawsze organizuje sobie pomoc.